Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Paszyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maria Paszyńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2022

Pierwsze spotkania z Mehmedem Paszą Sokollu.

 

Proza Marii Paszyńskiej skradła moje czytelnicze serce już kilka ładnych lat temu i stan ten pogłębia się z każdą kolejną przeczytaną przeze mnie książką autorki. Tym bardziej ucieszyła mnie informacja o tym, iż Wydawnictwo Książnica wznowi bardzo trudno dostępną już w pierwszym wydaniu serię sułtańską.

Tom pierwszy „Cień sułtana” ukazał się pod koniec kwietnia bieżącego roku. Autorka przenosi nas do Imperium Osmańskiego. W przededniu święta bogini Sawy sułtańscy urzędnicy prowadzą pobór chłopców do oddziałów janczarskich. Na skutek tego m.in. chłopiec o imieniu Bojo musi porzucić swe dotychczasowe życie, marzenia i rodzinę i udać się na szkolenie do dworu władcy, gdzie stopniowo wspina się po szczeblach „wtajemniczenia”.

W ten oto sposób z biegiem czasu „rodzi się” wezyr Mehmed Pasza Sokollu, który staje się prawą ręką Sulejmana Prawodawcy i wspiera go przez wiele, wiele lat. Sułtan mimo iż znękany chorobą marzy o kolejnych podbojach i rusza w bój z dumnym narodem, na którego czele stoi książę Nikola Subicz Żriński.

Jak potoczą się dalsze losy bitwy, obu władców oraz Paszy Sokollu tego dowiecie się z książki. Maria Paszyńska w sposób ogromnie plastyczny przybliża czytelnikom ówczesne tło historyczne, misternie zaplatając na tej kanwie losy barwnych postaci.

Jest to opowieść o rodzinie, miłości, przyjaźni, wierności, honorze, niezłomności, a także wyrzekaniu się własnego dobra dla dobra ogółu. Śledzimy również spiski, intrygi i zdrady w jakie uwikłane bywają niekiedy różni bohaterowie. Chociaż z wiadomych względów w publikacji nie brak opisów walk czy polityki to książkę tę czyta się bardzo dobrze.

Wyraziste postacie, ich różnorodne egzystencjalne rozterki, wartka i pełna zwrotów akcja, a wszystko to doprawione szczyptą orientalnego klimatu połączonego z wieloaspektowym opisem realiów tamtych czasów – wszystko to nadaje powieści niesamowitej aury.

Jeśli szukacie intrygującej powieści, w której bohaterowie i ich wzajemne relacje potrafią zaskakiwać, a dodatkowo lubicie książki z historia w tle to z całą pewnością „Cień sułtana” przypadnie Wam do gustu.

Dodam jeszcze tylko, że już na dniach, a dokładnie 13.07 do księgarń trafi wznowienie drugiego tomu niniejszej opowieści pt. „Krwawe morze”, którego osobiście nie mogę się już doczekać.

Zapraszam Was gorąco do zapoznania się z emocjonującymi perypetiami charyzmatycznego Paszy Sokollu. Czy ostatecznie uda mu się uniknąć zastawianych na niego pułapek i stawić czoło knutym przez innych intrygom? Te i wiele innych zagadek rozwikłacie podczas lektury powieści.

Maria Paszyńska jak zwykle nie zawodzi swoich czytelników, którym nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na jej kolejną publikację.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Z drugą wizytą u rodziny Ciszaków

O powieściach Marii Paszyńskiej pisałam już wielokrotnie. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o najnowszej z nich zatytułowanej „Skrawki nadziei”, która jest kontynuacją „Cudów codzienności”.

Jak zapewne się domyślacie są to dalsze losy rodziny Ciszaków osadzone w latach 1920 – 1938 . W tym czasie autorka po raz kolejny rozsnuwa przed czytelnikami pełne różnorodnych perypetii losy mieszkańców stróżówki na Smolnej.

Młode pokolenie Ciszaków osiąga coraz większą dojrzałość snując własne plany na życie i dokonując własnych wyborów. Maciej i Staszka wchodzą zaś w wiek średni, co nie przeszkadza im w życiu na tzw. pełnych obrotach i wspieraniu swych ukochanych dzieci na ich życiowych ścieżkach.

Michał, Bogna Nawojka i Amelka to tygiel różnorodnych charakterów i temperamentów. Zwłaszcza jeśli chodzi o dziewczęta – każda z nich ma bardzo odmienne spojrzenie na życie i świat. Każda z nich posiada różne priorytety i inne rzeczy są dla niej istotne, niemniej jednak dla wszystkich bardzo ważną osią życia jest rodzina, w której Ciszakowie przyszli na świat i się wychowali.

Jeśli zaś chodzi o Michała to po 10 latach powraca on niejako do świata żywych z odmętów powojennej traumy, która zamknęła go na otoczenie na tak wiele lat…

W książce jak to zwykle bywa w przypadku Marii Paszyńskiej nie brak, emocji i wzruszeń oraz niełatwych wyborów przed jakimi z różnych powodów stają bohaterowie. Wyraziste postacie ukazują ludzi z krwi i kości, którzy każdego dnia przeżywają życiowe wzloty i upadki, a także borykają się z kłopotami, rozterkami i ogromem odczuć, jakie nimi targają.

Autorka w swej opowieści po raz kolejny zakorzeniła losy bohaterów w odpowiednim dla czasu akcji tle historycznym, co jest cechą znamienną dla jej i powieści i zawsze tworzy jeszcze bogatszy literacko klimat dla potencjalnego odbiorcy.

Jeśli szukacie powieści, którą czyta się jednym tchem, a losy bohaterów przeżywa się tak, jak gdyby samemu było się ich naocznym świadkiem to „Skrawki nadziei” z całą pewnością będą czytelniczym strzałem w 10-tkę.

Opowieść ta jest barwna i przepełniona emocjami, a jednocześnie nie brakuje w niej również nut refleksji, nostalgii i zadumy nad tym, co minione, ale i nad tym, co może przynieść przyszłość. Splatają się w niej miłość, radość, smutek, ból, ale także nadzieja na lepsze jutro i na to, że w gruncie rzeczy nie ma sytuacji bez wyjścia. W historii tej pokazane zostało także fundamentalne znaczenie rodziny w życiu człowieka oraz miłości, która jak okazuje się po raz kolejny nie jedno ma imię i nie jedną twarz…

Polecam Wam „Skrawki nadziei” podobnie jak każdą przeczytaną przeze mnie dotąd książkę Marii Paszyńskiej i mam nadzieję, że zakochacie się w jej twórczości podobnie jak ja!

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 3 stycznia 2022

(...) do wielkiej zmiany każdy musi dojść sam. W przeciwnym razie w chwilach trudności nie starczy mu sił, by stawić czoła losowi (...)

Jesienią ubiegłego roku ukazała się najnowsza powieść Marii Paszyńskiej „Cuda codzienności”. Opowiedziana została w niej historia Macieja Ciszaka, którego matka zmarła tuż po porodzie, a ojciec zaginął. Maleńkim chłopcem o błękitnych oczach zajął się miejscowy kowal wraz ze swoją żoną.

Mimo, iż podlubelska wioska jest domem Macieja, a powierzone mu zajęcia wykonuje on z ogromną sumiennością i oddaniem to właściwie od najmłodszych lat tęskni za czymś więcej i upatruje swej przyszłości w Warszawie. Czy uda się spełnić te marzenia? Jaką drogą powiedzie go los? Tego dowiecie się czytając tę książkę.

Autorka jak ma to w swoim pisarskim zwyczaju ukazała czytelnikom również tło historyczne, w którym osadzona została jej opowieść - od roku 1863, aż po początek XX wieku. Rozpiętość czasu akcji stanowi swoiste zderzenie wsi u schyłku XIX wieku z Warszawą z początków wieku XX. Nie to jest jednak najważniejsze w tej powieści.

Pierwsze skrzypce grają tu z pewnością relacje rodzinne i ogólnie międzyludzkie, a także przywiązanie człowieka do tradycji, której bardzo różne formy towarzyszą czytelnikowi przez całą książkę.

Jest to opowieść o marzeniach, których spełnienie wymaga często wielu wyrzeczeń i poświęceń. O wartości i sile rodziny, która dla bohaterów od zawsze stanowi solidny fundament, chociaż jak się okazuje nie zawsze stanowią o niej stricte więzy krwi.

Jeśli chcecie przeczytać klimatyczną historię nasyconą świątecznym klimatem, ale nie będącą nadmiernie unurzaną w świątecznym lukrze to sięgnijcie po najnowszą pozycję Marii Paszyńskiej, która przeniesie Was w zupełnie inny, coraz bardziej zapomniany już świat. Stanie się to nie tylko za sprawą opisanych czasów i obyczajów, lecz również użytego języka, który choć nie wszystkim przypada do gustu mnie akurat bardzo pasuje do klimatu całej opowieści.

Zachęcam Was do zapoznania się z burzliwymi losami bohaterów tej pozycji. Sprawdźcie sami czy pomimo różnorodnych trudności, z jakimi przyjdzie im się zmagać odkryją oni własne cuda codzienności, które niewątpliwie również napotkają na swej życiowej drodze.

Mnie nie pozostaje zaś nic innego, jak cierpliwe czekanie na kontynuację tej historii. A ma ona pojawić się na rynku wydawniczym już wiosną! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

niedziela, 2 stycznia 2022

Podsumowanie czytelnicze 2021 roku

    Przed rozpoczęciem 2021 roku miałam 134 książki do recenzji. W 2021 roku otrzymałam 58 książek, co daje łączną ilość 192 książek do recenzji, z których przeczytałam 52 książki recenzenckie. Taki obrót spraw powoduje, że na początek 2022 roku pozostaje mi 140 książek recenzenckich.

    Ogólnie w 2021 roku przeczytałam 57 wszystkich książek, co daje 91,23% książek recenzenckich, gdyż przeczytałam tylko pięć książek własnych. Pragnę dodać, że wśród wszystkich przeczytanych książek 47 z nich to były książki polskie, co daje 82,46% ze wszystkich książek. Więc mogę śmiało powiedzieć, że lubię i polecam polskich autorów.

Wspomniałam, że w 2021 roku otrzymałam 58 książek, z czego najwięcej otrzymałam od wydawnictw:

Prószyński – 9 książek; Znak – 5 książek; Filia, Literackie, Silver, ESPE po 4 książki.

Najwięcej książek przeczytałam od następujących Wydawnictw:

Prószyński 5 książek (55,6 książek ze wszystkich otrzymanych)

Rebis 4 książki (100% ze wszystkich otrzymanych w tym roku)

Książnica 4 książki (100% ze wszystkich otrzymanych w tym roku)

Znak 4 książki (60% ze wszystkich otrzymanych w tym roku).

    Ponadto przeczytałam wszystkie książki, które otrzymałam w tym roku od następujących wydawnictw: Czwarta Strona, Oficynka, wspomniane już Rebis oraz Książnica, Marginesy, Edipresse, Pascal, Skarpa Warszawska, Zaczytani, Prozami, Agora, Czarne, Bauer oraz Kobiece.

Do najlepszych książek w 2021 roku zaliczam:
1) Agata Komorowska - Czy mogę Ci mówić mamo?
2) Agnieszka Lis - Guziki
3) Agata Kołakowska - Szczęście na miarę

    Wśród autorów największy prym wiodła Maria Paszyńska, której przeczytałem aż 4 książki w zeszłym roku. Na szczycie znajdują się także Karolina Wilczyńska, Kasia Bulicz-Kasprzak, Małgorzata Lis, Agnieszka Lis oraz Piotr Liana. Każdego z tych autorów przeczytałam po dwie książki.

    Na koniec chciałabym napisać, że do dyspozycji miałam książki z 40 wydawnictw oraz 133 autorów. Na koniec roku pozostaje mi do przeczytania książki z 30 wydawnictw oraz stu jeden autorów.

    

poniedziałek, 22 listopada 2021

"Każdy nosi w sobie opowieść, która pewnego dnia musi z niego wypłynąć..."

Dziś opowiem Wam o książce, która wieńczy genialną tetralogię Wiatr ze Wschodu autorstwa Marii Paszyńskiej. „Za zasłoną chmur” bo taki właśnie tytuł nosi ta powieść to niesamowite zamknięcie losów bohaterów. Autorka przede wszystkim skupiła się na ukazaniu finalnych losów dwóch skrajnie różniących się od siebie kobiet – Anastazji i Tatiany.

Kobiety te jak wiemy z poprzednich tomów kochały tego samego mężczyznę… Kiedyś już los splótł ich ścieżki, a w niniejszym tomie stają się one dla siebie nawzajem niebagatelnym oparciem w trudnych czasach i okolicznościach, w jakich przyszło im żyć.

Autorka w sposób charakterystyczny dla swojej twórczości odmalowuje również tło historyczne, na którego kanwie śledzimy bardzo złożone perypetie bohaterów.

Życie Anastazji nigdy nie było usłane różami. A Tatiana choć miała wszystko to jedyną pociechą był dla niej syn – Karol. Gdy obie kobiety zostają niejako porzucone, przez Kazimierza, który w swym wewnętrznym zagubieniu, aby odnaleźć równowagę postanawia wyjechać do Polski, młoda lekarka w akcie beznadziei prowokuje wypadek.

Na skutek niniejszego zdarzenia jej życie bardzo mocno się komplikuje, a wtedy Tatiana postanawia spłacić dług wdzięczności za uratowanie życia jej i dziecka.

Mimo, iż początkowo (z wiadomych względów) relacja kobiet jest ogromnie trudna, to z czasem ich stosunki stopniowo ulegają ociepleniu.

Zaś Kaza choć w Polsce osiąga zawodowe sukcesy to nadal nie może znaleźć swojego miejsca ani się wyciszyć.

Borys Bogdanow również nie daje nam o sobie zapomnieć snując coraz gęstszą pajęczynę intryg, kłamstw i przemilczeń – dokąd zaprowadzi go taka gra? Przeczytajcie sami!

Jak dalej potoczą się losy bohaterów oczywiście Wam nie zdradzę, ale jeśli lubicie prozę tej autorki to i tym razem z pewnością się nie zawiedziecie. Świetnie wykreowani bohaterowie, ich trudne i bolesne perypetie, a wszystko okraszone domieszką inteligentnie wplecionej historii – takie połączenie to gwarancja wyśmienitej lektury! Jedyny jej minus to taki, że to już koniec tej historii.

Książka ta przepełniona jest różnego rodzaju emocjami, traktuje o przewrotności losu i niezbadanych ścieżkach ludzkiego życia, które bywają bardzo kręte i wyboiste… W opowieści tej obecne są na równi różne oblicza miłości i przyjaźni współgrające z wieloma odcieniami cierpienia, bólu, rozpaczy i zawodu.

Wszystko, co tak bardzo ludzkie, choć zdecydowanie nie lekkie, łatwe i przyjemne zostało zamknięte w tej książce. Głos, który autorka oddała swoim bohaterom wybrzmiewa z każdej właściwie strony tej opowieści.

Polecam Wam serdecznie zapoznanie się z finałem tego niezwykłego cyklu, a Marii Paszyńskiej gratuluję ogromnej siły przekazu połączonej z niebywałą wręcz lekkością i plastycznością pióra. Według mnie ogromną sztuką jest pisanie o rzeczach trudnych i bolesnych tak, aby czytelnik nie przerwał w trakcie lektury, a wręcz przeciwnie – musiał poznać jej zakończenie i tak właśnie jest z cyklem Wiatr ze wchodu.

 
PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich czterech tomów niniejszego cyklu:


 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 10 maja 2021

Trzecie tchnienie Wiatru ze wschodu

Pod koniec marca bieżącego roku swoją premierę miała trzecia odsłona perypetii Anastazji i Kazimierza znanych czytelnikom z poprzednich części cyklu Wiatr ze wschodu.

Burzliwe losy ich namiętnego, pełnego pasji i wielorakich kontrastów uczucia i tym razem nie pozwalają czytelnikowi przejść obok tej relacji obojętnie.

Na skutek mnóstwa różnorodnych perturbacji po utracie dwóch bardzo bliskich jej osób – Serhija i doktora Kirsanowa – Anastazja podejmuje decyzję o powrocie do Petersburga, by rozwikłać pewne nurtujące ją sprawy.

Kaza natomiast żyje w poprawnym, choć nieszczęśliwym małżeństwie z Tatianą, a w domu jej rodziców, gdzie mieszkają zaczyna się coraz bardziej dusić.

Jak możecie się domyślić w końcu ścieżki Nuti i Kazy przecinają się ponownie i okazuje się, że nic, co do tej pory zgotował tym dwojgu los w najmniejszym nawet stopniu nie osłabiło uczucia, którym od tak dawna pałają do siebie nawzajem.

W powieści tej znajdziemy również wątki związane z sytuacją polityczno-społeczną w czasie, gdy powoli milkną echa rewolucji bolszewickiej, a scheda po Leninie dla wielu staje się ogromnie łakomym kąskiem.

Opowieść nakreślona przez autorkę, jak to zwykle bywa w przypadku Marii Paszyńskiej jest niezwykle barwna i obfituje w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Postacie wychodzące spod wprawnego pióra tej pisarki z całą pewnością pretendować mogą do miana osób z krwi i kości, bowiem osoby pokroju bohaterów śmiało mogłyby żyć, dokonywać wyborów i przeżywać życiowe wzloty i upadki w czasach opisanych w tej powieści.

Całości dopełnia także bardzo dobrze zarysowane tło historyczne z całym bogactwem szczegółów, na które autorka subtelnie, acz nieustannie zwraca uwagę czytelników.

Jeśli podobały Wam się poprzednie części tego cyklu to moim zdaniem „Szkarłatna łuna” również Was nie zawiedzie. Ta przepełniona emocjami i wieloma ludzkimi rozterkami w obliczu, których los stawia człowieka książka długo nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć, a być może stanie się również inspiracją ku cennym życiowym refleksjom na temat m.in. miłości, rodzicielstwa, poświęcenia, poczucia obowiązku czy uczciwości zarówno wobec innych jak i samych siebie.

Polecam Wam tę lekturę, a sama z niecierpliwością czekam na zwieńczenie tej historii, czyli tom czwarty.

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich dwóch tomów niniejszego cyklu:

czwartek, 26 listopada 2020

Drugi powiew Wiatru ze wschodu.

Maria Paszyńska ponownie udowodniła, jak wysoko stawia poprzeczkę wykreowanym przez siebie bohaterom po raz kolejny osadzając ich w niesamowicie opisanej historii.

Anastazję, Borysa, Kazimierza i doktora Kirsanowa poznaliśmy już w opowieści „Czas białych nocy”, czyli pierwszej części cyklu Wiatr ze wschodu. We wrześniu w ręce czytelników trafiła druga odsłona tego cyklu, która nosi tytuł „Stalowe niebo” i to właśnie o niej chcę Wam dziś opowiedzieć.

Autorka zabiera nas do roku 1920. Anastazja po odbyciu kary więzienia po raz kolejny wraca do Petersburga, gdzie zapanowała bolszewicka codzienność. Młoda kobieta, aby zapomnieć o ukochanym rzuca się w wir pracy w miejscowym szpitalu. Pomocą na wszelkich możliwych polach służy jej nie kto inny, jak stary doktor Kirsanow, który proponuje Nuti pewien korzystny dla nich obojga układ.

Tym czasem Kaza po powrocie z wojny wpada w coraz głębszą depresję myśląc, że Anastazja go opuściła. Borys utrzymuje przyjaciela w tym przekonaniu nie zdradzając mu, co wie o losie przyrodniej siostry…

Jak więc widzicie los rozdzielił zakochanych, ale jak też zapewne się domyślacie w myśl powiedzenia, że góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze ich ścieżki w końcu znów się przetną, lecz stanie się to zupełnie niespodziewanie dla nich obojga i będzie mieć miejsce w ogromnie skomplikowanych okolicznościach.

Maria Paszyńska jest mistrzynią we wplataniu ludzkich losów w wielką historię oraz różnorodne społeczno-ustrojowe przemiany i tak jest również w najnowszej powieści. Na tle wydarzeń historycznych przyglądamy się perypetiom zwykłych ludzi, ich marzeniom, poszukiwaniu swojego miejsca w otaczającej rzeczywistości i targającymi nimi różnorodnymi emocjami.

Jest to książka o miłości, pragnieniu samorozwoju, przyjaźni, która darowuje drugiemu człowiekowi bardzo wiele, ale również ukazana została w niej ogromna samotność, poczucie zagubienia i rozczarowania, czy nieudolne próby radzenia sobie z tęsknotą. Niektórym bohaterom „Stalowego nieba” nieobce są też zawiść i zazdrość oraz dbanie tylko o własne interesy, za każdą właściwie cenę.

Autorka stworzyła następną porywającą opowieść, która swoim klimatem pochłania czytelnika od pierwszej do ostatniej strony.

Przekonajcie się sami, co wydarzyło się pod „Stalowym niebem”, a właściwie na jego kartach.

Ze swojej strony gorąco polecam Wam tę książkę, gdyż czyta się ją jednym tchem, a dzieje bohaterów elektryzują, prowokują do refleksji, wzruszają, a niekiedy wywołują uśmiech na twarzy czytającego.

Sama czekam z niecierpliwością na kolejną część tego niesamowitego cyklu.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 30 czerwca 2020

Wielka historia spleciona z ludzką codziennością - niebanalne połączenie...


Maria Paszyńska ma już w swoim literackim dorobku kilkanaście powieści. W każdej z nich zarówno sobie, jak i czytelnikowi stawia poprzeczkę bardzo wysoko, do czego przyzwyczaiła już swoich odbiorców, którzy zawsze z ogromną niecierpliwością wyczekują na kolejny tytuł jej autorstwa.

Nie inaczej jest, więc w przypadku najnowszej książki „Czas białych nocy”, która otwiera cykl Wiatr ze wschodu. Gdy tylko zobaczyłam tę pozycję w zapowiedziach wydawniczych po prostu wiedziałam, że muszę ją przeczytać, bo czytany przeze mnie jakiś czas temu „Instytut piękności” uwiódł mnie zarówno swoją treścią, jak też literackim stylem i sposobem, w jaki wykreowała go autorka.

W „Czasie białych nocy” poznajemy młodą Ukrainkę Anastazję Szewczenko, która od najmłodszych lat nie ma łatwego życia u boku ponad miarę ortodoksyjnej macochy i przyrodnich braci. Jeden z nich – Borys – znęca się nad dziewczyną na różne sposoby i ostatecznie w bardzo młodym wieku popycha dziewczynę do ucieczki z domu próbując ją wykorzystać seksualnie.

Drugim głównym bohaterem opowieści jest Kazimierz Stawicki. Wychowywany przez Ojca i mieszkającą od lat w ich domu i zawiadującą wszystkim Emilię, która jest dla Kazimierza niczym matka, którą utracił w dzieciństwie.

Autorka ponownie krzyżuje losy tych dwojga (wcześniej spotkali się już raz jako dzieci) w Petersburgu, gdzie Kazimierz udaje się na studia, Anastazja zaś pomaga w przyklasztornym sierocińcu. Barwnie oddanym tłem ich ogromnie różnorodnych perypetii jest początek XX wieku, w którym to czasie rozpoczynają się przemiany społeczne w istniejącym ówcześnie ładzie. Zmiany te na różne sposoby wpływają na życie bohaterów. Stopniowo poznajemy również skomplikowane powiązania ze sobą opisywanych postaci i gro tajemnic z przeszłości, jakie to wszystko za sobą pociąga.   

Postacie, w które autorka niejako tchnęła życie są niezwykle różnorodne, a przez to moim zdaniem jeszcze barwniejsze. Maria Paszyńska w sposób ogromnie wyrafinowany łączy przysłowiowy ogień z wodą, gdyż jej bohaterów dzieli bardzo wiele, a mimo tego jak się ostatecznie okazuje równie dużo ich połączy… Mamy tutaj mocno zarysowaną męską przyjaźń oraz równie płomienną, co trudną relację damsko - męską. Autorka nie stroni też od kwestii społeczno - ustrojowych, co ma na celu jeszcze dobitniejsze nakreślenie motywów historycznych, które mają w powieści niemałe znaczenie.

Książka wciąga już od pierwszych stron, czytelnik znajdzie w niej zarówno niebagatelną dawkę wielorakich emocji i wzruszeń, ale także całkiem sporo przebitek dotyczących historii opisywanego czasu.

Jest to lektura niebywale intrygująca i angażująca czytelnika, a jej otwarte zakończenie sprawia, iż można spodziewać się, że kolejny tom będzie jeszcze ciekawszy.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zapoznania się z burzliwymi i porywającymi losami Anastazji i Kazimierza oraz wszystkich pozostałych bohaterów, którzy towarzyszą im na kartach niniejszej książki. 

Czy dacie się zatem porwać „Czasowi białych nocy” przywianemu przez Wiatr ze wschodu? ;)

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 9 października 2019

"W tych czasach zaś każdemu potrzeba było dużo wytrwałości, a nierzadko ponad ludzkiej woli przeżycia i determinacji, by co dnia mierzyć się z wojenną rzeczywistością..."


Maria Paszyńska ma w swoim dorobku literackim kilkanaście powieści, do najpoczytniejszych spośród nich należy czterotomowy cykl Owoc granatu, lecz to nie o nim chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

W tym wpisie chcę przybliżyć Wam nieco wydaną zimą tego roku nakładem Wydawnictwa Pascal książkę pt. „Instytut piękności”. Główną bohaterką opowieści jest doktor Mada Walter, która w okupowanej przez Niemców Warszawie prowadzi salon piękności, na którego tyłach odbywa się nieustająca akcja ratowania od zagłady żydowskich kobiet.

Snuta przez autorkę opowieść splata ze sobą losy czterech pomagających Madzie kobiet, są nimi: Sara, Zoia, Leia, oraz Dalila. Każda z nich wnosi do powieści swoją własną historię, targające nimi emocje oraz codzienne radości i smutki. Książka ta opowiada o sile kobiecej przyjaźni oraz harcie kobiecego ducha, który potrafi być zadziwiająco niezłomny nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach.

Pisarka nakreśliła postacie swoich bohaterek w sposób ogromnie wyrazisty, tak, iż stanowią one swego rodzaju przekrój ówczesnego społeczeństwa. Uwidocznione w nich rysy psychologiczne oraz różnorodne cechy charakteru sprawiają, że czytelnik śmiało może identyfikować się z nimi oraz dogłębnie przeżywać perypetie, jakie są ich udziałem. Taki stan rzeczy jest według mnie tym cenniejszy, że historia opisana w „Instytucie piękności” oparta jest na kanwie autentycznych wydarzeń.

Maria Paszyńska podjęła się dotknięcia bardzo trudnej tematyki oraz równie traumatycznego okresu historii, jakim niewątpliwie jest II Wojna Światowa z całym jej dramatyzmem i okrucieństwem, a mimo to jej powieść w pewien osobliwy sposób tchnie nadzieją. Ukazany został w niej fakt, iż przyjaźń, wzajemne wsparcie, a nawet miłość rozkwitają nawet w najmroczniejszych chwilach ludzkiego życia. A dzielenie się z innymi posiadaną wiedzą, czy umiejętnościami nawet w tak niesprzyjających okolicznościach nie zostaje zaniedbane.

Jeśli więc tej jesieni chcecie przeczytać opartą na prawdziwych wydarzeniach, fabularną historię z wojną w tle to serdecznie polecam Wam tę niebanalną, nasyconą emocjami oraz przedstawioną w bardzo plastycznych, chociaż namalowanych słowem obrazach powieść, w której Maria Paszyńska uchyla przed czytelnikami podwoje pewnego warszawskiego przybytku zwanego „Instytutem piękności”.