czwartek, 29 lipca 2021

Rzecz o tym, jak artystki burzą stary świat.

Dziś opowiem Wam o najnowszej książce autorstwa Sylwii Zientek. Autorka ta w swoim literackim dorobku ma już całkiem sporo różnorodnych gatunkowo pozycji, a tym razem postanowiła przybliżyć czytelnikom mało znane postacie polskich malarek, które żyły na przełomie XIX i XX wieku.

Opisane zostały w niej losy postaci m.in. takich jak: Anna Bilińska, Olga Boznańska, Maria Dulębianka, Alicja Halicka, Mela Muter, Irena Reno i inne. Na kartach tej publikacji napotykamy również na inne postacie znaczące dla ówczesnej epoki – Np. Tamarę Łapicką, Helenę Rubinstein etc.

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że pomimo tego, iż jest to książka o artystkach, malarstwie i tematach pokrewnych to nie jest ona przeznaczona wyłącznie dla znawców i miłośników sztuki. Po jej lekturze śmiało mogę stwierdzić, że jest ona przeznaczona dla szerokiego grona odbiorców, gdyż w sposób bardzo czytelny ukazuje losy kobiet na emigracji, które w swoim kraju nie były doceniane. Dowiadujemy się wiele na temat ich zmagań dotyczących życia na obczyźnie oraz prób wyrwania się ze schematów, w jakie z racji swej płci są one uwikłane.

Ich perypetie są bardzo burzliwe, a czasami wręcz tragiczne. Malarki poszukują nie tylko własnej drogi twórczej, lecz także tej życiowej. Śledzimy życie paryskiego Montparnasse’u, czyli dzielnicy, w której w latach 30-tych XX wieku kwitło życie artystycznej bohemy.

Sylwia Zientek z zazwyczaj trudno dostępnych skrawków informacji historycznych stworzyła misterną i kunsztowną opowieść o tak samo barwnym, jak i na swój sposób brutalnym świecie artystów, w którym kobiety tym bardziej nie mają łatwego życia. W ówczesnych czasach podstawową rolą kobiet było bycie żoną, matką i gospodynią, a opisane malarki mocno wymykają się takim schematom usilnie i wbrew różnorakim przeciwnościom dążąc do realizacji swoich marzeń i obranych celów. Niestety niejednokrotnie przychodzi im zapłacić za to bardzo wysoką cenę.

Autorka w przystępny sposób opowiada czytelnikom o kobietach z krwi i kości nakreślając przy tym nieodłączne dla ludzkiego życia wzloty i upadki oraz blaski i cienie artystycznej profesji w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Jeśli macie ochotę na bardzo klimatyczną lekturę, przybliżającą mało znane (kobiece oraz artystyczne) ogromnie interesujące życiorysy pełne intrygujących perypetii to sięgnijcie po tę niebanalną książkę.

Jeszcze bardziej wyrafinowanego smaku dodają zamieszczone w niniejszej publikacji różnego rodzaju prace przedstawianych w tym tytule artystek. Dzięki temu książka ta stanowi nie tylko preludium do refleksji nad artystycznym życiem kobiet na przestrzeni lat/wieków, lecz również ucztę dla oczu.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 21 lipca 2021

"Łatwo jest utknąć. Pozwolić, by jedno poważne wydarzenie zatrzymało cię w miejscu. A to wielka strata. Nie daj się, bo umknie ci szansa na wszytko inne." - Peter Bognanni

Tej autorki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, gdyż Małgorzata Kalicińska ma spory dorobek literacki. „Dwoje na kwarantannie” to jedna z jej najświeższych publikacji, która jest swego rodzaju kontynuacją losów Stefana – narratora oraz głównego bohatera „Listów pisanych atramentem”.

Tym razem Stefan traci cały dobytek w pożarze, sympatyczni sąsiedzi Marianna i Antoni oferują mu dach nad głową i próbują wciągnąć go z nasilającej się depresji. Jednak, gdy kończą im się pomysły na to jak wspierać mężczyznę, a jego stan psychiczny zbytnio się nie poprawia z odsieczą pojawia się znajoma Marianny – Pajka (od Pamela), która decyduje się zabrać Stefka do swojego wiejskiego domu, gdzie zawsze przecież znajdzie się coś do naprawienia, oporządzenia etc, by dzięki pracy przytłoczony nieszczęściem pogorzelec odzyskał chęci do życia.

Tak oto rozpoczyna się ta sympatyczna w gruncie rzeczy historia. I chociaż tytuł mógłby sugerować, że jest to opowieść o pandemii, koronawirusie itd. to nie do końca tak właśnie jest – oczywiście, pandemia i jej różne echa stanowią tło w snutej przez autorkę opowieści, ponieważ wirus ten od dawna towarzyszy naszej codzienności intensywnie na nią rzutując.

Przede wszystkim jednak autorka opisuje losy dwojga ludzi w „srebrnym” wieku, każde z nich jest po przejściach i w pewnym sensie przywykli już do życia w pojedynkę, mając własne przyzwyczajenia i drobne fanaberie etc.

Nastająca niespodziewanie pandemia przedłuża ich w początkowym założeniu tylko tymczasowe mieszkanie pod jednym dachem. Wtedy oboje stopniowo odkrywają jakby zupełnie na nowo, czym jest obecność drugiego człowieka, wspólne rozmowy, posiłki czy nawet milczenie we dwoje…

Jest to ciepła i bardzo sympatyczna historia o odkrywaniu siebie nawet w jesieni życia. O tym, że czasem emocje i uczucia, które wydają nam się dawno zapomniane i nazwijmy to „przeżyte bezpowrotnie” mogą obudzić się w najbardziej zaskakującym dla nas momencie. Małgorzata Kalicińska w sposób bardzo subtelny pokazała stopniowe budowanie relacji nie tylko z drugim człowiekiem, lecz także z samym sobą, co z kolei pozwala bohaterom na wewnętrzne poukładanie siebie, choć niekiedy wydaje im się, że z racji doświadczenia życiowego powinni być już całkowicie spójni z samymi sobą.

Z historii tej wyłania się też pewna uniwersalna prawda, że to, czego nie raz szukamy długo i daleko w istocie okazuje się być całkiem blisko nas.  

Jeśli chcecie poznać losy cichego, spokojnego, a jednocześnie niezwykle pracowitego i elokwentnego Stefana oraz energicznej, mającej apetyt na życie, inteligentnej i przedsiębiorczej Pajki to zajrzyjcie na karty powieści „Dwoje na kwarantannie”. Tu codzienne życie miesza się z refleksjami nad tym, co minione i co jeszcze zdarzyć się może, a spora dawka humoru oraz barwne opisy otaczającej bohaterów przyrody tworzą specyficzny klimat tej uroczej, odrobinę nostalgicznej i pełnej różnych emocji opowieści.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 12 lipca 2021

"Nie da się przyśpieszyć biegu rzeki lub wschodu słońca ani sprawić, aby drzewa rosły szybciej niż rosną. Wszystko wydarza się wtedy, gdy jest na to gotowe." - Dennis Genpo Merzel


Kilka miesięcy temu opisywałam Wam pierwszy tom Sagi Wiejskiej autorstwa Kasi Bulicz – Kasprzak zatytułowany „Skrawek pola”, dzisiaj natomiast przyszła pora na słów kilka na temat drugiego tomu niniejszej sagi, który nosi tytuł „Gościniec”.

Akcja tej powieści toczy się w latach 20-tych XX wieku. Powracamy do Tynczyna, aby stopniowo zapoznawać się z dalszymi perypetiami znanych nam już z poprzedniej części bohaterów, ale nie tylko. Rozdziały osadzone w latach 1892-1930 poświecone są burzliwym i de facto tragicznym losom Krystyny Malickiej, która jest częścią familii autorki.

Wieś większości z nas kojarzy się z sielskością i spokojem, ale czy zawsze i dla wszystkich tak właśnie było? Otóż nic bardziej mylnego – życie mieszkańców opisywanych przez autorkę toczy się w rytmie nastających po sobie pór roku, przy ogromie pracy nakładanym na człowieka przez każdą z nich. Chociaż praca ta jest zależnie od pory zupełnie inna to tak na dobrą sprawę nigdy jej nie ubywa… Oprócz ciężkiej harówki oraz pełnego różnorodnych znojów życia i biedy mieszkańcy borykają się również z nastającymi coraz mocniej bolszewikami.

Nie jest to jednak wyłącznie smutna książka, śledzimy w niej dojrzewanie i pierwsze miłości młodszych bohaterów, ich wzajemne zauroczenia, ukradkowe spojrzenia etc. Autorka pokazuje czytelnikom egzystencjalne wzloty i upadki opisywanych postaci, ich życiowe rozterki i wybory, czyli codzienność ludzka w pełnej krasie, gdzie uśmiech miesza się ze łzami, a chwile szczęścia z momentami rozpaczy.

Jeśli zaś chodzi o historię Krystyny Malickiej to jej dola pokazuje częsty los żyjących na wsi kobiet ukazany niczym w soczewce. Mąż, który powinien być głową rodziny i ostoją dla tworzenia bezpiecznego domu staje się katem, oprawcą i powodem rozlicznych problemów oraz życiowej tułaczki na różnych płaszczyznach. A dla otoczenia stwarza jak najlepsze pozory miłości, troski etc.

Książkę tę czyta się dobrze i szybko. Podczas jej lektury miałam wrażenie, iż napisana została nawet nieco przystępniej pod względem fabuły niż część pierwsza, która chociaż podobała mi się to momentami była dosyć mocno spowolniona, co niekiedy odrobinę nużyło przy jej czytaniu – w „Gościńcu” natomiast wszystko toczy się bardzo zgrabnym rytmem.

Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów tynczynian i chcecie poznać trudne i burzliwe, lecz jednocześnie dające do myślenia losy krewnej autorki. A wszystko to osadzone wśród realiów wiejskiej codzienności, o której niestety coraz bardziej dziś zapominamy to koniecznie sięgnijcie po tę najnowszą opowieść Kasi Bulicz – Kasprzak.

Mamy środek lata, więc być może ktoś z Was spędza urlop gdzieś na malowniczej prowincji wtedy niniejsza lektura z pewnością nabierze jeszcze bardziej wyjątkowego smaku. Zapewne pozwoli Wam ona dostrzec obraz wsi „kiedyś” i tej widzianej aktualnie ze wszystkimi tego plusami i minusami.

Polecam Wam tę interesującą powieść i wyczekuję jej trzeciego tomu, który prawdopodobnie pojawi się na rynku już jesienią.
 

środa, 7 lipca 2021

Magia leśnego przyciągania


Stali bywalcy mojego bloga doskonale wiedzą, że po literaturę z gatunku fantasy sięgam dosyć rzadko, niemniej jednak zdarzają się i takie chwile, kiedy ten typ powieści trafia w moje ręce, a zarazem na czytelniczy warsztat.

Tak właśnie stało się w przypadku opowieści „Pamięć lasu”, o której chciałabym Wam dziś co nieco opowiedzieć. Jej autorką jest Agnieszka Osikowicz – Chwaja, a niniejsza książka otwiera cykl Opowieści Starych Drzew.

Głównym bohaterem historii jest młody kapitan Asger Sidort, który wraz ze swoim oddziałem zostaje oddelegowany do niewielkiego miasteczka Sola znajdującego się na obrzeżach puszczy. Podkomendni kapitana mają za zadanie spacyfikować grasujących w pobliżu rebeliantów. Wspomniani leśni buntownicy od wielu lat koczują w lesie i wywołują postrach wśród miejscowej ludności. Giną ludzie, a zadane im rany są na tyle niejednoznaczne, iż przywodzą na myśl podejrzenie, że zostały zadane przez zwierzę lub coś, co przeistacza się z człowieka w zwierzynę.

Batalia z leśnymi stanowi dla Asgera trudny orzech do zgryzienia, gdyż jego oddział nie jest duży, a pozostałe wsparcie w walce z zastanym zagrożeniem mają stanowić jedynie członkowie miejscowej społeczności, która właściwie nie miała do czynienia z walką, bronią etc.

Opowieść wykreowana przez autorkę jest pełna różnego rodzaju intryg oraz ludzkich rozterek, których los nie szczędzi poszczególnym bohaterom. Śledzimy także zmagania militarne i masę zawiłości we wzajemnych potyczkach kompanii Sidorta z przyczajonymi w lesie buntownikami.

A wszystkiemu temu „przygląda się” Smutny Las, którego legendę Asger w końcu poznaje. Las ten przyzywa kapitana w niewyjaśniony dla niego samego, lecz nieodparty sposób. Czy Asger zdoła oprzeć się temu nieposkromionemu wezwaniu? Tego dowiecie się z kart książki.

Nie jest to jednak wyłącznie powieść o walce i bohaterstwie, choć z pewnością stanowią one niemałą część jej treści. Jest to historia o ludzkim zmaganiu się z własną przeszłością, o wewnętrznym pragnieniu miłości i przyjaźni oraz potrzebie poczucia przynależności. Ukazane zostało w niej także to, iż magia zawsze znajdzie jakiś sposób by wkraść się do realnego świata i trwać w nim niczym nieustające tchnienie przez niemierzalny czas.

Czy odważycie się wejść do tak mrocznego, jak intrygującego lasu, w którym coś ewidentnie się czai, lecz sprytnie ukrywa przed Wami swe oblicze wodząc Was za nos?

Niech „Pamięć lasu” przemówi do Was dzięki lekkiemu, a zarazem przejmującemu pióru autorki.

Dla miłośników magicznych opowieści książka ta będzie idealną lekturą na letni, wakacyjny czas. Według mnie sprawdzi się ona również w każdym innym czasie, gdyż sama w sobie jest tak klimatyczna, że na pewno dopasuje się do każdej pory, w jakiej zdecydujecie się po nią sięgnąć.

Niech więc las stanie przed Wami otworem i zdradzi Wam sekret swej pamięci - Dołączcie do kompanów Asgera Sidorta i wraz z nimi wyruszcie na spotkanie magicznej przygody!

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 5 lipca 2021

"Wszystko jest skomponowane ze słów..."

 
 
Na polskim rynku wydawniczym Mario Escobar zadebiutował w marcu 2019 roku powieścią historyczną „Kołysanka z Auschwitz”. Natomiast w kwietniu bieżącego roku ukazała się już jego trzecia książka (w między czasie były jeszcze „Dzieci żółtej gwiazdy”, których lektura wciąż przede mną) nosząca tytuł „Bibliotekarka z Saint-Malo”. Bohaterką opowieści jest Jocelyn Ferrec mieszkająca w małym tytułowym miasteczku bibliotekarka, która zmaga się z chorobą płuc. Jocelyn jest również szczęśliwą mężatką, jednak sielanka nie trwa zbyt długo, gdyż jej mąż Antoine zostaje powołany na front. Kobieta powoli wraca do zdrowia, lecz całym jej światem staje się biblioteka oraz wspierający ją przyjaciel Denis, który podziela pasję naszej bohaterki i z zawodu jest księgarzem.

Latem 1940 roku do cichego i spokojnego Saint-Malo wkraczają naziści siejąc postrach i zamęt wśród miejscowej ludności. Ucieczką od narastającego chaosu są dla Jocelyn, jak zawsze w trudnych chwilach, książki, z których większość staje się towarem zakazanym oraz pisanie listów do pisarza Marcela Zoli.

W historii Jocelyn odnajdujemy wiele wątków historycznych, które stanowią tło jej codzienności. Autor na przykładzie losów wykreowanych przez siebie bardzo różnorodnych bohaterów ukazał nie tylko ogrom okrucieństw oraz spustoszenie, jakie na wielu polach niesie ze sobą wojenna zawierucha dla ludności cywilnej. Oprócz w/w kwestii czytelnik śledzi również zakazaną relację Jocelyn i niemieckiego oficera Hermanna, który wbrew okolicznościom zakochuje się w kobiecie, w której absolutnie nie powinien…

Dowiadujemy się również sporo na temat działań, jakie podejmują ludzie, aby w jakikolwiek sposób przeciwstawić się okupantowi. Chociaż ryzyko jest ogromne nie szczędzą oni wysiłków w tym kierunku, a satysfakcja z udanych akcji jest przeogromną i daje wciąż nowe nadzieje na odmianę trudnego losu.

Jeśli macie ochotę przeczytać niespieszna historię o książkach i ludziach oraz o tym, jak wojna zmieniając wszystko paradoksalnie nie zmienia nic z tego, co fundamentalne to najnowsza powieść Mario Escobara będzie dla Was dobrym wyborem.

Książkę czyta się dobrze, a śledząc przemyślenia bohaterki snujemy również własne refleksje na podsuwane tematy. Jest to opowieść nie tylko o wojnie, lecz również o przyjaźni, miłości nie tylko do ludzi, ale także książek i słowa pisanego, o marzeniach i człowieczeństwie, którego nie wolno nam zatracać w żadnych okolicznościach.

Poznajcie zatem historię Jocelyn Ferrec i jej ukochanej biblioteki usytuowanej w urokliwym Saint-Malo.

Zapraszam Was wszystkich do tego niezwykłego zakątka. 
 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 21 czerwca 2021

"Życie jest jak rzeka, nie zatrzymuje się, nie czeka, nie dba o to co ze sobą niesie i po prostu płynie".

Ałbena Grabowska jest autorką wielu powieści skierowanych zarówno do odbiorców dorosłych, jak i do młodzieży. Serca czytelników skradła m.in. swoją bestsellerową sagą „Stulecie winnych”, która została przeniesiona na telewizyjne ekrany w formie serialu.

W kwietniu nakładem Domu Wydawniczego REBIS ukazała się najnowsza powieść autorki i to właśnie o tym tytule chcę Wam dziś opowiedzieć. „Rzeki płyną, jak chcą” to wielowątkowa opowieść, której akcja rozpoczyna się w roku 1914, w przededniu I Wojny Światowej. Życie trzech sióstr – Klary, Amelii i Róży oraz ich matki Anny zmienia się w obliczu tego, iż kobiety zostają w rodzinnym majątku same, ponieważ ojciec rodziny został powołany na front i słuch po nim zaginął…

Śledzimy losy kobiet, ich wzajemne relacje, które de facto bywają niesamowicie toksyczne, a także to jak na różne sposoby przełamują one konwenanse i stereotypy. Klara, jako najstarsza z sióstr powinna pierwsza wyjść za mąż, tak się jednak nie dzieje, gdyż Amelia, która ku oburzeniu rodziny podjęła pracę w szpitalu wojskowym powraca do rodzinnego Niebielowa wraz z mężem Jankiem, którym opiekowała się w lazarecie. Pojawienie się w majątku mężczyzny powoduje rzecz jasna mnóstwo zawirowań, a późniejsze wydarzenia i kolejni przybysze jeszcze bardziej ten stan potęgują.

Powieść ta jest rzeczywiście niczym płynąca rzeka. Życie naszych bohaterek obserwujemy bowiem w dłuższej perspektywie czasowej, a ich losy toczą się momentami leniwie, a w innych chwilach tak burzliwie, iż przypominają nut rzeczny, który jak wiadomo bywa bardzo zmienny w zależności od wielu czynników.

W swojej prozie, na przykładzie wykreowanych bohaterek, autorka porusza bardzo wiele istotnych tematów takich, jak np. emancypacja kobiet, ich dążenie do posiadania własnego zdania i samorealizacji na różnorodnych polach.

W książce tej rzecz jasna nie brakuje miłosnych rozterek i wielu emocji, które każda z kobiet przeżywa w odniesieniu do wydarzeń i relacji, jakie stają się ich udziałem. Jest to opowieść nie tylko o przetrwaniu w trudnych, wojennych czasach. Mowa w niej również o miłości, zauroczeniu, odrzuceniu, wdzięczności, stracie, bólu, wewnętrznym zagubieniu i poczuciu osamotnienia oraz wielu innych odcieniach ludzkiej egzystencji.

Mimo, iż bohaterki tej historii bywają irytujące to nie sposób nie przyznać im tego, że walczą o to, co jest dla nich ważne. Na kartach tej książki coraz bardziej poznają one siebie i swoje prawdziwe pragnienia.

Dokąd zaprowadzi je ta wiedza? – Tego dowiecie się z kart książki. Poznajcie perypetie sióstr Terechowiczówien zapisane w tej niezwykle barwnej opowieści wciągającej w swe meandry niczym nurt rządzącej się własnymi prawami rzeki.

Powieść tę czyta się płynnie i z zaciekawieniem, a jej zakończenie zaskakuje czytelnika.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 14 czerwca 2021

"Chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych..."

Jakiś czas temu nakładem Wydawnictwa Od deski do deski ukazywała się seria Na F/Aktach, w której skład wchodziły, jak sama nazwa wskazuje, historie oparte na autentycznych wydarzeniach, nie są to jednak typowe reportaże. Autorzy, którzy wzięli udział w niniejszym projekcie postanowili nadać w/w opowieściom fabularne ramy.

Jeśli ktoś śledzi mojego bloga to wie, że kilka tomów z tej serii już za mną, a ich recenzje są dostępne. Niemniej jednak do przeczytania zostało mi jeszcze trochę, a dzisiaj opowiem Wam o historii zawartej w powieści „Inna dusza” Łukasza Orbitowskiego, która również wchodzi w skład serii Na F/aktach.

Akcja książki toczy się w drugiej połowie lat 90-tych w Bydgoszczy, a głównymi bohaterami powieści są trzej dorastający i przyjaźniący się ze sobą chłopcy: Jędrek, Darek i Krzysiek. Każdy z nich zmaga się ze swoją na różne sposoby pogmatwaną historią szukając przy tym swojego miejsca w życiu i otaczającej rzeczywistości.

W mocno przytłaczającej i dusznej atmosferze snutej przez autora opowieści obserwujemy, jak stopniowo, lecz nieubłaganie w jednym z bohaterów budzą się demony… A wszystko to osadzone jest w zakamarkach bydgoskich ulic, zaułków, mieszkań, piwnic etc.

Bohaterowie tej opowieści są mocno niejednoznaczni, a ich życiowe perypetie unaoczniają czytelnikom, że żaden z chłopaków nie jest ani z gruntu dobry i nieskazitelny, ani zły i wyzuty z człowieczeństwa.

Bardzo trudno jest klarownie wyjaśnić, dlaczego doszło do opisanych w książce zbrodni. Tym bardziej, że sprawca sam nie pojmuje istoty rzeczy będąc jednocześnie człowiekiem inteligentnym, posiadającym pasję i marzenia.

W książce tej w sposób wręcz fotograficzny ukazany został obraz dojrzewania w patologicznej rodzinie, zaściankowość oraz podziały społeczno – ekonomiczne wśród ludzi. Na takim właśnie tle Łukasz Orbitowski pokazuje z zegarmistrzowską wręcz precyzją rozdwojenia jaźni zachodzące zarówno u sprawcy zabójstw, jak również u jednego z ojców – nałogowego alkoholika.

Pierwszy oraz ostatni rozdział książki stanowią swego rodzaju klamrę, która wprowadza, a następnie wyprowadza czytelnika z tej pełnej różnorodnych meandrów opowieści.

Jeśli chodzi o historię samą w sobie to uważam, że jest ona jak najbardziej godna uwagi i wielu nad nią refleksji. Natomiast narracja i styl autora w tej książce mocno mnie zmęczyły. Czytając było mi trudno wyzbyć się poczucia chaosu i zagubienia w tym, kto w danej chwili opowiada, co znacząco spowalniało lekturę. 

Jak widzicie mam do tej powieści nieco mieszane odczucia, więc najlepiej będzie, jeśli sami wyrobicie sobie zdanie na jej temat poprzez jej ewentualną lekturę. Ja, mimo wszystko mam zamiar dać jeszcze szansę innym tytułom autora, ale to dopiero za jakiś czas – póki co muszę odetchnąć.


czwartek, 10 czerwca 2021

Komisarz Suda i aspirant Widełka na nowym tropie...


W styczniu bieżącego roku przeczytałam książkę „Echo serca”, która ukazuje śledztwo i związane z nim perypetie komisarz Iwony Sudy, starszego aspiranta Błażeja Widełki oraz pozostałych członków załogi tarnowskiego komisariatu policji. Dziś natomiast opowiem Wam o drugiej odsłonie losów w/w bohaterów, którzy obecnie zajmują się już zupełnie inną sprawą, lecz nie zmienia to absolutnie faktu, iż tym razem jest równie mrocznie i intrygująco, jak w przypadku poprzedniego dochodzenia.

Tuż przed Bożym Narodzeniem na skutek bardzo dziwnego wypadku, któremu ulega komisarz Suda znajduje ona w samochodzie po środku lasu bezgłowe zwłoki…

Począwszy od tego zdarzenia rusza spirala zaskakujących i wciągających czytelnika już od pierwszych stron wydarzeń, które w toku lektury nabierają jednak bardzo wielu różnych znaczeń, a pokazywane z różnych perspektyw nasuwają coraz to inne wnioski.

Odnalezione ciało początkowo zdaje się należeć do Sebastiana Kalinicza, młodego i niezwykle operatywnego biznesmana, co potwierdza jego małżonka Mariola - ale czy aby na pewno tak jest? – Tego dowiecie się z lektury.

Piotr Liana poprzez swojego narratora, który roztacza przed odbiorcami niniejszą opowieść, w sposób bardzo umiejętny i bez ubarwiania rzeczywistości wprowadza nas w środowisko bezdomnych wraz z całą gamą panujących w nim relacji i zależności. Zaś pierwszoplanowe postacie są z całą pewnością wyraziste i nietuzinkowe.

Autor zapętlając wątki w sposób subtelny i wyrafinowany wodzi czytelnika za nos niejednokrotnie zwodząc jego myśli na manowce, gdy wydaje się, że jesteśmy już tuż - tuż od rozwikłania zagadki, a po kilku stronach czy akapitach okazuje się, że jednak nie tędy droga.

W tym wszystkim przyglądamy się również burzliwym i mocno skomplikowanym relacjom Sudy i Widełki. Jeśli chcecie poznać rozwiązanie tajemnicy bezgłowego trupa i dowiedzieć się, czym okaże się tytułowy test tolerancji to koniecznie sięgnijcie po najnowszą powieść Piotra Liany.

Książkę tę pomimo jej objętości (558 stron) czyta się płynnie i szybko. W opowieści tej oprócz wątku kryminalnego poruszonych zostało bardzo wiele tematów, a wśród nich są między innymi bezdomność, samotność, brak akceptacji w otoczeniu, niskie poczucie własnej wartości i zagubienia, czy molestowanie dzieci.

Cała historia opleciona jest misterną siecią intryg i kłamstw, w którą na różne sposoby uwikłani są poszczególni bohaterowie.

Co do samego zakończenia, którego rzecz jasna Wam nie zdradzę, to wbija ono w fotel zwiastując jednocześnie, że ciąg dalszy nastąpi… Co mnie osobiście bardzo cieszy :).

Jeśli szukacie interesującej, wielowątkowej i niejednoznacznej lektury to „Test tolerancji” na pewno nie sprawi Wam zawodu.

Polecam.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 24 maja 2021

Trafiając prosto w splot... niesprzyjających okoliczności.


Chociaż Jakub Ćwiek debiutował w roku 2005 to moja przygoda z jego twórczością rozpoczęła się dopiero w roku ubiegłym za sprawą powieści „Topiel”. Tamta książka przypadła mi do gustu, więc jak tylko nadarzyła się okazja, by zrecenzować „Drelich. Prosto w splot” skwapliwie z niej skorzystałam.

Niniejsza publikacja ukazuje czytelnikom perypetie Marka Drelicha, wykwalifikowanego w swoim fachu, niezwykle skrupulatnego złodzieja o analitycznej osobowości, który pada ofiarą internetowego oszustwa, a tym samym sam staje się celem dla pewnej wąskiej grupy ludzi. Drelich wie, iż musi działać bardzo kompleksowo i sprawniej niż jego przeciwnicy, a do tego chronić swoje dzieci Nikodema i Zosię oraz byłą żonę Izę.

Poznajemy również Milenę Wójcik, żonę gdańskiego gangstera Zygmunta Wójcika. Kobieta czuje się osamotniona, sprowadzona wyłącznie do roli matki – kury domowej przez męża, który dla świata zewnętrznego jest wręcz ideałem. Mało tego jest zastraszona, poniżana i ma poczucie osaczenia w małżeństwie, w którym coraz bardziej się dusi...

Losy Drelicha i Mileny splotą się w tej historii, lecz czy aby na pewno tak, jak na pierwszy rzut oka może wydawać się czytelnikowi? Tego Wam nie zdradzę – dowiecie się czytając książkę.

W opowieści tej bardzo wiele się dzieje, akcja właściwie rzadko kiedy nieznacznie zwalnia tempo. Działania i przemyślenia Drelicha to majstersztyk pod kątem przyciągania i utrzymywania uwagi czytelnika.

Właściwie każda z postaci pokazana w tej książce jest na swój sposób wyrazista, a zarazem pełnokrwista. Autor w mocno sensacyjnej fabule pokazuje na przykładzie głównego bohatera, jak wiele jest on w stanie zrobić, by ochronić rodzinę. Mimo, iż nie zawsze udaje mu się to w 100% to nieustająco dąży do takiego właśnie clou, bo ogromnie ważne są dla niego relacje rodzinne oraz to, aby na ile jest to możliwe utrzymywać wyraźną granicę między pracą, a tymi właśnie relacjami.

Jeśli zaś chodzi o Drelicha samego w sobie to mimo swojej wątpliwej profesji ten gość daje się lubić. Jest w nim coś, co sprawia, iż cały czas kibicujemy jego poczynaniom i trzymamy kciuki za pozytywny dla niego finał dokonywanych działań oraz trafność podejmowanych decyzji oraz wyborów.

Powieść tę czyta się płynnie i dosyć szybko. Gorąco polecam Wam jej lekturę, mimo że ciężko ją opisać tak, aby uniknąć spojlerowania mam jednak nadzieję, iż mi się to udało, a jednocześnie zachęciłam Was do jej przeczytania.

Już wiadomo, że z Drelichem spotkamy się ponownie – ja na to czekam, a Wy?

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 17 maja 2021

"Gdy patrzysz na świat oczyma serca, niejedno możesz dostrzec..."

Najnowsza powieść Doroty Gąsiorowskiej nosi tytuł „Dwór rusałek”, jest to również drugi, po „Pamiętniku Szeptuchy”, tom serii Dni Mocy.

Jak zwiastuje to już sam tytuł czytelnik może spodziewać się magicznej i intrygującej historii, w którą w pewien sposób uwikłani są znani nam już bohaterowie.

Tym razem autorka postanowiła skupić się bardziej na losach Olgi, której życie wywraca się do góry nogami. Kobieta traci swoją ukochaną księgarnię w Wilnie, a na skutek wielu różnorodnych wydarzeń i ich konsekwencji rozpada się jej związek z Daliusem…

Po burzy, jaka przetoczyła się przez życie Olgi szuka ona ukojenia w Starych Głaziskach u ukochanego wujka Joachima. Podczas jednego ze spacerów poznaje nietypową rodzinę – psa Nilsona, mocno nietuzinkową Lorenę i jej tatę Leszka – mieszkańców majestatycznego, położonego nad jeziorem dworu na Jesionce.

Lori choć mocno nieufna wobec ludzi od razu maksymalnie lgnie do Olgi i zdradza jej pewien sekret… Owo spotkanie i wszystko, co ze sobą pociągnęło staje się początkiem niesamowitej opowieści, w której teraźniejszość nierozerwalnie łączy się z przeszłością, a dawne tajemnice zaczynają wychodzić na światło dzienne i domagać się wyjaśnienia?

O co dokładnie chodzi dowiecie się z kart książki, gdyż nie ma sensu, abym psuła Wam frajdę z lektury.

Jedno jest pewne Dorota Gąsiorowska potrafi tworzyć niesamowicie klimatyczne historie. W opowieściach tych losy bohaterów z krwi i kości misternie splecione są z tym, co magiczne, a czasem wręcz ledwo wyczuwalne. A dawne czasy, ludzie, podania i wierzenia stają się idealnym wręcz tłem dla tego, co dzieje się tu i teraz. Tak oczywiście jest również i tym razem.

Olga przeżywa swoje wzloty i upadki, targają nią różnorakie emocje. Stopniowo jednak odnajduje spokój, a wraz z nim swoje miejsce i niejako nową siebie, czym sama niejednokrotnie jest mocno zaskoczona. Ta krucha i eteryczna dziewczyna z biegiem czasu odkrywa w sobie niewiarygodną wewnętrzną siłę.

„Dwór rusałek” to niesamowicie barwna i nasycona emocjami opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca na świecie. O trudnej przeszłości, której nie da się zmienić, ale nie znaczy to wcale, iż nie można zacząć budować relacji od teraz. Autorka bardzo plastycznie ukazuje czytelnikom dawne legendy i zagadki, które towarzyszą nam po dziś dzień. W sposobie, w jaki Dorota Gąsiorowska opisuje przyrodę dostrzec można ogromny zachwyt naturą, co także jest atutem tej publikacji.

Jeśli macie ochotę na książkę pełną emocji, uśmiechu i wzruszeń, a oprócz tego z nutkami tajemniczości i magii prastarych wierzeń to zapraszam Was do lektury „Dworu rusałek” i niech nie zraża Was jego objętość (ponad 600 stron), bo czyta się naprawdę dobrze.

Polecam, a sama czekam na trzecią odsłonę tej serii.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 14 maja 2021

"To co jest naszą słabością, może okazać się naszą największą siłą..."


Karolina Wilczyńska ma w swoim literackim dorobku wiele pięknych, wciągających i na różne sposoby inspirujących opowieści. We wrześniu ubiegłego roku Wydawnictwo Czwarta Strona oddało w ręce czytelników zupełnie nową serię tej autorki, a niniejszy projekt nazwany został – Ja, Kobieta.

Kilka miesięcy temu opowiedziałam Wam o pierwszym tomie w/w serii. Była nim książka „Światło w jej oczach”. Natomiast pod koniec marca tego roku ukazała się druga odsłona serii i to właśnie o powieści „Dałeś mi siłę” będzie dziś mowa.

Znana nam z poprzedniej części malarka Klara po ukończeniu poprzedniego obrazu szuka inspiracji do kolejnych. Szkicując pewnego dnia na parkowej ławce zostaje zaczepiona przez kobietę, która pyta ją czy wykonałaby portret jej nieżyjącego ojca z fotografii. Młoda artystka odmawia, gdyż zwykle nie podejmuje się tego typu zleceń. Nieznajoma kobieta jest jednak dla Klary tak mocno intrygująca, że na skutek pewnych wydarzeń sama staje się jej modelką.

W ten sposób poznajemy Joannę, która sama bardzo mocno zaskoczona jest tym, że zostaje modelką. Jaką historię nosi w sobie ta dojrzała i ogromnie charyzmatyczna kobieta? – Pełną odpowiedź znajdziecie oczywiście w powieści.

Poprzez opowieść swojej bohaterki autorka tym razem ukazała czytelnikom zmagania z chorobą nowotworową i jej skutkami nie tylko w sferze fizycznej, ale również psychicznej, emocjonalnej czy duchowej.

Joanna nieoszczędzana przez los ma ogromne wsparcie w rodzinie, zawsze bardzo ciepło opowiada Klarze o mężu i dzieciach. Jednak mówi też szczerze o trudnych relacjach z mamą.

Jej świadectwo zawarte w niniejszej książce jest niesamowitym ukazaniem hartu ludzkiego ducha w połączeniu z ogromną prostolinijnością, jaka cechuje tę bohaterkę.

Jeśli macie ochotę na historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, taką, która wyciska z oczu łzy, lecz przywołuje również uśmiech, ciepło w sercu i ogrom refleksji nad tym, czego na co dzień za często nie doceniamy to koniecznie sięgnijcie po tę niesamowitą opowieść i dowiedźcie się, kto dał Joannie jej niebagatelną wewnętrzną siłę…

Książka ta z całą pewnością pozostanie w Waszej pamięci na długo, ponieważ jej przesłane jest w pewien sposób uniwersalne i każdy człowiek, choć oczywiście na różnych płaszczyznach, może odnieść je do samego siebie. Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z tym tytułem, a mnie nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejną opowieść z serii Ja, Kobieta. 

Polecam!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

czwartek, 13 maja 2021

"Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle – jesteś naprawdę szczęśliwy." - Janusz A. Zajdel


Jakiś czas temu opowiadałam Wam o książce Pauliny Płatkowskiej „Bądź dobrej myśli”, dziś przyszedł czas na wrażenia po drugiej odsłonie tej historii, czyli „Lepsze czasy”, którą przeczytałam w kwietniu bieżącego roku.

Ponownie spotykamy trzy przyjaciółki znane nam już z poprzedniego tomu: Lonię, Wisię i Halinę. Tym razem jednak autorka najmocniej skupiła się na losach Wisi i Tadeusza, których wieloletnie i jak się dotąd zdawało niezniszczalne małżeństwo przechodzi kryzys…

Dzieje się tak za sprawą pewnej rudowłosej sąsiadki imieniem Teodozja, która po powrocie z Francji zamieszkała nieopodal Wojciechowskich i całkowicie zawróciła Tadeuszowi w głowie.

Wisia, mimo, że na chwilę traci grunt pod nogami jak wiemy to już z poprzedniej części nie jest skłonna do załamywania rąk. Zwołuje więc przyjacielskie, kobiece konsylium licząc na to, iż we trzy na pewno znajdą jakieś rozwiązanie tej kuriozalnej sytuacji.

Przyjaciółki – Lonia i Halina - jak zawsze niezawodnie pomimo dzielącej je odległości i własnych planów stawiają się na wezwanie zdruzgotanej Wisławy, by wesprzeć ją rozmowami, własnymi przemyśleniami i dobrą radą.

Co z tego wszystkiego wyniknie – jak potoczą się losy Wisi, Tadeusza oraz pozostałych bohaterów opowieści? Dowiecie się z kart książki.

Autorka po raz drugi utkała historię o przyjaźni i miłości, na którą nigdy nie jest za późno, tak samo jak na naprawę i odświeżenie wzajemnej relacji pomimo upływu lat. Ta opowieść pokazuje, że jak śpiewał kiedyś Ryszard Rynkowski „Najlepsze dopiero przed nami. Świat dobry jak dobry sen…” i tak naprawdę tylko od każdego z nas zależy czy pozwolimy sobie owo dobro dostrzec i się nim delektować, jak najlepszym deserem.

Nietuzinkowe bohaterki cechuje wiara w lepsze jutro, którą wciąż pobudza w nich wzajemnie wsparcie. Kobiety pokazują sobie nawzajem swoje pozytywne cechy i mocne strony oraz to, jak pełne niespodzianek i zaskoczeń bywa życie, którego nieodłącznym elementem są oczywiście zmiany – metryka nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia.

Lektura tej książki zapewni Wam miło spędzony czas pełen uśmiechu oraz różnorodnych emocji i wzruszeń. Powieść tę czyta się z dużym zainteresowaniem i bardzo szybko, co oczywiście ułatwia duży i wygodny druk. Myślę, że będzie ona idealnym prezentem dla czytających Mam w srebrnym (i nie tylko) wieku z okazji ich zbliżającego się święta!

Dodatkowym smaczkiem zamieszonym w niniejszej publikacji jest fragment intrygującego debiutu Edyty Kochlewskiej "Siedem ślubów mojej siostry", który mam nadzieję również niebawem ujrzy w całości światło dzienne.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 maja 2021

"Ludzie są skomplikowanymi istotami, życie rzadko toczy się wedle naszych wyobrażeń..."


Autora tej książki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, gdyż od wielu już lat porywa on czytelników swoimi ciepłymi i niesamowicie uczuciowymi historiami, z których wiele zostało przeniesionych na telewizyjny ekran.

Po około dwuletniej przerwie od poprzedniego tytułu na polskim rynku wydawniczym na początku bieżącego roku ukazała się najnowsza powieść pisarza zatytułowana „Powrót”.

Przez tę opowieść prowadzi czytelników Trevor Benson, lekarz, który zostaje ciężko ranny podczas misji w Afganistanie. Na skutek tych wydarzeń i związanych z nimi traum mężczyzna zmaga się z PTSD. Gdy dziadek mężczyzny umiera pozostawiając mu w spadku dom (i pewne zadanie do wykonania) Trevor powraca do małego, sielskiego miasteczka New Bern, aby tam odetchnąć i nabrać sił do dalszego funkcjonowania.

Na jego drodze staje miejscowa zastępczyni szeryfa Natalie, która właściwie od samego początku bardzo mocno go intryguje jednak ewidentnie skrywa także jakąś tajemnicę. Poznaje również tajemniczą i bardzo zamkniętą w sobie nastolatkę, która przedstawia się jako Callie.

Trevor chce odkryć okoliczności śmierci dziadka i rozwikłać, co takiego Carl chciał mu przekazać tuż przed śmiercią. Natalie toczy wewnętrzną walkę, która niekiedy odbiera jej psychofizyczne siły. Natomiast Callie to chodząca zagadka…

Opisana historia podejmuje temat budowania życia na nowo po różnego rodzaju przejściach, jakie dotknęły jej poszczególnych bohaterów. Jest to opowieść o poszukiwaniu siebie, prawdziwej miłości i akceptacji pomimo wszystko oraz o mozolnym splataniu mocno nadszarpniętych rodzinnych relacji.

Jeśli macie ochotę na powolną, nieco refleksyjną i pełną różnorodnych emocji lekturę to koniecznie sięgnijcie po „Powrót”. Ciekawym zabiegiem, którego dokonuje w nim autor jest zestawienie ludzkiego życia z cyklem funkcjonowania pszczelej rodziny w ulu.

Nicholas Sparks stworzył kolejną subtelną i wzruszającą opowieść o ludziach, którzy muszą stawić czoła meandrom losu, który nie zawsze jest dla nich łaskawy. Mimo tego, że życie bardzo często spycha ich na egzystencjalne mielizny to w gruncie rzeczy żadne z nich się nie poddaje i na swój własny sposób walczy o przetrwanie i wyjście na prostą.

Czy dla Trevora powrót do New Bern okaże się nowym początkiem? Czy Natalie i Callie mimo bardzo wielu trudności w końcu ujrzą dla siebie światełko w swych życiowych tunelach? Sięgnijcie po „Powrót”, a na pewno otrzymacie odpowiedź.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 10 maja 2021

Trzecie tchnienie Wiatru ze wschodu

Pod koniec marca bieżącego roku swoją premierę miała trzecia odsłona perypetii Anastazji i Kazimierza znanych czytelnikom z poprzednich części cyklu Wiatr ze wschodu.

Burzliwe losy ich namiętnego, pełnego pasji i wielorakich kontrastów uczucia i tym razem nie pozwalają czytelnikowi przejść obok tej relacji obojętnie.

Na skutek mnóstwa różnorodnych perturbacji po utracie dwóch bardzo bliskich jej osób – Serhija i doktora Kirsanowa – Anastazja podejmuje decyzję o powrocie do Petersburga, by rozwikłać pewne nurtujące ją sprawy.

Kaza natomiast żyje w poprawnym, choć nieszczęśliwym małżeństwie z Tatianą, a w domu jej rodziców, gdzie mieszkają zaczyna się coraz bardziej dusić.

Jak możecie się domyślić w końcu ścieżki Nuti i Kazy przecinają się ponownie i okazuje się, że nic, co do tej pory zgotował tym dwojgu los w najmniejszym nawet stopniu nie osłabiło uczucia, którym od tak dawna pałają do siebie nawzajem.

W powieści tej znajdziemy również wątki związane z sytuacją polityczno-społeczną w czasie, gdy powoli milkną echa rewolucji bolszewickiej, a scheda po Leninie dla wielu staje się ogromnie łakomym kąskiem.

Opowieść nakreślona przez autorkę, jak to zwykle bywa w przypadku Marii Paszyńskiej jest niezwykle barwna i obfituje w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Postacie wychodzące spod wprawnego pióra tej pisarki z całą pewnością pretendować mogą do miana osób z krwi i kości, bowiem osoby pokroju bohaterów śmiało mogłyby żyć, dokonywać wyborów i przeżywać życiowe wzloty i upadki w czasach opisanych w tej powieści.

Całości dopełnia także bardzo dobrze zarysowane tło historyczne z całym bogactwem szczegółów, na które autorka subtelnie, acz nieustannie zwraca uwagę czytelników.

Jeśli podobały Wam się poprzednie części tego cyklu to moim zdaniem „Szkarłatna łuna” również Was nie zawiedzie. Ta przepełniona emocjami i wieloma ludzkimi rozterkami w obliczu, których los stawia człowieka książka długo nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć, a być może stanie się również inspiracją ku cennym życiowym refleksjom na temat m.in. miłości, rodzicielstwa, poświęcenia, poczucia obowiązku czy uczciwości zarówno wobec innych jak i samych siebie.

Polecam Wam tę lekturę, a sama z niecierpliwością czekam na zwieńczenie tej historii, czyli tom czwarty.

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich dwóch tomów niniejszego cyklu:

sobota, 24 kwietnia 2021

"Od groma spraw co nie dają spać... Od groma zła co nie daje żyć... A ty nie bój się – walcz co tchu. I kochaj po sam grób."

Najnowsza powieść autorstwa Maxa Czornyja podobnie jak poprzednia osadzona jest w konwencji obyczajowo – historycznej. Wplecionych jest w nią również mnóstwo wspomnień bohaterów, których zagmatwane i niełatwe historie poznajemy.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1938, w Łodzi, gdzie Franciszek Brillke wraz ze swym ojcem i siostrą prowadzą małą galerię sztuki połączoną ze sklepem z antykami. Pewnego dnia w życiu rodziny pojawia się tajemnicza kobieta imieniem Ewa, która wynajmuje pokój u Brillke’ów i wprowadza swoją osobą sporo zamieszania w życiu młodego Franciszka.

Autor w tej obszernej historii porusza bardzo wiele tematów od rodzinnych relacji, poprzez męską przyjaźń, miłość, różnorodne tajemnice, aż do poszukiwania własnej tożsamości i korzeni.

W opowieści tej pełnej zagadek i nieoczywistych kolei losów bohaterów można przeglądać się niczym w lustrze. Pokazuje ona bowiem, jak wiele niuansów oraz niejednoznaczności nosi w sobie istota ludzka stawiana przez los przed różnorakimi wyborami, zmuszona do odnajdywania się w różnych okolicznościach życiowych i ciągle targana całą gamą często skrajnych emocji oraz uczuć.

„Miłość i wojna” to historia wciągająca i skłaniająca do refleksji. Jednak pomimo swojej objętości jest to powieść, którą w zasadzie trudno opisać tak, aby uniknąć przy tym zdradzania zbyt wielu szczegółów etc.

Jeśli lubicie opowieści historyczne, w które misternie wplecione są miłość, tajemnice i wiele innych życiowych rozterek, jakie stają się udziałem bohaterów to myślę, że książka ta będzie dla Was dobrym wyborem, a czas przy niej spędzony uznacie za dobrze spożytkowany.

Jako, że w niniejszej książce z racji wykonywanej przez Brillke’ów pracy pojawia się tez nieco informacji o sztuce to jeśli macie podobne zainteresowania będzie to dla Was dodatkowy argument i smaczek w kierunku tego, by sięgnąć po tę pozycję.

To jak – dacie szansę autorowi w niekryminalnej odsłonie? Ode mnie ją dostał już po raz drugi i absolutnie nie żałuję!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta*

piątek, 19 marca 2021

"Każda przeżyta chwila ma swoje znaczenie, bo bez niej nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy..."

 

Małgorzata Lis zadebiutowała jesienią 2019 roku powieścią „Kocham cię mimo wszystko” opowiadającą o burzliwych losach miłości mocno wierzącej Ani i Marcina, który jest ateistą… Więcej szczegółów na temat pierwszej części znajdziecie w jej recenzji.

W lutym bieżącego roku na rynku wydawniczym pojawiła się kontynuacja, która nosi tytuł „Przebaczam ci” i o tej właśnie pozycji będzie mowa w moim dzisiejszym tekście.

Po obfitującym w wiele trudów i różnych zmian roku Ania i Marcin są już małżeństwem. Bardzo szybko okazuje się również, że Jastrzębscy spodziewają się dziecka, co, mimo, iż początkowo jest dla nich sporym zaskoczeniem błyskawicznie przeradza się w ogromną falę radości i jeszcze pełniejszego szczęścia.

Sielanka nie trwa jednak zbyt długo, gdyż Ania z niewiadomych przyczyn traci oczekiwaną córeczkę. Młodzi małżonkowie popadają w rozpacz, a mimo to Marcin stara się być jak najmocniejszym oparciem dla ukochanej żony. Niestety po tym, co ich dotknęło oboje coraz bardziej się od siebie oddalają, a kondycja ich wzajemnej relacji wydaje się coraz słabsza.

Autorka pokazuje nam też, jak komplikują się losy Patrycji i Mikołaja znanych czytelnikom z poprzedniej odsłony historii. Małgorzata Lis w tej części zdecydowanie nie oszczędza swoich bohaterów, nie tylko głównych, lecz także tych będących na nieco dalszym planie i tych, którzy dopiero się pojawiają.

Opowieść ta pełna jest życiowych zawirowań oraz moralnych dylematów, z którymi przychodzi zmagać się każdej z osób pokazanych w tej powieści. Dzięki sytuacjom i okolicznościom, w jakich autorka osadziła opisywane postacie możemy obserwować zmiany, jakie zachodzą w nich samych oraz ich podejściu do życia w kontekście wyznawanych zasad i wartości, jakimi się kierują.

Jest to książka o miłości i stracie, o godzeniu się ze sobą i Panem Bogiem oraz o tym, że życie, choć pisze bardzo skomplikowane scenariusze to jednocześnie dzięki Opatrzności są one najlepszymi z możliwych, a skoro tak właśnie jest to pod żadnym pozorem nie należy wyzbywać się nadziei i o tym także mówi ta książka.

Na przykładzie zawikłanych relacji rodzinnych autorka ukazuje, że prawda chociaż niekiedy bywa trudna do udźwignięcia to finalnie może okazać się wyzwalająca. A przebaczenie i trudna przeszłość - mimo, iż tej ostatniej nie da się zmienić i zawsze będzie jakoś do nas wracać - jednocześnie mogą stać się budulcem nowych, silniejszych fundamentów do życia w teraźniejszości oraz planowania przyszłości.

Jeśli jesteście zainteresowani dalszymi losami Ani, Marcina i pozostałych bohaterów to zajrzyjcie na karty powieści „Przebaczam ci”.

Mnie osobiście książkę tę czytało się dobrze, chociaż w pewnym momencie ilość powiązań pomiędzy postaciami była jak dla mnie nieco przyciężkawa w odbiorze, ale jest to wyłącznie moja subiektywna ocena, a Was zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania na temat tej powieści.

Dodam jeszcze, iż niniejsza książka jest kolejną wchodzącą w skład serii Opowieści z Wiary.