Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 maja 2021

"To co jest naszą słabością, może okazać się naszą największą siłą..."


Karolina Wilczyńska ma w swoim literackim dorobku wiele pięknych, wciągających i na różne sposoby inspirujących opowieści. We wrześniu ubiegłego roku Wydawnictwo Czwarta Strona oddało w ręce czytelników zupełnie nową serię tej autorki, a niniejszy projekt nazwany został – Ja, Kobieta.

Kilka miesięcy temu opowiedziałam Wam o pierwszym tomie w/w serii. Była nim książka „Światło w jej oczach”. Natomiast pod koniec marca tego roku ukazała się druga odsłona serii i to właśnie o powieści „Dałeś mi siłę” będzie dziś mowa.

Znana nam z poprzedniej części malarka Klara po ukończeniu poprzedniego obrazu szuka inspiracji do kolejnych. Szkicując pewnego dnia na parkowej ławce zostaje zaczepiona przez kobietę, która pyta ją czy wykonałaby portret jej nieżyjącego ojca z fotografii. Młoda artystka odmawia, gdyż zwykle nie podejmuje się tego typu zleceń. Nieznajoma kobieta jest jednak dla Klary tak mocno intrygująca, że na skutek pewnych wydarzeń sama staje się jej modelką.

W ten sposób poznajemy Joannę, która sama bardzo mocno zaskoczona jest tym, że zostaje modelką. Jaką historię nosi w sobie ta dojrzała i ogromnie charyzmatyczna kobieta? – Pełną odpowiedź znajdziecie oczywiście w powieści.

Poprzez opowieść swojej bohaterki autorka tym razem ukazała czytelnikom zmagania z chorobą nowotworową i jej skutkami nie tylko w sferze fizycznej, ale również psychicznej, emocjonalnej czy duchowej.

Joanna nieoszczędzana przez los ma ogromne wsparcie w rodzinie, zawsze bardzo ciepło opowiada Klarze o mężu i dzieciach. Jednak mówi też szczerze o trudnych relacjach z mamą.

Jej świadectwo zawarte w niniejszej książce jest niesamowitym ukazaniem hartu ludzkiego ducha w połączeniu z ogromną prostolinijnością, jaka cechuje tę bohaterkę.

Jeśli macie ochotę na historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, taką, która wyciska z oczu łzy, lecz przywołuje również uśmiech, ciepło w sercu i ogrom refleksji nad tym, czego na co dzień za często nie doceniamy to koniecznie sięgnijcie po tę niesamowitą opowieść i dowiedźcie się, kto dał Joannie jej niebagatelną wewnętrzną siłę…

Książka ta z całą pewnością pozostanie w Waszej pamięci na długo, ponieważ jej przesłane jest w pewien sposób uniwersalne i każdy człowiek, choć oczywiście na różnych płaszczyznach, może odnieść je do samego siebie. Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z tym tytułem, a mnie nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejną opowieść z serii Ja, Kobieta. 

Polecam!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

czwartek, 19 listopada 2020

"Za każdym człowiekiem stoją jego przeżycia..."

Karolina Wilczyńska od lat zachwyca czytelniczki stworzonymi przez siebie historiami, w których bohaterowie przeżywają wiele życiowych wzlotów i upadków, a czytelniczkom dzięki temu bardzo łatwo się z nimi utożsamić.

W powieści „Światło w jej oczach”, która stanowi otwarcie cyklu Ja, kobieta pojawia się jednak odrobinę inna konwencja - Zapytacie zapewne „jaka?” Otóż jest to historia oparta na autentycznych wydarzeniach. Autorka oczywiście bardzo zręcznie wplotła losy bohaterek w literacką fikcję niemniej jednak opowiedziana w książce przez jedną z kobiet historia wydarzyła się naprawdę.

Łucja i Klara pochodzą ze zupełnie różnych światów, a ich życiorysy są całkowicie odmienne. Jak wiadomo koleje losu, czy też, jak kto woli przeznaczenia bywają jednak niezbadane i sprawiają, że ścieżki tych dwóch kobiet krzyżują się ze sobą.

Klara jest początkującą malarką, która na skutek pewnych wydarzeń postanawia się usamodzielnić i zacząć żyć na własny rachunek. Gdy przez przypadek spotka Łucję bardzo chce namalować jej portret. W ten sposób zaczyna się niezwykła i jak się okazuje ogromnie budująca dla obu pań znajomość, która wiele wniesie w życie każdej z nich.

Obraz malowany przez Klarę staje się dla obu kobiet swego rodzaju furtką, która prowadzi do stopniowego poznawania prawdy o sobie samych i otwieraniu się na drugiego człowieka. Opowieść, którą snuje Łucja, gdy Klara ją maluje, choć ma w sobie wiele burzliwych i niełatwych fragmentów krok po kroku prowadzi obie kobiety do osiągnięcia harmonii i wewnętrznego spokoju, pomimo, że zasadniczo ich życiowa sytuacja nie ulega zmianie.

Jest to książka wypełniona po same brzegi całą gamą ludzkich uczuć i emocji. Mowa w niej o miłości, radości, smutku, samotności, frustracji, strachu, nadziei, walce z chorobą oraz wielu innych pozytywnych, jak też tych bolesnych przeżyciach i odczuciach składających się na mozaikę ludzkiej egzystencji.

Powieść tę czyta się jednym tchem, a wchodząc coraz bardziej w perypetie opisanych postaci podświadomie zaczynamy przyglądać się własnej codzienności z różnych perspektyw i poprzez różne pryzmaty.

Dosyć trudno opisać tę książkę tak, aby uniknąć spojlerów, ale jedno z całą pewnością mogę Wam napisać – polecam Wam tę niesamowitą lekturę z całego serca! Jej czytanie sprawia, że w głowie odbiorcy pojawia się wiele refleksji dotyczących postrzegania różnych aspektów życia na bardzo różne sposoby. A to, co wydaje się najbardziej oczywiste nie zawsze jest takim w istocie.

Czy dacie się porwać „Światłu w jej oczach”? Życzę Wam, by jego blask odbił się w Waszej codzienności i gorąco zachęcam do zapoznania się z tą wielowarstwową powieścią.

Sama czekam z niecierpliwością na kolejną odsłonę niniejszego cyklu.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 5 lutego 2020

"Bóg darowuje ludziom talenty, które w nich dojrzewają i sycą się siłą ducha nawet pośród wszechogarniającego mroku..."


Jak powszechnie wiadomo w tym roku przypadła 75 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau. Fakt ten ma odzwierciedlenie również w literaturze, gdyż w bieżącym roku ukazało się już kilka pozycji o tej tematyce, a pojawiające się zapowiedzi wydawnicze sugerują kolejne.

Książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć trafi na rynek wydawniczy za sprawą Wydawnictwa Znak już 12.02. „Motyl i skrzypce” autorstwa Kristy Cambron, bo o tej pozycji mowa także porusza tematykę obozową, jednak została ona pokazana z nieco innej perspektywy. Akcja toczy się dwutorowo – z jednej strony mamy czasy współczesne, śledzimy losy Sery James, która na Manhattanie prowadzi galerię sztuki. Kobieta poszukuje pewnego obrazu, który widziała w dzieciństwie i bardzo mocno kojarzy jej się z ojcem. Z drugiej natomiast poznajemy losy młodej, austriackiej skrzypaczki, która za pomoc Żydom, z rąk swojego ojca generała SS, trafia na reedukację do Auschwitz… 

Adele von Bron zostaje brutalnie wyrwana ze znanego jej dotąd dostatniego świata. Gdy dociera do Auschwitz trafia pod opiekę Omary, która sprawuje swego rodzaju pieczę nad obozową orkiestrą kobiecą. Tak oto rozpoczyna się niezwykła przyjaźń tych dwóch kobiet oraz walka Adele o przetrwanie każdego kolejnego dnia dzięki muzyce i skrzypcom.

Tymczasem Sera i jej asystentka natrafiają na ślad biznesmena, którego przodkowie mogą być kluczem do odnalezienia obrazu. Kobieta postanawia więc spotkać się z tajemniczym Williamem Hanoverem. Spotkanie to zainicjuje bardzo wiele zmian w życiu obojga, ale o szczegółach dowiecie się z kart ksiązki, ponieważ nie chciałabym psuć Wam przyjemności z lektury spoilerami.

W opowieści snutej przez autorkę w sposób bardzo subtelny, a zarazem ogromnie wyrazisty czytelnik ma szansę przyjrzeć się temu, jak poprzez zagadkowe dzieło sztuki odległa przeszłość nierozerwalnie splata się z teraźniejszością.

Zaś przejmujące losy Adele i jej współtowarzyszek niedoli świadczą o tym, że chociaż brzmi to paradoksalnie to nawet w obozowym piekle mogą pojawić się iskry piękna i niegasnącej nadziei, które wbrew wszystkiemu popychają do osiągnięcia postawionego sobie celu, by przeżyć.

Natomiast coraz mocniej zacieśniająca się relacja Sery i Williama ukazuje, że będąc nawet bardzo mocno poranionym emocjonalnie człowiekiem można odnaleźć wewnętrzny spokój, szczęście i miłość.

Czy tej dwójce uda się odnaleźć zaginione dzieło sztuki rozwikłując przy tym historię Adele i Vladimira, w którym młodziutka dziewczyna była bez pamięci zakochana z wzajemnością? Dowiecie się tego sięgając po „Motyla i skrzypce”.

Jest to przejmująca i wielopłaszczyznowa opowieść o przyjaźni, miłości wbrew przeciwnościom, harcie ludzkiego ducha oraz o tym, iż teraźniejszość często ma swoje korzenie bardzo głęboko w przeszłości, której echa mogą na wiele sposobów odmienić ludzkie życie.

Polecam!

środa, 9 sierpnia 2017

Co kryje w sobie metaforyczna "Kobieta na schodach"?


„Kobieta na schodach” jest drugą książką Bernharda Schlinka, z jaką miałam okazję się zapoznać. Tym razem autor bestsellerowego „Lektora” rozpoczyna swoją opowieść od ukazania nam zagadkowej historii obrazu namalowanego przez niejakiego Karla Schwinda. Dzieło przedstawia kobietę schodzącą ze schodów. Jak się dowiadujemy jest to kochanka artysty – intrygująca i tajemnicza Irene - sam obraz zaś powstał na zlecenie jej męża – Petera Gaudlacha. Nad płótnem wisi jednak swego rodzaju klątwa… Jej efekty powodują nieustanny konflikt między twórcą, a zarazem renowatorem w/w obrazu, a jego mocodawcą. W związku z tym w relacjach obu mężczyzn pośredniczy pewien niemiecki prawnik, który jak się okazuje w młodości podobnie, jak obaj jego klienci kochał się w Irene.

Historia obrazu jest według mnie w niniejszej powieści jedynie kanwą do opowieści o miłości trzech diametralnie różniących się od siebie mężczyzn do tej samej kobiety.  Odmalowuje także słowem portret tajemniczej, nietuzinkowej i pełnej magnetyzującej energii kobiety.

Autor w sposób bardzo plastyczny ukazuje meandry ludzkiego losu, uświadamia czytelnikowi, iż teraźniejszość i przyszłość na zawsze pozostają nierozerwalnie związane z przeszłością, która była naszym udziałem. Wykreowani przez Schlinka bohaterowie są wyrazistymi oraz bardzo różnorodnymi przykładami tego, jak odmienność ludzkich postaw, a co za tym idzie dokonywanych przez nich wyborów i podejmowanych decyzji wpływa na to, kim dziś są i dokąd aktualnie doprowadziła ich ścieżka życia.

Powieść ta jest interesującym studium relacji międzyludzkich oraz retrospekcji, jakich dokonują bohaterowie na temat własnej egzystencji i pokonywania różnorakich barier, które na swej drodze życia napotykać może istota ludzka. Bernhard Schlink niezwykle sugestywnie nakreśla dla czytelnika całą gamę postawy wobec kwestii ostatecznych.

Jeśli macie ochotę zapoznać się z metaforyczną, a jednocześnie bardzo dobrze czytającą się opowieścią o ludzkich losach, emocjach i pragnieniach oraz kształtowanym przez nie spojrzeniu na życie i samego siebie to zapraszam do lektury książki „Kobieta na schodach”.