Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metafora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metafora. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 sierpnia 2017

Co kryje w sobie metaforyczna "Kobieta na schodach"?


„Kobieta na schodach” jest drugą książką Bernharda Schlinka, z jaką miałam okazję się zapoznać. Tym razem autor bestsellerowego „Lektora” rozpoczyna swoją opowieść od ukazania nam zagadkowej historii obrazu namalowanego przez niejakiego Karla Schwinda. Dzieło przedstawia kobietę schodzącą ze schodów. Jak się dowiadujemy jest to kochanka artysty – intrygująca i tajemnicza Irene - sam obraz zaś powstał na zlecenie jej męża – Petera Gaudlacha. Nad płótnem wisi jednak swego rodzaju klątwa… Jej efekty powodują nieustanny konflikt między twórcą, a zarazem renowatorem w/w obrazu, a jego mocodawcą. W związku z tym w relacjach obu mężczyzn pośredniczy pewien niemiecki prawnik, który jak się okazuje w młodości podobnie, jak obaj jego klienci kochał się w Irene.

Historia obrazu jest według mnie w niniejszej powieści jedynie kanwą do opowieści o miłości trzech diametralnie różniących się od siebie mężczyzn do tej samej kobiety.  Odmalowuje także słowem portret tajemniczej, nietuzinkowej i pełnej magnetyzującej energii kobiety.

Autor w sposób bardzo plastyczny ukazuje meandry ludzkiego losu, uświadamia czytelnikowi, iż teraźniejszość i przyszłość na zawsze pozostają nierozerwalnie związane z przeszłością, która była naszym udziałem. Wykreowani przez Schlinka bohaterowie są wyrazistymi oraz bardzo różnorodnymi przykładami tego, jak odmienność ludzkich postaw, a co za tym idzie dokonywanych przez nich wyborów i podejmowanych decyzji wpływa na to, kim dziś są i dokąd aktualnie doprowadziła ich ścieżka życia.

Powieść ta jest interesującym studium relacji międzyludzkich oraz retrospekcji, jakich dokonują bohaterowie na temat własnej egzystencji i pokonywania różnorakich barier, które na swej drodze życia napotykać może istota ludzka. Bernhard Schlink niezwykle sugestywnie nakreśla dla czytelnika całą gamę postawy wobec kwestii ostatecznych.

Jeśli macie ochotę zapoznać się z metaforyczną, a jednocześnie bardzo dobrze czytającą się opowieścią o ludzkich losach, emocjach i pragnieniach oraz kształtowanym przez nie spojrzeniu na życie i samego siebie to zapraszam do lektury książki „Kobieta na schodach”.

niedziela, 16 października 2016

To jedyna rzecz, której śmierć może nas nauczyć: że nie ma nic pilniejszego jak miłość.


Jest to już moje kolejne spotkanie z twórczością tego autora, E.E. Schmitt po raz kolejny nie zawodzi tworząc właściwy dla siebie metaforyczny klimat powieści. Tym razem ukazane zostały ewangeliczne postacie z nieco innej perspektywy niż są one zarysowane na kartach Biblii.

Książka podzielona została na dwie części. Pierwsza z nich opisuje losy Jeszui lecz jego osoba zostaje zaprezentowana czytelnikowi ze zdecydowanie ludzkiej strony. Z całym wachlarzem emocji także tych skrajnych jak poczucie osamotnienia, lęk czy zwątpienie.
Moim zdaniem na szczególną uwagę zasługuje w tej części również postać Jehudy, który w Biblii jest postacią w zasadzie negatywną. W "Ewangelii według Piłata" natomiast jest on tym, który musi dokonać zła (zdrady), aby dobro mogło zwyciężyć, a misja Jeszui całkowicie wypełnić.

Drugą część powieści stanowią natomiast listy Piłata do jego brata Tytusa. W listach tych Piłat na bieżąco opisuje bratu swoją codzienność i zmagania z problemami wynikającymi z piastowanego urzędu; jednakże jest to również rozmowa z samym sobą oraz początkowo nie do końca uświadomione zagłębianie się we własne wnętrze.

Książka ta jest z całą pewnością nietuzinkowa. Autor ukazał w niej postacie można rzecz historyczne, a jednocześnie nie narzucił przy tym czytelnikowi jakiegokolwiek z góry wytyczonego schematu myślenia na temat opisanych postaci i sytuacji.

Powieść daje do myślenia, pozwala wyciągnąć samodzielne wnioski, a także postawić własne pytania, które dla każdego mogą być zupełnie inne.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 13 października 2016

Radość kryje się we wszystkim. Trzeba umieć ją wydobyć.


Teksty tego autora są zazwyczaj bardzo metaforyczne, również tym razem nie odbiegł on od takiej właśnie konwencji.

"Tajemnica pani Ming" to krótkie acz treściwe opowiadanie, w którym stykają się losy w/w Pani Ming, która pracuje jako babcia klozetowa w chińskim Grand Hotelu oraz francuskiego biznesmena.

Tytułowa pani Ming jest uosobieniem pozytywnego nastawienia do ludzi i świata, a także matczynej miłości. Snuje ona przed Francuzem opowieść o dziesięciorgu swoich dzieciach (podczas gdy chińskie prawo zezwalało na posiadanie tylko jednego potomka).

W opowieści tej nie brak rodzicielskiego zachwytu nad latoroślami lecz także otwartości w mówieniu o ich wybrykach, niedociągnięciach i wadach, które przecież każdy z nas posiada.

Historia ta opowiada o tym, co naprawdę jest w życiu ważne, a także uświadamia, że subiektywna prawda nie zawsze jest zła i pomimo niejednokrotnie swoich bardzo krętych i zagmatwanych ścieżek może wyzwolić się z niej coś pozytywnego.

Jeśli więc macie ochotę na nietuzinkową i dającą do myślenia lekturę zapraszam Was do rozwikłania "Tajemnicy pani Ming".

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *