Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchodzenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pamiętać sercem...

Kiedy do ośmioletniego Jana i jego rodziców wprowadzają się dziadkowie, chłopiec nie posiada się z radości, gdyż z dziadkiem Joanem łączy go silna i nietuzinkowa więź. Starszy mężczyzna pokazuje i tłumaczy chłopcu świat przez pryzmat ogromnej uważności na wszystko, co go otacza.

W sielankę Jana wkrada się jednak niepokój spowodowany smutnymi minami dorosłych, ściszonymi głosami i urywanymi w pół zdania rozmowami. Chłopiec coraz mocniej wyczuwa, że coś jest nie tak… Również zachowanie dziadka ulega zmianie, choć początkowo są to niuanse, coś ewidentnie się dzieje.

Co takiego? – tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale powiem Wam, że Tina Valles, autorka tej opowieści tka przepiękną, subtelną opowieść o relacjach, przemijaniu, odchodzeniu, potędze pamięci i radzeniu sobie z trudną, ciężką do pojęcia rzeczywistością.

Króciutkie rozdziały tej publikacji pozostawiają czytelnika z wieloma refleksjami na mnóstwo życiowych tematów. A tytułowe drzewo i jego pamięć są według mnie symbolem relacji i ich ciągłości pomimo wszystko. Chociaż zmienia się forma to clou pozostaje nietknięte…

Książka ta nasycona jest różnorodnymi emocjami, każdy z bohaterów na swój sposób mierzy się w niej z zaistniałą sytuacją i zmaga z całym wachlarzem odczuć, które dzień po dniu do nich przychodzą.

„Pamięć drzewa” to refleksyjna i nieco melancholijna, ale w gruncie rzeczy bardzo ciepła i w pewien sposób krzepiąca opowieść o sztafecie, jaką jest życie. O uważności na ludzi i świat oraz o tym, że to, co najważniejsze pozostaje w nas na zawsze – Jeśli tylko zdecydujemy się to dostrzec pomimo różnorakich przeciwności losu.

Na przykładzie relacji Joana i Jana autorka bardzo dobitnie ukazała, że życie to nieustanna podróż, w której to, co najistotniejsze dzieje się w ciszy, bez pośpiechu, gdy mamy otarte serce i umysł.

Mnie pozycja ta bardzo zauroczyła i zachęcam Was, abyście także po nią sięgnęli. Mam nadzieję, że dacie sobie dzięki niej szansę na chwilę zatrzymania i głęboki czytelniczy oddech w otaczającym nas rozpędzonym świecie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 21 lutego 2025

„Na człowieka składają się wybory i okoliczności. Nikt nie ma władzy nad okolicznościami, ale każdy ma władzę wyboru.” – Éric-Emmanuel Schmitt.

Książka, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć dla części czytelników może jawić się jako dosyć kontrowersyjna, ponieważ opowiada m.in. o odchodzeniu z tego świata na własnych warunkach…

Wszystko to jednak osadzone zostało w bogatej fabule. Na kartach poznajemy małżeństwo Evelyn i Josepha, którzy spędzili ze sobą wiele lat, mają troje wspaniałych dorosłych już dzieci, a sami są już w podeszłym wieku. Dodatkowo okazuje się, iż Evelyn cierpi na chorobę Parkinsona, która błyskawicznie postępuje… Kobieta nie chce stać się ciężarem, przyczyną bólu oraz zmartwień dla swojej rodziny, dlatego wraz z mężem postanawiają dać sobie i dzieciom ostatni wspólny rok, a potem odejść jednocześnie, ponieważ nie potrafią bez siebie żyć.

Opowieść ta jest bardzo wielowątkowa, przybliża nam życie pary na przestrzeni lat – od dzieciństwa, (zawsze mieszkali po sąsiedzku) i niełatwej młodości – nierozerwalnie wiążącej się ze stratą, jaka jeszcze bardziej ich połączyła – poprzez rodzące się stopniowo uczucie, małżeństwo i rodzicielstwo, aż po czasy współczesne.

Ich wspólne życie rodzinne było bogate w miłość, wsparcie i zaufanie, lecz jednocześnie nie brakowało w nim nieobcych nikomu wzlotów i upadków, które również odcisnęły na nich swoje piętno.

Oprócz historii dotyczącej bezpośrednio dwojga głównych bohaterów poznajemy także losy każdego z ich dzieci, które rzecz jasna mają własny, niemały bagaż doświadczeń. Śledzimy zatem ich życiowe zmagania i to w jak różny sposób każde z nich podchodzi do decyzji podjętej przez ich ukochanych rodziców, którzy byli przy nich zawsze i w każdej nawet najtrudniejszej sytuacji obdarzali ich bezwarunkową miłością oraz stanowili oparcie.

Jak możecie się domyślać jest to książka niezwykle emocjonalna, wzruszająca i dająca wiele do myślenia. Autorka poruszyła w niej wątek wielkiej miłości i wieloletniej namiętności. Bowiem związek Evelyn i Josepha bywał także bardzo burzliwy. Ukazane w tej powieści różnorodne relacje międzyludzkie postawione zostają w obliczu zaistniałej choroby i związanego z nią nieuchronnego odchodzenia, nie tylko w aspekcie fizycznym…

Jeśli chcecie dokładniej poznać losy bohaterów to koniecznie zajrzyjcie na karty tej niesamowicie głębokiej i chwytającej za serce opowieści. Jak przyznaje sama Amy Neff praca nad tą powieścią zajęła jej aż dekadę, co zdecydowanie widać w przenikającym istotę rzeczy, subtelnym, a jednocześnie wyrazistym wydźwięku tej publikacji.

„Dni, gdy kochałem Cię najbardziej” to opowieść o przyjaźni, miłości i pięknym, choć niepozbawionym smutku i cierpienia życiu. Jest to także historia o odchodzeniu i pewnego rodzaju pogodzeniu się z takim stanem rzeczy, lecz także o wewnętrznym dojrzewaniu do takiego pogodzenia.

Czy Evelyn i Joseph ostatecznie spełnią swój plan? Co jeszcze przyniesie im rok, który zdecydowali się darować sobie i bliskim? Czy w tym czasie spełnią jeszcze jakieś swoje marzenia? Przekonajcie się sami sięgając po tę niespieszną, a jednoczenie ogromnie wciągającą powieść o ludziach ich wzajemnych relacjach i życiu pełną piersią.


  

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 29 września 2023

"Kolejny świt to nowa nadzieja – na miłość, na szczęście, na nowy początek."

„Madeira” to już trzecia książka spod pióra Jolanty Kosowskiej, którą miałam okazję przeczytać. Tym razem akcja powieści osadzona została na tytułowej Maderze. Na wstępie opowieści poznajemy Julię, która wraca na wyspę, aby w jakikolwiek sposób uporządkować swoje emocje wiążące się z zaginięciem, praktycznie tuż przed ślubem, narzeczonego Filipa…

Jednak samotny powrót na Maderę przerasta ją tak bardzo, że w chwili skrajnej słabości postanawia podjąć ostateczny krok… Wtedy na jej drodze staje Alberto, który udaremnia próbę dziewczyny i zabiera ją do swojej rodzinnej restauracji, by tam mogła nieco odpocząć. Dzięki temu poznajemy historię rodziny Alberta, czyli jego mamy Any, ojca Breno oraz jego samego, a koleje ich losów nie należą do prostych ani zupełnie oczywistych.

Jak splecie się ta na swój sposób intrygująca opowieść będąca mozaiką multikulturowości, ludzkich relacji, przeżyć, odczuć, różnorodnych emocji i bolesnych prawd, które koniec końców muszą ujrzeć światło dzienne? Dowiedzcie się sami czytając ten tytuł.

Autorka w sposób bardzo wnikliwy opisuje wzajemne relacje pomiędzy bohaterami. Pokazanych zostało wiele oblicz człowieka wobec różnorakich wydarzeń i trudnych sytuacji życiowych, które stają się udziałem bohaterów. Jolanta Kosowska ukazuje również fakt, jak trudne bywają rodzinne relacje, w których najmocniej uwidaczniają się podobieństwa między pokoleniami, a te wbrew pozorom wcale nie muszą ułatwiać wzajemnych stosunków, choć oczywiście wcale nie musi tak być.

Jest to książka o miłości, zrozumieniu, sile międzyludzkich więzi, zmaganiach z chorobą i odchodzeniu na własnych warunkach. A także o wzajemnym szacunku, wytrwałości i niegasnącej nadziei na pozytywne zakończenie pomimo wszystko.

Jeśli macie ochotę na lekturę refleksyjną i traktującą także o tym, jak ważne są dla człowieka jego korzenie oraz o mocy wybaczenia, które przychodzi dopiero z czasem, dlatego warto dać ten czas nie tylko innym, lecz również samemu sobie to zajrzyjcie na karty „Madeiry”.

Autorka zabiera nas w niej nie tylko do głębi ludzkiego wnętrza i psychiki, lecz także na urokliwą, pełną różnorodnych kolorów, smaków i spokoju wyspę, jaką jawi się czytelnikowi Madera bardzo malowniczo opisana na kartach niniejszej publikacji.

Zapraszam do lektury.

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 1 października 2015

Pomimo, że Szału nie ma...


Księdza Jana Kaczkowskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać.  W swojej pierwszej książce, która jest jednocześnie wywiadem przeprowadzonym przez  Katarzynę Jabłońską w sposób bardzo otwarty ks. Jan opowiada o swoim życiu, powołaniu chorobie oraz aktywności społeczno - zawodowej.

Dzięki lekturze tego wywiadu mamy możliwość prześledzić historię ks. Jana zaczynając od dzieciństwa i relacji panujących w rodzinnym domu, poprzez dosyć burzliwą młodość, odkrywanie własnego powołania oraz krętą drogę ku jego realizacji, aż do chwili obecnej czyli bycia z jednej strony prezesem hospicjum w Pucku, a jednocześnie samemu chorując na jedną z  najcięższych odmian nowotworu – glejaka mózgu.

Mimo, iż ks. Jan jest osobą znaną, poważaną i ogromnie podziwianą przez wielu ludzi, sam nie kreuje się na bohatera, a wręcz przeciwnie jest człowiekiem niezwykle skromnym i empatycznym, który po prostu „robi swoje”…  

„Szału nie ma jest rak” to rozmowa, w której poruszonych zostało bardzo wiele trudnych tematów. Nie jest to jednak książka mająca wpędzić czytelnika w poczucie całkowitej beznadziei, chociaż opowiada ona o chorobie, pracy w hospicjum, odchodzeniu czy różnych metodach ulżenia człowiekowi w cierpieniu, bo oprócz w/w kwestii ukazana została w niej także cała masa pozytywnej energii oraz ukryta w każdej najmniejszej chwili pełnia i radość życia, którą rozmówca Katarzyny Jabłońskiej nieustannie i niestrudzenie emanuje. Pokazując swoim przykładem jak pomimo przeciwności można być aktywnym i wręcz delektować się każdym przeżywanym dniem, a nawet każdym momentem, który staje się naszym udziałem.

Książka ta smakuje dokładnie tak, jak życie – czasem słodko, innym razem gorzko… Znajdujemy w niej zarówno uśmiech jak i łzy… Czyż nie z tego wszystkiego, w różnych dozach i proporcjach składa się ludzkie życie?

Polecam! 


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu WIĘŹ .