piątek, 28 kwietnia 2017

Każdy ma jakieś przeznaczenie...


Agnieszka Monika Polak zadebiutowała w roku 2011 powieścią „Mimo wszystko”, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Po bardzo udanym według mnie debiucie przyszło dość długo czekać czytelnikom na kolejną historię stworzoną przez autorkę.

Jednakże 5 maja swoją premierę mieć będą aż dwie powieści napisane przez Agnieszkę Monikę Polak. Książki te ukażą się Pod szyldem Wydawnictwa Czarna Kawa i nosić będą następujące tytuły:

- „Ślad przeznaczenia”
- „Dalekie podróże z Bliską

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam nieco o pierwszej z nich, czyli o powieści „Ślad przeznaczenia”.

Główną bohaterką historii jest Monika Bliska, która stanowi jednocześnie alter ego autorki. Książkowa Monika właśnie wydała swoją pierwszą powieść i zaczyna ją promować na spotkaniach autorskich, które opisuje na kartach „Śladu przeznaczenia”. Spotkania te mają charakter nie tylko literacki, ale również muzyczny, gdyż Monika okrasza je także swoją grą na skrzypcach, co z całą pewnością dodaje im niepowtarzalnego klimatu i uroku. Jednakże podróże bohaterki związane z promocją książki oraz poznawaniem dzięki temu wielu nowych ludzi i ciekawych miejsc, nie są wyłącznie literackie, gdyż dzięki jej wspomnieniom z dzieciństwa oraz opowieściom snutym przez jej babcię czytelnik ma wraz z nią możliwość odbycia sentymentalnej, pełnej ciepła i niesamowicie barwnej podróży w przeszłość.

W powieści nie brakuje też zagadnień dotyczących aspektów metafizycznych ludzkiego życia. Poprzez nie Monika staje się coraz bardziej świadomą samej siebie kobietą. Uświadamia sobie jednocześnie potęgę przeznaczenia, którego w gruncie rzeczy nie jesteśmy w stanie uniknąć ani oszukać, gdyż to, co nam pisane wydarzy się bez względu na wszystko, a od nas samych zależy, jakie lekcje na przyszłość wyciągniemy dla siebie z tego, co stało się naszym udziałem.

Autorka w sposób niebywale prostolinijny otwiera nam drzwi do wielu elementów własnej codzienności, którą postanowiła podzielić się z czytelnikiem. Ukazuje ona nie tylko wydarzenia ze swojego życia, wtajemnicza także w całe mnóstwo doświadczeń i emocji, jakie właściwie w każdym momencie życia towarzyszą jej, jak i wielu z nas. Agnieszka Monika Polak opisuje zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje, z którymi stykamy się praktycznie na każdym kroku, nie stroni także od mówienia głośno o wątpliwościach czy różnego rodzaju obawach, które niejednokrotnie targają człowiekiem, w tym także Moniką Bliską w wielu sytuacjach i na różnych etapach ludzkiej egzystencji.

„Ślad przeznaczenia” jest niesamowicie barwną opowieścią o sile kobiecego charakteru i intuicji. Ogromna szczerość, na jaką zdobyła się na jej kartach autorka misternie przeplata się z poczuciem humoru, a niekiedy również nutkami nostalgii, pomiędzy którymi to emocjami autorka doskonale się odnajduje.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie oraz z dużym zaciekawieniem. Myślę, że dzieje się tak dlatego, iż niewątpliwie jest to opowieść o tym, że w życiu nie ma przypadków, a wiara w spełnianie marzeń z całą pewnością jest tym, co konsekwentnie przybliża nas do osiągnięcia stawianych sobie celów, a w efekcie ziszczenia się tego, czego pragniemy.

Uważam, że bardzo dobrą puentą dla istoty przekazu, jaką niesie w sobie „Ślad przeznaczenia będą słowa P. Coelho pochodzące z książki „Alchemik”:

„Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć.”

Nie bójcie się więc marzyć i realizować swoje marzenia!

Zapraszam Was wraz autorką do świata Moniki Bliskiej, którego podwoje gościnnie otwierają się przed czytelnikami na kartach powieści „Ślad przeznaczenia”, która ukaże się na rynku wydawniczym już 5 maja.
  

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

(...) Człowiek w swej mądrości musi wybrać (...)



Jak wspominałam w jednym z moich poprzednich wpisów już niebawem, bo 26 kwietnia Wydawnictwo Znak odda w ręce czytelników książkę „Czas burzy”, która to opowieść jest kontynuacją wydanego w roku 2014 „Czasu tęsknoty”.

Najnowsza powieść Adriana Grzegorzewskiego odsłania przed nami dalsze perypetie znanych nam już z poprzedniej części bohaterów: Piotra Ochockiego, jego wybranki Swiety Horodyło oraz kościelnego Witalija i sanitariuszki Marty oraz całego mrowia innych postaci.

Jak wiemy z poprzedniej części w przededniu II Wojny Światowej uczucie Polaka i Ukrainki nie było akceptowane przez otoczenie, a wojenna zawierucha, która ostatecznie się rozpętała na długi czas rozdzieliła kochanków. Odnajdują się oni na początku 1944 roku w Warszawie… Tak oto uczucie, które pomimo kilkuletniej rozłąki nigdy nie wygasło wręcz eksploduje ponownie ze zwielokrotnioną siłą, mimo, iż czasy nadal pozostają niespokojne, a Piotr działa w konspiracji, co nie wiąże się wyłącznie z działaniami zbrojnymi nasi bohaterowie próbują na nowo układać sobie życie w realiach, w jakich przyszło im teraz żyć…

Nie jest to jednak opowieść wyłącznie o miłości. Mowa w niej także o trudnych życiowych wyborach narzucanych przez czasy, w których przyszło żyć opisanym postaciom. O brutalnie gasnących nadziejach, gdy wraca się w rodzinne strony i znajduje wszystko, co znało się i kochało zrównane z ziemią… O poczuciu krzywdy i ludzkiej niemocy, w chwilach, gdy na oczach bohaterów giną i cierpią na wiele sposobów ich najbliżsi oraz niewinni ludzie, gdzie ani jednym, ani drugim nie można w żaden sposób pomóc…

Chociaż niezaprzeczalnie jest to historia rozgrywająca się w mrocznych i krwawych czasach, a autor ukazuje ten stan poprzez sporą ilość scen batalistycznych i wielu innych mrożących czytelnikowi krew w żyłach – takich jak na przykład brutalne gwałty czy mordy, które pomimo ukazanego w nich okrucieństwa doskonale dopełniają całą opisaną historię nie jest to również książka jedynie ponura i przytłaczająca.

Ukazane zostały w niej zarówno relacje międzyludzkie takie jak np. przyjaźń czy lojalność, które choć nie łatwe do utrzymania w czasach, gdy nie było wiadomo, kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem jednak wciąż trwają pomimo „burzy” przetaczającej się nad głowami Piotra, Swiety i pozostałych postaci.

Autor w sposób bardzo plastyczny kreśli wiele wątków historycznych, bez których z całą pewnością „Czas burzy” nie miałby obecnego kształtu. Adrian Grzegorzewski pokazuje czytelnikowi całe morze odwagi i waleczności żołnierzy, którzy poświęcili swoje zdrowie, a wielu oddało życie za wolność i godną egzystencję swych współbraci. Na podkreślenie zasługuje według mnie fakt, iż autor czyni to bez przesadnego patosu, nie ujmując jednocześnie niczego z wagi zaistniałych wydarzeń, ani z hołdu oddanego walczący, poległym i ludności cywilnej, która zmagała się z całą tą sytuacją. Jednocześnie nie wtłaczając przedstawionej przez siebie opowieści w sztywne, wyłącznie historyczno - akademickie ramy, co dla mnie jest niewątpliwie dodatkowym atutem tej książki.

Bowiem gdyby zastanowić się ilu takich bohaterów, jak Ci opisani w powieści nosiła ziemia w tamtych czasach to niechybnie doszlibyśmy do wniosku, że wszystko, co od pierwszej do ostatniej strony opisał Adrian Grzegorzewski mogło wydarzyć się naprawdę.

Jeśli zatem potrzebujecie niebanalnej, nieoczywistej i fenomenalnie wpisanej w tło historyczne opowieści o życiu i ludziach to powieść ta jest właśnie dla Was. Znajdziecie w niej także nadzwyczajne studium istoty ludzkiej, która pomimo różnorakich traum, z jakimi przyszło jej się zmierzyć i całego bagażu doświadczeń, który nosi w sobie każda z postaci, gdzieś na samym dnie swojego jestestwa wbrew wszystkiemu dąży do tego by odrodzić się niczym mityczny Feniks z popiołów, by odbudowywać swe życie nawet na zgliszczach i gruzach, by kochać i być kochanym…

Co stało się z Witalijem, Martą i wieloma innymi bohaterami „Czasu burzy”? Jak potoczyła się historia miłości Swiety i Piotra? Tego Wam oczywiście nie zdradzę, odpowiedź na te i wiele innych pytań z całą pewnością znajdziecie na kartach powieści. Wyjawię Wam jedynie tyle, iż zakończenie jest iście poetyckie i zapewne Was zaskoczy, ponieważ nic tutaj nie jest jednoznaczne, a różne zachowania bohaterów także nie zawsze są tak oczywiste na jakie początkowo wyglądają.

Gorąco polecam!

środa, 19 kwietnia 2017

Wiecznie młodzi z o. Leonem Knabitem.



Autora tej książki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać i to nie tylko dlatego, iż o. Leon ma już w swoim dorobku całe mnóstwo różnego rodzaju publikacji.

Ten niezwykle sympatyczny, emanujący ogromnym ciepłem i niespożytą wręcz energią mnich znany jest chyba wszystkim (a przynajmniej wielu), chociaż ze słyszenia. Jego niegasnący uśmiech na twarzy, dystans do samego siebie, zdrowe podejście do spraw otaczającego świata oraz ogromna łatwość nawiązywania kontaktu z każdym człowiekiem są jego wizytówką.

W książce „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha” o. Leon pokazuje nam, zaczynając już od samej okładki, iż młodość jest niczym innym jak właśnie kondycją ducha przede wszystkim, który to stan rzecz jasna nie pozostaje bez wpływu na naszą nieustającą ciekawość świata i otwartość na człowieka. Jednym słowem pojęcie i poczucie młodości nie jest nierozerwalnie związane z metryką, czego najlepszym dowodem jest sam autor.

W tej niewielkiej objętościowo publikacji czytelnik znajdzie całe mnóstwo zabawnych anegdot i sytuacji, którymi o. Leon przysłowiowo sypie jak z rękawa. Niemniej jednak nie zabrakło również tekstów i wypowiedzi mających na celu wywołanie własnych refleksji nad życiem, istotą ludzką w odniesieniu zarówno do Boga jak i otaczającego świata etc.

Wszystko to zaś zaserwowane czytelnikowi z charakterystyczną dla ojca Leona pokorą i zamyśleniem, jednocześnie doprawione nutkami pozytywnej przekory i ironii, oraz niebagatelnym poczuciem humoru.

Jeśli więc macie ochotę na lekturę niezbyt długą, ale treściwą, a do tego przeznaczoną tak naprawdę dla każdego zapraszam do zapoznania się z niniejszą publikacją. Czas jej poświęcony z pewnością nie będzie czasem straconym.

I oczywiście pamiętajmy:

"Keep Calm and Ora et Labora" - zachowaj spokój - módl się i pracuj.

Kwintesencja życia według o. Leona :) !

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

sobota, 15 kwietnia 2017

Zapowedź książki "Czas burzy" - Adriana Grzegorzewskiego

Moi Drodzy.

Już niebawem, bo 26.04 nakładem Wydawnictwa Znak ukaże się najnowsza książka Adriana Grzegorzewskiego "Czas burzy".


Jest to druga osłona losów bohaterów znanych nam z książki "Czas tęsknoty", której recenzję możecie przeczytać TUTAJ .


W związku z tym, iż Książkowo czyta ma ogromną przyjemność objąć powieść "Czas burzy" patronatem medialnym począwszy od jutra, aż do dnia premiery każdego dnia na moim fanpage'u na Facebooku będą pojawiać się grafiki z cytatami pochodzącymi z powieści. 

Niebawem także spodziewajcie się recenzji "Czasu burzy".

czwartek, 13 kwietnia 2017

"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie."


„Przed oczami” czekało na mojej półce na swoją kolej dosyć długo zważywszy, iż książka ta ukazała się na rynku wydawniczym w roku 2013. Bywają takie lektury, które muszą zaczekać na właściwy czas, by ich odbiór był dla czytelnika pełnowartościowy. Utwór, o którym dzisiaj piszę zdecydowanie do takich należy.

Książki autorstwa Moniki Sawickiej zawsze są ogromnie życiowe i przepełnione emocjami, gdyż jak sama mówi inspirację do ich tworzenia czerpie ona z obserwacji ludzi i ich zachowań, oraz wzajemnych relacji. Nie stroni również od analizowania codziennej egzystencji oraz przyglądania się otaczającemu światu.

W związku z powyższym także w książce „Przed oczami” nie mogło zabraknąć pochylenia się nad realiami, w których przyszło nam żyć. Opisana została cała gama przeżyć, jakie w różnych momentach życia stają się udziałem człowieka.

Dla uważnego czytelnika lektura ta może stanowić pewnego rodzaju „lustro”, w którym wielu, a może nawet każdy z nas może dostrzec samego siebie, gdy stajemy twarzą w twarz z różnorakimi życiowymi zawirowaniami.

Monika Sawicka w charakterystyczny dla siebie sposób subtelnie i poetycko, a zarazem z pełną szczerością pisze o człowieku z jego wadami i zaletami, atutami i słabościami. Niekiedy z uśmiechem, ale bywa także, iż z łezką kręcącą się w oku… bo człowiek jest wulkanem cech i emocji, których kumulacja przybierać może bardzo różne i ciągle zmieniające się formy.

Autorka znana jest także z tego, że w swoich publikacjach daje szansę debiutantom, więc i tym razem kilkunastu autorom dane było podzielić się z czytelnikiem tym, co tworzą. Ich teksty bardzo dobrze ze sobą współgrają.

Zapraszam Was do zapoznania się z tym stosunkowo niewielkim objętościowo, lecz równocześnie niosącym ze sobą ogromny ładunek emocjonalny zbiorem tekstów o życiu i ludziach.

środa, 12 kwietnia 2017

Spojrzenia na życie...


Książka ta jest drugim, nieco rozszerzonym wydaniem „Widoku z mojego okna”, który po raz pierwszy ukazał się w roku 2010.

Jest to zbiór krótkich acz niesamowicie treściwych felietonów, które sama autorka nazywa „felkami”. Teksty te pochodzą częściowo spośród opublikowanych już wcześniej w miesięczniku „Bluszcz”, a częściowo z bloga autorki.

Lektura tej publikacji w dzisiejszym pędzącym i coraz bardziej skomercjalizowanym świecie stanowi według mnie doskonałą okazję do zatrzymania i pochylenia się nad wieloma istotnymi kwestiami dotyczącymi naszego codziennego życia.

Z poglądami autorki na poruszane w tekstach tematy można się zgadzać lub nie, ale z całą pewnością nie sposób odmówić jej spostrzegawczości w obserwowaniu ludzi, ich wzajemnych relacji i zachowań oraz otaczającego świata. Małgorzata Kalicińska posiada niebywałą umiejętność opisywania w sposób niespłycony, lecz także nie przesadnie patetyczny różnorodnych emocji, tych pozytywnych i tych negatywnych także, które towarzyszą ludzkiej egzystencji.

Książka napisana została lekkim językiem. W niektórych fragmentach odnaleźć możemy nutkę nostalgii, w innych natomiast charakterystyczne dla stylu autorki przymrużenie oka, gdyż pani Małgorzata ma niebagatelną wręcz zdolność łączenia dywagacji na poważne tematy, z poczuciem humoru i zdrowym dystansem.

Dodatkowy smaczek nowych „Widoków z mojego okna…” stanowi dobrany do każdego tekstu przepis kulinarny. A oko czytelnika cieszą także odnoszące się do tematyki felietonów ilustracje.

Jeśli macie ochotę na lekturę lekką i przyjemną, a jednocześnie taką, w której nie brak dającego do myślenia przekazu to uważam, że niniejsza książka spełni Wasze oczekiwania w tej kwestii. 

wtorek, 11 kwietnia 2017

(...) Jabłoń kwitnie nadal...


Postaci kultowej aktorki, zmarłej w czerwcu 2014 roku, Małgorzaty Braunek nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W sercach widzów zapisała się ona dzięki wielu wspaniałym kreacjom aktorskim takim jak chociażby Oleńka Bilewiczówna czy Izabela Łęcka z adaptacji filmowych kultowych powieści. Na mniejszym ekranie wcieliła się zaś między innymi w niezwykle ciepłą i sympatyczną postać Barbary, bohaterki serialu „Dom nad rozlewiskiem”.

W maju 2015 roku, blisko rok po odejściu pani Małgorzaty ukazała się książka autorstwa Artura Cieślara, która nosi tytuł „Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie nadal”. Publikacja ta jest niezwykle osobistą, ujętą w formie listów próbą pogodzenia i oswojenia się z fizyczną nieobecnością bliskiej osoby, którą z całą pewnością była dla autora Małgorzata Braunek.

Każda strona niniejszej książki wręcz przesycona jest emocjami i wspomnieniami wspólnych chwil, które stały się udziałem dwojga przyjaciół. Opisy te, choć przepełnione nostalgią są według mnie swoistym podziękowaniem autora za wszystko to, czego dane mu było doświadczyć dzięki tej niezwykle silnej przyjacielskiej relacji.

Z opatrzonych datami not autora wyłania się obraz kobiety z jednej strony niezwykle ciepłej i empatycznej, z drugiej natomiast silnej i stąpającej twardo po ziemi wyznawczyni buddyzmu wraz z jego różnymi aspektami jak np. reinkarnacja.

„Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie nadal” pomimo stosunkowo niewielkiej objętości są z całą pewnością lekturą niezwykle poruszającą i skłaniającą do wielu refleksji na temat życia, przyjaźni, przemijania i wielu, wielu innych kwestii. Niewątpliwie jest to pozycja dosyć specyficzna w związku z tym zapewne  ilu czytelników tyle będzie też różnych spojrzeń na treść tego zbioru listów.

Dodatkowo smaku i klasy lekturze dodaje fakt, iż cała korespondencja zamknięta została w twardej oprawie z przepięknym zdjęciem pani Małgosi na okładce, które wykonane zostało przez Pawła Raźniewskiego. Na w/w fotografii Małgorzata Braunek uśmiecha się do czytelnika swoim zachwycającym uśmiechem, który był zawsze jej nieodłącznym atrybutem.

Jeśli więc lubicie czytać listy i macie ochotę na garść wspomnień płynących z pięknej przyjaźni - w których jedna osoba mówi/pisze, a druga jest jak gdyby słuchaczem, ponieważ listy te stały się pewnego rodzaju alternatywą dla prowadzonych między przyjaciółmi każdego poranka rozmów telefonicznych - to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

(..) Miłość ma wiele stron (..)


Joanna Sykat ma w swoim dorobku literackim już kilka powieści. „Cztery strony miłości” jest drugą spośród nich, z jaką miałam okazję jak dotąd się zapoznać.

Autorka opowiedziała w niej historię miłości, która nie jedno ma imię, a jej oblicz jak się okazuje jest równie wiele… Poznajemy 42-letnią nauczycielkę gry muzyki, która jeszcze całkiem niedawno była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, mając przy swoim boku mężczyznę będącego ucieleśnieniem jej najskrytszych pragnień. 

Aktualnie małżeństwo Łucji przechodzi poważny kryzys, jej mąż zamkną się w sobie i oddalił od kobiety, dzieląc na pół wspólne mieszkanie z niewyjaśnionych dla Łucji powodów…

Opowieść Łucji snuta jest dwutorowo, jedną jej perspektywę stanowią wspomnienia z przeszłości, drugą natomiast obraz teraźniejszości, która obecnie jest udziałem bohaterów.

Jest to historia o potrzebie kochania i bycia kochanym, jaką nosi w sobie każdy z nas.

Autorka poruszyła w niej bardzo wiele ważnych, a zarazem delikatnych kwestii, jakimi są poczucie akceptacji ze strony innych, które z kolei ma niebagatelny wpływ na naszą samoocenę czy bardzo częste uleganie stereotypom również tym myślowym, które generuje wiele niedomówień, a te skutecznie nakręcają spiralę izolacji i narastającego poczucia wyobcowania u obojga bohaterów.

W powieści tej dokładnie tak jak w życiu nic nie jest wyłącznie czarne ani białe. Historia opowiadana przez Łucję od pierwszej do ostatniej strony zręcznie wymyka się schematom budząc w czytelniku mieszane uczucia i poczucie chaosu, gdyż początkowo nie bardzo orientujemy się, kto jest, kim w tej opowieści… Równocześnie jednak autorka w sposób niezwykle umiejętny rozbudza w odbiorcy nieustannie wzrastającą ciekawość dotyczącą dalszych losów bohaterów oraz rozwikłania ich często zagadkowych perypetii.

Książka ta z całą pewnością jest pozycją nietuzinkową. Daje pole do refleksji na temat ludzkich uczuć, potrzeb, pragnień i marzeń, które bez względu na wiek oraz wszelakie inne czynniki są nieustannie obecne w naszym życiu. Powieść stanowi także swoiste studium relacji między ludzkich i ich zmian w wyniku różnych uwarunkowań mających na owe przekształcenia wpływ. 

Polecam Wam lekturę „Czterech stron miłości”, zobaczcie świat oczyma Łucji, a przekaz jej opowieści i wysnute z niego przemyślenia niech zostaną w Was na długo.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Wędrówka poprzez labirynt autyzmu...


Tematyka autyzmu aktualnie jest jedną z coraz częściej poruszanych, a świadomość społeczna dotycząca tego zagadnienia powoli staje się coraz większa.

Osoby z tego typu zaburzeniami z jednej strony nie mają łatwego życia, gdyż są one bardzo wrażliwe na bodźce płynące z otaczającego świata, które są dla nich niezwykle silne, a ich natłok powoduje poczucie wewnętrznego chaosu oraz strachu i przytłoczenia względem otaczającego świata.
Z drugiej strony jednak autyści obdarzeni są zwykle ponadprzeciętnymi zdolnościami umysłowymi, dzięki którym, posiadają umiejętności, jakie nie mieszczą się w naszych głowach. Zaznaczyć jednak należy, że ich odkrycie i wydobycie na światło dzienne wymaga czasu i ogromnego nakładu pracy zarówno od osoby autystycznej jak i całego jej otoczenia.

Książka autorstwa Kristine Barnett jest biograficzną historią jej rodziny. Autorka przedstawiła w niej historię walki o własnego syna, który zmaga się z autyzmem.

Historia Jake’a oraz wielu innych osób zmagających się z autyzmem, które również zostały opisane w tej książce, jest do bólu prawdziwa. Kristine opisuje w niej różnego rodzaju wzloty i upadki nie tylko z perspektywy matki, lecz również osoby niosącej pomoc innym ludziom znajdującym się w podobnej jak jej własna sytuacji. Mimo, iż w książce nie brak opisów batalii z terapeutami, urzędnikami etc nie jest ona przygnębiająca, a wręcz przeciwnie tchnie nadzieją pokazując, iż przy ogromnym nakładzie pracy i wynajdywaniu indywidualnych sposobów można dokonać wyrwy w murze, jaki stanowi autyzm. A osoby, które się z nim borykają, choć napotykają w codziennym życiu bardzo wiele trudności to są również w stanie spełniać się na wielu polach dzięki ich szczególnym predyspozycjom oraz wsparciu, pomocy i zrozumieniu ze strony otoczenia.

Jeśli macie ochotę na głęboką i poruszającą lekturę to gorąco polecam Wam opowieść o niezwykłym chłopcu, posiadającym niebagatelne zdolności, oraz jego równie niezwykłej rodzinie, która pokazuje, iż wzajemna miłość, wiara w sukces, mimo wielu napotykanych trudności i chwil zwątpienia oraz ciężka i wytrwała praca mogą zdziałać prawdziwe cuda!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *