Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopiec. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2025

"Dary losu - i to coś, co sprawia jaki człowiek jest..."

 

Ta niewielka objętościowo książeczka niesie w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny.

W swojej publikacji Marzena Lićwinko wprowadza czytelnika do swojego świata ukazując mu wspomnienia związane z podejmowanymi przez nią i jej męża Michała próbami zmierzającymi do posiadania potomstwa.

Droga ku temu jest długa, wyboista i naznaczona wieloma zakrętami. A toczy się pomiędzy Polską a Holandią. Trudne, bolesne, często skomplikowane dla przeciętnego człowieka procedury oraz bardzo różnorodne często skrajne podejścia medyków to „codzienność” opisana w tej historii.

Wszystko to zostało opisane w taki sposób, że czujemy się tak, jakbyśmy niemalże doświadczali wszystkiego, co przeżyła autorka. Ogrom odczuć, z jakimi boryka się będąca w takiej sytuacji kobieta oraz jej bliscy staje się momentami wręcz nie do udźwignięcia… Stąd chwile załamania, lęku, niepewności i ogromnego stresu, lecz także wciąż tlącej się nadziei na powodzenie…

Po wielu trudach pragnienia się ziszczają. Po chwili euforii okazuje się jednak, że dziecko przyjdzie na świat z zespołem Downa… I znów przed autorką i jej małżonkiem rozpościera się może obaw i niepewności, bo przecież tyle przeszli i nie tak miało być.

Pani Marzena Lićwinko dokonała jednak rzeczy niesamowitej… Potrafiła, choć zapewne doszło do tego z niemałym trudem, ułożyć wszystko w sobie tak, aby pomimo choroby uznać swoje dziecko za dar.

Obecnie Pani Marzena i Pan Michał są rodzicami Maxa (i nie tylko), którego choroba, choć wiadomo, iż w żaden magiczny sposób nie zniknęła i każdego dnia muszą stawiać jej czoła, absolutnie nie sprawia, że nie są oni szczęśliwą rodziną, a wręcz przeciwnie.

Jeśli sami w pewien sposób chcecie się o tym przekonać to możecie zajrzeć do nich na Instagramie: maksimiliankove_love.

„Dar” to publikacja niezwykła. A jej główne przesłanie akcentują poszczególne litery tytułu: 

– (nie)Dołować

– Akceptować

– Rozumieć

Osobiście myślę, że jest to kwintesencja tego, co możemy zrobić, by wspierać osoby w różnego typu trudnych życiowych sytuacjach.

Książka ta traktuje o walce z przeciwnościami losu, nadziei, odwadze i akceptacji, która nie zubaża, a może całkowicie odmienić życie.

Maxowi życzę dużo zdrówka i radości życia oraz czerpania z niego pełnymi garściami, a jego bliskim sił, wytrwałości i niegasnącego, pomimo napotkanych trudów, optymizmu w podjętej, życiowej drodze.

Choć nie jest to lektura łatwa to w mojej ocenie zdecydowanie jest ona warta poznania. Może pomóc zmienić perspektywę i nieco przewartościować własne problemy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

niedziela, 13 maja 2018

Kultowy autor baśni dla dzieci, tym razem w odsłonie dla dorosłych.


Przypuszczam, iż większości z Was, podobnie jak mnie, nazwisko autora w pierwszej kolejności kojarzy się z niezapomnianymi, znanymi z dzieciństwa baśniami. Tym razem jednak Wydawnictwo MG zaprezentowało czytelnikom twórczość duńskiego pisarza skierowaną do dorosłych odbiorców.

„Improwizator” to historia Antonia, który na skutek nieszczęśliwego wypadku zostaje sierotą i kuratelę nad nim obejmuje zamożna i znamienita rodzina Borghese. Chłopiec od zawsze wykazywał się ponadprzeciętną wrażliwością oraz talentem improwizatorskim, Antonio snuje swoją opowieść rozpoczynając od dzieciństwa i wieku nastoletniego, poprzez młodość, aż po czas mu współczesny.

Oprócz perypetii głównego bohatera autor rozsnuwa przed czytelnikiem malownicze pejzaże Rzymu, Neapolu, czy Wenecji. Nie szczędząc bogatych w detale opisów przyrody i wszystkiego, co ukazuje się oczom Antonia.

Jest to opowieść o miłości, przyjaźni, podróżach oraz talencie, którego publiczne pokazywanie w ówczesnych czasach oraz powstałych na skutek różnorakich okoliczności koneksjach i zależnościach wymaga od głównego bohatera nie lada odwagi.

Książkę czyta się dosyć wolno ze względu na fakt, że język, jakim została napisana jest dosyć anachroniczny, nie jest to jednak niczym dziwnym, gdyż powieść ta powstała w roku 1835, a jej polskie wydanie nastąpiło w roku 1859.

Dzienniki Antonia, bo taka właśnie jest konstrukcja niniejszej książki, przepełnione są jak już wspominałam bardzo obszernymi i bogatymi w detale opisami wydarzeń, jakie przytrafiają się najpierw chłopcu, a potem mężczyźnie. Jego przemyśleniom na różne tematy oraz bogactwu fauny i flory, które napotyka dzięki swoim podróżom.

Jeśli macie ochotę na lekturę mocno nietypową, a jednocześnie ciekawią Was losy włoskiego improwizatora sięgnijcie po tę XIX - wieczną powieść.

środa, 3 lutego 2016

Zanurzony w oceanie miłości mały - wielki człowiek




Najnowsza książka autorstwa Brygidy Grysiak „Kochają mnie do szaleństwa…” opowiada historię pięcioletniego Jurka Halskiego, który urodził się z bardzo dużym wodogłowiem, mało tego u chłopca stwierdzono także złośliwy guz mózgu.

Ale… zacznijmy od początku… Państwo Halscy zawsze chcieli mieć dużą rodzinę i mimo, że Jurek był dla nich totalną niespodzianką, a zarazem piątym z kolei dzieckiem to cała rodzina pomimo początkowego zaskoczenia przyjęła wieść o tym, że przyjdzie on na świat bardzo serdecznie i z ogromnym wyczekiwaniem.

Na początku nic nie wskazywało na to, iż los tak ciężko ich doświadczy, kiedy chłopiec miał miesiąc przestał się rozwijać, a po przeprowadzonych badaniach okazało się, że w jego głowie tkwi ogromny guz i konieczna jest operacja, jednak ryzyko, że maluch nie przeżyje zabiegu było bardzo duże.

Tak oto rozpoczyna się opowieść o heroicznej wręcz walce maleńkiego chłopca i całej jego rodziny z potworną wręcz chorobą. Dla rodziny Halskich czas ten jest istną sinusoidą, w której nie mają oni pojęcia co może wydarzyć się za chwilę. Ich życie skupione jest głownie wokół Jurka choć starają się oni nie zaniedbywać pozostałych dzieci na ile to tylko jest możliwe.

Mimo, że rokowania co do zdrowia, a nawet życia naszego bohatera nie są pomyślne, a  po wielu ciężkich operacjach i krytycznych momentach mały Jurek trafia pod opiekę hospicjum jego rodzina wciąż niezmiennie ufa w opiekę Bożej Opatrzności, modlitwą otaczają ich również setki ludzi dobrej woli, którzy w taki czy inny sposób usłyszeli o małym bohaterze. Nie szczędzą oni również wszelakiej pomocy jaką tylko są w stanie zaoferować.

Po wielu chwilach, w których z ludzkiej perspektywy wydawać by się mogło, że to już koniec, ku ogromnemu zaskoczeniu lekarzy i wszystkich dookoła Jurek stopniowo zaczyna wychodzić z impasu i okazuje się, że guz zniknął…

Dziś chłopiec chodzi już do przedszkola i rozwija się bardzo dobrze. Choć ma pewne niedomagania fizyczne to cały czas jest rehabilitowany i ma się coraz lepiej.

Według mnie atutem niniejszej historii jest fakt, iż autorka opowiedziała ją właśnie z perspektywy samego Jurka, dzięki czemu uniknęła przesadnej patetyczności i nadmiernej egzaltacji..
Pani Brygida Grysiak ujęła w swoją książkę opowieść, którą utkało samo życie. Jeśli chcecie przeczytać wzruszającą i przepełnioną ciepłem historię o rodzinie, miłości, nadziei i pełnemu ufności „wypłynięciu na głębię” w wierze pomimo wszystko. A także o tym, iż dobro naprawdę powraca  - koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

PS. Dodatkową zachętą niech będzie dla Was film, w którym o książce mówi sama autorka: KLIK :)

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

piątek, 29 stycznia 2016

Przygoda trwa!


Niniejsza książka jest drugą odsłoną przygód Sebastiana, który ma już 10 lat i jego wiernej przyjaciółki Belli, których mieliśmy okazję poznać w wydanej w roku 2013 powieści pt. „Bella i Sebastian”.

Życie ludzi powoli normalizuje się po zakończeniu II Wojny Światowej. Sebastian natomiast z ogromną niecierpliwością oczekuje powrotu do domu swojej przyjaciółki Angeliny. Niestety młoda kobieta wciąż się nie pojawia, tymczasem do  Sebastiana i jego dziadka Cezara dociera tragiczna wieść – samolot, którym leciała Angelina w wyniku katastrofy, do jakiej doszło w Alpach spłonął i nikt z pasażerów nie przeżył…

Nasi bohaterowie są zdruzgotani otrzymaną wiadomością. Mały Sebastian nocą wymyka się z domu i udaje się do kamiennego szałasu, w którym niegdyś schroniła się Bella.  Chłopiec nie wierzy, że jego przyjaciółka nie żyje, podobnego zdania jest również Cezar, postanawiają więc udać się na miejsce katastrofy i podjąć próbę odszukania kobiety. Jednak, aby tego dokonać muszą poprosić o pomoc jedyną osobę, która dysponuje samolotem… Problem polega na tym, iż osobą tą jest ojciec Sebastiana, o czym nasz mały bohater nie ma pojęcia, a Cezar nie ufa szorstkiemu w obejściu mężczyźnie…

Tak oto rozpoczyna się niezwykle emocjonująca i pełna niebezpieczeństw wyprawa, w której stawką jest odnalezienie Angeliny. Sebastian poznaje także nową przyjaciółkę, dziewczynka jest nieco starsza od niego, ma na imię Gabrielle, a jej postępowanie zdecydowanie nie przystaje do zachowania dziewczynek w jej wieku…

Powieść ta napisana została na podstawie scenariusza do filmu, o tym samym tytule, którego autorami są Juliette Sales i Fabien Juarez. Film ten w reżyserii Christiana Duguay wszedł na ekrany polskich kin w dniu 25.12.2015 roku.

W role głównych bohaterów wcielili się: Félix Bossuet jako Sebastian, Tchéky Karyo jako Cezar, Thylane Blondeau jako Gabrielle oraz Thierry Neuvic jako Pierre (ojciec Sebastiana).

Jest to historia o odwadze, determinacji oraz sile przyjaźni i miłości, które są w stanie bardzo wiele znieść i zmienić na lepsze w otaczającej nas rzeczywistości.
Jeśli więc macie ochotę na tę familijną, niesamowicie empatyczną, barwną oraz ekscytującą opowieść zachęcam Was najpierw do lektury, a potem do obejrzenia wspomnianej wyżej ekranizacji, które wg mnie zauroczą dużych i małych.
 
PS. Moją recenzję pierwszego tomu tej opowieści znajdziecie tutaj: "Bella i Sebastian"

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.



czwartek, 10 grudnia 2015

W małej książeczce - wielka uczta dla wyobraźni


Ta niewielka książeczka trafiła w moje ręce dosyć przypadkowo podczas tegorocznych Targów Książki w Krakowie. Gdy po raz kolejny odwiedzałam stoisko Wydawnictwa Media Rodzina ku mojemu sporemu zaskoczeniu otrzymałam ją po prostu w prezencie.

W ostatnim czasie na rynku wydawniczym panuje boom na wszelkiego rodzaju książki kreatywne. Czy wszystkie spośród tytułów przypisanych do wyżej wymienionego nurtu takie właśnie są to już temat na zupełnie inną polemikę… Jednakże przechodząc do meritum mimo, iż przygody Harolda mają już ponad 50 lat, historyjka ta jest dla mnie niesamowitym przykładem kreatywności.

W bajce poznajemy historię czteroletniego Harolda i jego fioletowej kredki. Pewnej księżycowej nocy chłopiec wybiera się na spacer, podczas którego przydarzają mu się różne przygody. Aby z powrotem trafić do swojego domu i łóżeczka nasz mały lecz bardzo rezolutny bohater przy użyciu swojej magicznej kredki oraz dzięki swojej niebagatelnej pomysłowości stopniowo dorysowuje sobie wszystko, czego potrzebuje, by odnaleźć powrotną drogę do bezpiecznego, ciepłego domu.

Jeśli chcecie dokładnie poznać losy Harolda koniecznie sięgnijcie po tę opowiastkę, gdyż jest ona świetną zabawą zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

We mnie osobiście perypetie malca wzbudziły skojarzenie z rodzimym „Zaczarowanym ołówkiem” (serialem animowanym realizowanym w latach 1964-1977 przez Se-ma- for), którego głównym bohaterem jest Piotrek i jego tytułowy zaczarowany ołówek.

Dodatkowym atutem tej wydanej przez Media Rodzinę publikacji jest to, iż ukazała się ona w wersji dwujęzycznej. Oprócz tekstu w języku polskim mamy również te same frazy w języku angielskim.

Zatem jeśli szukacie dla swoich milusińskich książeczki, która rozwija wyobraźnię, uczy, bawi, a oprócz tego gwarantuje mile spędzony czas dla małych i dużych gorąco polecam Wam przygody Harolda i jego fioletowej kredki.