Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2025

"Dary losu - i to coś, co sprawia jaki człowiek jest..."

 

Ta niewielka objętościowo książeczka niesie w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny.

W swojej publikacji Marzena Lićwinko wprowadza czytelnika do swojego świata ukazując mu wspomnienia związane z podejmowanymi przez nią i jej męża Michała próbami zmierzającymi do posiadania potomstwa.

Droga ku temu jest długa, wyboista i naznaczona wieloma zakrętami. A toczy się pomiędzy Polską a Holandią. Trudne, bolesne, często skomplikowane dla przeciętnego człowieka procedury oraz bardzo różnorodne często skrajne podejścia medyków to „codzienność” opisana w tej historii.

Wszystko to zostało opisane w taki sposób, że czujemy się tak, jakbyśmy niemalże doświadczali wszystkiego, co przeżyła autorka. Ogrom odczuć, z jakimi boryka się będąca w takiej sytuacji kobieta oraz jej bliscy staje się momentami wręcz nie do udźwignięcia… Stąd chwile załamania, lęku, niepewności i ogromnego stresu, lecz także wciąż tlącej się nadziei na powodzenie…

Po wielu trudach pragnienia się ziszczają. Po chwili euforii okazuje się jednak, że dziecko przyjdzie na świat z zespołem Downa… I znów przed autorką i jej małżonkiem rozpościera się może obaw i niepewności, bo przecież tyle przeszli i nie tak miało być.

Pani Marzena Lićwinko dokonała jednak rzeczy niesamowitej… Potrafiła, choć zapewne doszło do tego z niemałym trudem, ułożyć wszystko w sobie tak, aby pomimo choroby uznać swoje dziecko za dar.

Obecnie Pani Marzena i Pan Michał są rodzicami Maxa (i nie tylko), którego choroba, choć wiadomo, iż w żaden magiczny sposób nie zniknęła i każdego dnia muszą stawiać jej czoła, absolutnie nie sprawia, że nie są oni szczęśliwą rodziną, a wręcz przeciwnie.

Jeśli sami w pewien sposób chcecie się o tym przekonać to możecie zajrzeć do nich na Instagramie: maksimiliankove_love.

„Dar” to publikacja niezwykła. A jej główne przesłanie akcentują poszczególne litery tytułu: 

– (nie)Dołować

– Akceptować

– Rozumieć

Osobiście myślę, że jest to kwintesencja tego, co możemy zrobić, by wspierać osoby w różnego typu trudnych życiowych sytuacjach.

Książka ta traktuje o walce z przeciwnościami losu, nadziei, odwadze i akceptacji, która nie zubaża, a może całkowicie odmienić życie.

Maxowi życzę dużo zdrówka i radości życia oraz czerpania z niego pełnymi garściami, a jego bliskim sił, wytrwałości i niegasnącego, pomimo napotkanych trudów, optymizmu w podjętej, życiowej drodze.

Choć nie jest to lektura łatwa to w mojej ocenie zdecydowanie jest ona warta poznania. Może pomóc zmienić perspektywę i nieco przewartościować własne problemy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 8 stycznia 2024

"Najlepszą drogą do postępu jest droga wolności." - John F. Kennedy

Myślę, że twórczości tej autorki nie trzeba już nikomu specjalnie przedstawiać. Jeśli lubicie świetnie wykreowane opowieści z charyzmatycznymi bohaterkami i bohaterami, a wszystko to osadzone w historycznych klimatach to powieści Barbary Wysoczańskiej będą według mnie dla Was świetnym czytelniczym wyborem.

Dziś opowiem Wam o najnowszej pozycji autorki. Książka nosi tytuł „Cena wolności” i opowiada o burzliwych losach Klary Tyszkowskiej. Ta młoda kobieta wie, czego chce, dąży do obranych przez siebie celów i wymyka się wszelkim konwenansom, co spędza sen z powiek jej rodzicom, którzy z kolei wiodą życie według utartych społecznie, klasowo i kulturowo schematów.

Oprócz perypetii Klary śledzimy koleje jej przyjaźni z Jędrzejem Witebskim, która trwa od najmłodszych lat tej dwójki. Jednakże z biegiem czasu okazuje się, iż ze strony mężczyzny przyjaźń przeradza się w coś więcej… Niestety kobieta jest przeciwniczką instytucji małżeństwa, która kojarzy jej się wyłącznie z patriarchatem i ograniczaniem kobiet. W związku z powyższym bagatelizuje ona coraz bardziej widoczne zaangażowanie wieloletniego przyjaciela. Fakt ten okaże się początkiem wielu zawirowań w jej życiu, lecz co takiego i dlaczego się wydarzy? Tego dowiecie się sięgając po niniejszą powieść.

Pewnego dnia Klara przez przypadek poznaje rosyjskiego kapitana Aleksandra Kirsanova, wtedy nie przypuszcza nawet jak brzemienna w skutki i momentami trudna do udźwignięcia okaże się owa znajomość. Opowieść rozpoczyna się w roku 1904, wiatr buntu przeciw carskiemu reżimowi staje się coraz mocniej odczuwalny, a Klara ze swoją gorącą głową również daje się temu porwać… Dokąd ją to wszystko zaprowadzi? Odpowiedź ukryta została na kartach tego tomu.

Jeśli jesteście ciekawi, jak potoczą się losy Klary, Jędrzeja i Kirsanova to zapraszam Was na karty „Ceny wolności”.

Powieść ta to porywająca historia o walce: o wolność, o własne przekonania, o uczucia, o przyjaciół i rodzinę. Traktuje ona także o ogromnym poświęceniu, które pomimo odczuwanego lęku pozwala podjąć się nawet najtrudniejszych wyzwań. Z jej kart bije również miłość matki do dziecka, determinacja i samozaparcie Klary w jej wszelakich dążeniach oraz niebagatelny hart ducha, który pozwala jej odkrywać siebie pomimo wielu przeciwności i kłód rzucanych jej pod nogi przez los i bardzo wielu traum stających się jej udziałem.

Pozycja ta jest dosyć trudna do opisania, tak aby nie pozbawić Was przy tym zaciekawienia lekturą. Jednak wierzcie mi, iż jest ona warta Waszej czytelniczej uwagi, a ukazani w nie bohaterowie są pełnokrwiści i przeżywają życiowe wzloty i upadki, w których bardzo chętnie im towarzyszymy.

Wykreowane przez Barbarę Wysoczańską postacie z całą pewnością nie są jednowymiarowe, a ich życiowe postawy, dylematy i zmagania absorbują czytelnika.

Jeśli macie ochotę na kolejną nietuzinkową, wartką i pochłaniającą odbiorcę powieść spod pióra Barbary Wysoczańskiej to serdecznie zapraszam Was do przeczytania „Ceny wolności”.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 25 stycznia 2023

"To jest strasznie trudna droga, trzeba mieć odporność nosorożca, żeby ją przejść."

Dyskusja na temat in vitro oraz wszelkich kwestii wokół tego tematu rozgorzała już co najmniej kilka dobrych lat temu i właściwie nieustająco trwa nadal. Temat ten, bardziej lub mniej, ciągle rezonuje w społeczeństwie budząc bardzo wiele sporów i kontrowersji natury etyczno – moralnej oraz wywołując gorącą dyskusję.

Kiedy na rynku wydawniczym ponownie pojawiła się publikacja, o której chcę Wam dzisiaj wspomnieć to wiedziałam, że prędzej czy później będę chciała ją przeczytać.

Książka Karoliny Domagalskiej „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro” ukazała się w serii Reportaż, pod szyldem Wydawnictwa Czarne, jest to jej wznowienie, a po raz pierwszy pojawiła się ona na rynku w roku 2015.

Autorka podejmuje się opowiedzenia właśnie o tym niezwykle delikatnym i pełnym wielu różnorodnych niuansów zagadnieniu. W swoim reportażu przedstawia wiele osób i równie wiele podejść do w/w kwestii.

Jak więc widzicie publikacji tej z całą pewnością nie można odmówić wieloaspektowości i wielopłaszczyznowości. Znajdziemy tutaj perspektywę medyczną, emocjonalną, psychiczną, duchową, społeczną czy kulturową – książka jest więc z cała pewnością interesująca i skłania do refleksji. Niemniej jednak dla mnie jej sporym minusem, który znacząco utrudniał mi czytanie i ogólny odbiór był gigantyczny panujący w niej chaos. Bardzo męczące było przeskakiwanie z historii w historię, jak również częste zmiany narratorów i perspektyw.

Reasumując moje odczucia po lekturze są dosyć mieszane, bo choć tematyka ciekawa i bez wątpienia warta uwagi oraz pochylenia się nad nią przez pryzmat własnej refleksji to sam sposób jej podania był jednak trochę męczący i momentami niespójny dla odbiorcy.

Mimo to dla czytelników zainteresowanych tematem lub osób chcących poszerzyć swoją wiedzę i horyzonty w oparciu o poruszoną tematykę myślę, że będzie to wartościowa lektura.

Zawarte w niej dylematy etyczno – moralne każdy czytelnik musi przeanalizować sam. Według mnie należy jednak zawsze pamiętać o tym, że nigdy tak do końca nie jesteśmy w stanie prawidłowo ocenić zasadności (bądź nie) decyzji podejmowanych przez drugiego człowieka i pobudek, jakimi kierował się przy dokonywaniu takich a nie innych wyborów, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy tą osobą i nie mamy pojęcia jaki życiowy bagaż w sobie ona/on nosi.

Decyzję czy sięgnąć po ten reportaż pozostawiam zatem Wam drodzy czytelnicy, gdyż nie potrafię jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie zaopiniować tej publikacji.

czwartek, 7 lipca 2022

"Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili twoje serce będzie przebywało poza twoim ciałem." - Katharine Hadley

W pierwszej połowie czerwca wśród moich lektur znalazła się publikacja „1200 gramów szczęścia” napisana przez Martę Maciejewską. Jest to pozycja wyjątkowa, ponieważ zainspirowana przeżyciami autorki i jej najbliższych.

Główną bohaterką opowieści jest Emilia, która choć nie do końca wierzy w siebie to bardzo chce zostać modelką. Wbrew wewnętrznemu poczuciu niepewności dziewczyna wybiera się na casting i ku swojemu zaskoczeniu zostaje zakwalifikowana, poznaje również przebojową Karolinę, z którą się zaprzyjaźnia.

Życie Emilii upływa pomiędzy sesjami zdjęciowymi oraz aktywnościami związanymi z modelingiem. Przy pracy poznaje tajemniczego, skupionego na pracy fotografa Jakuba, który początkowo dosyć mocno ją irytuje.

A że życie lubi płatać figle to pomimo początkowej rezerwy wobec siebie ostatecznie dwójka to się do siebie zbliża i zakochuje się w sobie.

Sielanka zakochanych trwa w najlepsze, a wręcz jeszcze się pogłębia, kiedy okazuje się, że Emilia i Jakub spodziewają się dziecka.

Do pewnego momentu wszystko przebiega książkowo. Jednak stopniowo sytuacja zdrowotna Emilii zaczyna się komplikować, a lekarze szukają przyczyn takiego stanu i próbują mu zaradzić… Niestety przyszła mama musi przebywać w szpitalu, a w naszym kraju rozpoczyna się właśnie pandemia Covid-19.

O tym, co działo się dalej dowiecie się czytając tę książkę. Jest to do bólu szczera i przepełniona wieloma różnorodnymi emocjami opowieść kobiety czekającej na upragnione dziecko, której grunt w pewnej chwili usuwa się spod nóg.

Autorka opisuje szpitalną samotność, nadzieję przeplatającą się z rozpaczą i ogromną siłę macierzyńskiej miłości, która potrafi przenosić góry i przetrwać nawet najgorsze chwile. Pokazana została również perspektywa całej rodziny, która także zmaga się ze smutkiem i bezsilnością w zaistniałej sytuacji.

Są książki, których po prostu nie da się ocenić. Bo jak oceniać czyjeś przeżycia, uczucia i emocje jakich inna osoba doświadcza? „1200 gramów szczęścia” to właśnie taka książka.

Jeśli nie boicie się trudnych tematów, silnych emocji podczas lektury, a także tego, że niejednokrotnie mogą polać się łzy to poznajcie historię Emilii i jej rodziny. Opowieść ta z całą pewnością pozostanie z Wami na bardzo długo i otworzy oczy na to, jak bardzo należy doceniać każdy z pozoru zwykły dzień.

Polecam tę książkę, chociaż z jednym wyjątkiem – nie dla kobiet, które aktualnie spodziewają się dziecka, ponieważ może ona wywołać u nich niepotrzebny stres, który jak wiadomo nie jest korzystny dla ani dla maleństwa, ani dla przyszłej mamy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 30 czerwca 2022

„Szczęście jest zawsze tam, gdzie je człowiek widzi.” - Henryk Sienkiewicz

 

W tym roku Anna Ficner – Ogonowska obchodziła dziesięciolecie pracy twórczej. Dekada ta zaowocowała dziesięcioma publikacjami, w tym 8 tytułami dla dorosłych i 2 dla dzieci (premiera najnowszego przeznaczonego dla młodszych odbiorców już niebawem).

Dzisiaj chciałabym napisać Wam nieco na temat najświeższej powieści Pani Anny przeznaczonej dla dorosłych czytelników, a noszącej tytuł „Jesteśmy Twoi”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak wiosną tego roku.

Główną bohaterka tej historii jest Ida Polak, kobieta ma ustabilizowane życie zawodowe i jest bardzo zadowolona ze swojej pracy. Jednak od zawsze marzy o dużej rodzinie, a niestety póki co wciąż jest sama. Wspiera jednak swoją siostrę w opiece nad siostrzeńcami, ponieważ mąż Miłki jest marynarzem i bardzo często nie ma go w domu.

Podczas jednej z służbowych podróży Ida poznaje Toma, ten niezwykle przystojny i jak się okazuje intrygujący mężczyzna robi na bohaterce wręcz piorunujące wrażenie… Niestety wygląda jednak na to, że ich znajomość zakończy się wraz z lądowaniem samolotu. Jednak, jak powszechnie wiadomo los lubi zaskakiwać i na skutek pewnych smutnych okoliczności, jakich przeczytacie w książce, spotykają się oni ponownie na komisariacie, gdzie prym wiedzie Iga Niemiec.

Między Idą, a Tomem rodzi się gorące uczucie od pierwszego (a może drugiego) wejrzenia, a co połączy Idę z Igą dowiecie się czytając tę wzruszającą i pełną emocji powieść. Gdy po niezbyt długiej znajomości Ida i Tom biorą ślub pojawia się w nich również pragnienie posiadania dziecka. Niestety okazuje się, iż spełnienie tych marzeń wcale nie będzie takie łatwe…

Autorka w swojej najnowszej książce porusza bardzo delikatny, a zarazem ważny temat, jakim jest niemożność (z różnych powodów) zajścia w ciążę oraz kłopoty z tym związane. Postać Idy staje się w moim odczuciu obrazem wielu kobiet zmagających się z podobnymi problemami, a co ważniejsze nie chodzi tutaj wyłącznie o same panie, lecz również o ich mężów czy partnerów i fakt, że tak naprawdę oni także bardzo mocno borykają się z całą sytuacją.

Jest to niezwykła opowieść o miłości, pragnieniu rodzicielstwa i dorastaniu do różnych jego form. Tej książki nie sposób opisać ją po prostu trzeba przeczytać i chociaż początek trochę mi się dłużył to powieść ta jako całość zdecydowanie ten stan wynagradza.

Jeśli szukacie książki o budowaniu rodziny w bardzo różnych jej odsłonach, o wzajemnych relacjach z drugim człowiekiem, o godzeniu się z losem i budowaniu, z tego co od niego otrzymujemy, chociaż nie zawsze jest to to, czego początkowo oczekiwaliśmy to „Jesteśmy Twoi” będzie dla Was bardzo dobrym wyborem.

Pisarka zawarła w niej ogromny ładunek emocjonalny, który budowany jest przez bardzo szeroką perspektywę podejmowanych w powieści tematów oraz spojrzenie na nie pod bardzo wieloma kątami.

Książka ta mimo iż nie należy do lekkich czyta się dobrze, a czytelnik kibicuje bohaterom zżywając się z nimi coraz mocniej wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną, a jak to zwykle bywa u pani Ani tych stron jest całkiem sporo bo ponad 670 ;).

Polecam! 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

środa, 18 maja 2022

"Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada ale na tym, że potrafi się podnosić." - Konfucjusz

Ci, którzy znają twórczość Agnieszki Lis doskonale wiedzą o tym, że nie stroni ona w swoich powieściach od tematów trudnych, a przez to bardzo często zamiatanych pod przysłowiowy dywan… Nie inaczej sprawa ma się w powieści „Szczęściarze”, którą chciałabym Wam dziś nieco przybliżyć.

Główną bohaterką jest Edyta, nastolatka ulega ciężkiemu wypadkowi podczas jazdy na rowerze, doznaje wówczas urazu kręgosłupa, który powoduje paraliż od pasa w dół i nie wiadomo czy kiedykolwiek dziewczyna znów stanie na nogi.

Jednak nie tylko ten temat stanowi oś niniejszej opowieści. W książce poznajemy także historię Staszka. Przepełnioną emocjami i bolesnymi przeżyciami opowieść o poszukiwaniu siebie, swojego szczęścia, samoakceptacji oraz potrzebie wsparcia ze strony najbliższych i ich bardzo różnych reakcjach w odniesieniu do poruszonej w powieści tematyki.

Autorka porusza również kwestie problemów małżeńskich, które nawarstwiają się w związku, gdy na wzajemne relacje małżonków nakłada się cała masa innych życiowych kłopotów – czy i jak wybrną oni z życiowego impasu? - przeczytacie na kartach „Szczęściarzy”

Historia ukazana przez Agnieszkę Lis pokazuje również niezrównaną siłę rodzicielskiej miłości, która jest w stanie udźwignąć nawet najbardziej skomplikowane i niejednokrotnie ogromnie trudne do przyjęcia decyzje i wybory latorośli.

Jeśli szukacie subtelnej wielowątkowej opowieści, która niewątpliwie da Wam do myślenia, a jej echa pozostaną z Wami na długo to książka Agnieszki Lis będzie idealnym wyborem.

W powieści tej dokładnie tak jak w życiu nic nie jest całkowicie oczywiste, a bohaterowie i ich losy zdecydowanie wymykają się utartym schematom.

Poznajcie pełną niejednoznaczności, a zarazem czytającą się z zapartym tchem opowieść ukrytą w „Szczęściarzach”. Dowiedzcie się w jaki sposób połączony jest los Edyty i Staszka… Ta niezwykła powieść nie da Wam o sobie zapomnieć...

Polecam!

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 6 grudnia 2021

"Pamiętaj, że pragnienie posiadania rodziny to ogromna siła..."

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o kolejnym reportażu, który przeczytałam jakiś czas temu. Była to książka autorstwa Jakuba Korusa zatytułowana „Surogatki. Historie kobiet, które rodzą po cichu”. W różnych krajach na świecie surogacja, czyli mówiąc najogólniej macierzyństwo zastępcze, ma różnorodny (czasem również zupełnie nieuregulowany) status prawny.

Autor w swojej publikacji ukazuje zjawisko surogacji na świecie i w Polsce. Dzięki rozmowom z samymi matkami zastępczymi poznaje motywy ich działania. Potencjalni rodzice adopcyjni, których wypowiedzi także zamieszczono w książce nadają jej swoją perspektywę, a ludzie na różne sposoby powiązani z tego typu działalnością objaśniają czytelnikowi nazwijmy to „proceduralną” stronę całego tego procesu.

Reportaż ten to niezwykły przekrój ludzi i poglądów, co pozwala czytelnikowi uzmysłowić sobie ogromną skalę surogacji nawet tam, gdzie nie jest ona legalna. Jak również zapoznać się z różnorakimi pobudkami, jakimi kierują się surmamy decydujące się na przystąpienie do programu, ich rodziny oraz Ci, którzy pragną w taki właśnie sposób powiększyć własną rodzinę.

Książka ta z całą pewnością nie jest jednoznaczna, a jej lektura wywołuje w czytelniku ogrom emocji. Zaletą tej publikacji jest jej wielowątkowość połączona z obiektywizmem autora, co na pewno nie było łatwym zadaniem.

Lektura „Surogatek…” daje do myślenia, bo chociaż na pierwszy rzut oka tego typu działania mogą wydawać się całkowicie nieetyczne i ukierunkowane na zysk etc to trzeba uzmysłowić sobie, iż jak wiadomo każdy medal ma dwie strony – tutaj tą drugą są ludzie pragnący mieć dziecko, a z różnych powodów nie mogący spłodzić go w całkowicie naturalny sposób, mimo że często mają za sobą wieloletnią walkę i różne metody leczenia na tym polu.

Jakub Korus pokazuje zarówno „jasne” jak i ciemne strony współpracy surogatek oraz rodzin zastępczych z tzw. agencjami, które często są pośrednikami w całym tym procederze. Jak się okazuje bardzo często współpraca ta nie przebiega wcale według jasnego i klarownego schematu, a mnogość wielu niuansów i rozwiązań bywa zaskakująca, a niekiedy wręcz mocno zatrważająca.

Osobiście nie podjęłabym się oceniania żadnej ze stron tej skomplikowanej mozaiki, którą jest surogacja. Jest to bowiem kwestia niezwykle złożona i delikatna w swej istocie. Dlatego też tym bardziej polecam Waszej uwadze ten trudny, lecz interesujący reportaż Jakuba Korusa.

Przeczytajcie i wyciągnijcie własne wnioski z tej nietuzinkowej lektury.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 24 listopada 2021

Najpiękniejszy blask płynie prosto z ludzkiego serca...

Joanna Sykat ma w swoim literackim dorobku całkiem sporo tytułów. We wrześniu tego roku nakładem Wydawnictwa Prozami ukazała się jej najnowsza powieść o nieco zagadkowym i klimatycznym tytule „Gdy zabłyśnie światło”.

Główną bohaterką tej opowieści jest Adrianna, która po rozwodzie układa sobie życie mieszkając wraz z córką w podmiejskim domu. Kobieta ma pracę, którą lubi oraz nowego partnera - Michała, czyli rzec można, iż wiedzie w miarę ustabilizowane życie. Jednak w pewnym momencie w najbliższym otoczeniu matki i córki zaczynają dziać się dziwne i niepokojące rzeczy, które skutecznie zachwieją ich i tak niełatwą relacją, gdyż Ola o rozstanie rodziców obwinia matkę, oraz poczuciem bezpieczeństwa.

Na skutek niniejszych zawirowań Ada zaczyna podejrzewać, iż jej zaleczona choroba znów daje o sobie znać. W dodatku kobieta wciąż obawia się wejść nieco głębiej w relację z Michałem, którego jej latorośl nadal delikatnie rzecz ujmując nie akceptuje.

Bohaterowie przeżywają życiowe wzloty i upadki, o których dowiecie się z kart książki, a uwierzcie mi, że nieco się tam dzieje. Ada dokonuje w swoim ogrodzie intrygującego odkrycia, a jeśli zdecyduje się podążyć za głosem swojego serca jej życie zmieni się w zaskakujący dla niej samej sposób, lecz czy się na to odważy? Przeczytajcie sami.

Książka jest całkiem sympatyczna, autorka pokazuje w niej, że nie wszystko, co wydaje nam się oczywiste takim właśnie jest. To opowieść o poszukiwaniu siebie oraz o przyjaźni, która szanuje i nie ocenia.

Jeśli macie ochotę na lekką pozycję do poczytania w sam raz na długi, chłodny wieczór to myślę, iż powieść ta będzie dobrym wyborem. Mnie czytało się ją przyjemnie, chociaż powiem szczerze, że niektóre wątki zbytnio się w opowieści rozmyły i dlatego mam kłopot z jej jednoznaczną oceną.

Jednak jak doskonale wiecie – ilu czytelników tyle gustów, a odbiór czytanego tekstu jest zawsze subiektywny, więc jeśli chcecie to przekonajcie się sami, co kryje w sobie historia Ady bo z pewnością każdy dostrzeże w niej coś innego dla siebie.

 
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 22 listopada 2021

"Każdy nosi w sobie opowieść, która pewnego dnia musi z niego wypłynąć..."

Dziś opowiem Wam o książce, która wieńczy genialną tetralogię Wiatr ze Wschodu autorstwa Marii Paszyńskiej. „Za zasłoną chmur” bo taki właśnie tytuł nosi ta powieść to niesamowite zamknięcie losów bohaterów. Autorka przede wszystkim skupiła się na ukazaniu finalnych losów dwóch skrajnie różniących się od siebie kobiet – Anastazji i Tatiany.

Kobiety te jak wiemy z poprzednich tomów kochały tego samego mężczyznę… Kiedyś już los splótł ich ścieżki, a w niniejszym tomie stają się one dla siebie nawzajem niebagatelnym oparciem w trudnych czasach i okolicznościach, w jakich przyszło im żyć.

Autorka w sposób charakterystyczny dla swojej twórczości odmalowuje również tło historyczne, na którego kanwie śledzimy bardzo złożone perypetie bohaterów.

Życie Anastazji nigdy nie było usłane różami. A Tatiana choć miała wszystko to jedyną pociechą był dla niej syn – Karol. Gdy obie kobiety zostają niejako porzucone, przez Kazimierza, który w swym wewnętrznym zagubieniu, aby odnaleźć równowagę postanawia wyjechać do Polski, młoda lekarka w akcie beznadziei prowokuje wypadek.

Na skutek niniejszego zdarzenia jej życie bardzo mocno się komplikuje, a wtedy Tatiana postanawia spłacić dług wdzięczności za uratowanie życia jej i dziecka.

Mimo, iż początkowo (z wiadomych względów) relacja kobiet jest ogromnie trudna, to z czasem ich stosunki stopniowo ulegają ociepleniu.

Zaś Kaza choć w Polsce osiąga zawodowe sukcesy to nadal nie może znaleźć swojego miejsca ani się wyciszyć.

Borys Bogdanow również nie daje nam o sobie zapomnieć snując coraz gęstszą pajęczynę intryg, kłamstw i przemilczeń – dokąd zaprowadzi go taka gra? Przeczytajcie sami!

Jak dalej potoczą się losy bohaterów oczywiście Wam nie zdradzę, ale jeśli lubicie prozę tej autorki to i tym razem z pewnością się nie zawiedziecie. Świetnie wykreowani bohaterowie, ich trudne i bolesne perypetie, a wszystko okraszone domieszką inteligentnie wplecionej historii – takie połączenie to gwarancja wyśmienitej lektury! Jedyny jej minus to taki, że to już koniec tej historii.

Książka ta przepełniona jest różnego rodzaju emocjami, traktuje o przewrotności losu i niezbadanych ścieżkach ludzkiego życia, które bywają bardzo kręte i wyboiste… W opowieści tej obecne są na równi różne oblicza miłości i przyjaźni współgrające z wieloma odcieniami cierpienia, bólu, rozpaczy i zawodu.

Wszystko, co tak bardzo ludzkie, choć zdecydowanie nie lekkie, łatwe i przyjemne zostało zamknięte w tej książce. Głos, który autorka oddała swoim bohaterom wybrzmiewa z każdej właściwie strony tej opowieści.

Polecam Wam serdecznie zapoznanie się z finałem tego niezwykłego cyklu, a Marii Paszyńskiej gratuluję ogromnej siły przekazu połączonej z niebywałą wręcz lekkością i plastycznością pióra. Według mnie ogromną sztuką jest pisanie o rzeczach trudnych i bolesnych tak, aby czytelnik nie przerwał w trakcie lektury, a wręcz przeciwnie – musiał poznać jej zakończenie i tak właśnie jest z cyklem Wiatr ze wchodu.

 
PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich czterech tomów niniejszego cyklu:


 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 10 maja 2021

Trzecie tchnienie Wiatru ze wschodu

Pod koniec marca bieżącego roku swoją premierę miała trzecia odsłona perypetii Anastazji i Kazimierza znanych czytelnikom z poprzednich części cyklu Wiatr ze wschodu.

Burzliwe losy ich namiętnego, pełnego pasji i wielorakich kontrastów uczucia i tym razem nie pozwalają czytelnikowi przejść obok tej relacji obojętnie.

Na skutek mnóstwa różnorodnych perturbacji po utracie dwóch bardzo bliskich jej osób – Serhija i doktora Kirsanowa – Anastazja podejmuje decyzję o powrocie do Petersburga, by rozwikłać pewne nurtujące ją sprawy.

Kaza natomiast żyje w poprawnym, choć nieszczęśliwym małżeństwie z Tatianą, a w domu jej rodziców, gdzie mieszkają zaczyna się coraz bardziej dusić.

Jak możecie się domyślić w końcu ścieżki Nuti i Kazy przecinają się ponownie i okazuje się, że nic, co do tej pory zgotował tym dwojgu los w najmniejszym nawet stopniu nie osłabiło uczucia, którym od tak dawna pałają do siebie nawzajem.

W powieści tej znajdziemy również wątki związane z sytuacją polityczno-społeczną w czasie, gdy powoli milkną echa rewolucji bolszewickiej, a scheda po Leninie dla wielu staje się ogromnie łakomym kąskiem.

Opowieść nakreślona przez autorkę, jak to zwykle bywa w przypadku Marii Paszyńskiej jest niezwykle barwna i obfituje w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Postacie wychodzące spod wprawnego pióra tej pisarki z całą pewnością pretendować mogą do miana osób z krwi i kości, bowiem osoby pokroju bohaterów śmiało mogłyby żyć, dokonywać wyborów i przeżywać życiowe wzloty i upadki w czasach opisanych w tej powieści.

Całości dopełnia także bardzo dobrze zarysowane tło historyczne z całym bogactwem szczegółów, na które autorka subtelnie, acz nieustannie zwraca uwagę czytelników.

Jeśli podobały Wam się poprzednie części tego cyklu to moim zdaniem „Szkarłatna łuna” również Was nie zawiedzie. Ta przepełniona emocjami i wieloma ludzkimi rozterkami w obliczu, których los stawia człowieka książka długo nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć, a być może stanie się również inspiracją ku cennym życiowym refleksjom na temat m.in. miłości, rodzicielstwa, poświęcenia, poczucia obowiązku czy uczciwości zarówno wobec innych jak i samych siebie.

Polecam Wam tę lekturę, a sama z niecierpliwością czekam na zwieńczenie tej historii, czyli tom czwarty.

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich dwóch tomów niniejszego cyklu:

piątek, 27 stycznia 2017

(...) kiedy ciemny wiatr, porywa spokój siejąc smutek i zwątpienie...


Tom Malmquist zadebiutował jako poeta w roku 2007 tomikiem wierszy „Nagła śmierć". Niniejsza książka jest natomiast jego debiutem prozatorskim.

Autor opowiada w niej swoją własną historię, w której jest on narratorem, a zarazem jednym z głównych bohaterów. Tom i jego wieloletnia życiowa partnerka Karin spodziewają się pierwszego dziecka, niestety kilka miesięcy przed porodem lekarze diagnozują u kobiety ostrą białaczkę.

Jakiś czas przed terminem porodu stan Karin gwałtownie się pogarsza, w związku z czym lekarze decydują się na rozwiązanie ciąży przez cesarskie cięcie. W ten sposób na świat przychodzi Livia, która ze względu na wcześniejszy poród trafia na neonatologię.

Sytuacja ta zmusza więc Toma do tego, aby bezustannie krążył pomiędzy neonatologią, gdzie znajduje się jego córeczka, a OIOM-em onkologicznym, gdzie przebywa Karin.

Mężczyzna opisuje w książce swoje niejednokrotnie skrajne emocje, wewnętrzne rozbicie i ogromne napięcie, jakie ciągle odczuwa. Z drugiej strony jednak pokazuje swoją ogromną determinację, aby być przy tych, którzy są dla niego najważniejsi, a także dotrzymać tego, co obiecał Karin zanim lekarze zdecydowali się wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej.

Livia stopniowo nabiera sił, niestety stan jej mamy jest coraz cięższy, ostatecznie lekarzom nie udaje się uratować kobiety. Zdruzgotany Tom wraca do domu z maleńką córeczką, nie mając pojęcia jak poradzi sobie w zaistniałej sytuacji.

Jednakże jego miłość do małej Livii, pomimo przeżywanej żałoby, determinuje go na tyle, iż coraz bardziej wdraża się w opiekę nad maleństwem, w której pomagają mu babcie małej oraz jego przyjaciele.

Kilka miesięcy później Tom musi znów pojawić się w szpitalu, gdyż jego chorujący od wielu lat na raka ojciec znajduje się tam na oddziale paliatywnym. Relacje Toma z ojcem Thomasem nigdy nie należały do łatwych, o czym Tom również pisze w swojej książce. Teraz jednak widzimy, że dzięki obecności syna i wnuczki senior jest znacznie spokojniejszy i pogodzony ze swoim losem.

Jest to opowieść o miłości partnerskiej i rodzicielskiej, a także o odchodzeniu, żałobie i odbudowywaniu życia na nowo po starcie bliskiej osoby. Autor mówi o trudnych relacjach rodzinnych i międzyludzkich w ogóle. Ukazuje również bezduszność systemu prawnego w Szwecji (właśnie tam rozgrywa się akcja książki), który chce odebrać mu córkę wyłącznie, dlatego, iż nie byli z Karin po ślubie… Tom opisuje swoje utarczki z urzędnikami i procedurami, które musi staczać, by zatrzymać przy sobie Livię. Cała historia niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny i wiele tematów do różnorodnych refleksji.

Jednakże jej dużym minusem, który niestety nie pozostaje bez wpływu na jakość czytania jest jej chaotyczna narracja, w której według mnie jest bardzo dużo nagłych przeskoków pomiędzy treściami, przez co opowieść tarci spójność, a to z kolei powoduje jeszcze większe odczucie zamętu podczas lektury.
W związku z powyższym opowieść ta, chociaż porusza bardzo istotne kwestie jest niestety także bardzo ciężka w czytaniu, nie tyle ze względu na tematykę, ile na sposób, w jaki została skonstruowana.

niedziela, 13 września 2015

Rodzicielstwo nie jedno ma imię


Na wstępie pragnę podziękować Wydawnictwu Nasza Księgarnia za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

"Dziec­ko jest chodzącym cu­dem, je­dynym, wyjątko­wym i niezastąpionym." /Phil Bosmans/

Autorkom niniejszej książki we własnych rodzinach przyszło borykać się z trudami poczęcia upragnionego i wyczekiwanego maleństwa, w sposób niezwykle otwarty i szczery na kartach niniejszej książki opisują one wspólne wraz z ich partnerami zmagania na drodze do wewnętrznego spełnienia jaką jest dla nich rodzicielstwo...

Jest to książka wywołująca ogromne emocje. Panie Justyna i Beata otwierają przed nami poprzez własne doświadczenia drogę wiodącą przez mroczne meandry zwątpienia, bezsilności i rozczarowania ku nigdy nie gasnącej nadziei... Aż po dojście do przekonania, iż przysposobienie dziecka nie jest "przymusem" lecz ogromnym wyróżnieniem....

Swoją szczerością przełamują tabu jakim po dziś dzień owiany jest temat adopcji jednocześnie wytykając niedoskonałości i braki całej adopcyjnej machiny... Jednakże ukazują również, że pomimo dosyć żmudnych i długotrwałych procedur warto było czekać na swoje jak same o nich piszą "dzieci z chmur", które jak obie zgodnie i stanowczo podkreślają nie różnią się niczym od dzieci będących biologicznymi pociechami swoich rodziców...

Nie zapominają także opowiedzieć o wielu "dobrych duszach", które stanęły na ich nie łatwej drodze do spełnienia największego marzenia, by oddać całe swoje ciepło rodzinne małemu człowiekowi, który z jakichś powodów został ich pozbawiony...

Publikację tę czyta się jednym tchem, a wobec jej zawartości nie sposób pozostać obojętnym ze względu na niebagatelną prostolinijność jej emocjonalnego przekazu... "Dzieci z chmur" z powodzeniem mogą służyć ku pokrzepieniu serc tym, którzy borykają się z niepłodnością... Autorki z całą pewnością dowiodły, iż medyczna diagnoza nie musi być przekreśleniem potrzeby serca, aby zostać Mamą/Tatą... Tym zaś, którzy mają to szczęście, iż nie mają w/w problemów niech pomoże wystrzegać się przed ocenianiem innych przynajmniej do momentu, w którym będzie im dane poznać podłoże takich czy innych wyborów i wynikających z nich decyzji...

Gorąco polecam!