Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2026

"(...) Nie mogę wejść z tobą do rzeki, ale pójdę z tobą do samego brzegu..."


Któż z nas, miłośników literatury obyczajowej nie zna, chociażby częściowo twórczości Elizabeth Gilbert twórczyni m.in. kultowego „Jedź, módl się, kochaj”?

Oprócz tego tytułu były również inne książki, a w maju bieżącego roku nakładem Domu Wydawniczego Rebis ukazała się najnowsza zatytułowana „Aż do rzeki”. Autorka opisała w niej historię swojej wieloletniej i bardzo burzliwej relacji z Rayyą Elias.

Kobiety poznały się w roku 2000, a ich początkowo koleżeńska, a następnie przyjacielska relacja stopniowo przerodziła się w głębokie, pełne wzlotów i upadków uczucie.

Książka ta nie tylko opowieścią o odchodzeniu najbliższej osoby i związanych z tym emocjach. Jest to prawdziwa, do bólu szczera, a momentami wręcz wstrząsająca historia o wielu obliczach uzależnienia, o miłości, która bywa toksyczna, o przekraczaniu granic własnych i otoczenia niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

I choć „Aż do rzeki” to w dużej mierze opis zmagania się z chorobą Rayyi jest to również proza o nadziei, wsparciu, przywiązaniu, ale także wyzwoleniu, podjęciu walki o siebie oraz o odwadze, która pozwoliła autorce pójść dalej pomimo wszystko…

Książka ta jest zapisem bardzo osobistych przeżyć i doświadczeń Elizabeth i Rayyi, według mnie jest ona jednak odbiciem losów nie tylko głównych bohaterek, ale też wielu ludzi na całym świecie, którzy borykają się z jakimkolwiek destrukcyjnym nałogiem, chorobą, niezaspokojonymi potrzebami, deficytami w sferze emocjonalnej etc.

Proza ta jest ogromnie poruszającą lekturą wywołującą w czytelniku bardzo wiele różnorodnych odczuć i emocji. Autorka w żaden sposób nie pudruje w niej rzeczywistości ani samej siebie, choć jak każdy z nas miewa momenty zwyczajnej ludzkiej łatwowierności.

Opisując swoje życie i relację z Raayą – Elizabeth Gilbert wręcz obnaża się przed czytelnikiem, chcąc ukazać, że to, co miało miejsce w jej życiu, może dotknąć każdego bez względu na płeć, status społeczny, miejsce, w którym żyje itd.

Lektura ta zdecydowanie nie jest łatwa, ale według mnie warto po nią sięgnąć, gdyż otwiera odbiorcy oczy na wiele życiowych kwestii. Elizabeth Gilbert ukazuje człowieka zarówno przez pryzmat jego słabości, jak również wewnętrznej siły i oddania drugiemu człowiekowi.

Nie oceniłam tej książki na żadnym z portali internetowych i nie zamierzam tego robić, ponieważ uważam, że nie sposób jest oceniać czyjeś wybory, uczucia, emocje, przeżycia i zachowania jeśli stanowią one autentyczne doświadczenia drugiego człowieka.

Jeśli zatem nie obawiacie się prozy pełnej wielu, często skrajnych, emocji, ogromnie szczerej, momentami brutalnej i pełnej ukazanego w wielu aspektach człowieczeństwa, które miewa również bardzo mroczne meandry to sięgnijcie po „Aż do rzeki”.

Elizabeth Gilbert oddała w ręce czytelników kalejdoskop (nie tylko jej własnego) życia, który pokazuje mnóstwo perspektyw. W opowieści tej światło i blask przenika się z ludzkim mrokiem, wewnętrznym cieniem i tkwiącymi głęboko demonami...

Czy odważycie się poznać piękną, lecz trudną historię Elizabeth i Rayyi?

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 27 maja 2026

"Nasze blizny opowiadają naszą historię. Świadczą o tym, że żyliśmy, a przede wszystkim, że przetrwaliśmy."


Niezbyt często sięgam po książki zagranicznych autorów. Debiut literacki Emily Houghton przyciągną mnie jednak do siebie zarówno opisem, jak i stwierdzeniem, że „Zanim Cię zobaczę”, może spodobać się również fanom opowieści „Zanim się pojawiłeś”, która niegdyś bardzo mnie poruszyła.

Autorka przedstawia nam Alice oraz Alfiego – to oni są narratorami poszczególnych rozdziałów.

Ich losy splatają się na szpitalnym oddziale, gdzie Alice trafia w wyniku ciężkich poparzeń odniesionych w pożarze, Alfie zaś, który w wypadku samochodowym stracił nogę, również przebywa w tej placówce.

Nasza bohaterka dotąd przebojowa, samodzielna pod każdym względem pnąca się po szczeblach kariery singielka, nagle całkowicie traci przysłowiowy grunt pod nogami. Trauma wywołana pożogą jest tak wielka, że Alice przez długie tygodnie zupełnie milczy… Przychodzi jednak kolejny trudny do udźwignięcia dla kobiety moment – z OIOM-u musi się ona przenieść na zwykły oddział w celu dalszej rekonwalescencji...

Alfie natomiast jest niesamowicie wygadanym, przesympatycznym oddziałowym wesołkiem, który stara się umilić pobyt wszystkim swoim współtowarzyszom niedoli. Skrywa on jednak pewną tajemnicę – jaką oczywiście Wam nie zdradzę.

Tym sposobem Alfie i Alice stają się sąsiadami. Kobieta nadal milczy, a że ze względu na swój obecny wygląd absolutnie nie chce się nikomu pokazywać, zostaje oddzielona od innych szpitalnym parawanem.

Czy nasza bohaterka w końcu się odezwie? A jeśli tak to czego się o niej dowiemy? Jak będzie rola Alfiego i jaki sekret skrywa on sam? – odpowiedzi znajdziecie w książce.

Na przykładzie swoich bohaterów autorka przybliża nie tylko ich szpitalną, niełatwą codzienność. Przede wszystkim ukazuje, jak na oddziale toczy się zwyczajne życie, ludzie, choć są bardzo różnorodni, zżywają się ze sobą, rodzą się przyjaźnie i wiele różnych emocji, które dotykają nie tylko pacjentów, ale także personel.

Postacie dwojga głównych bohaterów są według mnie odzwierciedlaniem maksymalnie obnażonej pod wieloma względami jednostki znajdującej się w dosyć krytycznej w wielu aspektach sytuacji.

Z zapartym tchem śledzimy ich losy, kibicujemy w trudnościach, ale towarzyszymy im również przy sukcesach i w momentach zadowolenia. Książka przepełniona jest wachlarzem bardzo różnorodnych emocji przeżywanych zarówno przez Alice, jak i Alfiego – dzięki temu stają się nam oni jeszcze bliżsi.

„Zanim Cię zobaczę” to opowieść refleksyjna i poruszająca trudne tematy, ale także otulająca, pełna wzajemnego wsparcia i uśmiechu bohaterów pomimo dotykających ich przeciwności losu. Opowiada ona o sile człowieka, jego wewnętrznej odwadze i o tym jak ważne są relacje z drugą osobą.

Zachęcam Was do zapoznania się z tą niezwykle emocjonalną, wzruszającą i pouczającą w swoim przekazie opowieścią. Myślę, że czas z nią spędzony będzie dla Was momentem na zatrzymanie się w codzienny życiowym biegu, który według mnie jest potrzebny każdemu, przynajmniej co pewien czas.

 


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 29 kwietnia 2026

Meandry ludzkiej egzystencji w obliczu wojennej zawieruchy...

 

Mam na swoich domowych półkach kilka tytułów tej autorki, a ten, o którym Wam dzisiaj opowiem, jest trzecim, jaki do tej pory przeczytałam.

„Zimowy wiatr na twojej twarzy” to powieść dosyć obszerna, gdyż liczy sobie blisko 700 stron. Akcja rozpoczyna się w małej hiszpańskiej wiosce Oviedo, gdzie dochodzi do katastrofy samolotu, w której giną ludzie.

Głównymi bohaterami opowieści jest przybrane rodzeństwo Guillen i Lena, lecz nie tylko ich losy śledzimy w książce, ale także całej ich rodziny, choć ma to miejsce na mniejszą skalę. Losy wspomnianej wcześniej dwójki są pogmatwane i burzliwe, a wzbierające pomiędzy nimi z wiekiem uczucie jeszcze bardziej wszystko komplikuje…

Carla Montero w tej publikacji bardzo mocno oddaje tło historyczne i choć perypetie bohaterów są ciekawe i porywające, a dodatkowo uwagę czytelnika przykuwa polski wątek to mnie osobiście podczas lektury mocno przytłoczyła ogromna ilość kwestii politycznych i militarnych.

Książki obyczajowe oparte o tematykę wojenną znajdują się w kręgu moich zainteresowań i zawsze historie tego typu czytam z dużym zaciekawieniem tutaj jednak, choć nie sposób odmówić autorce wiedzy/researchu etc., mnogość tego typu wydarzeń, scen i frontowych opisów dosyć mocno mnie deprymowała i finalnie mocno spowolniła moją lekturę tej książki.

Niemniej jednak koleje losów buntowniczego Guillena oraz oddanej swojej pracy pielęgniarki Leny wciągają czytelnika i sprawiają, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej wczuwamy się w ich przeżycia, emocje, rozterki i wszelakie wydarzenia, które stają się ich udziałem. A powiedzieć trzeba, że są to niejednokrotne zdarzenia bardzo trudne.

Historia, którą przedstawiła nam autorka, ponownie pokazuje, jak wir wielkiej historii odciska się na życiu zwyczajnych ludzi i kładzie się na nich cieniem na zawsze. W obliczu tak burzliwej codzienności nic nie jest proste ani oczywiste, a dokonywane przez bohaterów wybory absolutnie nie są w moich oczach jednoznaczne.

Dodatkowym atutem „Zimowego wiatru…” jest fakt, iż jest on oparty na rodzinnej historii autorki.

Zatem jeśli macie ochotę na wielowątkową opowieść, w której ludzkie losy nierozerwalnie splecione są z wojną, przemianami politycznymi oraz frontową rzeczywistością. A jednocześnie taką, która rozsnuta została pomiędzy hiszpańską wojną domową, a ucieczką Guillena z Auschwitz i jego dalszymi losami to myślę, że powieść ta Was zainteresuje.

Proza Carli Montero przesycona jest emocjami wyrazistych bohaterów, których los nie oszczędzał na bardzo wielu poziomach. Miłość, przyjaźń, szacunek, odwaga determinacja, trudne wybory i zawikłane relacje – to wszystko i wiele więcej znajdziecie na kartach „Zimowego wiatru…”. Jeśli nie straszne Wam nagromadzenie wątków polityczno – militarnych to jako całość polecam Wam tę historię – podążcie śladami bohaterów wszędzie tam, gdzie zawiodą ich ścieżki, a wierzcie mi, że są one kręte, wyboiste i prowadzą hen po horyzont.

A już niebawem tj. 19 maja kolejna powieść tej autorki pojawi się na księgarskich półkach. Będzie ona nosić tytuł „Dziewczyna z mgły” – czyż to nie brzmi intrygująco?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pamiętać sercem...

Kiedy do ośmioletniego Jana i jego rodziców wprowadzają się dziadkowie, chłopiec nie posiada się z radości, gdyż z dziadkiem Joanem łączy go silna i nietuzinkowa więź. Starszy mężczyzna pokazuje i tłumaczy chłopcu świat przez pryzmat ogromnej uważności na wszystko, co go otacza.

W sielankę Jana wkrada się jednak niepokój spowodowany smutnymi minami dorosłych, ściszonymi głosami i urywanymi w pół zdania rozmowami. Chłopiec coraz mocniej wyczuwa, że coś jest nie tak… Również zachowanie dziadka ulega zmianie, choć początkowo są to niuanse, coś ewidentnie się dzieje.

Co takiego? – tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale powiem Wam, że Tina Valles, autorka tej opowieści tka przepiękną, subtelną opowieść o relacjach, przemijaniu, odchodzeniu, potędze pamięci i radzeniu sobie z trudną, ciężką do pojęcia rzeczywistością.

Króciutkie rozdziały tej publikacji pozostawiają czytelnika z wieloma refleksjami na mnóstwo życiowych tematów. A tytułowe drzewo i jego pamięć są według mnie symbolem relacji i ich ciągłości pomimo wszystko. Chociaż zmienia się forma to clou pozostaje nietknięte…

Książka ta nasycona jest różnorodnymi emocjami, każdy z bohaterów na swój sposób mierzy się w niej z zaistniałą sytuacją i zmaga z całym wachlarzem odczuć, które dzień po dniu do nich przychodzą.

„Pamięć drzewa” to refleksyjna i nieco melancholijna, ale w gruncie rzeczy bardzo ciepła i w pewien sposób krzepiąca opowieść o sztafecie, jaką jest życie. O uważności na ludzi i świat oraz o tym, że to, co najważniejsze pozostaje w nas na zawsze – Jeśli tylko zdecydujemy się to dostrzec pomimo różnorakich przeciwności losu.

Na przykładzie relacji Joana i Jana autorka bardzo dobitnie ukazała, że życie to nieustanna podróż, w której to, co najistotniejsze dzieje się w ciszy, bez pośpiechu, gdy mamy otarte serce i umysł.

Mnie pozycja ta bardzo zauroczyła i zachęcam Was, abyście także po nią sięgnęli. Mam nadzieję, że dacie sobie dzięki niej szansę na chwilę zatrzymania i głęboki czytelniczy oddech w otaczającym nas rozpędzonym świecie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 24 kwietnia 2026

"Nic, co ma wartość, nie jest stracone."

 

Kilka lat temu zachwyciłam się dwoma powieściami Kristy Cambron, a dwie pozostałe (w Polsce wydano do tej pory 4 tytuły jej autorstwa) oczekiwały na przeczytanie.

Na lekturę jednego spośród nich, a konkretnie „Włoską balerinę” przyszedł czas w marcu tego roku. 

Jest to opowieść dosyć obszerna i wielowątkowa, obfitująca w różne czasy i miejsca akcji. Taka konstrukcja łączy ze sobą kilkoro bohaterów: Julię – włoską balerinę, która staje się frontową pielęgniarką, żołnierzy – Courtneya i AJ-a, Callę – kilkuletnią dziewczynkę uratowaną z getta przez Courta oraz Delaney, która w czasach współczesnych odkrywa i rozwikłuje rodzinną tajemnicę.

Autorka również tym razem, jak to już bywało w jej książkach, splata losy zwyczajnych ludzi z wojenną zawieruchą, która całkowicie odmienia ich życie. Na kartach powieści mamy bardzo wiele odniesień do wydarzeń historycznych, które przez całą opowieść toczą się w jej tle. Jest to historia o trudnych wyborach, ludzkiej odwadze, poświęceniu i determinacji w obliczu najtrudniejszych życiowych wyzwań.

W powieści tej jednak nie brakuje również wątku uczuciowego. Zaglądamy także do świata sztuki, a konkretnie baletu, którego przedstawicielką jest Julia, która niegdyś marzyła o karierze baleriny i miała ku temu ogromny talent…

Niestety wybuch II Wojny Światowej zniweczył realizację tych pragnień… Stały się one mrzonką wobec mrocznej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć jej samej oraz innym opisanym tutaj bohaterom.

„Włoska balerina” to powieść gęsta od wzajemnych relacji, doświadczeń i emocji przeżywanych przez jej bohaterów. Na jej kartach teraźniejszość nierozerwalnie łączy się z przeszłością, a przyjaźń, miłość i odwaga ratują wiele mikroświatów…

Zaś tajemnicza dla współczesnych bohaterów walizeczka z przeszłości staje się przyczynkiem do nawiązania wzajemnej relacji i połączenia odległych nie tylko mentalnie i kulturowo, lecz również geograficznie światów.

Bohaterowie, których kształtuje Kristy Cambron są różnorodni pod wieloma względami. Poczynając od ich wieku i pochodzenia, poprzez wykonywany zawód czy pasję, aż po życiowe doświadczenia, połączył ich jednak wir wielkiej historii, która nie oszczędza nikogo…

Jeśli lubicie książki tej Autorki lub ogólnie tego typu powieści to możecie zapoznać się również z tym tytułem. Według mnie jest to dobra pozycja, niemniej jednak muszę Wam powiedzieć, że dwie poprzednie podobały mi się bardziej. Za jakiś czas przeczytam i opowiem Wam o jeszcze jednej publikacji tej pisarki. Będzie to ostatni tytuł, którego jeszcze nie przeczytałam, mimo że ukazał się po polsku już jakiś czas temu.

A wracając do „Włoskiej baleriny” – jesteście ciekawi co skrywa się na jej kartach? Mam nadzieję, że udało mi się Was choć odrobinę zaintrygować i zdecydujecie się zapoznać z przejmującymi i zawiłymi losami bohaterów niniejszej opowieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

poniedziałek, 5 stycznia 2026

"Psy nie są całym naszym życiem, ale sprawiają, że nasze życie jest całe." - Roger Caras


 

Znacie twórczość Markusa Zusaka? Ja po debiutanckiej „Złodziejce książek”, którą przeczytałam w 2014 roku, ogromnie wyczekuję na każdy kolejny tytuł spod jego pióra.

Każda z jego książek jest zupełnie inna niż poprzednie, ale muszę Wam powiedzieć, że na żadnej pozycji się nie zawiodłam i mogę je śmiało polecić.

Tym razem, po 6 latach przerwy od poprzedniej publikacji, autor oddał w ręce czytelników wspomnienia, które dotyczą jego dwóch czworonożnych, psich przyjaciół – Reubena i Archiego, którzy odeszli już za tęczowy most. W opowieści tej pojawiają się również 2 koty oraz Frosty, psi mieszaniec, który aktualnie już jako jedyny z ww. pupili towarzyszy rodzinie Zusaków.

„Trzy dzikie psy…” to wspomnieniowa opowieść złożona niczym misterna mozaika z wielu różnorodnych fragmentów. Jest to także swego rodzaju hołd dla Reubena i Archiego, którzy na zawsze zmienili życie rodziny i pozostaną w ich pamięci pomimo upływającego czasu.

Jest to historia z jednej strony nostalgiczna i chwilami zabawna, ale z drugiej strony są w niej także momenty mrożące czytelnikowi krew w żyłach, ponieważ autor opisuje otwarcie trudy okiełznania instynktu i niełatwego charakteru swych psich kompanów.

Książka ta nie jest jednak skierowana wyłącznie do miłośników psów, choć tym z pewnością się spodoba, autor zawarł w niej bowiem całe spektrum różnorodnych emocji, które towarzyszą rodzinie we współistnieniu ze zwierzętami.

Rozpoczynając od córki, a potem syna, których życie było nierozerwalnie związane z domowymi adopciakami. Obecność dziewczynki, a następnie dwojga dzieci, momentami zaskakująco mocno łagodziła psie charaktery.

Pan Markus i jego żona Mika równie mocno (i z wzajemnością) przywiązali się do swoich czworonogów zatem jest to opowieść o trudnej, a często także upartej miłości i życiu w stadzie.

Na kartach niniejszych wspomnień znajdują się również bolesne wspomnienia o chorobie, odchodzeniu i poczucie straty po psich przyjaciołach.

Pozycja dosyć krótka, ale bardzo mocno emocjonalna i rzucająca wiele światła na relacje, które nawiązują się między zwierzęciem a człowiekiem i choć bywają one niełatwe, podobnie jak te międzyludzkie, to wnoszą one w nasze życie zupełnie nową jakość i inną optykę patrzenia na otaczający świat.

Zatem według mnie „Trzy dzikie psy i prawda” to ciekawa i warta uwagi lektura. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Czwarte śledztwo Cormorana i Robin


Za mną już (albo dopiero) czwarta odsłona losów Cormorana Strike’a oraz jego niezastąpionej asystentki Robin.

W tomie „Zabójcza biel” oprócz wciąż ewoluującej i zawiłej relacji ww. bohaterów dostajemy do rozwiązania kolejną zagadkę kryminalną. Tym razem w agencji Cormorana zjawia się wyglądający na mocno zaburzonego młody chłopak — Billy, który twierdzi, że przed laty, sam będąc jeszcze małym chłopcem, był świadkiem uduszenia i zakopania dziecka.

A to jak się zapewne domyślacie dopiero wierzchołek góry lodowej.

Drugim torem opowieści, toczącym się współcześnie, jest wielki świat polityki, w którym znany i szanowany minister Jasper Chiswell pada ofiarą szantażu i obawia się o swoje życie.

Powieść ta jest długa, gdyż liczy sobie blisko 660 stron, autor/-ka zatem wielokrotnie kluczy, myli tropy i ukazuje wzajemne, czasem wydające się być bardzo chaotycznymi, relacje poszczególnych bohaterów.

A do tego wszystkiego rozpadające się małżeństwo Robin i jej walka z traumą. Próby Cormorana zmierzające do stworzenia relacji z Lorelai oraz zniknięcie Billy’ego i jego dramatyczny telefon z prośbą o ratunek…

Jak się okazuje w zniknięcie zamieszany jest starszy brat chłopaka – Jimmy i jego dziewczyna Flick, z którą w toku lektury Robin próbuje nawiązać nić porozumienia, by zyskać kolejny trop w prowadzonym śledztwie.

Całość rzecz jasna osadzona jest w Londynie, z całym jego spektrum klasowym – od dzielnic zamieszkiwanych przez arystokrację, aż do tych zasiedlanych przez antyglobalistów, w szeregi, których muszą przeniknąć współpracownicy głównych bohaterów. Robin również nie stroni od metamorfoz mistyfikowanych na potrzeby śledztwa.

Dzięki tej opowieści czytelnik ma też szansę podejrzeć nieco, jak wygląda codzienność w Izbie Gmin.

Dla mnie plusem tego tomu jest fakt, iż jest on znacznie mniej naszpikowany brutalnością niż części 2 i 3. Natomiast mam też wrażenie, że choć są momenty, w których akcja toczy się wartko to znaczna część powieści jest zwyczajnie przegadana, a przez to bywa nużąco.

Jak już wcześniej pisałam relacja między dwojgiem głównych bohaterów wciąż jest w fazie kreatywnej, że się tak wyrażę i w sumie mnie osobiście ten wątek ciekawi najbardziej, a intrygujące meandry śledztwa są rzecz jasna sympatycznym dodatkowym smaczkiem.

Czy Billy się odnajdzie i czy miał rację w sprawie wspomnianego wcześniej dziecka? Czy szantażysta zostanie ujawniony? Czy i tym razem dojdzie do morderstwa, a jeśli tak to kto i dlaczego go dokona, a kto padnie ofiarą? – odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie na kartach „Zabójczej bieli”.

Całość oceniam jako dosyć dobrą, aczkolwiek miejscami zawierającą dłużyzny książkę, a dodatkowa gwiazdka w ocenie należy się za zaskakujące zakończenie, bo takiego obrotu spraw w ogóle się nie spodziewałam.

Póki co, tak jak mam to w zwyczaju w przypadku niniejszego cyklu, na jakiś czas pożegnam się z jego bohaterami, ale gdy znów nieco odsapnę to na pewno sięgnę po 5 tom perypetii Cormorana i Robin.

Myślę, że fani tego cyklu zrobią/zrobili podobnie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 3 grudnia 2025

Czy promyk nadziei może tlić się w ciemności?

 

„Nadzieja pośród ciemności” to debiut literacki Toda Lendinga. W książce tej poznajemy 17-letniego Rubena, który wraz ze swoim ojcem prowadzi sklep z ekskluzywnymi parasolami.

Chłopak zakochany jest z wzajemnością w Zeldzie. Jednakże beztroska młodych ludzi i ich marzenia o przyszłym szczęściu zostają brutalnie przerwane, gdy wybucha II Wojna Światowa. W wyniku tych wydarzeń i wszystkiego, co one za sobą pociągają, ludność narodowości żydowskiej musi walczyć o przetrwane.

Zelda wraz z rodziną ucieka z miasta, co sprawia, że zostają z Rubenem rozdzieleni. Później na skutek pewnych, dramatycznych wydarzeń rodzina Rubena również zmuszona jest do zmiany miejsca pobytu, w związku z tym chłopak stawia sobie za punkt honoru odnalezienie ukochanej… Czy mu się uda? Przekonajcie się sami.

Na kartach tej powieści wiele się dzieje. Autor jednak kładzie w niej duży nacisk nie tylko na wydarzenia zewnętrzne, które rzecz jasna stanowią tło opowieści, ale zagłębia się także bardzo mocno w psychikę i emocje bohaterów.

Ukazuje nam ich zmagania ze stratą, wszechobecnym terrorem, głodem, strachem, niepewnością jutra etc. Jednakże pomimo tych niezwykle trudnych i bolesnych doświadczeń, jakie stają się udziałem bohaterów, śledzimy również ich determinację, niezłomność na wielu polach, heroizm we wspieraniu innych, a także gigantyczny hart ducha, który pomaga przeć do przodu pomimo wszystko.

Historia Rubena, Zeldy i ich rodzin jest bardzo poruszająca, zapadająca czytelnikowi w pamięć i skłaniająca go do stawiania sobie podczas lektury wielu pytań. W opowieści tej pokazane zostało również to, jak ważne w naszym życiu są relacje międzyludzkie. Rzecz jasna, na pierwszy plan wysuwają się te rodzinne, ale także wszelakie inne ich konfiguracje są w książce mocno podkreślone i dosyć dogłębnie opisane.

Opowieść ta, choć trudna, a momentami drastyczna i brutalna, niesie w sobie także tytułową nadzieję, która przejawia się w opisywanej miłości, oddaniu na rzecz drugiego człowieka, czy podejmowaniu prób ochrony bezpieczeństwa i życia innych, często z narażeniem własnego.

Jest to emocjonalny gejzer, który z całą pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaś styl autora, choć bywa mroczny i duszny, bo tego wymaga poruszona tematyka, jest także na swój sposób porywający i dający wiele furtek do różnorodnych przemyśleń.

Poznajcie zatem losy Rubena i innych bohaterów tej opowieści niejako współtowarzysząc im w przeżyciach, emocjach i rozterkach jakie stają się ich udziałem na kartach powieści.

Jeśli szukacie dosyć obszernej lektury będącej fikcją literacką, lecz nieco opartą o kanwę prawdziwych wydarzeń to myślę, że książka ta spełni Wasze oczekiwania.

 
 

piątek, 21 listopada 2025

"Śmierć jest jak gwiazda rocka, która zawsze przyciąga publiczność..."

 

Myślę, że wielu z Was zna, a część pewnie słyszało o cyklu powieści z Cormoranem Strike’em w roli głównej. Ja co pewien czas sięgam po jedną z tych książek, o czym możecie przekonać się śledząc mojego bloga.

„Żniwa zła” to już trzecia odsłona przygód detektywa Cormorana Strike’a oraz jego błyskotliwej i zdeterminowanej współpracownicy Robin Ellacott.

Tym razem początkiem sprawy staje się przesyłka, którą Robin otrzymuje na adres agencji. Jej zawartość okazuje się przerażająca, gdyż jest to odcięta kobieca kończyna…

Tak oto rozpoczyna się zawiłe śledztwo, w którym Strike ma własne, inne niż policja, podejrzenia… Jak możecie się domyślać to ich tropem decyduje się w pierwszej kolejności podążyć.

Śledztwo rzecz jasna jest obszerne i mocno zawiłe J.K.Rowling pod pseudonimem R. Galbraitha bardzo umiejętnie kluczy i myli tropy, sprowadzając czytelnika na coraz to inne manowce.

Za Cormoranem wciąż ciągnie się nierozliczona według niektórych przeszłość, a Robin, która stopniowo, acz nieuchronnie staje się prawą ręką detektywa, musi zmierzyć się ze swoimi demonami sprzed lat – czy to się uda? Dowiedzcie się z lektury.

Książka ta bywa mroczna i momentami dosyć brutalna. Fragmenty te podtrzymują jednak klimat napięcia, który jak wiadomo jest w kryminale niezbędny.

Oprócz wspomnianego wcześniej śledztwa obserwujemy również subtelny, lecz nieprzerwany rozwój relacji między Strike’em, a Robin. Jakim echem sytuacja ta odbije się na ślubnych planach bohaterki?

„Żniwa zła” podobnie jak poprzednie części tego cyklu są zgrabnym połączeniem zagadki kryminalnej z opisem relacji dwojga bohaterów znajdujących się w pewien sposób na życiowym zakręcie.

Jeśli więc lubicie tego typu połączenia to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do lektury. Odkryjcie wraz z Cormoranem i Robin, kto tym razem stoi za opisanymi wydarzeniami i dowiedzcie się czym są tytułowe żniwa.

Ja już niebawem zabieram się za czytanie kolejnego tomu, w którym zapewne czeka na mnie kolejna intrygująca sprawa do rozwikłania. Jak tylko zapoznam się z „Zabójczą bielą” to na pewno o niej tutaj przeczytacie.

A póki co zapraszam Was do sięgnięcia po „Żniwa zła” i zanurzenia się w klimat mrocznej zagadki, której rozwiązanie jest niczym misterna mozaika ułożona przez zaburzony umysł złoczyńcy, który podąża sobie tylko znanymi ścieżkami.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

środa, 16 lipca 2025

Leonie Swan powraca w nowej odsłonie.


Leonie Swan debiutowała na polskim rynku wydawniczym kilkanaście lat temu książką „Sprawiedliwość owiec”, która otworzyła cykl o tym samym tytule. Ja jednak na pierwsze spotkanie z twórczością autorki wybrałam jedną z jej ostatnio wydanych pozycji, czyli powieść pt. „Morderstwo w Sunset Hall”, czyli pierwszy tom cyklu: Śledztwa Agnes Sharp.

Z założenia miała to być komedia kryminalna, której główną bohaterką, jak możecie się domyślić jest tytułowa Agnes Sharp oraz kilkoro jej współmieszkańców, którzy wspólnie zamieszkują pod dachem Sunset Hall, które stanowi ich bezpieczną przystań na tzw. stare lata.

Choć mieszkańcy bardzo się od siebie różnią to żyją ze sobą w zgodzie i w oparciu o stworzone wspólnie zasady. Ich codzienna egzystencja toczy się w miarę stabilnie i spokojnie do czasu, gdy jedna z mieszkanek zostaje zastrzelona, a niebawem w sąsiednim domu, który jest nieco oddalony od Sunset Hall również dochodzi do zbrodni.

Tak oto zaczyna się śledztwo mieszkańców dotyczące tego co się dokładnie wydarzyło i kto za tym wszystkim stoi. Niejako szefową całej operacji jest tytułowa Agnes Sharp, czyli właścicielka domu.

Książka ta, jak już wcześniej wspomniałam, miała być z założenia komedią kryminalną, lecz dla mnie z komedią ma niewiele wspólnego, choć oczywiście można w niej znaleźć humorystyczne momenty. Jak dla mnie jest ich jednak zbyt mało jak na komediową opowieść.

W moim odczuciu jest to refleksyjna, obyczajowa historia o przemijaniu, odchodzeniu na własnych warunkach i decydowaniu o sobie w każdym momencie życia, dopóki tylko jest to możliwe.

Postacie w tej książce są bardzo różnorodne, a ich wzajemne relacje pokazują wiele perspektyw i torów, jakimi płynie ludzka codzienność. Losy bohaterów ukazują ich przyjaźń i wzajemne wsparcie, jakim na co dzień się obdarzają. Zwłaszcza że mają oni niesamowitą zdolność do ciągłego wpadania w kłopoty, więc co rusz muszą się nawzajem ratować z różnych opresji.

Nieodzownymi elementami tej opowieści są także charakterna żółwica Hettie i pies Brexit – ta dwójka wprowadza wiele zamieszania, ale również radości w życie Agnes i spółki.

Oczywiście śledzimy również wątek kryminalny, w którym sporo jest zawiłych tropów, a policja czasem bardziej przeszkadza niż pomaga… Oprócz kryminału znajdujemy tutaj również elementy thrillera psychologicznego, więc jest także coś dla fanów tego gatunku.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czy ekipa z Sunset Hall rozwikła sprawę i co ich jeszcze spotka to sięgnijcie po książkę.

Powieść tę czytało mi się nieźle. Sporo się w niej dzieje, ale chyba jednak spodziewałam się trochę czegoś innego więc po jej tom drugi raczej nie sięgnę. Niemniej jednak kiedyś na pewno jeszcze wrócę do książek tej autorki, gdyż na mojej półce czeka cykl Sprawiedliwość owiec, którego jestem bardzo ciekawa.

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 30 czerwca 2025

"Trzeba jedynie uwierzyć, że tam gdzie jest jakiś koniec, będzie i początek." - Uwierzyć tylko i aż...


Jojo Moyes podbiła serca polskich czytelniczek bestsellerowym cyklem o perypetiach Lou Clark, a jego otarcie, czyli powieść „Zanim się pojawiłeś” jest dziś śmiało można rzec pozycją kultową.

Z biegiem czasu ukazywały się kolejne opowieści, po które zawsze chętnie sięgam, a skoro tak to nie mogło być inaczej przy najnowszej książce pt. „Między końcem a początkiem”, która miała swoją premierę 18 czerwca.

Bohaterką historii jest 42-letnia Lila, która samotnie wychowuje dwie córki. Dzieje się tak, ponieważ została porzucona przez męża po wielu latach małżeństwa. Jej największym wsparciem jest ojczym – Bill – który zamieszkał z nią i przybranymi wnuczkami, po śmierci swojej żony, a jednocześnie matki Lili.

Jak więc widzicie, świat Lili chwieje się w posadach, a jakby tego było, mało każdego dnia w szkole córek spotyka nową partnerkę Dana, która spodziewa się jego dziecka. A w związku z tym spadają na nią ostentacyjne spojrzenia i szepty innych rodziców…

Mimo wszystko Lila dzięki swojej przyjaciółce, córkom i Billowi stara się nie poddawać i krok po kroku uparcie przemierzać każdy kolejny dzień. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy nad kobietą zawisa widmo problemów finansowych, a w jej drzwiach pojawia się biologiczny ojciec Gene…

Książka ta odzwierciedla wiele problemów kobiet w średnim wieku, które na skutek pewnych okoliczności niejako zmuszone są budować swoje życie na nowo pomimo dotychczasowego bagażu doświadczeń.

Jednakże część tej opowieści pokazana została oczyma nastoletniej córki bohaterki – Celie. Dzięki jej postaci unaocznione zostały problemy młodych ludzi związane m.in. z wszechobecnym dziś hejtem i wykluczeniem – autorka ukazuje czytelnikowi skąd niekiedy bierze się bunt i wcale nie jest to oczywiste…

Prócz zmagań młodej bohaterki z wyżej wspomnianymi zjawiskami śledzimy również podejmowane przez nią próby odnalezienia się w zupełnie nowej sytuacji rodzinnej – czy to się uda? Zapraszam do lektury.

Bohaterowie najnowszej prozy J. Moyes są bardzo różnorodni, co sprawia, iż historia ta ma wiele perspektyw. W trakcie lektury przemierzamy wraz z Lilą długą drogę od rodzinnego kryzysu, poczucia odrzucenia i samotności poprzez wewnętrzne dojrzewanie i dawanie drugiej szansy sobie i innym oraz świadome otwarcie się na nowe uczucie, aż po pogodzenie się z trudnymi prawdami i wyprostowanie skomplikowanych relacji rodzinnych na tyle by dało się odetchnąć w nich pełną piersią.

Losy pozostałych postaci również są zajmujące i skłaniają do wielu przemyśleń dotyczących tego, co spotyka człowieka na różnych etapach jego życia wywołując różnorodne emocje, reakcje i ich następstwa. Jak się okazuje najczęściej nic w naszym życiu nie jest proste, jednoznaczne i jednowymiarowe.

„Między końcem a początkiem” to historia pełna emocji, z którymi stykają się i muszą wobec nich odnaleźć nakreślone postacie. Fabuła niniejszej publikacji sprawia, iż bardzo łatwo jest nam utożsamić się z bohaterami. Sprawia to, że tym bardziej kibicujemy ich życiowym zmaganiom, ciesząc się ich wzlotami i smucąc upadkami.

Książka skłania do refleksji nad tym, że tak naprawdę zawsze jesteśmy między jakimś końcem, a początkiem – bo takie właśnie jest życie.

Polecam Wam tę ciekawą, toczącą się niespiesznie, bardzo mądrą i ciepłą w gruncie rzeczy opowieść.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 16 czerwca 2025

"Apetyt na życie pochodzi z serca."


Przypuszczam, że większość z Was oglądała film „Nietykalni”. Produkcja ta weszła na kinowe ekrany w 2011 roku, jej scenariusz i reżyseria wykreowane zostały przez Panów: Oliviera Nakache i Érica Toledano, a jedną z głównych ról - Drissa - zagrał Omar Sy.

Zastanawiacie się zapewne skąd takie nawiązanie, ano stąd, że dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam nieco o książce „Odmieniłeś moje życie…”, w której Abdel Sellou, który jest pierwowzorem filmowego Drissa snuje autobiograficzną opowieść o swoim życiu.

Abdel opisuje w niej swoje dzieciństwo i „przekazanie” w ręce wujostwa, burzliwą młodość oraz to jak trafił do domu Philippe Pozzo di Borgo i choć zamierzał być tam tylko przez chwilę to został aż na 10 lat… Zyskując w osobie sparaliżowanego arystokraty nie tylko podopiecznego, a wraz z nim wikt i opierunek w luksusowych warunkach, lecz przede wszystkim przyjaciela i życiowego mentora, choć do tego ostatniego przez długi czas Abdel nie przyznawał się nawet sam przed sobą.

Jest to szczera do bólu i pozbawiona ubarwień historia człowieka, który przeszedł bardzo długą drogę do tego, by stać się tym, kim jest dziś. Mimo że na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to Abdel włożył w relację Philippe znaczne więcej, gdyż de facto stał się na lata jego rękoma i nogami to podczas lektury książki okazuje się (wielokrotnie podkreśla to w swoim tekście sam Abdel), że to jego życie odmieniło się dzięki temu, iż znalazł się u boku Pozzo (jak sam zwykł go nazywać).

„Odmieniłeś moje życie…” to opowieść o przyjaźni, zyskiwaniu nowych szans i nowego spojrzenia na życie, świat i ludzi oraz o tym, że dawanie i branie może przybierać bardzo różne formy. Mowa w niej o radości życia i czerpaniu z niego pełnymi garściami pomimo wszystko.

Historia ta nie jest zbyt długa, ale niezmiernie treściwa, a jej echo pozostaje w czytelniku na długo. Mimo iż życiowa droga Abdela od swych początków nie była łatwa to jego opowieść tchnie nadzieją i optymizmem. Autor absolutnie nie ma tendencji do użalania się nad sobą i swoim losem. Bierze wszystko takim, jakim jest i na różne sposoby, mniej lub bardziej udane, próbuje „szyć” swoją codzienność. Zmiany przychodzą zaś w zupełnie niespodziewany sposób, powoli i niepostrzeżenie kierując jego życie na zupełnie inny tor…

Jeśli macie ochotę poznać losy Algierczyka żyjącego we Francji, którego życie przewrotny los splata z całkowicie sparaliżowanym arystokratą poznajcie koniecznie opowieść Abdela, którą napisało samo życie, a ono jak wiadomo potrafi zaskoczyć.

Zachęcam Was do zapoznania się z książką, a jeśli jednak jeszcze nie widzieliście to z filmem również.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 21 maja 2025

Mocno poruszająca lektura...


Z postacią Abby Johnson i jej historią zetknęłam się po raz pierwszy w roku 2013 przy lekturze książki „Nieplanowane”. Mimo iż minęło tyle lat to pamiętam, że publikacja ta bardzo mocno mnie poruszyła.

Nic więc dziwnego, że kiedy w roku 2020 ukazała się pozycja „Ściany będą wołać” tej samej autorki, napisana we współpracy z amerykańską dziennikarką i reporterką Kristin Detrow, to pomyślałam, że kiedyś na pewno zapoznam się i z tą publikacją.

Tak też się stało w ostatnim czasie i muszę Wam powiedzieć, iż jest to kolejna wstrząsająca książka. Zawarte zostały w niej świadectwa różnych osób, którym często po wielu latach pracy udało się wyrwać z tzw. przemysłu aborcyjnego.

Aby nie narażać tych ludzi na jeszcze większe napiętnowanie i nie pogłębiać traumy, z jaką i tak osoby te będą się zmagać zapewne do końca życia, autorka pisze o wszystkim w pierwszej osobie. Dzięki temu nie sposób rozszyfrować, kto tak naprawdę opowiada dany fragment.

Pozycja ta z jednej strony pokazuje, co tak naprawdę dzieje się wewnątrz tego typu placówek, gdzie ludzkie osamotnienie, życiowe zagubienie, przytłoczenie sytuacją, lęk i desperacja kobiet stają się motorem brutalnego biznesu.

Z drugiej strony natomiast pokazane zostało, jak mocno może zostać zmanipulowany zwyczajny człowiek, który jest w 100% przekonany, że poprzez swoją pracę pomaga kobietom wyjść z kłopotów i podbramkowych sytuacji życiowych.

Aktualnie tematyka podjęta w tej pozycji jest bardzo często poruszaną i budzącą ogrom społecznych emocji kwestią. Dlatego uważam, że pomimo jej ciężkiego kalibru warto się z nią zapoznać, choć z całą pewnością nie jest to łatwe.

Wbrew pozorom nie jest to jednak książka wyłącznie przytłaczająca i druzgocąca. Świadectwa w niej opisane stanowią przysłowiowe światełko w tunelu i traktują o wielkich życiowych nawróceniach oraz przebaczeniu, które – choć nie jest to łatwy proces – odmienia człowieka i jego życie nawet po najgorszych życiowych dramatach.

Abby jest dziś zupełnie innym człowiekiem, który w ruchu pro life niesie rzeczywistą pomoc kobietom. Otwarcie mówi jednak też o własnej przeszłości po to, by otwierać oczy tym, którzy w jakikolwiek sposób tkwią nadal w matni tego tragicznego procederu, który przecież cały czas się dzieje…

Nie oceniam tej pozycji na ilość gwiazdek czy jakąkolwiek inną notę, gdyż według mnie nie sposób poddawać ocenie świadectw i przeżyć osób, które wykazały się niebagatelną odwagą, aby podzielić się ze światem tego typu doświadczeniami.

Chociaż była to bardzo trudna, przenikająca czytelnika na wskroś i pełna wielu, często skrajnych, emocji lektura to absolutnie nie żałuję poświęconego jej czasu. Nie jestem jednak w stanie polecić Wam lub odradzić zapoznania się z tą publikacją – każdy z Was samodzielnie musi zmierzyć się z pytaniem, czy jest gotów sięgnąć po tego typu pozycję, a jeśli odpowiedź brzmi tak to stawić czoło wszystkiemu, co znajduje się na jej kartach.


 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 19 maja 2025

"Księżycowa winnica" - Carli Montero zaprasza na swe intrygujące karty.


Carla Montero debiutowała powieścią „Wiedeńska gra”, która ukazała się w Polsce nakładem Domu Wydawniczego Rebis w listopadzie 2013 roku. Moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki miało zaś miejsce za sprawą powieści „Złota skóra”, którą przeczytałam w roku 2014. Chociaż od tamtej chwili w mojej biblioteczce przybywało opowieści spod pióra tej prozatorki to dopiero jej najnowszy tytuł „Księżycowa winnica” skłonił mnie do ponownego sięgnięcia, po tak wielu latach, po tę najnowszą publikację autorki.

Akcja rozpoczyna się w przededniu II Wojny Światowej w burgundzkiej winnicy markizów Montauban, gdzie do rodzinnego domu przyjeżdża Octave ze swoją świeżo poślubioną żoną – Aldarą – którą chce przedstawić ojcu, zanim wyruszy, by walczyć… Senior rodu Montaubanów jest mocno wzburzony decyzją syna o poślubieniu praktycznie nieznajomej kobiety, która ewidentnie skrywa jakąś tajemnicę…

Jak już wcześniej wspomniałam, wojenna zawierucha przerywa małżeńskie szczęście, pozostawiając młodą kobietę samą w obcym miejscu i ze sprawiającym wrażenie chłodnego w obyciu, mocno nieufnym teściem.

Na takiej oto intrygującej podstawie Carla Montero osadza ciekawą, pełną ludzkich perypetii i skomplikowanych losów opowieść toczącą się w wojennych realiach. Śledzimy życie Aldary, która próbuje odnaleźć się w nowym życiu, domu i winnicy jednocześnie spodziewając się dziecka. - Jak możecie się domyślać nie jest to proste.

Przychodzi także moment, że do posiadłości wraca wyrachowany brat Octava (który w międzyczasie trafia do obozu jenieckiego) – Romain, a u drzwi Domaine du Clair de Lune staje okupant… W związku z tym dotychczasowa sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, a wierzcie mi, nie jest to koniec perturbacji, jakie staną się udziałem naszej bohaterki.

Carla Montero roztacza przed czytelnikiem wielowątkową i wielopłaszczyznową historię, w której centrum stawia charyzmatyczną, tajemniczą kobietę, o której początkowo wiemy niewiele prócz tego, iż jest hiszpańską emigrantką, a na jej twarzy widnieje niedająca się nie zauważyć blizna…

Historia Aldary i winnicy Montaubanów to opowieść o miłości (również tej zakazanej), przyjaźni, lojalności, wadze rodzinnego dziedzictwa, trudnych rodzinnych relacjach, samotności, a zarazem sile ducha, która pozwala przetrwać w bardzo trudnych, niepewnych i niebezpiecznych czasach. Mowa w niej również o odwadze, otwartości na drugiego człowieka, a także o tym, że nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, bo może być to bardzo krzywdzące.

„Księżycowa winnica” to ponad 500 – stronicowa, napisana pięknym, przystępnym językiem i bogata w detale związane z miejscem i czasem akcji proza – pełna pasji, emocji, rozterek bohaterów, ich trudnych i często niejednoznacznych wyborów oraz wiedzy na temat branży winiarskiej, co dodaje całości wyjątkowego smaku i kolorytu.

Jesteście ciekawi dziejów wiekowej burgundzkiej winnicy oraz losów i przeszłości młodej, zdeterminowanej kobiety, która nigdy się nie poddaje? Jeśli tak to polecam Wam tę lekturę, a sama na pewno jeszcze nie raz sięgnę po książki tej autorki.

Na koniec mały smaczek, otóż miałam okazję spotkać autorkę podczas Targów Książki w Krakowie, w 2017 roku, czego owocem są podpisane powieści i ta fotografia:


 

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 14 maja 2025

"Gdy krzywdy nie da się opisać zapada milczenie..."

 

Dziś opowiem Wam o książce poruszającej bardzo trudny, a zarazem delikatny temat, jakim jest molestowanie seksualne.

W powieści „Milczenie” poznajemy nastoletnią Malwinę, która pada ofiarą takich właśnie czynów ze strony jednego z członków bliskiej rodziny. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, większość bliskich nic nie wie o zaistniałej sytuacji, natomiast babcia dziewczyny przymyka oko na to, czego dopuszcza się jej mąż… Po jej śmierci wnuczka zostaje zobligowana do zaopiekowania się samotnym dziadkiem, tym bardziej że przecież jest jego oczkiem w głowie…

Autorka ukazuje zmaganie się z traumą oraz próby poszukiwania własnej tożsamości przez bohaterkę w obliczu tego, czego doświadczyła.

Rzecz działa się w dosyć zamkniętym środowisku, co staje się punktem wyjścia do refleksji na temat zmowy milczenia panującej w niewielkich, a co za tym idzie hermetycznych społecznościach.

Historia Malwiny przepełniona jest wieloma różnorodnymi emocjami, które kotłują się w tej młodej osobie, która musiała dorosnąć w bardzo dramatyczny sposób w poczuciu winy, wewnętrznego zagubienia i osamotnienia.

B. T. Hanika na kartach swojej książki ukazała bardzo szerokie spektrum międzyludzkich relacji, które niejednokrotnie bywają ogromnie trudne i odciskają piętno na całym życiu. Wraz z bohaterką czytelnik doświadcza również całej gamy emocji i refleksji nad przemijaniem, przebaczeniem i meandrami, jakimi podąża ludzka pamięć.

Ta niespełna 220 stronicowa publikacja niesie w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny. Dramatyczne wydarzenia, z którymi na jej kartach zmaga się bohaterka stają się także polem do przemyśleń na temat tego, jak poważne skutki może mieć brak dialogu zarówno w momencie doświadczania traumatycznych wydarzeń, jak i również w późniejszym procesie wychodzenia z bolesnych doświadczeń.

„Milczenie” to studium ludzkich relacji i emocji. Perypetie Malwiny są ogromnie poruszające. A dogłębna analiza ludzkiej psychiki skłania czytelnika do bardzo wielu refleksji nad człowiekiem i jego postępowaniem wobec innych.

Jeśli czujecie się na siłach, by poznać tego typu historię to sięgnijcie po tę pozycję. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jest to jednak lektura dla każdego, więc decyzję o jej ewentualnym przeczytaniu pozostawiam każdemu indywidualnie.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 13 maja 2025

Wzajemne relacje w osnowie kinematografii.


Po książkę „Klub filmowy” Davida Gilmoura sięgnęłam za namową mojego męża, któremu pozycja ta bardzo przypadła do gustu. Jeśli o mnie chodzi to nie do końca było mi po drodze z tą lekturą…

Autor w momencie pisania tej książki (publikacja wydana w roku 2011) był ojcem, dosyć krnąbrnego i mającego ogromną awersję do obowiązku szkolnego, nastolatka. David Gilmour opisuje swoje próby dotarcia na różne sposoby do zbuntowanego chłopaka, lecz nic nie przynosi pożądanego efektu… W przypływie pewnego rodzaju desperacji autor proponuje Jessemu pewien układ – może on zostać w domu, nie uczęszczać na zajęcia szkolne i nie poniesie z tego tytułu żadnych konsekwencji – jedyny warunek jest taki, że ma on oglądać 3 wybrane przez ojca filmy tygodniowo, o których będą potem dyskutować. Chłopak przystaje również na to, by trzymać się z dala od używek.

Początkowo młodemu mężczyźnie wydaje się to niezbyt wygórowana cena za możliwość porzucenia nauki i życia na przysłowiowym luzie właściwie w każdym aspekcie.

Tak oto zaczyna się rozłożona w czasie podróż w głąb relacji ojca i syna. Poprzez obejrzane najlepsze i najgorsze produkcje wszech czasów przyglądamy się poszukiwaniom własnej życiowej ścieżki przez młodego człowieka oraz próbie przekazania mu przez ojca wiedzy i pewnego życiowego doświadczenia.

Czy staną się one dla Jessego jakimikolwiek punktami odniesienia, gdy będzie dokonywał własnych wyborów? – odpowiedź znajdziecie w książce.

Jest to historia o tyle specyficzna, że umieszczono w niej wiele recenzji filmowych. Mnie było z nią nieco pod górkę, gdyż oglądane przez panów gatunki, np. thriller fantastycznonaukowy, horror, czy sci-fi itp., nie należą do zbyt lubianych przeze mnie gatunków filmowych.

Jednakże warte uwagi jest z całą pewnością to, że właściwie wszystko, co oglądają staje się punktem wyjścia do rozmów na bardzo różne tematy, które inaczej zapewne trudno byłoby im poruszyć. Są wśród nich, związki, miłość, przyjaźń, praca odpowiedzialność za dokonywane czyny i wybory etc.

Możecie się więc domyślać, skądinąd słusznie, że ta stosunkowo niewielka objętościowo pozycja niesie w sobie nieco zawoalowany, lecz wartościowy przekaz. Ukazana w niej relacja pomiędzy ojcem a synem mimo iż toczy się w nieco innych niż nasze realiach, może według mnie mieć wiele wspólnych punktów w kontekście samych relacji na linii rodzic – dziecko/ojciec – syn również dla polskich czytelników.

Jeśli lubicie filmowe klimaty wokół, których oplecione są międzyludzkie relacje to myślę, że książka ta może Wam się spodobać.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 9 kwietnia 2025

"Każdy ma jakąś historię do opowiedzenia"


W „Powierniczce opowieści” jej autorka Sally Page ukazuje czytelnikom postać Janice. Jest to kobieta w średnim wieku, prowadzi dosyć monotonne życie u boku męża, z którym coraz mniej ją łączy, a jej codzienność oscyluje w większości wokół pracy, która polega na sprzątaniu na zlecenie. Aby, choć trochę oderwać się od tej rutyny kobieta ma nietypowe hobby – kolekcjonuje w swojej głowie zasłyszane w różnych miejscach opowieści, a gdy jest jej trudno, przywołuje najpiękniejsze z nich ku pokrzepieniu serca.

Nasza bohaterka uważa, że każdy ma swoją historię. Własną jednak spycha w najdalsze zakamarki pamięci, nie mając odwagi nikomu jej opowiedzieć – Czy to się kiedyś zmieni? – odpowiedź z pewnością znajdziecie na kartach „Powierniczki opowieści”.

Na skutek pewnych wydarzeń, o których przeczytacie w książce, Janice poznaje ekscentryczną starszą panią nazywaną przez nią Panią B. Kobieta również zaczyna opowiadać Janice pewną historię… Czy obie panie znajdą nić porozumienia, jakie ewentualne zmiany zajdą w związku z tym w ich życiu? Zapraszam do lektury.

Fabuła „Powierniczki opowieści” toczy się bardzo niespiesznie. Jest nieco melancholijna, a momentami mocno refleksyjna. Splecione w niej historie są bardzo różnorodne, podobnie jak bohaterowie.

Mimo że na pierwszy rzut oka opowieść ta może się wydawać nieco monotonna to pod jej „wierzchnią warstwą” kryje się bardzo dużo różnorakich emocji, ponieważ doświadczenia bohaterów niewątpliwie odciskają na nich swoje znamiona.

Jest to opowieść o poszukiwaniu siebie i otwieraniu się na innych. O wielkiej miłości, lecz także o dopiero kiełkującym nieśmiało uczuciu, o wzajemnych relacjach, które postrzegamy nie zawsze zgodnie ze stanem faktycznym, a rozmowa na ich temat jest niezwykle ważna i może zmienić naszą optykę na wiele aspektów.

Autorka pokazuje, że człowiek ma wiele historii, w zależności od etapu życia, w jakim aktualnie się znajduje oraz od płaszczyzny, na jaką akurat się spojrzy, bo jak wiele pryzmatów, tak wiele w człowieku opowieści.

A żeby dodać książce nieco humoru i szczyptę lekkości Sally Page umieściła na kartach swojej opowieści rozgadanego foksteriera Decjusza, którego wewnętrzny monolog, słownictwo i cięte riposty rozbawiają czytelnika nie jeden raz.

Jeśli chcecie poznać losy Janice, jej pracodawców, przyjaciół oraz tych, którzy w toku historii stają na jej drodze skłaniając ją do przemyśleń i inspirując do zmian, otwierania się, wybaczania samej sobie oraz poszukiwań własnego szczęścia to zapraszam Was do lektury tej subtelnej, a jednocześnie niepozbawionej emocji powieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *