Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Zapraszam Was do Cudnychnieb ;)


„W Cudnychniebach. Listy” to moja pierwsza styczność z prozą pani Agnieszki Martyki. Jest to również mój kolejny patronat, który chciałam Wam nieco przybliżyć.

Główną bohaterką opowieści jest Zuzanna Wizner, młoda farmaceutka po przejściach, która z pewnych względów mieszka z wujostwem. Jej ciotka Elwira stara się matkować córce swojej zmarłej jakiś czas temu siostry, która wychowywała córkę w pojedynkę, ponieważ, gdy Zuzia była mała, jej rodzice rozstali się, a ojciec ponownie się ożenił.

Pewnego dnia kobieta otrzymuje informację, a zarazem zaproszenie na otwarcie testamentu ojca, co jest dla niej podwójnym szokiem, gdyż nie miała pojęcia, iż mężczyzna nie żyje… Zuzanna ma do ojca ogromny żal o to, że kiedyś ją opuścił, więc początkowo nie zamierza jechać do tytułowych Cudnychnieb na Mazurach. Jednak za namową swojej kuzynki, a zarazem przyjaciółki – Dominiki postanawia dowiedzieć się, co skrywa północna Polska, w której od lat toczyło się życie ojca, z którym nie miała kontaktu.

Ta zupełnie nieplanowana wyprawa, jak możecie się domyślić, staje się dla Zuzanny początkiem odkrywania nie tylko nowego miejsca, lecz również wielu rzeczy o samej sobie oraz skrywanych przez lata rodzinnych tajemnic.

Autorka oddała w ręce czytelników powieść niezwykle emocjonalną i skłaniającą do wielu refleksji. Perypetie Zuzanny dobitnie ukazują, jak niejednoznaczne potrafi być życie oraz jak nie zawsze trafne decyzje innych ludzi rzutują na nasze podejście do wielu spraw w dorosłości.

Choć Agnieszka Martyka snuje swoją opowieść w sielskim klimacie mazurskiego pensjonatu i tamtejszej przyrody to nie unika poruszania trudnych tematów. Stawia ona Zuzannę pośród wielu egzystencjalnych dylematów oraz wielkiego pragnienia, a jednocześnie lęku przed miłością.

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterki to koniecznie zajrzyjcie na karty tej książki.

Z jak trudną prawdą przyjdzie zmierzyć się Zuzannie? Czy zdoła wybaczyć bliskim? Czy otworzy się na uczucie, jakie nieoczekiwanie do niej przychodzi? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w powieści.

Jest to historia o wielu odcieniach relacji międzyludzkich oraz o tym, że życie właściwie nigdy nie jest wyłącznie czarno-białe. Każda z opisanych w niej postaci ma tak, jak w życiu, niepowtarzalny charakter i zmaga się z własnym bagażem różnorodnych doświadczeń.

Publikację tę czytało mi się dobrze i chętnie poznam jej drugą odsłonę, która ukaże się za jakiś czas.

Jeśli szukacie lektury z wyrazistymi bohaterami, skłaniającym do przemyśleń przekazem, a jednocześnie osadzonej w malowniczych okolicznościach przyrody to „W Cudnychniebach. Listy.” autorstwa Agnieszki Martyki polecają się Waszej uwadze.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 14 sierpnia 2026

„Życie można zrozumieć tylko oglądając się wstecz, ale żyć trzeba idąc naprzód.” - Søren Kierkegaard


Dziś opowiem Wam o powieści Aleksandry Palasek pt. „Wrócę do Ciebie, Anielo”. Akcja toczy się w niej dwutorowo.

Współcześnie poznajemy Weronikę, która pomimo trudnych relacji z najbliższymi wraca w rodzinne strony na pogrzeb znienawidzonego ojca. Chociaż kobieta zamierza wracać jak najszybciej do siebie to na skutek pewnych wydarzeń decyduje się zostać w rodzinnym domu nieco dłużej.

W związku z powyższym postanawia uprzątnąć swój dawny pokój. Podczas porządków zupełnie przypadkowo natrafia na zaszyte w pluszowym misiu listy sprzed lat…

Dzięki tej właśnie korespondencji poznajemy Anielę Muszalską. Losy tej młodej mieszkanki Machowa stanowią drugą oś niniejszej historii. Jak się okazuje jej perypetie są bardzo burzliwe m.in. ze względu na wojenne czasy, w jakich przyszło żyć młodej, zakochanej z wzajemnością mężatce.

Lektura odnalezionych listów skłania Weronikę do zgłębienia historii Anieli i dowiedzenia się kim była ta nietuzinkowa kobieta.

Autorka w swojej książce po mistrzowsku splata przeszłość z teraźniejszością, ukazując, że wiele pragnień, kobiecych rozterek i lęków wciąż pozostaje uniwersalnych.

„Wrócę do Ciebie, Anielo” to kolejna pełna emocji i wzruszeń barwna opowieść o niełatwych losach ludzi wrzuconych w wir wielkiej historii, jaką miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać.

Rzecz jasna nie napiszę Wam, czy Weronika rozwikłałam zagadkę tego, kim była Aniela, ani tego, czy dowiedziała się dzięki tej sprawie czegoś o sobie samej – musicie przekonać się sami sięgając po książkę.

Choć nie jest to łatwa lektura ze względu na tło historyczne, jak również dzieciństwo samej Weroniki nie należało do bajkowych to samą opowieść czyta się z dużą ciekawością kibicując jej bohaterkom na ich życiowych ścieżkach.

Aleksandra Palasek na przykładzie nakreślonych bohaterów ukazała, jak duży wpływ na życie mają relacje rodzinne oraz jak ogromna bywa siła i trwałość ludzkich uczuć.

Kobiety ukazane w jej powieści charakteryzuje wewnętrzna niezłomność pomimo przeciwności losu, jakich doświadczyły zarówno kiedyś, jak i dziś.

Jeżeli chcecie przeczytać opowieść łączącą w sobie dwie perspektywy czasowe, na której kartach poznacie intrygujące bohaterki, z których losów wyłania się niezwykle poruszająca historia to zapraszam Was do przeczytania powieści „Wrócę do Ciebie, Anielo” Aleksandry Palasek.

Z informacji na okładce wnioskuję, iż tytuł ten otwiera cykl: Dwie rzeki, więc całkiem możliwe, że sięgnę po kolejny tom (-y) jeśli ukażą się rynku.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 27 marca 2024

"On dostał twój list – na pamięć go zna... Prezenty już wziął i w worku je ma... " - Ewelina Flinta

Czy uważacie, że powieści świąteczne należy czytać wyłącznie pod koniec lub na początku roku, czyli w tzw. okresie świątecznym? Ja tak nie uważam – myślę, że wybór lektury powinien zależeć przede wszystkim od nastroju czytelnika i od tego, co w danym momencie ma on ochotę poczytać.

W związku z powyższym, mimo iż kiedy czytałam tę książkę ww. okres był już za nami to zdecydowałam się sięgnąć po książkę „Kochany Święty Mikołaju” autorstwa Debbie Macomber. Główną bohaterką tej opowieści jest Lindy Carmichael, która po trudnym roku w Seattle wraca na Boże Narodzenie do rodzinnego domu i miasteczka.

Młoda kobieta jest zmęczona i przytłoczona minionymi wydarzeniami i ma nadzieję na odpoczynek, poprawę nastroju i nabranie dystansu do tego, co ją spotkało.

Mama Lindy, widząc przygnębienie córki, wyjmuje pudełko z jej listami do Świętego Mikołaja, które córka pisała mając zaledwie 5 lat… Namawia też młodą kobietę do nietypowego projektu – o co dokładnie chodzi przeczytacie w powieści.

Mimo że wydaje się to Lindy niedorzeczne i w zasadzie zabawne po początkowym wahaniu uznaje, że właściwie nie ma nic do stracenia i postanawia podjąć podsunięte wyzwanie. Jakie będą tego skutki? Czy podobnie jak w dzieciństwie tak i teraz zadziała siła pragnień i magia zbliżających się świąt? Przeczytajcie, a sami się przekonacie :).

Jest to opowieść ciepła, sympatyczna, kojąca w swoim przekazie, a zarazem budująca i dająca wiarę w spełnienie marzeń, a także nadzieję na lepsze jutro no i rzecz jasna na prawdziwą przyjaźń i miłość.

Jeśli szukacie lektury lekkiej, relaksującej i otulającej niczym ciepły pled to myślę, że niniejsza opowieść idealnie wpasuje się w takie oczekiwania.

Powieść tę czytało mi się sympatycznie i jak się zapewne domyślacie dosyć szybko. Chociaż niektórzy z Was stwierdzą zapewne, że jest ona mocno cukierkowa i wyidealizowana to mi czytało się ją przyjemnie i była świetną odskocznią od bardziej wymagających tytułów.

Myślę, że będzie to coś w sam raz dla fanów i poszukiwaczy świątecznych lektur.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

czwartek, 6 lipca 2023

Bez względu na czasy serce nie sługa...

Anna Rybakiewicz debiutowała pod koniec stycznia bieżącego roku. Jednak mnie bardziej zaintrygowała zapowiedź jej drugiej powieści pt. „Złodziejka listów”, która ukazała się 12 kwietnia tego roku i to właśnie od niej postanowiłam rozpocząć moją przygodę z twórczością tej autorki.

W książce poznajemy losy Astrid Rosenthal, która jest żydówką. W roku 1941, jako młoda dziewczyna Astrid ucieka z łomżyńskiego getta dzięki czemu ratuje swoje życie. Trafia do Warszawy jako Karolina Bednarska i tam przez pewien czas toczą się jej dalsze perypetie, a jej ścieżki krzyżują się z oficerem SS Walterem Schmidtem.

Akcja tej opowieści toczy się jednak dwutorowo. Drugi jej nurt autorka osadziła w roku 2014, gdzie młoda polka – Zosia – odnajduje w starym piecu zamieszkiwanego domu tajemnicze listy sprzed lat… Kobieta próbuje rozwikłać kto jest ich autorką, a tymczasem ktoś postrzega ją samą jako złodziejkę listów…

Co z tego wyniknie? Przekonajcie się sami sięgając po tę książkę.

Autorka osnuwając swoją opowieść na wspomnieniach wykreowanej przez siebie bohaterki ukazuje historię zakazanej miłości. Nośnikiem tego uczucia są pisane w sekrecie i podrzucane Walterowi przez ich autorkę listy. Odczucia i emocje przelewane na papier w listach są szczere, prawdziwe i przepełnione platonicznym uczuciem.

W powieści tej opisana jest również wojenna rzeczywistość, walka o życie i byt toczona nieustannie przez ludność żydowską. Jednak jak widzimy to na kartach „Złodziejki listów” nawet w cieniu wcześniej wspomnianej zawieruchy niezmienna pozostaje prawda, że „serce nie sługa”…

Burzliwe i jak się domyślacie niełatwe losy Astrid zawłaszczają uwagę czytelnika. Historia opisana jest w sposób bardzo realistyczny, a targające bohaterami niekiedy sprzeczne emocje udzielają się odbiorcy.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się jak potoczyły się losy młodej żydówki, a także czy Zosia odkryła prawdę dotyczącą zagadkowej korespondencji? to koniecznie sięgnijcie po tę wciągającą, choć niełatwą powieść.

Ja z całą pewnością zapoznam się z debiutem autorki, który czeka cierpliwie na mojej półce, a także z kolejnymi jej publikacjami kiedy pojawią się one na rynku wydawniczym.

A „Złodziejkę listów” bardzo polecam Waszej uwadze.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 10 grudnia 2021

"Każdego dnia piszemy naszą własną historię i tylko od nas zależy, czy ona będzie szczęśliwa..."

„Bożonarodzeniowa księga szczęścia” to najnowsza powieść autorstwa Jolanty Kosowskiej. Mimo tego, że autorka ta ma już w swoim literackim dorobku sporo tytułów to właśnie ten najnowszy z nich stał się pierwszym, jaki przeczytałam i muszę Wam powiedzieć, że mam w planach sięgnięcie po poprzednie.

Chociaż nie jestem przesadną entuzjastą powieści świątecznych, żeby była jasność nie mam też nic przeciwko nim, to gdy zobaczyłam zapowiedź tej książki od razu coś mnie w niej urzekło. Nie tyle była to nawet sama okładka, ile frapujący opis i kryjąca się za nim pewna tradycja stworzona przez bohaterów.

Opowieść ta dotyczy pięciorga przyjaciół, których w dorosłym życiu los rozrzucił po różnych stronach kraju, a nawet świata. Ze względu na dzielącą ich odległość i różnorodne obowiązki nie mają oni zbyt wiele wolnego czasu. Mimo to nie chcąc tracić ze sobą kontaktu postanawiają co roku w okresie Bożego Narodzenia wysyłać do siebie listy, w których opisują, co działo się u nich przez miniony rok, a otwierają je zawsze w Wigilię.

Maria, Joanna, Lena, Rafał i Tomek bardzo dbają o ten właśnie rytuał, a gdy po raz pierwszy od kilku lat nikt z pozostałej czwórki nie otrzymuje listu od Leny przyjaciele zaczynają się niepokoić.

Ostatecznie to właśnie Rafał, jako jedyny nieposiadający rodzinnych zobowiązań postanawia pojechać na Chorwację, bo tam aktualnie mieszka Lena i sprawdzić czy wszystko u niej w porządku.

W ten sposób poznajemy burzliwy, trudny, ale również w pewnym sensie piękny przebieg relacji Leny i Rafała, która działa się gdy oboje byli bardzo młodzi. Nie jest to przesłodzona i pełna lukru opowieść, lecz dająca do myślenia, spleciona ze wspomnień i teraźniejszości historia o sile przyjaźni, różnych obliczach miłości i o tym, że życie naprawdę jest sumą wyborów i podjętych przez bohaterów decyzji.

I chociaż oczywiście są w ich życiu rzeczy ostateczne to stopniowo uświadamiają sobie również to, że jest też wiele kwestii, które wciąż podlegają ich decyzjom. Jeśli pomimo obaw zdecydują się postawić krok ku szczęściu to dotychczasowe życie może się diametralnie zmienić.

Jeżeli macie ochotę na ciepłą i nieco nietypową lekturę, w której pierwsze skrzypce gra przyjaźń, emocje, marzenia oraz wiele różnorodnych subtelnych uczuć to książka ta z całą pewnością nie zawiedzie Waszych oczekiwań. Opisane w niej postacie doskonale oddają perypetie pełnych rozterek, życiowych wzlotów i upadków oraz egzystencjalnych traum ludzi z krwi i kości, a wszystko to czyni ich bardzo bliskimi dla czytelnika.

Zakładam, że zechcecie dowiedzieć się czy z Leną wszystko w porządku? A także co skrywają w sobie historie poszczególnych bohaterów, więc koniecznie zajrzyjcie na karty „Bożonarodzeniowej księgi szczęścia”.

Polecam!

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 29 lipca 2021

Rzecz o tym, jak artystki burzą stary świat.

Dziś opowiem Wam o najnowszej książce autorstwa Sylwii Zientek. Autorka ta w swoim literackim dorobku ma już całkiem sporo różnorodnych gatunkowo pozycji, a tym razem postanowiła przybliżyć czytelnikom mało znane postacie polskich malarek, które żyły na przełomie XIX i XX wieku.

Opisane zostały w niej losy postaci m.in. takich jak: Anna Bilińska, Olga Boznańska, Maria Dulębianka, Alicja Halicka, Mela Muter, Irena Reno i inne. Na kartach tej publikacji napotykamy również na inne postacie znaczące dla ówczesnej epoki – Np. Tamarę Łapicką, Helenę Rubinstein etc.

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że pomimo tego, iż jest to książka o artystkach, malarstwie i tematach pokrewnych to nie jest ona przeznaczona wyłącznie dla znawców i miłośników sztuki. Po jej lekturze śmiało mogę stwierdzić, że jest ona przeznaczona dla szerokiego grona odbiorców, gdyż w sposób bardzo czytelny ukazuje losy kobiet na emigracji, które w swoim kraju nie były doceniane. Dowiadujemy się wiele na temat ich zmagań dotyczących życia na obczyźnie oraz prób wyrwania się ze schematów, w jakie z racji swej płci są one uwikłane.

Ich perypetie są bardzo burzliwe, a czasami wręcz tragiczne. Malarki poszukują nie tylko własnej drogi twórczej, lecz także tej życiowej. Śledzimy życie paryskiego Montparnasse’u, czyli dzielnicy, w której w latach 30-tych XX wieku kwitło życie artystycznej bohemy.

Sylwia Zientek z zazwyczaj trudno dostępnych skrawków informacji historycznych stworzyła misterną i kunsztowną opowieść o tak samo barwnym, jak i na swój sposób brutalnym świecie artystów, w którym kobiety tym bardziej nie mają łatwego życia. W ówczesnych czasach podstawową rolą kobiet było bycie żoną, matką i gospodynią, a opisane malarki mocno wymykają się takim schematom usilnie i wbrew różnorakim przeciwnościom dążąc do realizacji swoich marzeń i obranych celów. Niestety niejednokrotnie przychodzi im zapłacić za to bardzo wysoką cenę.

Autorka w przystępny sposób opowiada czytelnikom o kobietach z krwi i kości nakreślając przy tym nieodłączne dla ludzkiego życia wzloty i upadki oraz blaski i cienie artystycznej profesji w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Jeśli macie ochotę na bardzo klimatyczną lekturę, przybliżającą mało znane (kobiece oraz artystyczne) ogromnie interesujące życiorysy pełne intrygujących perypetii to sięgnijcie po tę niebanalną książkę.

Jeszcze bardziej wyrafinowanego smaku dodają zamieszczone w niniejszej publikacji różnego rodzaju prace przedstawianych w tym tytule artystek. Dzięki temu książka ta stanowi nie tylko preludium do refleksji nad artystycznym życiem kobiet na przestrzeni lat/wieków, lecz również ucztę dla oczu.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 21 stycznia 2021

"Przeszłość jest jak lampa umieszczona u wejścia do przyszłości"


Już od 15 lat Magdalena Kordel czaruje czytelników kreowanymi przez siebie urokliwymi historiami. Pod koniec listopada ubiegłego roku autorka wraz z Wydawnictwem Znak oddała w ręce czytelników szóstą odsłonę cyklu Malownicze.

Powieść ta nosi wymowny tytuł „Bo nadal Cię kocham”, jak już wcześniej wspomniałam po raz kolejny zaglądamy do Malowniczego, gdzie życie biegnie dosyć sielsko i leniwie. Magdalena świeżo upieczona mama Zofii Marianny próbuje na nowo i z różnym skutkiem ogarnąć macierzyńską rzeczywistość. Sympatyczna Leontyna prowadzi swój uroczy sklepik z rzeczami z duszą, codzienność płynie więc utartym torem. Jest tak do czasu, gdy starsza pani otrzymuje tajemniczy list w niebieskiej kopercie, który staje się początkiem niechcianego powrotu do przeszłości zwłaszcza, że list ten jest jednym z wielu, jakie nagle zaczyna otrzymywać Leontyna.

Autorka w obyczajową narrację misternie wplotła historię wojennej miłości, której dzieje jak się okazuje są ogromnie skomplikowane i nieoczywiste, chociaż początkowo czytelnik uważa zupełnie inaczej.

Ta barwna i wielowątkowa opowieść tchnie różnorodnymi refleksjami na temat wielu aspektów ludzkiego życia. Ukazana została w niej ogromna waga międzyludzkich relacji, bez których nie sposób żyć, chodzi tutaj o relacje na równi rodzinne, przyjacielskie i damsko-męskie.

Opisany w powieści powrót do przeszłości jest trudny i bolesny niemniej jednak jego konsekwencje zaskakują bohaterów w bardzo pozytywny sposób. Życie pisze bowiem tak zaskakujące scenariusze, że czasem trzeba się „zgubić”, by (niekiedy po wielu latach) na nowo się odnaleźć.

Książka wciąga od pierwszych stron i śmiało można ją czytać bez znajomości wcześniejszych tomów, co również jest jej niewątpliwym atutem. Jeśli chcecie przeczytać intrygującą historię z tajemnicą w tle, taką która w niezwykle porywający sposób pokazuje meandry ludzkiego losu, a także tchnie w czytelnika wewnętrzne ciepło i nadzieję to koniecznie zajrzyjcie na karty najnowszej powieści Magdaleny Kordel.

Polecam.

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 4 grudnia 2020

List napisany odręcznie... najpiękniejszy rodzaj szeptu jaki znam.

Małgorzata Kalicińska od wielu już lat gromadzi wokół swojej literatury coraz szersze grono czytelniczek, dzieje się tak zapewne, dlatego że powieści autorki są bardzo bliskie naszemu życiu i emocjom, które na co dzień przeżywamy, a jednocześnie na swój sposób różnorodne.

Najnowsza książka zatytułowana „Listy pisane atramentem, czyli rok z życia wdowca” to opowieść podana czytelnikowi w formie listów. Poznajemy w niej 70-letniego Stefana, który po śmierci żony czuje się nieco samotny, gdyż jego syn z rodziną mieszkają dosyć daleko.

Podczas rutynowej wizyty lekarskiej, na której okazuje się, iż nasz bohater fizycznie ma się świetnie odrobinę skarży się on sympatycznemu doktorowi, że coraz częściej zapomina drobne słowa etc. Receptą na odmianę tego stanu rzeczy ma być pisanie listów, do którego namawia Stefana jego zaprzyjaźniony medyk.

Starszy pan zastanawia się więc z kim mógłby korespondować i wpada na pomysł by pisać do swojej zmarłej jakiś czas temu żony, za którą nieustająco tęskni. Kupuje więc zeszyt, w którym ma zamiar pisać, a z szuflady wyjmuje ulubione pióro Marii.

W taki oto sposób poznajemy codzienność Stefana, jego wspomnienia i refleksje na temat różnorodnych życiowych zagadnień. Listy te są ciepłe, barwne, ale nie zanadto ckliwe ani patetyczne. Czytając je odbiorca czuje się tak, jakby uczestniczył w swoistej rozmowie dwojga ludzi, którzy spędzili ze sobą przysłowiowy kawał życia, chociaż oczywistym jest, że Maria nie może już odpowiedzieć.

W listowy pamiętnik Stefana wpisują się też losy jego nowego sąsiada Piotra, jego sympatii Pauliny i „starych”, chociaż właściwie nowo poznanych lokatorów pobliskiego domu – Marianny i Antoniego.

Jeśli komuś z Was przyszło do głowy, iż jest to książka o starości i samotności to jest on według mnie w sporym błędzie. Dla mnie perypetie Stefana są opowieścią o odkrywaniu nowych pasji, spełnianiu długo odkładanych marzeń i odnajdywaniu uroków życia w nieco starszym wieku, a także o integrowaniu się z innymi ludźmi, na co nigdy nie jest za późno.

Chociaż oczywiście nasz bohater miewa czasem gorsze dni, bo któż z nas ich nie ma, to postawa, jaką zaprezentowała na jego przykładzie autorka dobitnie ukazuje, że jeśli tylko jesteśmy na tyle zdrowi, aby być samodzielni to komfort naszego życia zależy w dużej mierze od nas samych i od tego czy sobie na niego pozwolimy, czy też postanowimy całkowicie zgnuśnieć tym samym uprzykrzając życie sobie i otoczeniu.

Powieść czytało mi się przyjemnie i szybko. A jedynym mankamentem była korekta książki, która niestety pozostawia sporo do życzenia i to trzeba uczciwie przyznać… Niemniej jednak, jeśli chodzi o tę publikację samą w sobie to jest ona sympatyczną odskocznią od dosyć ponurej ostatnimi czasy rzeczywistości.

Jeśli chcecie przeczytać coś niezbyt ciężkiego, a jednocześnie podanego w odrobinę nietypowej formie to sięgnijcie po najnowszą odsłonę twórczości tej znanej i lubianej autorki.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

"Sama, sama zupełnie sama, w tym samym miejscu ale w innym czasie, sama, sama jak drzewo na pustyni..."


Książka, którą chciałabym Wam dzisiaj przybliżyć to powieść Agnieszki Lis „Listy w góry”, tą właśnie pozycją pisarka rozpoczęła współpracę z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Autorka nadała tej publikacji formę listów, a cała historia, choć fikcyjna to szkieletowo oparta jest na losach Jerzego Kukuczki i jego rodziny.

Historia ta rozpoczyna się pod koniec lat 70-tych, a czasy nie należą do najłatwiejszych. Poznajemy młodą kobietę, która z tęsknoty i ogromnego lęku o swojego męża himalaistę zaczyna pisać do niego listy, które są jednocześnie jej pamiętnikiem.

Śledzimy wewnętrzne zmagania narratorki z samotnością, tęsknotą, lękiem o ukochaną osobę, a w późniejszym czasie także właściwie samotne wychowywanie przez nią synów i borykanie się z trudami dnia codziennego na przestrzeni wielu lat.

Zapytacie czy jest to książka o miłości i poświęceniu? – Tak, ale jest to także książka o egoizmie i chorobliwej wręcz pasji, która doprowadziła do najgorszego. Owszem jak najbardziej uważam, iż pasja w życiu jest potrzebna, ale czy należy stawiać ją ponad wszystko, nawet rodzinę, szafując przy tym własnym życiem? Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że nie…

Powieść ta jest dobrze napisana, a poruszone w niej tematy są trudne i bardzo często bolesne. Muszę jednak uczciwie powiedzieć, że chociaż doceniam mocny przekaz zawarty w tej opowieści to postawa głównej bohaterki ogromnie mnie irytowała. Czytając jej listy czułam się tak, jak gdybym miała przed sobą dwie diametralnie różne osoby.

Z jednej strony Matkę Polkę walczącą o byt i przetrwanie rodziny w trudnych czasach, w jakich przyszło jej żyć. Z drugiej natomiast kobietę totalnie uległą i zdominowaną przez ambicje własnego męża, który przecież MUSI pojechać na kolejną wyprawę, a w związku z powyższym, gdy już jest w domu to i tak albo ciągle coś załatwia na kolejną podróż, albo przez ich małe mieszkanie ciągle przewijają się tabuny ludzi, no, ale przecież jej nie wypada zwrócić im uwagi, że są trochę za głośno... etc

Momentami było mi żal tej zagubionej, a zarazem ewidentnie rozdartej wewnętrznie kobiety. Czasem jednak miałam ochotę nią potrząsnąć, aby wreszcie choć trochę się ocknęła… Czy w końcu do tego doszło dowiecie się z kart książki.

Swoistym panaceum na samotność i życiowe troski była dla kobiety odnowiona relacja z jej dawną szkolną koleżanką Moniką. Jak się jednak okazuje w toku lektury ta skomplikowana więź z pewnych względów koniec końców również kładzie się cieniem na życiu narratorki.

„Listy w góry” to opowieść wręcz buzująca emocjami. Ich ilość i różnorodność nie pozwalają czytelnikowi przejść obok tej historii obojętnie. W moim odczuciu jest to jedna z takich opowieści, których nie sposób jednoznacznie ocenić. Jak już wcześniej wspomniałam jej dodatkowym „smaczkiem” jest nietuzinkowa forma.

Czy skusicie się na lekturę niniejszej powieści? – Mam nadzieję, że tak, a po jej przeczytaniu być może zechcecie podzielić się ze mną Waszymi wrażeniami. Jestem bardzo ciekawa Waszego odbioru.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Melodią życia Olgi była jej miłość..."


Po dwuletniej przewie, licząc od wydania poprzedniej książki tego autora, ponownie pod szyldem Domu Wydawniczego Rebis całkiem niedawno ukazała się kolejna powieść Bernharda Schlinka zatytułowana „Olga”.

Główną bohaterką niniejszej historii jest właśnie Olga, która już w dzieciństwie traci rodziców, a opiekę nad nią przejmuje babka, jednocześnie wyrywając dziewczynkę ze znanego jej dotąd dolnośląskiego świata na dalekie i kompletnie obce jej Pomorze. Olga, choć biedna, to od zawsze ambitna i uwielbiająca obcowanie z literaturą pomimo przeciwności, których nie szczędzi jej życie w pomorskiej wiosce kształci się i ostatecznie zostaje nauczycielką.

We wczesnej młodości poznaje też swoją pierwszą, i jak się okazuje jedyną, miłość. Jest nią syn majętnego obszarnika - Herbert Schröder, uczucie tych dwojga jest niezwykle płomienne, ale ich wzajemna relacja napotyka na swej drodze sporo przeszkód, co moim zdaniem jest pewnego rodzaju odniesieniem do najsłynniejszej i najbardziej znanej powieści Bernharda Schlinka, którą z całą pewnością jest „Lektor”.

Jeśli zaś chodzi o samego Herberta jest on bardzo mocno owładnięty wizją Niemiec, jako kraju wręcz panującego na świecie, a ponadto niespokojnym duchem szukającym ciągle nowych wyzwań oraz dalekich i bezkresnych przestrzeni. Skutkiem takiego spojrzenia na życie i otaczający go świat są jego rozliczne podróże.

Olga z jednej strony twardo stąpająca po ziemi, z drugiej bez pamięci zakochana godzi się na bardzo długie rozłąki z ukochanym, który bądź, co bądź zawsze w końcu do niej wraca… Taka sytuacja ma miejsce do czasu, gdy w roku 1913 Herbert nie będąc w stanie podołać konieczności dokonania ważnych życiowych wyborów podejmuje się desperackiej eskapady w rejon bieguna północnego.

Nigdy nie powraca z owej wyprawy, a Olga przez wiele lat pisze do niego listy, w których dzieli się z Herbertem radościami i smutkami codzienności przelewając na papier całą masę własnych ogromnie różnorodnych emocji.

Z technicznego punktu widzenia książka, choć stosunkowo niewielka objętościowo została podzielona na trzy części. Pierwsza z nich to opowieść Olgi. Druga jest jej uzupełnieniem przez Ferdinanda, w którego domu Olga pracowała, jako krawcowa, (ponieważ straciła słuch nie mogła już uczyć) gdy ten był małym chłopcem, a kiedy dorósł i stał się młodym mężczyzną mieli ze sobą przyjacielską relację. Trzecią część stanowią zaś same listy Olgi do Herberta, które w pewien sposób, w jaki – przeczytacie na kartach powieści, weszły w posiadanie Ferdinanda.

„Olga” to słodko-gorzka opowieść o życiu, uczuciach oraz ambicjach, których spełnienie, jak się okazuje nie zawsze daje poczucie szczęścia. Jest to również historia o ludzkiej wytrwałości zarówno w miłości, jak też w dążeniu do obranego celu. W książce nie zabrakło też rodzinnych sekretów, które Schlink stopniowo odsłania przed swoimi odbiorcami.

Charakterystyczna dla autora zwięzła, a zarazem przepełniona emocjami forma przekazywanej czytelnikowi opowieści nadaje całości jeszcze głębszego, refleksyjnego wyrazu.   

czwartek, 3 stycznia 2019

Słowa mają siłę...


Autorką tej książki jest Jodi Ann Bickley. Młoda angielka na skutek ukąszenia przez kleszcza bardzo mocno podupada na zdrowiu, przez co jej dotychczasowa egzystencja legnie w gruzach i nic nigdy nie będzie już takie samo jak dawniej.

Sytuacja dotąd pełnej życia, marzeń i planów dziewczyny wydaje się być dramatyczna, gdyż nagle nie jest ona w stanie wykonać nawet najprostszych czynności, a stan ten staje się dla niej powodem coraz silniejszej frustracji, i narastającej depresji. Jodi coraz bardziej izoluje się od rodziny i przyjaciół nie chce bowiem, aby oglądano ją w takim stanie ciała i ducha

Niemożność dotarcia do dziewczyny sprawia, iż grono jej znajomych sukcesywnie się wykrusza. Apatia naszej bohaterki wciąż przybiera na sile… Kiedy Jodi jest już u progu dokonania próby samobójczej, na skutek pewnego, wydawać by się mogło, błahego wydarzenia, o którym więcej dowiecie się z książki, właściwie w ułamku sekundy dziewczyna postanawia odbić się od osiągniętego dna.

Tak oto rozpoczyna się jej droga do stopniowego wyjścia z marazmu, a wiedzie ona poprzez powstanie akcji: Milion Cudownych Listów (ang. One Milion Lovely Letters), która zatoczyła już bardzo szerokie kręgi na całym świecie.

U progu tego projektu Jodi założyła stronę internetową i za jej pomocą zaczęła zachęcać, tych, którzy potrzebują pocieszenia i wsparcia, by skontaktowali się z nią, a ona w zamian wyśle do takich osób niezwykły, odręczny list.

Dziewczyna nie przypuszczała nawet z jak ogromnym odzewem spotka się jej apel. Dzisiaj inicjatywa ta ma ogromny zasięg i angażuje mnóstwo ludzi na całym świecie, ponieważ skala tego zjawiska przerosła samą inicjatorkę i nie byłaby ona już w stanie kontynuować wyłącznie w pojedynkę tego gigantycznego dzieła.

Historia Jodi ukazuje, że w każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji istnieje jakaś furtka, przez którą możemy wpuścić przysłowiowy promyk słońca… Pozostaje tylko pytanie czy znajdziemy w sobie odwagę, by podjąć decyzję o otwarciu tychże podwoi.

Książka ta jest w moich oczach wyjątkowo wyrazista poprzez fakt, iż autorka w sposób bardzo otwarty i szczery opisuje swoje życie wraz z niełatwą codziennością, która stała się jej udziałem.

Jodi nie koloryzuje, więc jest mocno autentyczna, tak samo jak jej cudowne listy, które do dziś „zraszają” cały świat bezcennymi kropelkami nadziei zawartymi w krążących po globie kopertach.

Zapraszam Was do lektury tej mocno prawdziwej i równie ciepłej oraz optymistycznej pozycji.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 11 kwietnia 2017

(...) Jabłoń kwitnie nadal...


Postaci kultowej aktorki, zmarłej w czerwcu 2014 roku, Małgorzaty Braunek nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W sercach widzów zapisała się ona dzięki wielu wspaniałym kreacjom aktorskim takim jak chociażby Oleńka Bilewiczówna czy Izabela Łęcka z adaptacji filmowych kultowych powieści. Na mniejszym ekranie wcieliła się zaś między innymi w niezwykle ciepłą i sympatyczną postać Barbary, bohaterki serialu „Dom nad rozlewiskiem”.

W maju 2015 roku, blisko rok po odejściu pani Małgorzaty ukazała się książka autorstwa Artura Cieślara, która nosi tytuł „Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie nadal”. Publikacja ta jest niezwykle osobistą, ujętą w formie listów próbą pogodzenia i oswojenia się z fizyczną nieobecnością bliskiej osoby, którą z całą pewnością była dla autora Małgorzata Braunek.

Każda strona niniejszej książki wręcz przesycona jest emocjami i wspomnieniami wspólnych chwil, które stały się udziałem dwojga przyjaciół. Opisy te, choć przepełnione nostalgią są według mnie swoistym podziękowaniem autora za wszystko to, czego dane mu było doświadczyć dzięki tej niezwykle silnej przyjacielskiej relacji.

Z opatrzonych datami not autora wyłania się obraz kobiety z jednej strony niezwykle ciepłej i empatycznej, z drugiej natomiast silnej i stąpającej twardo po ziemi wyznawczyni buddyzmu wraz z jego różnymi aspektami jak np. reinkarnacja.

„Listy do Małgosi. Jabłoń kwitnie nadal” pomimo stosunkowo niewielkiej objętości są z całą pewnością lekturą niezwykle poruszającą i skłaniającą do wielu refleksji na temat życia, przyjaźni, przemijania i wielu, wielu innych kwestii. Niewątpliwie jest to pozycja dosyć specyficzna w związku z tym zapewne  ilu czytelników tyle będzie też różnych spojrzeń na treść tego zbioru listów.

Dodatkowo smaku i klasy lekturze dodaje fakt, iż cała korespondencja zamknięta została w twardej oprawie z przepięknym zdjęciem pani Małgosi na okładce, które wykonane zostało przez Pawła Raźniewskiego. Na w/w fotografii Małgorzata Braunek uśmiecha się do czytelnika swoim zachwycającym uśmiechem, który był zawsze jej nieodłącznym atrybutem.

Jeśli więc lubicie czytać listy i macie ochotę na garść wspomnień płynących z pięknej przyjaźni - w których jedna osoba mówi/pisze, a druga jest jak gdyby słuchaczem, ponieważ listy te stały się pewnego rodzaju alternatywą dla prowadzonych między przyjaciółmi każdego poranka rozmów telefonicznych - to koniecznie sięgnijcie po tę książkę.