Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2026

"(...) Nie ma złych decyzji, są tylko takie, które dają nam szansę na te dobre."


Moja przygoda z książkami Sylwii Markiewicz trwa już kilka dobrych lat i z każdą kolejną przeczytaną opowieścią jej twórczość zakorzenia się coraz mocniej w moim czytelniczym serduszku.

Gdy jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź kolejnej powieści to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać. Tym razem również się nie zawiodłam, a wręcz jeszcze bardziej zachwyciłam.

Wiodącą postacią w książce o niezwykle intrygującym tytule „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” jest nie kto inny jak tytułowa Ludwika. Niegdyś kobieta była sławną i niesamowicie charyzmatyczną aktorką, kobietą, która pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy, zawsze była też osobą ogromnie uczuciową, choć w tej materii nie najlepiej jej się wiodło.

Aktualnie Ludwika dobiega osiemdziesiątki, choruje i wie, że jej dni są policzone. Kobieta przy wsparciu wieloletniego przyjaciela rodziny – Alojzego – opiekuje się swoją niepełnosprawną intelektualnie córką – Emilią, która pomimo swoich ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle, lecz wymaga ciągłego nadzoru i pokierowania w codzienności.

Ludwika, która od zawsze pragnęła zapewnić swojej córce jak najlepszy byt, teraz obawia się o to, kto zajmie się po jej odejściu wymagającą szczególnego podejścia Emilią… 

W związku z powyższym rodzi się w jej głowie pomysł, by zaprosić na swoje włości rodzinę, która jak dotąd trzymała się od niej z daleka. A za jakiś czas, na podstawie dokonanych podczas niniejszych wizyt obserwacji kobieta zdecyduje, kto przejmie opiekę nad Emilią i zgromadzony przez Ludwikę obszerny majątek.

Tak oto rozpoczyna się niesamowita i trzymająca w napięciu opowieść nie tylko o rodzinnych relacjach, ale również o szeroko pojętej miłości, pasji, odwadze i życiu na własnych zasadach. Jednakże autorka ukazała na jej kartach także ciemniejsze strony ludzkiej natury takie jak: interesowność, zawiść, obłudę, fałsz etc.

Bohaterowie opisani w tej książce są wyraziści, a zarazem różnorodni. Część z nich bywa mocno niejednoznaczna, co niewątpliwie podnosi napięcie w lekturze.

Rzecz jasna otrzymujemy także opowieść o burzliwym życiu uczuciowym Ludwiki, którego bardzo istotnym symbolem są tytułowe filiżanki. Dowiadujemy się, iż jej partnerzy odchodzili z tego świata w dziwnych okolicznościach, a podejrzenia często padały na kobietę… Jaka jest prawda tego oczywiście Wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami – ale nic w tej kwestii nie jest takie, jak się wydaje.

Na uwagę zasługuje również wątek przepięknej i głębokiej relacji Emilii z matką oraz niesamowicie barwna postać Sonii, która staje się spoiwem wielu światów. Sama Emilia zaś pomimo swych dysfunkcji jest postacią ogromnie nietuzinkową, a jej fascynacja roślinami i owadami jest niezwykle frapujący dla czytelnika.

Zachęcam Was bardzo gorąco do zapoznania się z tą historią. Jest to opowieść niezwykle wciągająca i wielowymiar0wa, a jej bohaterowie skrywają w sobie bardzo wiele odcieni szarości.

Jakie tajemnice kryją się za fasadą spokoju, lojalności i dobrych manier? Czy Ludwika w końcu ugnie się pod presją otoczenia i na koniec życia postąpi zgodnie z ich wyobrażeniami? A może pozostanie wierna sobie do ostatniego tchnienia?

O tym wszystkim przeczytacie na kartach „Siedmiu mężczyzn i siedmiu filiżanek Ludwiki Mayer”. Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 20 lutego 2026

Dante ponownie na tropie ;)


Nieco ponad dekadę temu, wiosną 2015 roku, miałam okazję przeczytać powieść, która wówczas nosiła tytuł „Dante na tropie” i była pojedynczym tytułem.

Minęło sporo czasu i latem ubiegłego roku ukazało się wznowienie ww. opowieści, tym razem zatytułowane „Tuż obok” i otwierające cykl: Miasteczko. Natomiast kilka dni temu na rynku wydawniczym pojawiła się druga część wspomnianego wcześniej cyklu, czyli tom pt. „Tak blisko”, o którym dziś Wam opowiem.

Narratorem książki jest Cezary Osiński, mężczyzna w średnim wieku, który po wielu latach powraca z emigracji do rodzinnego miasteczka Czarne, gdzie szuka spokoju. Okazuje się jednak, że ta prowincjonalna mieścina ma wiele swoich sekretów.

Podczas pierwszego spaceru w lokalnym parku, natyka się na odnalezienie przez służby zwłok w stanie dosyć zaawansowanego rozkładu… Sytuacja ta nie daje mu spokoju, lecz życie toczy się dalej… Czarek podejmuje pracę jako anglista w lokalnych szkołach i próbuje na nowo ułożyć swoje życie, po różnorodnych przejściach, które go dotknęły.

W miejscowym liceum zostaje wychowawcą jednej z klas, a jego uczennicą jest mocno odstająca od reszty rówieśników, niesamowicie wyizolowana Stina Balcer. Ojcem dziewczyny jest znany wśród lokalnej społeczności biznesmen. Matka zaś jest dla mieszkańców niezwykle enigmatyczną postacią, której nikt nie widuje. W rodzinie tej jest również młodszy brat Stiny – Alan.

Gdy dziewczyna zaczyna wagarować Osiński, jako wychowawca, coraz mocniej interesuje się losem jej oraz jej rodziny.

Pewnego dnia niczym grom z jasnego nieba spada na mieszkańców Czarnego wieść, że odnalezione zostały kolejne zwłoki, a denatem jest Konrad Balcer… W niedługim czasie znika również mężczyzna, który był jego prawą ręką, a zarazem dawny kolega Czarka ze szkoły – Ryszard Kaszkowiak.

Jak możecie się domyślić Osiński, który do tej pory był mocno przejęty i zaniepokojony losami Balcerów zaczyna prowadzić swoje prywatne śledztwo narażając się nieco miejscowej policji, w osobie m.in. komisarza Gryki – właściciela Dantego.

Co z tego wszystkiego wyniknie? Abyście mogli się dowiedzieć, zapraszam Was do przeczytania książki. Agnieszka Olejnik w sposób niezwykle plastyczny ukazuje małomiasteczkową, hermetyczną społeczność ze wszystkim jej blaskami i cieniami.

W takim kolektywie możemy znaleźć wszystko: odnowione po latach znajomości i przyjaźnie, lokalne zatargi i różnego rodzaju animozje między ludźmi oraz wiele rodzinnych sekretów, które jednak niekoniecznie chcielibyśmy poznać.

Czy Cezaremu, któremu na skutek pewnych wydarzeń, przez pewien czas towarzyszy Dante uda się odkryć kto jest mordercą i czy za wszystkimi zgonami stoi ta sama osoba? Z kim los skrzyżuje jego drogi i co to za sobą pociągnie? Jak trudna jest historia Stiny i jej bliskich?

„Tak blisko” to opowieść o zawiłych relacjach międzyludzkich, wielorakich powiązaniach między bohaterami oraz o tym, jak wiele twarzy może posiadać jeden człowiek. Jest to kryminalno - obyczajowa proza, pełna różnorakich emocji oraz świetnie przemyślanych zwrotów akcji, a jej bohaterowie są wielowymiarowi i zdecydowanie nie są to postacie oczywiste.

Autorka na kartach powieści utkała bardzo misterną intrygę, której zakończenie dosłownie wbija w fotel. 
A dodatkowym atutem cyklu jest fakt, iż każdą z jego części spokojnie można czytać oddzielnie. 

Polecam Wam lekturę „Tak blisko”, a sama jestem niezmiernie ciekawa czy powrócimy jeszcze do Miasteczka.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 7 stycznia 2026

Każda ławka zna wiele historii...

 

Książka, o której dzisiaj Wam opowiem to debiut pani Eli Figielek, który ukazał się w październiku 2025. Publikacja nosi tytuł „Ławka” i jest to mój patronat medialny.

„Ławka” to zbiór historii kilkorga bohaterów, którego charakterystycznym i na różne sposoby symbolicznym elementem staje się właśnie tytułowa „Ławka”. Każdy z bohaterów tych mikroopowieści nosi na swoich barkach spory bagaż różnorodnych doświadczeń.

Postacie w niej opisane zmagają się z rozstaniem, traumą, odkrywaniem swoich korzeni, co jest dla nich dużym zaskoczeniem. A niektórzy borykają się ze stratą najbliższych.

Pani Ela Figielek poprzez ich historie dotyka najgłębiej ukrytych zakamarków ludzkiej duszy, serca i psychiki.

„Ławka” skłania do wielu przeróżnych refleksji nad życiem i ludzkim losem. Wraz z jej bohaterami przeżywamy cały wachlarz emocji, odczuć i poruszeń, jakie stają się ich udziałem.

Kibicujemy im w mierzeniu się z codziennością, która, jak to w życiu bywa, zwykle nie jest usłana przysłowiowymi różami.

Autorka w swojej opowieści kładzie bardzo duży nacisk na emocje przeżywane przez bohaterów oraz relacje, jakie już posiadają lub te, które dopiero (z różnych względów) nawiązują.

Jak się okazuje żadna z nich nie jest do końca oczywista ani prosta. Każda niesie w sobie blaski, cienie, niedopowiedzenia i wątpliwości, ale także wsparcie, poczucie akceptacji, radość, uśmiech i wiele innych nieobcych człowiekowi odczuć.

Postacie nakreślone w niniejszych opowieściach są wielowymiarowe i różnorodne, co sprzyja temu, aby czytelnik mógł się z nimi łatwo utożsamić i odnaleźć w ich perypetiach choćby migawki z własnego życia.

Jeśli w Wasz czytelniczy gust dobrze wpisują się pozycje nietuzinkowe i takie, w których w niewielkiej objętości zawarty jest wartościowy przekaz to zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę.

Mnie osobiście również bardzo mocno ujęła symbolika tytułowej ławki, autorka nadaje bowiem zupełnie zwyczajnemu przedmiotowi bardzo głębokie i wymowne znaczenie – jak dokładnie to wszystko wygląda przekonajcie się sami sięgając po tę lekturę.

Uważam że warto poświęcić jej swój czytelniczy czas i pochylić się nad tym, co autorka kieruje do odbiorcy, ponieważ wiele poruszonych przez nią w tej publikacji aspektów znajduje odbicie w naszej codzienności.

I pamiętajcie – każda ławka zna wiele ludzkich historii…


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

piątek, 3 października 2025

"Doświadczenia mogą byc dobre albo złe, ale każde przyczynia sie do tego, że jesteśmy akurat w tym miejscu , a nie w zupełnie innym."


Anna Ziobro debiutowała w roku 2020. Od tamtej pory oddała już w ręce czytelników 10 niezwykłych w swoim przekazie historii.

Najnowsza z nich to „Miłość niczyja”, w której poznajemy losy Joanny, młodej lekarki, która po rozstaniu z mężem próbuje ułożyć swoje życie na nowo… Sytuacja życiowa doskwiera jej na tyle mocno, że postanawia na jakiś czas całkowicie zmienić otoczenie. Pod wpływem swoistego impulsu wyjeżdża do Bukaresztu, by tam realizować się zawodowo jako pediatra, a dzięki temu zapomnieć o prywatnych zawirowaniach.

W ten oto sposób rozpoczyna się ta chwytająca za serce i skłaniająca do refleksji historia dotycząca nie tylko głównej bohaterki i innych opisanych na jej kartach osób, lecz także burzliwych losów Rumunii w obliczu dyktatury Nicolae Ceaușescu. Szczególnie mocno autorka zgłębia perypetie tamtejszych sierot, których codzienność jest bardzo trudna i przejmująca czytelnika na wskroś.

Na kartach „Miłości niczyjej” Anna Ziobro opowiada również o przeżyciach innych osób. Są wśród nich m.in. Raluca i Andrei, również lekarze, którzy borykają się z wieloma własnymi traumami i życiowymi dylematami. Jednak nie tylko dorośli są tutaj życiowo poranieni, a droga Joanny krzyżuje się nie tylko z lekarzami z misji oraz podopiecznymi i obsługą sierocińca… Na jej życiowej ścieżce staje również ciężarna nastolatka – Elena, której sytuacja rodzinna nie jest łatwa.

Jak potoczą się losy tych dwóch kobiet oraz pozostałych bohaterów? – jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do lektury.

Jest to głęboka, niesamowicie emocjonalna opowieść o udręczonych na różne sposoby ludziach. Chociaż są oni osamotnieni i bardzo mocno doświadczeni przez życie wciąż poszukują miłości, przyjaźni, oparcia w drugim człowieku i starają się nie tracić nadziei pomimo trudnych przeżyć i otaczającej ich rzeczywistości.

Anna Ziobro w sposób bardzo plastyczny kreśli przed czytelnikami nie tylko zawiłe koleje ludzkiego losu, ale również piękno i różnorodność kulturową, jaką posiada Rumunia pomimo całego znękania, jakiego doświadczała pod rządami Ceaușescu.

„Miłość niczyja” to opowieść o ludzkim życiu, emocjach, odczuciach, dylematach i dramatach, które nie omijają nikogo. Nie brak w niej również miłości, przyjaźni i wzajemnego wsparcia, które spajają ludzi pomimo lęku i niepewności. Relacje te stają się przyczynkiem do niegasnącej wiary w lepsze jutro, bez względu na przeciwności.

Lektura ta nie tylko ogromnie wzrusza i skłania do wielu przemyśleń, lecz również niesie w sobie nadzieję.

Polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 19 maja 2025

"Księżycowa winnica" - Carli Montero zaprasza na swe intrygujące karty.


Carla Montero debiutowała powieścią „Wiedeńska gra”, która ukazała się w Polsce nakładem Domu Wydawniczego Rebis w listopadzie 2013 roku. Moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki miało zaś miejsce za sprawą powieści „Złota skóra”, którą przeczytałam w roku 2014. Chociaż od tamtej chwili w mojej biblioteczce przybywało opowieści spod pióra tej prozatorki to dopiero jej najnowszy tytuł „Księżycowa winnica” skłonił mnie do ponownego sięgnięcia, po tak wielu latach, po tę najnowszą publikację autorki.

Akcja rozpoczyna się w przededniu II Wojny Światowej w burgundzkiej winnicy markizów Montauban, gdzie do rodzinnego domu przyjeżdża Octave ze swoją świeżo poślubioną żoną – Aldarą – którą chce przedstawić ojcu, zanim wyruszy, by walczyć… Senior rodu Montaubanów jest mocno wzburzony decyzją syna o poślubieniu praktycznie nieznajomej kobiety, która ewidentnie skrywa jakąś tajemnicę…

Jak już wcześniej wspomniałam, wojenna zawierucha przerywa małżeńskie szczęście, pozostawiając młodą kobietę samą w obcym miejscu i ze sprawiającym wrażenie chłodnego w obyciu, mocno nieufnym teściem.

Na takiej oto intrygującej podstawie Carla Montero osadza ciekawą, pełną ludzkich perypetii i skomplikowanych losów opowieść toczącą się w wojennych realiach. Śledzimy życie Aldary, która próbuje odnaleźć się w nowym życiu, domu i winnicy jednocześnie spodziewając się dziecka. - Jak możecie się domyślać nie jest to proste.

Przychodzi także moment, że do posiadłości wraca wyrachowany brat Octava (który w międzyczasie trafia do obozu jenieckiego) – Romain, a u drzwi Domaine du Clair de Lune staje okupant… W związku z tym dotychczasowa sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, a wierzcie mi, nie jest to koniec perturbacji, jakie staną się udziałem naszej bohaterki.

Carla Montero roztacza przed czytelnikiem wielowątkową i wielopłaszczyznową historię, w której centrum stawia charyzmatyczną, tajemniczą kobietę, o której początkowo wiemy niewiele prócz tego, iż jest hiszpańską emigrantką, a na jej twarzy widnieje niedająca się nie zauważyć blizna…

Historia Aldary i winnicy Montaubanów to opowieść o miłości (również tej zakazanej), przyjaźni, lojalności, wadze rodzinnego dziedzictwa, trudnych rodzinnych relacjach, samotności, a zarazem sile ducha, która pozwala przetrwać w bardzo trudnych, niepewnych i niebezpiecznych czasach. Mowa w niej również o odwadze, otwartości na drugiego człowieka, a także o tym, że nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, bo może być to bardzo krzywdzące.

„Księżycowa winnica” to ponad 500 – stronicowa, napisana pięknym, przystępnym językiem i bogata w detale związane z miejscem i czasem akcji proza – pełna pasji, emocji, rozterek bohaterów, ich trudnych i często niejednoznacznych wyborów oraz wiedzy na temat branży winiarskiej, co dodaje całości wyjątkowego smaku i kolorytu.

Jesteście ciekawi dziejów wiekowej burgundzkiej winnicy oraz losów i przeszłości młodej, zdeterminowanej kobiety, która nigdy się nie poddaje? Jeśli tak to polecam Wam tę lekturę, a sama na pewno jeszcze nie raz sięgnę po książki tej autorki.

Na koniec mały smaczek, otóż miałam okazję spotkać autorkę podczas Targów Książki w Krakowie, w 2017 roku, czego owocem są podpisane powieści i ta fotografia:


 

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 12 maja 2025

"Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest." - William Wharton


Od wielu już lat Krystyna Mirek podbija serca czytelników literatury obyczajowej i nie tylko swoimi pięknymi, porywającymi opowieściami.

W książce pt. „Tysiąc powodów by kochać” autorka w sposób niezwykle przejmujący ukazuje różnorodne oblicza miłości nakreślone na różnych etapach życia i w bardzo różnych relacjach.

Niektóre z nich mogą wydawać się toksyczne, ale czy tak jest w istocie? - Oceńcie sami poznając losy Antka, Justyny, Igora i pozostałych bohaterów. Ich losy oplecione zostały intrygującą historią która porusza w czytelniku bardzo wiele emocji.

Każda z opisanych w niniejszej książce postaci nosi na swoich barkach różnoraki bagaż doświadczeń, z którym radzi sobie tak, jak potrafi. Są w różnych przedziałach wiekowych, ale każde z nich bardzo mocno walczy o tego kogo kocha… Podejmując przy tym bardzo różne, często skrajne decyzje.

Jest to niezwykła opowieść o miłości, poświęceniu, zagubieniu, młodości, ale również dojrzałości i życiowej mądrości.

Krystyna Mirek oddając w ręce czytelników tę wieloaspektową historię zwraca uwagę na to, jak mimo naszej różnorodności wszyscy chcemy żyć pełnią życia, kochamy i chcemy być kochani. Nawet jeśli sposób w jaki okazujemy uczucia jest mocno odległy od przyjętego ideału.

Z jednej strony towarzyszymy historii wchodzących w dorosłość młodych ludzi. Z innej perspektywy widzimy rodzinę, którą toczy wielka tajemnica z przeszłości wciąż rzucająca obszerny cień na zaangażowane w nią osoby. Jeszcze inną optykę pokazuje sytuacja ojca samotnie wychowującego autystycznego chłopca, czy babci, która wychowuje wnuczkę, ponieważ jej rodzice niestety nie żyją…

Jak sami widzicie przekrój tej opowieści jest bardzo szeroki, więc i wachlarz przeżywanych przez czytelnika podczas lektury odczuć i emocji jest imponujący. Śledząc losy i powoli odsłaniające się przed nami meandry życia opisanych postaci niejednokrotnie zastanawiamy się jak sami postąpilibyśmy, gdyby przyszło nam stanąć w obliczu dotykających ich wydarzeń i sytuacji.

Autorka po mistrzowsku przyciąga uwagę odbiorcy ukazując mu bardzo różne fasady, na których ludzie budują swoje życie. Stawia nakreślonych przez siebie bohaterów przed wyborami, których konsekwencje dotykają nie tylko ich samych, lecz wiele osób dookoła.

Dzięki takiemu podejściu książka ta w moich oczach nabiera jeszcze głębszego wyrazu i tworzy pole do mnóstwa refleksji.

Serdecznie polecam Wam tę głęboką opowieść i mam nadzieję, że dzięki jej lekturze odnajdziecie tytułowe „Tysiąc powodów by kochać”.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 9 kwietnia 2025

"Każdy ma jakąś historię do opowiedzenia"


W „Powierniczce opowieści” jej autorka Sally Page ukazuje czytelnikom postać Janice. Jest to kobieta w średnim wieku, prowadzi dosyć monotonne życie u boku męża, z którym coraz mniej ją łączy, a jej codzienność oscyluje w większości wokół pracy, która polega na sprzątaniu na zlecenie. Aby, choć trochę oderwać się od tej rutyny kobieta ma nietypowe hobby – kolekcjonuje w swojej głowie zasłyszane w różnych miejscach opowieści, a gdy jest jej trudno, przywołuje najpiękniejsze z nich ku pokrzepieniu serca.

Nasza bohaterka uważa, że każdy ma swoją historię. Własną jednak spycha w najdalsze zakamarki pamięci, nie mając odwagi nikomu jej opowiedzieć – Czy to się kiedyś zmieni? – odpowiedź z pewnością znajdziecie na kartach „Powierniczki opowieści”.

Na skutek pewnych wydarzeń, o których przeczytacie w książce, Janice poznaje ekscentryczną starszą panią nazywaną przez nią Panią B. Kobieta również zaczyna opowiadać Janice pewną historię… Czy obie panie znajdą nić porozumienia, jakie ewentualne zmiany zajdą w związku z tym w ich życiu? Zapraszam do lektury.

Fabuła „Powierniczki opowieści” toczy się bardzo niespiesznie. Jest nieco melancholijna, a momentami mocno refleksyjna. Splecione w niej historie są bardzo różnorodne, podobnie jak bohaterowie.

Mimo że na pierwszy rzut oka opowieść ta może się wydawać nieco monotonna to pod jej „wierzchnią warstwą” kryje się bardzo dużo różnorakich emocji, ponieważ doświadczenia bohaterów niewątpliwie odciskają na nich swoje znamiona.

Jest to opowieść o poszukiwaniu siebie i otwieraniu się na innych. O wielkiej miłości, lecz także o dopiero kiełkującym nieśmiało uczuciu, o wzajemnych relacjach, które postrzegamy nie zawsze zgodnie ze stanem faktycznym, a rozmowa na ich temat jest niezwykle ważna i może zmienić naszą optykę na wiele aspektów.

Autorka pokazuje, że człowiek ma wiele historii, w zależności od etapu życia, w jakim aktualnie się znajduje oraz od płaszczyzny, na jaką akurat się spojrzy, bo jak wiele pryzmatów, tak wiele w człowieku opowieści.

A żeby dodać książce nieco humoru i szczyptę lekkości Sally Page umieściła na kartach swojej opowieści rozgadanego foksteriera Decjusza, którego wewnętrzny monolog, słownictwo i cięte riposty rozbawiają czytelnika nie jeden raz.

Jeśli chcecie poznać losy Janice, jej pracodawców, przyjaciół oraz tych, którzy w toku historii stają na jej drodze skłaniając ją do przemyśleń i inspirując do zmian, otwierania się, wybaczania samej sobie oraz poszukiwań własnego szczęścia to zapraszam Was do lektury tej subtelnej, a jednocześnie niepozbawionej emocji powieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 4 kwietnia 2025

Kadry z życia pracownika socjalnego...

 

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, czy też nie, ale według mnie zawód pracownika socjalnego, mimo że trudny i niezwykle potrzebny, jest dziś ogromnie niedoceniany. Niestety dużo częściej głośno jest o osobach, które nie stanęły na wysokości zadania jeśli chodzi o tego typu powinności zawodowe niż o tych, którzy swoją pracę w tym zawodzie traktują jako powołanie i wykonują ją z pełnym zaangażowaniem, a nie raz także z niemałym poświęceniem.

Piszę o tym dlatego, że już jakiś czas temu miałam okazję przeczytać książkę „Wspomnienia socjalnej”. Książka ta jednak nie jest wyłącznie reportażem ukazującym pracę pracownika socjalnego, jest ona również ukazaniem kilkunastu różnorodnych ludzkich historii, a jej bohaterowie borykają się z trudnościami w bardzo wielu aspektach życia.

Arleta Socjalna (pseudonim autorki) pokazuje wiele sytuacji, z jakimi stykała się podczas swojej pracy – były to nie tylko skrajne ubóstwo podopiecznych, choroba alkoholowa czy inne jednostki chorobowe oraz różne traumatyczne życiowe sytuacje, ale także niestety zwyczajne cwaniactwo, buta i roszczeniowość osób ubiegających się o wsparcie.

Jedni bowiem wykorzystują stwarzane im szanse i podawaną pomocną dłoń do tego, aby odbić się od przysłowiowego dna, natomiast innym, choć sami nie robią zbyt wiele to ciągle wymagają więcej i więcej „bo przecież mi się należy”...

Każde z opisanych w tej publikacji kolei ludzkiego losu niosą w sobie ogromny ładunek emocjonalny i wywołują w czytelniku wiele, często skrajnych odczuć, gdyż są to opowieści o ludzkich błędach, zagubieniu, samotności, niemocy etc.

Autorka ukazuje także mankamenty systemu opieki socjalnej w naszym kraju. Dotyczą one nie tylko potencjalnych podopiecznych i ich niełatwych przeżyć, lecz również samych pracowników socjalnych, którzy noszą na swoich barkach ogromny ciężar pewnego rodzaju odpowiedzialności za drugiego człowieka. Z tym zaś wiążą się nierozerwalnie różne, trudne doświadczenia natury emocjonalnej i fizycznej (np. agresja), z jakimi pracownicy socjalni muszą konfrontować się właściwie każdego dnia. Jak można się domyślić, wszystko to nie pozostaje bez echa w psychice i samopoczuciu tych ludzi, a mimo to niestety są oni zwykle pozostawieni sami sobie z wszystkimi tymi emocjami – na ten fakt również autorka mocno uczula.

Publikacji tej nie sposób opowiedzieć, ją trzeba po prostu przeczytać. Z całą pewnością skłania ona do refleksji nad kwestiami opieki i pracy socjalnej, które obecnie funkcjonują. Ludzkie historie otwierają odbiorcy oczy na bardzo wiele życiowych aspektów, gdyż opowieści te są prawdziwe, trudne, bolesne i wstrząsające, lecz także przynajmniej w niektórych przypadkach dające nadzieję na lepsze jutro.

Jednocześnie autorka dobitnie pokazuje, że nie tylko osoby potrzebujące wsparcia borykają się z trudnościami – Ci, którzy są nazwijmy to „po drugiej stronie” także na co dzień się z nimi mierzą i nie są od nich w żaden sposób odizolowani, więc im także potrzebna jest wyrozumiałość.

Jeżeli gustujecie w tego typu literaturze to serdecznie polecam „Wspomnienia socjalnej” Waszej czytelniczej uwadze.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 24 marca 2025

Czytelnicze rozczarowanie...

Nie pamiętam, w jaki sposób książka ta trafiła w moje ręce, ale na swój czas czekała bardzo długo. Jednak niestety nie było to spotkanie czytelniczo udane, a książkę skończyłam w zasadzie wyłącznie dlatego, że nie porzucam rozpoczętych lektur, zawsze dając im szansę do samego końca.

Głównym bohaterem opowieści jest Emil Śledziennik – pisarz – chory od zawsze i właściwie na wszystko… W końcu trafia on do szpitala, gdzie oczekuje na operację usunięcia kamieni żółciowych.

Z powodu bólów brzucha właściwie większość tego czasu oczekiwania spędza w opiatowych objęciach ketonalu, snując przy tym swoją psychodeliczną opowieść o życiu, miłości, samotności oraz szpitalnej rzeczywistości, która rządzi się własnymi, specyficznymi prawami.

W osobliwych dywagacjach Emila, na wiele tematów przewija się cała plejada różnorodnych postaci w osobach pacjentów i personelu szpitala. Prym wiedzie jednak Władysław Kadłubek, zagorzały, okaleczony patriota, któremu mocno ironiczny rys nadaje jego seplenienie.

Jak dowiadujemy się w trakcie lektury na terenie szpitala działa również mafia lekowa z niejakim Amupułą na czele, której nasz bohater zamierza się przeciwstawić oczywiście przy wsparciu innych współtowarzyszy szpitalnej niedoli – czy to się uda? Jeśli chcecie się dowiedzieć, przeczytajcie sami.

Niestety przez całą książkę miałam nieodparte wrażenie, że Emil, będąc na nieustannym haju, plecie androny, miejscami usilnie próbując wtłoczyć w nie ważne tematy, takie jak np. samotność, cierpienie, wyizolowanie, przemijanie etc.

Pozycja ta nie była dla mnie ani zabawna, ani skłaniająca do głębszych refleksji. A odniesienia do osób, które odeszły i różnych wspomnień dodawały jej w moich oczach jeszcze większego odrealnienia.

Lektura „Walizek hipochondryka”, choć nie są one przesadnie obszerne w swojej objętości, zmęczyła mnie i maksymalnie znużyła, a nie wniosła zbyt wiele pod kątem ewentualnego przekazu.

Być może są tacy, którym pozycja ta przypadła lub przypadnie do gustu, jeśli zdecydują się z nią zapoznać. Ja niestety, co bardzo rzadko mi się zdarza, nie polecam tej lektury. A ponieważ jest mi z nią zupełnie nie po drodze to nie będę już sięgać po książki tego autora.

 

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 17 stycznia 2025

Wigilia i święta całkiem na opak...

Pod koniec ubiegłego roku Agnieszka Lis oddała w ręce czytelników kolejną powieść, która dołączyła do jej bogatego dorobku literackiego. Była to powieść świąteczna pt. „Salon spełnionych marzeń”.

Fabuła tej historii toczy się głównie w Wigilię i osadzona jest w salonie kosmetycznym Konstancji. Mimo świątecznego dnia salon pozostaje otwarty nieco dłużej z powodu nawału klientów.

Pojawia się w nim Melania, dystyngowana, wyniosła starsza Pani, która jest dodatkowo mocno zirytowana wypadkiem, który przed chwilą jej się przytrafił. W salonie znajduje się kilka osób. Wszystko toczy się zupełnie zwyczajnie do momentu, w którym niespodziewanie opada krata oddzielająca salon od reszty galeryjnego korytarza i okazuje się, że znajdujący się w nim ludzie utknęli… Galeria jest już zamknięta, telefony przestają działać, na domiar złego wysiada prąd… A jakby tego wszystkiego było jeszcze zbyt mało, wygląda na to, iż na zapleczu znajduje się trup…

Brzmi groteskowo i irracjonalnie prawda? Dokładnie takie same odczucia miałam na początku lektury, a dodatkowo nieco drażniły mnie bezustanne kłótnie i słowne przepychanki bohaterów.

Jak możecie się jednak domyślić, wszystko to ma w sobie pewien głębszy sens, okazuje się bowiem, iż Melania ma o coś żal do każdej z osób zamkniętych w salonie, każda z nich w mniejszym lub większym stopniu ma wobec niej coś na sumieniu – przynajmniej tak właśnie uważa nasza bohaterka…

Czy ma rację i do czego prowadzi cała intryga związana z zamknięciem? Czy na zapleczu rzeczywiście jest jakiś denat? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

Napiszę jedynie, iż jest to bardzo zmyślna opowieść, w której w gruncie rzeczy nic nie jest takie, jakim się na początku wydaje. Autorka pod płaszczykiem humoru i zdającej się być lekką opowieści pokazała zawiłe relacje międzyludzkie.

Przy trochę dłuższym zamknięciu na małej przestrzeni na jaw wychodzą ukrywane urazy, żale i to, co bohaterowie nawzajem o sobie myślą, zwłaszcza gdy uświadomią sobie, że jednak skąd się znają – o czym nie wszyscy byli od początku przekonani.

Jaki będzie finał tej historii i co przyniesie ona poszczególnym postaciom? Aby się tego dowiedzieć zapraszam Was do tej lektury, która jest z jednej strony potraktowana z przymrużeniem oka, z drugiej natomiast jest to słodko – gorzka opowieść dotykająca relacji między ludźmi, trudnych wyborów, osamotnienia, życia z poczuciem winy, potrzeby akceptacji i wielu innych ważnych kwestii.

Jeśli lubicie pióro Agnieszki Lis to zajrzyjcie do „Salonu spełnionych marzeń” i odbądźcie wraz z jego bohaterami pouczającą podróż w głąb ich wzajemnych zależności oraz targających nimi uczuć i emocji, co pozwoli stopniowo odkryć ich autentyczne oblicza, a być może stanie się przyczynkiem do zmian – przekonajcie się o tym sami. 

Polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 9 stycznia 2025

"Każdy z nas jest zagubiony..."

W tej notce opowiem Wam o książce, która właśnie dzisiaj ma swoją premierę, jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Zuzanny Gajewskiej i powiem Wam, że oceniam je jako bardzo udane.

„Biuro Ludzi Zagubionych”, bo właśnie taki tytuł nosi książka to klimatyczna kawiarnia prowadzona przez Klarę w jednej z urokliwych uliczek Gdańska. Kiedyś była tutaj pierogarnia, w której Klara pracowała, a przechodnie zachodzili nie tylko na posiłek, lecz często także po to, aby zapytać, jak gdzieś dojść.

Po przejściu na emeryturę dotychczasowej właścicielki jej była już pracownica otrzymuje ten biznes, nieco się przebranżawia i tak oto zaczyna działać tytułowe „Biuro Ludzi Zagubionych”, które staje się nie tylko kawiarnią z pyszną kawą i ciastem, ale przystanią dla wielu ludzi, którzy na różne sposoby czują się zagubieni lub szukają swoich zaginionych bliskich.

W ten sposób poznajemy wielu bohaterów, którzy borykają się z różnego rodzaju stratą i stają się dla siebie wzajemnie wsparciem w tej trudnej sytuacji, jaka stała się ich udziałem. Także sama Klara nosi w sobie pewną stratę, o której dowiecie się z kart książki, więc sama bardzo chętnie dołącza do cotygodniowych spotkań grupy zaprzyjaźnionych klientów.

Pewnego dnia w Biurze pojawia się wyglądająca na mocno zagubioną Irena – staje się ona jedną z osi snutej przez autorkę opowieści – jaka jest historia starszej kobiety? O tym musicie przekonać się sami.

Opowieść ta prowadzona jest z kilku perspektyw, gdyż narratorami poszczególnych rozdziałów są: samo Biuro, Klara oraz pozostali bohaterowie przewijający się na kartach tej historii.

Jest to przepiękna i nieco baśniowa opowieść, poruszająca jednocześnie trudne tematy takie, jak np. zaginięcie, samotność, ból po stracie kogoś, próby radzenia sobie z trudną sytuacją, czy różnego rodzaju traumami. Niemniej jednak obok tego co trudne rodzą się także rzeczy piękne – miłość, przyjaźń, wyciągnięta do drugiego człowieka pomocna dłoń i płynące z niej wsparcie.

Jak więc widzicie jest to opowieść o relacjach pomagających udźwignąć trudy codzienności, pogodzić się z tym co bolesne i żyć dalej pełnią życia i z uśmiechem na ustach pomimo znojów, jakie dotknęły bohaterów a wszystko to osadzone w uroczym miejscu pachnącym kawą i ciastem.

Jeśli szukacie niecukierkowej, a jednocześnie pięknej, ciepłej i tchnącej pozytywnym przekazem opowieści o ludziach i ich wzajemnych interakcjach to serdecznie zapraszam Was do zanurzenia się w  niesamowity klimat „Biura Ludzi Zagubionych”.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 28 czerwca 2024

Witajcie w całkiem nowej bajce... ;)

Na pewno doskonale już wiecie o tym, że co pewien czas sięgam po książki debiutantów. Tak właśnie było w przypadku „Przepraszam, bo ja pierwszy raz…”, którą miałam sposobność przeczytać dzięki uprzejmości autora.

Paweł Piliszko w swojej niezwykle humorystycznej, pełnej ironii i sarkazmu, lecz także dystansu do otoczenia i samego siebie opowieści ukazuje czytelnikom własne perypetie związane z wyjazdem i pobytem w sanatorium.

Książka dla wszystkich, którzy zamierzają, jako kuracjusze odwiedzić tajemniczą planetę nazwaną przez autora Sanatornią, a tym samym dołączyć do barwnego grona Sanatorian różnej maści. Jednakże Ci z Was, którzy poprzez literaturę mają ochotę podejrzeć życie na nieco innej orbicie śmiało mogą po nią sięgnąć.

Publikacja autora pod płaszczykiem opowieści bawiącej czytelnika do łez i wywołującej niekontrolowane wybuchy śmiechu przemyca bardzo wiele w gruncie rzeczy niezwykle istotnych i przydatnych informacji dla osób zupełnie nieobeznanych z sanatoryjną tematyką, panującymi na turnusie zwyczajami etc.

Jak się okazuje życie kuracjusza wcale nie jest tak łatwe, lekkie i przyjemne, jak mogłoby się wydawać… Zwłaszcza takiego, który jest bardzo mocno zdeterminowany na własne zdrowienie i poprawę kondycji…

Jakie pułapki i zaskoczenia czyhają na przeciętnego Sanatorianina? Odpowiedzi znajdziecie na kartach „Przepraszam, bo ja pierwszy raz…” Przemierzcie wraz z Pawłem Piliszko meandry Sanatorni, a gwarantuję Wam, że tej przygody nie zapomnicie na długo.

Zapiski z tego chwilami mega ekstremalnego na różne sposoby pobytu polecają się do lektury na lato, urlop, czy poprawę humoru. Przekonajcie się sami czy przedwyjazdowe ataki czarnowidztwa i podszytej stresem paniki były u autora zasadne i co ostatecznie dał mu niniejszy wyjazd.

Z czystym sumienie gwarantuję Wam świetną zabawę podczas lektury, bo sama ubawiłam się przy niej setnie.

Gratuluję Pawłowi Piliszko lekkiego pióra, umiejętności wciągnięcia czytelnika w snutą opowieść, ogromnego poczucia humoru i dystansu, który nadaje całej historii dodatkowo wyczuwalne „przymrużenie oka” w kierunku odbiorcy.

To jak, będziecie odważni i zakrzykniecie wraz z autorem „Przepraszam, bo ja tu pierwszy raz…”? Ze swojej strony serdecznie polecam Wam potowarzyszyć Pawłowi w jego „sanatoriowaniu”.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

poniedziałek, 25 marca 2024

„Każdy nowy dzień zaczyna się głęboką nocą... Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei”. - Bob Dylan

Książki Małgorzaty Lis są mi już znane i chętnie odkrywam kolejne tytuły spod jej pióra. Pozycja, o której dziś Wam opowiem czekała na swoją kolej przez pewien czas, ale gdy w końcu po nią sięgnęłam czytało mi się ją bardzo dobrze, choć poruszonych jest w niej wiele trudnych tematów.

„Odzyskać nadzieję”, bo właśnie o tej powieści mowa to kolejny tytuł wydany w serii Opowieści z Wiary. Nie jest to typowa kontynuacja, choć poznajemy w niej dalsze losy Alicji i Julii, które obecne były już na kartach powieści „Wybrać miłość”, nie jest jednak konieczna znajomość tamtej historii, aby móc swobodnie czytać tę.

Opowieść rozpoczyna się od tego, że na skutek pewnych trudnych wydarzeń, które zaszły w życiu matki i córki, Alicja podejmuje decyzję o przeprowadzce do brata, który wraz z rodziną prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Zagórze – malowniczej podbeskidzkiej wiosce.

Dla bohaterek ma to być niejako nowy start. Czy tak się stanie? – czas pokaże. Chociaż początki, jak to zazwyczaj bywa, są dosyć trudne to w końcu kobiety, a zwłaszcza Julka, stają na nogi i powoli snują plany na przyszłość.

W gospodarstwie pojawia się także mało sympatyczny biznesmen Piotr Bednarek, mężczyzna sprawia wrażenie mocno nieprzystępnego dla otoczenia, gburowatego etc. Cóż poradzić kiedy jest on stałym bywalcem siedliska…

Jeśli zaś chodzi o Julię to po odzyskaniu równowagi postanawia powrócić do ukochanej aktywności i wraz z przyjaciółmi odbyć wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z pierwotnym planem i wygląda na to, że nic nie wyjdzie z ww. wyprawy, Julia jednak nie chce rezygnować i wyrusza w drogę w pojedynkę. Na szlaku poznaje tajemniczego, pięknookiego Dominika… Od razu powiem Wam jednak, że absolutnie nie jest to cukierkowy, ckliwy romans, co to, to nie.

Książka ta podzielona została na kilka części. W każdej z nich inny z bohaterów otrzymuje od autorki głos i rozsnuwa przed czytelnikami swoją historię, która jak okazuje się w toku lektury bardzo wiele wnosi do całej tej opowieści.

Małgorzata Lis stworzyła kolejną wielowątkową historią, w której po raz wtóry dotknęła wielu najczulszych strun ludzkiej, egzystencji nie stroniąc przy tym od trudnych, bolesnych i mocno poruszających odbiorcę tematów.

W powieści tej czytelnik znajdzie ogrom ludzkich emocji, odczuć i różnorodnych postaw wobec wydarzeń, które były lub na bieżąco stają się udziałem bohaterów. Jest to opowieść o budowaniu świata na nowo, wybaczaniu sobie i innym, wychodzeniu z traum, a także o odnajdywaniu siebie i swojego szczęścia, jakie daje otwarcie się na nową miłość oraz zrzucenie z barków tajemnicy wywołującej ogromne poczucie winy, rozgoryczenie i zawód, które latami nie pozwalały oddychać pełną piersią.

Towarzyszymy świetnie nakreślonym postaciom na ich krętych życiowych ścieżkach, na których muszą oni dokonać bardzo wielu trudnych wyborów. Czy każda z nich odnajdzie własną przystań i oprze się zwątpieniu i marazmowi, które nie raz zapukają do ich drzwi?

Dowiedzcie się sięgając po „Odzyskać nadzieję” i sami odkryjcie jej niezwykle bogatą treść, w której właściwie każdy, jeśli tylko zechce, odnajdzie przynajmniej cząstkę własnego odbicia.

Polecam.


https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 12 stycznia 2024

"Teraz jest najważniejszą chwilą w życiu każdego człowieka."

Dzisiaj opowiem Wam o pewnej antologii, która ukazała się pod szyldem Wydawnictwa Literackiego w październiku ubiegłego roku. Jest to zbiór pięciu opowiadań nakreślonych przez 4 autorki oraz jednego autora.

Każdy z tych tekstów, choć rzecz jasna inny niż pozostałe, niesie w sobie spory ładunek odczuć, emocji i przemyśleń na wiele tematów. Na pewno mają one jednak dwie wspólne cechy: otulić czytelnika i umilić mu czas spędzony z poszczególnymi tekstami.

Mimo że, jak już wcześniej wspominałam, tematyka zebranych opowiadań jest różnorodna to niewątpliwie traktują one o ludziach, którzy borykają się z życiowymi trudnościami, mają głęboko skrywane kompleksy, czy poszukują siebie na nowo. Jak więc widzicie, autorzy ukazali swoje postacie w sposób wielowymiarowy, co sprawia, że czytelnikom tym łatwiej będzie się z nimi utożsamić.

Są to opowieści o miłości i przyjaźni, o budzącej się odwadze, o trudnym wychodzeniu z budowanej latami wewnętrznej skorupy i stopniowym, przepełnionym obawami bohaterki i ogromnym zaskoczeniem jej otoczenia otwieraniu się na zmiany… A także o tym, że rodzinne więzi potrafią, być ogromnie budujące – i wtedy należy z nich czerpać pełnymi garściami – lecz niekiedy bywają także deprymujące i wyniszczające – wówczas, choć bywa to bardzo trudne i bolesne, trzeba się od nich wyzwolić i znaleźć w sobie siłę, by stanąć na własnych nogach, podejmując samodzielne decyzje – bo najważniejsze jest to, co tu i teraz.

Jeśli macie ochotę na nieco krótsze formy, nad którymi również można się pochylić i rozważyć poruszone w nich zagadnienia, a być może nawet odnieść niektóre z nich do własnych życiowych doświadczeń to „Utkane z miłości” polecają się Waszej czytelniczej uwadze.

Pięcioro pisarzy posyła w stronę czytelników ciepłe myśli, wspierające, dodające otuchy i odwagi słowa, które ujęli w wykreowane przez siebie historie. W każdej z nich czuje się, iż jest ona stworzona z potrzeby serca, a bohaterowie na różne sposoby otrzymują tak potrzebne im oparcie lub impuls do przebudzenia.

Polecam Wam lekturę tej pozycji, bo choć sama po opowiadania sięgam stosunkowo rzadko to niniejszy zbiór skradł moje czytelnicze serce. Jest to nietuzinkowe połączenie pozornie lekkiego przekazu z bogactwem treści. Taka korelacja, choć z pewnością nie jest łatwa do osiągnięcia, w tej pozycji wyśmienicie się autorom udała.

Dajcie znać czy zamierzacie sięgnąć po tę antologię? Mam nadzieję, że udało mi się Was choć trochę ku temu zachęcić, ponieważ jest ona naprawdę warta uwagi i poświęconego jej czasu.

Życzę Wam zatem przyjemnej i satysfakcjonującej lektury.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 13 lutego 2023

"Każdy z nas nosi w sobie jakąś zadrę, każdemu kiedyś życie dało w kość. W życiu nie chodzi o to, ile razy zawiódł nas los, ale o to, czy potrafiliśmy się po tym pozbierać, otrząsnąć i pójść dalej."

Jakiś czas temu przeczytałam „Bożonarodzeniową Księgę Szczęścia” autorstwa Jolanty Kosowskiej i byłam tą powieścią zauroczona, więc już wtedy wiedziałam, że prędzej czy później wrócę do twórczości autorki. Wspaniała okazja do tego nadarzyła się podczas ubiegłorocznych Targów Książki w Krakowie, gdy pani Jola podarowała mi swoją wówczas najnowszą powieść za co jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Chociaż na rynku wydawniczym jest już kolejna powieść pisarki to ja chciałabym Wam opowiedzieć właśnie o tej poprzedniej, która nosi wymowny tytuł „Niedoskonali”.

Fabuła tej historii została osadzona w większości w urokliwej Lizbonie. Bohaterowie opowieści to cztery osoby – Majka, Camila, David i Bruno. Troje z nich mieszka w tej samej kamienicy, w mało reprezentacyjnej części miasta, natomiast Bruno jest właścicielem restauracji, gdzie pracuje Majka.

Każda z opisanych postaci dźwiga na swoich barkach trudną i skomplikowaną historię, z którą początkowo zmaga się w pojedynkę. Każda z nich stara się uciec przed przeszłością wypierając ból, tęsknotę, samotność, zwątpienie etc.

Jest to niezwykle subtelna i emocjonalna opowieść o przyjaźni i odnajdywaniu siebie na nowo po różnorodnych przejściach, których jak już wcześniej wspominałam los nie szczędził żadnemu z bohaterów. Jest to także historia o zaufaniu i otwartości, które z pewnych względów nie przychodzą łatwo naszym bohaterom, ale oczywiście nie zdradzę Wam co takiego im się przydarzyło – musicie przeczytać o tym sami.

W powieści tej opisane zostały cztery odmienne koleje losu, które autorka w sposób bardzo umiejętny ostatecznie splata ze sobą uświadamiając czytelnikom, że wszyscy jesteśmy na swój sposób niedoskonali, lecz jednocześnie w relacji z innymi ludźmi możemy stworzyć coś niesamowitego i unikalnego.

Niedoskonali” to niewątpliwie proza skłaniająca do wielu przemyśleń. Mówi ona m.in. o tym, że tylko przestając uciekać przed przeszłością mamy szansę zbudować coś zupełnie nowego i niejako odrodzić się bez względu na to, co kiedyś nas spotkało.

Chociaż nie możemy zmienić tego, co minione to zawsze możemy wyciągnąć z przeszłości lekcje potrzebne do budowania teraźniejszości i przyszłości, która wciąż przed nami, bo to właśnie od nas i ludzi, z którymi zaczniemy budować to, co dopiero nadejdzie zależy jak będzie wyglądać przysłowiowe jutro.

Autorka bardzo subtelnie, a zarazem klarownie pokazała poprzez losy opisanych postaci, że absolutnie nie warto zamykać się we własnej skorupie. A ból, smutek, strata czy różnego rodzaju życiowe zawody cóż… one zawsze były, są i będą częścią naszej egzystencji… Pomimo tego jednak nie wolno nam się poddawać, tracić nadziei, przestawać marzyć, kochać wierzyć w przyjaźń i zachwycać się życiem bo:

Wschody słońca budzą nadzieję. Jeszcze wszystko może się wydarzyć. Tylko od nas zależy, czy uwolnimy się od przeszłości, czy damy się jej stłamsić, zniszczyć i pokonać.”.

Gorąco polecam Wam tę lekturę! Sama na pewno jeszcze sięgnę po inne publikacje autorki.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 14 listopada 2022

Trzecia wizyta u mieszkańców Osiedla Sielanka :)

W swojej najnowszej powieści Małgorzata Gutowska – Adamczyk już po raz trzeci zabiera swoich czytelników w progi podwarszawskiego Osiedla Sielanka. Podtytuł tej opowieści to Bomba, więc możecie być pewni, że będzie ciekawie.

Po raz kolejny śledzimy perypetie znanych nam już z poprzednich części mieszkańców. Autorka jak zwykle pierwszorzędnie oddała małomiasteczkowy klimat niewielkiej społeczności, w której wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, ale czy na pewno?

W opowieści tej pod pozorem lekkości i dużej dawki humoru Małgorzata Gutowska – Adamczyk nakreśla czytelnikom realia, w jakich dziś żyjemy. Niby wszystko pięknie, ładnie i w idealnym porządku, a tak naprawdę kłótnie, spory, nastawiona przede wszystkim na zysk patodeweloperka i korupcja. A prócz tego całkiem zwyczajne ludzkie sprawy – uczucia, trudne relacje, marzenia, czy mniej lub bardziej udane inicjatywy społeczne.

Powieść ta chociaż wydaje się być napisana ze sporym przymrużeniem oka, gdy się w nią nieco bardziej zagłębić bardzo dobrze ukazuje specyfikę codzienności na niewielkim osiedlu. Obnaża również ludzkie przywary, dziwactwa oraz myślenie zakorzenione w stereotypach, które obserwujemy na przykładzie niektórych postaci.

Całość jest jednak jak to zwykle bywa w książkach pani Małgorzaty bardzo sympatyczną opowieścią o ludziach, którzy choć nie są idealni, jak my wszyscy, to starają się być jak najlepszą wersją samych siebie, a przynajmniej większość z nich do tego właśnie dąży.

Próbują oni odnaleźć się w realiach, w jakich przyszło im żyć i mniej lub bardziej odważnie mierzą się ze swoją codziennością.

Przeżywają życiowe wzloty i upadki, smutki i radości, czyli jak widzicie nic co ludzkie nie jest im obce… Dzięki temu odbiorca z łatwością może się identyfikować z wykreowanymi przez pisarkę bohaterami, a to z pewnością dodatkowo uprzyjemnia lekturę.

Jak już wcześniej wspominałam historia napisana z humorem, lecz absolutnie nie wyidealizowana czy przesłodzona. Jeśli szukacie lektury lekkiej, ale również skłaniającej do refleksji m.in. nad ludzkimi relacjami to koniecznie sięgnijcie po „Bombę”, jak również po cały cykl pt. „Osiedle Sielanka”, z którym z pewnością spędzicie przyjemne czytelnicze chwile.

„Bombę” tak samo jak ma to miejsce w każdym poprzednim tomie dopełniają fantastyczne ilustracje pani Joanny Klimaszewskiej.

Chcecie się przekonać co i dlaczego wybuchło? - Zapraszam do przeczytania tej książki! :).


PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje pierwszych dwóch tomów niniejszego cyklu:

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 28 czerwca 2022

Gdzie kot, tam jego człowiek i na odwrót...

Stali bywalcy mojego bloga wiedzą, że niekiedy zdarza mi się sięgać po lektury na różne sposoby nietypowe. Tak właśnie było w przypadku pozycji, którą chciałabym Wam dziś przedstawić, jest to japońska opowieść o różnorodnych obliczach miłości i nie tylko zatytułowana „Ona i jej kot”.

Autorzy w sposób bardzo plastyczny łączą w niej ze sobą dwa światy oraz dwie rzeczywistości jego postrzegania z perspektywy ludzkiej i kociej. Pozycja ta jest stosunkowo niewielka objętościowo, gdyż liczy sobie zaledwie 160 stron. Jednakże ilość refleksji oraz przeżywanych przez bohaterów emocji i uczuć jest w niej nieprzebrana.

Publikacja ta zawiera historie czterech kobiet oraz ich kocich przyjaciół, ich losy krzyżują się w na różnych etapach życia zarówno ludzi jak i zwierząt. Koty otrzymały tutaj głos oraz własne życiowe perypetie, które kształtują ich wewnętrzne przeżycia.

Książeczka mocno w stylu slow life, przy której można się zrelaksować i odetchnąć od bieżących trosk, bo czyta się ją bardzo dobrze. Podczas jej lektury łatwo jest zaprzyjaźnić się zarówno z jej ludzkimi, jak i kocimi bohaterami, ponieważ opisani ludzie oraz ich współtowarzysze różnią się od siebie nawzajem diametralnie, przez co każda z historii nabiera indywidualnego kolorytu i staje się dla odbiorcy jeszcze ciekawsza.

Kobiece i kocie życiowe zawiłości i problemy przeplatają się ze sobą tworząc misterną mozaikę świata, w którym mniej lub bardziej świadomie współistniejemy z innymi istotami.

Jest to zbiorek opowieści o przyjaźni, która pozwala przegnać dojmującą samotność, o tęsknocie, która pojawia się, gdy przyjaciel odchodzi, o wzajemnej zażyłości i bliskości, które są lekiem na egzystencjalne lęki.

Jeśli szukacie japońskiej subtelnej prozy, historii nasyconych różnego typu przemyśleniami dotyczącymi życia i świata, a do tego jesteście „kociarzami” ta książka jest właśnie dla Was. Dodam jeszcze, że książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w serii z Żurawiem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *