Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2026

Poznaj tajemnicę Akademii - zagadkowy thriller dla młodzieży 16+


Czy zetknęliście się kiedyś z książkami Piotra Adamczyka? (nie chodzi tutaj rzecz jasna o popularnego aktora).

Moja przygoda z jego twórczością trwa od pierwszego wydanego tytułu, co miało miejsce w roku 2012.

Natomiast w lutym bieżącego roku autor pokusił się o napisanie książki młodzieżowej, skierowanej do grupy czytelników 16+, która nosi tytuł „Akademia Świętej Śmierci”.

Mimo iż zdecydowanie nie jestem grupą docelową, sięgnęłam po tę książkę ze względu na znajomość kilku innych tytułów autora oraz na opis okładkowy, który mówi o tym, że poruszone w powieści tematy są aktualnie bardzo na czasie.

Główną bohaterką jest 16–letnia Zuzia Glass, która po tajemniczym zaginięciu matki mieszka ze swoim ojcem, dobrodusznym, lecz ekscentrycznym naukowcem. Jej sąsiadem jest nieco starszy od niej Matt, który mieszka obok z rodzicami i bratem. Chłopak, jak możecie się domyślić, wzbudza w naszej bohaterce coraz większe zainteresowanie, a że Zuzia jest dosyć nieśmiała to cała sytuacja nie jest dla niej zbyt komfortowa.

Tymczasem na mieście, w różnych jego lokalizacjach pojawia się tajemniczy kod QR, który wprowadza w świat pewnej gry, która coraz bardziej pochłania swoich uczestników…

Dokąd to wszystko finalnie zaprowadzi naszych bohaterów? Czemu będą oni musieli stawić czoła i czy mama Zuzi odnajdzie się cała i zdrowa? – Musicie przeczytać sami.

Piotr Adamczyk w swoim thrillerze skierowanym do starszej młodzieży poruszył bardzo aktualne w opisywanym środowisku tematy, takie, jak np. trudności wynikające z dorastania, pierwsze porywy serca, borykanie się ze stratą i samotnością, czy ogromnie dzisiaj powszechne uzależnienie od internetu na bardzo różnych płaszczyznach oraz całe mnóstwo zagrożeń czyhających na dzieci i młodzież w cyfrowym świecie, kryjących się w pozornie niewinnych teściach/aplikacjach.

Myślę, że perypetie Zuzi i Matta oraz cała treść, w której osadzone zostały te postacie, będzie interesująca, wciągająca i przystępna dla młodego czytelnika – tym bardziej że część elementów fabuły stanowią autentyczne miejsca i organizacje.

Jeśli zaś o mnie chodzi to zachowanie głównej bohaterki dosyć często mocno mnie irytowało, gdyż w moim odczuciu było nieadekwatne do jej wieku – zaznaczam jednak, że nie jestem grupą docelową dla tej książki, więc z całą pewnością miało to wpływ na jej odbiór.

Jeżeli jednak macie w swojej rodzinie lub otoczeniu starszą młodzież, która gustuje w zagadkowych, a momentami nieco mrocznych thrillerach to myślę, że warto podsunąć im ten tytuł, chociażby ze względu na aktualność poruszonych w nim kwestii oraz pokazanie różnorodnych relacji między bohaterami przez autora.

Ciekawa jestem komu polecilibyście rozwikłanie zagadki tego, czym właściwie jest tytułowa „Akademia Świętej Śmieci”? A może Wy sami zdecydujecie się to zrobić? – jeśli tak to do dzieła! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

piątek, 14 sierpnia 2026

„Życie można zrozumieć tylko oglądając się wstecz, ale żyć trzeba idąc naprzód.” - Søren Kierkegaard


Dziś opowiem Wam o powieści Aleksandry Palasek pt. „Wrócę do Ciebie, Anielo”. Akcja toczy się w niej dwutorowo.

Współcześnie poznajemy Weronikę, która pomimo trudnych relacji z najbliższymi wraca w rodzinne strony na pogrzeb znienawidzonego ojca. Chociaż kobieta zamierza wracać jak najszybciej do siebie to na skutek pewnych wydarzeń decyduje się zostać w rodzinnym domu nieco dłużej.

W związku z powyższym postanawia uprzątnąć swój dawny pokój. Podczas porządków zupełnie przypadkowo natrafia na zaszyte w pluszowym misiu listy sprzed lat…

Dzięki tej właśnie korespondencji poznajemy Anielę Muszalską. Losy tej młodej mieszkanki Machowa stanowią drugą oś niniejszej historii. Jak się okazuje jej perypetie są bardzo burzliwe m.in. ze względu na wojenne czasy, w jakich przyszło żyć młodej, zakochanej z wzajemnością mężatce.

Lektura odnalezionych listów skłania Weronikę do zgłębienia historii Anieli i dowiedzenia się kim była ta nietuzinkowa kobieta.

Autorka w swojej książce po mistrzowsku splata przeszłość z teraźniejszością, ukazując, że wiele pragnień, kobiecych rozterek i lęków wciąż pozostaje uniwersalnych.

„Wrócę do Ciebie, Anielo” to kolejna pełna emocji i wzruszeń barwna opowieść o niełatwych losach ludzi wrzuconych w wir wielkiej historii, jaką miałam okazję w ostatnim czasie przeczytać.

Rzecz jasna nie napiszę Wam, czy Weronika rozwikłałam zagadkę tego, kim była Aniela, ani tego, czy dowiedziała się dzięki tej sprawie czegoś o sobie samej – musicie przekonać się sami sięgając po książkę.

Choć nie jest to łatwa lektura ze względu na tło historyczne, jak również dzieciństwo samej Weroniki nie należało do bajkowych to samą opowieść czyta się z dużą ciekawością kibicując jej bohaterkom na ich życiowych ścieżkach.

Aleksandra Palasek na przykładzie nakreślonych bohaterów ukazała, jak duży wpływ na życie mają relacje rodzinne oraz jak ogromna bywa siła i trwałość ludzkich uczuć.

Kobiety ukazane w jej powieści charakteryzuje wewnętrzna niezłomność pomimo przeciwności losu, jakich doświadczyły zarówno kiedyś, jak i dziś.

Jeżeli chcecie przeczytać opowieść łączącą w sobie dwie perspektywy czasowe, na której kartach poznacie intrygujące bohaterki, z których losów wyłania się niezwykle poruszająca historia to zapraszam Was do przeczytania powieści „Wrócę do Ciebie, Anielo” Aleksandry Palasek.

Z informacji na okładce wnioskuję, iż tytuł ten otwiera cykl: Dwie rzeki, więc całkiem możliwe, że sięgnę po kolejny tom (-y) jeśli ukażą się rynku.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 sierpnia 2026

"Wspomnienia są jak perły: mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez...”


Znacie książki Katarzyny Polanowskiej? Jeśli o mnie chodzi to „Gołębiarka” była moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością.

W oparciu o losy Klary i jej bliskich autorka oddała hołd tym, który stracili życie lub w jakikolwiek sposób ucierpieli w katastrofie budowlanej, jaka miała miejsce w roku 2006 w Katowicach, gdy podczas wystawy gołębi pocztowych, m.in. pod naporem śniegu, runął dach hali wystawienniczej.

Choć losy bohaterów tej opowieści są literacką fikcją to wiele z tego, co zostało tutaj opisane, mogło wydarzyć się naprawdę.

Klara wiedzie beztroskie życie nastolatki, w szczęśliwej, choć niezbyt zamożnej rodzinie. Ma kochających rodziców i młodszą siostrzyczkę Kamilkę. Na skutek wcześniej wspomnianych przeze mnie wydarzeń w ułamku sekundy to spokojne, bezpieczne dotąd życie zostaje brutalnie wywrócone do góry nogami…

Na drodze samotnej dziewczyny staje nieznany jej dotąd wujek Kazimierz, który wraz ze swoją rodziną próbuje zaopiekować się Klarą, mimo że oboje są mocno zagubieni w tej ogromnie trudnej sytuacji, która stała się ich udziałem.

Jak potoczą się ich dalsze losy – tego oczywiście Wam nie zdradzę. Powiem Wam jednak, iż jest to opowieść pełna emocji, charyzmatycznych i niejednoznacznych postaci oraz dotykająca wielu trudnych tematów.

Mimo tego wszystkiego nie jest to historia wyłącznie duszna i przytłaczająca czytelnika, ponieważ wzajemne relacje jej bohaterów, choć w niektórych przypadkach momentami bywają szorstkie, to w gruncie rzeczy tchną ciepłem, oparciem i nadzieją na lepsze, mimo iż niełatwe jutro.

Uwagę odbiorcy bardzo mocno przykuwa relacja Klary i Fryderyka – syna Kazimierza i Matyldy. To, co dzieje się między tą dwójką przypomina istny rollercoaster. Chłopak skrywa bowiem w sobie pewien wewnętrzny, spowity tajemnicą mrok – swoim zachowaniem raz przyciąga, a innym razem całkowicie odpycha od siebie Klarę – i choć nie robi tego z wyrachowania, to dziewczyna czuje się dosyć mocno zdezorientowana jego zachowaniem.

Jeśli zaś chodzi o samo zakończenie książki to dosłownie wbija ono czytelnika w fotel i sprawia, że wstrzymujemy oddech przy jego czytaniu i zastanawiamy się, jaki będzie ciąg dalszy.

Jeżeli nie obawiacie się trudnych tematów, a szukacie przepełnionej emocjami, skłaniającej do wielu refleksji i zostawiającej w czytelniku długotrwały ślad lektury to „Gołębiarka” będzie bardzo dobrym wyborem.

Autorka bardzo plastycznie oddała w swej powieści blaski i cienie życia oraz różnorakie zawiłości ludzkiego losu. Klara to uosobienie śmiechu i łez, traumy i powolnego dźwigania się z niej niczym mityczny feniks z popiołów.

Perypetie bohaterów naznaczone są wieloma egzystencjalnymi wzlotami i upadkami, nie tylko tymi najtragiczniejszymi, lecz także tymi, które wplecione są w codzienność człowieka. Dzięki temu na różne sposoby można utożsamić się z opisanymi postaciami, a co za tym idzie śledzić ich losy z ogromnym zaangażowaniem i zainteresowaniem, co wydarzy się dalej.

Ze swojej strony bardzo polecam Wam sięgnięcie po „Gołębiarkę” uważam, że warto poświęcić tej powieści czas i uwagę.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 13 lutego 2026

"Per aspera ad astra..."


Anna Rybakiewicz debiutowała w roku 2023 i od tamtej pory swoimi przepięknymi opowieściami zdobywa coraz szersze grono czytelników. Jak możecie się domyślić, ja również znajduję się w kręgu fanów jej prozy. A skoro tak jest to gdy tylko ukazała się zapowiedź najnowszej książki o intrygującym tytule „Przez trudy do gwiazd” – wiedziałam, że bardzo chcę ją przeczytać, więc na przełomie stycznia i lutego tak właśnie się stało.

W opowieści tej akcja toczy się w dwóch planach czasowych. Pierwszy z nich to lata 1990/91, gdy poznajemy Anastazję Zielińską (nazywaną przez bliskich i przyjaciół Nastką), która na skutek udaru traci pamięć.

Drugim zaś jest pamiętnik Anastazji datowany od czerwca 1939 roku, który czytany bohaterce przez nielubianego niegdyś Leona Białowąsa staje się swego rodzaju bramą do odzyskania przez nią utraconych wspomnień…

Chwytająca za serce historia tułaczki pośród kazachskich stepów, która nie szczędzi bohaterom trudów i znoju, lecz także zdarzają się momenty przynoszące odrobinę wytchnienia w wymagającej codzienności.

Anna Rybakiewicz w mistrzowski sposób splotła ze sobą wątki, łącząc współczesność z przeszłością i pokazując ich ogromne wzajemne oddziaływanie.

Jest to historia o międzyludzkich relacjach, które życie weryfikuje w bardzo różnych kierunkach. O tym, jak ważna jest ludzka pamięć i wspomnienia oraz o tym, jak bezbronni stajemy się w obliczu jakiejkolwiek choroby i jak ważne staje się wtedy wsparcie otoczenia.

Czytelnik bardzo kibicuje Nastce, zarówno tej z kiedyś, jak i tej z dziś. Autorka przedstawia jej losy w sposób tak plastyczny, że odbiorca wręcz współodczuwa jej emocje, bolączki i różnorakie rozterki.

Historię tę czyta się z zapartym tchem i właściwie nie sposób jej odłożyć, a gdy jest to konieczne, chcemy jak najprędzej do niej wrócić. Sam tytuł „Przez trudy do gwiazd” jest niezwykle wymowny w kontekście całej opowieści.

Losy głównej bohaterki oraz pozostałych postaci w tej książce porywają czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jest to bowiem opowieść o niesamowitym harcie ludzkiego ducha, przyjaźni, miłości, rodzinie oraz narodowej tożsamości i tęsknocie odczuwanej każdego dnia w wyniku przymusowego oddalenia od ojczyzny, oraz wszystkiego tego, co znane i kochane.

Jesteście ciekawi czego Nastka dowie się o sobie i czy odzyska pamięć? Dokąd ostatecznie doprowadziła ją „kolczasta” relacja z Leonem? – odpowiedź na te i wiele innych pytań pojawiających się w trakcie czytania znajdziecie na kartach tej wzruszającej i skłaniającej do refleksji lektury.

Anna Rybakiewicz po raz kolejny dotyka czytelnika swoją wyrazistą, a zarazem subtelną i pełną różnorodnych emocji opowieścią. Obok tej prozy nie można przejść obojętnie, ponieważ w moim odczuciu pozostawia ona w czytelniku trwały ślad, nie dając o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas, a jej przesłanie wciąż do nas powraca.

Polecam!


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 7 stycznia 2026

Każda ławka zna wiele historii...

 

Książka, o której dzisiaj Wam opowiem to debiut pani Eli Figielek, który ukazał się w październiku 2025. Publikacja nosi tytuł „Ławka” i jest to mój patronat medialny.

„Ławka” to zbiór historii kilkorga bohaterów, którego charakterystycznym i na różne sposoby symbolicznym elementem staje się właśnie tytułowa „Ławka”. Każdy z bohaterów tych mikroopowieści nosi na swoich barkach spory bagaż różnorodnych doświadczeń.

Postacie w niej opisane zmagają się z rozstaniem, traumą, odkrywaniem swoich korzeni, co jest dla nich dużym zaskoczeniem. A niektórzy borykają się ze stratą najbliższych.

Pani Ela Figielek poprzez ich historie dotyka najgłębiej ukrytych zakamarków ludzkiej duszy, serca i psychiki.

„Ławka” skłania do wielu przeróżnych refleksji nad życiem i ludzkim losem. Wraz z jej bohaterami przeżywamy cały wachlarz emocji, odczuć i poruszeń, jakie stają się ich udziałem.

Kibicujemy im w mierzeniu się z codziennością, która, jak to w życiu bywa, zwykle nie jest usłana przysłowiowymi różami.

Autorka w swojej opowieści kładzie bardzo duży nacisk na emocje przeżywane przez bohaterów oraz relacje, jakie już posiadają lub te, które dopiero (z różnych względów) nawiązują.

Jak się okazuje żadna z nich nie jest do końca oczywista ani prosta. Każda niesie w sobie blaski, cienie, niedopowiedzenia i wątpliwości, ale także wsparcie, poczucie akceptacji, radość, uśmiech i wiele innych nieobcych człowiekowi odczuć.

Postacie nakreślone w niniejszych opowieściach są wielowymiarowe i różnorodne, co sprzyja temu, aby czytelnik mógł się z nimi łatwo utożsamić i odnaleźć w ich perypetiach choćby migawki z własnego życia.

Jeśli w Wasz czytelniczy gust dobrze wpisują się pozycje nietuzinkowe i takie, w których w niewielkiej objętości zawarty jest wartościowy przekaz to zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę.

Mnie osobiście również bardzo mocno ujęła symbolika tytułowej ławki, autorka nadaje bowiem zupełnie zwyczajnemu przedmiotowi bardzo głębokie i wymowne znaczenie – jak dokładnie to wszystko wygląda przekonajcie się sami sięgając po tę lekturę.

Uważam że warto poświęcić jej swój czytelniczy czas i pochylić się nad tym, co autorka kieruje do odbiorcy, ponieważ wiele poruszonych przez nią w tej publikacji aspektów znajduje odbicie w naszej codzienności.

I pamiętajcie – każda ławka zna wiele ludzkich historii…


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 3 grudnia 2025

Czy promyk nadziei może tlić się w ciemności?

 

„Nadzieja pośród ciemności” to debiut literacki Toda Lendinga. W książce tej poznajemy 17-letniego Rubena, który wraz ze swoim ojcem prowadzi sklep z ekskluzywnymi parasolami.

Chłopak zakochany jest z wzajemnością w Zeldzie. Jednakże beztroska młodych ludzi i ich marzenia o przyszłym szczęściu zostają brutalnie przerwane, gdy wybucha II Wojna Światowa. W wyniku tych wydarzeń i wszystkiego, co one za sobą pociągają, ludność narodowości żydowskiej musi walczyć o przetrwane.

Zelda wraz z rodziną ucieka z miasta, co sprawia, że zostają z Rubenem rozdzieleni. Później na skutek pewnych, dramatycznych wydarzeń rodzina Rubena również zmuszona jest do zmiany miejsca pobytu, w związku z tym chłopak stawia sobie za punkt honoru odnalezienie ukochanej… Czy mu się uda? Przekonajcie się sami.

Na kartach tej powieści wiele się dzieje. Autor jednak kładzie w niej duży nacisk nie tylko na wydarzenia zewnętrzne, które rzecz jasna stanowią tło opowieści, ale zagłębia się także bardzo mocno w psychikę i emocje bohaterów.

Ukazuje nam ich zmagania ze stratą, wszechobecnym terrorem, głodem, strachem, niepewnością jutra etc. Jednakże pomimo tych niezwykle trudnych i bolesnych doświadczeń, jakie stają się udziałem bohaterów, śledzimy również ich determinację, niezłomność na wielu polach, heroizm we wspieraniu innych, a także gigantyczny hart ducha, który pomaga przeć do przodu pomimo wszystko.

Historia Rubena, Zeldy i ich rodzin jest bardzo poruszająca, zapadająca czytelnikowi w pamięć i skłaniająca go do stawiania sobie podczas lektury wielu pytań. W opowieści tej pokazane zostało również to, jak ważne w naszym życiu są relacje międzyludzkie. Rzecz jasna, na pierwszy plan wysuwają się te rodzinne, ale także wszelakie inne ich konfiguracje są w książce mocno podkreślone i dosyć dogłębnie opisane.

Opowieść ta, choć trudna, a momentami drastyczna i brutalna, niesie w sobie także tytułową nadzieję, która przejawia się w opisywanej miłości, oddaniu na rzecz drugiego człowieka, czy podejmowaniu prób ochrony bezpieczeństwa i życia innych, często z narażeniem własnego.

Jest to emocjonalny gejzer, który z całą pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaś styl autora, choć bywa mroczny i duszny, bo tego wymaga poruszona tematyka, jest także na swój sposób porywający i dający wiele furtek do różnorodnych przemyśleń.

Poznajcie zatem losy Rubena i innych bohaterów tej opowieści niejako współtowarzysząc im w przeżyciach, emocjach i rozterkach jakie stają się ich udziałem na kartach powieści.

Jeśli szukacie dosyć obszernej lektury będącej fikcją literacką, lecz nieco opartą o kanwę prawdziwych wydarzeń to myślę, że książka ta spełni Wasze oczekiwania.

 
 

wtorek, 29 kwietnia 2025

"Nigdy nie będę mieć dnia wolnego od straty..."

 

Ciekawa jestem czy znacie publikacje Wydawnictwa Cyranka? Ja przeczytałam już trzy pozycje wydane pod ich szyldem. O jednej z nich chciałabym Wam dziś opowiedzieć.

„West Farragut Avenue” to historia autorstwa Pani Agnieszki Jelonek bazująca na jej osobistych doświadczeniach. Przenosimy się do lat 90 – tych, gdyż w owym czasie autorka przebywała w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez pewien czas żyła, pracowała i utraciła swą młodzieńczą miłość.

Książka ta jest zapisem różnorodnych wspomnień z tego właśnie okresu oraz przeżywaną przez nią po latach żałobą i zmaganiu się z ogromną stratą, która rzecz jasna pozostanie w niej już na zawsze.

Cała ta opowieść rozsnuta jest niejako pomiędzy „przed” i „po”. Gubimy się w niej i zatracamy wraz z samą autorką, próbując rozwikłać, co tak naprawdę się wydarzyło. Jest to historia o miłości, która momentami według mnie ociera się o pewnego rodzaju obsesję. A także o próbie rozrachunku z przeszłością i ocalenia od zapomnienia tego, co utracone, a było dla narratorki tak ważne.

Książka ta, choć niewielka objętościowo niesie w sobie niebagatelny ładunek emocjonalny. Bagaż doświadczeń i wielorakie rozterki młodej kobiety stanowią pole do różnorodnych refleksji nad życiem i nieustanną pogonią za tym, aby wciąż mieć i przeżywać więcej, szybciej, intensywniej...

Czy bohaterce uda się dociec, czy śmierć Drobnego była nieszczęśliwym wypadkiem? Czy upora się z tak dotkliwą życiową stratą? – dowiecie się z kart książki.

Nie oceniam tej książki w żadnej skali, bo nie sposób oceniać czyjegoś smutku, żałoby, zagubienia i osamotnienia w obliczu dojmującej egzystencjalnej straty. 
Duży szacunek dla autorki za to, że zdecydowała się podzielić z innymi swoją niezwykle osobistą, trudną historią, gdyż zapewne pomimo upływu czasu wymagało to od Pani Agnieszki niemałej wewnętrznej siły. 

Jeśli chodzi o samą lekturę, to każdy z Was indywidualnie musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest gotowy na lekturę takiej opowieści. Ja sygnalizuję jedynie, że takowa istnieje, a czy się z nią zapoznać – tę decyzję pozostawiam w sferze Waszej czytelniczej wrażliwości.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 24 kwietnia 2025

Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.


„Serce dzwonu” to powieść Pani Marleny Semczyszyn. Główną bohaterką opowieści autorka uczyniła trzydziestokilkuletnią, zaangażowaną w swoją pracę księgową Zuzannę Zaorską. Kobieta mimo tego, że jest bardzo sympatyczna i kompetentna dosyć mocno odstaje wyglądem od przyjętych dziś standardów piękna. Jednakże otoczona od zawsze miłością i wsparciem rodziców, mimo że jest singielką, wcale nie czuje się samotna.

Zuzanna wiedzie spokojne, stabilne życie, z którego jest zadowolona. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia podczas pracy odwiedza ją niesamowicie przystojny mecenas Arkadiusz Skrzydło i zaprasza kobietę na spotkanie z tajemniczym wujem z zagranicy, który ma dla swojej krewniaczki pewną misję, która ma służyć wyjaśnieniu pewnego sekretu sprzed lat oraz scaleniu rodziny…

O co w tym wszystkim chodzi? Czy Zuzanna podejmie się zaproponowanego zadnia? I co z tym wszystkim ma wspólnego tytułowe „Serce dzwonu”? – po odpowiedzi na te i wiele innych nasuwających się przy lekturze pytań zapraszam do książki.

Autorka na kartach swojej powieści nakreśliła sporo różnorodnych postaci. Losy każdej z nich obfitują w niełatwe perypetie, a jednocześnie każda na swój sposób odnajduje się w życiu, które podzielone zostało na dwie części na skutek pewnych wydarzeń.

Jest to historia o rodzinie, dramatach z przeszłości, które kładą się cieniem na późniejszym życiu jej członków, ale także o miłości, nadziei, wzajemnym wsparciu i o tym, że choć tak różni to pod pewnymi względami jesteśmy bardzo do siebie podobni.

Opowieść ta jest słodko – gorzka, dokładnie tak, jak ludzkie życie. Pani Marlena pokazała w niej mnogość charakterów i postaw wobec tego, co przynosi nam los. Czy Zuzanna rzeczywiście okaże się rodzinnym spoiwem? Czego dowie się o samej sobie i jakie wyzwania postawi przed nią przewrotny los? W tej ciepłej, choć zagadkowej historii wszystko to zostaje stopniowo odkryte przed czytelnikami.

Tematy poważne przeplatają się tutaj z dużą dozą poczucia humoru i przymrużenia oka. Zatem jeśli chcecie odkryć tajemnicę „Serca dzwonu” i zaprzyjaźnić się z Zuzanną oraz jej współbohaterami lub chociaż nieco lepiej ich poznać to zapraszam do przeczytania najnowszej powieści Pani Marleny Semczyszyn.

Niniejsza pozycja ukazała się nakładem Wydawnictwa Videograf, a jej klimatyczna okładka sprawia, iż w pewien nieoczywisty sposób przyciąga ona do siebie czytelnicze oko.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 lutego 2025

(...) największym darem, jaki można komuś dać, jest obecność.

Jak dotąd nie znałam twórczości Pana Jakuba Bączykowskiego, mimo iż ma on już na swoim koncie kilka tytułów. Jednakże gdy zobaczyłam informację na temat jego najnowszej pozycji pt. „Zadzwoń, jak dojedziesz” to od razu wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać.

W opowieści przedstawionej przez autora poznajemy owdowiałego Ryszarda, będącego już w podeszłym wieku oraz troje jego dzieci – najmłodszego Mateusza, środkową Annę i najstarszą Renatę. Rozpiętość ich wieku to od 40+ do 50+. Każde z nich ma swoje życie i rodzinę/związek, a co za tym idzie plany na przyszłość.

Rodzina spotyka się w trzecią rocznicę śmierci Wandy, aby ją powspominać. Jednak familijne spotkanie przeradza się w pełną tajemnic, wzajemnego rozczarowania, pretensji, żalu i prób zajęcia się tematem opieki nad pogrążonym w depresji staruszkiem nasiadówkę…

Jest to książka, która porusza bardzo delikatny temat relacji na linii rodzic – dziecko, zwłaszcza wtedy, gdy role się odwracają oraz kwestie relacji pomiędzy rodzeństwem.

Na przykładzie swoich bohaterów autor snuje dające wiele do myślenia refleksje na temat tego, kto powinien podjąć się opieki nad rodzicem? Jakie i czy w ogóle powinny być co do tego konkretne kryteria?

Jak wiele tajemnic kryje w sobie rodzina? Czy trzeba rezygnować z własnych planów dla dobra innych? Czy brak własnych dzieci definiuje nas jako tych, którzy przede wszystkim powinni wspierać naszych seniorów? Jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych ludzi, choć przecież nigdy nie wiemy o nich wszystkiego.

„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka mocno nostalgiczna i refleksyjna. Opowiada o stracie, tęsknocie, samotności i o tym, że nikt nie chce być dla innych ciężarem. Mowa w niej również o wewnętrznym rozdarciu i niemocy, kryciu się za różnorodnymi maskami, poczuciu odpowiedzialności i winy, ale również o miłości i sile rodzinnych więzi.

Opowieść ta jest niezwykle melancholijna i niełatwa w odbiorze, uważam jednak, że jest ona książką bardzo potrzebną. Otwiera bowiem oczy na wielopłaszczyznowość międzyludzkich relacji, które, mimo że się kochamy, bywają mocno skomplikowane.

Temat opieki nad seniorem jest według mnie tym bardziej na czasie, że społeczeństwo niestety coraz bardziej się starzeje, a co za tym idzie coraz mniej będziemy w stanie odizolować się od konsekwencji, jakie fakt ten ze sobą niesie…

Historia ta, choć słodko – gorzka, jak dla mnie, finalnie niesie w sobie mimo wszystko pozytywny przekaz. Pokazuje, że to, co najlepszego otrzymaliśmy od rodziców/opiekunów zostaje z nami i w nas już na zawsze, a jednocześnie nikt z nas nie jest niczyją własnością. Każdemu należy się szacunek, a bycie uważnym na potrzeby drugiej osoby na równi z własnymi jest ogromnie istotne. Niezwykle ważne jest także to, aby wsparcie, którego komuś udzielamy nie wywoływało w osobie wspieranej poczucia, że jest ona obciążeniem dla innych. Czasem wystarczy po prostu być...

Jeśli macie ochotę na lekturę, która skłoni Was do bardzo wielu przemyśleń to najnowsza książka Pana Jakub Bączykowskiego jak najbardziej wpisze się właśnie w takie oczekiwania. Ja sama zaś absolutnie nie wykluczam, że jeszcze kiedyś sięgnę po wcześniejsze publikacje autora.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 5 lutego 2025

"Oboje jesteśmy straceni. Ty i ja... " - Barbara Wysoczańska

Barbara Wysoczańska debiutowała w roku 2021, a od tamtej pory wydała 7 powieści i wzięła udział w jednej antologii. U mnie akurat tak się złożyło, że przygodę z jej twórczością zaczęłam od „Siły kobiet” i przepadłam w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Sięgałam więc po kolejne książki, jak tylko się ukazywały, aż w końcu przyszedł czas by zapoznać się z debiutem, który nosi tytuł „Narzeczona nazisty”.

To właśnie tę książkę chciałabym Wam dziś nieco przybliżyć, gdyż jest ona równie porywająca i poruszająca, jak wszystkie pozostałe publikacje tej autorki – kto zna, ten wie, a kto jeszcze nie zna, niech szybciutko nadrabia, nie pożałujecie!

Akcja książki rozpoczyna się, gdy poznajemy Hanię Wolińską, do której z pewną delikatną sprawą przyjeżdża dystyngowana Niemka – Nina Howard. Czego chce od Hani i co je niegdyś połączyło? Dowiecie się z kart opowieści.

Spotkanie to staje się punktem wyjścia do snucia przez autorkę retrospekcji, tak aby czytelnik mógł dowiedzieć się, co do niego doprowadziło.

Cofamy się do roku 1938, gdzie podczas wakacji w Wolnym Mieście Gdańsku, młodziutka Hania dorabia sobie, jako towarzyszka majętnej, niemieckiej hrabiny Irene von Richter.

Podczas powrotu z ostatniego samotnego spaceru nad morzem Hania trafia w ręce SS i zostaje aresztowana. Z aresztu wyciąga ją wnuk pracodawczyni – Johann von Richter, młody, przystojny i niesamowicie ujmujący mężczyzna.

Jak się domyślacie, między tą dwójką zaczyna iskrzyć, choć oboje nie chcą się do tego przyznać. Sprawę komplikuje dodatkowo fakt, że oboje mają już partnerów, a poza tym w powietrzu wisi wojna…

Wakacyjny wyjazd się kończy, a każde z młodych wraca do codziennego życia. Hania w Warszawie, a Johann w Monachium. Jednak Irene koniecznie chce zeswatać ze sobą tych dwoje i ściąga Hanię do Richterhause. Jak tego dokonuje — przeczytajcie sami.

Tak oto rozpoczyna się płomienna, a jednocześnie bolesna historia wielkiej, gorącej miłości. Dotyka ona dwojga młodych zwyczajnych ludzi, którzy totalnie nie z własnej winy wrzuceni zostali w tryby wojennej machiny, a ich jedynym przewinieniem było to, że przyszło im żyć w tak mrocznych i niepodlegających żadnemu logicznemu, ani cywilizowanemu prawu czasach.

Jest to opowieść o zakazanej miłości, honorze, patriotyzmie, różnorodnych ludzkich rozterkach i wątpliwościach, o bólu, stracie, rozpaczy, zwątpieniu i trudnych wyborach, lecz także o nadziei, która nie pozwala się poddać.

Powieść tę, mimo że osadzona jest w trudnej, wojennej, tematyce czyta się właściwie jednym tchem, a postacie w niej ukazane z każdą kolejną przeczytaną stroną stają się nam, na różne sposoby, coraz bliższe, więc coraz mocniej pochłaniają nas ich trudne i burzliwe losy.

Jeśli szukacie wzruszającej i niepozwalającej się odłożyć opowieści o miłości i ludziach, którzy wpadają w jej siła, choć absolutnie nie powinni to książka ta będzie dla Was idealna, zwłaszcza że nie jest to wyłącznie romans, lecz historia nasycona wieloma różnobarwnymi emocjami. Kalejdoskop wydarzeń, które stają się udziałem bohaterów również nie pozostawia czytelnika obojętnym.

Serdecznie polecam Wam niniejszą powieść, a sama czekam na kolejną książkę tej autorki i mam nadzieję, że nie potrwa to już zbyt długo. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 17 stycznia 2025

Wigilia i święta całkiem na opak...

Pod koniec ubiegłego roku Agnieszka Lis oddała w ręce czytelników kolejną powieść, która dołączyła do jej bogatego dorobku literackiego. Była to powieść świąteczna pt. „Salon spełnionych marzeń”.

Fabuła tej historii toczy się głównie w Wigilię i osadzona jest w salonie kosmetycznym Konstancji. Mimo świątecznego dnia salon pozostaje otwarty nieco dłużej z powodu nawału klientów.

Pojawia się w nim Melania, dystyngowana, wyniosła starsza Pani, która jest dodatkowo mocno zirytowana wypadkiem, który przed chwilą jej się przytrafił. W salonie znajduje się kilka osób. Wszystko toczy się zupełnie zwyczajnie do momentu, w którym niespodziewanie opada krata oddzielająca salon od reszty galeryjnego korytarza i okazuje się, że znajdujący się w nim ludzie utknęli… Galeria jest już zamknięta, telefony przestają działać, na domiar złego wysiada prąd… A jakby tego wszystkiego było jeszcze zbyt mało, wygląda na to, iż na zapleczu znajduje się trup…

Brzmi groteskowo i irracjonalnie prawda? Dokładnie takie same odczucia miałam na początku lektury, a dodatkowo nieco drażniły mnie bezustanne kłótnie i słowne przepychanki bohaterów.

Jak możecie się jednak domyślić, wszystko to ma w sobie pewien głębszy sens, okazuje się bowiem, iż Melania ma o coś żal do każdej z osób zamkniętych w salonie, każda z nich w mniejszym lub większym stopniu ma wobec niej coś na sumieniu – przynajmniej tak właśnie uważa nasza bohaterka…

Czy ma rację i do czego prowadzi cała intryga związana z zamknięciem? Czy na zapleczu rzeczywiście jest jakiś denat? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

Napiszę jedynie, iż jest to bardzo zmyślna opowieść, w której w gruncie rzeczy nic nie jest takie, jakim się na początku wydaje. Autorka pod płaszczykiem humoru i zdającej się być lekką opowieści pokazała zawiłe relacje międzyludzkie.

Przy trochę dłuższym zamknięciu na małej przestrzeni na jaw wychodzą ukrywane urazy, żale i to, co bohaterowie nawzajem o sobie myślą, zwłaszcza gdy uświadomią sobie, że jednak skąd się znają – o czym nie wszyscy byli od początku przekonani.

Jaki będzie finał tej historii i co przyniesie ona poszczególnym postaciom? Aby się tego dowiedzieć zapraszam Was do tej lektury, która jest z jednej strony potraktowana z przymrużeniem oka, z drugiej natomiast jest to słodko – gorzka opowieść dotykająca relacji między ludźmi, trudnych wyborów, osamotnienia, życia z poczuciem winy, potrzeby akceptacji i wielu innych ważnych kwestii.

Jeśli lubicie pióro Agnieszki Lis to zajrzyjcie do „Salonu spełnionych marzeń” i odbądźcie wraz z jego bohaterami pouczającą podróż w głąb ich wzajemnych zależności oraz targających nimi uczuć i emocji, co pozwoli stopniowo odkryć ich autentyczne oblicza, a być może stanie się przyczynkiem do zmian – przekonajcie się o tym sami. 

Polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 9 stycznia 2025

"Każdy z nas jest zagubiony..."

W tej notce opowiem Wam o książce, która właśnie dzisiaj ma swoją premierę, jednocześnie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Zuzanny Gajewskiej i powiem Wam, że oceniam je jako bardzo udane.

„Biuro Ludzi Zagubionych”, bo właśnie taki tytuł nosi książka to klimatyczna kawiarnia prowadzona przez Klarę w jednej z urokliwych uliczek Gdańska. Kiedyś była tutaj pierogarnia, w której Klara pracowała, a przechodnie zachodzili nie tylko na posiłek, lecz często także po to, aby zapytać, jak gdzieś dojść.

Po przejściu na emeryturę dotychczasowej właścicielki jej była już pracownica otrzymuje ten biznes, nieco się przebranżawia i tak oto zaczyna działać tytułowe „Biuro Ludzi Zagubionych”, które staje się nie tylko kawiarnią z pyszną kawą i ciastem, ale przystanią dla wielu ludzi, którzy na różne sposoby czują się zagubieni lub szukają swoich zaginionych bliskich.

W ten sposób poznajemy wielu bohaterów, którzy borykają się z różnego rodzaju stratą i stają się dla siebie wzajemnie wsparciem w tej trudnej sytuacji, jaka stała się ich udziałem. Także sama Klara nosi w sobie pewną stratę, o której dowiecie się z kart książki, więc sama bardzo chętnie dołącza do cotygodniowych spotkań grupy zaprzyjaźnionych klientów.

Pewnego dnia w Biurze pojawia się wyglądająca na mocno zagubioną Irena – staje się ona jedną z osi snutej przez autorkę opowieści – jaka jest historia starszej kobiety? O tym musicie przekonać się sami.

Opowieść ta prowadzona jest z kilku perspektyw, gdyż narratorami poszczególnych rozdziałów są: samo Biuro, Klara oraz pozostali bohaterowie przewijający się na kartach tej historii.

Jest to przepiękna i nieco baśniowa opowieść, poruszająca jednocześnie trudne tematy takie, jak np. zaginięcie, samotność, ból po stracie kogoś, próby radzenia sobie z trudną sytuacją, czy różnego rodzaju traumami. Niemniej jednak obok tego co trudne rodzą się także rzeczy piękne – miłość, przyjaźń, wyciągnięta do drugiego człowieka pomocna dłoń i płynące z niej wsparcie.

Jak więc widzicie jest to opowieść o relacjach pomagających udźwignąć trudy codzienności, pogodzić się z tym co bolesne i żyć dalej pełnią życia i z uśmiechem na ustach pomimo znojów, jakie dotknęły bohaterów a wszystko to osadzone w uroczym miejscu pachnącym kawą i ciastem.

Jeśli szukacie niecukierkowej, a jednocześnie pięknej, ciepłej i tchnącej pozytywnym przekazem opowieści o ludziach i ich wzajemnych interakcjach to serdecznie zapraszam Was do zanurzenia się w  niesamowity klimat „Biura Ludzi Zagubionych”.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 3 grudnia 2024

Życie pełne jest cieni i blasków...


Do rozpoczęcia czytelniczej przygody z książkami tej autorki przymierzałam się już od dosyć dawna, jednak jakoś tak się składało, że wciąż odwlekało się to w czasie… W końcu jednak nadszedł ten moment i sięgnęłam po najnowszą książkę pisarki.

Powieść ta nosi tytuł „Nie pozwolę Ci odejść” i opowiada o losach 40-letniej Niny i jej 6-letniego syna Krzysia, lecz nie tylko o nich. Kobieta boryka się z rozterkami dotyczącymi jej niegdyś szczęśliwego małżeństwa, które niestety coraz bardziej się rozsypuje… Na skutek pewnych wydarzeń zdesperowana Nina postanawia wraz z synem wyjechać na Boże Narodzenie do krewnych, by skłonić męża do refleksji nad jego postępowaniem wobec rodziny.

Na miejscu okazuje się jednak, że ciotka kobiety – Katarzyna wraz z mężem wyjechała na świąteczny czas do ciepłych krajów. W związku z tym zagubiona Nina na czas ich nieobecności trafia wraz z Krzysiem do pensjonatu prowadzonego przez niezwykle sympatyczną i pełną werwy pomimo wieku – Irenę.

Podczas pobytu nasza bohaterka poznaje również Karola i jego wnuczkę Matyldę, która bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Krzysiem. Jak potoczą się losy gości pensjonatu? O tym przeczytacie w tej powieści.

Jeśli szukacie ciepłej, kojącej, lecz jednocześnie niecukierkowej historii to opowieść Ewy Formelli będzie dla Was trafionym wyborem. Autorka porusza w niej sporo trudnych tematów, a jednocześnie daje odbiorcom nadzieję, że zawsze może nastać lepszy czas i choć zmiany bywają nieuniknione i bolesne to ich efekty często przechodzą najśmielsze oczekiwania.

„Nie pozwolę Ci odejść” to opowieść o walce o rodzinę, stracie, ponownym stawaniu na nogi po ogromnej traumie oraz o tym, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze.

Według mnie jest to historia idealna do przeczytania w grudniu, ponieważ z jednej strony skłania do przemyśleń w wielu kwestiach, a z drugiej otula czytelnika ciepłem swojego przekazu.

Polecam!

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 5 lutego 2024

Życzę Ci światełka w oknie...

Magdalena Kordel ma już na swoim literackim koncie wiele pozycji. Ja jej prozę poznaję małymi kroczkami, niemniej jednak każde literackie spotkanie z jej twórczością rozbudza we mnie apetyt na kolejne, które prędzej czy później się wydarza.

Tym razem mój czytelniczy wybór padł na najnowszą książkę autorki pt. „Światełko w oknie”. Jest to powieść świąteczna nawiązująca swoimi bohaterami do jednego z cykli stworzonych przez autorkę, lecz jego znajomość nie jest konieczna, by bez problemu odnaleźć się w tej lekturze.

Akcja książki toczy się niejako dwutorowo (przynajmniej do pewnego momentu). Losy Klementyny, zwanej Tyśką, oraz ludzi z jej najbliższego otoczenia toczą się w Miasteczku. Natomiast losy Kornelii i jej córek poznajemy w Rzeszowie.

Klementyna posiada swoisty dar, jest cukierniczą czarodziejką, która z ogromnym sercem tworzy pierniki, nie tylko te standardowe, lecz również takie w kształcie pięknie dekorowanych i pełnych detali domków, które skradły serca bywalców miejscowej cukierni. Chociaż jak dotąd ta szczególna piernikowa wena pojawiała się u Klementyny w określonym czasie, tym razem jednak tak się nie dzieje i kobieta popada w coraz większe zatroskanie tym faktem…

Kornelia natomiast boryka się z nagłą śmiercią ukochanego męża. Cios ten jest dla niej tak dotkliwy, że całą kontrolę nad codziennością musi przejąć jej nastoletnia córka Basia. Na barki młodej dziewczyny spada ogromny ciężar. Mimo iż sama przecież także cierpi musi zająć się nie tylko sobą i będącą pod prawie ciągłym wpływem medykamentów mamą, lecz także swoimi kilkuletnimi siostrami, bliźniaczkami – Emilką i Amelką… Na szczęście w pewnym momencie na jej drodze staje taksówkarz – pan Rysio oraz jego babcia Salcia, a także towarzyszy jej ciocia Miłka przyjaciółka mamy.

Jeśli zaś chodzi o podłamaną Klementynę dla niej wsparciem jest wieloletnia bratnia dusza Imka.

Jak możecie się domyślić Miłka i Imka się znają, a jak powszechnie wiadomo – przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, więc za sprawą utkanego przez nie misternego planu skrzyżują się drogi Klementyny i Kornelii.

Czy wyrwie to Kornelię z dotychczasowego marazmu? Co konkretnie z tego wyniknie i jak się wszystko potoczy? Przekonajcie się już sami sięgając po „Światełko w oknie”. Jest to słodko – gorzka lektura, ponieważ z jednej strony otula czytelnika ciepłem, wiarą w ludzi i lepszy los, z drugiej jednak porusza tematy bolesne i trudne, jak utrata najbliższych, depresja, osamotnienie etc.

Jest to historia o przyjaźni, dojrzewaniu do zmian, przyspieszonym dorastaniu, o poczuciu winy, a jednocześnie niemocy, o tym jak ważne w trudnych chwilach jest wsparcie innych, o tym, że w końcu trzeba pójść dalej i zacząć żyć niejako na nowo. Oprócz refleksji na różne tematy w perypetiach bohaterów obecna jest również spora dawka humoru, co dodaje tej pozycji lekkości.

Jest to tytuł o niekiedy bardzo trudnej, a jednocześnie niezaprzeczalnej i niewytłumaczalnej magii świąt Bożego Narodzenia...

Być może części z Was ta opowieść wyda się zbyt wyidealizowana mnie jednak bardzo przypadła do gustu. Kto wie – może właśnie takiej lektury akurat potrzebowałam i dlatego tak się stało.

W każdym razie ze swojej strony polecam Wam tę powieść.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

czwartek, 19 października 2023

"Nie ma nic bardziej ludzkiego niż emocje." - James Frey

„Stany splątane” to najnowsza publikacja Janusza Leona Wiśniewskiego. Jest to zbiór składający się z pięciu opowiadań, w których autor jak ma to w swym literackim zwyczaju rozkłada ludzkie emocje i wzajemne relacje na czynniki pierwsze.

Przeżycia bohaterów opisanych w każdym z tych opowiadań są tak różnorodne, iż może się wydawać, że nic ich ze sobą nie łączy… Moim zdaniem są to jednak wyłącznie pozory, gdyż najgłębsze warstwy psycho – emocjonalne istoty ludzkiej są według mnie fundamentalne, a co za tym idzie zakorzenione głęboko w każdym z nas.

Opowieści zawarte w najnowszym zbiorze mówią o miłości oraz jej braku, o tęsknocie i utracie – nie tylko tego, co namacalne, lecz także wspomnień, które stanowią nierozerwalną cząstkę ludzkiego bytu. O poczuciu skrzywdzenia, które początkowo wywołuje pragnienie zemsty, a z czasem pewną formę wybaczenia pomimo doświadczonego zła, a także o wewnętrznym rozedrganiu człowieka oraz podejmowanych przez niego próbach uporania się z tym, co przynosi życie.

Bohaterowie zmagają się z traumą i wewnętrzną samotnością, która niekiedy doprowadza do decyzji ostatecznych… Autor stawia jednak pytania o to, jakie mamy prawo oceniać wybory innych nie mając pełnego obrazu tego, co czują? Przecież będąc jedynie obok zawsze widzimy tylko wycinek tego, z czym zmaga się inna osoba.

Niniejsze opowiadania z całą pewnością skłaniają czytelnika do wielu refleksji, które dzięki pisarskiej erudycji Janusza Leona Wiśniewskiego możemy jako czytelnicy rozpatrywać z bardzo wielu perspektyw. W tych bogatych w treść krótkich formach mamy szansę pochylać się nad losami wprawnie opisanych ludzi dostrzegając i analizując coraz to nowe aspekty sytuacji, w jakich się znaleźli oraz konsekwencji tychże.

Jeśli szukacie emocjonalnej lektury, która może zabrać Was również w niesamowitą podróż w głąb siebie to myślę, że „Stany splątane” okażą się dla Was bardzo dobrym literackim wyborem.

Tych, którzy znają już twórczość tego autora zapewne nie trzeba jakoś specjalnie przekonywać do sięgnięcia po tę publikację. A tych nieznających jeszcze utworów literackich Janusza Leona Wiśniewskiego może właśnie te krótsze formy zachęcą do zapoznania się z jego pisarstwem.

Jeśli chodzi o mnie to „Stany splątane” urzekły mnie swą subtelnością, a zarazem ogromną wyrazistością emocji, odczuć, przeżyć i doświadczeń wynikających z różnorakich kolei losu oraz perypetii, jakie stały się udziałem bohaterów tych opowiadań.

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 11 września 2023

Każdy zasługuje na miłość i szansę na lepsze, bezpieczne życie.

Jak zapewne większość z Was wie, książki autorstwa Agnieszki Lis towarzyszą mi w mojej czytelniczej podróży już od dosyć dawna. A skoro tak jest to dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam nieco jedną z najnowszych publikacji tej autorki.

„Ukrainka”, bo tę właśnie pozycję mam na myśli ukazuje perypetie Nataszy, która wraz z rodzicami i braćmi przyjechała niegdyś do Polski po to, by jej chora na nowotwór mama podjęła tutaj leczenie. Oprócz możliwej kuracji chora bardzo chciała powrócić do ojczyzny, niestety leczenie nie przynosi oczekiwanych rezultatów i kobieta umiera… Ojciec rodziny popada wtedy w rozpacz i alkoholizm, a opieka nad nim spada wyłącznie na barki córki, gdyż bracia zajmują się tylko własnym życiem. Jedynym oparciem dla Nataszy jest jej wieloletnia przyjaciółka Karolina.

Drugim torem tej opowieści jest historia afroamerykańskiego żołnierza Roberta Bowela, który również częściowo posiada polskie korzenie. Losy jego i Nataszy splatają się w Rzeszowie, gdzie kobieta mieszka i pracuje, a jednostka Roberta stacjonuje w tym mieście w związku z tocząca się w Ukrainie wojną.

Agnieszka Lis poruszyła w tej książce bardzo aktualny temat relacji polsko – ukraińskich, które jak wiemy z historii nie należały do łatwych. Jednakże w obliczu współczesnych wydarzeń obecnie zyskują one zupełnie nowy wymiar, mimo iż przeszłości oczywiście nie można zmienić.

Autorka bardzo umiejętnie wplata wymiar historyczny i współczesny w losy zwykłych ludzi. Ukazuje nam Nataszę i Roberta oraz ich zawiłe historie rodzinne wraz z pragnieniami i nadziejami młodych bohaterów na miłość, szczęście, spokojne życie bez podziałów etc.

Jest to opowieść o miłości, trudnych relacjach rodzinnych, oraz o przyjaźni, która, choć sprawdzona potrafi jednak zaskoczyć ukazując swe zupełnie nieznane oblicze. Wykreowane w niej postacie borykają się z bardzo różnymi problemami na tle nie tylko narodowościowym, ale również w kwestii uwikłania w toksyczne relacje.

W powieści podkreślona została uniwersalność ludzkich potrzeb i niezbywalnych praw, które determinują nasze życie bez względu na narodowość, kolor, skóry, poglądy, czy status społeczny etc.

Są nimi m.in. prawo do wolności, poczucie bezpieczeństwa, potrzeba bycia akceptowanym i kochanym, a także poczucie przynależności w bardzo szeroko rozumianym ujęciu.

Jest to książka przepełniona różnego rodzaju emocjami i odczuciami, które są tak różnorodne, jak różni są ludzie. Agnieszka Lis stroni w niej od oceniania, lecz nie stroni od wieloaspektowych refleksji na wiele tematów.

Stworzone przez pisarkę postacie przeżywają całe mnóstwo różnego typu dylematów i rozterek związanych z życiem w cieniu toczącego się za naszą wschodnią granicą konfliktu, który mimo wszystko nie pozostaje bez echa w ich codzienności ze względu na pracę Roberta i pochodzenie Nataszy.

Jeśli szukacie opowieści o miłości, tęsknocie, stracie, niełatwych wyborach oraz takiej, która ukazuje, że można nie oceniać innych wraz z ich życiowym bagażem i dokonywanymi wyborami to myślę, że „Ukrainka” będzie dobrym wyborem czytelniczym.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

Gdy Twój rodzinny, szczęśliwy mikroświat nagle się zatrzymuje...

Magdalena Majcher ma w swoim literackim dorobku 34 pozycje, w tym udział w kilku antologiach. Jeśli zaś chodzi o mnie to sięgam po twórczość tej autorki po raz drugi i z całą pewnością nie ostatni.

„Po tamtej stronie lustra” to historia dotykająca bardzo trudnego tematu, jakim jest nagłe odejście maleńkiego dziecka... Głównymi bohaterami opowieści jest młode, szczęśliwe małżeństwo – Agata i Rafał Dobrowolscy.

Świat tej rodziny legnie w gruzach, gdy SIDS dotyka ich małą córeczkę Aurelię. Tę bolesną i ogromnie emocjonalną historię śledzimy z dwóch perspektyw. Rozdziały w narracjach Agaty i Rafała ułożone są naprzemiennie.

Agata zatapia się w bólu i rozpaczy, poddaje się zobojętnieniu, automatycznie zatracając chęć i sens życia. Odpycha od siebie bliskich, całkowicie ignorując fakt, że oni także cierpią.

Narracja Rafała pokazuje, iż mężczyzna również zmaga się z niebagatelnym cierpieniem po stracie dziewczynki. Mimo to ze wszystkich sił stara się być wsparciem dla zdruzgotanej żony, ta jednak zdaje się tego zupełnie nie dostrzegać, a wręcz zadaje mu dodatkowy ból swoim zachowaniem…

Czytelnik jest świadkiem małżeńskiego kryzysu tej pary w obliczu doświadczonej przez nich tragedii. Prócz historii Agaty i Rafała poznajemy także perypetie Marii – siostry Agaty oraz odkrywamy tajemnicę matki Rafała w odniesieniu do jego ojca, który wiele lat temu porzucił rodzinę, lecz czy na pewno wszystko jest aż takie proste i oczywiste? - Przekonajcie się sami.

Magdalena Majcher ukazuje zagmatwane relacje małżeńskie i rodzinne, w których nie wszystko jest takie, na jakie początkowo wygląda. Jest to opowieść o zmaganiu się z tragedią, stratą i następującą po nich żałobą, a także depresją. Jednak nie tylko ta tematyka jest tutaj obecna – mowa również o życiu na pokaz, przemocy domowej, czy zatajonym przed otoczeniem poronieniu.

Na przykładzie każdego z bohaterów autorka unaocznia, że każdy reaguje na opisane przeżycia inaczej, a jego borykanie się z tak traumatycznymi wydarzeniami przybiera bardzo różne oblicza.

„Po drugiej stronie lustra” to powieść szarpiąca emocjonalnie i dająca wiele do myślenia. Z całą pewnością nie jest to lektura ani łatwa, ani przyjemna niemniej jednak polecam ją Waszej uwadze, ponieważ jej przeczytanie pozwala przyjrzeć się temu, jak różni ludzie reagują na dramatyczne przeżycia, a w świetle tego nasuwają się pytania - czy mamy prawo oceniać zachowanie innych nie będąc w ich skórze? Czy płeć daje lub odbiera prawo do przeżywania żałoby i musi determinować sposób jej przeżywania?

Jeśli znajdziecie w sobie odwagę i siły, by sięgnąć po tę naszpikowaną różnorodnymi emocjami pozycję to z pewnością dowiecie się jak finalnie potoczyły się losy bohaterów. Czy wyszli oni z tego, co ich dotknęło obronną ręką, czy może zostali złamani przez ślepy i nieprzejednany los?

Jedno jest pewne – Magdalena Majcher po raz kolejny oddała w ręce czytelników historię, obok której nie sposób przejść obojętnie.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 27 lipca 2023

Normalność ginie w tłumie, inność wychodzi poza...

Bywają książki, które nie podlegają ocenie i moim zdaniem publikacja Clary Dupont – Monod zalicza się do tej właśnie kategorii.

Ta niepozorna wizualnie książeczka licząca zaledwie 200 stron niesie w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny połączony z ogromną ilością refleksji nad życiem, istotą ludzką, słabością, nieprzystosowaniem i oplecionymi wokół tego wszystkiego wzajemnymi relacjami rodzinnymi.

Narratorami opowieści są kamienie, co przywodzi mi na myśl pewien rodzaj prozy poetyckiej służący dodatkowemu podkreśleniu metaforyczności całej opowieści. Głos ten stanowi swoistą stałość pośród zmieniających się perspektyw w zależności od bohatera danego fragmentu opowieści.

Historia ta bowiem podzielona została przez autorkę na trzy części. Pierwszy fragment to optyka Starszego Brata, kolejny stanowi spojrzenie Młodszej Siostry, a ostatni to spojrzenie Najmłodszego… Spoiwem ich wszystkich jest tytułowy Braciszek, lecz bardzo dobitnie widać w każdej z ww. części odmienność postaw i sposobów radzenia sobie z zaistniałą sytuacją, na którą de facto nie miało się żadnego wpływu.

Jest to opowieść o chorobie, samotności, lęku, izolacji, tęsknocie oraz funkcjonowaniu według wypracowanych schematów, a jednocześnie zupełnie nieschematycznie. Mowa w niej także o żałobie i odbudowywaniu świata niejako na nowo po stracie, która, choć wydaje się końcem wszystkiego może być również początkiem…

Autorka na przykładzie Najmłodszego ukazała jak wiele z tego co minione noszą w sobie kolejne pokolenia. Bohaterowie niniejszej opowieści są właściwie bezimienni, a cała rzecz toczy się w górskiej, mocno odseparowanej od świata wiosce – moim zdaniem służy to podkreśleniu tego, że trudy życia mogą stać się udziałem każdego i bez względu na wszelakie okoliczności.

Clara Dupont – Monod w publikacji tej bazuje na własnych doświadczeniach z dzieciństwa, zapewne dlatego opowieść ta, choć niespieszna i refleksyjna jest tak mocno nasycona buzującymi pod jej powierzchnią emocjami.

Całości dopełnia bardzo wymowna według mnie okładka, którą zaprojektował pan Michał Pawłowski.

Jeśli macie ochotę na nietypową i niełatwą, ale zdecydowanie wartą uwagi lekturę to sięgnijcie po „Braciszka” i przekonajcie się sami, co kryje się na jego kartach. Jest to książka o poszukiwaniu i odkrywaniu mocy w słabości oraz o sile człowieka, która, choć brzmi to nieco paradoksalnie, tkwi w jego kruchości.

Jestem ogromnie ciekawa Waszego odbioru niniejszej pozycji, więc koniecznie dajcie znać czy macie ją w swoich czytelniczych planach? A może już przeczytaliście lub właśnie czytacie?

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *