Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trudne wybory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

„Ludzie przemijają, ale dobro pozostaje. Zostaje gdzieś głęboko w nas”


Powieściami Marii Paszyńskiej zachwyciłam się już kilka dobrych lat temu i teraz biorę jej książki właściwie w ciemno.

W kwietniu bieżącego roku ukazał się „Wybór Ady”, który niegdyś (2018) nosił tytuł „Willa pod zwariowaną gwiazdą”.

Na kartach niniejszej opowieści autorka ukazała warszawskie zoo, prowadzone przez Antoninę i Jana Żabińskich, w przededniu II Wojny Światowej i w trakcie jej trwania.

Poznajemy również Piotra, którego dzieciństwo i młodość nie należą do łatwych… Przy życiu trzyma go wielkie marzenie – chce zostać kornakiem, czyli opiekunem słoni.

Na skutek kolejnych dramatycznych wydarzeń, jakie zachodzą w jego życiu, zostaje przygarnięty przez Antoninę (zwaną Punią) i wiedzie życie wśród ukochanych zwierząt, a pod jego pieczą przychodzi na świat pierwsze w Polsce słoniątko – Tuzinka.

Niestety wybucha II Wojna Światowa, która wszystko komplikuje i całkowicie zmienia codzienność zwyczajnych ludzi. Piotr, choć ułożył sobie życie, na skutek wojennej zawieruchy znów traci grunt pod nogami, a jego jedyną ostoją są p. Żabińscy i zwierzęta.

Tymczasem właściciele zoo pomagają, jak tylko mogą różnym ludziom będącym w potrzebie. W ten sposób pod ich opiekuńcze skrzydła trafia Ada – ciężarna kobieta, bez wspomnień, gdyż utraciła pamięć...

Co przyniesie ze sobą pojawienie się tajemniczej kobiety? Z kim jeszcze skrzyżują się losy Żabińskich oraz Piotra? – sięgnijcie po książkę, by się tego dowiedzieć.

Dla mnie „Wybór Ady” to poruszająca opowieść o ludzkich relacjach, zagubieniu, samotności i wojennych traumach kładących się cieniem na życiu… Niemniej jednak jest to również historia o nadziei, poszukiwaniu szczęścia i miłości oraz ogromnej pasji wobec tego, co się robi.

Na kartach tej prozy nie brak egzystencjalnych zawirowań i trudnych wyborów, przed którymi stają bohaterowie. Maria Paszyńska pokazuje ich emocje i rozterki, radości i smutki na tle wojennej codzienności wraz z całym wachlarzem jej mrocznych realiów.

Nie wszyscy bohaterowie tej powieści są postaciami fikcyjnymi, ale Ci, których autorka nakreśliła są tak realistyczni, że z powodzeniem mogliby znaleźć się tuż obok nas i dzielić z nami swe wloty i upadki.

Jeśli szukacie lektury, która Was poruszy i zostawi po sobie trwały ślad to „Wybór Ady” w moim mniemaniu z całą pewnością do grona właśnie takich tytułów należy.

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 26 czerwca 2026

Krzysztof - druga odsłona cyklu Burza na Podlasiu

 

Powieść zatytułowana „Krzysztof” to drugi tom cyklu Agnieszki Panasiuk – Burza na Podlasiu.

Chociaż tytuł sugeruje, że w tej części bardziej pochylimy się nad losami tytułowego bohatera to w moim odczuciu nadal zgłębiamy perypetie Anastazji, która na skutek pewnych wydarzeń musi uciekać z Białej.

Przy wsparciu członków PPS-u znajduje ona schronienie i swoje miejsce w Worońcu, gdzie przypadkowo poznaje swoją ciotkę Eugenię i dociera do tajemnic dotyczących jej korzeni oraz kolejnych rodzinnych sekretów, które po raz kolejny wywracają jej świat do góry nogami…

Koleje losu Krzysztofa oczywiście również są tutaj nakreślone, śledzimy jego przemianę z dążącego do poprawy losu innych ideowca w zagorzałego rewolucjonistę.

Niemniej jednak, jak już wcześniej wspomniałam, prym nadal wiedzie Anastazja. (Nie do końca rozumiem zamysł podzielenia tej opowieści na dwa tomy...)

Mimo że przebywa niejako na wygnaniu, jej życie płynie przyjemnie, spokojnie, wśród życzliwych ludzi i przy pracy, którą lubi. Jedynym co spędza kobiecie sen z powiek jest przymusowa rozłąka z matką i braćmi, gdyż Urszula również przebywa już poza domem.

W tym tomie także możemy poczytać o sytuacji społeczno – politycznej w ówczesnych czasach. Autorka ponownie przybliża czytelnikom rewolucyjną codzienność bohaterów niniejszej historii, która coraz bardziej się zaognia i komplikuje.

Jeśli zaś chodzi stricte o naszych bohaterów to indywidualnie mierzą się oni z różnorakimi rozterkami emocjonalnymi i uczuciowymi, co dotyczy przede wszystkim Anastazji. Kobieta otrzymuje wiadomość, która skłania ją do powrotu do Białej i zmierzenia się z tym, co tam zastaje.

Krzysztof Wilczyło okazuje się zaś być zupełnie innym człowiekiem niż ten, który jawił się Anastazji wcześniej i powodował drżenie jej serca. W jej życie nieśmiało, acz sukcesywnie wkracza jednak kolejny adorator – Ignacy Szymański.

„Krzysztof” to pełna wielu, często skrajnych, emocji opowieść o ludziach wrzuconych w wir historii. Ich osobiste koleje losu również nie należą do łatwych, a bagaż doświadczeń spoczywający na ich barkach determinuje ich decyzje, wybory i spojrzenie na świat, które ewoluuje często diametralnie pod wpływem nabywanej stopniowo wiedzy, chociażby na temat postępowania najbliższych.

Zatem jak widzicie cały cykl Burza na Podlasiu to z jednej strony opowieść historyczna, w której znów doskonale widać patriotyzm lokalny autorki, z drugiej natomiast ukazane zostały losy i codzienność zwyczajnych ludzi w obliczu rewolucyjnych przemian, które mocno rzutują na życie jednostki.

Jeśli macie ochotę poznać dalsze perypetie Anastazji, Krzysztofa i ich współbohaterów oraz zajrzeć na karty historii Podlasia to zapraszam Was do przeczytania tego tomu, jak i całej tej dylogii.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 24 czerwca 2026

Anastazja - pierwszy tom dylogii Burza na Podlasiu.


Czy znacie powieści pani Agnieszki Panasiuk? Ja z twórczością tej autorki zetknęłam się już kilkakrotnie i miałam okazję, podobnie jak tym razem, jej patronować.

„Anastazja” to pierwsza część dwutomowego cyklu Burza na Podlasiu. Jej główną bohaterką jest tytułowa Anastazja Cichosz, która po kilku latach nauki w prawosławnym instytucie prowadzonym przez mniszki powraca w rodzinne strony.

Młoda, pragnąca jak najbardziej gruntownego wykształcenia kobieta, jest nieco zdruzgotana koniecznością powrotu pod strzechę apodyktycznego i wybuchowego ojca, który trzyma rodzinę żelazną ręką… Wincenty stanowi gigantyczny kontrast dla swojej małżonki – zupełnie potulnej, schorowanej Aurory, a w rodzinie są jeszcze nastoletnia Urszula oraz bliźniacy – Felek i Florek.

Anastazja po powrocie do Białej nie może się odnaleźć i z pewnych względów czuje się mocno wyizolowana wśród lokalnej społeczności. Postanawia się jednak nie zrażać i w miarę możliwości dzielić się swoją wiedzą oraz nabytymi umiejętnościami z lokalną ludnością, co nie jest wcale takie łatwe w panującym ustroju oraz pod czujnym okiem głowy rodziny.

Autorka poprzez perypetie Anastazji kreśli przed czytelnikami lokalną rewolucję, która miała miejsce w 1905 roku, w opisanych okolicach. Barwnie oddane tło społeczno – obyczajowe stanowi niewątpliwy atut niniejszej opowieści.

Losy młodej światłej kobiety splatają się tutaj z losami Krzysztofa Wilczyło – inżyniera, idealisty i zapalonego działacza PPS-u, do którego idei próbuje przekonać także Anastazję – czy to się uda? Przeczytajcie sami.

W tej opowieści młodość przenika się z ideałami, pędem do wiedzy i szeroko pojętej świadomości, lecz wszystko to nie jest łatwe do realizacji w czasach współczesnych bohaterom.

Agnieszka Panasiuk w sposób bardzo plastyczny oddaje tło historyczne opisywanych wydarzeń. Ze stron jej powieści bije ogromny patriotyzm lokalny, a na przykładzie opisanych bohaterów ukazane zostały trudne relacje rodzinne i wiele sekretów, które stopniowo wychodzą na jaw.

Oprócz ich prywatnych kolei losu autorka opisuje też mnóstwo zawiłości społeczno – obyczajowych i politycznych, które prowadzą do burzliwych wydarzeń szkolnego strajku, który zamyka niniejszy tom.

Jeśli macie ochotę poznać perypetie Anastazji, a poprzez jej postać szczyptę historii Białej Podlaskiej to zapraszam Was do tej lektury, a sama kończę jej drugi tom, o którym poczytacie u mnie już niebawem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 15 czerwca 2026

„Życie nie dzieli się na czerń i biel. Istnieje jeszcze cała masa szarości” – Abbi Glines.


Pani Joanna Jax ma w swoim literackim dorobku bardzo wiele publikacji. Z tego, co się orientuję, gustuje ona m.in. w poruszających opowieściach z historią w tle. Tak właśnie jest z pozycją noszącą wymowny według mnie tytuł „Zagubieni w mroku”.

Akcja rozpoczyna się u progu lat 70. gdy młoda architektka Ewa Zakrzewska wstępuje do PZPR, by dzięki temu móc spełnić swe wielkie zawodowe marzenie, jakim jest staż w Berlinie Wschodnim.

Przed wyjazdem Ewa obiecuje swojej najlepszej przyjaciółce Helenie, że dowie się, ile tylko zdoła na temat mężczyzny, który przed laty stał za zaginięciem jej brata Maćka. W ten sposób równolegle poznajemy losy Ewy i Heli, gdy te były jeszcze dziećmi oraz ich rodzin.

Towarzyszymy zatem Ewie w dosyć obcym dla niej Berlinie. Kobieta spełnia się jednak zawodowo i poznaje Gretchen Quartz oraz Marcusa Laufra, którzy jak się z czasem okaże, stają się również bardzo znaczącymi ogniwami niniejszej historii, a ich perypetie są naznaczone niemałym bagażem życiowych doświadczeń.

Perypetie mężczyzny również są mocno zawiłe i naznaczone trudami, chociażby ze względu na relacje w familii Laufrów, a także przebłyski wspomnień z dzieciństwa, które są dla Marcusa bardzo niejasne...

Autorka w swojej opowieści pokazuje zagmatwane ludzkie losy i rodzinne tajemnice, a wszystko to wplecione w wydarzenia historyczne, które mają za nic człowieka jako jednostkę.

Jest to historia o przyjaźni, miłości, stracie, trudnych wyborach i sekretach, które mogą położyć się cieniem na życiu człowieka.

Bohaterowie tej prozy bywają niejednoznaczni, a powody tego są różnorodne. Więcej szczegółów oczywiście Wam nie zdradzę – przeczytajcie sami.

Jest to książka mroczna pod względem tła historycznego oraz tajemnic determinujących życie bohaterów.

Pozycja ta jest dosyć trudna do opisania, ponieważ bardzo łatwo można zdradzić zbyt dużo, a tego, rzecz jasna nie chciałabym robić… Niemniej jednak opowieść ta na pewno daje pole do refleksji nad ludzkimi rozterkami, dramatami oraz wyborami, jakich dokonali nakreśleni bohaterowie w narzuconych przez los okolicznościach i czasach, w jakich przyszło im żyć.

Jeżeli jesteście ciekawi losów opisanych w książce postaci i tego czy Ewa ostatecznie się czegoś dowie? A jeśli tak to jak wpłynie to na życie jej samej oraz pozostałych bohaterów to zapraszam Was do przeczytania „Zagubionych w mroku”.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

poniedziałek, 18 maja 2026

"(...) Nie ma złych decyzji, są tylko takie, które dają nam szansę na te dobre."


Moja przygoda z książkami Sylwii Markiewicz trwa już kilka dobrych lat i z każdą kolejną przeczytaną opowieścią jej twórczość zakorzenia się coraz mocniej w moim czytelniczym serduszku.

Gdy jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź kolejnej powieści to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać. Tym razem również się nie zawiodłam, a wręcz jeszcze bardziej zachwyciłam.

Wiodącą postacią w książce o niezwykle intrygującym tytule „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” jest nie kto inny jak tytułowa Ludwika. Niegdyś kobieta była sławną i niesamowicie charyzmatyczną aktorką, kobietą, która pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy, zawsze była też osobą ogromnie uczuciową, choć w tej materii nie najlepiej jej się wiodło.

Aktualnie Ludwika dobiega osiemdziesiątki, choruje i wie, że jej dni są policzone. Kobieta przy wsparciu wieloletniego przyjaciela rodziny – Alojzego – opiekuje się swoją niepełnosprawną intelektualnie córką – Emilią, która pomimo swoich ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle, lecz wymaga ciągłego nadzoru i pokierowania w codzienności.

Ludwika, która od zawsze pragnęła zapewnić swojej córce jak najlepszy byt, teraz obawia się o to, kto zajmie się po jej odejściu wymagającą szczególnego podejścia Emilią… 

W związku z powyższym rodzi się w jej głowie pomysł, by zaprosić na swoje włości rodzinę, która jak dotąd trzymała się od niej z daleka. A za jakiś czas, na podstawie dokonanych podczas niniejszych wizyt obserwacji kobieta zdecyduje, kto przejmie opiekę nad Emilią i zgromadzony przez Ludwikę obszerny majątek.

Tak oto rozpoczyna się niesamowita i trzymająca w napięciu opowieść nie tylko o rodzinnych relacjach, ale również o szeroko pojętej miłości, pasji, odwadze i życiu na własnych zasadach. Jednakże autorka ukazała na jej kartach także ciemniejsze strony ludzkiej natury takie jak: interesowność, zawiść, obłudę, fałsz etc.

Bohaterowie opisani w tej książce są wyraziści, a zarazem różnorodni. Część z nich bywa mocno niejednoznaczna, co niewątpliwie podnosi napięcie w lekturze.

Rzecz jasna otrzymujemy także opowieść o burzliwym życiu uczuciowym Ludwiki, którego bardzo istotnym symbolem są tytułowe filiżanki. Dowiadujemy się, iż jej partnerzy odchodzili z tego świata w dziwnych okolicznościach, a podejrzenia często padały na kobietę… Jaka jest prawda tego oczywiście Wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami – ale nic w tej kwestii nie jest takie, jak się wydaje.

Na uwagę zasługuje również wątek przepięknej i głębokiej relacji Emilii z matką oraz niesamowicie barwna postać Sonii, która staje się spoiwem wielu światów. Sama Emilia zaś pomimo swych dysfunkcji jest postacią ogromnie nietuzinkową, a jej fascynacja roślinami i owadami jest niezwykle frapujący dla czytelnika.

Zachęcam Was bardzo gorąco do zapoznania się z tą historią. Jest to opowieść niezwykle wciągająca i wielowymiar0wa, a jej bohaterowie skrywają w sobie bardzo wiele odcieni szarości.

Jakie tajemnice kryją się za fasadą spokoju, lojalności i dobrych manier? Czy Ludwika w końcu ugnie się pod presją otoczenia i na koniec życia postąpi zgodnie z ich wyobrażeniami? A może pozostanie wierna sobie do ostatniego tchnienia?

O tym wszystkim przeczytacie na kartach „Siedmiu mężczyzn i siedmiu filiżanek Ludwiki Mayer”. Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 29 kwietnia 2026

Meandry ludzkiej egzystencji w obliczu wojennej zawieruchy...

 

Mam na swoich domowych półkach kilka tytułów tej autorki, a ten, o którym Wam dzisiaj opowiem, jest trzecim, jaki do tej pory przeczytałam.

„Zimowy wiatr na twojej twarzy” to powieść dosyć obszerna, gdyż liczy sobie blisko 700 stron. Akcja rozpoczyna się w małej hiszpańskiej wiosce Oviedo, gdzie dochodzi do katastrofy samolotu, w której giną ludzie.

Głównymi bohaterami opowieści jest przybrane rodzeństwo Guillen i Lena, lecz nie tylko ich losy śledzimy w książce, ale także całej ich rodziny, choć ma to miejsce na mniejszą skalę. Losy wspomnianej wcześniej dwójki są pogmatwane i burzliwe, a wzbierające pomiędzy nimi z wiekiem uczucie jeszcze bardziej wszystko komplikuje…

Carla Montero w tej publikacji bardzo mocno oddaje tło historyczne i choć perypetie bohaterów są ciekawe i porywające, a dodatkowo uwagę czytelnika przykuwa polski wątek to mnie osobiście podczas lektury mocno przytłoczyła ogromna ilość kwestii politycznych i militarnych.

Książki obyczajowe oparte o tematykę wojenną znajdują się w kręgu moich zainteresowań i zawsze historie tego typu czytam z dużym zaciekawieniem tutaj jednak, choć nie sposób odmówić autorce wiedzy/researchu etc., mnogość tego typu wydarzeń, scen i frontowych opisów dosyć mocno mnie deprymowała i finalnie mocno spowolniła moją lekturę tej książki.

Niemniej jednak koleje losów buntowniczego Guillena oraz oddanej swojej pracy pielęgniarki Leny wciągają czytelnika i sprawiają, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej wczuwamy się w ich przeżycia, emocje, rozterki i wszelakie wydarzenia, które stają się ich udziałem. A powiedzieć trzeba, że są to niejednokrotne zdarzenia bardzo trudne.

Historia, którą przedstawiła nam autorka, ponownie pokazuje, jak wir wielkiej historii odciska się na życiu zwyczajnych ludzi i kładzie się na nich cieniem na zawsze. W obliczu tak burzliwej codzienności nic nie jest proste ani oczywiste, a dokonywane przez bohaterów wybory absolutnie nie są w moich oczach jednoznaczne.

Dodatkowym atutem „Zimowego wiatru…” jest fakt, iż jest on oparty na rodzinnej historii autorki.

Zatem jeśli macie ochotę na wielowątkową opowieść, w której ludzkie losy nierozerwalnie splecione są z wojną, przemianami politycznymi oraz frontową rzeczywistością. A jednocześnie taką, która rozsnuta została pomiędzy hiszpańską wojną domową, a ucieczką Guillena z Auschwitz i jego dalszymi losami to myślę, że powieść ta Was zainteresuje.

Proza Carli Montero przesycona jest emocjami wyrazistych bohaterów, których los nie oszczędzał na bardzo wielu poziomach. Miłość, przyjaźń, szacunek, odwaga determinacja, trudne wybory i zawikłane relacje – to wszystko i wiele więcej znajdziecie na kartach „Zimowego wiatru…”. Jeśli nie straszne Wam nagromadzenie wątków polityczno – militarnych to jako całość polecam Wam tę historię – podążcie śladami bohaterów wszędzie tam, gdzie zawiodą ich ścieżki, a wierzcie mi, że są one kręte, wyboiste i prowadzą hen po horyzont.

A już niebawem tj. 19 maja kolejna powieść tej autorki pojawi się na księgarskich półkach. Będzie ona nosić tytuł „Dziewczyna z mgły” – czyż to nie brzmi intrygująco?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Czasami szczęściu trzeba pomóc, aby nie umknęło gdzie pieprz rośnie..."

 

Marta Nowik słynie z powieści ciepłych, klimatycznych, a jednocześnie niosących w sobie wartościowy przekaz dla czytelnika.

Nie inaczej jest także w przypadku jej najnowszej książki, która swoją premierę miała w lutym bieżącego roku, a ja miałam przyjemność objąć ją patronatem medialnym.

Główną bohaterką jest Karolina, która od dłuższego czasu jest w związku ze Zbyszkiem. Niestety relacja ta totalnie jej nie służy, czego ona przez dłuższy czas wydaje się usilnie nie dostrzegać lub usprawiedliwiać, co momentami może irytować czytelnika, mężczyzna bowiem bezustannie krytykuje wszystko, co jej dotyczy – pracę, przyjaciół, zainteresowania etc.

Dopiero wyjazd z przyjaciółmi, na który decyduje się Karolina pomimo niezadowolenia partnera i późniejsze wydarzenia otwierają jej oczy na wiele kwestii i prowokują do wielu życiowych zmian i zawalczenia o siebie oraz własne szczęście.

„Prezent od życia” to jednak nie tylko opowieść o losach Karoliny, gdyż jak wspomniałam już wcześniej, poznajemy również jej współpracowników oraz kilkoro przyjaciół, a każdy z nich nosi na swoich barkach własny bagaż doświadczeń.

Każda z wykreowanych w powieści postaci jest na swój sposób wyrazista, choć według mnie największą uwagę czytelnika przykuwa Tomek ze swoim zawiłym i dosyć trudnym życiorysem – o co dokładnie chodzi? – sięgnijcie po książkę, a z pewnością się tego dowiecie.

Marta Nowik, jak ma to w zwyczaju w swoich książkach, na kartach snutej opowieści pokazuje czytelnikowi całą paletę emocji i uczuć, które stają się udziałem bohaterów i nie zawsze są łatwe do zaakceptowania.

Autorka podkreśla ogromny sens walki o samego siebie, swoje marzenia, pragnienia i prawdziwe szczęście. Wymaga to determinacji i stawiania innym granic, lecz wysiłek ten zdecydowanie wart jest tego, by go podjąć.

„Prezent od życia” to przypomnienie również o tym, że życie wyłącznie w rytm oczekiwań otoczenia i ciągłe wyrzekanie się siebie nigdy nie przynoszą nic dobrego.

Życie bowiem mamy tylko jedno i każdy z nas ma prawo zaznać szczęścia, musimy sobie jednak na to pozwolić i nauczyć się dostrzegać, a co najważniejsze przyjmować prezenty, które ono nam ofiarowuje i się nimi cieszyć.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zapoznania się z losami Karoliny, Zbyszka, Tomka i innych, bo według mnie są one interesujące i różnorodne. A już niebawem – 26 maja – kolejna powieść Autorki, ja czekam na nią z niecierpliwością, a Wy? 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 11 lutego 2026

"W tym tańcu dusz - między niebem i piekłem..."

 

Powieść „Pomrok” autorstwa Daniela Rosołka ukazała się latem 2024 roku nakładem Wydawnictwa Mroczne.

Jej głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest młody mężczyzna – Olgierd Thiel – który po powrocie z wojny musi odbudować swoją reputację.

Ewenementem historii jest jednak fakt, że opowiada on nam swoją historię niejako z zaświatów. Tkwi w tytułowym pomroku, a jego pokutą jest przyglądanie się swojemu minionemu życiu wciąż na nowo, bez możliwości zmienienia w nim czegokolwiek.

Jest to duszna i mroczna opowieść człowieka borykającego się z wojennymi traumami i próbującego wpasować się w aktualnie panujące realia.

Bardzo wiele miejsca poświęca w niej autor meandrom, jakimi podąża ludzka psychika, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych oraz w bardzo trudnych okolicznościach.

Poprzez postać i perypetie Olgierda przewija się ogrom refleksji nad ludzkim losem, tym co kieruje naszymi wyborami, bądź wręcz je warunkuje oraz nad tym, że wiatr wielkiej historii niekiedy czyni nas całkowicie bezradnymi wobec tego, co ze sobą niesie…

„Pomrok” to także opowieść o relacjach nie tylko z ludźmi i światem, lecz również z samym sobą. O poszukiwaniu nadziei w oceanie beznadziei, o emocjach, jakie nieustannie targają istotą ludzką, o prawie do narodowej tożsamości, które wbrew pozorom, w wielu miejscach świata, również dziś bywa odbierane.

Daniel Rosołek oddał w ręce czytelników opowieść o bardzo głębokim – wręcz zawiesistym od przemyśleń i odczuć bohatera – przekazie, która może stać się lustrem dla czytelnika, który z pewnością spojrzy w nią przez pryzmat własnych doświadczeń.

Jest to bardzo bogate studium ludzkiej psychiki i tkwiącej wewnątrz z nas duszy.

Chociaż nie jest to lektura lekka, a autor porusza w niej trudne, a czasem również niewygodne tematy to dobrze się ją czyta.

„Pomroku” nie da się zwyczajnie opisać, tę powieść po prostu trzeba przeczytać, odczuć i przetrawić wewnątrz siebie. Jest to pozycja, która z całą pewnością zostaje z czytelnikiem na bardzo długo.

Jeżeli szukacie lektury niezbyt długiej, ale za to ogromnie treściwej i takiej, która daje wiele do myślenia, jednocześnie nie przynosząc łatwych i jednoznacznych odpowiedzi na stawiane w niej pytania to gorąco polecam Wam sięgnięcie po „Pomrok” – Daniela Rosołka.

Dla mnie była to pierwsza przygoda z publikacją Wydawnictwa Mrocznego, ale wiem, że na pewno nie ostatnia, więc za jakiś czas spodziewajcie się opowieści o ich kolejnych tytułach. Czuję, że się nie zawiedziemy – ani ja, ani Wy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 6 lutego 2026

Anna Król - Bocheńska powraca z nową powieścią


Anna Król – Bocheńska debiutowała w roku 2024 dylogią komedii obyczajowych: Mamy w tarapatach. Po tej lekkiej, choć niepozbawionej przesłania literaturze, jesienią 2025 roku przyszedł czas na kolejną opowieść. Tym razem jednak tematyka jest zupełnie inna, a historia osadzona w dużej mierze w przededniu II Wojny Światowej, a inspirowana rodzinną historią autorki.

Na wstępie poznajemy Emila, który z przyczyn rodzinnych wraz z kilkuletnim synkiem powraca w rodzinne strony. Podczas pewnych porządków odkrywa w starych dokumentach tajemnice sprzed wielu lat, które rzucają zupełnie nieznane mu światło na rodzinną historię.

Sytuacja ta otwiera nam drugą perspektywę tej historii. W niej poznajemy rodzeństwo – Helenę i Pawła, którzy są młodymi ludźmi, a ich losy bardzo mocno odmieni wojenna zawierucha.

Autorka na kartach swojej książki oddaje głos przede wszystkim młodemu pokoleniu, lecz oczywiście nie tylko. Kolejną osią opowieści są rozdziały snute przez Florentynę – matkę rodzeństwa.

Jest to historia wielowątkowa dotykająca różnorodnych ludzkich emocji, trudnych i niejednoznacznych wyborów oraz ukazująca wielowymiarowe postacie.

Opowieść osadzona jest w małomiasteczkowej społeczności, gdzie każdy każdemu patrzy na ręce i nic się nie ukryje. Bohaterowie, a zwłaszcza Paweł, przeżywają mnóstwo dylematów moralnych, które rzecz jasna nie pozostają bez wpływu na ich życie.

Czy można kochać wbrew wszystkiemu? Jak wiele decyzji można usprawiedliwić podążaniem za uczuciem? Czy miłość może być pewnego rodzaju przekleństwem? Czy można pozostać człowiekiem w mrocznych czasach i okolicznościach, będąc jednocześnie po tzw. drugiej stronie barykady?

Jak widzicie Anna Król – Bocheńska nie stroni od trudnych pytań, a stawiając je prowokuje czytelnika do wielu refleksji nad człowieczeństwem, dokonywanymi wyborami, uczuciami targającymi człowiekiem oraz wieloma innymi kwestiami.

„Zwrotnica” to opowieść o nierozerwalnym splataniu się przeszłości z teraźniejszością, o rodzinie, która pozostaje nią na zawsze i pomimo wszystko, a także o tym, że życie nigdy nie jest czarno-białe, lecz ma w sobie całe mnóstwo odcieni szarości.

Tytuł książki wręcz idealnie wpasowuje się w jej treść, a całości dopełnia przepiękne wydanie z barwionymi brzegami.

Zatem jeśli lubicie pozycje z tego kręgu tematycznego to bardzo polecam Wam lekturę tej powieści – na pewno się nie zawiedziecie, a historia zawarta w książce pozostanie z Wami na długi czas.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 21 stycznia 2026

"Wszyscy mamy w sobie światło i mrok. Ale ani światło, ani mrok nie mogą cię wybrać. To ty podejmujesz wybór..."


„Mrok jest po naszej stronie” to najnowsza powieść Katarzyny Zyskowskiej. Jej głównymi bohaterami jest dwoje młodych ludzi – żydowski prawnik – Arie Rosenfeld oraz świetnie zapowiadająca się pisarka – Hanna Hryniewiczówna.

Drogi tych dwojga przecinają się, gdy młoda kobieta ratuje życie Ariemu, który został napadnięty w ciemnej uliczce. Od tego momentu powoli i nie do końca świadomie zaczyna rodzić się między nimi uczucie, które, zanim rozgorzeje na dobre, zostaje wrzucone w wir historycznych wydarzeń, ponieważ wybucha II Wojna Światowa…

Autorka na przykładzie losów zwyczajnych ludzi ukazuje, jak wielka historia odciska się piętnem na życiu jednostki. Na skutek pewnych wydarzeń Hania i Arie, który przybiera personalia Lew Oszerski stają po dwóch stronach barykady, które, jak możecie się domyślić, stoją do siebie w całkowitej opozycji.

Katarzyna Zyskowska w swojej prozie w sposób bardzo plastyczny pokazuje proces przemian zachodzących w każdym z bohaterów. Jedni pod wpływem doświadczeń dojrzewają i krzepną, inni mocno zmieniają swe oblicze… ale czy na pewno można ich jednoznacznie oceniać? – Odpowiedź na to pytanie musicie znaleźć sami.

Powieść ta jest historią o miłości, przyjaźni, tajemnicach i trudnych wyborach. A jej charakterystycznym elementem jest towarzysząca opisywanym ludziom postać mrocznego ptaka, który mnie osobiście kojarzył się ze śmiercią, która bezustannie towarzyszyła im, będąc o krok za nimi, a może był to po prostu ich cień...

Opowieść snuta przez autorkę jest przejmująca i robi na czytelniku duże wrażenie, dając mu sporo do myślenia i nie pozostawiając obojętnym na historię, która długo rezonuje w odbiorcy.

Jesteśmy świadkami tego, że mimo iż wszystko dzieli – tak wiele może połączyć… Czy jednak to wystarczy? „Mrok jest po naszej stronie” to opowieść właśnie o mroku, który tkwi w każdym z nas, a życie w trudnych czasach również pełne jest cienia…

Czy nasi bohaterowie pozwolą, by zawładnęły nimi te ciemne moce? – Tego dowiecie się z kart książki. Powieść ta jest bowiem gęsta od emocji oraz trudnych decyzji, w obliczu których stają genialnie nakreśleni bohaterowie.

Jeżeli szukacie historii z zaskakującym zakończeniem to ta na pewno taka właśnie jest. Gwarantuje Wam, że powieść ta zostanie z Wami na długo, a wiele z jej wątków będzie do Was wracać mimo upływającego od jej lektury czasu.

Bardzo polecam Wam tę niesamowicie poruszającą i wciągającą opowieść, która dotyka czytelnika niezwykle głęboko, jeśli odważymy się zanurzyć w jej przekazie i wejść na chwilę w opisywany przez Katarzynę Zyskowską tytułowy mrok.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 9 stycznia 2026

Opowieść ze skrzydłami i Instagramem w tle ;)

 

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o moim kolejnym ubiegłorocznym patronacie. Powieść „Insta story” bardzo dobrze wpisuje się w panujący aktualnie trend wszechobecnego Instagrama.

Główną bohaterką książki jest Angelika, młoda, niezwykle ambitna studentka ASP w Warszawie. Dziewczyna z jednej strony jest nieśmiała, z drugiej chce zyskać aprobatę otoczenia, lecz przede wszystkim zasłużyć na uznanie ojca – niedoszłego artysty.

Na skutek pewnych zawirowań rodzinnych i dramatycznych wydarzeń, o których dowiecie się z książki, dziewczyna mieszka tylko z ojcem i ciągle próbuje odciąć się od piętna podobieństwa do nietuzinkowej rodzicielki.

Angel prowadzi profil na Instagramie, na którym uwiecznia swoją działalność artystyczną, a ta z kolei skupia się aktualnie na pracy, która być może weźmie udział w wystawie mającej odbyć się w kultowej „Zachęcie”, lecz czy tak się stanie? Zajrzyjcie do wnętrza powieści, a na pewno się tego dowiecie.

Na kartach „Insta story” poznajemy również Aleksa Grodzkiego, który też studiuje na ASP i nazywany jest w studenckim środowisku „Gwiazdą Wydziału Sztuki i Mediów” – chłopak zajmuje się szeroko zakrojoną fotografią.

Co takiego się wydarzy, że ścieżki tych dwojga zupełnie odmiennych od siebie osobowości przetną się ze sobą? – musicie przekonać się sami.

W publikacji pojawia się również postać Ivana, którego reputacja jest, delikatnie rzecz ujmując, mocno dyskusyjna w środowisku płci pięknej. Nie jest to jednak postać całkowicie jednoznaczna – dlaczego? – ta zagadka również rozwiązuje się w trakcie lektury „Insta story”.

Książka ta jest według mnie opowieścią o różnorodnych relacjach i próbach odnalezienia się w świecie zdominowanym dziś przez social media, w których właściwie wszystko jest na pokaz.

Wraz z bohaterami z jednej strony obracamy się w wirtualnym świecie, z drugiej zaś obserwujemy ich zmaganie się z codziennością, poszukiwanie akceptacji, uwagi, ze strony drugiego człowieka, dążenie do spełnienia marzeń, chęć kochania i potrzebę bycia kochanym, która ma tutaj, tak jak w życiu, bardzo wiele odcieni. W opowieści ukazane zostało również borykanie się postaci z poczuciem powielania pewnego schematu i ogromna chęć ucieczki od tego… Czy to się powiedzie? A może bywają sytuacje, w których początkowy schemat nie wiedzie zawsze do takiego samego finału? – odpowiedź oczywiście w „Insta story”.

Autorka przystępnym językiem, trafiającym zapewne do szerokiego grona czytelników porusza bardzo wiele istotnych tematów, takich jak np. miłość, przyjaźń, trudne wybory, odrzucenie, skomplikowane relacje rodzinne etc.

Książka, która na pierwszy rzut oka może wydawać się trywialna i przewidywalna, ale finalnie okazuje się, że niesie w sobie istotny przekaz, który wcale nie jest banalny. Całość daje czytelnikowi sporo do myślenia nad różnymi aspektami otaczającej nas aktualnie rzeczywistości.

Ze swojej strony zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z perypetiami Angeliki i jej współbohaterów, gdyż powieść ta jest bardzo współczesna, a zarazem uniwersalna. Warto się z nią zapoznać m.in. ze względu na szerokie spektrum poruszonych na jej kartach tematów. Zwłaszcza że, w moim odczuciu, jest to historia skierowana nie tylko do młodych dorosłych, ale także do bardzo szerokiego grona potencjalnych odbiorców, gdyż właściwie każdy może znaleźć w niej coś o sobie i dla siebie.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 5 grudnia 2025

„Nie wolno się poddawać, cokolwiek się wydarzyło."

Jeśli znacie twórczość Edyty Świętek to na pewno wiecie, że jest ona mistrzynią sag wszelkiej maści.

„Kobiety niezłomnego ducha” to 4 odsłona sagi Sandomierskie Wzgórza, na której kartach śledzimy m.in. losy Eustachego Orszanda, jego żony Aliny oraz jej siostry Marcjanny. Oprócz wymienionych bohaterów autorka nie pominęła też innych znanych z poprzednich części. Zaznaczyć jednak należy, że do grona kobiecych postaci, które w tym tomie zdecydowanie wiodą pierwsze skrzypce dołącza Weronika Skoczylasowa, żona lokalnego młynarza.

Kobieta czuje się i wygląda na znacznie starszą niż jest naprawdę. Dzieje się tak ze względu na mnóstwo obowiązków, jakimi obarczona jest w domu. Oprócz tego posiada liczne potomstwo, apodyktyczną teściową i obdarzonego niebagatelną chucią męża, przez co kobieta prawie bez przerwy jest brzemienna…

Wszystko to powoduje u Weroniki coraz głębszą depresję i brak chęci do życia. Stan ten zasiewa w jej głowie myśli o kroku ostatecznym – czy zdecyduje się go dokonać? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

W tej części śledzimy również dalsze losy Marcysi, która po swoich niełatwych przejściach i początkowym okresie zazdrości względem szczęścia siostry, zaczyna budować stabilne i bezpieczne życie dla siebie i synka, a u ich boku pojawia się ktoś jeszcze.

Na kartach „Kobiet niezłomnego ducha” nie brak także dalszych perypetii Aliny i Eustachego. Autorka poprzez pryzmat nawiedzających bohatera od bardzo dawna traumatycznych snów i jego chęci uporania się z nimi nakreśla przed czytelnikami ówczesny rozwój psychiatrii, jako niezwykle ważnej i potrzebnej dziedziny medycyny, która jak się okazuje, nie powinna się sprowadzać jedynie do zamknięcia pacjenta w szpitalu psychiatrycznym, elektrowstrząsów etc., a w tamtych czasach były to powszechne praktyki.

Edyta Świętek przybliżając nieco czytelnikom terapię Eustachego pokazuje, jak istotne staje się zmierzenie z emocjami, rozmowa o nich i ich przepracowanie. Jest to żmudny i powolny proces, ale okazuje się to o wiele bardziej pomocne niż drastyczne kuracje.

Wątek ten doskonale ukazuje również, jak ważne, a niestety bardzo często spychane na margines, już wówczas było zdrowie psychiczne.

Poza wymienionymi wcześniej wątkami w tej części opowieści przeczytamy również o miłości, przyjaźni, wsparciu, trudnych wyborach, życiowych zmianach i odbudowywaniu siebie oraz tworzeniu własnego, upragnionego życia na nowo.

Jak więc widzicie także w tym tomie nie brakuje całego wachlarza emocji i przeżyć, których doświadczą bohaterowie.

Polecam Wam tę lekturę, jak i wszystkie poprzednie odsłony niniejszej sagi. A sama wyczekuję na jej kolejny, niestety podobno ostatni, tom, który już na początku 2026 roku.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 28 listopada 2025

"(...) Słońce i Księżyc kochają się od tysięcy lat, ale nie mogą być razem, bo kiedy jedno wstaje, drugie musi odejść."


Anna Rybakiewicz już od kilku lat porywa czytelników swoimi opowieściami. Zazwyczaj są to historie wojenne i podobnie jest także tym razem, choć akurat ta opowieść jest nieco inna.

Poznajemy w niej losy Amelii von Horoch ukazane w dwóch płaszczyznach czasowych. Aktualnie, czyli w czasie trwania II Wojny Światowej (i po niej) oraz ukryte w jej wspomnieniach dzieciństwo i wczesną młodość naznaczoną wielkim uczuciem do afrykańskiego chłopca, który początkowo był jej przyjacielem, a z biegiem czasu stał się kimś znacznie bliższym…

Zanim nastał czas wojennej zawieruchy i późniejszych niełatwych przeżyć Amelia żyła dostatnio i w miarę spokojnie, choć rodzina była także naznaczona pewnym nieszczęściem. Niemniej jednak jej codzienność była dosyć beztroska, naznaczona malarskim talentem ojca wyzierającym z każdego pomieszczenia ich domu, a zdolności te kobieta również odziedziczyła.

Im jednak bliżej trudnych czasów, tym bardziej wszystko się komplikowało i przynosiło kolejne trudności.Wybuch wojny diametralnie zmienia życie głównej bohaterki, której już nieco wcześniej los także nie oszczędzał. Aby chronić siebie i synka musi koegzystować z okupantem, gdyż w jej domu stworzony został posterunek żandarmerii.

Jak możecie się domyślać, sytuacja ta jest dla Amelii niezwykle trudna, choć komendant zdaje się być, jak na zaistniałe warunki przyzwoitym człowiekiem, część z jego ludzi także, lecz niestety nie wszyscy… Blumentritt nosi w sobie pewną tajemnicę – jaką i jak wpływa ona na jego stosunek do Amelii? – tego dowiecie się z książki.

Połączenie właściwie trzech perspektyw czasowych nadaje tej opowieści ogromnie wchłaniający czytelnika klimat.

Jest to historia o młodzieńczej miłości, rozstaniu, stracie oraz trudnych życiowych wyborach, do których zmuszają mroczne wojenne czasy, ale także o przebaczeniu, pewnego rodzaju pogodzeniu z przeszłością i próbie zbudowania życia na nowo, co wskazuje na ogromny hart ducha wyraziście nakreślonych postaci.

Autorka w sposób wręcz namacalny, poprzez swoją prozę, pokazuje, jak często przybieramy w naszym życiu maski – dosłownie i w przenośni. Przeplatające się na przestrzeni czasu, początkowo sielankowe, a w toku lektury coraz bardziej burzliwe losy bohaterów, które finalnie dosyć mocno zaskakują czytelnika, sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać.

Anna Rybakiewicz serwuje odbiorcom wieloskładnikowy koktajl emocjonalny, gdy śledzimy perypetie świetnie nakreślonych bohaterów. A w to wszystko wpleciona została przepiękna legenda o księżycu i słońcu…

Jeśli szukacie porywającej, choć momentami niełatwej lektury o ludziach z krwi i kości, wrzuconych w bezlitosny wir historii to uważam, że będzie to dla Was, dobry czytelniczy wybór.

Chociaż oczywiście opowieść ta jest fikcją literacką to myślę, że podobne wydarzenia mogłyby wydarzyć się w czyimś mikroświecie i odcisnąć niezatarty ślad na życiu rzeczywistych osób.

Gorąco polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 6 listopada 2025

Wszyscy jesteśmy częścią natury...


„Córka ognia” to trzecia osłona cyklu Córki Żywiołów autorstwa Doroty Gąsiorowskiej.

Tym razem główną bohaterką opowieści jest Sofia – młoda kobieta, która po śmierci matki musi uporządkować wszystkie pozostałe po niej sprawy. Relacja obu kobiet, choć żyły tylko we dwie, była poprawna, ale dosyć chłodna.

Sofia nie ma pojęcia kim jest jej ojciec, więc wytwarza to w niej poczucie wyobcowania, które dodatkowo potęgują egzotyczna uroda oraz, doświadczone w dzieciństwie, bardzo częste zmiany miejsca zamieszkania, które również położyły się cieniem na jej poczuciu stabilizacji.

Na skutek aktualnych wydarzeń w ręce dziewczyny trafiają listy od ojca, które rodzicielka przez lata przed nią ukrywała, a całą ich tajemnicę zabrała ze sobą do grobu…

Nasza bohaterka postanawia wyruszyć śladem ojca do pięknej, słonecznej Andaluzji, co okazuje się początkiem wielu zmian w jej życiu.

Jakie tajemnice o rodzinie i samej sobie odkryje Sofia? Z czym przyjdzie jej się zmierzyć? W co zostanie uwikłana i w jaki sposób z tego wyjdzie? – Tego wszystkiego i o wiele więcej dowiecie się z kart tej historii.

Autorka kreśli przed czytelnikami opowieść magiczną, nie tylko za sprawą urzekających andaluzyjskich krajobrazów. Powieść ta pełna jest rodzinnych tajemnic, zawiłych relacji oraz odkrywania i oswajania się z prawdą o sobie i innych, która nie zawsze jest łatwa.

Dodatkowym atutem i urozmaiceniem opowieści jest fakt, iż jej akcja toczy się dwutorowo – zaglądamy w przeszłość, której reprezentantką jest Eliana, współcześnie zaś towarzyszymy Sofii na pełnych zagadek ścieżkach jej życia.

Dorota Gąsiorowska wytworzyła w swojej powieści baśniowy, nostalgiczny refleksyjny i pełen ciepła klimat. Sprawia to, iż czytelnik czuje się całkowicie pochłonięty perypetiami bohaterów i z zapartym tchem śledzi ich losy, przeżycia, dokonywane wybory i targające nimi emocje.

Jak już wspomniałam jest to historia o relacjach, o subtelnym przenikaniu się przeszłości z teraźniejszością oraz o tym, że od przeznaczenia nie sposób uciec…

Pełna tajemnic, a niekiedy zaskakujących zwrotów historia Sofii daje odbiorcy sporo do myślenia, gdyż często zastanawiamy się jak byśmy postąpili bądź zareagowali będąc na miejscu bohaterki.

Polecam Wam tę powieść, jak również cały cykl „Córki Żywiołów, a sama czekam na jego czwarty tom.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

czwartek, 17 lipca 2025

Co nam się pojawia w głowie na hasło MATKA?


Czy są tutaj miłośnicy reportaży? Ja co jakiś czas chętnie sięgam po ten gatunek, a prym wiodą pozycje od Wydawnictwa Czarne.

Tym razem sięgnęłam po tytuł „Matka bez wyboru” autorstwa Pani Marty Wroniszewskiej, która w swojej publikacji przedstawia historie kobiet, które z różnych powodów opuściły swoje dzieci.

Autorka rzuca zupełnie nowe światło na tę tematykę. Opowieści jej rozmówców łamią stereotyp, w którym komu jak komu, ale matce odejść od dziecka delikatnie mówiąc nie przystoi…

Jak wiadomo w życiu jednak nie wszystko jest proste i oczywiste. Pani Marta w swojej publikacji podejmuje wyzwanie, jakim niewątpliwie jest próba zrozumienia drugiego człowieka bez jego oceniania. Reportaż ten ukazuje bowiem, że podłoża tego typu decyzji mogą być bardzo różne i wbrew pozorom nieść w sobie ogromny ładunek emocjonalny.

W książce zawarto także sporo raportów i źródeł dotyczących poruszanego tematu. To oczywiście bardzo potrzebna i wartościowa wiedza, ale moim zdaniem umieszczanie jej niejako w środku opowieści bohaterów mocno wybija czytelnika z lektury i chyba lepiej byłoby umieścić te kwestie zebrane na samym końcu książki, jako jej swoiste dopełnienie.

„Matka bez wyboru” to historie nie tylko o tytułowych matkach, lecz także o rozpadzie rodzin, ludzkim wypaleniu, czy niemożności stworzenia zdrowych i silnych relacji z drugim człowiekiem.

Książka Pani Marty Wroniszewskiej to kolejna perełka w reportażowej serii Wydawnictwa Czarne. Pozycja ta niewątpliwie daje do myślenia i skłania do zatrzymania się w osądach wobec innych.

Czytając ją przeżywamy bardzo wiele różnych emocji. I choć z wyborami i decyzjami poszczególnych rozmówców możemy się oczywiście nie zgadać to nie sposób nie pochylić się nieco bardziej nad ich losami, motywacjami oraz ich szeroko pojętymi życiowymi historiami, które często po latach odbiły się ponownie niebagatelnym echem.

Polecam miłośnikom reportaży i lektur, które poruszają, skłaniają do przemyśleń i zostają z odbiorcą na długo.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 19 maja 2025

"Księżycowa winnica" - Carli Montero zaprasza na swe intrygujące karty.


Carla Montero debiutowała powieścią „Wiedeńska gra”, która ukazała się w Polsce nakładem Domu Wydawniczego Rebis w listopadzie 2013 roku. Moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki miało zaś miejsce za sprawą powieści „Złota skóra”, którą przeczytałam w roku 2014. Chociaż od tamtej chwili w mojej biblioteczce przybywało opowieści spod pióra tej prozatorki to dopiero jej najnowszy tytuł „Księżycowa winnica” skłonił mnie do ponownego sięgnięcia, po tak wielu latach, po tę najnowszą publikację autorki.

Akcja rozpoczyna się w przededniu II Wojny Światowej w burgundzkiej winnicy markizów Montauban, gdzie do rodzinnego domu przyjeżdża Octave ze swoją świeżo poślubioną żoną – Aldarą – którą chce przedstawić ojcu, zanim wyruszy, by walczyć… Senior rodu Montaubanów jest mocno wzburzony decyzją syna o poślubieniu praktycznie nieznajomej kobiety, która ewidentnie skrywa jakąś tajemnicę…

Jak już wcześniej wspomniałam, wojenna zawierucha przerywa małżeńskie szczęście, pozostawiając młodą kobietę samą w obcym miejscu i ze sprawiającym wrażenie chłodnego w obyciu, mocno nieufnym teściem.

Na takiej oto intrygującej podstawie Carla Montero osadza ciekawą, pełną ludzkich perypetii i skomplikowanych losów opowieść toczącą się w wojennych realiach. Śledzimy życie Aldary, która próbuje odnaleźć się w nowym życiu, domu i winnicy jednocześnie spodziewając się dziecka. - Jak możecie się domyślać nie jest to proste.

Przychodzi także moment, że do posiadłości wraca wyrachowany brat Octava (który w międzyczasie trafia do obozu jenieckiego) – Romain, a u drzwi Domaine du Clair de Lune staje okupant… W związku z tym dotychczasowa sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, a wierzcie mi, nie jest to koniec perturbacji, jakie staną się udziałem naszej bohaterki.

Carla Montero roztacza przed czytelnikiem wielowątkową i wielopłaszczyznową historię, w której centrum stawia charyzmatyczną, tajemniczą kobietę, o której początkowo wiemy niewiele prócz tego, iż jest hiszpańską emigrantką, a na jej twarzy widnieje niedająca się nie zauważyć blizna…

Historia Aldary i winnicy Montaubanów to opowieść o miłości (również tej zakazanej), przyjaźni, lojalności, wadze rodzinnego dziedzictwa, trudnych rodzinnych relacjach, samotności, a zarazem sile ducha, która pozwala przetrwać w bardzo trudnych, niepewnych i niebezpiecznych czasach. Mowa w niej również o odwadze, otwartości na drugiego człowieka, a także o tym, że nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, bo może być to bardzo krzywdzące.

„Księżycowa winnica” to ponad 500 – stronicowa, napisana pięknym, przystępnym językiem i bogata w detale związane z miejscem i czasem akcji proza – pełna pasji, emocji, rozterek bohaterów, ich trudnych i często niejednoznacznych wyborów oraz wiedzy na temat branży winiarskiej, co dodaje całości wyjątkowego smaku i kolorytu.

Jesteście ciekawi dziejów wiekowej burgundzkiej winnicy oraz losów i przeszłości młodej, zdeterminowanej kobiety, która nigdy się nie poddaje? Jeśli tak to polecam Wam tę lekturę, a sama na pewno jeszcze nie raz sięgnę po książki tej autorki.

Na koniec mały smaczek, otóż miałam okazję spotkać autorkę podczas Targów Książki w Krakowie, w 2017 roku, czego owocem są podpisane powieści i ta fotografia:


 

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 12 maja 2025

"Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest." - William Wharton


Od wielu już lat Krystyna Mirek podbija serca czytelników literatury obyczajowej i nie tylko swoimi pięknymi, porywającymi opowieściami.

W książce pt. „Tysiąc powodów by kochać” autorka w sposób niezwykle przejmujący ukazuje różnorodne oblicza miłości nakreślone na różnych etapach życia i w bardzo różnych relacjach.

Niektóre z nich mogą wydawać się toksyczne, ale czy tak jest w istocie? - Oceńcie sami poznając losy Antka, Justyny, Igora i pozostałych bohaterów. Ich losy oplecione zostały intrygującą historią która porusza w czytelniku bardzo wiele emocji.

Każda z opisanych w niniejszej książce postaci nosi na swoich barkach różnoraki bagaż doświadczeń, z którym radzi sobie tak, jak potrafi. Są w różnych przedziałach wiekowych, ale każde z nich bardzo mocno walczy o tego kogo kocha… Podejmując przy tym bardzo różne, często skrajne decyzje.

Jest to niezwykła opowieść o miłości, poświęceniu, zagubieniu, młodości, ale również dojrzałości i życiowej mądrości.

Krystyna Mirek oddając w ręce czytelników tę wieloaspektową historię zwraca uwagę na to, jak mimo naszej różnorodności wszyscy chcemy żyć pełnią życia, kochamy i chcemy być kochani. Nawet jeśli sposób w jaki okazujemy uczucia jest mocno odległy od przyjętego ideału.

Z jednej strony towarzyszymy historii wchodzących w dorosłość młodych ludzi. Z innej perspektywy widzimy rodzinę, którą toczy wielka tajemnica z przeszłości wciąż rzucająca obszerny cień na zaangażowane w nią osoby. Jeszcze inną optykę pokazuje sytuacja ojca samotnie wychowującego autystycznego chłopca, czy babci, która wychowuje wnuczkę, ponieważ jej rodzice niestety nie żyją…

Jak sami widzicie przekrój tej opowieści jest bardzo szeroki, więc i wachlarz przeżywanych przez czytelnika podczas lektury odczuć i emocji jest imponujący. Śledząc losy i powoli odsłaniające się przed nami meandry życia opisanych postaci niejednokrotnie zastanawiamy się jak sami postąpilibyśmy, gdyby przyszło nam stanąć w obliczu dotykających ich wydarzeń i sytuacji.

Autorka po mistrzowsku przyciąga uwagę odbiorcy ukazując mu bardzo różne fasady, na których ludzie budują swoje życie. Stawia nakreślonych przez siebie bohaterów przed wyborami, których konsekwencje dotykają nie tylko ich samych, lecz wiele osób dookoła.

Dzięki takiemu podejściu książka ta w moich oczach nabiera jeszcze głębszego wyrazu i tworzy pole do mnóstwa refleksji.

Serdecznie polecam Wam tę głęboką opowieść i mam nadzieję, że dzięki jej lekturze odnajdziecie tytułowe „Tysiąc powodów by kochać”.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *