Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2025

Interesująca antologia polskich pisarek.


Lubicie zbiory opowiadań? Mnie od czasu do czasu zdarza się po nie sięgać. Gdy pojawiła się zapowiedź antologii „Płatki pąsowych róż” to wiedziałam, że chętnie się z nią zapoznam.

9 poczytnych rodzimych pisarek podjęło się poruszenia w napisanych przez siebie opowiadaniach niemalże mitycznego tematu, jakim w oczach wielu kobiet jest nadal menopauza i tzw. okres okołomenopauzalny, który u każdej z nas trwa różnie długo.

Jak wiadomo, czas ten w życiu kobiety niesie ze sobą różnorodne niedogodności i bywa trudny zarówno dla kobiety, jak i jej otoczenia. Jednakże autorki, każda na swój indywidualny sposób, postanowiły nieco „odczarować” ten niełatwy dla pań życiowy etap, ponieważ, tak czy inaczej, sam w sobie jest on zwyczajnie nie do uniknięcia.

Bohaterki ukazane w poszczególnych opowiadaniach są bardzo różnorodne i znajdują się na różnych etapach zmagań z przekwitaniem. A więc niektóre powoli domykają ów proces, a inne dopiero zaczynają odczuwać jego przedsmak.

Wszystkie opowieści dotykają kobiecości, zagubienia pośród zachodzących w ciele, psychice i emocjach zmian, ale również odkrywania siebie na nowo, wewnętrznego dojrzewania i cieszenia się sobą od nowa.

Są to opowieści o relacjach, które także nieco się zmieniają, o emocjach, z którymi czasem trudno sobie poradzić, o strachu przed zmianami, ale także o akceptacji siebie i nowego etapu życia, w który z obawą i nadzieją wkraczają nasze bohaterki.

Myślę, że jest to zbiór bardzo potrzebny, oddający głos szerokiemu gronu kobiet, które niejednokrotnie czują się już niepotrzebne i właściwie niewidzialne dla otoczenia. Oswojenie tematu przewodniego jest ogromnym plusem zawartych w antologii tekstów.

Dokładnie jak w życiu – jest tutaj wszystko – dobrostan i czarne myśli, radość i smutek, lęk i nadzieja, śmiech i łzy. Autorki w sposób niezwykle plastyczny pokazały również, że koniec jednego etapu jest początkiem innego, lecz wcale nie gorszego czy mniej bogatego w różnorodne przeżycia, odczucia i emocje.

Jeśli szukacie lektury nieco lżejszej, a zarazem niosącej w sobie wartościowy i inspirujący przekaz to „Płatki pąsowych róż” będą według mnie bardzo trafnym wyborem.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

wtorek, 3 czerwca 2025

„Każda ludzka istota jest bohaterem dramatu..." - Erich Fromm


Ci z Was, którzy na bieżąco śledzą moje czytelnicze poczynania, doskonale wiedzą o tym, że dosyć często lubię przypominać Wam o tytułach, które ukazały się kilka czy kilkanaście lat temu.

W niniejszej notce tak właśnie będzie, ponieważ opowiem Wam nieco o książce Pani Iwony Małgorzaty Żytkowiak pt. „Tonia”, która jeśli chodzi o przeczytane akurat przeze mnie wydanie, ukazała się w roku 2016 nakładem Wydawnictwa Replika.

Tytułowa Tonia, a w zasadzie Antonina Podjezdna, jest kobietą, która w zasadzie od dziecka miała w życiu pod przysłowiową górkę… Z biegiem lat sytuacja nie zmieniała się na lepsze, a mimo to Tonia niezłomnie wierzyła, że przyjdzie dzień gdy będzie bogata i szczęśliwa.

Trudne dzieciństwo, a potem równie bolesne małżeństwo, niepełnosprawność syna, a następnie jej własna choroba – o tym wszystkim dowiadujemy się od kobiety, w której życie Tonia wpadała i z którego znikała według znanego tylko jej samej porządku. Wnosząc ze sobą chaos i zamieszanie, ale również otwierając oczy tajemniczej narratorki na wiele spraw i niejako prowokując ją do zatrzymania się nad własnym, zdawać by się mogło, idealnie poukładanym życiem.

Jest to słodko – gorzka opowieść o kobiecie wtłoczonej w utarty od pokoleń schemat, okowy skostniałego systemu, czy jakkolwiek to nazwać. To właśnie Tonia – bez pamięci zakochana w Romanie i mocno naiwna życiowo, choć w pewien sposób w tej infantylności szczęśliwa, bo nierozkładająca wszystkiego na czynniki pierwsze, lecz żyjąca dzień po dniu tym, co jest.

Losy Toni są w pewien sposób druzgocące i grające na wielu emocjach czytelnika. Jednakże sposób narracji mnie osobiście mocno spowalniał czytanie tej opowieści. Ponadto nagromadzenie życiowych dramatów w życiu bohaterki chwilami ogromnie przytłaczało.

Czy ostatecznie spełniły się powtarzane niczym mantra życzenia Toni w stosunku do własnego życia? Czy odnalazła ona miłość, szacunek, czułość i atencję w rodzinie, których tak mocno przez całe życie pragnęła? – Tego dowiecie się z kart książki.

Autorka nakreśliła duszną i na swój sposób mroczną opowieść o kobiecie, której życiowa martyrologia staje się niemalże jej drugim imieniem, a ona sama przez bardzo długi czas stara się tego nie dostrzegać.

Na uwagę zasługuje również silna więź Toni z najmłodszym synem oraz wątek przemyśleń narratorki nad własnym życiem.

Jeśli macie ochotę na wielowątkową i niełatwą historię życia bohaterki, a przy tym ogromnie melancholijną oraz głęboką w swoim przekazie opowieść to sięgnijcie po publikację „Tonia”.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 31 stycznia 2025

"Ocalić od zapomnienia..."

Po dłuższej nieobecności na rynku wydawniczym Bożena Gałczyńska – Szurek powraca z nową powieścią noszącą tytuł „Utracone światło”.

Książka ta, choć jest fikcją literacką stanowi swego rodzaju hołd i upamiętnienie ofiar obozu w Bełżcu, który został zrównany z ziemią i niestety całkowicie zapomniany wraz z wieloma ludźmi, którzy stracili w nim życie.

Na potrzeby swej opowieści autorka splata w niej dwa wątki – z jednej strony poznajemy Jakuba Luksemburga, tajemniczego Amerykanina, który ewidentnie czegoś/kogoś szuka w Zamościu… Z drugiej natomiast śledzimy losy rodziny Halickich, która jest znana i szanowana w całej okolicy, lecz jak się okazuje, jej członkowie mają sporo tajemnic.

Akcja powieści toczy się w dwóch planach czasowych. Aktualnie w roku 2024, gdzie śledzimy nawiązującą się relację Jakuba i hotelowej recepcjonistki Ewy, która bardzo dobrze zna historię Holocaustu. Młoda kobieta w pewien sposób związana jest z Halickimi, co w pewnym momencie mocno komplikuje sytuację.

Natomiast drugim planem czasowym jest, jak już wspomniałam, obóz w Bełżcu, do którego pierwszy transport więźniów dotarł w 1942 roku.

Łącząc perypetie i zagmatwane losy fikcyjnych postaci z wątkami stricte historycznymi Bożena Gałczyńska – Szurek w sposób bardzo umiejętny i, co widać w powieści, poparty sporym researchem przybliża czytelnikom tragizm ludzkich losów, tych, którzy z różnych, najczęściej bardzo irracjonalnych powodów lub właściwie bez nich znaleźli się w Bełżcu. Opisuje, jak trudny żywot przyszło im tam wieść, co z pewnością nie jest łatwą lekturą, a jednocześnie taką, o której nie da się zapomnieć.

Bliskie nam są także rozterki współczesnych bohaterów. Ich dopiero nawiązujące się, zdawać by się mogło przypadkowo, relacje i te, które trwają już od lat – jak się okazuje zarówno jedne jak i drugie są pełne niedomówień, podszyte pewnego rodzaju lękiem i niepewnością, a mimo to wciąż na różne sposoby rosnące w siłę.

W niniejszej opowieści ukazany został również fakt, jak bardzo przeszłość łączy się z teraźniejszością, gdyż z jednej strony, śmiało można powiedzieć, że ku pamięci i przestrodze, przypomniane zostało mroczne i pełne brutalności tło historyczne, z drugiej natomiast bohaterowie współcześni borykają się z różnorakimi kłopotami, zadawnionymi tajemnicami i wiążącym się z nimi wstydem oraz nietolerancją, która wydaje się nie mieć podstaw, ale jak wiadomo, życie lubi zaskakiwać zwykle w najmniej oczekiwany sposób...

Jeśli chcecie przekonać się, kim naprawdę jest Jakub i co próbuje ukryć Edward Halicki? I przeczytać trudną, a jednocześnie niesamowicie wciągającą opowieść o relacjach oraz nierozerwalnym splocie tego, co minione, z tym co jest dla nas bieżące – zapraszam Was do lektury „Utraconego światła”, które w wątkach współczesnych przybliża nam również urokliwy Zamość.

Powieść ta bardzo dobitnie ukazuje, jak niejednoznaczne potrafią być ludzkie wybory i przybierane postawy. Czy w związku z powyższym zawsze przysługuje nam prawo, by je oceniać? Według mnie nie, a Wy przekonajcie się sami.

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 3 grudnia 2024

Życie pełne jest cieni i blasków...


Do rozpoczęcia czytelniczej przygody z książkami tej autorki przymierzałam się już od dosyć dawna, jednak jakoś tak się składało, że wciąż odwlekało się to w czasie… W końcu jednak nadszedł ten moment i sięgnęłam po najnowszą książkę pisarki.

Powieść ta nosi tytuł „Nie pozwolę Ci odejść” i opowiada o losach 40-letniej Niny i jej 6-letniego syna Krzysia, lecz nie tylko o nich. Kobieta boryka się z rozterkami dotyczącymi jej niegdyś szczęśliwego małżeństwa, które niestety coraz bardziej się rozsypuje… Na skutek pewnych wydarzeń zdesperowana Nina postanawia wraz z synem wyjechać na Boże Narodzenie do krewnych, by skłonić męża do refleksji nad jego postępowaniem wobec rodziny.

Na miejscu okazuje się jednak, że ciotka kobiety – Katarzyna wraz z mężem wyjechała na świąteczny czas do ciepłych krajów. W związku z tym zagubiona Nina na czas ich nieobecności trafia wraz z Krzysiem do pensjonatu prowadzonego przez niezwykle sympatyczną i pełną werwy pomimo wieku – Irenę.

Podczas pobytu nasza bohaterka poznaje również Karola i jego wnuczkę Matyldę, która bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Krzysiem. Jak potoczą się losy gości pensjonatu? O tym przeczytacie w tej powieści.

Jeśli szukacie ciepłej, kojącej, lecz jednocześnie niecukierkowej historii to opowieść Ewy Formelli będzie dla Was trafionym wyborem. Autorka porusza w niej sporo trudnych tematów, a jednocześnie daje odbiorcom nadzieję, że zawsze może nastać lepszy czas i choć zmiany bywają nieuniknione i bolesne to ich efekty często przechodzą najśmielsze oczekiwania.

„Nie pozwolę Ci odejść” to opowieść o walce o rodzinę, stracie, ponownym stawaniu na nogi po ogromnej traumie oraz o tym, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze.

Według mnie jest to historia idealna do przeczytania w grudniu, ponieważ z jednej strony skłania do przemyśleń w wielu kwestiach, a z drugiej otula czytelnika ciepłem swojego przekazu.

Polecam!

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Odwiedźcie wraz ze mną "Zakątek nadziei".

Niniejsza powieść była moim pierwszym spotkaniem z piórem tej autorki. W „Zakątku nadziei”, bo taki właśnie tytuł nosi historia, poznajemy Liwię, która po dotkliwym pobiciu przez narzeczonego, czego konsekwencją było również poronienie, budzi się w szpitalu, gdzie dochodzi do siebie pod troskliwą opieką koleżanki z pracy – Agaty.

Gdy fizycznie wraca do zdrowia na tyle, że może opuścić szpital, Agata na kilka dni zabiera ją pod swój dach, a ponieważ oprawca Liwii wciąż pozostaje na wolności, koleżanka proponuje jej wyjazd na Pomorze do ośrodka dla weteranów prowadzonego przez jej brata – Daniela.

Mężczyzna godzi się przyjąć kobietę pod swój dach w zamian za pomoc w utrzymaniu czystości w ośrodku. Początkowo nie zna jednak całej prawdy o burzliwych losach kobiety – wie jedynie, że uległa ona wypadkowi w związku z czym potrzebuje czasu i spokoju, by móc całkowicie dojść do formy, a klimatyczny, ukryty wśród lasów zakątek wydaje się być ku temu idealnym miejscem.

Dzięki lekkiemu, a zarazem wciągającemu stylowi autorki stopniowo poznajemy losy Liwii, a także Daniela, który jak się okazuje również przeszedł już niemało… Śledzimy stopniowo rozwijającą się relację tej dwójki i pojawiającą się między nimi zażyłość, której każde z pewnych względów się obawia.

Książka ta niesie w sobie całą gamę różnorodnych emocji. Kibicujemy bohaterom w przeżywanych przez nich radościach i smutkach. Trzymamy za nich kciuki, by wyszli ze swych kłopotów i traum silniejsi i otworzyli się na nowe życie, które jak się okazuje powoli, lecz sukcesywnie staje przed nimi otworem.

Paulina Kozłowska poruszyła w swej powieści bardzo trudne tematy, takie jak np. przemoc w związku, strata dziecka, uszczerbek na zdrowiu podczas policyjnej akcji, który odciska się piętnem na dalszym życiu bohatera oraz toksyczne uczucie, które prowadzi do skrajnych zachowań.

Nie jest to jednak pozycja przygnębiająca czy trudna w odbiorze. Dzięki umiejętnemu prowadzeniu opowieści przez autorkę czytelnik zachowuje balans pomiędzy tym, co trudne i posępne a tym, co radosne i budujące w perypetiach postaci.

A wszystko to osadzone w pięknych okolicznościach przyrody, w otoczeniu życzliwych ludzi i w towarzystwie przesympatycznych czworonogów.

Jak widzicie, powieść tę czytało mi się w gruncie rzeczy bardzo sympatycznie i niewykluczone, że kiedyś jeszcze sięgnę po inne pozycje tej pisarki.

A Wy – zajrzycie na karty „Zakątka nadziei”? Mam nadzieję, że tak właśnie się stanie, a czas spędzony na lekturze tej historii będzie dla Was satysfakcjonujący.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 6 września 2023

„Czego nie wolno kobietom, tego nie wolno i mężczyznom”.


W ostatnim czasie wśród moich recenzji pojawiło się sporo debiutów zarówno polskich, jak i zagranicznych. Dzisiaj jednak wracamy do twórczości autorki znanej moim odbiorcom i myślę, że również lubianej przez czytelników za swoją twórczość, a w związku z powyższym chętnie przez nich czytanej.

Mowa o Ewie Bauer i IV tomie jej cyklu Tułacze życie, który zatytułowany jest „Chcę żyć inaczej”. Tom ten poświęcony jest w dużej mierze losom znanego nam z poprzedniej części Michała Liniewskiego, a oprócz niego Zuzanny oraz jej brata Piotra Neubinerów – dzieci Marianny i Józefa, również znanych czytelnikom z poprzedniego tomu. Jednak pojawiają się w nim też nowe postacie m.in. kuzyn Neubinerów – Fryderyk, który wprowadza sporo zamieszania.

Opowieści tej patronuje motto: „Czego nie wolno kobietom, tego nie wolno i mężczyznom”, które doskonale oddaje przewodnią ideę, jaka przyświeca niniejszemu tomowi.

Jak możecie się domyślić do głosu dochodzi kolejne pokolenie z własną wizją życia, nadziejami i pragnieniami. Na prośbę Marianny i jej dorosłych już latorośli Michał zgadza się zostać protektorem Zuzanny i Piotra. Kobieta marzy o tym, aby zostać malarką, a pierwszym krokiem ku temu mają być kursy dla kobiet w krakowskim Baraneum. Mężczyzna natomiast chce zostać księdzem, lecz by mieć taką szansę pragnie wstąpić do seminarium duchownego w Krakowie.

Tak oto rozpoczyna się niezwykła podróż bohaterów. Poczynając od Łanów poprzez Kraków, aż do samego Paryża, jednakże ta francuska część eskapada dotyczy już tylko Zuzanny i Michała, gdyż Piotr zgodnie ze swoim zamierzeniem pozostaje w krakowskim seminarium.

W powieści sporo się dzieje, ale oczywiście nie będę tutaj zdradzać szczegółów. Jest to historia o walce o swoje pasje, pragnieniu wyrównania szans dla kobiet i mężczyzn w dostępie do edukacji i wielu innych aspektach życia oraz o przełamywaniu różnorakich schematów. Autorka ukazała w niej także rodzące się między dwojgiem bohaterów uczucie, które stopniowo ewoluuje w toku lektury, czemu czytelnik przygląda się z dużym zainteresowaniem.

Jak więc widzicie powieść ta jest wieloaspektowa i pełna ważnych, lecz zarazem niełatwych kwestii. Nie należą bowiem nigdy do łatwych próby przełamania skostniałych i w gruncie rzeczy mocno krzywdzących stereotypów, ani walka o w jakikolwiek sposób odbiegające od ogólnie przyjętych standardów uczucia.

Jest to opowieść przepełniona różnorodnymi emocjami, które targają bohaterami, a podejmowane przez nich decyzje oraz wydarzenia stające się ich udziałem i konsekwencje tychże nie jeden raz dają czytelnikowi do myślenia.

Ewa Bauer bardzo umiejętnie kreuje tę rodzinną opowieść wplatając w nią bardzo wiele różnorakich wątków w tym także te społeczne, które według mnie są w swym wydźwięku ponadczasowe. Niezmiennie podkreślona została także istotność w ludzkim życiu rodzinnych więzi i korzeni z jakich się wywodzimy, dają one bardzo solidny fundament w pokonywaniu wszelkich życiowych przeciwności.

Zachęcam Was do zapoznania się z tym, jak również z poprzednimi tomami cyklu Tułacze życie, których recenzje dostępne są w odnośnikach poniżej:

„Za nasze winy” – tom 1

„Kiedyś Ci wybaczę" – tom 2 

"Nigdy nie zapomnę" - tom 3 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 14 lipca 2023

„Los prowadzi nas niezbadanymi ścieżkami, ale wszystkie one w końcu prowadzą do celu, jakim jest przeznaczenie.”

Dzisiaj opowiem Wam o trzeciej odsłonie cyklu Tułacze życie autorstwa Ewy Bauer, niniejszy tom nosi tytuł „Nigdy nie zapomnę”. Tym razem autorka skupiła się głównie na losach Johanna Neubinera, który jak wiemy z poprzednich tomów w dosyć niejasnych okolicznościach, nagle opuścił rodzinny młyn i w zasadzie słuch po nim zaginął…

Poznajemy zagmatwane perypetie nastoletniego chłopaka, który żywi ogromną pasję i zamiłowanie do ogrodnictwa, a skutkiem tego, mimo bardzo młodego wieku, podejmuje pracę u Państwa Korteckich, jako ogrodnik.

Początkowo pani domu jest dosyć nieufna wobec syna młynarza. Z biegiem czasu jednak zaczyna mu coraz bardziej matkować (by osiągnąć własne cele), widząc ogromną tęsknotę chłopaka za utraconą we wczesnym dzieciństwie matką. Z biegiem czasu, gdy Johann staje się młodym mężczyzną hrabina Kortecka zaczyna omotywać go coraz ściślej… Chociaż początkowo Johann stara się bagatelizować sytuację, staje się ona dla niego coraz bardziej niekomfortowa… Nie potrafi się jednak z niej wyzwolić, nie chcąc zawieść ojca, który jest bardzo zadowolony, iż syn dokłada się do domowego budżetu, bo jak wiadomo w domu się nie przelewa...

Sytuacja staje się coraz bardziej patowa i Johann zostaje zmuszony szantażem do wyjazdu z Korteckimi za granicę. Wychodząc z młyna po raz ostatni nikomu nie przyznaje się do tego, co dzieje się w jego życiu… Co wydarzy się dalej? Dokąd zawiedzie go los? Szczegółów dowiecie się z książki.

Niewątpliwie jest to opowieść wielopłaszczyznowa. Ewa Bauer opowiada o osamotnieniu i zagubieniu nie tylko młodego człowieka, lecz również osób którym zdawać by się mogło niczego w życiu nie brakuje. Obnażona zostaje także dwulicowość i wyrachowanie pewnej bohaterki. Jak sami widzicie paleta postaci jest mocno różnorodna.

W powieści nie brakuje sekretów, zmagań opisanych postaci z różnymi przeciwnościami losu oraz trudnych rodzinnych relacji, a jednocześnie siły rodzinnych więzi. Jest to historia o odkrywaniu siebie i świata, co niekiedy bywa trudne i bolesne. O miłości, przyjaźni i wsparciu doświadczanym niekiedy z najmniej spodziewanej strony. Ewa Bauer ukazuje hart ducha bohaterów, ich wytrwałość w dążeniu do celu, a zarazem nieustającą pamięć o tym, kim naprawdę są. Poruszony został również temat szukania przebaczenia i zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy.

Jeśli macie ochotę na ciekawą i przepełnioną różnorodnymi emocjami lekturę to z całą pewnością się nie zawiedziecie. Mam też nadzieję, że jeżeli jeszcze nie znacie cyklu Tułacze życie to zdecydujecie się to nadrobić. Ja za jakiś czas sięgnę po 4-ty, a zarazem ostatni jego tom, a Wam na zachętę zostawiam odnośniki do recenzji poprzednich części.


„Za nasze winy” – tom 1

„Kiedyś Ci wybaczę" – tom 2 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 19 czerwca 2023

Drugie odwiedziny u Neubinerów

Dzisiaj opowiem Wam nieco o powieści „Kiedyś Ci wybaczę”, która stanowi drugi tom cyklu Tułacze życie napisanego przez Ewę Bauer. Na kartach tego tomu wracamy do perypetii wielopokoleniowej rodziny Neubinerów.

Tym razem autorka skupia się w dużej mierze na losach Michaela, który po opuszczeniu rodzinnego domu w Łanach próbuje ułożyć sobie życie w Kołomyi. Chociaż z pozoru wydawać by się mogło, iż tak się dzieje, mimo że trudności na jego drodze nie brakuje, to jednak na skutek pewnych życiowych doświadczeniach mężczyznę na każdym kroku prześladują wyrzuty sumienia.

Ewa Bauer doskonale ukazuje zmagania bohatera z nieustannym poczuciem winy oraz jego ciągłe uginanie się pod brzemieniem noszonych w sobie sekretów, którymi z nikim nie może się podzielić. Przyglądamy się jak rozterki ukrywane przez bohatera stopniowo coraz bardziej wpływają na jego życie rodzinne oraz kontakty z otoczeniem.

W książce tej poruszony został również temat trudnych relacji rodzinnych. Z kart powieści wyłania się bowiem obraz siły tkwiącej w jedności rodziny, dzięki której pomimo przeciwności i różnorakich zawirowań bohaterowie są w stanie utrzymać się na powierzchni oceanu życia. Jeśli owa jedność zostanie nadszarpnięta to jednostce jest zawsze trudniej lecz jeżeli naderwane więzy zostaną odbudowane lub zreperowane, kiedy były w jakiś sposób nadszarpnięte, to w rodzinie tkwi ogromna moc.

Na tle historycznym śledzimy także wewnętrzne zagwozdki bohaterów dotyczące tożsamości narodowej, co do której każdy musi podjąć osobistą decyzję i na tej podstawie opowiedzieć się po którejś ze stron. A jak możecie się domyślić w społecznościach, gdzie wszyscy się znają bywa to niezmiernie trudne.

W tomie tym rzecz jasna nie brakuje też codzienności, w której żyją bohaterowie. Trudów z którymi się borykają, małych radości, jakie stają się ich udziałem, a także radości narodzin i opłakiwania śmierci – czyli życia w pełnej krasie z wszelkimi jego blaskami i cieniami.

Skoro są blaski i cienie życia to wykreowane przez autorkę postacie przeżywają cały wachlarz emocji, a czytelnik wczytuje się w nie z zainteresowaniem i zastanowieniem, co przyniosą kolejne strony opowieści.

Jeśli lubicie wielowątkowe sagi rodzinne, pełne sekretów i perypetii różnorodnych postaci to myślę, że cykl Tułacze życie okaże się dla Was ciekawą i trafioną lekturą. Przede mną jeszcze 2 tomy, które oczywiście również dla Was zrecenzuję.

A póki co dla przypomnienia zamieszczam poniżej recenzję poprzedniego tomu:

"Za nasze winy"

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 20 kwietnia 2023

"Za nasze winy" - pierwsza odsłona cyklu Tułacze życie - Ewy Bauer.

Ewa Bauer przyzwyczaiła swoich czytelników do powieści osadzonych w nurcie dramatów psychologicznych. Tym razem jednak chcę przybliżyć Wam nieco pierwszy tom sagi rodzinnej, która zagościła na rynku wydawniczym w 2019 roku.

Cykl Tułacze życie to tetralogia, którą rozpoczyna tom zatytułowany „Za nasze winy” i to właśnie o nim chciałabym Wam dziś nieco opowiedzieć. Jest to historia kilku pokoleniowej rodziny Neubinerów, która swoje korzenia ma w polsko – niemieckim związku Laury i Ludwiga. To właśnie od nich i ich zupełnie przypadkowego spotkania rozpoczynają się niełatwe losy tego rodu.

Autorka rozpoczyna swoją opowieść w XVIII wieku. Śledzimy najeżone trudnościami losy osadników, którzy próbują odnaleźć swoje nowe miejsce w ówczesnej Galicji i Lodomerii. Ich codzienność determinuje ciężka praca, troska o byt własny i bliskich oraz zaspokojenie podstawowych potrzeb. Ewa Bauer wykonała ogrom pracy, aby przybliżyć czytelnikom tło historyczne opisywanych czasów, jak również realia ówczesnej egzystencji.

Jak możecie się domyślić jest to historia wielowątkowa i wielopłaszczyznowa. Sporą ilość opisanych w niej bohaterów nieco łatwiej usystematyzować dzięki zamieszczonemu na początku książki drzewu genealogicznemu.

Perypetie bohaterów ukazują ich poszukiwanie swojego miejsca w nowej społeczności, drzemiące w każdym z nich pragnienia akceptacji i miłości, a także młodzieńczy pęd do marzeń, pierwsze porywy serca oraz wiele innych aspektów, jakie na co dzień są ich udziałem. Autorka w bardzo szerokiej perspektywie nakreśliła blaski i cienie egzystowania w tamtych czasach. W opowieści przeplatają się naprzemiennie narodziny i śmierć, które były wówczas chlebem powszednim małych, wiejskich społeczności.

Istotną rolę w tej opowieści odgrywa również siła i nierozerwalność rodzinnych relacji, które pozwalają przetrwać bohaterom wiele trudnych chwil. Ewa Bauer na kartach swojej powieści pokazała również, iż nie tylko rodzina z krwi i kości może stać się dla człowieka ostoją, lecz mogą być nią także początkowo zupełnie obcy ludzie.

Jak to zwykle w sagach bywa, także i tutaj nie mogło rzecz jasna zabraknąć tajemnicy. W tomie „Za nasze winy” została ona ukryta pod postacią złotej monety z łacińską sentencją, która trafia w ręce kolejnych pokoleń w często bardzo zaskakujący sposób. Czy jej posiadanie obarczone jest klątwą? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, zwłaszcza, że to dopiero początek opowieści, więc i dla mnie samej wiele kwestii nadal jest nie całkiem jasnych i pewnych.

Jeśli podobnie jak ja lubicie tego typu literaturę to zapraszam Was do zapoznania się z niniejszym cyklem. Ja na pewno sięgnę po jego kolejne tomy i stopniowo będę dzielić się z Wami wrażeniami z ich lektury – mam więc nadzieję, że zagościcie u mnie na dłużej, by móc poznać kolejne moje opinie o całym cyklu Tułacze życie, a być może odkryć również inne interesujące Was pozycje wydawnicze.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 30 marca 2022

"Życie pokrętne jest, ale chciej żyć. I nie dla kogoś, dla siebie."

Książki tej autorki są mi znane od kilku dobrych lat, a ponieważ ma ich ona w swoim dorobku całkiem sporo wciąż jeszcze pozostają takie, których lektura jest nadal przede mną.

Powieść „Dobrze, że jesteś” to otwarcie dylogii o tym samym tytule. Bohaterką książki jest Kornelia, kobieta bardzo mocno straumatyzowana na wielu życiowych płaszczyznach. Jako młoda dziewczyna została zgwałcona. Wychowywała się w domu pełnym przemocy i alkoholu, więc aby z niego uciec wcześnie wyszła też za mąż, co z kolei okazało się przysłowiowym wpadnięciem z deszczu pod rynnę, ponieważ jej małżonek okazał się wcale nie lepszy niż ojciec…

W opowieści tej, jak to zazwyczaj bywa w twórczości tej autorki kobieta zmaga się z przemocą fizyczną i psychiczną oraz wynikającymi z niej zaburzeniami, alkoholizmem, tragicznym wypadkiem skutkującym śmiercią dziecka – czyli całą gamą trudnych do udźwignięcia przeżyć.

Publikacja ta jest także pełna różnorodnych metafor oraz filozoficznych odniesień przez co bywają momenty, iż odrobinę trudno się w niej odnaleźć. Jednak odbierając ją już jako całość dostrzega się w niej mocny przekaz, który uświadamia, że nigdy nie należy się poddawać i zawsze trzeba walczyć o swoje jak najlepsze i najpełniejsze życie.

Każdemu rozdziałowi książki towarzyszą również cytaty autorstwa poetki Kai Kowalewskiej, które zawarła ona wcześniej w kilku swoich poetyckich publikacjach.

„Dobrze, że jesteś” to pozycja dosyć specyficzna i chociaż nie jest ona zbyt obszerna objętościowo to jej lektura nie należy do łatwych. Czytając ją wraz z bohaterką przeżywamy wulkan różnorakich emocji, jakie się w niej kotłują. Poczynając od załamania, rozpaczy i buntu poprzez nieśmiało kiełkującą nadzieję na lepsze jutro, aż po budowanie nowego, lepszego życia od podstaw.

Na uwagę zasługuje również postać mężczyzny, cichego obserwatora ukrytego w niniejszej historii, która nadaje powieści jeszcze inną perspektywę.

W opowieści Kornelii znajdujemy zarówno smutek, ból i tęsknotę, ale także pragnienie prawdziwej miłości, bliskości i akceptacji ze strony drugiego człowieka.

Czy nasza bohaterka odnajdzie wreszcie spokój i wewnętrzne ukojenie? Przeczytajcie sami i pochylcie się nad jej trudnym, acz budującym losem.

Ja za jakiś czas mam zamiar sięgnąć po drugi tom tej historii zatytułowany „Za rok o tej porze” i na pewno po przeczytaniu też Wam o nim opowiem.

PS. Na końcu „Dobrze, że jesteś znajdziecie też sporo informacji i porad dotyczących tematyki poruszanej w książce, co z pewnością dla niektórych z Was lub bliskich Wam osób może okazać się przydatne.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 25 listopada 2020

"Klaps to relikt czasów, w których nikt nie zajmował się problemami molestowania, szacunku wobec dzieci ani przemocy."

Są książki, które nie sposób oceniać i pozycja, którą chcę Wam dziś przedstawić z całą pewnością do takich należy. W pierwszej połowie października nakładem Wydawnictwa Replika ukazała się wstrząsająca, autobiograficzna historia autorstwa Laury Priestess.

Autorka w dzieciństwie i wieku nastoletnim doznała przemocy ze strony ojca, który karał ją klapsami, co odcisnęło się na życiu kobiety ogromnym piętnem, z którym zmaga się ona do dnia dzisiejszego. 

„Jedenaste nie dotykaj” to opowieść Laury, mająca na celu z jednej strony swego rodzaju rozliczenie się z traumami przeszłości i wyrzuceniu ich z siebie poprzez przelanie ich na papier, natomiast z drugiej uświadomienie odbiorcy, jak wielki i niestety negatywny wpływ na małego człowieka mogą wywrzeć niewinne według niektórych klapsy.

W książce zawartych zostało bardzo dużo odniesień do wielu źródeł i literatury naukowej dotyczących tzw. flagellacji, kilka słów dotyczących niniejszego terminu znajdziecie tutaj: https://slowodnia.com/2012/06/18/flagelacja/.

Jak zapewne się domyślacie nie jest to lektura ani łatwa, ani przyjemna. Ogrom w niej smutku, bólu, zagubienia, żalu, autodestrukcyjnych myśli i zachowań oraz zawodu w odniesieniu  zarówno do życia, jak też dziecka/nastolatki do osób dorosłych.

Kolejne rozdziały anonsują niesamowicie obrazoburcze czarno-białe rysunki autorstwa Izy Szewczyk, które nadają jeszcze mocniejszego wyrazu temu, co autorka przekazuje słowami.

Opowieść narratorki jest w moich oczach bardzo ważna i potrzebna, aby przełamać lub chociaż częściowo naruszyć tabu, jakim z całą pewnością nadal są kary cielesne. Jedynym, co niejako dodatkowo utrudniało mi lekturę tej książki jest bardzo duża ilość powtórzeń wielu kwestii, którą stosuje autorka.

Przypuszczam, że miało to służyć podkreśleniu wagi poruszanych tematów, jak również metaforycznemu zrzuceniu ciężaru dźwiganego latami na swoich barkach przez Laurę Priestess. Niemniej jednak tak duża liczba tychże powtórzeń sprawiła, iż lektura szła mi niestety tym bardziej mozolnie…

Autorka na własnym przykładzie ukazuje bardzo wyraźnie psychofizyczny oraz emocjonalny portret osoby od najmłodszych lat borykającej się z doznanymi na bardzo wielu polach okaleczeniami, które próbuje udźwignąć, a że jest bezbrzeżnie samotna, a co za tym idzie nie jest w stanie temu zadaniu podołać coraz bardziej zapada się w sobie.

To, co wydarzyło się w życiu kobiety na zawsze pozostawiło w niej niezatarty ślad… Próby wyjścia na prostą to proces trwający latami, który chyba nigdy nie zostanie definitywnie zakończony, ponieważ upiory przeszłości dają o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach, choć aktualnie nieco mniej niż kiedyś…

Gratuluję Laurze Priestess odwagi i wewnętrznej siły, jakimi niewątpliwie musiała się wykazać, aby zmierzyć się z demonami dzieciństwa i młodości, które tak naprawdę pozostały z nią na całe życie. Mam nadzieję, że poprzez przelanie swej historii na papier udało jej się je, chociaż trochę okiełznać.

Nie jest to książka dla każdego, jeśli jednak osoby dorosłe zdecydują się po nią sięgnąć to może ona otworzyć im oczy na to, jak bardzo może zmienić się na zawsze życie i psychika małego/młodego człowieka, gdy staje się on bezwolną ofiarą z pozoru wychowawczych, a przez to często uważanych za nieszkodliwe klapsów.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 2 września 2020

Życie w cieniu holenderskiej mafii...


Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o powieści zagranicznej, która jest połączeniem historii sensacyjnej z elementami kryminału oraz thrillera. Książka „Krew z krwi” Pietera Barta Korthuisa, bo o niej właśnie mowa ukazała się na polskim rynku wydawniczym w roku 2016 nakładem Wydawnictwa Replika.

Poznajemy w niej losy Carmen van Walraven - de  Rue oraz jej dzieci. Kobieta po tym jak jej mąż został zamordowany musi zadbać o bezpieczeństwo swoje oraz najbliższych, gdyż ich egzystencja toczy się w cieniu holenderskiego półświatka, a Frans van Walraven był w nim znacznie bardziej „umoczony” niż zdawała sobie z tego sprawę jego żona.

Autor przybliża czytelnikom mroczny świat holenderskiej mafii wraz z panującymi w nim układami i zawiłymi zależnościami. W tak niebezpiecznej i zagmatwanej od różnego rodzaju mechanizmów rzeczywistości Carmen próbuje stworzyć jak najbardziej normalny dom dla swoich dzieci oraz odnaleźć się w roli nagle owdowiałej samotnej matki.

Jednocześnie kobieta stara się odkryć, kto i dlaczego zastrzelił jej męża, który jak się okazuje zamierzał rozpocząć współpracę z policją…

Książkę tę czyta się dosyć szybko, a jej akcja nieustannie trzyma czytelnika w napięciu. Śledząc perypetie Carmen sami ciągle dywagujemy nad tym, kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem.   

Jest to bardzo emocjonująca opowieść o życiu w nieustannym zagrożeniu, a także o żmudnym dochodzeniu do często bardzo zaskakującej i nie zawsze wygodnej prawdy. Jej bohaterowie zmagają się z różnego rodzaju traumami, które rzutują na życie ich samych oraz ich wzajemne relacje i zależności.

Jeśli macie ochotę na opowieść, która z pewnością podniesie poziom waszej adrenaliny oraz taką, w której nic nie jest proste ani oczywiste to myślę, iż „Krew z krwi” spełni Wasze oczekiwania.

Chcecie dowiedzieć się, czy Carmen odkryje prawdę i czy wraz z rodziną wyjdzie na prostą? Odpowiedź na te i wiele innych poprzedzających je pytań znajdziecie na kartach tej książki.

A doskonałym uzupełnieniem lektury jest rodzimy serial o tym samym tytule,  ponieważ książka Pietera Barta Korthuisa jest pierwowzorem tej serialowej adaptacji.

Więcej informacji o samym serialu znajdziecie TUTAJ.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Ostatni Spacer Aleją Róż...


To już ostatnia część cyklu Spacer Aleją Róż autorstwa Edyty Świętek. W tej odsłonie autorka ukazuje nam losy swoich bohaterów w latach 1977-1990. Ustrój socjalistyczny coraz bardziej staje się kolosem na glinianych nogach, a społeczeństwo jest zmęczone i coraz mocniej zniesmaczone tym, co dzieje się dookoła.

Jak wiemy z poprzednich tomów los nigdy nie oszczędzał rodzin Szymczaków i Pawłowskich, a mimo to okazuje się, iż czara niepokoju i goryczy nie została jeszcze przelana. Śledzimy zmiany społeczno-obyczajowe, które stopniowo stają się codziennością naszych bohaterów.

Autorka jak ma to w swoim zwyczaju poprowadziła swą opowieść dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy losy postaci, z którymi w ciągu poprzednich tomów bardzo mocno się już zżyliśmy. Starsze pokolenie powoli odchodzi w cień ustępując miejsca młodym szukającym swojej życiowej drogi, spragnionym działania, staczającym własne boje i popełniającym własne błędy, które są rzecz jasna nieodłączną częścią życia. Natomiast z drugiej strony przyglądamy się wciąż zachodzącym w Nowej Hucie zmianom, tym współczesnym dla naszych bohaterów, jak również tym wynikającym z bardzo bogatej nowohuckiej historii.

Nie sposób nie zauważyć jak ogromną pracę musiała wykonać Edyta Świętek, aby przybliżyć swoim odbiorcom bardzo wiele faktów historycznych z życia Nowej Huty oraz panującego wówczas w kraju stanu społeczno-politycznego, bowiem cała ta 5-tomowa saga z pewnością będzie gratką nie tylko dla fanów powieści obyczajowych, ale również dla miłośników historii, w której znajdą oni również szczyptę socjologii.

Pozwolicie, że nie będę Wam tutaj opisywać perypetii bohaterów, ponieważ po pierwsze musiałaby to być bardzo długa notka, a po drugie odebrałabym Wam w ten sposób całą frajdę z lektury. Zaznaczę więc jedynie, iż nakreślone przez autorkę postacie są bardzo wyraziste, dlatego też koleje ich życia stają się nam jeszcze bliższe.

Rozstania zawsze bywają trudne, więc tak samo rzecz ma się z tą niezwykłą sagą, ale na otarcie łez zdradzę Wam, że z młodszymi jej bohaterami możecie spotkać się raz jeszcze w nowym cyklu „Nowe czasy”, który póki co obejmuje dwa tomy – pierwszy z nich jest już dostępny na rynku wydawniczym i nosi tytuł „Nie czas na łzy”, drugi natomiast trafi w ręce czytelników w nadchodzącym roku.

Póki co zapraszam Was jednak do ostatniego spaceru Aleją Róż – delektujcie się nim jak najdłużej!

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich czterech tomów niniejszego cyklu:


 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

poniedziałek, 2 lipca 2018

"Wiedza tkwi w każdym z nas. Bierze się z doświadczenia życiowego oraz przeżyć naszych ojców i dziadów."


Zapewne większość z Was jest już po lekturze V tomu niniejszej sagi, ja jednak dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma zdaniami na temat czwartej odsłony tego cyklu, czyli powieści „Szarość miejskich mgieł”.

Akcja tej części toczy się na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX w. Autorka skupia się tym razem nieco bardziej na losach młodego pokolenia Szymczaków, które swoje korzenie ma już typowo na nowohuckiej ziemi. Od najmłodszych lat wychowywani w socjalistycznej codzienności postrzegają otaczający ich świat nieco inaczej niż miało to miejsce w poprzednim pokoleniu.

Obserwujemy młodych ludzi, których myśli przepełniają ideały dotyczące osiągnięcia przez naród autonomii społecznej. W ich młodzieńczej ciekawości życia i świata przyglądamy się wzlotom i upadkom bohaterów na różnych polach. Jak to w życiu bywa pociągają one za sobą rozmaite konsekwencje, które autorka bardzo ciekawie i barwnie na kartach swojej powieści opisuje.

Nie brakuje również wątków dotyczących dalszych losów starszych bohaterów powieści. Jak wiemy z poprzednich tomów życie w zasadzie nigdy ich nie oszczędzało, więc mijający czas i wszystko to, z czym musieli się dotąd zmierzyć odciska na nich nieubłaganie swoje piętno. Na ścieżkach codziennej egzystencji opisanych postaci radość miesza się ze smutkiem, nadzieja ze zwątpieniem, a rodzące się nowe życie jednych z nieubłaganym przemijaniem innych…

„Szarość miejskich mgieł” nasycona jest również wątkami historycznymi, jak to ma miejsce w przypadku całej sagi „Spacer Aleją Róż”. Tak jak w poprzednich tomach myślę, iż będzie to nie lada gratka dla pasjonatów tego typu tematyki.

Bohaterowie powieści są bardzo realistycznie i barwnie nakreśleni. A dzięki temu, iż w trakcie lektury mamy okazję przyglądać się bardzo wielu różnorakim przeżywanym przez nich rozterkom, a także niejednokrotnie śledzić ich wewnętrzną transformację stają się nam oni poprzez to jeszcze bliżsi.

Przez wzgląd na wszystko to, co opisałam powyżej, a także wiele innych smaczków, które z pewnością sami odkryjecie podczas czytania zdecydowanie polecam wam lekturę tej powieści!


 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 10 stycznia 2018

III Spacer Aleją Róż


Pod koniec października minionego roku w ręce czytelników trafiła trzecia odsłona cyklu Spacer Aleją Róż autorstwa Edyty Świętek.
Tym razem wraz z autorką przenosimy się w czasie do przełomu lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Gdy bohaterom wydaje się, iż wreszcie zyskali długo wyczekiwane wytchnienie i spokój koniec końców przeczucia te okazują się niestety ułudą…

Zdesperowani opieszałością władzy nowohucianie stają w obronie wiary. Jej namacalnym symbolem jest stojący na osiedlu Teatralnym krzyż, który rządzący antyklerykałowie postanawiają za wszelką cenę usunąć. Jednakże mieszkańcy, a wśród nich również rodzina Szymczaków, choć przyjdzie im zapłacić za to nie małą cenę, nie pozwalają dokonać tego karygodnego czynu. Pośród wyżej wymienionych wydarzeń historycznych toczą się losy naszych bohaterów.

Los w końcu na zawsze splótł ze sobą drogi Bronka i Bogumiły, ku zachwytowi obojga i radości całej rodziny. Julia na skutek pewnych rzec można niecodziennych wydarzeń także stopniowo ku własnemu zaskoczeniu odnajduje swoje miejsce w życiu rodzinnym, u boku Wawrzyńca.

Andrzej pomimo wcześniejszych trudnych przeżyć buduje swoje życie u boku Sabiny. Krystyna marzy o tym, by zostać matką… niestety decyzja, jaką podjęła w przeszłości obecnie kładzie się ponurym cieniem na tych pragnieniach, a że w rodzinie pojawiają się kolejne dzieci, co powoduje coraz większą frustrację naszej bohaterki zaczyna ona topić swoje rozterki w alkoholu, co niestety nie prowadzi do niczego dobrego.

Dorota powoli odżywa po swej traumie pracując w Pawlickiej bibliotece, gdzie czuje się bezpieczna, a jednocześnie potrzebna. Zwłaszcza, że zajęcie, które wykonuje sprawia jej ogromną przyjemność.

Natomiast Leszek pod znaczącym wpływem swojej żony coraz bardziej powątpiewa w słuszność wartości oraz ideałów, w które do tej pory wierzył coraz bardziej izoluje się więc od swoich bliskich.

Autorka jak to ma w swoim zwyczaju w sposób niezwykle barwny i intrygujący ukazuje perypetie zwyczajnych ludzi, którym przyszło na co dzień żyć w trudnych i burzliwych czasach. Rys historyczny, który został tutaj, jak też w poprzednich częściach, bardzo przystępnie nakreślony sprawia, że czytelnik w sposób niemal namacalny ma szansę zapoznać się z opisanymi w powieści realiami ówczesnej egzystencji.

„Drzewa szumiące nadzieją” to opowieść o ludziach przeżywających swe wzloty i upadki, o ich codziennym życiu, w którym uśmiech i nadzieja na lepsze jutro splata się ze łzami i rozpaczą, gdy trudne chwile stają się ich udziałem.

Edyta Świętek po raz kolejny ukazuje czytelnikom jak ważna w życiu człowieka jest rodzina i jak wielkie znaczenie mają wyzwane przez jednostkę wartości i ideały, za które jest ona w stanie nawet poświęcić życie.

Jeśli macie ochotę na osnutą na tle historycznym, pochłaniającą, a zarazem nie przesadnie patetyczną czy też przesłodzoną opowieść o dalszych losach rodziny Szymczaków to niech „Drzewa szumiące nadzieją” otrzymają chociażby na chwilę swój głos…

A już niebawem, bo 14 lutego ukaże się IV tom niniejszej sagi pt. „Szarość miejskich mgieł”, którego nie mogę się już doczekać :).

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 4 października 2017

Drugie spotkanie z rodziną Szymczaków


„Łąki kwitnące purpurą” to druga odsłona cyklu Spacer Aleją Róż”. Poznajemy dalsze losy rodziny Szymczaków, którzy coraz liczniej przybywają do wciąż rozbudowującej się bardzo prężnie Nowej Huty. Do Bronka i Julki dołączają także Krystyna, Leszek oraz Andrzej, każde z nich szuka w nowym miejscu zarówno szansy na lepszą egzystencję, jak również ukojenia pośród różnorakich życiowych zawirowań, jakie stały się do tej pory udziałem każdego z bohaterów.

Każdy z Szymczaków zmaga się wciąż ze swoimi kłopotami i demonami, próbując odnaleźć własne miejsce w życiu i otaczającym ich świecie. Najstarszy z rodzeństwa Bronek utknął w toksycznym związku małżeńskim z Haliną. Julka stawia pierwsze kroki na zawodowej ścieżce. Krystyna spełnia w końcu jedno ze swoich największych marzeń o tym, by wyrwać się z rodzinnej wsi i zasmakować innego życia. Leszek, który porzucił karierę zawodowego żołnierza szuka dla siebie nowej drogi, natomiast najmłodszy z nich Andrzej wciąż próbuje się odnaleźć po tragicznej śmierci Agaty.

Tłem dla losów znakomicie wykreowanych przez autorkę bohaterów są wczesne lata PRL-u. Mimo, iż nie jest im łatwo zmagać się z otaczającą ich codziennością ogromną wartość stanowią dla nich więzy rodzinne, które sprawiają, że rodzeństwo wspiera się nawzajem w każdy możliwy sposób we wszystkich trudnych dla każdego z nich momentach.

W powieści rzecz jasna nie zostały pominięte dalsze losy pozostałych w Pawlicach – Doroty Szymczak oraz jej matki. Zamknięta w sobie i nieoszczędzana przez życie Dorota dzięki pracy w miejscowej bibliotece powoli na nowo odnajduje swoje miejsce w świecie, zaś seniorka rodu Szymczaków z jednej strony cieszy się z nowego życia swych dzieci, z drugiej natomiast nie przestaje się o nie martwić, gdyż los nadal ich nie oszczędza…
W jaki sposób? Tego dowiecie się z kart „Łąk kwitnących purpurą”.

Oprócz interesującej sagi rodzinnej Edyta Świętek w sposób niezwykle merytoryczny, a jednocześnie interesujący i barwny przybliża czytelnikom tło historyczne oparte na wydarzeniach z opisywanego okresu.

Jeśli chcecie zanurzyć się w intrygującą sagę rodzinną toczącą się na tle rzeczywistych wydarzeń historycznych to koniecznie sięgnijcie po tę powieść – zwłaszcza, że jej trzecia odsłona już niebawem, 24 października, pod niezwykle intrygującym tytułem „Drzewa szumiące nadzieją”.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

niedziela, 2 lipca 2017

Nabytki czerwcowe

  Witam w Was w kolejnym miesiącu i na kolejnym comiesięcznym podsumowaniu. Tym razem wśród nabytków mam 31 pozycji, w tym 9 recenzenckich i prezentowych:


1) Monika Sawicka - O Kajtku szczęściarzu (E-Bookowo)
2) Monika Sawicka - Zakochany Kajtek (E-Bookowo)
3) Katarzyna Archimowicz - Nadwiślańskie serce (Black Publishing)
4) Anna Gratkowska - Miłość. Wydanie drugie poprawione (Wydawnictwo Replika)
5) Monika Sawicka - Kruchość porcelany (Wydawnictwo Replika) - Recenzja
6) Katarzyna Enerlich - Wiatr od jezior (Wydawnictwo MG)
7) Renata Kosin - Tatarka (Wydawnictwo Filia)
8) Joanna Sykat - Niebo pod Śnieżką (Wydawnictwo Replika)
9) Anna Mentlewicz - Zemsta na ekranie (Wydawnictwo Melanż)

  4 książki w tym miesiącu to te zakupione w Księgarni Tania Książka:


1) Maria Nurowska - Dziesięć godzin (Wydawnictwo Prószyński)
2) Katherine Paterson - Most do Terabithii (Wydawnictwo Nasza Księgarnia)
3) Neil Gaiman - Koralina (Wydawnictwo MAG)
4) Stephen King - Wszystko jest względne (Wydawnictwo Prószyński)

  Kolejne 4 pozycje to książki zakupione w sklepie Tesco:


1) Karin Slaughter - Fatum (Wydawnictwo Fabryka sensacji)
2) Mariusz Maślanka - Bidul (Wydawnictwo Świat Książki)
3) Zośka Papużanka - Szopka (Wydawnictwo Świat Książki)
4) Richard Harvell - Dzwony (Wydawnictwo WAB)

  Jak w każdym miesiącu tak i w tym nie mogliśmy nie wejść do Księgarni Matras, w której kupiliśmy 7 książek:


1) Zoja - Wszystkie jesteście niewierne (Wydawnictwo Świat Książki)
2) Natalia Rogińska - Gruba (Wydawnictwo Prószyński)
3) Wera Gorczyńska - Dlaczego nie poczekałaś? (Wydawnictwo Prószyński)
4) Arkadiusz Pacholski - Nikt z rodziny (Wydawnictwo Rebis)
5) Marta Łysek - Na uwięzi (Wydawnictwo Zysk)
6) Michał Komar - Wtajemniczenia (Wydawnictwo Świat Książki)
7) Piotr Mańkowski - Cyfrowe marzenia (Wydawnictwo Trio)

  W tym miesiącu kupiliśmy zaledwie dwie nowe książki w sklepie Media Markt:


1) Sheila Heti - Kim być? Sheila zaczyna od nowa (Wydawnictwo Pascal)
2) Arnold Scharzenegger - Pamięć absolutna (Wydawnictwo Albatros)

  Ostatnie 5 książki to zakupy na Allegro oraz w innych sklepach, a także jedna wymiana:


1) Frederick Forsyth - Negocjator (Wydawnictwo Amber) (wymiana)
2) Katarzyna Enerlich - Czarodziejka jezior (Wydawnictwo Elipsa) (Allegro)
3) Romuald Pawlak - Krew nie woda (Wydawnictwo WAB) (Allegro)
4) David Mitchell - Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta (Wydawnictwo MAG) (Carrefour Express)
5) Mariusz Zielke - Sędzia (Wydawnictwo Czarna Owca) (Sklep Leclerc)

  Czyli po raz kolejny nie udało się nie nakupić książek, jednak ciągle udaje się nam je wszystkie mieścić, tak aby nie zalegały nam na podłodze. To taki nasz sukces ;) .