poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Bo każdy z nas ma marzenia....


Autorka niniejszej książki od urodzenia zmaga się z wrodzoną łamliwością kości i choć lekarze po urodzeniu nie dawali jej zbyt dużych szans na przeżycie dziś dobiega 30-stki, jest szczęśliwą mężatką i jak mniemam spełnioną kobietą.

„Historia jednego marzenia” to opowieść autorki o tym, jak kilkanaście lat temu dzięki Fundacji Mam Marzenie spełniło się jej ówczesne największe marzenie, którym był wyjazd na Florydę oraz wizyta w Disneylandzie. Radość była ogromną zwłaszcza, że Bogumiła dzieliła ją wraz ze swoimi najbliższymi, którzy udali się w tę podróż razem z nią.

Ta niepozornych rozmiarów książeczka zawiera w sobie nie tylko relację z owej ekscytującej wyprawy, lecz również wiele bardzo dojrzałych przemyśleń młodziutkiej wówczas dziewczyny. Dotyczą one życia, wiary, która jest u Bogusi ogromnie żarliwa oraz relacji międzyludzkich, gdyż liczna najbliższa rodzina oraz przyjaciele są dla autorki niezwykle ważni. W związku z tym Bogumiła stara się być pomimo swoich ograniczeń jak najmniej absorbująca, a także, na miarę swoich możliwości, być wsparciem dla otaczających ją ludzi.

Jest to historia tchnąca optymizmem i zaraźliwym wręcz uśmiechem autorki, który nie gaśnie na przekór różnorodnym przeciwnościom losu, z jakimi na co dzień się ona zmaga. 

Jeśli chcecie przeczytać treściwą opowieść o marzeniach, życiowej odwadze, wewnętrznej sile, determinacji i czerpaniu z życia pełnymi garściami bez względu na wszelakie trudności, a dodatkowo poznać wiersze Bogusi, które wplecione są w „Historię jednego marzenia” to zapraszam Was do lektury.

niedziela, 11 marca 2018

Ucieczka z zaklętego kręgu...


W styczniu bieżącego roku, pod szyldem Wydawnictwa Oficynka ukazała się najnowsza powieść Kazimierza Kiljana nosząca tytuł „Znajdę Cię wszędzie”.

Autor opisuje w niej historię Dominiki, która po bardzo długich wahaniach i kolejnym pobiciu postanawia uciec od męża – tyrana; tym bardziej, iż nosi pod sercem ich wspólne, lecz niechciane przez Wiktora dziecko.

Nasza bohaterka decyduje się na podróż w nieznane, bez żadnego planu na przyszłość, wciąż czując niemal tuż za plecami obecność swojego oprawcy. Koniec końców dociera do Krakowa, a tam kierując się przedziwnym wewnętrznym instynktem trafia pod dach klasztoru Dominikanek.

Tam stopniowo uspokaja zszargane nerwy, odnajduje nie tylko dawną przyjaciółkę, lecz także utracone poczucie bezpieczeństwa i dawno zapomnianą radość życia. Cieszy się również urokami ciąży, która rozwija się prawidłowo. Kobieta otoczona ciepłem i troską, jakimi otaczają ją siostry zaczyna również przechodzić wewnętrzną transformację stopniowo odnajdując sens życia, wiarę w siebie i własne możliwości.

Nie wszystko jednak jest już takie łatwe i przyjemne w życiu Dominiki. Musi ona nadal pozostawać w ukryciu, gdyż przepełniony nienawiścią i żądzą zemsty Wiktor nie ustaje w poszukiwaniach swojej, w jego oczach wiarołomnej, żony.
Sytuacja staje się na pozór jeszcze groźniejsza, gdy Dominika pod koniec ciąży ulega pewnemu wypadkowi i musi trafić do szpitala…

„Znajdę Cię wszędzie” to opowieść o toksycznej relacji małżeńskiej, w której jedno z małżonków, bezpardonowo tłamsi pod każdym możliwym względem swojego partnera. Autor ukazuje w swojej książce przemoc psychiczną i fizyczną w tym konkretnym przypadku wobec kobiety, a jednocześnie pisze o odwadze, która pomimo różnorakich lęków pomaga ostatecznie wyrwać się uciemiężonej bohaterce i jej nienarodzonemu jeszcze dziecku z zaklętego kręgu domowej tyranii i wynikającej z niej życiowej beznadziei.

Autor podjął się opisania bardzo ważnego, często przemilczanego tematu, jakim jest przemoc domowa, która może ukazywać się pod wieloma najróżniejszymi postaciami. Chociaż dotknięty zostaje bardzo delikatny temat przyznać trzeba, iż pisarz przedstawia go w sposób niezwykle empatyczny i taktowy, a zarazem niepowierzchowny, co z całą pewnością jest nie lada sztuką.

Jeśli chcecie zapoznać się z losami Dominiki i dowiedzieć się czy Wiktorowi uda się odkryć miejsce jej pobytu sięgnijcie koniecznie po najnowszą powieść autorstwa Kazimierza Kiljana.


czwartek, 1 marca 2018

"Nić życia jest mieszanym włóknem, dobro i zło przewijaja się razem."


Po kryminały sięgam raczej rzadko, ale jak widzicie jednak czasami się to zdarza. „Ostatnie śledztwo”, o którym chcę dziś napisać kilka słów jest trzecią częścią cyklu „Calisia”. Mimo, że nie znam poprzednich części czytając tę bez problemu odnalazłam się w prezentowanej przez autorkę historii.

Aneta Ponomarenko zabiera czytelników do Kalisza u schyłku XIX wieku, gdzie na dniach ma odbyć się wystawa archeologiczna. Całe miasto i okolica ekscytują się tym wielkim wydarzeniem, jednakże w przededniu otwarcia wystawy dochodzi do kradzieży ważnych dokumentów oraz dwóch zabójstw, które to wydarzenia kładą się cieniem na nadchodzącej ekspozycji.

Działania wiodące w kierunku rozwikłania tych mrocznych wydarzeń podejmują: policmajster Jan Poraj, doktor Jakub Zajf oraz agent do specjalnych poruczeń Walery Jezierski.
W toku prowadzonego przez nich postępowania natrafiają oni nie tylko na rodzinną tajemnicę, lecz także dostrzegają, iż ktoś ewidentnie cały czas stara się o to, aby zmylić im tropy. Jednak nasza trójka nie zamierza dać za wygraną zwłaszcza, że dochodzi do kolejnych zbrodni.

Autorka jako rodowita kaliszanka bardzo umiejętnie wplotła w rozwiązywanie detektywistycznej zagadki opisy rodzinnego Kalisza z jego historią i kulturą. Przybliżyła nam również życie ówczesnych mieszkańców z jego blaskami i cieniami. Dodaje to całości tego retro kryminału dodatkowego klimatu i z pewnością będzie nie lada gratką dla gustujących w opowieściach mających w sobie tchnienie minionych czasów.

Jeśli macie ochotę towarzyszyć naszym bohaterom w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek i odkrywaniu różnorodnych sekretów to zapraszam Was do zagłębienia się w świat tych niezwykle wyraziście nakreślonych postaci. Niech dziewiętnastowieczny Kalisz otworzy również przed wami swoje podwoje!

Czy Poraj, Zajf i Jezierski ostatecznie wyprzedzą o krok tajemniczego i przebiegłego przestępcę? Przekonajcie się o tym sami sięgając po „Ostatnie śledztwo”.

środa, 28 lutego 2018

Jestem... Czuję.. Żyję...


Książka ta jest biograficzną opowieścią ojca do szaleństwa zakochanego rodzicielską miłością w swej nieuleczalnie chorej córeczce. Gdy upragniona i wyczekiwana przez rodziców Kalinka przychodzi na świat w rodzinie panuje ogromna radość.

Po jakimś czasie jednak okazuje się, iż dziewczynka cierpi na rdzeniowy zanik mięśni, co nieuchronnie prowadzi do śmierci. Dla Barki i Andrzeja jest to ogromny cios, jednakże nie ustają oni w wysiłkach, by na różne sposoby przywrócić, bądź chociaż trochę poprawić jakość życia dziewczynki.

W opowieści snutej przez Andrzeja odnajdujemy całą gamę ludzkich zachowań i emocji. Od początkowej niezłomnej wiary w zdolności i umiejętności wszelkiej maści uzdrowicieli poprzez stopniowe coraz bardziej zdroworozsądkowe podejście do rzeczywistości, aż po zaakceptowanie jej… Akceptacja nie oznacza jednak całkowitego pogodzenia się z losem wciąż bowiem pojawiają się pytania DLACZEGO?

Autor przybliża nam kilka lat z życia swojej rodziny i chociaż jest to niezwykle trudny czas uważny czytelnik dostrzeże w nim również wiele łapiących za serce wspomnień, jakie pomimo ogromnej tragedii, która dotknęła tę rodzinę są niesamowite w swej głębokiej wymowie… Dzięki nim czytelnik ma szansę w codziennym życiowym pędzie uświadomić sobie jak ogromne znaczenie mają z pozoru błahe sytuacje – jak np. spojrzenie w oczy drugiemu człowiekowi, które jak się okazuje może przekazać więcej niż milion wypowiedzianych słów.

Książka ta, choć nie jest łatwa, jest jednocześnie na swój sposób piękna. Pomimo opisanego w niej bólu i poczucia bezsilności opowiada ona również o miłości silniejszej od cierpienia. Według mnie „Kalinka” jest swego rodzaju podziękowaniem małej, kruchej dziewczynce, która swoim kilkuletnim życiem zmieniła wiele innych ludzkich istnień na bardziej uważne i skupione na przeżywaniu tego, co tu i teraz.

Autorowi natomiast gratuluję wewnętrznej siły, która pomimo ogromnej tragedii, jaką dla rodziców jest utrata dziecka pozwoliła mu podzielić się z czytelnikami tą wzruszającą historią, dzięki której było nam w pewien sposób dane poznać dzielną Kalinkę.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

W szponach idyllicznej ułudy...


Niniejsza książka opowiada historię młodej Australijki – Ruth Barron, która podczas wyjazdu ze swoją przyjaciółką do Indii trafia do sekty dowodzonej przez religijnego guru Chidaatma Babę.

Gdy po pewnym czasie okazuje się, iż do kraju wróciła tylko Prue, przyjaciółka Ruth, najbliżsi postanawiają, tuż przed mającą odbyć się w sekcie inicjacją nowych członków, podstępem ściągnąć Ruth na rodzinną farmę, by tam odbyła ona trzydniową sesję terapeutyczną z PJ Watersem, specjalizującym się wydobywaniu zmanipulowanych ludzi z macek sekt.

Książka opisuje głównie trzy dni z życia PJ-a i Ruth, tkwiących w odosobnieniu na farmie, z dala od cywilizacji. Prócz tego pojawiają się także fragmenty ukazujące rzec by można wręcz oderwaną od rzeczywistości i standardowego funkcjonowania rodzinę głównej bohaterki. Relacje poszczególnych jej członków oraz ich podejście do życia porównałabym z obrazem z kalejdoskopu odtwarzanym na taśmie w bardzo dużym przyspieszeniu.

Chociaż powieść ta jest dosyć krótka, liczy jedynie 157 stron, to czyta się ją bardzo ciężko, gdyż jest według mnie niezwykle niespójna i chaotyczna.
Pomysł na znacznie przystępniejsze przedstawienie niniejszej historii znalazł swoje odbicie w adaptacji filmowej. Powstały w roku 1999 film o tym samym tytule, w reżyserii Jane Campion, w którym główne role zagrali: Kate Winslet jako Ruth oraz Harvey Kitel jako PJ Waters znacznie bardziej mnie zainteresował i pochłoną, pomimo trudnej tematyki, niż lektura książki. Nie mam jednak w zwyczaju porzucać rozpoczętych lektur, więc i tym razem dotrwałam do ostatniej strony.

Jeśli ktoś z Was ma ochotę zmierzyć się z tą lekturą i dowiedzieć się jak ostatecznie potoczyły się losy Ruth to mam nadzieję, iż powieść ta trafi do każdego jej potencjalnego czytelnika bardziej niż do mnie – tego Wam życzę – osobiście jednak zdecydowanie polecam film na jej podstawie.

piątek, 19 stycznia 2018

"Człowiek, który kocha, wszys­tko pot­ra­fi zro­bić, bo miłość go te­go uczy."


W grudniu ubiegłego roku pod szyldem Wydawnictwa ASTRUM ukazał się zbiór opowiadań „Oblicza miłości” autorstwa Agnieszki Moniki Polak.

Miniony rok był dla autorki bardzo obfity twórczo, gdyż opowiadania te są już trzecią pozycją, jaka wyszła spod jej pióra i pojawiła się na rynku wydawniczym w roku 2017. Tym samym po raz trzeci, bo tak było również przy poprzednich dwóch tytułach, blog Książkowo czyta miał przyjemność objąć ów zbiór patronatem medialnym. Jak zwykle, tak i tym razem autorka nie zawodzi swoich czytelników.

Agnieszka Monika Polak po raz kolejny, tym razem w nieco krótszych formach, zaprasza nas do odbycia podróży w głąb siebie samych. Dzięki jej najnowszym opowiadaniom czytelnik, jeśli tylko na to pozwoli, otrzyma szansę pożeglowania na oceanie własnych emocji oraz drzemiących w każdym z nas marzeń i pragnień.

Jeżeli tylko otworzymy się na nie roztoczą one przed nami całe mnóstwo wielowymiarowych i różnobarwnych światów, które właściwie w każdej chwili są na wyciągnięcie ręki i tylko od nas zależy czy zdecydujemy się do nich zajrzeć pozostawiając za sobą nasze lęki, traumy, frustracje czy zaniżone zazwyczaj poczucie własnej wartości.

Miłość bowiem ma to do siebie, że przybiera bardzo różne formy i odcienie w zależności od konkretnego człowieka, który jej doświadcza bądź kogoś nią obdarza. Mimo, że w codziennym zabieganiu wydaje nam się, iż dobrze znamy to uczucie, jeśli jednak zdecydujemy się znaleźć nieco dłuższą chwile, by się nad nim pochylić dostrzeżemy na pewno, iż tak naprawdę za każdym razem jest ono dla istoty ludzkiej nowym, ekscytującym doświadczeniem.

Autorka w swoich opowiadaniach bardzo plastycznie ukazuje fakt, iż to, co wydaje nam się dobrze znane często bywa tylko pozorem lub próbą wtłoczenia w utarte schematy. Jednak prawdziwe uczucia i emocje, które potrafią się w człowieku obudzić zawsze uparcie wymykają się wszelkim sztywnym ramom i stereotypom.

Niech „Oblicza miłości” staną się zatem furtką, a zarazem motywacją do postawienia pierwszego kroku w wędrówce mogącej odmienić spojrzenie na naszą emocjonalną codzienność pod warunkiem, że sami na to pozwolimy.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 18 stycznia 2018

"Życie to ciągłe pożąda­nie - im mniej prag­nień, tym mniej życia..."


„Uwikłani. Pokusa” to pierwszy tom cyklu powieści erotycznych autorstwa Laurelin Paiże. Główną bohaterką opowieści jest Alayna Withers. Młoda kobieta jest barmanką w nocnym klubie, uwielbia tam pracować, ale liczy na awans na stanowisko menadżera i w tym celu właśnie zdobyła dyplom z zakresu marketingu na prestiżowej uczelni.

Alayna jest nie tylko inteligentna, wyróżnia ją także nieprzeciętna uroda. Paradoksalnie jest to jedna z przyczyn, które sprawiają, iż młoda kobieta bardzo często pakuje się w kłopoty popadając w obsesję na punkcie niewłaściwych mężczyzn. Nasza bohaterka postanawia więc unikać głębszych relacji, aby dzięki temu trzymać się z daleka od tego typu tarapatów.

Pewnego wieczoru w lokalu, gdzie pracuje Alayna pojawia się młody, bogaty, niesamowicie przystojny i ogromnie tajemniczy mężczyzna… Jak okazuje się nieco później jest to nowy właściciel klubu niejaki Hudson Price.

W ten sposób rozpoczyna się burzliwa i przepełniona namiętnością znajomość tych dwojga. W historii tej nie chodzi jednak tylko o fizyczny pociąg bohaterów. Autorka nakreśliła oboje jako osoby z różnymi problemami i mimo zewnętrznej pewności siebie w gruncie rzeczy zagubione życiowo.

Hudson nie wierzy, że mógłby naprawdę pokochać Alaynę, ona natomiast nie daje wiary temu, iż ten mężczyzna nie potrafi pokochać nikogo, a jedynie manipuluje napotkanymi na swej drodze kobietami.

Układ, na który oboje się decydują, szczegółów dowiecie się z lektury, coraz bardziej zacieśnia ich relacje, do czego oboje nie chcą się przyznać nawet przed samymi sobą, ponieważ budzi to w obojgu pewnego rodzaju lęk.

W gruncie rzeczy jest to opowieść o ludzkich lękach i traumach, które nawet pomimo upływu czasu nie przestają rzutować na wiele aspektów życia bohaterów. Autorka utkała słowami również bardzo plastyczną opowieść o fascynacji i pożądaniu. Chociaż nie stroni ona od odważnych opisów aktów seksualnych nie są one ani zbyt wulgarne, ani przesłodzone, co jest według mnie dużym atutem tej książki.

Jeśli intryguje Was jak potoczą się losy Alayny i Hudsona oraz na lekturę historii z nutką pikanterii zajrzyjcie do pierwszego tomu „Uwikłanych”.


środa, 17 stycznia 2018

"Ideały nie istnieją (...) Każdy taki jest..."


„Magiczne lato” jest pierwszą odsłoną tetralogii autorstwa Aleksandry Tyl. Niewątpliwie najbardziej na pierwszy rzut oka dostrzegalnym łącznikiem dla tego cyklu powieściowego są tytuły poszczególnych tomów, gdyż każdy z nich zawiera w sobie jedną z pór roku.

Póki co w ręce czytelników trafiły:

- „Magiczne lato”
- „Karmelowa jesień”
- „Anielska zima”

Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam właśnie pierwszą z tych pozycji.

Główną bohaterką powieści jest Alicja, która samotnie wychowuje 7-letnią córkę Matyldę. Dziewczynka bardzo często choruje, co powoduje jej częste nieobecności w szkole oraz konieczność wielokrotnych wizyt u lekarza. Taki stan rzeczy wywołuje u Matyldy coraz większe poczucie wyobcowania, gdyż nie bierze ona czynnego udziału w życiu rówieśników. Dla Alicji natomiast wiąże się to z brakiem możliwości podjęcia pracy zawodowej, ponieważ cały czas opiekuje się córką.

Gdy Alicja wraz ze znów chorą Matyldą po raz kolejny trafiają do gabinetu lekarskiego, gdzie okazuje się, iż znaną im od dawna panią doktor zastępuje akurat pewna starsza lekarka ku ogromnemu zdziwieniu matki, zamiast kolejnych leków ordynuje ona małej pacjentce wyjazd na wieś w celu poprawienia odporności… Alicja w związku z powyższym zaleceniem jest przez moment w kropce, ponieważ nie ma żadnej rodziny czy znajomych na wsi, u których mogłyby się zatrzymać, a na wynajęcie kwatery na dłuższy pobyt zwyczajnie jej nie stać. Sytuacja wydaje się bez wyjścia jednak w końcu Alicja wraz ze swoją siostrą Dorotą przypominają sobie o dalekiej ciotce Józefinie mieszkającej w jednej z podwrocławskich wiosek.

Nasza bohaterka pomimo targających nią wątpliwości postanawia zebrać się na odwagę i zadzwonić do dawno niewidzianej ciotki, by zapytać ją o ewentualną gościnę dla siebie i córki. Józefina bez najmniejszego problemu zgadza się na ich przyjazd i spędzenie przez nie wakacji w jej gościnnych progach.

Chociaż matka i córka podchodzą do tej wyprawy bardzo sceptycznie to ostatecznie okazuje się, iż wyjazd ten całkowicie odmieni życie nie tylko małej Matyldy z myślą, o której go zorganizowano, lecz również jej mamy. Alicja w końcu na nowo poczuje, że żyje… Nie zamierzam Wam jednak spolerować i psuć tym samym zabawę z lektury. Napiszę, więc jedynie, iż autorka w sposób równie barwny, co intrygujący nakreśliła różnorodne perypetie bohaterów. Wykreowane przez nią postacie są wyraziste, lecz nie przesadnie wyidealizowane, borykają się więc z różnymi kłopotami – przeżywają codzienne radości i smutki.

W powieści nie brak także sporej dawki humoru i szczypty magii. Czytelnik napotka tutaj również wątki kryminalne i miłosne. „Magiczne lato”, pomimo, że jest to książka spora objętościowo, czyta się bardzo szybko, a przy lekturze nie sposób się nudzić. Dodatkowy atut stanowi również fakt, iż powieść została bardzo ładnie wydana.

Jeśli macie ochotę poczuć teraz nieco letniego klimatu, poznać losy Alicji, Matyldy i współtowarzyszy ich historii i dowiedzieć się, co pozwoliło im nabrać innego spojrzenia na życie i samych siebie oraz wyzwolić się z pewnych wszechobecnych stereotypów to powieść ta idealnie wpasuje się w Wasze oczekiwania, a jej nietuzinkowe zakończenie zapewne sprawi, iż chętnie sięgniecie po kolejny tom.

Zachęcam do lektury.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Myślę, że w życiu kobiety jest wiele momentów, które warto uwiecznić. Z każdego ciała można wydobyć piękno. (Anna Przybylska).


Są książki, po których lekturze bardzo trudno ubrać w słowa odczucia, jakie taka pozycja wywołała w czytelniku „Ania. Biografia Anny Przybylskiej” z całą pewnością należy do grona takich właśnie publikacji.

Maciej Drzewicki i Grzegorz Kubicki rozmawiając z rodziną, przyjaciółmi oraz współpracownikami uwielbianej przez wielu przedwcześnie zmarłej (1978-2014) aktorki Anny Przybylskiej przybliżają nam jej postać spoglądając z bardzo szerokokątnej i wielowymiarowej perspektywy.

Jest to książka nie tylko o karierze aktorskiej Ani, czy też włącznie o jej chorobie, lecz przede wszystkim o codziennym życiu kobiety, partnerki, przyjaciółki, córki i matki podobnej do wielu z nas, bo jak widać to bardzo przejrzyście na kartach niniejszej publikacji taka właśnie była Ania.

Mimo, iż występować pragnęła właściwie od zawsze to kariera, aktorska i płynące z niej profity w postaci rozpoznawalności czy stabilizacji finansowej nigdy nie przesłoniły jej tego, co naprawdę w życiu ważne, czyli rodziny, relacji z przyjaciółmi i dbania o prywatność, chociaż zadanie to z biegiem czasu stawało się niestety coraz trudniejsze do wykonania, gdyż nieustająca obecność napastliwych paparazzich coraz bardziej frustrowała Anię.

Oczywiście jej ścieżka aktorska również została w książce nakreślona, dzięki czemu czytelnik ma szansę odświeżyć sobie wiedzę, na temat wielu ról, w jakich aktorka była obsadzana. Ja osobiście odkryłam kilka pozycji, które jak dotąd nie były mi znane, więc w wolnym czasie z pewnością się z nimi zapoznam.

Niewątpliwie jest to opowieść o kobiecie, która posiadała nie tylko mnóstwo uroku i wewnętrznej klasy, lecz także ogromnie magnetyzującą osobowość. Chociaż Ani nie ma już niestety wśród nas to cechy te w połączeniu z zawsze emanującą od niej prostolinijnością z pewnością sprawią, że pozostanie ona w naszej pamięci na zawsze. Dla wielu młodych dziewcząt i kobiet nadal pozostanie wzorem ukazującym z jednej strony jak spełniać swoje marzenia i cały czas się rozwijać, z drugiej natomiast, jak dbać o rodzinę i nigdy nie zatracić swoich wartości we wszechogarniającym blichtrze.

Biografia składa się z krótkich, przepełnionych uśmiechem, wzruszeniami oraz nostalgią, rozdziałów. Całości zaś znakomicie dopełnia i dodaje wyrazistości wiele znajdujących się w książce fotografii.

Polecam!

piątek, 12 stycznia 2018

Kiedy rodzinny dom staje się pułapką...


Książka, którą chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć zdecydowanie nie jest lekturą łatwą. Autorka opisała w niej dramatyczną historię swojej rodziny, które to wydarzenia już na zawsze położyły się złowrogim cieniem na jej życiu.

Kiedy Nourig ma 7 lat przybywa, z ogarniętej wojną Syrii, wraz z matką i młodszą siostrą Waffą do mieszkającego od jakiegoś czasu w Niemczech ojca. Początkowo stara się on jak najbardziej ułatwić najbliższym przystosowanie się do egzystowania w obcym dla nich kraju, niestety po pewnym czasie musi wracać do swoich zawodowych obowiązków, więc jego kobiety chcąc nie chcąc zostają w końcu same w domu.

Matka odcięta od wszystkiego, co do tej pory znała, niemogąca się porozumieć z otoczeniem ze względu na nieznajomość języka staje się coraz bardziej sfrustrowana, co z kolei odbija się także fizycznie, na równie, jak ona zagubionych małych dziewczynkach.

Dla Nourig przychodzi czas rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej, niestety mimo wielkiego nakładu pracy dziewczynka bardzo odstaje od swojej klasy. To z kolei powoduje coraz mocniej demonstrowane niezadowolenie matki oraz coraz większe wyizolowanie Nourig. Tymczasem Waffa może robić, co jej się żywnie podoba, gdyż za wszystko, co złe odpowiedzialna jest w oczach matki starsza córka.

Dzieci Apfeldów, gdyż rodzina z biegiem czasu jeszcze się powiększyła, zostają pod opieką ojca, kiedy matka Nourig umiera na raka.
Mijają lata, a sytuacja w domu państwa Apfeld staje się coraz bardziej patologiczna i nie do udźwignięcia zarówno pod kątem fizycznym, jak i psychicznym dla dorastającej Nourig. Zaczynają się też problemy z Waffą…

Na skutek różnorakich wydarzeń oraz opieszałości urzędników, u których siostry Apfeld,  a zwłaszcza Waffa szukają pomocy Nourig jest świadkiem tzw. honorowego zabójstwa, którego dopuścili się na Waffie członkowie jej bliskiej rodziny.

Autorka obawiając się, iż spotka ją taki sam los postanawia uciec i po raz kolejny szukać pomocy na policji i w różnych urzędach, które powinny takową służyć. Niestety ponownie natyka się na mur lekceważenia i obojętności albo jak się okazuje puste obietnice ze strony ludzi, których powinnością jest pomagać osobom znajdującym się w podobnych do jej sytuacjach.

„Widziałam, jak zamordowano moją siostrę” jest wstrząsającą opowieścią o losach wychowanych w islamie kobiet, które z racji uwarunkowań społeczno – kulturowych są całkowicie zdanych na łaskę lub niełaskę mężczyzn. W związku z powyższym są one totalnie bezradnych, gdyż nieposiadających właściwie żadnych praw.

Historia ta ma tym bardziej chwytający za gardło wydźwięk, iż autorka snuje ją bez cienia emocji. Opisuje wydarzenia zupełnie na chłodno, jakby to, co działo się w jej rodzinie dotyczyło kogoś zupełnie innego.

Jeśli szukacie lektury, która niewątpliwie skłoni Was do refleksji to losy Nourig i jej rodziny będą dobrym wyborem.

czwartek, 11 stycznia 2018

Wielobarwne tchnienie przeszłości.


Renata Kosin od 6 lat, gdyż zadebiutowała w roku 2012 powieścią „Mimo wszystko Wiktoria”, porywa swoich czytelników niebanalnymi i mocno pochłaniającymi uwagę opowieściami.

Wiosną 2017 roku, wprost spod skrzydeł Wydawnictwa FILIA, w ręce czytelników trafiła „Tatarka”. Bohaterką opowieści jest Ksenia, która spędza wakacje w Bujanach, malowniczej wiosce na Podlasiu, gdzie aktualnie mieszka jej matka Lena oraz przybrana babcia Honorata.

Młoda kobieta w gruncie, rzeczy jest bardzo sceptycznie nastawiona do zwyczajów i wszelkich praktyk związanych z nocą kupały… Mimo tego ulega usilnym namowom swej ukochanej Florki, aby podporządkować się pradawnej tradycji i wraz ze swoją przyjaciółką w noc świętojańską plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by puścić go z nurtem rzeki w celu napotkania na swej życiowej ścieżce prawdziwej miłości… Zakrawa to na tym większy paradoks, że Ksenia przyjechała do Bujan nie tylko na wakacje, lecz także, a może nawet przede wszystkim, po to, by wyleczyć się ze źle ulokowanych uczuć do dwóch mężczyzn: Patryka i Xaviera.

Jak wiadomo życie jednak nie znosi pustki, więc na drodze naszej bohaterki staje tak przystojny, jak i tajemniczy Emir… Młody Tatar w niewytłumaczalny dla Kseni sposób coraz mocniej ją intryguje.

Tą właśnie drogą autorka wciąga czytelnika w wir tajemnic z przeszłości, odkrywając jednocześnie przed nami bogactwo tkwiące w różnorodności kultur oraz wielorakości słowiańskich obyczajów, które dziś bywają zapomniane lub wręcz nieznane współczesnemu przeciętnemu człowiekowi.

Jest to opowieść nie tylko o miłość, lecz również niegasnącym powiązaniu człowieka z przeszłością, które potrafi dać o sobie znać bardzo nieoczekiwanie i jak się okazuje nie zawsze prawdą jest to, co podsuwa nam wyobraźnia.

Renata Kosin znana jest z tego, że postacie w jej książkach są bardzo wyraziste i odmienne charakterologicznie. W „Tatarce” rzecz ma się podobnie – z jednej strony mamy nieco zahukaną Ksenię, z drugiej natomiast wręcz magnetyzującą otoczenie swoją niesamowicie silną osobowością Zulejkę.

Jeśli jesteście ciekawi jak potoczą się losy Kseni i pozostałych bohaterów, jakie tajemnice odkryją i jakie będą tego konsekwencje to sięgnijcie koniecznie po tę słowiańsko – tatarską opowieść osadzoną w malowniczym regionie Podlasia.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 10 stycznia 2018

III Spacer Aleją Róż


Pod koniec października minionego roku w ręce czytelników trafiła trzecia odsłona cyklu Spacer Aleją Róż autorstwa Edyty Świętek.
Tym razem wraz z autorką przenosimy się w czasie do przełomu lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Gdy bohaterom wydaje się, iż wreszcie zyskali długo wyczekiwane wytchnienie i spokój koniec końców przeczucia te okazują się niestety ułudą…

Zdesperowani opieszałością władzy nowohucianie stają w obronie wiary. Jej namacalnym symbolem jest stojący na osiedlu Teatralnym krzyż, który rządzący antyklerykałowie postanawiają za wszelką cenę usunąć. Jednakże mieszkańcy, a wśród nich również rodzina Szymczaków, choć przyjdzie im zapłacić za to nie małą cenę, nie pozwalają dokonać tego karygodnego czynu. Pośród wyżej wymienionych wydarzeń historycznych toczą się losy naszych bohaterów.

Los w końcu na zawsze splótł ze sobą drogi Bronka i Bogumiły, ku zachwytowi obojga i radości całej rodziny. Julia na skutek pewnych rzec można niecodziennych wydarzeń także stopniowo ku własnemu zaskoczeniu odnajduje swoje miejsce w życiu rodzinnym, u boku Wawrzyńca.

Andrzej pomimo wcześniejszych trudnych przeżyć buduje swoje życie u boku Sabiny. Krystyna marzy o tym, by zostać matką… niestety decyzja, jaką podjęła w przeszłości obecnie kładzie się ponurym cieniem na tych pragnieniach, a że w rodzinie pojawiają się kolejne dzieci, co powoduje coraz większą frustrację naszej bohaterki zaczyna ona topić swoje rozterki w alkoholu, co niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Dorota powoli odżywa po swej traumie pracując w Pawlickiej bibliotece, gdzie czuje się bezpieczna, a jednocześnie potrzebna. Zwłaszcza, że zajęcie, które wykonuje sprawia jej ogromną przyjemność.

Natomiast Leszek pod znaczącym wpływem swojej żony coraz bardziej powątpiewa w słuszność wartości oraz ideałów, w które do tej pory wierzył coraz bardziej izoluje się więc od swoich bliskich.

Autorka jak to ma w swoim zwyczaju w sposób niezwykle barwny i intrygujący ukazuje perypetie zwyczajnych ludzi, którym przyszło na co dzień żyć w trudnych i burzliwych czasach. Rys historyczny, który został tutaj, jak też w poprzednich częściach, bardzo przystępnie nakreślony sprawia, że czytelnik w sposób niemal namacalny ma szansę zapoznać się z opisanymi w powieści realiami ówczesnej egzystencji.

„Drzewa szumiące nadzieją” to opowieść o ludziach przeżywających swe wzloty i upadki, o ich codziennym życiu, w którym uśmiech i nadzieja na lepsze jutro splata się ze łzami i rozpaczą, gdy trudne chwile stają się ich udziałem.

Edyta Świętek po raz kolejny ukazuje czytelnikom jak ważna w życiu człowieka jest rodzina i jak wielkie znaczenie mają wyzwane przez jednostkę wartości i ideały, za które jest ona w stanie nawet poświęcić życie.

Jeśli macie ochotę na osnutą na tle historycznym, pochłaniającą, a zarazem nie przesadnie patetyczną czy też przesłodzoną opowieść o dalszych losach rodziny Szymczaków to niech „Drzewa szumiące nadzieją” otrzymają chociażby na chwilę swój głos…

A już niebawem, bo 14 lutego ukaże się IV tom niniejszej sagi pt. „Szarość miejskich mgieł”, którego nie mogę się już doczekać :).

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 9 stycznia 2018

Spojrzenie ponad wymiarami...


Najnowsza powieść E. E. Schmitta ukazała się w listopadzie minionego roku, jak to zwykle bywa w przypadku tego autora pod szyldem Wydawnictwa Znak.

I tym razem pisarz nie zawiódł swoich czytelników, którzy od wielu już lat i książek nieodmiennie rozsmakowują się w jego niebanalnych historiach pisanych nietuzinkowym stylem.

Bohaterem niniejszej opowieści jest Augustin Trolliet stażysta w miejscowej, dosyć podrzędnej gazecie. Młody mężczyzna zajmuje się niechcianymi przez nikogo, najmarniejszymi, zleceniami, a za swoją pracę nie otrzymuje nawet najmniejszego wynagrodzenia w związku z czym żyje w kiepskich warunkach wręcz przymierając głodem.

Gdy pewnego dnia Augustin jest świadkiem zamachu terrorystycznego przed jednym z miejscowych kościołów nagle staje się obiektem zainteresowania dla wszystkich, którzy mają nadzieję, by jako pierwsi poznać jego wersję dramatycznych wydarzeń i wykorzystać ją do podania na srebrnej tacy wyczekującej na informacje opinii publicznej.

Dla mężczyzny jednak najważniejsze obecnie są pełny żołądek oraz ciepłe łóżko, które zapewnia mu hospitalizacja, gdyż takich „luksusów” dwudziestopięciolatek na co dzień nie posiada…

Kiedy Augustin nieco dochodzi do siebie i rozpoczyna współpracę z policją w celu sporządzenia portretu pamięciowego osoby towarzyszącej zamachowcowi pojawiają się pewnego rodzaju komplikacje, okazuje się bowiem, iż nasz bohater nosi w sobie pewien niespotykany dar, w efekcie którego widzi duchy zmarłych, nie raz przed wielu laty, osób, których nigdy nie poznał…

Uświadomienie sobie tego faktu wywołuje w młodym mężczyźnie na równi lęk i fascynację wynikającą z w/w odkrycia. Tym bardziej, że w wyniku splotu różnorakich okoliczności z ofiary sam staje się podejrzanym.

Autor swoim zwyczajem na przykładzie perypetii Augustina poruszył wiele ważnych tematów dotyczących Boga, religii, sensu życia, a w odniesieniu do tychże aspektów roli jednostki ludzkiej, jaką bardzo często nieświadomie odgrywamy w naszej niekiedy pozornie błahej codzienności, w każdej chwili swojego życia.

Całość dodatkowo osnuta została na bardzo aktualnym dziś temacie dokonywanych na świecie zamachów terrorystycznych, co tym bardziej dodaje książce nader współczesnego wydźwięku.

Jest to opowieść o człowieku w jego korelacji do kwestii wiary i doczesności. Jeśli intrygują Was choć odrobinę dalsze losy Augustina to zanurzcie się opowieść o człowieku, który widział więcej, a z całą pewnością podczas jej lektury zostaniecie niejednokrotnie zaskoczeni i skłonieni do snucia wielorakich refleksji.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 8 stycznia 2018

"Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali..."


Powieści tej autorki są znane i lubiane przez rzesze czytelniczek w całym kraju. Najnowsza powieść Małgorzaty Kalicińskiej nosi tytuł „Trzymaj się, Mańka!” i stanowi kontynuację wydanej w 2012 książki „Lilka”.

Główna bohaterka Marianna, od kilku miesięcy pogrążona jest w letargu po utracie swej ukochanej siostry Lilki. Marazm kobiety przerwa fakt, iż jej mieszkanie zostaje zalane przez sąsiadów mieszkających piętro wyżej… W związku z tym nasza bohaterka chcąc nie chcąc musi podjąć różnorodne działania mające na celu opanowanie sytuacji wynikającej z zalania.
Choć fizycznie musi radzić sobie raczej sama to wsparcie stanowi dla niej Antek zwany emigrantem, z którym Marianna prowadzi od pewnego czasu sympatyczną mailową korespondencję o wszystkim i niczym.

Oprócz problemów wynikających z lokalowej powodzi, Mańka od jakiegoś czasu boryka się z brakiem pracy, której usilnie szuka. Niestety w jej wieku – 50+ - jest to nie lada wyzwanie… Kiedy poszukiwania wciąż spełzają praktycznie na niczym na horyzoncie pojawia się propozycja, aby Marianna opisała losy kobiet na emigracji, lecz jej bohaterki miały wyjechać z kraju ze względów innych niż typowo zarobkowe.

Poniekąd dzięki wspomnianemu wyżej mailowaniu z Antkiem, Mańka otrzymuje propozycję odwiedzenia go w Korei Południowej w celu wypoczynkowym, jak również zebrania materiałów do projektu o kobietach na emigracji. Po pewnym okresie wahania nasza bohaterka postanawia skorzystać z propozycji Antka.

W ten sposób rozpoczyna się jej przygoda życia. Marianna odkrywa nie tylko nowe miejsca, kulturę, zwyczaje, smaki etc. Przede wszystkim właściwie każdego dnia poznaje „nową siebie” przekonując się, że tak naprawdę wiek nie ma żadnego znaczenia jeśli człowiek odważy się żyć pełną piersią.

„Trzymaj się, Mańka!” to bardzo ciepła lecz jednocześnie nieprzesłodzona opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na miłość, realizowanie marzeń oraz konstruktywne zmiany w życiu. Chociaż czasem zmiany te wręcz nas przerażają i wydają się szaleństwem to ich pozytywne skutki mogą nas niesamowicie zaskoczyć.

Aktualnie za oknami szaro, buro i ponuro więc tym bardziej zachęcam Was do wyruszenia wraz z Marianną do słonecznej Korei Południowej i zanurzenia się w perypetie bohaterki tej ujmującej powieści. 

niedziela, 17 grudnia 2017

!!! KONKURS MIKOŁAJKOWY - WYNIK I!!!


Do dnia 12-12-2017 trwał konkurs, w którym można było wygrać zestaw dwóch powieści  - "Powiedz, że mnie kochasz, mamo", oraz „Tatuaże podświadomości”, autorstwa Grażyny Mączkowskiej. Konkurs polegał na tym, by opisać swoje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa.

Autorka wybrała zwycięski komentarz, którego autorką jest Karolajna i to właśnie ona otrzymuje w/w zestaw książek. A oto wypowiedź zwyciężczyni:

Karolajna napisała:

"Najpiękniejszym świątecznym wspomnieniem z dzieciństwa jest po prostu ten beztroski czas spędzony z rodziną. To wyczekiwanie na prezenty, wspólna kolacja, ubieranie choinki, brak poważniejszych problemów. Liczyło się wtedy tylko to co było i ta magia świąt, a jedynym zmartwieniem było to czy dam radę jeszcze zjeść coś ze świątecznej kolacji. :D Teraz święta nie są już takie beztroskie, ale pozostały wspaniałe wspomnienia, których nikt mi nie odbierze. ;)". 

Laureatce gratuluję wygranej, a wszystkim pozostałym uczestnikom dziękuję za udział.