Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2026

Dziennik Latarniczki...


„Latarniczka” to druga odsłona przeczytanego przeze mnie w lipcu 2025 „Latarnika” tego samego autora.

Tym razem narratorką opowieści jest kobieta – z kart niniejszego pamiętnika wyłania się czytelnikowi znerwicowana, żyjąca w pojedynkę niewiasta w mocno średnim wieku, lokalna patriotka i dziennikarka, pasjonatka fotografii no i oczywiście tytułowa „Latarniczka”.

Być może jest ona również alter ego narratora z poprzedniej opowieści, o której już Wam wspominałam… Kto to wie…

Ta książka również utrzymana jest w formie pamiętnikowych wpisów głównej bohaterki. W prowadzonych notatkach snuje ona własne dywagacje na wiele różnych tematów. Od lokalnych wydarzeń czy plotek poprzez wewnętrzne rozterki, aż po przytaczanie fragmentów ważnych dla niej dzieł literackich.

Podobnie jak miało to miejsce w poprzedniej opowieści autora, tutaj również, otrzymujemy mix małomiasteczkowej codzienności z wieloaspektowym opisem hermetycznej społeczności oraz tym, co indywidualne dotyka autorkę dziennika – nie tylko w sposób zewnętrzny, ale także, a może nawet przede wszystkim, wewnętrzny.

W historii można odnaleźć szczyptę różnego typu humoru, w tym także sytuacyjnego, który przebija z części zawartych na kartach tej publikacji wpisów. Są również fragmenty tchnące nostalgią – np. wracamy na Naszą Klasę! – kto pamięta ten portal?

„Latarniczka” nie jest dla mnie jednak prozą łatwą do sklasyfikowania. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku „Latarnika”, pozycję tę również czytało mi się dosyć żmudnie, mimo że liczy ona niecałe 240 stron, zajęło mi to kilkanaście dni...

Jestem ciekawa czy czytaliście którąś z ww. opowieści pana Karola Kłosa? A jeśli tak, to jaki jest Wasz odbiór?

Jeśli o mnie chodzi to raczej nie sięgnę już po pozycje tego autora. Wy jeśli jednak macie ochotę, możecie sprawdzić i wyrobić sobie co do nich własne zdanie. Co prawda nie wiem, czy akurat te tytuły są jeszcze dostępne na rynku, ale może znajdziecie je w bibliotekach lub tzw. drugim obiegu.

Pytanie tylko, czy jesteście skłonni ich w ogóle szukać?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 18 maja 2026

"(...) Nie ma złych decyzji, są tylko takie, które dają nam szansę na te dobre."


Moja przygoda z książkami Sylwii Markiewicz trwa już kilka dobrych lat i z każdą kolejną przeczytaną opowieścią jej twórczość zakorzenia się coraz mocniej w moim czytelniczym serduszku.

Gdy jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź kolejnej powieści to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać. Tym razem również się nie zawiodłam, a wręcz jeszcze bardziej zachwyciłam.

Wiodącą postacią w książce o niezwykle intrygującym tytule „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” jest nie kto inny jak tytułowa Ludwika. Niegdyś kobieta była sławną i niesamowicie charyzmatyczną aktorką, kobietą, która pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy, zawsze była też osobą ogromnie uczuciową, choć w tej materii nie najlepiej jej się wiodło.

Aktualnie Ludwika dobiega osiemdziesiątki, choruje i wie, że jej dni są policzone. Kobieta przy wsparciu wieloletniego przyjaciela rodziny – Alojzego – opiekuje się swoją niepełnosprawną intelektualnie córką – Emilią, która pomimo swoich ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle, lecz wymaga ciągłego nadzoru i pokierowania w codzienności.

Ludwika, która od zawsze pragnęła zapewnić swojej córce jak najlepszy byt, teraz obawia się o to, kto zajmie się po jej odejściu wymagającą szczególnego podejścia Emilią… 

W związku z powyższym rodzi się w jej głowie pomysł, by zaprosić na swoje włości rodzinę, która jak dotąd trzymała się od niej z daleka. A za jakiś czas, na podstawie dokonanych podczas niniejszych wizyt obserwacji kobieta zdecyduje, kto przejmie opiekę nad Emilią i zgromadzony przez Ludwikę obszerny majątek.

Tak oto rozpoczyna się niesamowita i trzymająca w napięciu opowieść nie tylko o rodzinnych relacjach, ale również o szeroko pojętej miłości, pasji, odwadze i życiu na własnych zasadach. Jednakże autorka ukazała na jej kartach także ciemniejsze strony ludzkiej natury takie jak: interesowność, zawiść, obłudę, fałsz etc.

Bohaterowie opisani w tej książce są wyraziści, a zarazem różnorodni. Część z nich bywa mocno niejednoznaczna, co niewątpliwie podnosi napięcie w lekturze.

Rzecz jasna otrzymujemy także opowieść o burzliwym życiu uczuciowym Ludwiki, którego bardzo istotnym symbolem są tytułowe filiżanki. Dowiadujemy się, iż jej partnerzy odchodzili z tego świata w dziwnych okolicznościach, a podejrzenia często padały na kobietę… Jaka jest prawda tego oczywiście Wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami – ale nic w tej kwestii nie jest takie, jak się wydaje.

Na uwagę zasługuje również wątek przepięknej i głębokiej relacji Emilii z matką oraz niesamowicie barwna postać Sonii, która staje się spoiwem wielu światów. Sama Emilia zaś pomimo swych dysfunkcji jest postacią ogromnie nietuzinkową, a jej fascynacja roślinami i owadami jest niezwykle frapujący dla czytelnika.

Zachęcam Was bardzo gorąco do zapoznania się z tą historią. Jest to opowieść niezwykle wciągająca i wielowymiar0wa, a jej bohaterowie skrywają w sobie bardzo wiele odcieni szarości.

Jakie tajemnice kryją się za fasadą spokoju, lojalności i dobrych manier? Czy Ludwika w końcu ugnie się pod presją otoczenia i na koniec życia postąpi zgodnie z ich wyobrażeniami? A może pozostanie wierna sobie do ostatniego tchnienia?

O tym wszystkim przeczytacie na kartach „Siedmiu mężczyzn i siedmiu filiżanek Ludwiki Mayer”. Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pamiętać sercem...

Kiedy do ośmioletniego Jana i jego rodziców wprowadzają się dziadkowie, chłopiec nie posiada się z radości, gdyż z dziadkiem Joanem łączy go silna i nietuzinkowa więź. Starszy mężczyzna pokazuje i tłumaczy chłopcu świat przez pryzmat ogromnej uważności na wszystko, co go otacza.

W sielankę Jana wkrada się jednak niepokój spowodowany smutnymi minami dorosłych, ściszonymi głosami i urywanymi w pół zdania rozmowami. Chłopiec coraz mocniej wyczuwa, że coś jest nie tak… Również zachowanie dziadka ulega zmianie, choć początkowo są to niuanse, coś ewidentnie się dzieje.

Co takiego? – tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale powiem Wam, że Tina Valles, autorka tej opowieści tka przepiękną, subtelną opowieść o relacjach, przemijaniu, odchodzeniu, potędze pamięci i radzeniu sobie z trudną, ciężką do pojęcia rzeczywistością.

Króciutkie rozdziały tej publikacji pozostawiają czytelnika z wieloma refleksjami na mnóstwo życiowych tematów. A tytułowe drzewo i jego pamięć są według mnie symbolem relacji i ich ciągłości pomimo wszystko. Chociaż zmienia się forma to clou pozostaje nietknięte…

Książka ta nasycona jest różnorodnymi emocjami, każdy z bohaterów na swój sposób mierzy się w niej z zaistniałą sytuacją i zmaga z całym wachlarzem odczuć, które dzień po dniu do nich przychodzą.

„Pamięć drzewa” to refleksyjna i nieco melancholijna, ale w gruncie rzeczy bardzo ciepła i w pewien sposób krzepiąca opowieść o sztafecie, jaką jest życie. O uważności na ludzi i świat oraz o tym, że to, co najważniejsze pozostaje w nas na zawsze – Jeśli tylko zdecydujemy się to dostrzec pomimo różnorakich przeciwności losu.

Na przykładzie relacji Joana i Jana autorka bardzo dobitnie ukazała, że życie to nieustanna podróż, w której to, co najistotniejsze dzieje się w ciszy, bez pośpiechu, gdy mamy otarte serce i umysł.

Mnie pozycja ta bardzo zauroczyła i zachęcam Was, abyście także po nią sięgnęli. Mam nadzieję, że dacie sobie dzięki niej szansę na chwilę zatrzymania i głęboki czytelniczy oddech w otaczającym nas rozpędzonym świecie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 24 kwietnia 2026

"Nic, co ma wartość, nie jest stracone."

 

Kilka lat temu zachwyciłam się dwoma powieściami Kristy Cambron, a dwie pozostałe (w Polsce wydano do tej pory 4 tytuły jej autorstwa) oczekiwały na przeczytanie.

Na lekturę jednego spośród nich, a konkretnie „Włoską balerinę” przyszedł czas w marcu tego roku. 

Jest to opowieść dosyć obszerna i wielowątkowa, obfitująca w różne czasy i miejsca akcji. Taka konstrukcja łączy ze sobą kilkoro bohaterów: Julię – włoską balerinę, która staje się frontową pielęgniarką, żołnierzy – Courtneya i AJ-a, Callę – kilkuletnią dziewczynkę uratowaną z getta przez Courta oraz Delaney, która w czasach współczesnych odkrywa i rozwikłuje rodzinną tajemnicę.

Autorka również tym razem, jak to już bywało w jej książkach, splata losy zwyczajnych ludzi z wojenną zawieruchą, która całkowicie odmienia ich życie. Na kartach powieści mamy bardzo wiele odniesień do wydarzeń historycznych, które przez całą opowieść toczą się w jej tle. Jest to historia o trudnych wyborach, ludzkiej odwadze, poświęceniu i determinacji w obliczu najtrudniejszych życiowych wyzwań.

W powieści tej jednak nie brakuje również wątku uczuciowego. Zaglądamy także do świata sztuki, a konkretnie baletu, którego przedstawicielką jest Julia, która niegdyś marzyła o karierze baleriny i miała ku temu ogromny talent…

Niestety wybuch II Wojny Światowej zniweczył realizację tych pragnień… Stały się one mrzonką wobec mrocznej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć jej samej oraz innym opisanym tutaj bohaterom.

„Włoska balerina” to powieść gęsta od wzajemnych relacji, doświadczeń i emocji przeżywanych przez jej bohaterów. Na jej kartach teraźniejszość nierozerwalnie łączy się z przeszłością, a przyjaźń, miłość i odwaga ratują wiele mikroświatów…

Zaś tajemnicza dla współczesnych bohaterów walizeczka z przeszłości staje się przyczynkiem do nawiązania wzajemnej relacji i połączenia odległych nie tylko mentalnie i kulturowo, lecz również geograficznie światów.

Bohaterowie, których kształtuje Kristy Cambron są różnorodni pod wieloma względami. Poczynając od ich wieku i pochodzenia, poprzez wykonywany zawód czy pasję, aż po życiowe doświadczenia, połączył ich jednak wir wielkiej historii, która nie oszczędza nikogo…

Jeśli lubicie książki tej Autorki lub ogólnie tego typu powieści to możecie zapoznać się również z tym tytułem. Według mnie jest to dobra pozycja, niemniej jednak muszę Wam powiedzieć, że dwie poprzednie podobały mi się bardziej. Za jakiś czas przeczytam i opowiem Wam o jeszcze jednej publikacji tej pisarki. Będzie to ostatni tytuł, którego jeszcze nie przeczytałam, mimo że ukazał się po polsku już jakiś czas temu.

A wracając do „Włoskiej baleriny” – jesteście ciekawi co skrywa się na jej kartach? Mam nadzieję, że udało mi się Was choć odrobinę zaintrygować i zdecydujecie się zapoznać z przejmującymi i zawiłymi losami bohaterów niniejszej opowieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

środa, 11 lutego 2026

"W tym tańcu dusz - między niebem i piekłem..."

 

Powieść „Pomrok” autorstwa Daniela Rosołka ukazała się latem 2024 roku nakładem Wydawnictwa Mroczne.

Jej głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest młody mężczyzna – Olgierd Thiel – który po powrocie z wojny musi odbudować swoją reputację.

Ewenementem historii jest jednak fakt, że opowiada on nam swoją historię niejako z zaświatów. Tkwi w tytułowym pomroku, a jego pokutą jest przyglądanie się swojemu minionemu życiu wciąż na nowo, bez możliwości zmienienia w nim czegokolwiek.

Jest to duszna i mroczna opowieść człowieka borykającego się z wojennymi traumami i próbującego wpasować się w aktualnie panujące realia.

Bardzo wiele miejsca poświęca w niej autor meandrom, jakimi podąża ludzka psychika, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych oraz w bardzo trudnych okolicznościach.

Poprzez postać i perypetie Olgierda przewija się ogrom refleksji nad ludzkim losem, tym co kieruje naszymi wyborami, bądź wręcz je warunkuje oraz nad tym, że wiatr wielkiej historii niekiedy czyni nas całkowicie bezradnymi wobec tego, co ze sobą niesie…

„Pomrok” to także opowieść o relacjach nie tylko z ludźmi i światem, lecz również z samym sobą. O poszukiwaniu nadziei w oceanie beznadziei, o emocjach, jakie nieustannie targają istotą ludzką, o prawie do narodowej tożsamości, które wbrew pozorom, w wielu miejscach świata, również dziś bywa odbierane.

Daniel Rosołek oddał w ręce czytelników opowieść o bardzo głębokim – wręcz zawiesistym od przemyśleń i odczuć bohatera – przekazie, która może stać się lustrem dla czytelnika, który z pewnością spojrzy w nią przez pryzmat własnych doświadczeń.

Jest to bardzo bogate studium ludzkiej psychiki i tkwiącej wewnątrz z nas duszy.

Chociaż nie jest to lektura lekka, a autor porusza w niej trudne, a czasem również niewygodne tematy to dobrze się ją czyta.

„Pomroku” nie da się zwyczajnie opisać, tę powieść po prostu trzeba przeczytać, odczuć i przetrawić wewnątrz siebie. Jest to pozycja, która z całą pewnością zostaje z czytelnikiem na bardzo długo.

Jeżeli szukacie lektury niezbyt długiej, ale za to ogromnie treściwej i takiej, która daje wiele do myślenia, jednocześnie nie przynosząc łatwych i jednoznacznych odpowiedzi na stawiane w niej pytania to gorąco polecam Wam sięgnięcie po „Pomrok” – Daniela Rosołka.

Dla mnie była to pierwsza przygoda z publikacją Wydawnictwa Mrocznego, ale wiem, że na pewno nie ostatnia, więc za jakiś czas spodziewajcie się opowieści o ich kolejnych tytułach. Czuję, że się nie zawiedziemy – ani ja, ani Wy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 9 lutego 2026

"Wszystko jest możliwe, trzeba tylko wiedzieć o sposobach" - Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów

 

Czy są tutaj miłośnicy motywów z „Alicji w krainie czarów”? Jeśli tak to dzisiaj mam dla Was coś, co może skraść Wasze czytelnicze serca.

„Krótka historia zwykłej magii” to opowieść, którą nakreśliła Pani Monika T. Racia. Na pierwszych kartach tej historii poznajemy Alicję, która żyje z kochającymi rodzicami, a jej Mama i Tata w każdej cząstce życia dostrzegają magię, którą to umiejętność udaje im się zaszczepić również w dziewczynce.

Cała trójka jest bardzo szczęśliwa i cieszy się życiem, jednak rodzinną sielankę przerywa tragedia, w efekcie której 6-letnia wówczas Alicja trafia pod opiekę wujostwa – Mary i Johna, a towarzyszy im także nieco starszy od naszej bohaterki, syn Richard.

Tak oto rozpoczyna się ta intrygująca i nietuzinkowa opowieść, którą serwuje nam autorka.

Czy małej (a z czasem także tej dorastającej) Alicji uda się nie zatracić wewnętrznej magii pomimo trudnych i bolesnych przeżyć, jakie stały się jej udziałem? A jeśli tak się stanie to jakie będą tego konsekwencje?

Perypetie Alicji i jej współbohaterów są – pomimo spotykających ich trudności – niesamowicie otulające i wlewające w czytelnika otuchę.

Książka ta jest dosyć mocno baśniowa, a jednocześnie jej przekaz skierowany do odbiorcy jest bardzo ważny i prawdziwy. Jest to opowieść o niegasnącej nadziei, miłości i przyjaźni oraz o podążaniu za marzeniami, bez względu na wiek oraz kaliber naszych marzeń. A także o wszelkiego rodzaju międzyludzkich relacjach, które są niezwykle ważne w naszym życiu i są jego nieodzownym elementem.

Opowieść ta może okazać się niezwykle inspirująca do przyjrzenia się naszemu życiu i priorytetom, a jej momentami szkatułkowa budowa sprawia, że jest ona jeszcze bardziej wciągająca.

Autorka w swojej historii stawia pytanie, czy w dzisiejszym ultra rozpędzonym świecie jest jeszcze czas i miejsce na marzenia i ich spełnianie? Czy wciąż potrafimy dostrzegać wokół siebie magię codzienności? A jeśli tak jest to co robimy, by nie zatracić w sobie tej umiejętności lub w jaki sposób jej szukamy jeśli nam się akurat zagubiła?

Jeśli szukacie mądrej, interesującej i z całą pewnością niesztampowej opowieści to „Krótka historia o zwykłej magii” na pewno do takiego grona należy.

Monika T. Racia w nieco poetycki sposób skłania nas do wielu refleksji nad tym, co w życiu jest prawdziwą wartością, a dodatkowym atutem tej opowieści są zawarte w niej subtelne, acz wymowne ilustracje wykonane przez pana Jacka Bernasia.

To jak – wyruszycie wraz z Autorką oraz jej Alicją i innymi bohaterami na poszukiwanie magii w codziennym życiu?

Zapraszam Was do odbycia tej niezwykłej podróży :).

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Po raz drugi w objęciach Pana Systema ;)


Po półtorarocznej przerwie Paweł Piliszko powraca z drugim tomem swojego komediowego cyklu: Walka o zdrowie. Drugi tom nosi wymowny tytuł „Zdrowie na cito, poproszę!”.

Tym razem bohater cierpi na chroniczny ból głowy, którego nijak nie może się pozbyć, co skutecznie i długofalowo uprzykrza mu żywot. By w końcu pożegnać tę nieprzyjemną i charakterystycznie umiejscowioną dolegliwość – gdzie dokładnie boli? – dowiecie się z książki – nasz Pawełek rozpoczyna nierówną, chaotyczną i heroiczną walkę z Panem Systemem i wieloma jego przybocznymi, jak np. NFZ, ZUS etc.

Po raz kolejny w sposób przekomiczny autor pokazuje błąkanie się pacjenta w czeluściach systemu opieki zdrowotnej. Polowanie na wolne terminy różnych wizyt/badań w celu uzyskania diagnozy to dopiero początek pełnej kolejnych meandrów drogi do uzyskania pomocy.

Paweł Piliszko z ogromnym poczuciem humoru doprawionym autoironią i sarkazmem bezlitośnie obnaża absurdy systemu, a co za tym idzie bardzo szeroki wachlarz doświadczeń pacjenta. Rozbraja je śmiechem, bo w zasadzie tylko to nas ratuje, gdyż jak wszyscy wiemy, ten temat zdecydowanie do lekkich nie należy…

Perypetie głównego bohatera bawią do łez i wywołują niekontrolowane wybuchy śmiechu, więc nie radzę czytać tej pozycji np. w komunikacji publicznej ;). Opisy gabinetowych (i nie tylko) doświadczeń Pawełka dosłownie zabijają śmiechem, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego stwierdzenia :).

Jednocześnie w tej otoczce utkanej z humoru czytelnik otrzymuje bardzo wiele różnych emocji dotykających bohatera. Są wśród nich m.in. frustracja, determinacja, momentami poczucie bezsilności i rozgoryczenie, ale także poczucie solidarności z innymi pacjentami.

Wszystko, co zostało opisane na kartach tej książki, jest doskonale znane osobom mającym styczność z naszym systemem opieki zdrowotnej. I choć oczywiście na potrzeby komediowej opowieści wiele sytuacji ukazanych zostało w nieco karykaturalny sposób, to nie można zaprzeczyć, że jest w tym wszystkim niemałe ziarno prawdy.

Jeśli szukacie lektury, która przyniesie Wam mnóstwo śmiech, a dodatkowo lubicie komiczne i nieco satyryczne historie to uważam, że „Zdrowie na cito, poproszę” spełni Wasze oczekiwania.

Paweł Piliszko po raz drugi w 100% dowozi w tej pełnej humoru i dystansu historii, więc dobra zabawa gwarantowana!


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 9 stycznia 2026

Opowieść ze skrzydłami i Instagramem w tle ;)

 

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o moim kolejnym ubiegłorocznym patronacie. Powieść „Insta story” bardzo dobrze wpisuje się w panujący aktualnie trend wszechobecnego Instagrama.

Główną bohaterką książki jest Angelika, młoda, niezwykle ambitna studentka ASP w Warszawie. Dziewczyna z jednej strony jest nieśmiała, z drugiej chce zyskać aprobatę otoczenia, lecz przede wszystkim zasłużyć na uznanie ojca – niedoszłego artysty.

Na skutek pewnych zawirowań rodzinnych i dramatycznych wydarzeń, o których dowiecie się z książki, dziewczyna mieszka tylko z ojcem i ciągle próbuje odciąć się od piętna podobieństwa do nietuzinkowej rodzicielki.

Angel prowadzi profil na Instagramie, na którym uwiecznia swoją działalność artystyczną, a ta z kolei skupia się aktualnie na pracy, która być może weźmie udział w wystawie mającej odbyć się w kultowej „Zachęcie”, lecz czy tak się stanie? Zajrzyjcie do wnętrza powieści, a na pewno się tego dowiecie.

Na kartach „Insta story” poznajemy również Aleksa Grodzkiego, który też studiuje na ASP i nazywany jest w studenckim środowisku „Gwiazdą Wydziału Sztuki i Mediów” – chłopak zajmuje się szeroko zakrojoną fotografią.

Co takiego się wydarzy, że ścieżki tych dwojga zupełnie odmiennych od siebie osobowości przetną się ze sobą? – musicie przekonać się sami.

W publikacji pojawia się również postać Ivana, którego reputacja jest, delikatnie rzecz ujmując, mocno dyskusyjna w środowisku płci pięknej. Nie jest to jednak postać całkowicie jednoznaczna – dlaczego? – ta zagadka również rozwiązuje się w trakcie lektury „Insta story”.

Książka ta jest według mnie opowieścią o różnorodnych relacjach i próbach odnalezienia się w świecie zdominowanym dziś przez social media, w których właściwie wszystko jest na pokaz.

Wraz z bohaterami z jednej strony obracamy się w wirtualnym świecie, z drugiej zaś obserwujemy ich zmaganie się z codziennością, poszukiwanie akceptacji, uwagi, ze strony drugiego człowieka, dążenie do spełnienia marzeń, chęć kochania i potrzebę bycia kochanym, która ma tutaj, tak jak w życiu, bardzo wiele odcieni. W opowieści ukazane zostało również borykanie się postaci z poczuciem powielania pewnego schematu i ogromna chęć ucieczki od tego… Czy to się powiedzie? A może bywają sytuacje, w których początkowy schemat nie wiedzie zawsze do takiego samego finału? – odpowiedź oczywiście w „Insta story”.

Autorka przystępnym językiem, trafiającym zapewne do szerokiego grona czytelników porusza bardzo wiele istotnych tematów, takich jak np. miłość, przyjaźń, trudne wybory, odrzucenie, skomplikowane relacje rodzinne etc.

Książka, która na pierwszy rzut oka może wydawać się trywialna i przewidywalna, ale finalnie okazuje się, że niesie w sobie istotny przekaz, który wcale nie jest banalny. Całość daje czytelnikowi sporo do myślenia nad różnymi aspektami otaczającej nas aktualnie rzeczywistości.

Ze swojej strony zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z perypetiami Angeliki i jej współbohaterów, gdyż powieść ta jest bardzo współczesna, a zarazem uniwersalna. Warto się z nią zapoznać m.in. ze względu na szerokie spektrum poruszonych na jej kartach tematów. Zwłaszcza że, w moim odczuciu, jest to historia skierowana nie tylko do młodych dorosłych, ale także do bardzo szerokiego grona potencjalnych odbiorców, gdyż właściwie każdy może znaleźć w niej coś o sobie i dla siebie.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Kolejny tytuł z serii Opowieści z Wiary


Książka Anny Halasz czekała na swoją kolej długi czas, ale w końcu się doczekała. Jest to moim zdaniem opowieść mocno szkatułkowa. Poznajmy w niej bowiem historię Tomasza, który po powrocie z emigracji próbuje ułożyć swe dosyć pokomplikowane życie na nowo. Jak się okazuje, jego przeszłość nie jest łatwa, a zaistniałe w niej wydarzenia wciąż nie dają mężczyźnie spokoju.

Drugą perspektywą tej opowieści są opowiadania, których zilustrowanie ma dać naszemu bohaterowi zawodowy reset. Aby jak najlepiej wykonać zleconą pracę, Tomasz postanawia przeczytać ww. opowiadania, by swoimi ilustratorskimi poczynaniami jak najmocniej oddać teść/przesłanie każdego z nich.

Jak lektura ta wpłynie na naszego bohatera? Czego dowie się on sam o sobie, a my jako czytelnicy o nim? – To musicie odkryć sami.

Jest to opowieść stawiająca wiele pytań i niedająca łatwych ani jednowymiarowych odpowiedzi na nie…

Zarówno sama historia głównego bohatera, jak też te ukryte w czytanych przez niego opowiadaniach skłaniają czytelnika do refleksji na bardzo wielu polach. Dotykają trudnych tematów i emocji, z którymi często niełatwo przychodzi nam się mierzyć.

Autorka ukazała w powieści proces ludzkiego poszukiwania sensu życia. Tomasz wciąż zastanawia się, czy istnieje coś takiego jak znaki od Wszechświata/Boga etc. i czy w nie wierzyć, czy nie?

Książka ta jest melancholijna, nostalgiczna i refleksyjna w sam raz na długi jesienny lub zimowy wieczór. Z rozterkami bohaterów i bohaterek łatwo możemy się utożsamić. Pochylamy się nad ich przeżyciami, przeglądając się w nich niczym w lustrze.

Emocje, które stają się ich udziałem, również niejednokrotnie dotknęły zapewne nas samych w jakimś momencie naszego życia.

Pomysł na zawarcie wielu opowieści w jednej historii wydaje mi się w tym przypadku bardzo trafiony, ponieważ nadaje całości bardzo wysublimowanego charakteru.

Jeśli lubicie nietuzinkowe opowieści z wieloaspektowym przesłaniem to myślę, że „Obecność…” będzie dla Was dobrym wyborem, gdyż według mnie każdy odkryje w niej coś dla siebie, a jest to zawsze niewątpliwy atut książki.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 10 grudnia 2025

W życiu, jak w ulu...

 

Jeśli znacie twórczość Nataszy Sochy to dobrze wiecie, że jej książki są bardzo różnorodne i że nie boi się ona poruszać w swojej prozie tematów trudnych oraz takich, które często chcielibyśmy zamieść pod przysłowiowy dywan i nigdy więcej spod niego nie wydobywać.

W powieści „Kamienica pszczół” autorka początkowo przybliża nam konstrukcję ula, panującą w nim hierarchię i zasady, co w całej tej opowieści ma niemałe znaczenie, które na pewno dostrzeżecie przy lekturze.

Po takim niebanalnym wstępie poznajemy Alicję – kobietę z przeszłością. Ocala ona od wyburzenia zrujnowaną kamienicę, w której postanawia stworzyć swego rodzaju azyl, nie jako stricte instytucję, lecz jako dom, w którym mogą zamieszkać kobiety po różnorakich przejściach…

Kamienica składa się z 7 mieszkań, więc oprócz Alicji wprowadza się do niej 6 lokatorek. Każda z nich wnosi ze sobą własną historię i niemały bagaż doświadczeń, które poznajemy w trakcie lektury.

Mieszkanie w tej kamienicy i stosunki panujące między współlokatorkami wydają się być sielanką, rajem na ziemi i wszystkim tym, czego opisane kobiety poszukiwały, by wreszcie zaznać spokoju i życiowej harmonii.

Ale czy na pewno wszystko tam jest takie idealne? Mężczyźni nie mają tutaj wstępu, a domofon znajduje się tylko w mieszkaniu Alicji. Wszystkie sprawy mieszkanek omawiane są na cotygodniowych spotkaniach przy cieście i kawie... Z jednej strony brzmi to dosyć niewinnie prawda? Z drugiej natomiast autorka zasiewa w czytelnikach ziarenko niepewności i refleksji.

Jak cała sytuacja wygląda w istocie rzeczy? Jaki sekret nosi w sobie i skrzętnie ukrywa przed otoczeniem sama Alicja? – tego dowiecie się z lektury.

Natasza Socha w sposób naprawdę znakomity nakreśliła różnorodne portrety psychologiczne swoich postaci. Poprzez opisane w książce historie, które zręcznie ze sobą splotła, dotyka również kwestii stawiania wzajemnych granic oraz ich konsekwentnego przekraczania…

Stawia również pytanie, czy jeśli odbywa się to w tzw. dobrej wierze, jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwione?

Oprócz wyżej wspomnianego tematu poruszony został również aspekt wdzięczności i tego czy powinna mieć ona jakieś nieprzekraczalne ramy? Czy życie w układzie właściwie całkowicie zamkniętym jest dobre dla jednostki?

Jak się okazuje także i tutaj linia oddzielająca od siebie różnorodne skrajności jest niezwykle cienka…

„Kamienica pszczół” to książka, która z całą pewnością skłania czytelnika do wielu przemyśleń i wywołuje w nim mnóstwo emocji. Historie mieszkanek tytułowego budynku są bardzo poruszające i myślę, że niejedna z nas odnajdzie w nich przynajmniej fragment swojego życia, a może nawet znacznie więcej…

Jeśli szukacie lektury na swój sposób subtelnej, ale jednocześnie tchnącej bardzo wyrazistym przesłaniem to myślę, że „Kamienica pszczół” będzie dla Was idealnym wyborem.

W mojej pamięci powieść ta z całą pewnością pozostanie na długo, więc i Wam gorąco ją polecam! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 5 grudnia 2025

„Nie wolno się poddawać, cokolwiek się wydarzyło."

Jeśli znacie twórczość Edyty Świętek to na pewno wiecie, że jest ona mistrzynią sag wszelkiej maści.

„Kobiety niezłomnego ducha” to 4 odsłona sagi Sandomierskie Wzgórza, na której kartach śledzimy m.in. losy Eustachego Orszanda, jego żony Aliny oraz jej siostry Marcjanny. Oprócz wymienionych bohaterów autorka nie pominęła też innych znanych z poprzednich części. Zaznaczyć jednak należy, że do grona kobiecych postaci, które w tym tomie zdecydowanie wiodą pierwsze skrzypce dołącza Weronika Skoczylasowa, żona lokalnego młynarza.

Kobieta czuje się i wygląda na znacznie starszą niż jest naprawdę. Dzieje się tak ze względu na mnóstwo obowiązków, jakimi obarczona jest w domu. Oprócz tego posiada liczne potomstwo, apodyktyczną teściową i obdarzonego niebagatelną chucią męża, przez co kobieta prawie bez przerwy jest brzemienna…

Wszystko to powoduje u Weroniki coraz głębszą depresję i brak chęci do życia. Stan ten zasiewa w jej głowie myśli o kroku ostatecznym – czy zdecyduje się go dokonać? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

W tej części śledzimy również dalsze losy Marcysi, która po swoich niełatwych przejściach i początkowym okresie zazdrości względem szczęścia siostry, zaczyna budować stabilne i bezpieczne życie dla siebie i synka, a u ich boku pojawia się ktoś jeszcze.

Na kartach „Kobiet niezłomnego ducha” nie brak także dalszych perypetii Aliny i Eustachego. Autorka poprzez pryzmat nawiedzających bohatera od bardzo dawna traumatycznych snów i jego chęci uporania się z nimi nakreśla przed czytelnikami ówczesny rozwój psychiatrii, jako niezwykle ważnej i potrzebnej dziedziny medycyny, która jak się okazuje, nie powinna się sprowadzać jedynie do zamknięcia pacjenta w szpitalu psychiatrycznym, elektrowstrząsów etc., a w tamtych czasach były to powszechne praktyki.

Edyta Świętek przybliżając nieco czytelnikom terapię Eustachego pokazuje, jak istotne staje się zmierzenie z emocjami, rozmowa o nich i ich przepracowanie. Jest to żmudny i powolny proces, ale okazuje się to o wiele bardziej pomocne niż drastyczne kuracje.

Wątek ten doskonale ukazuje również, jak ważne, a niestety bardzo często spychane na margines, już wówczas było zdrowie psychiczne.

Poza wymienionymi wcześniej wątkami w tej części opowieści przeczytamy również o miłości, przyjaźni, wsparciu, trudnych wyborach, życiowych zmianach i odbudowywaniu siebie oraz tworzeniu własnego, upragnionego życia na nowo.

Jak więc widzicie także w tym tomie nie brakuje całego wachlarza emocji i przeżyć, których doświadczą bohaterowie.

Polecam Wam tę lekturę, jak i wszystkie poprzednie odsłony niniejszej sagi. A sama wyczekuję na jej kolejny, niestety podobno ostatni, tom, który już na początku 2026 roku.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 3 grudnia 2025

Czy promyk nadziei może tlić się w ciemności?

 

„Nadzieja pośród ciemności” to debiut literacki Toda Lendinga. W książce tej poznajemy 17-letniego Rubena, który wraz ze swoim ojcem prowadzi sklep z ekskluzywnymi parasolami.

Chłopak zakochany jest z wzajemnością w Zeldzie. Jednakże beztroska młodych ludzi i ich marzenia o przyszłym szczęściu zostają brutalnie przerwane, gdy wybucha II Wojna Światowa. W wyniku tych wydarzeń i wszystkiego, co one za sobą pociągają, ludność narodowości żydowskiej musi walczyć o przetrwane.

Zelda wraz z rodziną ucieka z miasta, co sprawia, że zostają z Rubenem rozdzieleni. Później na skutek pewnych, dramatycznych wydarzeń rodzina Rubena również zmuszona jest do zmiany miejsca pobytu, w związku z tym chłopak stawia sobie za punkt honoru odnalezienie ukochanej… Czy mu się uda? Przekonajcie się sami.

Na kartach tej powieści wiele się dzieje. Autor jednak kładzie w niej duży nacisk nie tylko na wydarzenia zewnętrzne, które rzecz jasna stanowią tło opowieści, ale zagłębia się także bardzo mocno w psychikę i emocje bohaterów.

Ukazuje nam ich zmagania ze stratą, wszechobecnym terrorem, głodem, strachem, niepewnością jutra etc. Jednakże pomimo tych niezwykle trudnych i bolesnych doświadczeń, jakie stają się udziałem bohaterów, śledzimy również ich determinację, niezłomność na wielu polach, heroizm we wspieraniu innych, a także gigantyczny hart ducha, który pomaga przeć do przodu pomimo wszystko.

Historia Rubena, Zeldy i ich rodzin jest bardzo poruszająca, zapadająca czytelnikowi w pamięć i skłaniająca go do stawiania sobie podczas lektury wielu pytań. W opowieści tej pokazane zostało również to, jak ważne w naszym życiu są relacje międzyludzkie. Rzecz jasna, na pierwszy plan wysuwają się te rodzinne, ale także wszelakie inne ich konfiguracje są w książce mocno podkreślone i dosyć dogłębnie opisane.

Opowieść ta, choć trudna, a momentami drastyczna i brutalna, niesie w sobie także tytułową nadzieję, która przejawia się w opisywanej miłości, oddaniu na rzecz drugiego człowieka, czy podejmowaniu prób ochrony bezpieczeństwa i życia innych, często z narażeniem własnego.

Jest to emocjonalny gejzer, który z całą pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaś styl autora, choć bywa mroczny i duszny, bo tego wymaga poruszona tematyka, jest także na swój sposób porywający i dający wiele furtek do różnorodnych przemyśleń.

Poznajcie zatem losy Rubena i innych bohaterów tej opowieści niejako współtowarzysząc im w przeżyciach, emocjach i rozterkach jakie stają się ich udziałem na kartach powieści.

Jeśli szukacie dosyć obszernej lektury będącej fikcją literacką, lecz nieco opartą o kanwę prawdziwych wydarzeń to myślę, że książka ta spełni Wasze oczekiwania.

 
 

poniedziałek, 24 listopada 2025

Dziennik Latarnika...

 

Opisanie historii, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Może zacznę od tego, że pozycja ta czekała na przeczytanie przez wiele lat.

„Latarnik” autorstwa Karola Kłosa jest swego rodzaju dziennikiem z życia tytułowego latarnika. Zawód ten jest znany autorowi przez pryzmat własnych doświadczeń.

Główny bohater jawi się nam jako wnikliwy obserwator otaczającej go rzeczywistości, a wszystko, co widzi, czego doświadcza i co staje się jego jakimkolwiek udziałem opisuje ubierając w pewnego rodzaju poetycką prozę.

Przyznam Wam się zupełnie szczerze, że ja czułam się dosyć zagubiona w tej opowieści. Z jednej strony jest ona dosyć monotonna tak jak zapewne życie i wieloletnia praca w latarni morskiej.

Z drugiej, gdy już pojawiają się jakieś inne osoby to momentami zaczynamy się gubić w tym kto tutaj właściwie jest kim i o co w zasadzie chodzi...

Narrator w swojej opowieści wchodzi w bardzo różne, często skrajnie od siebie odmienne role np. latarnika, czyli osoby bardzo ciężko pracującej, dziennikarza, petenta w urzędzie, małżonka etc.

Realne problemy bohaterów są tutaj zmieszane z nutami ironii i sporego sentymentalizmu za tym, co słusznie minione, a jednak stające się nieodzownym ogniwem pewnej całości.

Całość obfituje w opisy przyrody, refleksje nad życiem i światem oraz dywagacje nad zawiłością relacji międzyludzkich i konsekwencjami ich braku.

Znajdziemy tutaj również pewnego rodzaju poczucie humoru, które bywa dosyć sarkastyczne.

Jak sami widzicie, mam spory kłopot ze sklasyfikowaniem niniejszej lektury… Pomimo stosunkowo niewielkiej objętości (260 stron) czytało mi się ją dosyć ciężko. Plusem są krótkie rozdziały oraz plastyczność opisów, a minusem gęsto zadrukowane stosunkowo niewielką czcionką strony, przy znikomej ilości dialogów…

Mimo tak niejednoznacznego odbioru niniejszej publikacji, za jakiś czas, dam jeszcze szansę „Latarniczce” tego autora, która zapowiada się na drugą odsłonę opowieści wykreowaną tym razem z kobiecej perspektywy.

Być może zechcecie zmierzyć się z „Latarnikiem” (który mnie podświadomie nasuwa skojarzenie z nowelą H. Sienkiewicza…). Jeśli tak się stanie to dajcie koniecznie znać jaki był Wasz odbiór tej pozycji i czy trafiła ona do Was czytelniczo bardziej niż do mnie?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

czwartek, 6 listopada 2025

Wszyscy jesteśmy częścią natury...


„Córka ognia” to trzecia osłona cyklu Córki Żywiołów autorstwa Doroty Gąsiorowskiej.

Tym razem główną bohaterką opowieści jest Sofia – młoda kobieta, która po śmierci matki musi uporządkować wszystkie pozostałe po niej sprawy. Relacja obu kobiet, choć żyły tylko we dwie, była poprawna, ale dosyć chłodna.

Sofia nie ma pojęcia kim jest jej ojciec, więc wytwarza to w niej poczucie wyobcowania, które dodatkowo potęgują egzotyczna uroda oraz, doświadczone w dzieciństwie, bardzo częste zmiany miejsca zamieszkania, które również położyły się cieniem na jej poczuciu stabilizacji.

Na skutek aktualnych wydarzeń w ręce dziewczyny trafiają listy od ojca, które rodzicielka przez lata przed nią ukrywała, a całą ich tajemnicę zabrała ze sobą do grobu…

Nasza bohaterka postanawia wyruszyć śladem ojca do pięknej, słonecznej Andaluzji, co okazuje się początkiem wielu zmian w jej życiu.

Jakie tajemnice o rodzinie i samej sobie odkryje Sofia? Z czym przyjdzie jej się zmierzyć? W co zostanie uwikłana i w jaki sposób z tego wyjdzie? – Tego wszystkiego i o wiele więcej dowiecie się z kart tej historii.

Autorka kreśli przed czytelnikami opowieść magiczną, nie tylko za sprawą urzekających andaluzyjskich krajobrazów. Powieść ta pełna jest rodzinnych tajemnic, zawiłych relacji oraz odkrywania i oswajania się z prawdą o sobie i innych, która nie zawsze jest łatwa.

Dodatkowym atutem i urozmaiceniem opowieści jest fakt, iż jej akcja toczy się dwutorowo – zaglądamy w przeszłość, której reprezentantką jest Eliana, współcześnie zaś towarzyszymy Sofii na pełnych zagadek ścieżkach jej życia.

Dorota Gąsiorowska wytworzyła w swojej powieści baśniowy, nostalgiczny refleksyjny i pełen ciepła klimat. Sprawia to, iż czytelnik czuje się całkowicie pochłonięty perypetiami bohaterów i z zapartym tchem śledzi ich losy, przeżycia, dokonywane wybory i targające nimi emocje.

Jak już wspomniałam jest to historia o relacjach, o subtelnym przenikaniu się przeszłości z teraźniejszością oraz o tym, że od przeznaczenia nie sposób uciec…

Pełna tajemnic, a niekiedy zaskakujących zwrotów historia Sofii daje odbiorcy sporo do myślenia, gdyż często zastanawiamy się jak byśmy postąpili bądź zareagowali będąc na miejscu bohaterki.

Polecam Wam tę powieść, jak również cały cykl „Córki Żywiołów, a sama czekam na jego czwarty tom.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 3 października 2025

"Doświadczenia mogą byc dobre albo złe, ale każde przyczynia sie do tego, że jesteśmy akurat w tym miejscu , a nie w zupełnie innym."


Anna Ziobro debiutowała w roku 2020. Od tamtej pory oddała już w ręce czytelników 10 niezwykłych w swoim przekazie historii.

Najnowsza z nich to „Miłość niczyja”, w której poznajemy losy Joanny, młodej lekarki, która po rozstaniu z mężem próbuje ułożyć swoje życie na nowo… Sytuacja życiowa doskwiera jej na tyle mocno, że postanawia na jakiś czas całkowicie zmienić otoczenie. Pod wpływem swoistego impulsu wyjeżdża do Bukaresztu, by tam realizować się zawodowo jako pediatra, a dzięki temu zapomnieć o prywatnych zawirowaniach.

W ten oto sposób rozpoczyna się ta chwytająca za serce i skłaniająca do refleksji historia dotycząca nie tylko głównej bohaterki i innych opisanych na jej kartach osób, lecz także burzliwych losów Rumunii w obliczu dyktatury Nicolae Ceaușescu. Szczególnie mocno autorka zgłębia perypetie tamtejszych sierot, których codzienność jest bardzo trudna i przejmująca czytelnika na wskroś.

Na kartach „Miłości niczyjej” Anna Ziobro opowiada również o przeżyciach innych osób. Są wśród nich m.in. Raluca i Andrei, również lekarze, którzy borykają się z wieloma własnymi traumami i życiowymi dylematami. Jednak nie tylko dorośli są tutaj życiowo poranieni, a droga Joanny krzyżuje się nie tylko z lekarzami z misji oraz podopiecznymi i obsługą sierocińca… Na jej życiowej ścieżce staje również ciężarna nastolatka – Elena, której sytuacja rodzinna nie jest łatwa.

Jak potoczą się losy tych dwóch kobiet oraz pozostałych bohaterów? – jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do lektury.

Jest to głęboka, niesamowicie emocjonalna opowieść o udręczonych na różne sposoby ludziach. Chociaż są oni osamotnieni i bardzo mocno doświadczeni przez życie wciąż poszukują miłości, przyjaźni, oparcia w drugim człowieku i starają się nie tracić nadziei pomimo trudnych przeżyć i otaczającej ich rzeczywistości.

Anna Ziobro w sposób bardzo plastyczny kreśli przed czytelnikami nie tylko zawiłe koleje ludzkiego losu, ale również piękno i różnorodność kulturową, jaką posiada Rumunia pomimo całego znękania, jakiego doświadczała pod rządami Ceaușescu.

„Miłość niczyja” to opowieść o ludzkim życiu, emocjach, odczuciach, dylematach i dramatach, które nie omijają nikogo. Nie brak w niej również miłości, przyjaźni i wzajemnego wsparcia, które spajają ludzi pomimo lęku i niepewności. Relacje te stają się przyczynkiem do niegasnącej wiary w lepsze jutro, bez względu na przeciwności.

Lektura ta nie tylko ogromnie wzrusza i skłania do wielu przemyśleń, lecz również niesie w sobie nadzieję.

Polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 17 września 2025

"Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale na tym, że potrafi się podnosić." - Konfucjusz


 

Dzisiaj mam dla Was kolejną skłaniającą do przemyśleń lekturę. Jest nią rozmowa z Panem Łukaszem Krasoniem (aktualnym sekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, pełnomocnikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych) przeprowadzona przez Annę Matusiak.

Pan Łukasz zmaga się dystrofią mięśniową, która z biegiem czasu postępuje. Jednak mimo tego, jak można się przekonać przy lekturze książki „Niezniszczalny”, bo taki właśnie tytuł ma niniejsza publikacja, prowadzi on bardzo aktywne życie zawodowe, rodzinne i ogólnospołeczne.

Rozmowa Pana Łukasza i Pani Anny dotyka bardzo szerokiej tematyki i wcale nie dotyczy ona wyłącznie kwestii związanych z życiem z niepełnosprawnością, chociaż oczywiście ten temat jest tam również obecny, gdyż z wiadomych względów nie sposób go pominąć.

„Niezniszczalny” to opowieść o mężczyźnie, który jak każdy z nas ma marzenia, plany i własną wizję życia. Pomimo tego, że właściwie od najmłodszych lat los rzucał mu kłody pod nogi to odkąd pamięta zawsze był zdeterminowany i uparty, co nie pozostało bez efektu.

W tej rozmowie czytelnik otrzymuje miks różnych aspektów życia oraz sporą dawkę refleksji, ale również poczucia humoru i dystansu do samego siebie. Interlokutorzy nie boją się poruszać kwestii trudnych, intymnych i bardzo dotykających emocjonalnie.

Jest to książka o walce z przeciwnościami, ale również o zdobywaniu egzystencjalnych szczytów. O spełnianiu własnych aspiracji, o lękach i ich przełamywaniu, o związkach, miłości, seksie, o podróżach, o rodzinie, ojcostwie i polityce oraz wsparciu wielu ludzi, by niemożliwe stało się możliwym.

Jak więc widzicie wachlarz tematów jest całkiem spory.

Publikacja ta jest niewątpliwie warta uwagi, poszerza bowiem znacznie spojrzenie na życie, codzienność i otaczający świat, który nie do końca jest tak samo dostępny dla wszystkich, na bardzo różnych płaszczyznach.

Postawa Pana Łukasza z pewnością zasługuje na podziw i chociaż osobiście, przez wzgląd na własne doświadczenia, z niektórymi jego wyborami i ich następstwami się nie zgadzam to uważam, że zdecydowanie warto sięgnąć po ten tytuł.

Książka ta nakreśla życiową perspektywę, z której przeciętny człowiek zazwyczaj nie zdaje sobie kompletnie sprawy. Zawarte w niej przeżycia, uczucia, emocje i refleksje są bardzo prawdziwe i ukazane bez przysłowiowego pudru.

Jeśli chcecie przyjrzeć się niezniszczalności ukrytej w ogromnej kruchości to zapraszam Was do zapoznania się z tą wielowątkową pełną żartów i uśmiechu, ale także zadumy rozmową.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 15 września 2025

(...) w życiu chodzi o to, by być najlepszą osobą jaką się potrafi (...)

 

Joanna Podsadecka w swojej publikacji pt. „Sztuka czułości” pokazuje, jak ważna jest szeroko pojęta uważność i czułość człowieka wobec innych, ale również względem samego siebie.

Tego typu wrażliwość niewątpliwie pomaga dźwigać ciężary codzienności.

Autorka przytacza wypowiedzi nie tylko śp. ks. Jana Kaczkowskiego, z którym miała okazję niejednokrotnie współpracować. W książce tej poznajemy także historie Pani Barbary Borowieckiej, którą życie doświadczyło bardzo mocno na wielu polach, a mimo to nie straciła ona tkwiącego w każdym z nas człowieczeństwa, a ks. Jan swoją postawą skłonił ją do podzielenia się swoją niełatwą opowieścią.

Drugą zaś przytoczoną historią są losy Pana Marka Kuligowskiego, który nie mogąc uporać się żałobą po odejściu ukochanej żony skontaktował się z ks. Janem zapraszając go do Australii.

Wizyta ta doszła do skutku i wpłynęła na życie nie tylko Pani Barbary i Pana Marka, ale również wszystkich tych, którym dane było zetknąć się z ks. Janem, bowiem podczas jego pobytu w Perth i Melbourne miało miejsce sporo spotkań z wiernymi.

Choć jest to pozycja niewielka objętościowo to zawarty w niej przekaz skłania do wielu refleksji oraz wywołuje w czytelniku ogrom różnorodnych emocji. Przytoczone w niej słowa ks. Jana przypominają jak mądrym, a przy tym niezwykle pokornym i wrażliwym na innych był on człowiekiem.

A perypetie Pani Barbary i Pana Marka tchną nadzieją, że nawet największe życiowe ciemności Pan Bóg jest w stanie przemienić w światło także dzięki ludziom stawianym we właściwym czasie na naszej drodze.

Jeśli szukacie wartościowej lektury, w której brak przesadnego patetyzmu, znajdziecie za to bardzo dużo ludzkiej codzienności, która niekiedy bywa niesamowicie trudna, ale ma w sobie również iskierki nadziei to koniecznie sięgnijcie po „Sztukę czułości”.

 
 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 16 lipca 2025

Leonie Swan powraca w nowej odsłonie.


Leonie Swan debiutowała na polskim rynku wydawniczym kilkanaście lat temu książką „Sprawiedliwość owiec”, która otworzyła cykl o tym samym tytule. Ja jednak na pierwsze spotkanie z twórczością autorki wybrałam jedną z jej ostatnio wydanych pozycji, czyli powieść pt. „Morderstwo w Sunset Hall”, czyli pierwszy tom cyklu: Śledztwa Agnes Sharp.

Z założenia miała to być komedia kryminalna, której główną bohaterką, jak możecie się domyślić jest tytułowa Agnes Sharp oraz kilkoro jej współmieszkańców, którzy wspólnie zamieszkują pod dachem Sunset Hall, które stanowi ich bezpieczną przystań na tzw. stare lata.

Choć mieszkańcy bardzo się od siebie różnią to żyją ze sobą w zgodzie i w oparciu o stworzone wspólnie zasady. Ich codzienna egzystencja toczy się w miarę stabilnie i spokojnie do czasu, gdy jedna z mieszkanek zostaje zastrzelona, a niebawem w sąsiednim domu, który jest nieco oddalony od Sunset Hall również dochodzi do zbrodni.

Tak oto zaczyna się śledztwo mieszkańców dotyczące tego co się dokładnie wydarzyło i kto za tym wszystkim stoi. Niejako szefową całej operacji jest tytułowa Agnes Sharp, czyli właścicielka domu.

Książka ta, jak już wcześniej wspomniałam, miała być z założenia komedią kryminalną, lecz dla mnie z komedią ma niewiele wspólnego, choć oczywiście można w niej znaleźć humorystyczne momenty. Jak dla mnie jest ich jednak zbyt mało jak na komediową opowieść.

W moim odczuciu jest to refleksyjna, obyczajowa historia o przemijaniu, odchodzeniu na własnych warunkach i decydowaniu o sobie w każdym momencie życia, dopóki tylko jest to możliwe.

Postacie w tej książce są bardzo różnorodne, a ich wzajemne relacje pokazują wiele perspektyw i torów, jakimi płynie ludzka codzienność. Losy bohaterów ukazują ich przyjaźń i wzajemne wsparcie, jakim na co dzień się obdarzają. Zwłaszcza że mają oni niesamowitą zdolność do ciągłego wpadania w kłopoty, więc co rusz muszą się nawzajem ratować z różnych opresji.

Nieodzownymi elementami tej opowieści są także charakterna żółwica Hettie i pies Brexit – ta dwójka wprowadza wiele zamieszania, ale również radości w życie Agnes i spółki.

Oczywiście śledzimy również wątek kryminalny, w którym sporo jest zawiłych tropów, a policja czasem bardziej przeszkadza niż pomaga… Oprócz kryminału znajdujemy tutaj również elementy thrillera psychologicznego, więc jest także coś dla fanów tego gatunku.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czy ekipa z Sunset Hall rozwikła sprawę i co ich jeszcze spotka to sięgnijcie po książkę.

Powieść tę czytało mi się nieźle. Sporo się w niej dzieje, ale chyba jednak spodziewałam się trochę czegoś innego więc po jej tom drugi raczej nie sięgnę. Niemniej jednak kiedyś na pewno jeszcze wrócę do książek tej autorki, gdyż na mojej półce czeka cykl Sprawiedliwość owiec, którego jestem bardzo ciekawa.

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *