Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 czerwca 2026

Krzysztof - druga odsłona cyklu Burza na Podlasiu

 

Powieść zatytułowana „Krzysztof” to drugi tom cyklu Agnieszki Panasiuk – Burza na Podlasiu.

Chociaż tytuł sugeruje, że w tej części bardziej pochylimy się nad losami tytułowego bohatera to w moim odczuciu nadal zgłębiamy perypetie Anastazji, która na skutek pewnych wydarzeń musi uciekać z Białej.

Przy wsparciu członków PPS-u znajduje ona schronienie i swoje miejsce w Worońcu, gdzie przypadkowo poznaje swoją ciotkę Eugenię i dociera do tajemnic dotyczących jej korzeni oraz kolejnych rodzinnych sekretów, które po raz kolejny wywracają jej świat do góry nogami…

Koleje losu Krzysztofa oczywiście również są tutaj nakreślone, śledzimy jego przemianę z dążącego do poprawy losu innych ideowca w zagorzałego rewolucjonistę.

Niemniej jednak, jak już wcześniej wspomniałam, prym nadal wiedzie Anastazja. (Nie do końca rozumiem zamysł podzielenia tej opowieści na dwa tomy...)

Mimo że przebywa niejako na wygnaniu, jej życie płynie przyjemnie, spokojnie, wśród życzliwych ludzi i przy pracy, którą lubi. Jedynym co spędza kobiecie sen z powiek jest przymusowa rozłąka z matką i braćmi, gdyż Urszula również przebywa już poza domem.

W tym tomie także możemy poczytać o sytuacji społeczno – politycznej w ówczesnych czasach. Autorka ponownie przybliża czytelnikom rewolucyjną codzienność bohaterów niniejszej historii, która coraz bardziej się zaognia i komplikuje.

Jeśli zaś chodzi stricte o naszych bohaterów to indywidualnie mierzą się oni z różnorakimi rozterkami emocjonalnymi i uczuciowymi, co dotyczy przede wszystkim Anastazji. Kobieta otrzymuje wiadomość, która skłania ją do powrotu do Białej i zmierzenia się z tym, co tam zastaje.

Krzysztof Wilczyło okazuje się zaś być zupełnie innym człowiekiem niż ten, który jawił się Anastazji wcześniej i powodował drżenie jej serca. W jej życie nieśmiało, acz sukcesywnie wkracza jednak kolejny adorator – Ignacy Szymański.

„Krzysztof” to pełna wielu, często skrajnych, emocji opowieść o ludziach wrzuconych w wir historii. Ich osobiste koleje losu również nie należą do łatwych, a bagaż doświadczeń spoczywający na ich barkach determinuje ich decyzje, wybory i spojrzenie na świat, które ewoluuje często diametralnie pod wpływem nabywanej stopniowo wiedzy, chociażby na temat postępowania najbliższych.

Zatem jak widzicie cały cykl Burza na Podlasiu to z jednej strony opowieść historyczna, w której znów doskonale widać patriotyzm lokalny autorki, z drugiej natomiast ukazane zostały losy i codzienność zwyczajnych ludzi w obliczu rewolucyjnych przemian, które mocno rzutują na życie jednostki.

Jeśli macie ochotę poznać dalsze perypetie Anastazji, Krzysztofa i ich współbohaterów oraz zajrzeć na karty historii Podlasia to zapraszam Was do przeczytania tego tomu, jak i całej tej dylogii.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 24 czerwca 2026

Anastazja - pierwszy tom dylogii Burza na Podlasiu.


Czy znacie powieści pani Agnieszki Panasiuk? Ja z twórczością tej autorki zetknęłam się już kilkakrotnie i miałam okazję, podobnie jak tym razem, jej patronować.

„Anastazja” to pierwsza część dwutomowego cyklu Burza na Podlasiu. Jej główną bohaterką jest tytułowa Anastazja Cichosz, która po kilku latach nauki w prawosławnym instytucie prowadzonym przez mniszki powraca w rodzinne strony.

Młoda, pragnąca jak najbardziej gruntownego wykształcenia kobieta, jest nieco zdruzgotana koniecznością powrotu pod strzechę apodyktycznego i wybuchowego ojca, który trzyma rodzinę żelazną ręką… Wincenty stanowi gigantyczny kontrast dla swojej małżonki – zupełnie potulnej, schorowanej Aurory, a w rodzinie są jeszcze nastoletnia Urszula oraz bliźniacy – Felek i Florek.

Anastazja po powrocie do Białej nie może się odnaleźć i z pewnych względów czuje się mocno wyizolowana wśród lokalnej społeczności. Postanawia się jednak nie zrażać i w miarę możliwości dzielić się swoją wiedzą oraz nabytymi umiejętnościami z lokalną ludnością, co nie jest wcale takie łatwe w panującym ustroju oraz pod czujnym okiem głowy rodziny.

Autorka poprzez perypetie Anastazji kreśli przed czytelnikami lokalną rewolucję, która miała miejsce w 1905 roku, w opisanych okolicach. Barwnie oddane tło społeczno – obyczajowe stanowi niewątpliwy atut niniejszej opowieści.

Losy młodej światłej kobiety splatają się tutaj z losami Krzysztofa Wilczyło – inżyniera, idealisty i zapalonego działacza PPS-u, do którego idei próbuje przekonać także Anastazję – czy to się uda? Przeczytajcie sami.

W tej opowieści młodość przenika się z ideałami, pędem do wiedzy i szeroko pojętej świadomości, lecz wszystko to nie jest łatwe do realizacji w czasach współczesnych bohaterom.

Agnieszka Panasiuk w sposób bardzo plastyczny oddaje tło historyczne opisywanych wydarzeń. Ze stron jej powieści bije ogromny patriotyzm lokalny, a na przykładzie opisanych bohaterów ukazane zostały trudne relacje rodzinne i wiele sekretów, które stopniowo wychodzą na jaw.

Oprócz ich prywatnych kolei losu autorka opisuje też mnóstwo zawiłości społeczno – obyczajowych i politycznych, które prowadzą do burzliwych wydarzeń szkolnego strajku, który zamyka niniejszy tom.

Jeśli macie ochotę poznać perypetie Anastazji, a poprzez jej postać szczyptę historii Białej Podlaskiej to zapraszam Was do tej lektury, a sama kończę jej drugi tom, o którym poczytacie u mnie już niebawem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 19 czerwca 2026

"W każdej ciemności znajduje się iskra światła..."


Zapewne wśród moich odbiorców są tacy, którzy lubią i cenią twórczość Magdy Knedler, gdyż ma ona w swoim literackim dorobku wiele różnego typu pozycji osadzonych w różnych gatunkach, więc właściwie każdy znajdzie coś dla siebie.

Dzisiaj opowiem Wam o najnowszej powieści pt. „Kasandra w ruinach”, która rozpoczyna dylogię o tej samej nazwie.

Akcja toczy się dwutorowo. Popowstańcza, wciąż zasypana gruzami Warszawa, a w niej Stanisław Rusecki, ratujący wraz z kompanami przed zniszczeniem bezcenne literackie dziedzictwo narodowe i szukający swojej przyjaciółki Kasandry, po której ślad zaginął, gdy przeprowadzała swojego niewidomego ojca przez zniszczone miasto – to jedna z osi opowieści.

Druga perspektywa to wcześniejsze losy Kasandry – dziecka, dziewczyny, a potem kobiety niepokornej, wymykającej się wszelakim schematom, posiadającej pasję i ciekawość życia, która pcha ją do przodu pomimo różnych ograniczeń i przeciwności.

Na przykładzie bohaterki autorka ukazała toksyczne i zawiłe relacje rodzinne oraz zmagania Kasandry z własną odmiennością, a także trudnym do udźwignięcia darem jasnowidzenia, który chwilami staje się swego rodzaju przekleństwem kobiety. Widzi ona bowiem rzeczy z przyszłości, które są zdecydowanie ponad jej ogromną wrażliwość.

Jest to opowieść o przyspieszonym dorastaniu, uwarunkowanym nie tylko wydarzeniami historycznymi. Postać głównej bohaterki jest ogromnie wyrazista mimo różnorakich trudów, z jakimi od najmłodszych lat musi się mierzyć na wielu płaszczyznach.

Być może właśnie dlatego czytelnik dosyć mocno się z nią utożsamia i kibicuje jej w kolejnych sprawach i wydarzeniach będących jej udziałem.

Tło historyczne tej opowieści również jest misternie oddane, a na kartach opowieści spotykamy sporo autentycznych postaci, co nadaje historii jeszcze bardziej przejmujący klimat.

„Kasandra w ruinach” to poruszająca historia o zagubieniu pośród nieprzebranego chaosu. Owy stan nie przejawia się jednak w stagnacji i bezradności, lecz w działaniu i stawianiu czoła przeciwnościom.

Mowa w niej również o różnorodnych, niekiedy skrajnych, odczuciach i emocjach bohaterów oraz ich ogromnej fascynacji i szacunku dla szeroko pojętej literatury.

Kasandra stanowi portret kobiety niezłomnej, walczącej nie tylko o siebie, ale również o innych. Jej postać pokazuje też, że odmienność może być atutem, a nie życiową zawalidrogą. Jej postawa to świadectwo tego, jak ważne są w życiu, człowieczeństwo, odwaga, równe szanse dla wszystkich…

Pogmatwana sytuacja rodzinna bohaterki dobitne ukazuje skrajności – z jednej strony mrok, a z drugiej blask rodzinnych więzi – o co dokładnie chodzi? Przekonajcie się sięgając po powieść.

Książka ta z pewnością zostanie w mojej pamięci na długo zarówno ze względu na jej rys historyczny, jak i postać oraz losy bohaterki, która każdego dnia na swój sposób odradza się niczym mityczny feniks z popiołów, by iść dalej pomimo wszystko…

A już niebawem – 15 lipca – drugi tom tej niezwykłej historii. Powiem Wam, że jestem ogromnie ciekawa, czy Staszkowi uda się odnaleźć Kasandrę? Jak potoczą się ich dalsze losy?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 25 maja 2026

„Drzewa pochylają się pod ciężarem przeszłości, ale nie łamią. Potrafią trwać, jeśli tylko pozwoli im się rosnąć w spokoju.”


O książce „Dzieci wierzby” autorstwa Pani Małgorzaty Stasiak dowiedziałam się za pośrednictwem Wydawnictwa Mięta, pod którego szyldem ukazała się niniejsza publikacja.

W powieści poznajemy Karolinę, kobietę po pięćdziesiątce, która od wielu lat żyje w niezbyt szczęśliwym małżeństwie z Adamem, który jak się okazuje, ma własny pomysł na zupełnie nowe życie. Na skutek związanych z tym wydarzeń nasza bohaterka zmuszona jest sprzedać dotychczasowe lokum i ponownie zamieszkać z matką – Danką, właściwie wieczną hipiską, z którą zawsze miała niełatwą relację.

Danka zaś w pewien sposób dzieli lokum ze swoją najlepszą przyjaciółką Dzidzią, która niestety bardzo podupada na zdrowiu. Mocno zaniepokojona stanem przyjaciółki Danka postanawia zawezwać jej syna, który wiele lat temu wyemigrował z Polski.

W ten sposób ponownie krzyżują się drogi Karoliny i Kuby, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, lecz na lata stracili ze sobą kontakt.

Kuba od zawsze był introwertykiem i dużo lepiej odnajdywał się w „towarzystwie” natury niż ludzi… Nie inaczej było na emigracji, gdzie pracował jako dendrolog wśród swoich ukochanych drzew. Po powrocie do Polic musi zmierzyć się z chorobą Dzidzi, lecz również z powrotem do środowiska, z którego niegdyś uciekł...

Przez pryzmat losów tak różnorodnych bohaterów Pani Małgorzata Stasiak nakreśliła słodko – gorzką historię o ludziach z krwi i kości, ich pogmatwanym życiu oraz zawikłanych relacjach, które do dziś kładą się cieniem na ich egzystencji.

Właściwie każda z postaci opisana na kartach tej książki nosi w sobie jakieś deficyty, traumy, żale i różnego typu niezaleczone zranienia.

„Dzieci wierzby” to opowieść gęsta od różnorodnych emocji, ale także skłaniająca do wielu refleksji nad kolejami ludzkiego losu, naszymi wyborami i tym, jak rzutują one na życie innych – zwłaszcza dzieci/młodzieży.

Śledząc losy, dojrzałych już dziś, Karoliny i Kuby widzimy ich ciągłe wewnętrzne rozdarcie pomiędzy poczuciem obowiązku i poczuciem krzywdy, które ciągle nimi targają.

Mimo, iż autorka w swojej prozie porusza tematy bardzo trudne i delikatne, jak np. dysfunkcyjna rodzina, uzależnienie, choroba, trudna i mocno nieudolna miłość rodzicielska etc. to nie jest to wyłącznie smutna książka. Znajdujemy w niej również humorystyczne momenty, a całość jeszcze bardziej ociepla wdzięczna psia towarzyszka Kuby – Tre.

Opowieść ta jest również pełna rodzinnych tajemnic, które wychodząc stopniowo na jaw generują kolejne zawirowania w życiorysach bohaterów. „Dzieci wierzby” to historia, w której autorka nie pudruje relacji ani doświadczeń. Ukazuje jednak niegasnącą potrzebę bycia kochanym i akceptowanym, a tytułowa wierzba, która także w powieści ma swoje miejsce i znaczenie, stanowi symbol poszukiwania utulenia, chociażby przez drzewne witki.

Jeśli zachęciłam Was do zapoznania się z historią Karoliny, Kuby oraz ich bliskich to sięgnijcie po „Dzieci wierzby” i spójrzcie na opisane perypetie przez pryzmat własnych doświadczeń, co z całą pewnością wzbudzi w Was wiele różnorodnych emocji i refleksji.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 20 maja 2026

"Prze­szłość to dziś, tylko co­kol­wiek dalej”.


„Lidka” Mai Jaszewskiej to pierwsza książka tej autorki, jaką miałam okazję przeczytać. Akcja osadzona została w latach 50-tych i 60-tych XX wieku, w powojennej Warszawie, która stopniowo się odbudowuje, a z czasem doświadcza wielu różnorakich przemian.

Lidka na co dzień mieszka z rodzicami w odradzającej się stolicy, jednak sporo czasu spędza również na wsi u wujostwa, gdyż małżeństwo jej rodziców coraz bardziej podupada.

Drogi zakorzenionej wciąż w przeszłości mamy i chcącego żyć przede wszystkim dniem dzisiejszym i czerpać z tego wszelkie dostępne korzyści taty coraz mocniej od siebie odbiegają…

By nie obarczać tym wszystkim córki, rodzice wysyłają ją na wieś, w efekcie czego dziewczynka właściwie sama musi mierzyć się nie tylko z rozłąką z najbliższymi, lecz także procesem własnego dorastania i poszukiwania swego miejsca w świecie.

Trzeba oddać Mai Jaszewskiej, że w sposób ogromnie plastyczny i z dbałością o detale opisuje na kartach „Lidki” tło historyczne, w którym osadziła swoich bohaterów. Z drugiej strony jednak w żaden sposób nie spłyca to kwestii społeczno – obyczajowych równie mocno zaznaczających się w tej opowieści.

Przeżycia i emocje, którymi targani są różnorodni bohaterowie sprawiają, że bardzo łatwo się z nimi utożsamiamy. Wachlarz opisanych przez autorkę postaci jest bardzo szeroki nie tylko pod względem wieku czy płci, ale także w zakresie miejsca zamieszkania, statusu społecznego etc. Sprawia to, że czytelnik otrzymuje przekrój ówczesnego społeczeństwa oraz świadomość, z czym zmagały się poszczególne grupy społeczne.

Postać samej Lidki pokazuje młodą dziewczynę borykającą się z chaosem wewnętrznym wynikającym z odwiecznych praw natury i zewnętrznym – wypływającym z czasów, w jakich przyszło jej żyć.

Niemniej jednak właściwie każdy z bohaterów tej książki niesie na swoich barkach ogromny bagaż doświadczeń. Wszyscy żyją w mniej lub bardziej uświadomionym poczuciu zawieszenia, pomiędzy tym co było, co jest dziś i co dopiero nadejdzie, bo zmiany zachodzące w ich rzeczywistości są dynamiczne.

Jeśli szukacie powieści gęstej zarówno pod względem historycznym, jak również społecznym i obyczajowym, ukazującej życie jednostki na tle ogromu różnorodnych zmian, które zachodzą właściwie niezależnie od niej to myślę, że powieść ta będzie dla Was dobrym wyborem.

Choć autorka nie rozpieszcza swoich bohaterów (podobnie jak czasy, w których żyli) to jednak w powieści znajdziecie wiele emocji, również tych pozytywnych i budujących czytelnika.

„Lidka” to historia m.in. o walce o siebie, swoje marzenia i miejsce w świecie. Trwaniu wbrew przeciwnościom oraz o relacjach, które, choć często jesteśmy w nich mocno nieudolni pozwalają udźwignąć niełatwą, a niekiedy również bolesną i niezrozumiałą codzienność. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 18 maja 2026

"(...) Nie ma złych decyzji, są tylko takie, które dają nam szansę na te dobre."


Moja przygoda z książkami Sylwii Markiewicz trwa już kilka dobrych lat i z każdą kolejną przeczytaną opowieścią jej twórczość zakorzenia się coraz mocniej w moim czytelniczym serduszku.

Gdy jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź kolejnej powieści to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać. Tym razem również się nie zawiodłam, a wręcz jeszcze bardziej zachwyciłam.

Wiodącą postacią w książce o niezwykle intrygującym tytule „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” jest nie kto inny jak tytułowa Ludwika. Niegdyś kobieta była sławną i niesamowicie charyzmatyczną aktorką, kobietą, która pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy, zawsze była też osobą ogromnie uczuciową, choć w tej materii nie najlepiej jej się wiodło.

Aktualnie Ludwika dobiega osiemdziesiątki, choruje i wie, że jej dni są policzone. Kobieta przy wsparciu wieloletniego przyjaciela rodziny – Alojzego – opiekuje się swoją niepełnosprawną intelektualnie córką – Emilią, która pomimo swoich ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle, lecz wymaga ciągłego nadzoru i pokierowania w codzienności.

Ludwika, która od zawsze pragnęła zapewnić swojej córce jak najlepszy byt, teraz obawia się o to, kto zajmie się po jej odejściu wymagającą szczególnego podejścia Emilią… 

W związku z powyższym rodzi się w jej głowie pomysł, by zaprosić na swoje włości rodzinę, która jak dotąd trzymała się od niej z daleka. A za jakiś czas, na podstawie dokonanych podczas niniejszych wizyt obserwacji kobieta zdecyduje, kto przejmie opiekę nad Emilią i zgromadzony przez Ludwikę obszerny majątek.

Tak oto rozpoczyna się niesamowita i trzymająca w napięciu opowieść nie tylko o rodzinnych relacjach, ale również o szeroko pojętej miłości, pasji, odwadze i życiu na własnych zasadach. Jednakże autorka ukazała na jej kartach także ciemniejsze strony ludzkiej natury takie jak: interesowność, zawiść, obłudę, fałsz etc.

Bohaterowie opisani w tej książce są wyraziści, a zarazem różnorodni. Część z nich bywa mocno niejednoznaczna, co niewątpliwie podnosi napięcie w lekturze.

Rzecz jasna otrzymujemy także opowieść o burzliwym życiu uczuciowym Ludwiki, którego bardzo istotnym symbolem są tytułowe filiżanki. Dowiadujemy się, iż jej partnerzy odchodzili z tego świata w dziwnych okolicznościach, a podejrzenia często padały na kobietę… Jaka jest prawda tego oczywiście Wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami – ale nic w tej kwestii nie jest takie, jak się wydaje.

Na uwagę zasługuje również wątek przepięknej i głębokiej relacji Emilii z matką oraz niesamowicie barwna postać Sonii, która staje się spoiwem wielu światów. Sama Emilia zaś pomimo swych dysfunkcji jest postacią ogromnie nietuzinkową, a jej fascynacja roślinami i owadami jest niezwykle frapujący dla czytelnika.

Zachęcam Was bardzo gorąco do zapoznania się z tą historią. Jest to opowieść niezwykle wciągająca i wielowymiar0wa, a jej bohaterowie skrywają w sobie bardzo wiele odcieni szarości.

Jakie tajemnice kryją się za fasadą spokoju, lojalności i dobrych manier? Czy Ludwika w końcu ugnie się pod presją otoczenia i na koniec życia postąpi zgodnie z ich wyobrażeniami? A może pozostanie wierna sobie do ostatniego tchnienia?

O tym wszystkim przeczytacie na kartach „Siedmiu mężczyzn i siedmiu filiżanek Ludwiki Mayer”. Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 13 maja 2026

"(...) Serce nie może się mylić."


Najnowsza książka pani Pauli Uzarek była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki, a jednocześnie patronatem medialnym, który ukazał się w marcu bieżącego roku pod szyldem Wydawnictwa Alegoria.

Opowieść nosi tytuł „Iskra w popiele”, a jej główną bohaterką jest Ruta Puchalska. Kobieta jest ambitną i znającą się na swoim fachu panią architekt, która na skutek pewnych życiowych zawirowań wraca w rodzinne strony swojej mamy. Na miejscu otrzymuje zlecenie renowacji dworku Krukowskich, jest to znana i poważana w tej okolicy rodzina, a jej przedstawicielem jest na kartach książki Igor – młody biznesmen – który w pewien sposób irytuje, a zarazem pociąga Rutę.

Nasza bohaterka zamieszkuje w starym, rodzinnym domu, w którym niegdyś funkcjonowała również miejscowa piekarnia. Jak możecie się domyślić – dom, choć nieco zakurzony ma duszę, a sercem dawnej piekarni jest piec, który zdaje się przemawiać do głównej bohaterki, choć ona początkowo usilnie to ignoruje.

Wiele zmienia się, gdy Ruta odnajduje pamiętnik swojej babki Czesławy, a dworek Krukowskich również zdaje się odkrywać przed nią coraz to nowe tajemnice… Czy Ruta w końcu pozna meandry historii swej familii? Niewyjaśnione rodzinne sekrety przecież tak bardzo ją intrygują… Czy Ruta w końcu odważy się podążyć za głosem swego serca? Odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w książce.

Autorka poprzez osadzoną w nieco baśniowym klimacie opowieść zabiera nas w świat zawiłych ludzkich relacji. Nie tylko tych współczesnych, lecz także tych zakotwiczonych głęboko w przeszłości i owianych jej mrokiem, którego nikt nie chce przed Rutą ani odrobinę rozwiać.

„Iskra w popiele” to historia ciepła, nostalgiczna i traktująca o tym, jak ważne są nasze korzenie.

Pani Paula Uzarek nakreśliła bohaterów, którzy mają swoje rozterki, życiowe wzloty i upadki. Targają nim różnorodne emocje od miłości do nienawiści poprzez pokłady nieutulonego na czas żalu.

Jeśli chcecie poznać losy Ruty, Igora, ich bliskich oraz przodków to zapraszam Was serdecznie do lektury tej pozycji. Zdradzę Wam, że przyjemność z czytania dodatkowo podsycają gadający chlebowy piec oraz Westa – nieco niesforna, acz przeurocza sunia Ruty.

Polecam Wam tę klimatyczną prozę, ponieważ pomimo swej lekkości jest w niej miejsce na wiele refleksji. Ponadto książka ta jest kolejnym moim patronatem medialnym, co dodatkowo sprawia, iż jest ona w pewien sposób bliska mojemu czytelniczemu sercu :) .

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

środa, 29 kwietnia 2026

Meandry ludzkiej egzystencji w obliczu wojennej zawieruchy...

 

Mam na swoich domowych półkach kilka tytułów tej autorki, a ten, o którym Wam dzisiaj opowiem, jest trzecim, jaki do tej pory przeczytałam.

„Zimowy wiatr na twojej twarzy” to powieść dosyć obszerna, gdyż liczy sobie blisko 700 stron. Akcja rozpoczyna się w małej hiszpańskiej wiosce Oviedo, gdzie dochodzi do katastrofy samolotu, w której giną ludzie.

Głównymi bohaterami opowieści jest przybrane rodzeństwo Guillen i Lena, lecz nie tylko ich losy śledzimy w książce, ale także całej ich rodziny, choć ma to miejsce na mniejszą skalę. Losy wspomnianej wcześniej dwójki są pogmatwane i burzliwe, a wzbierające pomiędzy nimi z wiekiem uczucie jeszcze bardziej wszystko komplikuje…

Carla Montero w tej publikacji bardzo mocno oddaje tło historyczne i choć perypetie bohaterów są ciekawe i porywające, a dodatkowo uwagę czytelnika przykuwa polski wątek to mnie osobiście podczas lektury mocno przytłoczyła ogromna ilość kwestii politycznych i militarnych.

Książki obyczajowe oparte o tematykę wojenną znajdują się w kręgu moich zainteresowań i zawsze historie tego typu czytam z dużym zaciekawieniem tutaj jednak, choć nie sposób odmówić autorce wiedzy/researchu etc., mnogość tego typu wydarzeń, scen i frontowych opisów dosyć mocno mnie deprymowała i finalnie mocno spowolniła moją lekturę tej książki.

Niemniej jednak koleje losów buntowniczego Guillena oraz oddanej swojej pracy pielęgniarki Leny wciągają czytelnika i sprawiają, że z każdą kolejną stroną coraz bardziej wczuwamy się w ich przeżycia, emocje, rozterki i wszelakie wydarzenia, które stają się ich udziałem. A powiedzieć trzeba, że są to niejednokrotne zdarzenia bardzo trudne.

Historia, którą przedstawiła nam autorka, ponownie pokazuje, jak wir wielkiej historii odciska się na życiu zwyczajnych ludzi i kładzie się na nich cieniem na zawsze. W obliczu tak burzliwej codzienności nic nie jest proste ani oczywiste, a dokonywane przez bohaterów wybory absolutnie nie są w moich oczach jednoznaczne.

Dodatkowym atutem „Zimowego wiatru…” jest fakt, iż jest on oparty na rodzinnej historii autorki.

Zatem jeśli macie ochotę na wielowątkową opowieść, w której ludzkie losy nierozerwalnie splecione są z wojną, przemianami politycznymi oraz frontową rzeczywistością. A jednocześnie taką, która rozsnuta została pomiędzy hiszpańską wojną domową, a ucieczką Guillena z Auschwitz i jego dalszymi losami to myślę, że powieść ta Was zainteresuje.

Proza Carli Montero przesycona jest emocjami wyrazistych bohaterów, których los nie oszczędzał na bardzo wielu poziomach. Miłość, przyjaźń, szacunek, odwaga determinacja, trudne wybory i zawikłane relacje – to wszystko i wiele więcej znajdziecie na kartach „Zimowego wiatru…”. Jeśli nie straszne Wam nagromadzenie wątków polityczno – militarnych to jako całość polecam Wam tę historię – podążcie śladami bohaterów wszędzie tam, gdzie zawiodą ich ścieżki, a wierzcie mi, że są one kręte, wyboiste i prowadzą hen po horyzont.

A już niebawem tj. 19 maja kolejna powieść tej autorki pojawi się na księgarskich półkach. Będzie ona nosić tytuł „Dziewczyna z mgły” – czyż to nie brzmi intrygująco?

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Pamiętać sercem...

Kiedy do ośmioletniego Jana i jego rodziców wprowadzają się dziadkowie, chłopiec nie posiada się z radości, gdyż z dziadkiem Joanem łączy go silna i nietuzinkowa więź. Starszy mężczyzna pokazuje i tłumaczy chłopcu świat przez pryzmat ogromnej uważności na wszystko, co go otacza.

W sielankę Jana wkrada się jednak niepokój spowodowany smutnymi minami dorosłych, ściszonymi głosami i urywanymi w pół zdania rozmowami. Chłopiec coraz mocniej wyczuwa, że coś jest nie tak… Również zachowanie dziadka ulega zmianie, choć początkowo są to niuanse, coś ewidentnie się dzieje.

Co takiego? – tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale powiem Wam, że Tina Valles, autorka tej opowieści tka przepiękną, subtelną opowieść o relacjach, przemijaniu, odchodzeniu, potędze pamięci i radzeniu sobie z trudną, ciężką do pojęcia rzeczywistością.

Króciutkie rozdziały tej publikacji pozostawiają czytelnika z wieloma refleksjami na mnóstwo życiowych tematów. A tytułowe drzewo i jego pamięć są według mnie symbolem relacji i ich ciągłości pomimo wszystko. Chociaż zmienia się forma to clou pozostaje nietknięte…

Książka ta nasycona jest różnorodnymi emocjami, każdy z bohaterów na swój sposób mierzy się w niej z zaistniałą sytuacją i zmaga z całym wachlarzem odczuć, które dzień po dniu do nich przychodzą.

„Pamięć drzewa” to refleksyjna i nieco melancholijna, ale w gruncie rzeczy bardzo ciepła i w pewien sposób krzepiąca opowieść o sztafecie, jaką jest życie. O uważności na ludzi i świat oraz o tym, że to, co najważniejsze pozostaje w nas na zawsze – Jeśli tylko zdecydujemy się to dostrzec pomimo różnorakich przeciwności losu.

Na przykładzie relacji Joana i Jana autorka bardzo dobitnie ukazała, że życie to nieustanna podróż, w której to, co najistotniejsze dzieje się w ciszy, bez pośpiechu, gdy mamy otarte serce i umysł.

Mnie pozycja ta bardzo zauroczyła i zachęcam Was, abyście także po nią sięgnęli. Mam nadzieję, że dacie sobie dzięki niej szansę na chwilę zatrzymania i głęboki czytelniczy oddech w otaczającym nas rozpędzonym świecie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 24 kwietnia 2026

"Nic, co ma wartość, nie jest stracone."

 

Kilka lat temu zachwyciłam się dwoma powieściami Kristy Cambron, a dwie pozostałe (w Polsce wydano do tej pory 4 tytuły jej autorstwa) oczekiwały na przeczytanie.

Na lekturę jednego spośród nich, a konkretnie „Włoską balerinę” przyszedł czas w marcu tego roku. 

Jest to opowieść dosyć obszerna i wielowątkowa, obfitująca w różne czasy i miejsca akcji. Taka konstrukcja łączy ze sobą kilkoro bohaterów: Julię – włoską balerinę, która staje się frontową pielęgniarką, żołnierzy – Courtneya i AJ-a, Callę – kilkuletnią dziewczynkę uratowaną z getta przez Courta oraz Delaney, która w czasach współczesnych odkrywa i rozwikłuje rodzinną tajemnicę.

Autorka również tym razem, jak to już bywało w jej książkach, splata losy zwyczajnych ludzi z wojenną zawieruchą, która całkowicie odmienia ich życie. Na kartach powieści mamy bardzo wiele odniesień do wydarzeń historycznych, które przez całą opowieść toczą się w jej tle. Jest to historia o trudnych wyborach, ludzkiej odwadze, poświęceniu i determinacji w obliczu najtrudniejszych życiowych wyzwań.

W powieści tej jednak nie brakuje również wątku uczuciowego. Zaglądamy także do świata sztuki, a konkretnie baletu, którego przedstawicielką jest Julia, która niegdyś marzyła o karierze baleriny i miała ku temu ogromny talent…

Niestety wybuch II Wojny Światowej zniweczył realizację tych pragnień… Stały się one mrzonką wobec mrocznej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć jej samej oraz innym opisanym tutaj bohaterom.

„Włoska balerina” to powieść gęsta od wzajemnych relacji, doświadczeń i emocji przeżywanych przez jej bohaterów. Na jej kartach teraźniejszość nierozerwalnie łączy się z przeszłością, a przyjaźń, miłość i odwaga ratują wiele mikroświatów…

Zaś tajemnicza dla współczesnych bohaterów walizeczka z przeszłości staje się przyczynkiem do nawiązania wzajemnej relacji i połączenia odległych nie tylko mentalnie i kulturowo, lecz również geograficznie światów.

Bohaterowie, których kształtuje Kristy Cambron są różnorodni pod wieloma względami. Poczynając od ich wieku i pochodzenia, poprzez wykonywany zawód czy pasję, aż po życiowe doświadczenia, połączył ich jednak wir wielkiej historii, która nie oszczędza nikogo…

Jeśli lubicie książki tej Autorki lub ogólnie tego typu powieści to możecie zapoznać się również z tym tytułem. Według mnie jest to dobra pozycja, niemniej jednak muszę Wam powiedzieć, że dwie poprzednie podobały mi się bardziej. Za jakiś czas przeczytam i opowiem Wam o jeszcze jednej publikacji tej pisarki. Będzie to ostatni tytuł, którego jeszcze nie przeczytałam, mimo że ukazał się po polsku już jakiś czas temu.

A wracając do „Włoskiej baleriny” – jesteście ciekawi co skrywa się na jej kartach? Mam nadzieję, że udało mi się Was choć odrobinę zaintrygować i zdecydujecie się zapoznać z przejmującymi i zawiłymi losami bohaterów niniejszej opowieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

środa, 18 lutego 2026

Trzecia odsłona perypetii Pani na wrzosowisku :)

 

„Przerwana serenada” to trzecia odsłona cyklu Pani na wrzosowisku, którego autorką jest Lucyna Olejniczak.

W niniejszym tomie poznajemy dalsze losy Elizy Winter, która pozostaje prawie sama w rezydencji małżonka, gdy ten wyjeżdża, by promować swoją twórczość. Kobieta czuje się samotna w przytłaczającym ją domostwie, dlatego zaczyna szukać kogoś do towarzystwa i w ten sposób jej ścieżki przecinają się z Abigail – młodą, energiczną i bardzo elokwentną panienką, która ma jednak pewną przypadłość komplikującą jej życie.

Co dokładnie uprzykrza żywot dziewczynie? – tego dowiecie się z kart powieści. Powiem Wam jednak, iż autorka potrafi mocno zaintrygować czytelnika.

Jeśli zaś chodzi o Elizę to wbrew dotychczas panującym w Winter Abbey zasadom stara się ona zintegrować z mieszkańcami okolicznego miasteczka. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż z nieznanych kobiecie powodów są oni wobec niej dosyć nieufni i zdystansowani. Jest jednak kilka osób, które przyjmują jej zaproszenie na towarzyskie wieczorki artystyczne, które organizuje.

Ponadto nasza bohaterka wciąż próbuje rozwikłać rodzinne sekrety Winterów oraz zagadkowe losy Iris Winter – swojej szwagierki, z którą w sekrecie się spotyka… Co przyniesie owo spotkanie? Czy Eliza znajdzie odpowiedzi na swoje pytania? – tego również dowiecie się z książki.

Równolegle poznajemy również dalsze losy Stanisława – brata Elizy, którego życie znów nie oszczędza i w wyniku różnorakich zawirowań popada on w kolejne tarapaty… Jego perypetie także wciągają czytelnika sprawiając, że chcemy wiedzieć dokąd go to wszystko zaprowadzi.

Wracając jeszcze na moment do Elizy – martwi się ona o męża, z którym kontakt na dłuższy czas się urywa… I choć w końcu kobieta otrzymuje wyczekiwane wieści to nadal, z pewnych względów pozostaje niespokojna.

Kiedy pojawia się możliwość wyjazdu do Paryża i spotkania z mężem to Eliza skwapliwie z tego korzysta. Czy wyprawa ta okaże się satysfakcjonująca? A może przyniesie ze sobą jakieś zaskakujące wydarzenia?

Zdradzę Wam jedynie, iż autorka w pełni zadbała o to, aby nie było tutaj ani grama nudy.

Po raz kolejny czytelnicy otrzymali wielowątkową i porywającą opowieść osadzoną w klimacie bezbrzeżnych angielskich wrzosowisk. A wszystko to pobrzmiewające dźwiękami muzyki klasycznej.

Jeśli znacie ten cykl to oczywiście polecam kolejny jego tom. A jeśli szukacie ciekawej historii rozgrywającej się pomiędzy Polską – Anglią i europejskimi metropoliami, a prócz tego skrywającej wiele rodzinnych tajemnic i dotykającej różnorodnych relacji międzyludzkich to również polecam Wam serdecznie wszystkie dotychczasowe opowieści z cyklu Pani na wrzosowisku.

Lucyna Olejnik kreśli w swoich opowieściach fascynujący, niespieszny i pełen detali oraz niuansów klimat, który mocno angażuje czytelnika, zatem jeżeli lubicie tego typu opowieści to myślę, że i ta (oraz cały ten cykl) Wam się spodoba.

Sama z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu, zwłaszcza po tak zaskakującym zakończeniu „Przerwanej serenady”. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 16 lutego 2026

Pożegnanie z sagą Sandomierskie Wzgórza

 

„Siła męskiego honoru” to już ostatni tom cyklu Sandomierskie Wzgórza autorstwa Edyty Świętek.

W tym tomie domykają się losy rodzin: Orszandów, na których spadają niemałe kłopoty mające związek m.in. z rodowym sztyletem Eustachego. Zdunków, którzy przeżywają małżeński kryzys, a Michał coraz bardziej pogrąża się w nałogu oraz Żuchowiczów, którzy dzień po dniu budują swoje rodzinne szczęście.

Autorka również nie zapomina o Weronice Skoczylasowej, która pomimo trudności i mnóstwa pomówień ze strony otoczenia coraz mocniej staje na nogi m.in. dzięki wsparciu Aliny.

Jednak sytuacja Weroniki nieco się komplikuje ze względu na najstarszego syna. Kawaler chce się żenić, lecz narzeczona stawia warunek – Jaki? – Tego oczywiście Wam nie zdradzę, by nie psuć przyjemności z lektury, po prostu przekonajcie się sami.

Książka ta bardzo mocno oscyluje wokół relacji rodzinnych i międzyludzkich. Pokazana została w niej również wartość ludzkiego (nie tylko męskiego) honoru oraz to, że w życiu bywa niekiedy potrzebna, a w pewnych sytuacjach wręcz konieczna zmiana priorytetów.

Jeśli się odważymy na taką zmianę to może stać się ona początkiem zupełnie nowego, znacznie lepszego życia.

Autorka w tomie tym ukazała również jak zaślepienie jednych, może stać się przyczyną utraty poczucia bezpieczeństwa u drugich.

Perypetie bohaterów, których doskonale znamy, czyta się dobrze i z dużym zainteresowaniem. Śledzimy ich życiowe wzloty i upadki, przeżywając wraz z nimi wszystko, czego doświadczają?

Czy Eustachy ochroni swoją rodzinę i zdoła przywrócić najbliższym zachwiane poczucie spokoju? Czy Michał wyjdzie na prostą? Czy Weronika ugnie się pod narzucaną jej presją, a może jednak mimo wszystko wyjdzie z całej sytuacji obronną ręką nie tylko dla siebie?

Wszystkiego tego dowiecie się czytając „Siłę męskiego honoru”. W powieści nie brakuje różnorodnych emocji i zwrotów akcji, które zaprzątają uwagę czytelnika i sprawiają, że kolejne strony opowieści szybko nam umykają.

Myślę, że jeśli znacie tę sagę to podobnie jak ja zżyliście się z jej bohaterami i trochę trudno się z nimi rozstać.

A jeśli jeszcze jej nie znacie to polecam cały cykl. Są to książki idealne dla miłośników prozy obyczajowej, bogatej w różnorakie (w tym także historyczne) detale i napisanej barwnym oraz bogatym literacko językiem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 13 lutego 2026

"Per aspera ad astra..."


Anna Rybakiewicz debiutowała w roku 2023 i od tamtej pory swoimi przepięknymi opowieściami zdobywa coraz szersze grono czytelników. Jak możecie się domyślić, ja również znajduję się w kręgu fanów jej prozy. A skoro tak jest to gdy tylko ukazała się zapowiedź najnowszej książki o intrygującym tytule „Przez trudy do gwiazd” – wiedziałam, że bardzo chcę ją przeczytać, więc na przełomie stycznia i lutego tak właśnie się stało.

W opowieści tej akcja toczy się w dwóch planach czasowych. Pierwszy z nich to lata 1990/91, gdy poznajemy Anastazję Zielińską (nazywaną przez bliskich i przyjaciół Nastką), która na skutek udaru traci pamięć.

Drugim zaś jest pamiętnik Anastazji datowany od czerwca 1939 roku, który czytany bohaterce przez nielubianego niegdyś Leona Białowąsa staje się swego rodzaju bramą do odzyskania przez nią utraconych wspomnień…

Chwytająca za serce historia tułaczki pośród kazachskich stepów, która nie szczędzi bohaterom trudów i znoju, lecz także zdarzają się momenty przynoszące odrobinę wytchnienia w wymagającej codzienności.

Anna Rybakiewicz w mistrzowski sposób splotła ze sobą wątki, łącząc współczesność z przeszłością i pokazując ich ogromne wzajemne oddziaływanie.

Jest to historia o międzyludzkich relacjach, które życie weryfikuje w bardzo różnych kierunkach. O tym, jak ważna jest ludzka pamięć i wspomnienia oraz o tym, jak bezbronni stajemy się w obliczu jakiejkolwiek choroby i jak ważne staje się wtedy wsparcie otoczenia.

Czytelnik bardzo kibicuje Nastce, zarówno tej z kiedyś, jak i tej z dziś. Autorka przedstawia jej losy w sposób tak plastyczny, że odbiorca wręcz współodczuwa jej emocje, bolączki i różnorakie rozterki.

Historię tę czyta się z zapartym tchem i właściwie nie sposób jej odłożyć, a gdy jest to konieczne, chcemy jak najprędzej do niej wrócić. Sam tytuł „Przez trudy do gwiazd” jest niezwykle wymowny w kontekście całej opowieści.

Losy głównej bohaterki oraz pozostałych postaci w tej książce porywają czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jest to bowiem opowieść o niesamowitym harcie ludzkiego ducha, przyjaźni, miłości, rodzinie oraz narodowej tożsamości i tęsknocie odczuwanej każdego dnia w wyniku przymusowego oddalenia od ojczyzny, oraz wszystkiego tego, co znane i kochane.

Jesteście ciekawi czego Nastka dowie się o sobie i czy odzyska pamięć? Dokąd ostatecznie doprowadziła ją „kolczasta” relacja z Leonem? – odpowiedź na te i wiele innych pytań pojawiających się w trakcie czytania znajdziecie na kartach tej wzruszającej i skłaniającej do refleksji lektury.

Anna Rybakiewicz po raz kolejny dotyka czytelnika swoją wyrazistą, a zarazem subtelną i pełną różnorodnych emocji opowieścią. Obok tej prozy nie można przejść obojętnie, ponieważ w moim odczuciu pozostawia ona w czytelniku trwały ślad, nie dając o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas, a jej przesłanie wciąż do nas powraca.

Polecam!


https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 6 lutego 2026

Anna Król - Bocheńska powraca z nową powieścią


Anna Król – Bocheńska debiutowała w roku 2024 dylogią komedii obyczajowych: Mamy w tarapatach. Po tej lekkiej, choć niepozbawionej przesłania literaturze, jesienią 2025 roku przyszedł czas na kolejną opowieść. Tym razem jednak tematyka jest zupełnie inna, a historia osadzona w dużej mierze w przededniu II Wojny Światowej, a inspirowana rodzinną historią autorki.

Na wstępie poznajemy Emila, który z przyczyn rodzinnych wraz z kilkuletnim synkiem powraca w rodzinne strony. Podczas pewnych porządków odkrywa w starych dokumentach tajemnice sprzed wielu lat, które rzucają zupełnie nieznane mu światło na rodzinną historię.

Sytuacja ta otwiera nam drugą perspektywę tej historii. W niej poznajemy rodzeństwo – Helenę i Pawła, którzy są młodymi ludźmi, a ich losy bardzo mocno odmieni wojenna zawierucha.

Autorka na kartach swojej książki oddaje głos przede wszystkim młodemu pokoleniu, lecz oczywiście nie tylko. Kolejną osią opowieści są rozdziały snute przez Florentynę – matkę rodzeństwa.

Jest to historia wielowątkowa dotykająca różnorodnych ludzkich emocji, trudnych i niejednoznacznych wyborów oraz ukazująca wielowymiarowe postacie.

Opowieść osadzona jest w małomiasteczkowej społeczności, gdzie każdy każdemu patrzy na ręce i nic się nie ukryje. Bohaterowie, a zwłaszcza Paweł, przeżywają mnóstwo dylematów moralnych, które rzecz jasna nie pozostają bez wpływu na ich życie.

Czy można kochać wbrew wszystkiemu? Jak wiele decyzji można usprawiedliwić podążaniem za uczuciem? Czy miłość może być pewnego rodzaju przekleństwem? Czy można pozostać człowiekiem w mrocznych czasach i okolicznościach, będąc jednocześnie po tzw. drugiej stronie barykady?

Jak widzicie Anna Król – Bocheńska nie stroni od trudnych pytań, a stawiając je prowokuje czytelnika do wielu refleksji nad człowieczeństwem, dokonywanymi wyborami, uczuciami targającymi człowiekiem oraz wieloma innymi kwestiami.

„Zwrotnica” to opowieść o nierozerwalnym splataniu się przeszłości z teraźniejszością, o rodzinie, która pozostaje nią na zawsze i pomimo wszystko, a także o tym, że życie nigdy nie jest czarno-białe, lecz ma w sobie całe mnóstwo odcieni szarości.

Tytuł książki wręcz idealnie wpasowuje się w jej treść, a całości dopełnia przepiękne wydanie z barwionymi brzegami.

Zatem jeśli lubicie pozycje z tego kręgu tematycznego to bardzo polecam Wam lekturę tej powieści – na pewno się nie zawiedziecie, a historia zawarta w książce pozostanie z Wami na długi czas.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 4 lutego 2026

"Los nigdy przypadkowo nie stawia ludzi na naszej drodze."

 

Książka, o której dzisiaj Wam opowiem to trzeci tom, a zarazem zamknięcie trylogii: Po drugiej stronie gór napisanej przez Sylwię Strzelczak.

„Haśnik”, bo taki właśnie tytuł nosi ta część to ostatni powrót do świata dawnych wierzeń, słowiańskiej mitologii i opisu życia ludzi gór.

Po wydarzeniach opisanych w „Jagnie” wydaje się, że zło zostało pokonane, a nasi bohaterowie będą mogli wreszcie żyć w spokoju i harmonii. Jak możecie się jednak domyślić, niestety jest to jedynie złudne poczucie, zanim jednak spokój po raz kolejny zostanie zaburzony, Kasia decyduje się podjąć ważną decyzję i związać się z Bacą, tym bardziej że spodziewa się jego potomka. Jedyną sprawą, która aktualnie kładzie się cieniem na jej szczęściu jest fakt, iż będzie musiała rozstać się z ukochaną Babcią…

Tym bardziej że zło dookoła znów daje o sobie znać coraz mocniej, a sama Babcia zaczyna podupadać na zdrowiu…

Baca odnajduje córkę, która jak się okazuje od pewnego czasu była bardzo blisko. Niestety jej sytuacja jest mocno skomplikowana i nie jest ona do końca szczera z otoczeniem. O co dokładnie chodzi? – rzecz jasna dowiecie się z książki.

Czy dziewczyna znajdzie w sobie odwagę i wyjawi prawdę? Jeśli tak się stanie to, jakie konsekwencje to za sobą pociągnie? To wszystko wyjaśnia się na kartach „Haśnika”.

Sylwia Strzelczak po raz kolejny oddała w ręce czytelników opowieść o walce dobra ze złem, o współistnieniu, a niekiedy nawet przenikaniu się ze sobą dwóch światów, o miłości, nadziei oraz niełatwych wyborach. A wszystko to okraszone spojrzeniem na życie górali i ukazane w różnych perspektywach.

Książkę tę podobnie, jak poprzednie tomy, czytało mi się bardzo dobrze i z dużym zaciekawieniem. Kibicowałam bohaterom w ich różnorakich perypetiach i przy dokonywanych przez nich wyborach. Poczucie zżycia się z opisanymi postaciami dodatkowo wzmagał klimat tej opowieści, który niewątpliwie ma w sobie coś przyciągającego.

Autorka ma niesamowitą umiejętność snucia historii osadzonych w góralskim duchu i widać jak na dłoni, że koloryt ten jest jej bardzo bliski. To z kolei wpływa na odbiór opowieści przez czytelnika, który czuje się mocno zaangażowany w opisane wydarzenia oraz przeżycia bohaterów, którzy również nie są mu obojętni.

Polecam Wam serdecznie cały cykl: Po drugiej stronie gór, zwłaszcza jeśli lubicie nastrojowe opowieści, w których codzienne życie przeplata się z odrobiną magii, nieco zapomnianymi zwyczajami, które zostają tutaj odkurzone, a także szczyptą dawnych wierzeń.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Świat z perspektywy dwunastego piętra, ale nie tylko...

 

Pani Natalia Szyszkowska debiutowała w roku 2021 thrillerem psychologicznym zatytułowanym „Wszystkie strachy”, lecz to nie o nim będzie dzisiaj mowa, ponieważ jego lektura wciąż jeszcze przede mną.

Natomiast jesienią ubiegłego roku swoją premierę miała druga pozycja, która wyszła spod pióra tej autorki.

„Dwunaste piętro”, bo taki właśnie nosi ona tytuł to przejmujący i do głębi poruszający zapis zmagań autorki z chorobą nowotworową, która spadła na nią niczym przysłowiowy grom z jasnego nieba…

Niemniej jednak nie jest to typowy, opisujący chorobę pamiętnik. Autorka ukazuje w nim bowiem jak gdyby dwie rzeczywistości… Z jednej strony przyglądamy się niełatwym realiom funkcjonowania na szpitalnym 12 piętrze, niejednokrotnie w izolacji i całkowicie sam na sam z własnymi emocjami – lękiem, niepewnością jutra, samotnością etc. Z drugiej zaś perspektywy autorka dzieli się z czytelnikami opowieściami o wielu podróżach, które odbyła przed chorobą, a wspomnienia o nich stanowią dla niej w warunkach przymusowego odosobnienia niebagatelną odskocznię.

Zatem jest to opowieść o zwiedzaniu świata i chłonięciu jego piękna w każdym możliwym aspekcie, ale także o bardzo głębokich i silnych relacjach rodzinnych, które również, jak możecie się domyślić, stanowią ogromne wsparcie w tej jakże kryzysowej sytuacji.

W tej stosunkowo niewielkiej objętościowo publikacji autorka opisuje właściwie trzy etapy swojego życia: to sprzed choroby nowotworowej, to w trakcie jej trwania i to po niej. Są one od siebie diametralnie różne, a jednak splatają się spojone postacią jej samej, co według mnie bardzo dobrze pokazuje, w jak różnych egzystencjalnych wirach może znajdować się człowiek oraz jak wtedy funkcjonuje i zachowuje się on sam, a także jego bliscy/otoczenie.

Nie wystawiłam żadnej noty tej książce, ponieważ uważam, że nie powinno się oceniać cierpienia i przeżyć innych ludzi, ani tego, jak odnajdują się w tym, co przeżywają, zwłaszcza jeżeli nie mamy do czynienia z literacką fikcją.

Autorce życzę dużo zdrowia i gratuluję odwagi podzielnia się z innymi swoją historią.

Myślę, że przeżycia i emocje zawarte w tej książce dla jednych mogą stać się przyczynkiem do refleksji w kwestii uważności i zachwytu względem życia, a dla innych źródłem siły, odwagi, nadziei i inspiracji.

Nie jest to lekka lektura, ale bardzo Wam ją polecam.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

poniedziałek, 5 stycznia 2026

"Psy nie są całym naszym życiem, ale sprawiają, że nasze życie jest całe." - Roger Caras


 

Znacie twórczość Markusa Zusaka? Ja po debiutanckiej „Złodziejce książek”, którą przeczytałam w 2014 roku, ogromnie wyczekuję na każdy kolejny tytuł spod jego pióra.

Każda z jego książek jest zupełnie inna niż poprzednie, ale muszę Wam powiedzieć, że na żadnej pozycji się nie zawiodłam i mogę je śmiało polecić.

Tym razem, po 6 latach przerwy od poprzedniej publikacji, autor oddał w ręce czytelników wspomnienia, które dotyczą jego dwóch czworonożnych, psich przyjaciół – Reubena i Archiego, którzy odeszli już za tęczowy most. W opowieści tej pojawiają się również 2 koty oraz Frosty, psi mieszaniec, który aktualnie już jako jedyny z ww. pupili towarzyszy rodzinie Zusaków.

„Trzy dzikie psy…” to wspomnieniowa opowieść złożona niczym misterna mozaika z wielu różnorodnych fragmentów. Jest to także swego rodzaju hołd dla Reubena i Archiego, którzy na zawsze zmienili życie rodziny i pozostaną w ich pamięci pomimo upływającego czasu.

Jest to historia z jednej strony nostalgiczna i chwilami zabawna, ale z drugiej strony są w niej także momenty mrożące czytelnikowi krew w żyłach, ponieważ autor opisuje otwarcie trudy okiełznania instynktu i niełatwego charakteru swych psich kompanów.

Książka ta nie jest jednak skierowana wyłącznie do miłośników psów, choć tym z pewnością się spodoba, autor zawarł w niej bowiem całe spektrum różnorodnych emocji, które towarzyszą rodzinie we współistnieniu ze zwierzętami.

Rozpoczynając od córki, a potem syna, których życie było nierozerwalnie związane z domowymi adopciakami. Obecność dziewczynki, a następnie dwojga dzieci, momentami zaskakująco mocno łagodziła psie charaktery.

Pan Markus i jego żona Mika równie mocno (i z wzajemnością) przywiązali się do swoich czworonogów zatem jest to opowieść o trudnej, a często także upartej miłości i życiu w stadzie.

Na kartach niniejszych wspomnień znajdują się również bolesne wspomnienia o chorobie, odchodzeniu i poczucie straty po psich przyjaciołach.

Pozycja dosyć krótka, ale bardzo mocno emocjonalna i rzucająca wiele światła na relacje, które nawiązują się między zwierzęciem a człowiekiem i choć bywają one niełatwe, podobnie jak te międzyludzkie, to wnoszą one w nasze życie zupełnie nową jakość i inną optykę patrzenia na otaczający świat.

Zatem według mnie „Trzy dzikie psy i prawda” to ciekawa i warta uwagi lektura. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *