Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2025

Nasze zdjęcia to nasze ślady. To najlepszy sposób, aby powiedzieć ludziom, że tu byliśmy...

Moi stali obserwatorzy doskonale wiedzą, iż powieści z gatunku literatury pięknej i obyczajowej są zdecydowanie w moim czytelniczym guście, więc bardzo często po nie sięgam. Kiedy zobaczyłam zapowiedź historii pt. „Pamiętam tylko ogień” autorstwa Anny Musiałowicz to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać i dzięki uprzejmości Wydawnictwa Pulp Books tak się stało.

Pozycja ta opowiada o losach dwóch kobiet. Nieco ekscentrycznej starszej pani o imieniu Konstancja oraz jej siostrzenicy zwanej Malutką, choć jest ona już dojrzałą kobietą. Śledzimy serdeczną relację obu kobiet, ich wspomnienia i wzajemną bliskość. Ich życie toczy się dosyć spokojnie i stabilnie do czasu, gdy pewnego dnia Konstancja z przerażeniem okrywa, iż nie wiadomo dlaczego zniknęła z rodzinnych zdjęć, jakby nigdy jej tam nie było…

Malutka, dla której po śmierci Mamy, Konstancja stała się jedyną bliską osobą po początkowym etapie niedowierzania – bo przecież takie rzeczy się nie dzieją – postanawia pomóc cioci rozwikłać tę zagadkę. Czy to się uda? I czego dowie się o samej sobie młodsza z bohaterek? – odpowiedź znajdziecie na kartach książki.

Ta stosunkowo niewielka objętościowo publikacja niesie w sobie ogromny ładunek refleksyjno – emocjonalny. Autorka porusza w niej bardzo ważne tematy takie jak rodzina i istota korzeni w naszym życiu, powolne, acz nieuchronne przemijanie, czy bardzo różnorodne życiowe role kobiet – każda nieco inna, lecz tak samo potrzebna i istotna jak wszystkie pozostałe, które zna świat. Pokazuje też ich ewoluowanie na różnych etapach życia.

W „Pamiętam tylko ogień” bardzo plastycznie odmalowana została również polska wieś. Anna Musiałowicz ukazuje nie tylko krajobrazy, lecz także idealnie oddaje słowami niespieszny rytm wiejskiego życia oraz całą jego specyficzną kwintesencję.

Książka ta jest również melancholijna i nostalgiczna. Opowiada o mierzeniu się i godzeniu z własnym przeznaczeniem, od którego nader często próbujemy uciekać. Mowa w niej także o tym, jak ważne jest posiadanie wspomnień. Są one bowiem swego rodzaju łącznikiem z tym, co minione i swoistym fundamentem tego, kim jesteśmy.

W opowieści tej bardzo przypadł mi do gustu element magiczny, czyli historia Trolla mieszkającego pod wiekowym mostem.

Jeśli lubicie historie nietuzinkowe, skłaniające do przemyśleń i traktujące o kobietach z całą gamą ich doświadczeń i emocji to książka ta z pewnością przypadnie Wam do gustu. Zachęcam Was do lektury tej krótkiej, acz treściwej opowieści, w której każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 25 marca 2025

Kunsztowne połączenie poezji i prozy.


Niniejsza książka trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo, lecz skoro już tak się stało to pomyślałam, że oczywiście ją przeczytam i powiem Wam, że absolutnie nie żałuję poświęconego jej czasu.

„Przysłona” napisana przez Panią Jadwigę Malinę to proza poetycka, w której pierwsze skrzypce grają bohaterki. Emilia, która emigruje z kraju za chlebem oraz jej babcia Rózia, dzięki której poznajemy historię życia tej starszej kobiety, z II Wojną Światową w tle. Oprócz tych są oczywiście również inne bohaterki, ale nie będę ich opisywać, by nie psuć Wam tej niewielkiej objętościowo lektury nadmiernymi opisami.

Niniejsza publikacja podzielona została na dwie części.

Jest to książka wręcz gęsta od różnorodnych emocji, a relacja babci i wnuczki zdecydowanie nie należy do łatwych. W „Przysłonie” wraz ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami ukazana została polska wieś, z której młoda Emilia, z jednej strony chce jak najszybciej się wyrwać, a z drugiej, kiedy już tak się dzieje to gdzieś w głębi serca bardzo tęskni za domem i babką. Tym bardziej że Rózia właściwie zastępowała jej ojca i matkę oraz tworzyła dom, jak najlepiej potrafiła…

Okazuje się, że gdziekolwiek się w życiu znajdziemy, tęsknimy za tym, co nam znane od najmłodszych lat, a z drugiej strony na obczyźnie staramy się stworzyć swój własny, jak najbardziej komfortowy dla nas świat, mający naszą indywidualną aurę i będący odzwierciedleniem tego, co w sobie nosimy.

Tak właśnie postrzegam pierwszą część tej wielopoziomowej i wieloznacznej książki.

W drugiej części swojej opowieści autorka za sprawą tajemniczego zdjęcia sprzed lat, które jakimś cudem nie uległo zniszczeniu, przybliża nam dramatyczną rodzinną historię. Wątek ten ukazuje ogromny wpływ przeszłości na teraźniejszość, a oddziaływanie to trwa latami, i wciąż powraca echem do kolejnych pokoleń.

Jeżeli chcecie poznać perypetie Emilii, Rózi i innych nietuzinkowych bohaterek i zanurzyć się w subtelną, a zarazem napisaną pięknym językiem oraz nasyconą przeżyciami, refleksjami i odczuciami opowieść to sięgnijcie po tę subtelną, a jednocześnie głęboko poruszającą prozę poetycką. Dostrzec w niej można wszystkie barwy pełnego wzlotów i upadków ludzkiego życia.

Ukazana przez Panią Jadwigę Malinę historia jest nostalgiczna, a przy tym pochłaniająca czytelnika – stanowi zatem bardzo dobre połączenie poezji i prozy, co dodaje jej jeszcze głębszego wyrazu. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 10 marca 2025

"...O życie chodzi, które mamy jedno".

„Wieczorne gody” to trzecia, a zarazem ostatnia odsłona cyklu Saga o ludziach ziemi. Jak możecie się domyślić poznajemy dalsze losy rodziny Józwiaków, znanych nam już z poprzednich tomów.

Tym razem jednak autorka skupiła się przede wszystkim na losach przedstawiciela młodego pokolenia – Stanisława Józwiaka, który od najmłodszych lat był ogromnie ciekawy życia i świata, co niezbyt przystawało do realiów, w których przyszło mu żyć.

Nie jest to jednak jedyna postać, której autorka na kartach tej opowieści poświęciła sporo miejsca, gdyż kolejną bardzo istotną postacią w niniejszym tomie jest Marianna Betowa, kobieta jest zamożną wdową w średnim wieku, która samotnie wychowuje synów. Staje się więc ona łakomym kąskiem dla wszelkiej maści absztyfikantów, co przysparza jej nie mało dodatkowych życiowych zawirowań.

Tak, jak miało to miejsce w poprzednich tomach, również i tutaj Anna Fryczkowska nakreśla nam z jednej strony ówczesne realia życia ludzi, przybliżając czytelnikowi szerokie społeczno – obyczajowe tło, które bardzo często bywa zapominane, z drugiej natomiast wplata do snutej przez siebie historii wiele informacji o nowinkach z przeróżnych dziedzin oraz o wydarzeniach, które wówczas rozgrywały się nie tylko na rodzimym podwórku, lecz także w szerokim świecie.

Bohaterowie opisani w tej książce są bardzo różnorodni, a na ich losy możemy spoglądać z wielu perspektyw. Tym dobitniej uświadamia to współczesnemu czytelnikowi, że choć świat bardzo poszedł do przodu i mamy dostęp do wielu możliwości, o których niegdysiejsi ludzie nie śmieli nawet śnić to jednocześnie dziś dokładnie tak samo jak dawniej ludzie mają swoje marzenia i pragnienia, do których dążą. Każde pokolenie boryka się również z codziennymi problemami i różnego typu rozterkami, czy nawiązuje mniej lub bardziej udane relacje, które rzutują na życie i podejmowane decyzje. Ludzie opisani w tej książce uwikłani są również w liczne konwenanse, co niestety również nie ułatwia im życia i generuje kolejne wewnętrzne wahania...

Ta część podobnie jak poprzednie napisana jest pięknym i barwnym, a jednocześnie bardzo przystępnym językiem, co dodaje całej historii literackiego smaku i aromatu. Przez trzy tomy zżywamy się z ich bohaterami, więc wielka szkoda, że to już koniec sagi.

Jeśli szukacie lektury wielowątkowej, interesującej i takiej, w której bohaterowie mają odwagę, na różnych płaszczyznach, wyprzedać swoje czasy, a ponadto gustujecie w historiach przybliżających dawne czasy to bardzo polecam Wam całą Sagę o ludziach ziemi.

 

   

środa, 20 grudnia 2023

Z trzecią wizytą u wiedźmy i jej protegowanych.

Bohaterką trzeciej odsłony opowieści z cyklu Przekupić wiedźmę jest Matylda, 40-latka jest mocno stłamszona w małżeństwie przez męża i teściową. Po 20 latach mąż postanawia odejść, a Matylda musi zacząć od nowa. Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka Dorota, która podpowiada jej wyjazd na wieś do swojego starszego i samotnego wujka Mariana, by tam mogła nabrać dystansu do tego, co się wydarzyło, zebrać myśli i emocje, aby móc stawić czoła przyszłości.

Choć kobieta początkowo ma obiekcje wobec tej propozycji ostatecznie jednak decyduje się na wyjazd, ponieważ pan Marian, z racji jej wieloletniej przyjaźni z Dorotą, również ją zna od bardzo dawna i jest dla niej jak przyszywany wujek. Starszy pan jest wniebowzięty, gdy Matylda trafia pod jego dach i widać po nim, że wręcz odżywa kolokwialnie rzecz ujmując. Nasza bohaterka zaś powoli odzyskuje mocno zachwianą równowagę i wiarę w siebie, a po pewnym czasie zaczyna nosić się z zamiarem powrotu do Warszawy, gdyż tam czeka na nią praca, a i z dalszym życiem trzeba w końcu wziąć się za bary… Matyldzie bardzo kibicuje jej dorosła córka Amelia.

Wszystko zdaje się układać całkiem przyzwoicie do momentu, w którym podczas jednego ze spacerów Matylda zupełnie przypadkiem odkrywa zwłoki topielca w okolicznym jeziorze. Przerażona biegnie na oślep i w ten sposób wpada na Janka, którego znamy z poprzednich tomów.

Mężczyzna, choć dosyć mocno poturbowany stara się uspokoić kobietę i dowiedzieć się co takiego się stało. W ten sposób zawiązuje się ich znajomość, która jak się potem okaże będzie dosyć skomplikowana, ale o tym sza – odsyłam Was na karty książki.

Po powrocie do stolicy kobieta zupełnie nie odnajduje się w miejskiej rzeczywistości i coraz częściej nachodzą ją myśli o tym, by na stałe przenieść się na wieś… Dom wujka nadal stoi dla niej otworem, zwłaszcza że Marian na okres jesienno – zimowy przeniósł się do syna. Matylda postanawia więc jeszcze jakiś czas tam pomieszkać. Zamyka więc swoje sprawy i wraca do kojącej jej serce i duszę osady.

Nasza bohaterka coraz mocniej wrasta w miejscową społeczność, grupa przyjaciół, którą znamy już z poprzednich tomów za sprawą Janka staje się również jej przyjaciółmi i koniec końców Matylda postanawia zostać na wsi na stałe, a swój nowy dom znajduje w pobliskiej miejscowości Syrki i choć domostwo wymaga solidnego remontu to kobieta od pierwszej chwili wie, że będzie to jej miejsce na ziemi.

Oczywiście również i w tej historii nie jest wyłącznie sielankowo. Kłopoty i różnorakie życiowe zawirowania nie omijają bohaterów, a oprócz tego śledzimy ich uczuciowe wzloty i upadki oraz wiele niejednoznacznych sytuacji i wynikających z nich zachowań.

Powieść ta jest ciepła, sympatyczna pokazuje ludzkie pragnienia i słabości oraz to, jak mocno życiowy bagaż bohaterów wpływa na ich obecne życie. Barbara Mikulska po raz kolejny opowiada o relacjach międzyludzkich, które są nieodzowne w ludzkiej egzystencji, a prócz tego mamy tutaj zagadkę kryminalną, która również na kartach powieści zostaje rozwiązana.

Polecam Wam ten tom opowieści, jak również cały cykl Przekupić wiedźmę, który w 2/3 objęłam medialnym patronatem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 4 października 2023

Druga odsłona Sagi o ludziach ziemi.

Dziś na blogerskim warsztacie pojawia się najnowsza powieść autorstwa Anny Fryczkowskiej pt. „Saga o ludziach ziemi. Czas rumianku”. Jest to drugi tom tejże sagi.

Autorka ukazała w nim dalsze perypetie rodziny Józwiaków tym razem osadzone na przestrzeni następujących lat: 1852 – 1854, rok 1857, 1859 – 1861 oraz rok 1865. W takim przedziale czasowym zamkniętych zostało 9 części tej opowieści.

W dalszym ciągu śledzimy niełatwe, lecz niezmiernie ciekawe życie chłopów, ale tym razem już nie pańszczyźnianych, a czynszowych żyjących w Sokołowie. Morowe powietrze znów dociera do okolicy, a mieszkańcy próbują uniknąć zarazy stawiając na początku i końcu wsi tzw. krzyże morowe – czy uchroni ich to przed zarazą i śmiercią?

W tej części opowieści do głosu dochodzi kolejne dorastające pokolenia – dwaj bracia Janek i Michał skrajnie się od siebie różnią. Starszy wygadany lekkoduch i bawidamek, hołubiony przez rodziców potrafi odnaleźć się właściwie w każdej sytuacji. Młodszy zaś cichy, wycofany, skupiony na pracy, zapatrzony w ojca, złakniony jego aprobaty, wyśmiewany przez otoczenie. Czy tak będzie już zawsze? A może upływ czasu i różnorakie koleje losu coś jednak zmienią?

Autorka na przykładzie bardzo plastycznie wykreowanych bohaterów pokazuje trudne relacje między braćmi, ale rzecz jasna nie tylko oni są tutaj opisani. Losy wielu różnorodnych postaci pokazują, jak ważne w tamtych czasach było umiłowanie pracy, która, choć bardzo ciężka i znojna zapewniała byt i przysłowiową kromkę chleba, którego dziś niestety bywa, że nie szanujemy…

Szalenie istotny jawi się tutaj również szacunek dla drugiego człowieka – żyjącego i zmarłego. Ogromne poszanowanie dla panujących w społeczności zasad oraz wierzeń, tradycji i wszelakich obrzędów praktykowanych przez mieszkańców danego terenu.

Na tej kanwie obserwujemy codzienne życie ludzi. Ich wielkie troski i małe radości, przyjaźnie, pierwsze nie zawsze szczęśliwe miłości oraz antypatie. Relacje domowe i sąsiedzkie oraz burzliwe życiorysy niektórych bohaterów i ich wewnętrzne przemiany.

„Czas rumianku” to urzekająca w swej prostocie gawęda o perypetiach rodziny Józwiaków, która odsłania przed czytelnikiem to, co minione i nieco zapomniane, a niezmiennie warte tego, aby przetrwało w pamięci kolejnych pokoleń.

Polecam.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 7 lipca 2023

"Rok mija za rokiem. W odwiecznym korowodzie idą kolejno wiosna, lato, jesień i zima..."

Całkiem niedawno, bo na przełomie czerwca i lipca skończyłam czytać czwarty tom Sagi wiejskiej pt. „Przeorane miedze” autorstwa Kasi Bulicz-Kasprzak i to właśnie o nim dziś Wam trochę opowiem.

Tym razem akcja powieści rozpoczyna się w roku 1935. Pokolenie urodzone po I Wojnie Światowej powoli, acz nieuchronnie wkracza w dorosłe życie ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Życie pozostałych mieszkańców Tynczyna i okolic biegnie utartym, niespiesznym trybem.

Natomiast Dorota i Wera budują swoje życie w Zamościu, niestety na skutek pewnych wydarzeń ich drogi się rozchodzą… Każda z sióstr przeżywa własną na różne sposoby trudną miłość. Uczucia te sprawiają, że ich spojrzenie na świat i otaczającą rzeczywistość nabiera zupełnie innej perspektywy.

Oprócz wyżej wspomnianych bohaterek śledzimy także losy tych znanych nam z poprzednich tomów: Jadźki, która samotnie wychowuje przygarnięte dzieci, co jak zapewne się domyślacie nie jest lekką dolą oraz Bogusi, która nieszczęśliwie się zakochuje, a jej chęć pocieszenia się po miłosnym rozczarowaniu okazuje się niestety dosłownie brzemienna w skutkach. Szczęśliwie dla niej ojciec dziecka – Fredek – staje na wysokości zadania i bierze odpowiedzialność za rodzinę żeniąc się z Bogusią. Mimo iż początkowo dziewczyna jest sceptyczna co do małżeństwa to ostatecznie młodzi wiodą szczęśliwe życie, a jedynym cierniem w życiu Bogusi jest nieprzychylna jej teściowa.

W powieści nie brak również dysput politycznych i życia w cieniu nadchodzącej ponownie wojennej zawieruchy, która koniec końców kładzie się cieniem na życiu prostych ludzi. Dezorganizując codzienność i dekompletując rodziny.

Na karty opowiadanej historii wkraczają także nowi bohaterowie ze swoimi różnorodnymi perypetiami. Już po raz czwarty zagłębiamy się w losy prostych ludzi, ich powszednią egzystencję oraz przeżywane przez nich radości, smutki i życiowe rozterki.

Jeżeli chcecie poznać kolejną odsłonę opowieści inspirowanej rodzinną historią autorki to zapraszam Was na karty książki „Przeorane miedze”.

A dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich trzech tomów niniejszego cyklu:



* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 21 czerwca 2023

Wspomnienia mają moc...

Kilka dni temu miała swoją premierę najnowsza książka Anny Fryczkowskiej zatytułowana „Saga o ludziach ziemi. Wpatrzeni w niebo”. Jest to pierwszy tom cyklu inspirowanego rodzinną historią autorki. Akcja rozpoczyna się w roku 1816 na Kujawach, a głównymi bohaterami są Hanka i Antoni Józwiakowie.

Na początku opowieści poznajemy koleje młodzieńczej znajomości i pierwszego wzajemnego zauroczenia sobą bohaterów, a następnie ich bezkompromisowe dążenie do bycia razem, co z pewnych względów wcale nie było sprawą łatwą. Dzięki determinacji i uporowi młodych sprawa ma jednak szczęśliwy dla nich finał. Pobierają się i wiodą zwyczajne, monotonne, naznaczone pańszczyzną życie w rodzinnej wiosce…

Dzieje się tak do czasu, gdy w ich miejscowości pojawiają się ludzie, którzy proponują chętnym możliwość osiedlenia się w wymarłej na skutek morowej zarazy wiosce o nazwie Naczachowo rysując przed ludźmi wizję znacznie lepszego życia.

Antek i Hanka coraz mocniej skłaniają się ku przeprowadzce, chociaż obaw i niepewności, jaka nimi w związku z powyższym targa również nie brakuje. Ostatecznie jednak wygrywa w nich myśl o perspektywie lepszego i pod pewnymi względami nieco lżejszego życia, bo któż z nas w głębi serca nie pragnie owocniejszego i bardziej przyjaznego jutra dla siebie i potomstwa?

Tak o to Józwiakowie stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa, a ich jedynymi towarzyszami jest dwójka niemówiących młodziaków nazwanych przez Hankę – Jankiem i Janką Morowiakami, którzy jako jedyni przeżyli zarazę…

Wioska powoli się zasiedla, a czytelnik śledzi ciekawe losy bohaterów - w dużej mierze dzieje się to za sprawą narracji Hanki, ale również innych postaci. W opowieści tej znajdujemy mnóstwo odwołań do ówczesnych wierzeń i tradycji. Autorka bardzo plastycznie ukazała również ludzką mentalność oraz hierarchię społeczną w niewielkich, zamkniętych zbiorowościach.

Co bardzo istotne Anna Fryczkowska oddała w swojej powieści głos kobietom, co w opisywanych przez nią czasach właściwie nie występowało. Kobiety bowiem żyły, rodziły dzieci, pracował na roli oraz w domostwie czy obejściu w zupełnym cieniu swych mężów, którzy zawsze wiedli prym.

Jest tutaj także mowa o trudnych relacjach rodzicielskich. Perypetie bohaterów uświadamiają nam fakt jak ważne dla dziecka (bez względu na wiek) jest bycie akceptowany i zauważanym przez rodziców oraz bycie przez nich docenianym, a nie wyłącznie krytykowanym za swą odwagę i kreatywność.

Jest to barwna, pełna życiowych blasków i cieni opowieść o poszukiwaniu swego miejsca na świecie. O korzeniach, bez których by nas nie było, a także o tym, co choć dawno minione bezwzględnie warte jest ocalenia od zapomnienia.

Pisarka ukazała w niej m.in. ludzki znój, trud, szacunek do pracy, ziemi, wiary i obrzędowości ówczesnych chłopów. W snutej przez autorkę opowieści czytelnik ma możliwość przyjrzeć się wielu aspektom ich niełatwej codzienności.

Jeśli macie ochotę przenieść się w czasie 200 lat wstecz to koniecznie zajrzyjcie na karty tej książki. Mnie czytało się ją dobrze i z zainteresowaniem, więc czekam na tom drugi :). 

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 20 kwietnia 2023

"Za nasze winy" - pierwsza odsłona cyklu Tułacze życie - Ewy Bauer.

Ewa Bauer przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści osadzonych w nurcie dramatów psychologicznych. Tym razem jednak chcę przybliżyć Wam nieco pierwszy tom sagi rodzinnej, która zagościła na rynku wydawniczym w 2019 roku.

Cykl Tułacze życie to tetralogia, którą rozpoczyna tom zatytułowany „Za nasze winy” i to właśnie o nim chciałabym Wam dziś nieco opowiedzieć. Jest to historia kilku pokoleniowej rodziny Neubinerów, która swoje korzenia ma w polsko – niemieckim związku Laury i Ludwiga. To właśnie od nich i ich zupełnie przypadkowego spotkania rozpoczynają się niełatwe losy tego rodu.

Autorka rozpoczyna swoją opowieść w XVIII wieku. Śledzimy najeżone trudnościami losy osadników, którzy próbują odnaleźć swoje nowe miejsce w ówczesnej Galicji i Lodomerii. Ich codzienność determinuje ciężka praca, troska o byt własny i bliskich oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb. Ewa Bauer wykonała ogrom pracy, aby przybliżyć czytelnikom tło historyczne opisywanych czasów, jak również realia ówczesnej egzystencji.

Jak możecie się domyślić jest to historia wielowątkowa i wielopłaszczyznowa. Sporą ilość opisanych w niej bohaterów nieco łatwiej usystematyzować dzięki zamieszczonemu na początku książki drzewu genealogicznemu.

Perypetie bohaterów ukazują ich poszukiwanie swojego miejsca w nowej społeczności, drzemiące w każdym z nich pragnienia akceptacji i miłości, a także młodzieńczy pęd do marzeń, pierwsze porywy serca oraz wiele innych aspektów, jakie na co dzień są ich udziałem. Autorka w bardzo szerokiej perspektywie nakreśliła blaski i cienie egzystowania w tamtych czasach. W opowieści przeplatają się naprzemiennie narodziny i śmierć, które były wówczas chlebem powszednim małych, wiejskich społeczności.

Istotną rolę w tej opowieści odgrywa również siła i nierozerwalność rodzinnych relacji, które pozwalają przetrwać bohaterom wiele trudnych chwil. Ewa Bauer na kartach swojej powieści pokazała również, iż nie tylko rodzina z krwi i kości może stać się dla człowieka ostoją, lecz mogą być nią także początkowo zupełnie obcy ludzie.

Jak to zwykle w sagach bywa, także i tutaj nie mogło rzecz jasna zabraknąć tajemnicy. W tomie „Za nasze winy” została ona ukryta pod postacią złotej monety z łacińską sentencją, która trafia w ręce kolejnych pokoleń w często bardzo zaskakujący sposób. Czy jej posiadanie obarczone jest klątwą? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, zwłaszcza, że to dopiero początek opowieści, więc i dla mnie samej wiele kwestii nadal jest nie całkiem jasnych i pewnych.

Jeśli podobnie jak ja lubicie tego typu literaturę to zapraszam Was do zapoznania się z niniejszym cyklem. Ja na pewno sięgnę po jego kolejne tomy i stopniowo będę dzielić się z Wami wrażeniami z ich lektury – mam więc nadzieję, że zagościcie u mnie na dłużej, by móc poznać kolejne moje opinie o całym cyklu Tułacze życie, a być może odkryć również inne interesujące Was pozycje wydawnicze.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 27 marca 2023

W cieniu tajemnic zazwyczaj panuje półmrok...

Agnieszka Lis jest niewątpliwie jedną z tych autorek po których tytuły sięgam już od pewnego czasu właściwie w ciemno. Nic więc dziwnego, że gdy ukazała się informacja o nowej powieści to wiedziałam, że po nią także sięgnę.

„Niebieski” to historia całkowicie inna od tych dotychczas tworzonych przez autorkę. Obyczajowy nurt opowieści, który oczywiście również jest tutaj obecny, przełamany został elementami thrillera oraz nutami w pewnym sensie nadprzyrodzonymi, bo dotykającymi tematu ludzkiej aury.

Bohaterką historii jest Justyna, pochodząca z Warszawy kobieta przyjeżdża za swoim ukochanym Hubertem na jego rodzinną podprzemyską wieś. Jako młoda żona funkcjonuje ona pod bacznym okiem teściowej – chłodnej, apodyktycznej i niezadowolonej z życia Bogny. Jej głównym zadaniem jest zadowolić Huberta, wpasować się w lokalną społeczność oraz dać rodzinie potomka, a najlepiej wielu…

Gdy tak się nie dzieje teściowa patrzy na nią coraz bardziej „złym okiem”, mąż ukazuje swą drugą twarz, a okoliczny las coraz bardziej przyzywa młodą kobietę, która zaczyna mieć dziwne wizje.

Kobieta staje się obserwatorką wydarzeń z przeszłości, za którymi kryje się pewna tajemnica sprzed lat. Tajemniczy, owiany nieco magiczną aurą las… Transy przytrafiające się naszej bohaterce w przeróżnych chwilach oraz fakt, ze od lat widzi ona aurę otaczającą innych to swego rodzaju esencja niniejszej powieści.

Drugą perspektywę tej historii stanowi natomiast bardzo plastyczne oddanie realiów wiejskiego życia i egzystowania w niewielkiej społeczności – tu wszyscy się znają i wszyscy, wszystko o wszystkich wiedzą. Własnym życiem wciąż żyje tutaj całą masa zabobonów, przesądów oraz utartych latami schematów postępowania i międzyludzkich powinności.

Jak to wszystko się ze sobą łączy? Co tak naprawdę wisi w powietrzu? Czy spowita mrokiem przeszłość i ukryte w niej sekrety dojdą w końcu do głosu?

Sami więc widzicie, że połączenie tych dwóch perspektyw jest mocno intrygujące, lecz o co dokładnie chodzi i cóż takiego się wydarzy oczywiście Wam nie zdradzę – musicie to odkryć sami.

„Niebieski” to pozycja dosyć nietypowa, więc jej odbiór może być bardzo różny w zależności od indywidualnych preferencji czytelnika. Książkę tę czytało mi się dobrze i zaintrygowała mnie ona od pierwszych stron. Jest to opowieść pełna wielorakich emocji, poczynając od jasnych i niewinnych, a kończąc na tych najbardziej brutalnych i mrocznych.

Traktuje ona o przeznaczeniu i jego wpływie na istotę ludzką z jej wyborami i życiową drogą. Czy prawdą jest zawsze jedynie to, co wszyscy widzimy gołym okiem? A może gdzieś pod powierzchnią tego, co widoczne dla ogółu kryje się także inny, nieoczywisty i wybrzmiewający własnymi echami świat, który mogą dostrzec jedynie nieliczni, a którego oddziaływanie na rzeczywistość i bohaterów jest znacznie silniejsze niż się wydaje?

Nie wiem czy odpowiedź na te pytania znajdziecie w „Niebieskim”, ale jeżeli szukacie nieszablonowej lektury, zupełnie innej od tego, co do tej pory prezentowała odbiorcom ta autorka, a zarazem nie mniej ciekawej i porywającej czytelnika w swój świat niż poprzednie jej publikacje to myślę, że watro pochylić się nad tą opowieścią.

Polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 11 maja 2022

Co kryje w sobie "Wdowinek"?

Jesienią 2018 roku miałam przyjemność przeczytać, a następnie patronować powieści „Równonoc” autorstwa Anny Fryczkowskiej. Natomiast w lutym bieżącego roku sięgnęłam po „Wdowinek” tej autorki, o którym dziś Wam opowiem.

Jest to historia 28-letniej Anieli (aktualnie Andżeliki), która po dziesięciu latach od dopuszczenia rodzinnego domu i całkowitym zerwaniu kontaktów z bliskimi wraca do rodzinnej wsi na pogrzeb brata.

Pobyt ten ma być maksymalnie krótki jednak na skutek splotu pewnych okoliczności kobieta musi zostać u swojej matki na dłużej. Dzięki temu poznajemy historię Świątkowic zwanych przez lokalnych mieszkańców tytułowym Wdowinkiem oraz zawiłe perypetie rodzinne Andżeliki i innych bohaterów.

Opowieść wykreowana przez autorkę jest w pewien sposób mroczna i duszna. Postacie nurzają się w niej niczym w wulkanicznej magmie, a mimo to czytelnik nie jest w stanie przestać zagłębiać się w ich losy.

Gdy podczas spaceru z psem główna bohaterka dokonuje makabrycznego znaleziska na jaw zaczynają wychodzić kolejne mroczne wydarzenia i kryjące się za nimi tajemnice. Co z tym wszystkim wspólnego ma klub miejscowych kobiet zwany Sobótkami? Tego dowiecie się z lektury.

Autorka w swojej książce po raz kolejny poruszyła temat skomplikowanych relacji międzyludzkich oraz realia życia ludzi zamieszkujących w małych, hermetycznych społecznościach.

Jeśli nie obawiacie nieco trudniejszych lektur, które osadzone są w na swój sposób tchnącym dreszczykiem klimacie oraz takich, które skłaniają czytelnika do różnorodnych refleksji i zadawania pytań to zapraszam Was do zapoznania się z „Wdowinkiem” i rozwikłania kryjących się w nim tajemnic.

Bohaterowie tej historii są mocno nieoczywiści i bardzo trudno jest ich jednoznacznie oceniać. Podejmiecie wyzwanie towarzyszenia im i odkrywania tej niejednoznacznej, wielowarstwowej publikacji?

piątek, 14 stycznia 2022

Trzecia odsłona Sagi Wiejskiej.

W powieści „Zielone pastwiska”, która jest trzecim tomem Sagi Wiejskiej, dzięki Kasi Bulicz–Kasprzak już po raz trzeci czytelnicy mogą spotkać się z mieszkańcami Tynczyna, by śledzić ich ciekawe, zawiłe i barwne perypetie.

Kolejny raz przyglądamy się codzienności ludzi, których życie odmierzane jest mijającymi porami roku, powiązaną z nim ciężką pracą i marzeniami o lepszym jutrze. Na pierwszy plan wysuwają się postacie, które dotąd nie odgrywały aż tak istotnej roli. Dzięki temu mamy okazję poznać także ich los.

Saga ta pełna jest nie tylko relacji rodzinnych i sąsiedzkich (lepszych lub gorszych), jak to bywa w małej wiosce, gdzie każda informacja roznosi się z przysłowiową prędkością światła, zwłaszcza, gdy są one jednocześnie tyglem różnych narodowości, tak jak ma to miejsce w Tynczynie. W książce nie brakuje również odniesień do historii – tej współczesnej bohaterom opowieści, jak również tej, o której pamięć dla aktualnego odbiorcy niestety stopniowo zamiera. Zaznaczone w powieści tło historyczne oraz zachodzące na świecie zmiany nadają lekturze znacznie szerszą i zróżnicowaną perspektywę.

W tym tomie (podobnie, jak w dwóch poprzednich) natrafiamy na sporo lokalnych tradycji oraz swoistego połączenia wiary w Boga z wiarą w odwieczną moc natury, które w sposób bardzo namacalny przekładają się na życie ludzi – o czym dowiecie się z kart książki.

Na początku każdego z rozdziałów znajdujemy różnego rodzaju ciekawostki dotyczące regionalnych potraw, czy też plonów rolnych i możliwości ich ówczesnego wykorzystywania. Z pewnością dodaje to całości jeszcze większego uroku.

W powieści dokładnie tak, jak ma to miejsce w ludzkim życiu znajdujemy dobro i zło, smutek i radość, miłość i poczucie krzywdy oraz odrzucenia etc.

Autorka nakreślając losy bohaterów pokazuje bardzo wiele płaszczyzn ich codziennego życia oraz wzajemnych powiązań i relacji. W dobrze znanym nam już stylu pisarka odmalowuje całą gamę odczuć i emocji przeżywanych przez bohaterów oraz różnorodne rozterki, z jakimi przychodzi im się zmierzyć. Zapewne nie bez znaczenia w jej przekazie jest też fakt, że saga ta inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami.

Jeśli znacie poprzednie części tej opowieści to myślę, że nie trzeba Was specjalnie namawiać do sięgnięcia po ten tom.

A jeżeli jeszcze nie znacie tej sagi, a macie ochotę na klimatyczną historię nasuwającą, jak dla mnie, subtelne skojarzenie z kolorytem „Chłopów” W. Reymonta, a jednocześnie zdecydowanie lżejszą i sympatyczniejszą w odbiorze niż w/w to zapraszam Was do zapoznania się z niniejszą historią od jej pierwszego tomu.

A z tego, co wiem przed czytelnikami jeszcze tom IV tej historii, który jest w przygotowaniu.

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich dwóch tomów niniejszego cyklu:

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 3 stycznia 2022

(...) do wielkiej zmiany każdy musi dojść sam. W przeciwnym razie w chwilach trudności nie starczy mu sił, by stawić czoła losowi (...)

Jesienią ubiegłego roku ukazała się najnowsza powieść Marii Paszyńskiej „Cuda codzienności”. Opowiedziana została w niej historia Macieja Ciszaka, którego matka zmarła tuż po porodzie, a ojciec zaginął. Maleńkim chłopcem o błękitnych oczach zajął się miejscowy kowal wraz ze swoją żoną.

Mimo, iż podlubelska wioska jest domem Macieja, a powierzone mu zajęcia wykonuje on z ogromną sumiennością i oddaniem to właściwie od najmłodszych lat tęskni za czymś więcej i upatruje swej przyszłości w Warszawie. Czy uda się spełnić te marzenia? Jaką drogą powiedzie go los? Tego dowiecie się czytając tę książkę.

Autorka jak ma to w swoim pisarskim zwyczaju ukazała czytelnikom również tło historyczne, w którym osadzona została jej opowieść - od roku 1863, aż po początek XX wieku. Rozpiętość czasu akcji stanowi swoiste zderzenie wsi u schyłku XIX wieku z Warszawą z początków wieku XX. Nie to jest jednak najważniejsze w tej powieści.

Pierwsze skrzypce grają tu z pewnością relacje rodzinne i ogólnie międzyludzkie, a także przywiązanie człowieka do tradycji, której bardzo różne formy towarzyszą czytelnikowi przez całą książkę.

Jest to opowieść o marzeniach, których spełnienie wymaga często wielu wyrzeczeń i poświęceń. O wartości i sile rodziny, która dla bohaterów od zawsze stanowi solidny fundament, chociaż jak się okazuje nie zawsze stanowią o niej stricte więzy krwi.

Jeśli chcecie przeczytać klimatyczną historię nasyconą świątecznym klimatem, ale nie będącą nadmiernie unurzaną w świątecznym lukrze to sięgnijcie po najnowszą pozycję Marii Paszyńskiej, która przeniesie Was w zupełnie inny, coraz bardziej zapomniany już świat. Stanie się to nie tylko za sprawą opisanych czasów i obyczajów, lecz również użytego języka, który choć nie wszystkim przypada do gustu mnie akurat bardzo pasuje do klimatu całej opowieści.

Zachęcam Was do zapoznania się z burzliwymi losami bohaterów tej pozycji. Sprawdźcie sami czy pomimo różnorodnych trudności, z jakimi przyjdzie im się zmagać odkryją oni własne cuda codzienności, które niewątpliwie również napotkają na swej życiowej drodze.

Mnie nie pozostaje zaś nic innego, jak cierpliwe czekanie na kontynuację tej historii. A ma ona pojawić się na rynku wydawniczym już wiosną! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 21 lipca 2021

"Łatwo jest utknąć. Pozwolić, by jedno poważne wydarzenie zatrzymało cię w miejscu. A to wielka strata. Nie daj się, bo umknie ci szansa na wszytko inne." - Peter Bognanni

Tej autorki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, gdyż Małgorzata Kalicińska ma spory dorobek literacki. „Dwoje na kwarantannie” to jedna z jej najświeższych publikacji, która jest swego rodzaju kontynuacją losów Stefana – narratora oraz głównego bohatera „Listów pisanych atramentem”.

Tym razem Stefan traci cały dobytek w pożarze, sympatyczni sąsiedzi Marianna i Antoni oferują mu dach nad głową i próbują wciągnąć go z nasilającej się depresji. Jednak, gdy kończą im się pomysły na to jak wspierać mężczyznę, a jego stan psychiczny zbytnio się nie poprawia z odsieczą pojawia się znajoma Marianny – Pajka (od Pamela), która decyduje się zabrać Stefka do swojego wiejskiego domu, gdzie zawsze przecież znajdzie się coś do naprawienia, oporządzenia etc, by dzięki pracy przytłoczony nieszczęściem pogorzelec odzyskał chęci do życia.

Tak oto rozpoczyna się ta sympatyczna w gruncie rzeczy historia. I chociaż tytuł mógłby sugerować, że jest to opowieść o pandemii, koronawirusie itd. to nie do końca tak właśnie jest – oczywiście, pandemia i jej różne echa stanowią tło w snutej przez autorkę opowieści, ponieważ wirus ten od dawna towarzyszy naszej codzienności intensywnie na nią rzutując.

Przede wszystkim jednak autorka opisuje losy dwojga ludzi w „srebrnym” wieku, każde z nich jest po przejściach i w pewnym sensie przywykli już do życia w pojedynkę, mając własne przyzwyczajenia i drobne fanaberie etc.

Nastająca niespodziewanie pandemia przedłuża ich w początkowym założeniu tylko tymczasowe mieszkanie pod jednym dachem. Wtedy oboje stopniowo odkrywają jakby zupełnie na nowo, czym jest obecność drugiego człowieka, wspólne rozmowy, posiłki czy nawet milczenie we dwoje…

Jest to ciepła i bardzo sympatyczna historia o odkrywaniu siebie nawet w jesieni życia. O tym, że czasem emocje i uczucia, które wydają nam się dawno zapomniane i nazwijmy to „przeżyte bezpowrotnie” mogą obudzić się w najbardziej zaskakującym dla nas momencie. Małgorzata Kalicińska w sposób bardzo subtelny pokazała stopniowe budowanie relacji nie tylko z drugim człowiekiem, lecz także z samym sobą, co z kolei pozwala bohaterom na wewnętrzne poukładanie siebie, choć niekiedy wydaje im się, że z racji doświadczenia życiowego powinni być już całkowicie spójni z samymi sobą.

Z historii tej wyłania się też pewna uniwersalna prawda, że to, czego nie raz szukamy długo i daleko w istocie okazuje się być całkiem blisko nas.  

Jeśli chcecie poznać losy cichego, spokojnego, a jednocześnie niezwykle pracowitego i elokwentnego Stefana oraz energicznej, mającej apetyt na życie, inteligentnej i przedsiębiorczej Pajki to zajrzyjcie na karty powieści „Dwoje na kwarantannie”. Tu codzienne życie miesza się z refleksjami nad tym, co minione i co jeszcze zdarzyć się może, a spora dawka humoru oraz barwne opisy otaczającej bohaterów przyrody tworzą specyficzny klimat tej uroczej, odrobinę nostalgicznej i pełnej różnych emocji opowieści.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 12 lipca 2021

"Nie da się przyśpieszyć biegu rzeki lub wschodu słońca ani sprawić, aby drzewa rosły szybciej niż rosną. Wszystko wydarza się wtedy, gdy jest na to gotowe." - Dennis Genpo Merzel


Kilka miesięcy temu opisywałam Wam pierwszy tom Sagi Wiejskiej autorstwa Kasi Bulicz – Kasprzak zatytułowany „Skrawek pola”, dzisiaj natomiast przyszła pora na słów kilka na temat drugiego tomu niniejszej sagi, który nosi tytuł „Gościniec”.

Akcja tej powieści toczy się w latach 20-tych XX wieku. Powracamy do Tynczyna, aby stopniowo zapoznawać się z dalszymi perypetiami znanych nam już z poprzedniej części bohaterów, ale nie tylko. Rozdziały osadzone w latach 1892-1930 poświecone są burzliwym i de facto tragicznym losom Krystyny Malickiej, która jest częścią familii autorki.

Wieś większości z nas kojarzy się z sielskością i spokojem, ale czy zawsze i dla wszystkich tak właśnie było? Otóż nic bardziej mylnego – życie mieszkańców opisywanych przez autorkę toczy się w rytmie nastających po sobie pór roku, przy ogromie pracy nakładanym na człowieka przez każdą z nich. Chociaż praca ta jest zależnie od pory zupełnie inna to tak na dobrą sprawę nigdy jej nie ubywa… Oprócz ciężkiej harówki oraz pełnego różnorodnych znojów życia i biedy mieszkańcy borykają się również z nastającymi coraz mocniej bolszewikami.

Nie jest to jednak wyłącznie smutna książka, śledzimy w niej dojrzewanie i pierwsze miłości młodszych bohaterów, ich wzajemne zauroczenia, ukradkowe spojrzenia etc. Autorka pokazuje czytelnikom egzystencjalne wzloty i upadki opisywanych postaci, ich życiowe rozterki i wybory, czyli codzienność ludzka w pełnej krasie, gdzie uśmiech miesza się ze łzami, a chwile szczęścia z momentami rozpaczy.

Jeśli zaś chodzi o historię Krystyny Malickiej to jej dola pokazuje częsty los żyjących na wsi kobiet ukazany niczym w soczewce. Mąż, który powinien być głową rodziny i ostoją dla tworzenia bezpiecznego domu staje się katem, oprawcą i powodem rozlicznych problemów oraz życiowej tułaczki na różnych płaszczyznach. A dla otoczenia stwarza jak najlepsze pozory miłości, troski etc.

Książkę tę czyta się dobrze i szybko. Podczas jej lektury miałam wrażenie, iż napisana została nawet nieco przystępniej pod względem fabuły niż część pierwsza, która chociaż podobała mi się to momentami była dosyć mocno spowolniona, co niekiedy odrobinę nużyło przy jej czytaniu – w „Gościńcu” natomiast wszystko toczy się bardzo zgrabnym rytmem.

Jeśli jesteście ciekawi dalszych losów tynczynian i chcecie poznać trudne i burzliwe, lecz jednocześnie dające do myślenia losy krewnej autorki. A wszystko to osadzone wśród realiów wiejskiej codzienności, o której niestety coraz bardziej dziś zapominamy to koniecznie sięgnijcie po tę najnowszą opowieść Kasi Bulicz – Kasprzak.

Mamy środek lata, więc być może ktoś z Was spędza urlop gdzieś na malowniczej prowincji wtedy niniejsza lektura z pewnością nabierze jeszcze bardziej wyjątkowego smaku. Zapewne pozwoli Wam ona dostrzec obraz wsi „kiedyś” i tej widzianej aktualnie ze wszystkimi tego plusami i minusami.

Polecam Wam tę interesującą powieść i wyczekuję jej trzeciego tomu, który prawdopodobnie pojawi się na rynku już jesienią.
 

czwartek, 25 lutego 2021

Wsi spokojna, wsi wesoła... - ale czy na pewno?

Kasia Bulicz – Kasprzak już od 9 lat dzieli się z czytelnikami tworzonymi przez siebie opowieściami. W tym czasie wydała już kilkanaście tytułów, a najnowszym spośród nich jest pierwsza odsłona Sagi Wiejskiej zatytułowana „Skrawek pola”. Jest to najbardziej osobista pozycja autorki, gdyż jest ona oparta na kanwie rodzinnej historii.

Poznajemy perypetie mieszkańców małej wioski na Zamojszczyźnie, gdzie u progu XX wieku na świat przychodzą trzy dziewczynki. Rodziny Połajów, Lipczewskich i Kornelowiczów żyją obok siebie na Tynczyńskiej ziemi, chociaż bardzo wiele ich dzieli to dla każdej z tych rodzin życie w zgodzie ze swoistym rytmem natury oraz panującymi zwyczajami jest codziennością.

Przez blisko połowę książki bardzo nieśpiesznie i szczegółowo śledzimy naturalny rytm życia mieszkańców niewielkiej osady, ich relacje rodzinne i sąsiedzkie, panujące między nimi różnorodne zależności oraz wzajemne sympatie i antypatie. Kasia Bulicz – Kasprzak w sposób bardzo wyrazisty pokazuje, jakie znaczenie w życiu tych ludzi ma różnego rodzaju naturalną hierarchia oraz ich wzajemne powiązania i wynikające z nich korzyści lub uszczerbki.

„Skrawek pola” to opowieść o ludzkich marzeniach i pragnieniach, o poszukiwaniu własnej ścieżki życiowej, która jak się okazuje wiedzie również przez nieznane lądy i kraje. W niniejszej historii zawiłe relacje uczuciowe bohaterów dotyczą nie tylko miłości, ale także zakazanych przyjaźni, które trwają wbrew przeciwnościom.

Jak gdyby mało było tego, iż egzystencja opisanych bohaterów pod wieloma względami zdecydowanie nie należy do łatwych to od pewnego momentu życie Tynczynian toczy się w przededniu I Wojny Światowej, która również odciska na nich swoje niezatarte piętno.

Jeśli lubicie sagi rodzinne, w których akcja płynie wolno, a autor bardzo szczegółowo pochyla się nad codziennością oraz różnorakimi rozterkami wykreowanych przez siebie postaci, ukazując przy tym całą paletę blasków i cieni życia jednostki ludzkiej oraz jej determinację i to, jak bardzo wybory i decyzje podejmowane przez jednych kształtują życie nie tylko ich samych, ale też otoczenia to powieść „Skrawek pola” powinna przypaść Wam do gustu.

Zapraszam Was do zajrzenia w gościnne progi spokojnej wsi i zapoznania się z rodzinną historią autorki sprytnie wplecioną w misterną fabułę.

A już 15 kwietnia na rynku ma pojawić się drugi tom tej sagi, więc jeśli po lekturze pierwszego nie będziecie chcieli na zbyt długo rozstawać się z jej bohaterami to właściwie drugą odsłonę historii widać już na horyzoncie.

czwartek, 24 września 2020

Co robić, gdy sielska wieś stopniowo zanurza się w mroku...

Natałka Babina zadebiutowała na polskim rynku wydawniczym jesienią 2010 roku, gdy pod szyldem Domu Wydawniczego Rebis ukazała się pozycja zatytułowana „Miasto Ryb”. Po 10 latach autorka powraca z kolejną powieścią „Bodaj Budka”, o której kilka zdań chciałabym Wam dzisiaj napisać.

Główną bohaterką, a zarazem narratorką opowieści jest Ałła Bobylowa, pięćdziesięcioletnia pisarka, która właśnie tworzy powieść. Kobieta decyduje się na zakup domku przy torach kolejowych, czyli tzw. Budki, gdzie chce osiąść w ciszy i sielskim otoczeniu przyrody, które to okoliczności przypominają jej dzieciństwo i mają uprzyjemnić proces twórczy. 

Tuż przed zakupem nieruchomości Ałkę nachodzą niepokojące przeczucia, lecz mimo tego decyduje się ona na zakup i remont siedliska. Z biegiem czasu w okolicach Budki zaczynają się dziać bardzo dziwne i niepokojące rzeczy, a jedna z przyjaciółek pisarki zostaje zamordowana.

N. Babina w swojej książce ukazuje dosyć apokaliptyczną wizję świata, w którym właściwie z dnia na dzień przychodzi żyć wykreowanym przez nią postaciom. Publikacja ta jest pozycją mocno nietypową, ponieważ mnogość połączonych w niej literackich gatunków uderza w czytelnika niczym fala tsunami. Skumulowanie literatury obyczajowej, horroru, science-fiction oraz nawiązań społeczno – historycznych sprawia, że nie każdy odnajdzie się w tej historii. 

Czy Ałła i jej towarzysze odkryją, jakie mroczne siły czają się nieopodal nich? Czy będą w stanie zapobiec ich destrukcyjnemu działaniu? Odpowiedź na to i wiele pośrednich pytań znajdziecie na kartach „Bodaj Budki”.

A czy Wy odważycie się śledzić, jak sielska wioska zamienia się w zagadkową enklawę odciętą od reszty świata, który de facto też wcale nie jest w dobrej kondycji?  

Według mnie ciężko oceniać tę książkę, a jeszcze trudniej jest ją opisać… Niemniej jednak, gdy się dobrze przyjrzeć jej treści to pojawia się (przynajmniej u mnie tak było) sporo skojarzeń odwołujących się do aktualnej sytuacji panującej na Białorusi…

Z całą pewnością książka ta nie należy do lektur łatwych, mimo, iż wiele przedstawionych w niej sytuacji i wydarzeń może wydać Wam się mocno odrealnionych, lecz to wcale nie przysparza jej lekkości w odbiorze. 

Jeśli jednak lubicie książki niesztampowe, a do tego wielogatunkowe oraz napisane ujmującym i nietuzinkowy językiem to sięgnijcie po najnowszą powieść tej białoruskiej autorki.

środa, 23 września 2020

Rodzina Winnych zaprasza Was w swoje skromne, acz gościnne progi


 Spod pióra Albeny Grabowskiej wyszło już wiele powieści przeznaczonych dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych czytelników. Dzisiaj chciałabym jednak opowiedzieć Wam nieco o bestsellerowej sadze „Stulecie Winnych”, która po raz pierwszy ukazała się na naszym rynku wydawniczym w latach 2014 – 2015.

Obejmujące jak wskazuje na to sam tytuł sto lat perypetie kilku pokoleń rodziny Winnych zachwyciły ogromne grono czytelników, którzy z zapartym tchem zaczytywali się w losach tej wielopokoleniowej i wciąż rozrastającej się familii.  

Bohaterów poznajemy w roku 1914 w przededniu I Wojny Światowej, gdy na świat przychodzą Anna i Maria Winne, a ich matka umiera przy porodzie. W związku z powyższym sprawy w swoje ręce bierze seniorka rodu – Bronisława Winna, a wspomaga ją w tym Andzia, która pomaga w rodzinie.

Na przestrzeni lat śledzimy nie tylko to, co dzieje się u Winnych, lecz także panującą ówcześnie sytuację społeczno-gospodarczą podwarszawskiej wioski, w której toczy się akcja. Autorka ściśle połączyła bowiem tło historyczne z opowieścią o rodzinie, która przecież musiała jakoś sobie radzić w trudnych czasach, w jakich przyszło jej żyć.  

Tom pierwszy zamyka się we wrześniu 1939 roku. A druga odsłona historii Winnych to II wojna światowa, kolejne trudne wydarzenia, rozstania i powroty, uśmiech i łzy. Codzienne zmagania z otaczającą rzeczywistością, różnorakie ludzkie rozterki i ogrom emocji. Dowiadujemy się jak wiedzie się Winnym w czasach PRL-u, niestety żegnamy nestorkę rodu i ogólnie sporo się dzieje.

Jeśli zaś chodzi o tom trzeci to znajdujemy się na początku lat 70-tych XX wieku. Rodzina Winnych wciąż się rozrasta mimo, iż życie nadal ich nie oszczędza. Niemniej jednak po raz wtóry czytając książkę obserwujemy, jak ogromną siłą jest rodzina i jej w gruncie rzeczy nierozerwalne więzi oraz jak ważną rolę w życiu Winnych odgrywają przychylni im ludzie.

Ałbena Grabowska w swojej niezwykłej trylogii ukazała czytelnikom życie zwyczajnej wiejskiej rodziny zanurzone w wartkim nurcie trudnej i często bardzo brutalnej historycznej zawieruchy. Mowa tutaj nie tylko o samych wojnach, lecz także wszelkiego rodzaju przemianach zachodzących na przestrzeni opisanych stu lat. 

Jak zapewne wiecie w oparciu o tę sagę powstał serial o tym samym tytule, którego jak dotąd dwa sezony mogliśmy zobaczyć na antenie TVP 1, a prace nad sezonem trzecim już się rozpoczęły. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się już doczekać tej trzeciej odsłony serialu.

Dodam jeszcze, że w mojej domowej biblioteczce posiadam wydanie tej pozycji w formie 3 w 1 z filmową okładką, które ukazało się pod szyldem Wydawnictwa Zwierciadło jesienią 2018 roku. Książka wydana jest bardzo ładnie w twardej oprawie, jednak dla mnie jej jedyny, ale dosyć spory mankament stanowiła dosyć drobna, jak na niestandardowy format w/w wydania, czcionka, która niestety bardzo spowalniała mi czytanie. 

Niemniej jednak polecam Wam zapoznanie się z tą historią zwłaszcza jeśli lubicie wielowątkowe sagi rodzinne, w których wydarzenia historyczne odbijają się echem w codzienności bohaterów.

Wykreowane w tej powieści postacie są ogromnie wyraziste przez co tym łatwiej jest czytelnikowi się z nim utożsamić pomimo dosyć odległej perspektywy czasowej, w jakiej toczy się niniejsza opowieść.

Oprócz rozgałęzionej na bardzo wiele różnorodnych relacji opowieści rodzinnej, która przepełniona jest całą gamą emocji, które każdego kolejnego dnia niosą ze sobą radosne, ale często bywa, że traumatyczne wydarzenia autorka w sposób niesamowicie plastyczny opisała też dzieje maleńkiej, urokliwej wioski jaką jest Brwinów. 

Zapraszam Was do zajrzenia pod powałę rodziny Winnych poprzez karty tej wciągającej powieści.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *