Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2025

"Staraj się zawsze trzymać trochę nieba nad swoim życiem." - Marcel Proust


Marta Nowik słynie z subtelnych i pięknych w swoim przekazie opowieści, które jednocześnie nie stronią od poruszonych w nich różnego rodzaju ważnych i trudnych tematów.

Nie inaczej jest w najnowszej opowieści o wieloznacznym tytule „Dotknij nieba”. Na jej kartach poznajemy Malwinę, kobieta jeszcze przed 40-stką, lecz po przebytym już zawale serca przenosi się do Jantaru, gdzie powoli odzyskuje zdrowie, spokój i równowagę psychiczną po niełatwych doświadczeniach.

Pewnego dnia, podczas jednego z codziennych spacerów na drodze kobiety staje mężczyzna, który prosi ją o pomoc w wypchnięciu z łachy piasku, jego ogromnej terenówki, gdyż ku swojemu ogromnemu niezadowoleniu właśnie się zakopał…

Jak możecie się domyślić, nie jest to zbyt obiecujący początek znajomości, zresztą Malwina raczej stroniąca od ludzi zakłada, że jest to ich pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie… Tym bardziej że mężczyzna nawet się nie przedstawił.

Jednak, jak wiadomo, życie bywa przewrotne więc drogi Malwiny i Gabriela ponownie się krzyżują i staje się to początkiem pięknej, wartościowej relacji, ale o tym przeczytajcie sami, sięgając po tę historię.

Jak już wcześniej wspomniałam, autorka po raz kolejny sięgnęła do tematów trudnych. Są nimi np. trudne relacje rodzinne na linii matka – córka, bezdomność, czy żałoba.

Całość jednak przepełniona jest otuchą skierowaną w stronę czytelnika. Losy Malwiny i Gabriela ukazują, że szczęście ma wiele oblicz i choć nie jest to proste, zawsze warto podejmować próby jego poszukiwania – nawet pomimo bardzo trudnych i obciążających przeżyć.

Opowieść ta zanurzona w nadmorskim klimacie, jest z jednej strony burzliwa, jak morze podczas sztormu, z drugiej natomiast łagodna i ożywcza niczym morska bryza. Czytając ją doświadczamy wielu bardzo różnorodnych emocji i refleksji na temat życia, wzajemnych relacji, ludzkich wyborów i doświadczeń etc.

Bohaterowie tutaj opisani śmiało mogą być odzwierciedleniem wielu z nas, dlatego książka ta ze swoim przekazem z pewnością dotrze do szerokiego grona odbiorców, gdyż właściwie każdy, o ile tylko zechce, odnajdzie w niej cząstkę siebie.

Zachęcam Was do zapoznania się z tą ciekawą i inspirującą do otwierania się na to co nowe powieścią. Marta Nowik poprzez swoją historię ukazuje, że traumatyczne wydarzenia z przeszłości, choć trudne i bolesne nie powinny stawać się skorupą, w której utkwimy na resztę naszego życia.

Każda nowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku – w dużej mierze od nas samych zależy, czy podejmiemy trud, aby go zrobić. Chociaż oczywiście pewnych rzeczy nie da się zapomnieć to możliwe jest „ułożenie się” z przeszłością, satysfakcja z każdego kolejnego dobrze przeżytego dnia i dotykanie wciąż na nowo własnego nieba, które przecież wciąż nad nami jest.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 29 kwietnia 2025

"Nigdy nie będę mieć dnia wolnego od straty..."

 

Ciekawa jestem czy znacie publikacje Wydawnictwa Cyranka? Ja przeczytałam już trzy pozycje wydane pod ich szyldem. O jednej z nich chciałabym Wam dziś opowiedzieć.

„West Farragut Avenue” to historia autorstwa Pani Agnieszki Jelonek bazująca na jej osobistych doświadczeniach. Przenosimy się do lat 90 – tych, gdyż w owym czasie autorka przebywała w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez pewien czas żyła, pracowała i utraciła swą młodzieńczą miłość.

Książka ta jest zapisem różnorodnych wspomnień z tego właśnie okresu oraz przeżywaną przez nią po latach żałobą i zmaganiu się z ogromną stratą, która rzecz jasna pozostanie w niej już na zawsze.

Cała ta opowieść rozsnuta jest niejako pomiędzy „przed” i „po”. Gubimy się w niej i zatracamy wraz z samą autorką, próbując rozwikłać, co tak naprawdę się wydarzyło. Jest to historia o miłości, która momentami według mnie ociera się o pewnego rodzaju obsesję. A także o próbie rozrachunku z przeszłością i ocalenia od zapomnienia tego, co utracone, a było dla narratorki tak ważne.

Książka ta, choć niewielka objętościowo niesie w sobie niebagatelny ładunek emocjonalny. Bagaż doświadczeń i wielorakie rozterki młodej kobiety stanowią pole do różnorodnych refleksji nad życiem i nieustanną pogonią za tym, aby wciąż mieć i przeżywać więcej, szybciej, intensywniej...

Czy bohaterce uda się dociec, czy śmierć Drobnego była nieszczęśliwym wypadkiem? Czy upora się z tak dotkliwą życiową stratą? – dowiecie się z kart książki.

Nie oceniam tej książki w żadnej skali, bo nie sposób oceniać czyjegoś smutku, żałoby, zagubienia i osamotnienia w obliczu dojmującej egzystencjalnej straty. 
Duży szacunek dla autorki za to, że zdecydowała się podzielić z innymi swoją niezwykle osobistą, trudną historią, gdyż zapewne pomimo upływu czasu wymagało to od Pani Agnieszki niemałej wewnętrznej siły. 

Jeśli chodzi o samą lekturę, to każdy z Was indywidualnie musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest gotowy na lekturę takiej opowieści. Ja sygnalizuję jedynie, że takowa istnieje, a czy się z nią zapoznać – tę decyzję pozostawiam w sferze Waszej czytelniczej wrażliwości.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 9 października 2024

Najnowsza powieść Barbary Wysoczańskiej od dziś na księgarskich półkach :)


Jeśli znacie powieści Barbary Wysoczańskiej to myślę, że do sięgnięcia po kolejną nie trzeba Was szczególnie przekonywać, a jeżeli jeszcze ich nie znacie to nadarza się świetna okazja, aby to zmienić, ponieważ właśnie dziś na półki trafia najnowszy tytuł autorki pt. „Nigdy się nie poddam”.

Akcja powieści toczy się dwutorowo. W roku 2024 po tragicznej śmierci męża Alicja kupuje dom, by zacząć w nim nowy etap swojego życia. Choć pierwotnie miejsce to jest w dosyć opłakanym stanie, Alicja od pierwszej chwili czuje, że odnajdzie tu swoje miejsce. W związku z tak pozytywnymi odczuciami i pewnym wykopaliskiem dokonanym w ogrodzie kobieta postanawia dowiedzieć się czegoś o dawnych właścicielach domu i tak trafia na Thomasa Rittera i jego matkę Marię.

Drugą perspektywą tej opowieści jest rok 1934. Gerhard Vogel jest znanym w okolicy i ogromnie szanowanym winiarzem. Mężczyzna trzyma swoje interesy żelazną ręką, a ponieważ jest wdowcem to na barki jego najmłodszej córki Gretel spada obowiązek zajmowania się domem, a w przyszłości starzejącym się ojcem.

Mimo że dziewczyna ma starsze rodzeństwo to właśnie od niej ojciec oczekuje dożywotniej opieki. Przewrotny los sprawia, iż staje się ona konieczna dużo szybciej niż ktokolwiek przypuszczał, ponieważ Gerhard nagle dostaje udaru, wskutek którego staje się osobą wymagającą całodobowej opieki…

Jak młoda dziewczyna poradzi sobie w tej niezwykle trudnej, nie tylko z rodzinnego punktu widzenia, sytuacji? Czy udźwignie brzemię, jakie na nią spadło, czy też podda się wywieranej na nią presji otoczenia, by pozbyć się domu i winnicy? Czy żyjąca po sąsiedzku rodzina Gehlerów naprawdę chce jej pomóc w tym ciężkim okresie życia? Kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kogo należy się obawiać?

Wszystkie te wątki rozwikłają się na kartach tej niesamowicie wciągającej i magnetyzującej opowieści.

Barbara Wysoczańska po raz kolejny w przepięknym i równie subtelnym, co wyrazistym stylu opisuje losy kobiet, które z różnych powodów musiały stać się silne i niezłomne w obliczu trudnych życiowych doświadczeń.

Ukazuje również, że wiele pragnień i wartości wyznawanych przez człowieka jest uniwersalnych pomimo upływającego czasu.

Wykreowane przez autorkę bohaterki, mimo iż borykają się z różnego rodzaju problemami i życiowymi perypetiami to są bardzo wytrwałe w dążeniu do wytyczonych sobie celów, pomimo wielu przeciwności. Wciąż chcą kochać i być kochane, szanowane i docenianie, a nie sprowadzane wyłącznie do roli gospodyń domowych, co miało miejsce zwłaszcza w dawniejszych czasach – obecnie na szczęście sytuacja ta mocno ewoluuje. Jednak nie tylko postacie kobiece są tutaj mocno zarysowane, również bracia Gehlerowie – Erich i Hans ukazują swe kontrastowe charaktery i wizje życia.

Jeśli szukacie porywającej historii, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a losy jej świetnie nakreślonych bohaterek pełne są różnorodnych zawirowań, emocji i uczuć będących ich udziałem to koniecznie przeczytajcie „Nigdy się nie poddam”.

Gratuluję autorce kolejnej fantastyczniej premiery i czekam z niecierpliwością na kolejne powieści. A Wam raz jeszcze gorąco polecam opowieść o Alicji i Gretel!


https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

piątek, 5 lipca 2024

Czwarta odsłona cyklu Przekupić wiedźmę.

Dzisiaj również pozostaniemy przy twórczości Barbary Mikulskiej. Tym razem przybliżę Wam czwarty tom tetralogii Przekupić wiedźmę o podtytule Zuzanna.

Jak możecie się domyślić główną bohaterką książki jest właśnie Zuza – młoda kobieta po dramatycznych przejściach, która, aby wyjść z żałoby oraz za sprawą pewnego, starego pamiętnika trafia do swojej przyszywanej cioci – Dobrusi.

Zuza jest dziennikarką w gazecie i ma pomóc Dobrusi w stworzeniu z ww. zapisków powieściowej historii, która miałaby nadawać się do późniejszego książkowego wydania.

Czy plany te się powiodą?

Autorka rozsnuwa przed czytelnikiem historię, która toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy współczesność i perypetie codzienności dwóch kobiet, które stopniowo coraz mocniej i śmielej dzielą się ze sobą własnymi doświadczeniami wspierając się nawzajem na różne sposoby. Z drugiej natomiast dostajemy baśniową opowieść o Marice – wychowance znanej już nam z tej serii Ludomiły.

Jest to barwna opowieść o emocjach, które tak kiedyś, jak i dziś popychają ludzi do różnorakich wyborów. O braku akceptacji, który początkowo wywołuje niechęć, o lęku przed nieznanym, o miłości, odrzuceniu, rozpaczy i zemście.

Barbara Mikulska porusza także temat godzenia się z tym, co minione i otwierania na niejako „nowe” życie oraz nowe uczucia, choć bohaterce nie przychodzi to łatwo, okazuje się jednak możliwe, lecz jaka wiodła ku temu droga przeczytajcie sami.

Poznajcie różnorodne kobiety opisane na kartach tej książki. Chociaż różnią je czasy, w jakich żyły lub żyją, wiek, bagaż przeżytych doświadczeń etc. to jak się okazuje łączy je równie wiele, a każda z nich wnosi do tej historii coś wyjątkowego.

Na kartach niniejszego tomu dowiadujemy się także co aktualnie słychać u mieszkańców oraz przyjaciół gospodarstwa agroturystycznego „U Wiktora”, więc jeśli za nimi tęskniliście to znów macie szansę do nich zajrzeć.

Nie zabrakło również perypetii dotyczących pupili na czterech łapkach, którzy po różnych perturbacjach, o których dowiecie się czytając powieść, umilają życie Zuzanny i Dobrusi.

Zatem jeśli lubicie ciepłe historie z nutką dawnej legendy i magii oraz opowieści o silnych kobietach i ich losach to koniecznie sięgnijcie po mój kolejny patronat „Przekupić wiedźmę. Zuzanna”.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 5 lutego 2024

Życzę Ci światełka w oknie...

Magdalena Kordel ma już na swoim literackim koncie wiele pozycji. Ja jej prozę poznaję małymi kroczkami, niemniej jednak każde literackie spotkanie z jej twórczością rozbudza we mnie apetyt na kolejne, które prędzej czy później się wydarza.

Tym razem mój czytelniczy wybór padł na najnowszą książkę autorki pt. „Światełko w oknie”. Jest to powieść świąteczna nawiązująca swoimi bohaterami do jednego z cykli stworzonych przez autorkę, lecz jego znajomość nie jest konieczna, by bez problemu odnaleźć się w tej lekturze.

Akcja książki toczy się niejako dwutorowo (przynajmniej do pewnego momentu). Losy Klementyny, zwanej Tyśką, oraz ludzi z jej najbliższego otoczenia toczą się w Miasteczku. Natomiast losy Kornelii i jej córek poznajemy w Rzeszowie.

Klementyna posiada swoisty dar, jest cukierniczą czarodziejką, która z ogromnym sercem tworzy pierniki, nie tylko te standardowe, lecz również takie w kształcie pięknie dekorowanych i pełnych detali domków, które skradły serca bywalców miejscowej cukierni. Chociaż jak dotąd ta szczególna piernikowa wena pojawiała się u Klementyny w określonym czasie, tym razem jednak tak się nie dzieje i kobieta popada w coraz większe zatroskanie tym faktem…

Kornelia natomiast boryka się z nagłą śmiercią ukochanego męża. Cios ten jest dla niej tak dotkliwy, że całą kontrolę nad codziennością musi przejąć jej nastoletnia córka Basia. Na barki młodej dziewczyny spada ogromny ciężar. Mimo iż sama przecież także cierpi musi zająć się nie tylko sobą i będącą pod prawie ciągłym wpływem medykamentów mamą, lecz także swoimi kilkuletnimi siostrami, bliźniaczkami – Emilką i Amelką… Na szczęście w pewnym momencie na jej drodze staje taksówkarz – pan Rysio oraz jego babcia Salcia, a także towarzyszy jej ciocia Miłka przyjaciółka mamy.

Jeśli zaś chodzi o podłamaną Klementynę dla niej wsparciem jest wieloletnia bratnia dusza Imka.

Jak możecie się domyślić Miłka i Imka się znają, a jak powszechnie wiadomo – przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, więc za sprawą utkanego przez nie misternego planu skrzyżują się drogi Klementyny i Kornelii.

Czy wyrwie to Kornelię z dotychczasowego marazmu? Co konkretnie z tego wyniknie i jak się wszystko potoczy? Przekonajcie się już sami sięgając po „Światełko w oknie”. Jest to słodko – gorzka lektura, ponieważ z jednej strony otula czytelnika ciepłem, wiarą w ludzi i lepszy los, z drugiej jednak porusza tematy bolesne i trudne, jak utrata najbliższych, depresja, osamotnienie etc.

Jest to historia o przyjaźni, dojrzewaniu do zmian, przyspieszonym dorastaniu, o poczuciu winy, a jednocześnie niemocy, o tym jak ważne w trudnych chwilach jest wsparcie innych, o tym, że w końcu trzeba pójść dalej i zacząć żyć niejako na nowo. Oprócz refleksji na różne tematy w perypetiach bohaterów obecna jest również spora dawka humoru, co dodaje tej pozycji lekkości.

Jest to tytuł o niekiedy bardzo trudnej, a jednocześnie niezaprzeczalnej i niewytłumaczalnej magii świąt Bożego Narodzenia...

Być może części z Was ta opowieść wyda się zbyt wyidealizowana mnie jednak bardzo przypadła do gustu. Kto wie – może właśnie takiej lektury akurat potrzebowałam i dlatego tak się stało.

W każdym razie ze swojej strony polecam Wam tę powieść.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

Gdy Twój rodzinny, szczęśliwy mikroświat nagle się zatrzymuje...

Magdalena Majcher ma w swoim literackim dorobku 34 pozycje, w tym udział w kilku antologiach. Jeśli zaś chodzi o mnie to sięgam po twórczość tej autorki po raz drugi i z całą pewnością nie ostatni.

„Po tamtej stronie lustra” to historia dotykająca bardzo trudnego tematu, jakim jest nagłe odejście maleńkiego dziecka... Głównymi bohaterami opowieści jest młode, szczęśliwe małżeństwo – Agata i Rafał Dobrowolscy.

Świat tej rodziny legnie w gruzach, gdy SIDS dotyka ich małą córeczkę Aurelię. Tę bolesną i ogromnie emocjonalną historię śledzimy z dwóch perspektyw. Rozdziały w narracjach Agaty i Rafała ułożone są naprzemiennie.

Agata zatapia się w bólu i rozpaczy, poddaje się zobojętnieniu, automatycznie zatracając chęć i sens życia. Odpycha od siebie bliskich, całkowicie ignorując fakt, że oni także cierpią.

Narracja Rafała pokazuje, iż mężczyzna również zmaga się z niebagatelnym cierpieniem po stracie dziewczynki. Mimo to ze wszystkich sił stara się być wsparciem dla zdruzgotanej żony, ta jednak zdaje się tego zupełnie nie dostrzegać, a wręcz zadaje mu dodatkowy ból swoim zachowaniem…

Czytelnik jest świadkiem małżeńskiego kryzysu tej pary w obliczu doświadczonej przez nich tragedii. Prócz historii Agaty i Rafała poznajemy także perypetie Marii – siostry Agaty oraz odkrywamy tajemnicę matki Rafała w odniesieniu do jego ojca, który wiele lat temu porzucił rodzinę, lecz czy na pewno wszystko jest aż takie proste i oczywiste? - Przekonajcie się sami.

Magdalena Majcher ukazuje zagmatwane relacje małżeńskie i rodzinne, w których nie wszystko jest takie, na jakie początkowo wygląda. Jest to opowieść o zmaganiu się z tragedią, stratą i następującą po nich żałobą, a także depresją. Jednak nie tylko ta tematyka jest tutaj obecna – mowa również o życiu na pokaz, przemocy domowej, czy zatajonym przed otoczeniem poronieniu.

Na przykładzie każdego z bohaterów autorka unaocznia, że każdy reaguje na opisane przeżycia inaczej, a jego borykanie się z tak traumatycznymi wydarzeniami przybiera bardzo różne oblicza.

„Po drugiej stronie lustra” to powieść szarpiąca emocjonalnie i dająca wiele do myślenia. Z całą pewnością nie jest to lektura ani łatwa, ani przyjemna niemniej jednak polecam ją Waszej uwadze, ponieważ jej przeczytanie pozwala przyjrzeć się temu, jak różni ludzie reagują na dramatyczne przeżycia, a w świetle tego nasuwają się pytania - czy mamy prawo oceniać zachowanie innych nie będąc w ich skórze? Czy płeć daje lub odbiera prawo do przeżywania żałoby i musi determinować sposób jej przeżywania?

Jeśli znajdziecie w sobie odwagę i siły, by sięgnąć po tę naszpikowaną różnorodnymi emocjami pozycję to z pewnością dowiecie się jak finalnie potoczyły się losy bohaterów. Czy wyszli oni z tego, co ich dotknęło obronną ręką, czy może zostali złamani przez ślepy i nieprzejednany los?

Jedno jest pewne – Magdalena Majcher po raz kolejny oddała w ręce czytelników historię, obok której nie sposób przejść obojętnie.

 

https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 27 lipca 2023

Normalność ginie w tłumie, inność wychodzi poza...

Bywają książki, które nie podlegają ocenie i moim zdaniem publikacja Clary Dupont – Monod zalicza się do tej właśnie kategorii.

Ta niepozorna wizualnie książeczka licząca zaledwie 200 stron niesie w sobie gigantyczny ładunek emocjonalny połączony z ogromną ilością refleksji nad życiem, istotą ludzką, słabością, nieprzystosowaniem i oplecionymi wokół tego wszystkiego wzajemnymi relacjami rodzinnymi.

Narratorami opowieści są kamienie, co przywodzi mi na myśl pewien rodzaj prozy poetyckiej służący dodatkowemu podkreśleniu metaforyczności całej opowieści. Głos ten stanowi swoistą stałość pośród zmieniających się perspektyw w zależności od bohatera danego fragmentu opowieści.

Historia ta bowiem podzielona została przez autorkę na trzy części. Pierwszy fragment to optyka Starszego Brata, kolejny stanowi spojrzenie Młodszej Siostry, a ostatni to spojrzenie Najmłodszego… Spoiwem ich wszystkich jest tytułowy Braciszek, lecz bardzo dobitnie widać w każdej z ww. części odmienność postaw i sposobów radzenia sobie z zaistniałą sytuacją, na którą de facto nie miało się żadnego wpływu.

Jest to opowieść o chorobie, samotności, lęku, izolacji, tęsknocie oraz funkcjonowaniu według wypracowanych schematów, a jednocześnie zupełnie nieschematycznie. Mowa w niej także o żałobie i odbudowywaniu świata niejako na nowo po stracie, która, choć wydaje się końcem wszystkiego może być również początkiem…

Autorka na przykładzie Najmłodszego ukazała jak wiele z tego co minione noszą w sobie kolejne pokolenia. Bohaterowie niniejszej opowieści są właściwie bezimienni, a cała rzecz toczy się w górskiej, mocno odseparowanej od świata wiosce – moim zdaniem służy to podkreśleniu tego, że trudy życia mogą stać się udziałem każdego i bez względu na wszelakie okoliczności.

Clara Dupont – Monod w publikacji tej bazuje na własnych doświadczeniach z dzieciństwa, zapewne dlatego opowieść ta, choć niespieszna i refleksyjna jest tak mocno nasycona buzującymi pod jej powierzchnią emocjami.

Całości dopełnia bardzo wymowna według mnie okładka, którą zaprojektował pan Michał Pawłowski.

Jeśli macie ochotę na nietypową i niełatwą, ale zdecydowanie wartą uwagi lekturę to sięgnijcie po „Braciszka” i przekonajcie się sami, co kryje się na jego kartach. Jest to książka o poszukiwaniu i odkrywaniu mocy w słabości oraz o sile człowieka, która, choć brzmi to nieco paradoksalnie, tkwi w jego kruchości.

Jestem ogromnie ciekawa Waszego odbioru niniejszej pozycji, więc koniecznie dajcie znać czy macie ją w swoich czytelniczych planach? A może już przeczytaliście lub właśnie czytacie?

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 lipca 2023

"Wspomnienia są kluczem nie do przeszłości, ale do przyszłości." - Corrie ten Boom

Aldona Reich ma w swoim pisarskim dorobku kilka książek. Powieść, o której dzisiaj Wam opowiem jest najnowszą spośród nich, a zarazem moją pierwszą autorstwa Aldony jaką przeczytałam. Było to bardzo udane spotkanie z twórczością autorki więc z biegiem czasu na pewno będą kolejne.

„Ziemia odzyskana”, bo tak właśnie brzmi tytuł powieści opowiada historię Marty Rychter, która po ponad 20 latach emigracji wraca do rodzinnego miasta. Powodem wyjazdu kobiety była trauma spowodowana wypadkiem samochodowym, w którym zginął jej ojciec i utratą pamięci dotyczącą przebiegu tamtych zdarzeń…

Marta latami zmaga się z wyrzutami sumienia i nieustannym poczuciem winy, bo wszystko wskazuje na to, że to ona prowadziła auto, w którym podróżowała feralnego dnia wraz z ojcem i jego wspólnikiem Ludwikiem Krasnodębskim.

Dla kobiety jednak nie wszystko jest tak oczywiste z powodu wcześniej wspomnianej luki w pamięci…

Drugim bohaterem historii jest Wiktor Wojda, samotny wdowiec, którego dorosła córka Jowita ma już swoje życie i rodzinę. Wiktor nie może poradzić sobie z przedwczesnym odejściem żony i pomimo upływu lat tkwi zamknięty w swojej wewnętrznej skorupie kryjąc się za murem zbudowanym ze wspomnień.

Drogi tych dwojga po raz pierwszy krzyżują się w dosyć zabawny sposób. Po raz wtóry spotykają się oni przypadkowo za sprawą wspólnego znajomego. Nie jest to jednak banalna historia o miłości jakich wiele – co to to nie.

Jest to niespieszna i bardzo dobrze skonstruowana opowieść o ludzkim zmaganiu się z różnego rodzaju słabościami i budowaniu nowego życia na gruzach tego, co minione. Mowa w niej również o poszukiwaniu wspomnień, lecz także swego rodzaju uwalnianiu się od nich by móc znowu zacząć żyć.

Publikacja ta oprócz bogatej warstwy psychologiczno – emocjonalnej nakreślonej na przykładzie wyrazistych bohaterów porusza także tematykę trudnych relacji rodzinnych oraz realiów życia w niewielkiej społeczności.

Czy Marta odzyska utracone wspomnienia? Czy Wiktor zburzy w końcu budowany wokół siebie latami mur i odważy się odetchnąć pełną piersią? Jak ze swoimi kłopotami poradzą sobie pozostali bohaterowie? Gdzie leży prawda o wydarzeniach z przeszłości?

Odpowiedź na te i wiele innych nasuwających się przy lekturze pytań znajdziecie na kartach „Ziemi odzyskanej”, której dodatkowego klimatu dodaje osadzenie opowieści w malowniczej i doskonale znanej autorce Zielonej Górze i jej urokliwych okolicach.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że powieść ta pierwotnie publikowana była w odcinkach na łamach Gazety Lubuskiej, a dzięki Wydawnictwu Vectra otrzymała ona możliwość trafienia do szerszego grona czytelników.

Ze swojej strony bardzo polecam Wam tę refleksyjną, lecz także na swój sposób budującą i tchnącą nadzieją historię.

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 18 maja 2020

"Życie - ten warkocz tak ciasno upleciony z małości i wielkości, z poezji i prozy, podniosłości i codzienności..."


Proza Romy Ligockiej towarzyszy czytelnikom już od dwóch dekad. Poczynając od autobiograficznej opowieści o losach dziewczynki w czerwonym płaszczyku, poprzez sporo innych publikacji, aż po najnowszą również zaczerpniętą z własnego życiorysu historię, o której chcę Wam dziś napisać kilka słów.

„Jeden dobry dzień” jest kolejną ogromnie poruszającą opowieścią, w której autorka opisuje to, jak przez 12 miesięcy towarzyszyła swemu bliskiemu przyjacielowi zarówno w jego zmaganiach z chorobą nowotworową, jak też w procesie odchodzenia i następującym po nim czasie żałoby, jaki stał się udziałem jej samej.

W tej niewielkiej objętościowo, ale wręcz kipiącej od różnorodnych emocji książce odnaleźć można bardzo wiele rozważań na tematy m.in. takie jak samotność, poczucie wyobcowania, ból, lęk etc. Jednakże z tych niezwykle osobistych wspomnień wyłania się nie tylko nostalgia, ale też niegasnąca nadzieja, wiara w szczęśliwy finał oraz radość z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy i wspólnie spędzonej chwili wbrew wszelkim stającym każdego dnia na drodze przeciwnościom.

Autorka mierzy się z okresem opłakiwania utraconego przyjaciela, który to czas na różnych jego etapach ma wielorakie oblicza… Czytając akapity dotyczące tych właśnie aspektów nieodparcie towarzyszyła mi myśl, że w ludzkiej słabości tkwi jednak niepojęta dla rozumu siła, z której bardzo często nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Jako, że dosyć trudno opowiada się o tego typu historiach tak, aby nie spłycić ich wartości i znaczenia dla tego, kto je snuje odsłaniając najgłębsze zakamarki swojego wnętrza i własnych najintymniejszych przeżyć, przez co otwiera się przed odbiorcami, to nie będę się tu więcej rozpisywać.

Jeśli macie ochotę na refleksyjną prozę poetycką, obok której nie sposób przejść obojętnie, opatrzoną dodatkowo rysunkami i fotografiami wykonanymi przez samą autorkę, które to ilustracje bardzo wymownie podkreślają kunszt pisarski Romy Ligockiej oraz wszystko to, co zechciała nam w swoich retrospekcjach pokazać to koniecznie zajrzyjcie na karty tej powieści.

Miejcie dobry dzień… Niech będzie ich w Waszym życiu wiele, ale nie zapominajcie, aby każdy z takich dni traktować jako ten jeden jedyny i niepowtarzalny, bo jak powiedział Św. Jan Paweł II: „Wczoraj do Ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest Twoje”.

piątek, 15 listopada 2019

"Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko."


Lori Nelson Spielman zadebiutowała na polskim rynku wydawniczym w roku 2013 powieścią pt. „Lista marzeń”, następnie w roku 2015 ukazała się jej kolejna powieść „Słodycz wybaczenia”, a latem tego roku na księgarnianych półkach pojawiła się jej najnowsza książka „Za głosem Kristen”, o której chcę Wam dzisiaj nieco opowiedzieć.

Tym razem główne bohaterki powieści to trzy kobiety – Erika Blair oraz jej dwie córki Kristen i Annie. 19-latki wracają właśnie po wakacyjnej przerwie na studia, Erika ma je odwieźć na kampus jednak z powodu dużego obłożenia w pracy nie jest w stanie tego zrobić. Siostry mają więc odbyć tę podróż pociągiem, z pewnych względów nie wsiadają one jednak do tego samego pociągu. Skład, którym podróżowała Kristen ulega katastrofie kolejowej, w której młoda dziewczyna ginie.

Tak oto rozpoczyna się wewnętrzna batalia Eriki i Annie z bólem, poczuciem straty i ogromnymi wyrzutami sumienia, bo przecież gdyby obie postąpiły zgodnie z pierwotnie założonym planem… Wyżej wymienione odczucia tworzą coraz większy mur oddzielający matkę od żyjącej córki. Erika dręczona własnymi demonami rzuca się w wir pracy, natomiast Annie nie mogąc pogodzić się z tragiczną śmiercią Kristen prowadzi prywatne poszukiwania siostry, które zawiodą ją aż do Paryża… Czy jednak upragniony przez obie kobiety cud ma szansę się wydarzyć?

Istotnym elementem fabuły są e-maile od tajemniczego nadawcy zawierające aforyzmy i cytaty znane wyłącznie w rodzinnych kręgach Blair’ów. To właśnie one podsycają w Erice i Annie nadzieję, że Kristen jednak żyje, chociaż wszystko wskazuje, iż jest wręcz przeciwnie…

Autorka po raz kolejny kreśli przed czytelnikami ogromnie emocjonalną historię, w której bardzo ważną rolę odgrywają relacje rodzinne, które nie zawsze są proste i oczywiste. Jest to również opowieść o miłości, przyjaźni, radzeniu sobie z traumą po utracie najbliższej osoby oraz o ogromnej mocy, jaką niesie w sobie wybaczenie nie tylko innym ludziom, lecz także samemu sobie.

Książka ta w sposób nie nachalny skłania do refleksji nad życiem i tym, co tak naprawdę powinno być dla nas najistotniejsze. Autorka poprzez wykreowane postacie ukazuje, że błądzić jest rzeczą ludzką, podobnie jak wybaczać.

Czy nasze bohaterki podążą za własnym wewnętrznym głosem, który jawi im się, jako głos Kristen? Czy pozwolą sobie doświadczyć cudu, mimo, iż nie koniecznie będzie on taki, jakiego oczekiwały? Tego wszystkiego dowiecie się zagłębiając się w lekturze tej intrygującej powieści.

Polecam.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 4 października 2019

Żyjemy według schematu i nagle wszystko się zmienia...


Książki Elżbiety Ceglarek znalazły się w mojej domowej biblioteczce dzięki uprzejmości samej autorki. Z trzech jak dotąd wydanych pozycji mój wybór całkiem niedawno padł na najnowszą spośród nich, a jest to książka „Facet z pocztówki”. 

Główną bohaterką opowieści jest Joanna, której mąż ginie w wypadku samochodowym, a okoliczności tego zdarzenia pozostają niewyjaśnione. Kobieta cały czas zmaga się z traumą po utracie najbliższej osoby. Autorka bardzo dużo miejsca poświeciła dosyć drobiazgowemu opisaniu przeżyć bohaterki oraz jej borykania się z całą gamą różnorodnych emocji.

 Opowieść snuta przez autorkę jest niesamowicie bogata w wiele emocjonalnych poziomów oraz wymyka się utartym schematom tak, że nic nie jest w niej typowo czarne lub białe.

Czytelnik niejednokrotnie zostaje totalnie zaskoczony tokiem opisywanych zdarzeń oraz ich konsekwencjami. Elżbieta Ceglarek na przykładzie swojej bohaterki ukazała, jak bardzo osoba w żałobie podatna jest na różnego rodzaju manipulacje.

Wraz z Joanną mamy też szansę śledzić powolne aczkolwiek konsekwentne otrząsanie się kobiety z kokonu marazmu, samotności i poczucia straty, które współodczuwamy czytając tę powieść.

„Facet z pocztówki” to według mnie książka warta uwagi, gdyż autorka porusza w niej bardzo wiele istotnych kwestii, które na różne sposoby warunkują ludzką egzystencję. Jest to powieść o odnajdywaniu siebie na nowo, o tym jak mogą kształtować się damsko-męskie relacje, a także o podejmowaniu niełatwych decyzji, które ukazać mogą czasami bardzo zaskakującą prawdę o drugim człowieku.

Jeśli macie ochotę na historię obyczajową, w której autorka zafunduje Wam niebagatelną gamę różnorodnych wrażeń i refleksji to zapraszam Was do zapoznania się z niniejszą powieścią.

Ja na pewno za jakiś czas powrócę jeszcze do książek pani Elżbiety, gdyż jak już Wam wcześniej wspomniałam w mojej domowej biblioteczce czekają jeszcze dwa tytuły jej autorstwa.

środa, 2 stycznia 2019

Kalejdoskop wspomnień


Publikacja ta ukazała się na rynku wydawniczym w roku 2014 nakładem Wydawnictwa 7/8, jest to pozycja z kręgu literatury czeskiej.

Jana Šrámková w tej dosyć nietypowej książce w głównej mierze snuje wspomnienia o swojej babci Noemi, która odeszła. Krótkie formy tychże retrospekcji przybierają formę mini opowiadań, w których autorka mniej lub bardziej świadomie stara się odnaleźć w sobie podobieństwo do zmarłej babci. Noemi była bowiem dla swojej wnuczki kwintesencją kobiecości.

Pisarka próbuje w ten sposób uporać się z targającymi nią emocjami, żałobą i poczuciem straty, które bardzo dotkliwie dają o sobie znać po śmierci seniorki.

„Zaziemie” podzielone zostało na trzy części, są to: podniebie, przedpiekle i zaziemie. Autorka pisze, iż właśnie te trzy słowa jej się przyśniły. W związku z powyższym próbuje ona jakoś je sobie na własny użytek zobrazować. Robi to przy pomocy mających dla niej największe znaczenie reminiscencji.

Opowieść ta z całą pewnością jest bardzo emocjonalna, dla mnie jednak mnogość zawartych w niej szczegółów była mocno przytłaczająca. Nadmiar detali powodować może u czytelnika, tak jak miało to miejsce w moim przypadku, poczucie literackiego chaosu.

Jednakże oprócz wspomnień śledzimy również bieżące życie autorki. Dużo miejsca poświęciła ona tematowi macierzyństwa i samorealizacji kobiety na różnych innych płaszczyznach.

Jeśli chodzi o mnie to mam w stosunku do tej książki mocno mieszane uczucia, jeżeli jednak mimo tego Wy zechcecie się z nią zmierzyć to życzę Wam owocnej lektury, być może dostrzeżecie w niej coś, czego mnie niestety nie udało się dopatrzeć...

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 27 grudnia 2018

Czy koniec może stać się początkiem?


„Karmelowa jesień” jest kontynuacją „Magicznego lata”, które rozpoczęło czterotomowy cykl autorstwa Aleksandry Tyl.
Niniejsza powieść opowiada o losach znanych nam już z poprzedniej części bohaterek, tym razem jednak autorka skupiła się głównie na perypetiach Marianny Olech.
Dziewczyna po śmierci swojej ukochanej babci, a niewiele wcześniej także obojga rodziców, popada w totalną apatię. Jednakże porządkując dokumenty po zmarłym ojcu Marianna natrafia na ślad zagadkowych przelewów skierowanych do niejakiej Rosie Rosso mieszkającą w Sewilli. Marianna pod wpływem impulsu postanawia pojechać do Hiszpanii, by dowiedzieć się, kim jest tajemnicza Rosie i co łączyło ją z panem Olechem.

Wyjazd ten zaowocuje wieloma nietuzinkowymi przygodami i kolejną rewolucją w życiu naszej bohaterki, ale o szczegółach dowiedzcie się sami z kart „Karmelowej jesieni”.

Jeśli zaś chodzi o moje odczucia i refleksje po lekturze niniejszej powieści to w moich oczach jest ona bardzo barwną i plastyczną opowieścią o kobietach. Wykreowane przez autorkę bohaterki są bardzo różnorodne pod wieloma względami. Mam tutaj na myśli ich wiek, pochodzenie, doświadczenia życiowe, czy temperament.

„Karmelowa jesień” opowiada nie tylko o rozpaczy i samotności po stracie najbliższych. Autorka ukazała w niej również, że nigdy nie jest za późno na to, aby spełniać marzenia i wiek nie ma tutaj absolutnie nic do rzeczy. Liczy się tylko samozaparcie i chęć do działania oraz pomocna dłoń osób, które nas otaczają.

W powieści nie brakuje również wątków miłosnych i humorystycznych. Aleksandra Tyl chociaż porusza w swojej książce sporo poważnych tematów, takich jak np. skomplikowane relacje rodzinne, nie stroni też od zabawnych sytuacji i postaci, które potraktować należy z przymrużeniem oka.

„Karmelowa jesień” to słodko-gorzka opowieść o ludziach i życiu, które pisze bardzo zaskakujące scenariusze. Aura za oknami, jaka jest każdy widzi, więc może macie ochotę wyruszyć do słonecznej, pachnącej karmelem Hiszpanii? Dowiedzcie się, czy Marianna rozwiąże nurtującą ją zagadkę i odzyska utracony spokój oraz wewnętrzną stabilizację - co jeszcze los ma dla niej w zanadrzu i czy nasza bohaterka da się ponieść temu, co przyniesie jej życie?

Autorka swoim lekkim piórem zdradzi Wam te oraz wiele innych tajemnic z losów swoich literackich przyjaciół, a bohaterowie znani z poprzedniej części również nie pozwolą Wam całkowicie o sobie zapomnieć.

Zapraszam Was do lektury tej ciepłej i bogatej w wiele emocji opowieści.

czwartek, 12 maja 2016

Nieprzewidywalna zmienność życia...


Stosunkowo niedawno, bo w połowie marca 2016 roku nakładem Wydawnictwa Znak ukazało się wznowienie obsypanej różnymi literackimi nagrodami książki autorstwa Joan Didion zatytułowanej „Rok magicznego myślenia”.
Jest to pozycja autobiograficzna, w której autorka opisuje traumatyczne przejścia ze swojego życia, chodzi tutaj o nagłą śmierć męża i równie niespodziewaną chorobę córki.

Joan Didion poruszyła w swojej książce wiele ważkich tematów takich jak np. przeżywanie żałoby, którego kolejne etapy opisuje w sposób dosyć szczegółowy. Pisze też bardzo otwarcie o poczuciu osamotnienia i zagubienia w zaistniałych okolicznościach oraz utrzymującej się przez pewien okres czasu potrzebie wypierania prawdy o tym, co się wydarzyło, a także wiążącej się z nią pewnego rodzaju „utraty pamięci” na temat minionych zdarzeń.

Autorka jak już wspomniałam wcześniej opisuje nie tylko procesy związane z żałobą oraz poczuciem straty, lecz również podkreśla nieprzewidywalną wręcz zmienność życia i nieuchronność ludzkiego przemijania, co doskonale obrazuje cytat: „…życie zmienia się w jednej chwili. Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz się kończy…”

Joan Didon na przykładzie ciężkiej choroby swojej córki Qiuintany, która nagle zapadła w śpiączkę ukazała nam, w jak ogromnej sinusoidzie żyje człowiek, który z jednej strony zupełnie niespodziewanie traci męża, z drugiej natomiast dziecko walczy o życie, a na to, co przyniesie jutro nie ma się zbyt dużego wpływu.

Przyznam szczerze, iż bardzo ciężko jest mi ocenić tę książkę, więc moja nota w dużej mierze wynika z tego, jak głęboko trafiła do mnie ta publikacja. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że niestety, pomimo tego, iż porusza ona równie trudne, co istotne kwestie nie bardzo przemówiła do mnie jej treść.

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego – otóż chociaż niewątpliwie jest to opowieść o życiu, śmierci odnajdywaniu sensu by móc dalej funkcjonować pomimo, bólu, żalu i wszelkiego rodzaju pokrewnych im emocji, które przeżywa człowiek będący w skrajnie traumatycznej sytuacji - dla mnie jako czytelnika jest w tym tomie zdecydowanie za dużo zbyt wydumanej filozofii, która w pewnym momencie staje się w moim odczuciu bardzo mało zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy tekstem.

Natomiast dla osób zainteresowanych poruszoną w „Roku magicznego myślenia” problematyką jako doskonałą przeciwwagę dotyczącą książek o bardzo zbliżonej tematyce mogę polecić książki pani Ewy Błaszczyk, której życie potoczyło się, i w pewnym sensie nadal toczy, równie dramatycznymi kolejami.

Jako ciekawostkę zdradzę Wam jeszcze, że na podstawie książki Joan Didion powstała sztuka teatralna, gdzie główną rolę zagrała właśnie Ewa Błaszczyk, aktorka znalazła w niej odzwierciedlenie własnych tragicznych przeżyć i emocji będących również udziałem jej samej.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 4 listopada 2015

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.

 

„W kolejce po życie” to druga powieść w dorobku literackim Katarzyny Archimowicz. Natomiast jeśli chodzi o mnie książka ta była moim pierwszym zetknięciem z twórczością autorki, gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych okładkę tej publikacji oraz jej tytuł, a następnie zapoznałam się z okładkowym opisem wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Na początku poznajemy Ewę, która dowiaduje się, iż jej mąż Leszek uległ wypadkowi samochodowemu i w chwili obecnej przebywa w szpitalu w stanie śpiączki. Kobieta jest zdruzgotana tymi informacjami, chce być blisko Leszka, więc wyrusza w podróż z Krasnobrodu do Ciechocinka, gdzie jest on hospitalizowany.

Na miejscu jest zupełnie sama i nie bardzo wie co ze sobą począć. Z pomocą przychodzi jej doktor zajmujący się Leszkiem. Krzysztof daje jej wizytówkę pensjonatu, w którym Ewa może się zatrzymać. Jak dowiadujemy się w toku lektury, jest to dom jego ciotki – Konstancji, bardzo żwawej, tryskającej energią i poczuciem humoru staruszki.

Ewa większość czasu spędza przy mężu w szpitalu. Mimo, iż baronowa, u której nasza bohaterka obecnie mieszka jest dla niej bardzo miła i serdeczna nasza bohaterka czuje się bardzo samotna w nowym, obcym dla niej otoczeniu, zwłaszcza, że stan Leszka nie poprawia się, a wręcz odwrotnie - pogarsza…

Stopniowo relacja Ewy i Krzysztofa, który jest osobą bardzo skrytą, przechodzi ze statusu oficjalnego tzn. lekarz – żona pacjenta w stosunki bardziej przyjacielskie na gruncie prywatnym.

Książka nie jest jednak błahym romansem. Opowiada o ludziach, którzy wiele w życiu przeszli, a ich świat rozpadł się przy tym na kawałki. Bardzo wiele czasu i wysiłku wymaga od nich jako takie stanięcie ponownie na nogi, nie mało kosztuje ich także bardzo żmudny i powolny proces otwierania się na drugą osobę…

Jest to powieść o miłości, przyjaźni, utracie bliskich, podejmowaniu wielu trudnych egzystencjalnych decyzji. Opisany został w niej także bardzo bolesny proces zmagania się z żałobą i odnajdywania na nowo sensu życia po starcie.

Nie tylko główni bohaterowie tej opowieści mają tu dużo do przekazania. Autorka w sposób bardzo misterny utkała również inne bardzo interesujące postacie jak np. wspomniana już wcześniej baronowa Konstancja, która jest uosobieniem radości i korzystania z uroków życia pomimo wieku. Czy chociażby Maria – kobieta o niebywałym harcie ducha, która nie poddaje się pomimo kłód rzucanych jej pod nogi przez ciężką chorobę.

Jeśli macie ochotę zapoznać się z tą tylko pozornie lekką historią, która niesie ze sobą wiele ważnych przesłań, a także zaprzyjaźnić się z jej wielowymiarowymi i bardzo różnorodnymi bohaterami oraz zapoznać się ze skrywanymi przez nich sekretami, które z całą pewnością odmienia życie nie tylko ich samych lecz również osób na różne sposoby im bliskich ta książka jest właśnie dla Was.

Polecam!   

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję autorce Pani Katarzynie Archimowicz.