Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2026

"W tym tańcu dusz - między niebem i piekłem..."

 

Powieść „Pomrok” autorstwa Daniela Rosołka ukazała się latem 2024 roku nakładem Wydawnictwa Mroczne.

Jej głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest młody mężczyzna – Olgierd Thiel – który po powrocie z wojny musi odbudować swoją reputację.

Ewenementem historii jest jednak fakt, że opowiada on nam swoją historię niejako z zaświatów. Tkwi w tytułowym pomroku, a jego pokutą jest przyglądanie się swojemu minionemu życiu wciąż na nowo, bez możliwości zmienienia w nim czegokolwiek.

Jest to duszna i mroczna opowieść człowieka borykającego się z wojennymi traumami i próbującego wpasować się w aktualnie panujące realia.

Bardzo wiele miejsca poświęca w niej autor meandrom, jakimi podąża ludzka psychika, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych oraz w bardzo trudnych okolicznościach.

Poprzez postać i perypetie Olgierda przewija się ogrom refleksji nad ludzkim losem, tym co kieruje naszymi wyborami, bądź wręcz je warunkuje oraz nad tym, że wiatr wielkiej historii niekiedy czyni nas całkowicie bezradnymi wobec tego, co ze sobą niesie…

„Pomrok” to także opowieść o relacjach nie tylko z ludźmi i światem, lecz również z samym sobą. O poszukiwaniu nadziei w oceanie beznadziei, o emocjach, jakie nieustannie targają istotą ludzką, o prawie do narodowej tożsamości, które wbrew pozorom, w wielu miejscach świata, również dziś bywa odbierane.

Daniel Rosołek oddał w ręce czytelników opowieść o bardzo głębokim – wręcz zawiesistym od przemyśleń i odczuć bohatera – przekazie, która może stać się lustrem dla czytelnika, który z pewnością spojrzy w nią przez pryzmat własnych doświadczeń.

Jest to bardzo bogate studium ludzkiej psychiki i tkwiącej wewnątrz z nas duszy.

Chociaż nie jest to lektura lekka, a autor porusza w niej trudne, a czasem również niewygodne tematy to dobrze się ją czyta.

„Pomroku” nie da się zwyczajnie opisać, tę powieść po prostu trzeba przeczytać, odczuć i przetrawić wewnątrz siebie. Jest to pozycja, która z całą pewnością zostaje z czytelnikiem na bardzo długo.

Jeżeli szukacie lektury niezbyt długiej, ale za to ogromnie treściwej i takiej, która daje wiele do myślenia, jednocześnie nie przynosząc łatwych i jednoznacznych odpowiedzi na stawiane w niej pytania to gorąco polecam Wam sięgnięcie po „Pomrok” – Daniela Rosołka.

Dla mnie była to pierwsza przygoda z publikacją Wydawnictwa Mrocznego, ale wiem, że na pewno nie ostatnia, więc za jakiś czas spodziewajcie się opowieści o ich kolejnych tytułach. Czuję, że się nie zawiedziemy – ani ja, ani Wy.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Po raz drugi w objęciach Pana Systema ;)


Po półtorarocznej przerwie Paweł Piliszko powraca z drugim tomem swojego komediowego cyklu: Walka o zdrowie. Drugi tom nosi wymowny tytuł „Zdrowie na cito, poproszę!”.

Tym razem bohater cierpi na chroniczny ból głowy, którego nijak nie może się pozbyć, co skutecznie i długofalowo uprzykrza mu żywot. By w końcu pożegnać tę nieprzyjemną i charakterystycznie umiejscowioną dolegliwość – gdzie dokładnie boli? – dowiecie się z książki – nasz Pawełek rozpoczyna nierówną, chaotyczną i heroiczną walkę z Panem Systemem i wieloma jego przybocznymi, jak np. NFZ, ZUS etc.

Po raz kolejny w sposób przekomiczny autor pokazuje błąkanie się pacjenta w czeluściach systemu opieki zdrowotnej. Polowanie na wolne terminy różnych wizyt/badań w celu uzyskania diagnozy to dopiero początek pełnej kolejnych meandrów drogi do uzyskania pomocy.

Paweł Piliszko z ogromnym poczuciem humoru doprawionym autoironią i sarkazmem bezlitośnie obnaża absurdy systemu, a co za tym idzie bardzo szeroki wachlarz doświadczeń pacjenta. Rozbraja je śmiechem, bo w zasadzie tylko to nas ratuje, gdyż jak wszyscy wiemy, ten temat zdecydowanie do lekkich nie należy…

Perypetie głównego bohatera bawią do łez i wywołują niekontrolowane wybuchy śmiechu, więc nie radzę czytać tej pozycji np. w komunikacji publicznej ;). Opisy gabinetowych (i nie tylko) doświadczeń Pawełka dosłownie zabijają śmiechem, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego stwierdzenia :).

Jednocześnie w tej otoczce utkanej z humoru czytelnik otrzymuje bardzo wiele różnych emocji dotykających bohatera. Są wśród nich m.in. frustracja, determinacja, momentami poczucie bezsilności i rozgoryczenie, ale także poczucie solidarności z innymi pacjentami.

Wszystko, co zostało opisane na kartach tej książki, jest doskonale znane osobom mającym styczność z naszym systemem opieki zdrowotnej. I choć oczywiście na potrzeby komediowej opowieści wiele sytuacji ukazanych zostało w nieco karykaturalny sposób, to nie można zaprzeczyć, że jest w tym wszystkim niemałe ziarno prawdy.

Jeśli szukacie lektury, która przyniesie Wam mnóstwo śmiech, a dodatkowo lubicie komiczne i nieco satyryczne historie to uważam, że „Zdrowie na cito, poproszę” spełni Wasze oczekiwania.

Paweł Piliszko po raz drugi w 100% dowozi w tej pełnej humoru i dystansu historii, więc dobra zabawa gwarantowana!


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 10 grudnia 2025

W życiu, jak w ulu...

 

Jeśli znacie twórczość Nataszy Sochy to dobrze wiecie, że jej książki są bardzo różnorodne i że nie boi się ona poruszać w swojej prozie tematów trudnych oraz takich, które często chcielibyśmy zamieść pod przysłowiowy dywan i nigdy więcej spod niego nie wydobywać.

W powieści „Kamienica pszczół” autorka początkowo przybliża nam konstrukcję ula, panującą w nim hierarchię i zasady, co w całej tej opowieści ma niemałe znaczenie, które na pewno dostrzeżecie przy lekturze.

Po takim niebanalnym wstępie poznajemy Alicję – kobietę z przeszłością. Ocala ona od wyburzenia zrujnowaną kamienicę, w której postanawia stworzyć swego rodzaju azyl, nie jako stricte instytucję, lecz jako dom, w którym mogą zamieszkać kobiety po różnorakich przejściach…

Kamienica składa się z 7 mieszkań, więc oprócz Alicji wprowadza się do niej 6 lokatorek. Każda z nich wnosi ze sobą własną historię i niemały bagaż doświadczeń, które poznajemy w trakcie lektury.

Mieszkanie w tej kamienicy i stosunki panujące między współlokatorkami wydają się być sielanką, rajem na ziemi i wszystkim tym, czego opisane kobiety poszukiwały, by wreszcie zaznać spokoju i życiowej harmonii.

Ale czy na pewno wszystko tam jest takie idealne? Mężczyźni nie mają tutaj wstępu, a domofon znajduje się tylko w mieszkaniu Alicji. Wszystkie sprawy mieszkanek omawiane są na cotygodniowych spotkaniach przy cieście i kawie... Z jednej strony brzmi to dosyć niewinnie prawda? Z drugiej natomiast autorka zasiewa w czytelnikach ziarenko niepewności i refleksji.

Jak cała sytuacja wygląda w istocie rzeczy? Jaki sekret nosi w sobie i skrzętnie ukrywa przed otoczeniem sama Alicja? – tego dowiecie się z lektury.

Natasza Socha w sposób naprawdę znakomity nakreśliła różnorodne portrety psychologiczne swoich postaci. Poprzez opisane w książce historie, które zręcznie ze sobą splotła, dotyka również kwestii stawiania wzajemnych granic oraz ich konsekwentnego przekraczania…

Stawia również pytanie, czy jeśli odbywa się to w tzw. dobrej wierze, jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwione?

Oprócz wyżej wspomnianego tematu poruszony został również aspekt wdzięczności i tego czy powinna mieć ona jakieś nieprzekraczalne ramy? Czy życie w układzie właściwie całkowicie zamkniętym jest dobre dla jednostki?

Jak się okazuje także i tutaj linia oddzielająca od siebie różnorodne skrajności jest niezwykle cienka…

„Kamienica pszczół” to książka, która z całą pewnością skłania czytelnika do wielu przemyśleń i wywołuje w nim mnóstwo emocji. Historie mieszkanek tytułowego budynku są bardzo poruszające i myślę, że niejedna z nas odnajdzie w nich przynajmniej fragment swojego życia, a może nawet znacznie więcej…

Jeśli szukacie lektury na swój sposób subtelnej, ale jednocześnie tchnącej bardzo wyrazistym przesłaniem to myślę, że „Kamienica pszczół” będzie dla Was idealnym wyborem.

W mojej pamięci powieść ta z całą pewnością pozostanie na długo, więc i Wam gorąco ją polecam! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 6 listopada 2025

Wszyscy jesteśmy częścią natury...


„Córka ognia” to trzecia osłona cyklu Córki Żywiołów autorstwa Doroty Gąsiorowskiej.

Tym razem główną bohaterką opowieści jest Sofia – młoda kobieta, która po śmierci matki musi uporządkować wszystkie pozostałe po niej sprawy. Relacja obu kobiet, choć żyły tylko we dwie, była poprawna, ale dosyć chłodna.

Sofia nie ma pojęcia kim jest jej ojciec, więc wytwarza to w niej poczucie wyobcowania, które dodatkowo potęgują egzotyczna uroda oraz, doświadczone w dzieciństwie, bardzo częste zmiany miejsca zamieszkania, które również położyły się cieniem na jej poczuciu stabilizacji.

Na skutek aktualnych wydarzeń w ręce dziewczyny trafiają listy od ojca, które rodzicielka przez lata przed nią ukrywała, a całą ich tajemnicę zabrała ze sobą do grobu…

Nasza bohaterka postanawia wyruszyć śladem ojca do pięknej, słonecznej Andaluzji, co okazuje się początkiem wielu zmian w jej życiu.

Jakie tajemnice o rodzinie i samej sobie odkryje Sofia? Z czym przyjdzie jej się zmierzyć? W co zostanie uwikłana i w jaki sposób z tego wyjdzie? – Tego wszystkiego i o wiele więcej dowiecie się z kart tej historii.

Autorka kreśli przed czytelnikami opowieść magiczną, nie tylko za sprawą urzekających andaluzyjskich krajobrazów. Powieść ta pełna jest rodzinnych tajemnic, zawiłych relacji oraz odkrywania i oswajania się z prawdą o sobie i innych, która nie zawsze jest łatwa.

Dodatkowym atutem i urozmaiceniem opowieści jest fakt, iż jej akcja toczy się dwutorowo – zaglądamy w przeszłość, której reprezentantką jest Eliana, współcześnie zaś towarzyszymy Sofii na pełnych zagadek ścieżkach jej życia.

Dorota Gąsiorowska wytworzyła w swojej powieści baśniowy, nostalgiczny refleksyjny i pełen ciepła klimat. Sprawia to, iż czytelnik czuje się całkowicie pochłonięty perypetiami bohaterów i z zapartym tchem śledzi ich losy, przeżycia, dokonywane wybory i targające nimi emocje.

Jak już wspomniałam jest to historia o relacjach, o subtelnym przenikaniu się przeszłości z teraźniejszością oraz o tym, że od przeznaczenia nie sposób uciec…

Pełna tajemnic, a niekiedy zaskakujących zwrotów historia Sofii daje odbiorcy sporo do myślenia, gdyż często zastanawiamy się jak byśmy postąpili bądź zareagowali będąc na miejscu bohaterki.

Polecam Wam tę powieść, jak również cały cykl „Córki Żywiołów, a sama czekam na jego czwarty tom.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

środa, 16 lipca 2025

Leonie Swan powraca w nowej odsłonie.


Leonie Swan debiutowała na polskim rynku wydawniczym kilkanaście lat temu książką „Sprawiedliwość owiec”, która otworzyła cykl o tym samym tytule. Ja jednak na pierwsze spotkanie z twórczością autorki wybrałam jedną z jej ostatnio wydanych pozycji, czyli powieść pt. „Morderstwo w Sunset Hall”, czyli pierwszy tom cyklu: Śledztwa Agnes Sharp.

Z założenia miała to być komedia kryminalna, której główną bohaterką, jak możecie się domyślić jest tytułowa Agnes Sharp oraz kilkoro jej współmieszkańców, którzy wspólnie zamieszkują pod dachem Sunset Hall, które stanowi ich bezpieczną przystań na tzw. stare lata.

Choć mieszkańcy bardzo się od siebie różnią to żyją ze sobą w zgodzie i w oparciu o stworzone wspólnie zasady. Ich codzienna egzystencja toczy się w miarę stabilnie i spokojnie do czasu, gdy jedna z mieszkanek zostaje zastrzelona, a niebawem w sąsiednim domu, który jest nieco oddalony od Sunset Hall również dochodzi do zbrodni.

Tak oto zaczyna się śledztwo mieszkańców dotyczące tego co się dokładnie wydarzyło i kto za tym wszystkim stoi. Niejako szefową całej operacji jest tytułowa Agnes Sharp, czyli właścicielka domu.

Książka ta, jak już wcześniej wspomniałam, miała być z założenia komedią kryminalną, lecz dla mnie z komedią ma niewiele wspólnego, choć oczywiście można w niej znaleźć humorystyczne momenty. Jak dla mnie jest ich jednak zbyt mało jak na komediową opowieść.

W moim odczuciu jest to refleksyjna, obyczajowa historia o przemijaniu, odchodzeniu na własnych warunkach i decydowaniu o sobie w każdym momencie życia, dopóki tylko jest to możliwe.

Postacie w tej książce są bardzo różnorodne, a ich wzajemne relacje pokazują wiele perspektyw i torów, jakimi płynie ludzka codzienność. Losy bohaterów ukazują ich przyjaźń i wzajemne wsparcie, jakim na co dzień się obdarzają. Zwłaszcza że mają oni niesamowitą zdolność do ciągłego wpadania w kłopoty, więc co rusz muszą się nawzajem ratować z różnych opresji.

Nieodzownymi elementami tej opowieści są także charakterna żółwica Hettie i pies Brexit – ta dwójka wprowadza wiele zamieszania, ale również radości w życie Agnes i spółki.

Oczywiście śledzimy również wątek kryminalny, w którym sporo jest zawiłych tropów, a policja czasem bardziej przeszkadza niż pomaga… Oprócz kryminału znajdujemy tutaj również elementy thrillera psychologicznego, więc jest także coś dla fanów tego gatunku.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czy ekipa z Sunset Hall rozwikła sprawę i co ich jeszcze spotka to sięgnijcie po książkę.

Powieść tę czytało mi się nieźle. Sporo się w niej dzieje, ale chyba jednak spodziewałam się trochę czegoś innego więc po jej tom drugi raczej nie sięgnę. Niemniej jednak kiedyś na pewno jeszcze wrócę do książek tej autorki, gdyż na mojej półce czeka cykl Sprawiedliwość owiec, którego jestem bardzo ciekawa.

  

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 30 czerwca 2025

"Trzeba jedynie uwierzyć, że tam gdzie jest jakiś koniec, będzie i początek." - Uwierzyć tylko i aż...


Jojo Moyes podbiła serca polskich czytelniczek bestsellerowym cyklem o perypetiach Lou Clark, a jego otarcie, czyli powieść „Zanim się pojawiłeś” jest dziś śmiało można rzec pozycją kultową.

Z biegiem czasu ukazywały się kolejne opowieści, po które zawsze chętnie sięgam, a skoro tak to nie mogło być inaczej przy najnowszej książce pt. „Między końcem a początkiem”, która miała swoją premierę 18 czerwca.

Bohaterką historii jest 42-letnia Lila, która samotnie wychowuje dwie córki. Dzieje się tak, ponieważ została porzucona przez męża po wielu latach małżeństwa. Jej największym wsparciem jest ojczym – Bill – który zamieszkał z nią i przybranymi wnuczkami, po śmierci swojej żony, a jednocześnie matki Lili.

Jak więc widzicie, świat Lili chwieje się w posadach, a jakby tego było, mało każdego dnia w szkole córek spotyka nową partnerkę Dana, która spodziewa się jego dziecka. A w związku z tym spadają na nią ostentacyjne spojrzenia i szepty innych rodziców…

Mimo wszystko Lila dzięki swojej przyjaciółce, córkom i Billowi stara się nie poddawać i krok po kroku uparcie przemierzać każdy kolejny dzień. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy nad kobietą zawisa widmo problemów finansowych, a w jej drzwiach pojawia się biologiczny ojciec Gene…

Książka ta odzwierciedla wiele problemów kobiet w średnim wieku, które na skutek pewnych okoliczności niejako zmuszone są budować swoje życie na nowo pomimo dotychczasowego bagażu doświadczeń.

Jednakże część tej opowieści pokazana została oczyma nastoletniej córki bohaterki – Celie. Dzięki jej postaci unaocznione zostały problemy młodych ludzi związane m.in. z wszechobecnym dziś hejtem i wykluczeniem – autorka ukazuje czytelnikowi skąd niekiedy bierze się bunt i wcale nie jest to oczywiste…

Prócz zmagań młodej bohaterki z wyżej wspomnianymi zjawiskami śledzimy również podejmowane przez nią próby odnalezienia się w zupełnie nowej sytuacji rodzinnej – czy to się uda? Zapraszam do lektury.

Bohaterowie najnowszej prozy J. Moyes są bardzo różnorodni, co sprawia, iż historia ta ma wiele perspektyw. W trakcie lektury przemierzamy wraz z Lilą długą drogę od rodzinnego kryzysu, poczucia odrzucenia i samotności poprzez wewnętrzne dojrzewanie i dawanie drugiej szansy sobie i innym oraz świadome otwarcie się na nowe uczucie, aż po pogodzenie się z trudnymi prawdami i wyprostowanie skomplikowanych relacji rodzinnych na tyle by dało się odetchnąć w nich pełną piersią.

Losy pozostałych postaci również są zajmujące i skłaniają do wielu przemyśleń dotyczących tego, co spotyka człowieka na różnych etapach jego życia wywołując różnorodne emocje, reakcje i ich następstwa. Jak się okazuje najczęściej nic w naszym życiu nie jest proste, jednoznaczne i jednowymiarowe.

„Między końcem a początkiem” to historia pełna emocji, z którymi stykają się i muszą wobec nich odnaleźć nakreślone postacie. Fabuła niniejszej publikacji sprawia, iż bardzo łatwo jest nam utożsamić się z bohaterami. Sprawia to, że tym bardziej kibicujemy ich życiowym zmaganiom, ciesząc się ich wzlotami i smucąc upadkami.

Książka skłania do refleksji nad tym, że tak naprawdę zawsze jesteśmy między jakimś końcem, a początkiem – bo takie właśnie jest życie.

Polecam Wam tę ciekawą, toczącą się niespiesznie, bardzo mądrą i ciepłą w gruncie rzeczy opowieść.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 3 czerwca 2025

„Każda ludzka istota jest bohaterem dramatu..." - Erich Fromm


Ci z Was, którzy na bieżąco śledzą moje czytelnicze poczynania, doskonale wiedzą o tym, że dosyć często lubię przypominać Wam o tytułach, które ukazały się kilka czy kilkanaście lat temu.

W niniejszej notce tak właśnie będzie, ponieważ opowiem Wam nieco o książce Pani Iwony Małgorzaty Żytkowiak pt. „Tonia”, która jeśli chodzi o przeczytane akurat przeze mnie wydanie, ukazała się w roku 2016 nakładem Wydawnictwa Replika.

Tytułowa Tonia, a w zasadzie Antonina Podjezdna, jest kobietą, która w zasadzie od dziecka miała w życiu pod przysłowiową górkę… Z biegiem lat sytuacja nie zmieniała się na lepsze, a mimo to Tonia niezłomnie wierzyła, że przyjdzie dzień gdy będzie bogata i szczęśliwa.

Trudne dzieciństwo, a potem równie bolesne małżeństwo, niepełnosprawność syna, a następnie jej własna choroba – o tym wszystkim dowiadujemy się od kobiety, w której życie Tonia wpadała i z którego znikała według znanego tylko jej samej porządku. Wnosząc ze sobą chaos i zamieszanie, ale również otwierając oczy tajemniczej narratorki na wiele spraw i niejako prowokując ją do zatrzymania się nad własnym, zdawać by się mogło, idealnie poukładanym życiem.

Jest to słodko – gorzka opowieść o kobiecie wtłoczonej w utarty od pokoleń schemat, okowy skostniałego systemu, czy jakkolwiek to nazwać. To właśnie Tonia – bez pamięci zakochana w Romanie i mocno naiwna życiowo, choć w pewien sposób w tej infantylności szczęśliwa, bo nierozkładająca wszystkiego na czynniki pierwsze, lecz żyjąca dzień po dniu tym, co jest.

Losy Toni są w pewien sposób druzgocące i grające na wielu emocjach czytelnika. Jednakże sposób narracji mnie osobiście mocno spowalniał czytanie tej opowieści. Ponadto nagromadzenie życiowych dramatów w życiu bohaterki chwilami ogromnie przytłaczało.

Czy ostatecznie spełniły się powtarzane niczym mantra życzenia Toni w stosunku do własnego życia? Czy odnalazła ona miłość, szacunek, czułość i atencję w rodzinie, których tak mocno przez całe życie pragnęła? – Tego dowiecie się z kart książki.

Autorka nakreśliła duszną i na swój sposób mroczną opowieść o kobiecie, której życiowa martyrologia staje się niemalże jej drugim imieniem, a ona sama przez bardzo długi czas stara się tego nie dostrzegać.

Na uwagę zasługuje również silna więź Toni z najmłodszym synem oraz wątek przemyśleń narratorki nad własnym życiem.

Jeśli macie ochotę na wielowątkową i niełatwą historię życia bohaterki, a przy tym ogromnie melancholijną oraz głęboką w swoim przekazie opowieść to sięgnijcie po publikację „Tonia”.

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 8 kwietnia 2025

"(...) słyszenie nie oznacza słuchania. Tak samo jak patrzenie nie oznacza widzenia. Ja umiałam słuchać, ale przestałam słyszeć."

Jakiś czas temu bardzo mocno zachęcona video opinią na jednym z serwisów czytelniczych oraz samym opisem książki postanowiłam sięgnąć po powieść „Meduzy nie mają uszu” – Adele Rosenfeld.

Pozycja ta opowiada o losach młodej, niedosłyszącej kobiety, której jedyną szansą na uratowanie słuchu, jaki jej jeszcze pozostał, jest operacja wszczepienia implantu. Louise jednak bardzo się waha czy się jej poddać, gdyż jak to w życiu bywa – dzięki zabiegowi zyska większy dostęp do świata dźwięków, lecz mocno obawia się tego, iż przez to utraci swój własny misternie budowany przez lata wewnętrzny świat.

Niwa, którą przez całe swoje życie budowała jest jej bardzo dobrze znana, a przez to bezpieczna więc siłą rzeczy stanowi jej azyl. Czy bohaterka zdecyduje się wyjść poza tę strefę pewnego rodzaju własnego komfortu? A może całkowicie zanurzy się w świecie ciszy?

Opowieść ta jest mocno melancholijna i refleksyjna. Chociaż jej tematyka wydawała mi się na starcie lektury interesująca to w trakcie czytania wręcz przytłoczyło mnie poczucie odrealnienia zawarte w tej historii.

Dziwaczne wizje bohaterki, których według mnie nie sposób sensownie ogarnąć były dla mnie ogromną trudnością podczas czytania i w pewnym sensie wybijały z głównego tematu.

Na uwagę zasługuje natomiast próba przybliżenia czytelnikom, z jakimi trudnościami zmaga się każdego dnia osoba niedosłysząca, której niepełnosprawność nie jest widoczna, a jednocześnie bardzo komplikuje życie i powoduje uczucie osamotnienia oraz wyobcowania w społeczeństwie.

To, co dzieje się w tej opowieści osadzone zostało jak gdyby na granicy jawy i snu, co nadaje tej publikacji jeszcze chimerycznego charakteru.

Mimo że autorka sama jest osobą niedosłyszącą (więc na pewno wie, o czym pisze), a książka ta znalazła się w finale nagrody Prix Goncourt za najlepszy debiut, to osobiście nie potrafię jednoznacznie odnieść się do tej historii, by ją Wam polecić bądź odradzić. Sam temat na pewno jest ważny i wart poznania, ale jako powieść jest to według mnie publikacja przedziwna i stosunkowo niewiele wnosząca w odczucia lub szerszą wiedzę dla jej potencjalnego odbiorcy.

Niestety sami musicie podjąć decyzję, czy zapoznać się z niniejszym tytułem, a jeśli się na to zdecydujecie to koniecznie dajcie znać na blogu lub moich social mediach jaki był Wasz odbiór tej powieści.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 21 marca 2025

"Po doświadczeniu tego wszystkiego zacząłem myśleć o tym, jak zażartą walką jest ludzki żywot."

Szeroko pojęta literatura azjatycka od dłuższego czasu święci triumfy na rynku wydawniczym, a ponieważ zdarza mi się sięgać po książki z Serii z Żurawiem ukazującej się pod szyldem Wydawnictwa Bo.wiem, w moje ręce trafiła książka „O zmierzchu”, której autorem jest Hwang Sok-Yong.

Bohaterem opowieści jest Park Minu, który po długiej nieobecności, na skutek pewnej wiadomości, powraca do rodzinnej wioski. Jako chłopiec wychowujący się w slumsach poprzysiągł sobie, iż jako dorosły zajdzie bardzo daleko – ile go to kosztowało i czy się to udało? Przeczytajcie.

Drugi głos w tej opowieści należy do kobiety, która całe swoje życie spędziła w slumsach, będąc niemalże niemym świadkiem kapitalistycznych przemian, które zachodziły w Korei Południowej na przestrzeni lat.

Opowieść snuta na dwa głosy przez Parka Minu oraz Jeong U-hui jest melancholijną i ogromnie nostalgiczną historią o miłości, zdradzie, utracie, samotności oraz o tym jak różnie toczą się ludzkie losy.

Historia bohaterów jest słodko – gorzka, bowiem tak naprawdę w pewien sposób żadne z nich nie jest w miejscu, gdzie czuje się w pełni szczęśliwe. Czy wysoka cena za spełnienie marzeń okazała się tego warta? Czy pozostanie w tym samym miejscu niesie ze sobą tylko pozytywne, czy również negatywne skutki? – dowiedzcie się z pozycji „O zmierzchu”.

Autor snuje swą refleksyjną i nieco nonkonformistyczna opowieść w bardzo niespieszny, specyficzny sposób, dlatego też, mimo że książka ta nie jest zbyt obszerna, czyta się ją wolno. Niemniej jednak uważam, że służy to temu, aby jak najgłębiej wejść w emocje i refleksje bohaterów.

Jeśli lubicie prozę azjatycką, która jest mocno specyficzna, ale również na swój sposób przyciągająca czytelnika swoim przekazem i nieco odmiennym niż europejskie spojrzeniem na pewne kwestie to myślę, że śmiało możecie sięgnąć po tę pozycję.

„O zmierzchu” to opowieść o ludziach, ich rozterkach oraz trudnych emocjach, o nie zawsze trafionych wyborach i decyzjach oraz bagażu doświadczeń, jaki każdy z nas nosi na swoich barkach, co automatycznie odciska się w naszej codzienności.

 

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 21 lutego 2025

„Na człowieka składają się wybory i okoliczności. Nikt nie ma władzy nad okolicznościami, ale każdy ma władzę wyboru.” – Éric-Emmanuel Schmitt.

Książka, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć dla części czytelników może jawić się jako dosyć kontrowersyjna, ponieważ opowiada m.in. o odchodzeniu z tego świata na własnych warunkach…

Wszystko to jednak osadzone zostało w bogatej fabule. Na kartach poznajemy małżeństwo Evelyn i Josepha, którzy spędzili ze sobą wiele lat, mają troje wspaniałych dorosłych już dzieci, a sami są już w podeszłym wieku. Dodatkowo okazuje się, iż Evelyn cierpi na chorobę Parkinsona, która błyskawicznie postępuje… Kobieta nie chce stać się ciężarem, przyczyną bólu oraz zmartwień dla swojej rodziny, dlatego wraz z mężem postanawiają dać sobie i dzieciom ostatni wspólny rok, a potem odejść jednocześnie, ponieważ nie potrafią bez siebie żyć.

Opowieść ta jest bardzo wielowątkowa, przybliża nam życie pary na przestrzeni lat – od dzieciństwa, (zawsze mieszkali po sąsiedzku) i niełatwej młodości – nierozerwalnie wiążącej się ze stratą, jaka jeszcze bardziej ich połączyła – poprzez rodzące się stopniowo uczucie, małżeństwo i rodzicielstwo, aż po czasy współczesne.

Ich wspólne życie rodzinne było bogate w miłość, wsparcie i zaufanie, lecz jednocześnie nie brakowało w nim nieobcych nikomu wzlotów i upadków, które również odcisnęły na nich swoje piętno.

Oprócz historii dotyczącej bezpośrednio dwojga głównych bohaterów poznajemy także losy każdego z ich dzieci, które rzecz jasna mają własny, niemały bagaż doświadczeń. Śledzimy zatem ich życiowe zmagania i to w jak różny sposób każde z nich podchodzi do decyzji podjętej przez ich ukochanych rodziców, którzy byli przy nich zawsze i w każdej nawet najtrudniejszej sytuacji obdarzali ich bezwarunkową miłością oraz stanowili oparcie.

Jak możecie się domyślać jest to książka niezwykle emocjonalna, wzruszająca i dająca wiele do myślenia. Autorka poruszyła w niej wątek wielkiej miłości i wieloletniej namiętności. Bowiem związek Evelyn i Josepha bywał także bardzo burzliwy. Ukazane w tej powieści różnorodne relacje międzyludzkie postawione zostają w obliczu zaistniałej choroby i związanego z nią nieuchronnego odchodzenia, nie tylko w aspekcie fizycznym…

Jeśli chcecie dokładniej poznać losy bohaterów to koniecznie zajrzyjcie na karty tej niesamowicie głębokiej i chwytającej za serce opowieści. Jak przyznaje sama Amy Neff praca nad tą powieścią zajęła jej aż dekadę, co zdecydowanie widać w przenikającym istotę rzeczy, subtelnym, a jednocześnie wyrazistym wydźwięku tej publikacji.

„Dni, gdy kochałem Cię najbardziej” to opowieść o przyjaźni, miłości i pięknym, choć niepozbawionym smutku i cierpienia życiu. Jest to także historia o odchodzeniu i pewnego rodzaju pogodzeniu się z takim stanem rzeczy, lecz także o wewnętrznym dojrzewaniu do takiego pogodzenia.

Czy Evelyn i Joseph ostatecznie spełnią swój plan? Co jeszcze przyniesie im rok, który zdecydowali się darować sobie i bliskim? Czy w tym czasie spełnią jeszcze jakieś swoje marzenia? Przekonajcie się sami sięgając po tę niespieszną, a jednoczenie ogromnie wciągającą powieść o ludziach ich wzajemnych relacjach i życiu pełną piersią.


  

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 lutego 2025

(...) największym darem, jaki można komuś dać, jest obecność.

Jak dotąd nie znałam twórczości Pana Jakuba Bączykowskiego, mimo iż ma on już na swoim koncie kilka tytułów. Jednakże gdy zobaczyłam informację na temat jego najnowszej pozycji pt. „Zadzwoń, jak dojedziesz” to od razu wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać.

W opowieści przedstawionej przez autora poznajemy owdowiałego Ryszarda, będącego już w podeszłym wieku oraz troje jego dzieci – najmłodszego Mateusza, środkową Annę i najstarszą Renatę. Rozpiętość ich wieku to od 40+ do 50+. Każde z nich ma swoje życie i rodzinę/związek, a co za tym idzie plany na przyszłość.

Rodzina spotyka się w trzecią rocznicę śmierci Wandy, aby ją powspominać. Jednak familijne spotkanie przeradza się w pełną tajemnic, wzajemnego rozczarowania, pretensji, żalu i prób zajęcia się tematem opieki nad pogrążonym w depresji staruszkiem nasiadówkę…

Jest to książka, która porusza bardzo delikatny temat relacji na linii rodzic – dziecko, zwłaszcza wtedy, gdy role się odwracają oraz kwestie relacji pomiędzy rodzeństwem.

Na przykładzie swoich bohaterów autor snuje dające wiele do myślenia refleksje na temat tego, kto powinien podjąć się opieki nad rodzicem? Jakie i czy w ogóle powinny być co do tego konkretne kryteria?

Jak wiele tajemnic kryje w sobie rodzina? Czy trzeba rezygnować z własnych planów dla dobra innych? Czy brak własnych dzieci definiuje nas jako tych, którzy przede wszystkim powinni wspierać naszych seniorów? Jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych ludzi, choć przecież nigdy nie wiemy o nich wszystkiego.

„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka mocno nostalgiczna i refleksyjna. Opowiada o stracie, tęsknocie, samotności i o tym, że nikt nie chce być dla innych ciężarem. Mowa w niej również o wewnętrznym rozdarciu i niemocy, kryciu się za różnorodnymi maskami, poczuciu odpowiedzialności i winy, ale również o miłości i sile rodzinnych więzi.

Opowieść ta jest niezwykle melancholijna i niełatwa w odbiorze, uważam jednak, że jest ona książką bardzo potrzebną. Otwiera bowiem oczy na wielopłaszczyznowość międzyludzkich relacji, które, mimo że się kochamy, bywają mocno skomplikowane.

Temat opieki nad seniorem jest według mnie tym bardziej na czasie, że społeczeństwo niestety coraz bardziej się starzeje, a co za tym idzie coraz mniej będziemy w stanie odizolować się od konsekwencji, jakie fakt ten ze sobą niesie…

Historia ta, choć słodko – gorzka, jak dla mnie, finalnie niesie w sobie mimo wszystko pozytywny przekaz. Pokazuje, że to, co najlepszego otrzymaliśmy od rodziców/opiekunów zostaje z nami i w nas już na zawsze, a jednocześnie nikt z nas nie jest niczyją własnością. Każdemu należy się szacunek, a bycie uważnym na potrzeby drugiej osoby na równi z własnymi jest ogromnie istotne. Niezwykle ważne jest także to, aby wsparcie, którego komuś udzielamy nie wywoływało w osobie wspieranej poczucia, że jest ona obciążeniem dla innych. Czasem wystarczy po prostu być...

Jeśli macie ochotę na lekturę, która skłoni Was do bardzo wielu przemyśleń to najnowsza książka Pana Jakub Bączykowskiego jak najbardziej wpisze się właśnie w takie oczekiwania. Ja sama zaś absolutnie nie wykluczam, że jeszcze kiedyś sięgnę po wcześniejsze publikacje autora.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 7 lutego 2025

„Ich życiorysy były różne, podobnie jak powody ich ucieczki..."

„Niepokorne” to najnowsza powieść autorstwa Sylwii Markiewicz. Książka ta była moim trzecim spotkaniem z twórczością pisarki i było ono równie udane, jak te poprzednie więc na pewno będą także kolejne.

Na kartach opowieści splatają się ze sobą losy trzech kobiet – Anety, Mileny i Justyny, które będąc na różnych etapach swojego życia i kierując się zupełnie innymi pobudkami, postanawiają w Sylwestra wybrać się w podróż, której celem dla każdej z nich jest zupełnie inna miejscowość.

Kobiety jadą w jednym przedziale i nieco ze sobą rozmawiają. Najbardziej skryta z nich jest najmłodsza – Justyna, która, jak dowiadujemy się w toku lektury, ma trudną rodzinną historię. Aneta to zabiegana i zapracowana mama trójki dzieci, choć ma kochającego męża to jest tak zarzucona wszelakimi obowiązkami, iż marzy o chwili oddechu w samotności. Milena natomiast to zaradna mama kilkuletniego Antosia, która postanawia uwolnić się od toksycznego partnera…

Podróż przebiega w spokojnej atmosferze, do czasu, gdy okazuje się, iż trakcja kolejowa uległa awarii i pociąg zatrzymał się w polach. Na szczęście po podróżnych mają zostać podstawione autobusy i tak się dzieje, więc nasze bohaterki wsiadają do jednego z nich za panią, którą widziały również w swoim pociągu.

Jednakże na skutek pewnych zawirowań okazuje się, że pomyliły autobusy i zupełnie dla nich niespodziewanie znalazły się w Gdańsku… Tak zaczyna się historia niezwykłej relacji i otwierania się na drugiego człowieka. Śledzimy losy bohaterek i coraz bardziej zagłębiamy się w ich życiowe historie.

Okazuje się, że dokładnie tak, jak wiele z nas czasem mają one ochotę rzucić wszystko i uciec, gdzie pieprz rośnie, bo czują się zwyczajnie przeciążone i przytłoczone. Chcą lepszego życia dla siebie i bliskich, a mimo to tak trudno poprosić im o pomoc, a nawet nie bardzo potrafią to zrobić.

Przymusowy pobyt nad morzem staje się dla każdej z nich szansą na refleksję nad własnym życiem i przewartościowaniem (lub dowartościowaniem) pewnych kwestii. Niestety jednak nawet tutaj dotykają je pewne komplikacje, o których dowiecie się z książki.

Jeśli chcecie bliżej poznać te trzy zupełnie różne kobiety i dowiedzieć się jak wiele mimo wszystko je ze sobą łączy, a oprócz tego ciekawi Was jak potoczyły się ich dalsze relacje oraz dokąd doprowadzą je kręte życiowe ścieżki i nieplanowany pobyt nad morzem to sięgnijcie po „Niepokorne”.

W tych kobietach można się przejrzeć niczym w lustrze, a podejmowane przez nie decyzje, dokonywane wybory oraz ich konsekwencje skłaniają czytelnika do zadawania samemu sobie wielu pytań i szukania na nie odpowiedzi.

Myślę, że w tej mocno refleksyjnej, ale również emocjonalnej lekturze każda z nas znajdzie coś o sobie i dla siebie. Chociaż książka ta skierowana jest głównie do pań, uważam, że również panowie mogliby odnaleźć w niej pewne cenne wskazówki dotyczące relacji rodzinnych, partnerskich etc., jeśli tylko zdecydują się ją przeczytać.

Jeżeli szukacie opowieści o korelacjach między ludźmi, które potrafią wiele zmienić, choć niekiedy nawiązują się w bardzo zaskakujących okolicznościach i o tym, że warto się przełamać i czasem poprosić o pomoc, bo często zwyczajnie zbyt dużo na siebie bierzemy to „Niepokorne” będą dla Was bardzo dobrym czytelniczym wyborem.

Polecam!


czwartek, 26 września 2024

" Czasami lepiej nie wiedzieć wszystkiego od razu, bo do odkrycia prawdy też trzeba dojrzeć..."


Wczoraj swoją premierę miała najnowsza publikacja Doroty Gąsiorowskiej pt. „Córka powietrza”.

Po raz kolejny na kartach swojej najnowszej powieści pisarka zabrała nas do magicznego świata, w którym teraźniejszość spotyka się z przeszłością.

Na kartach „Córki powietrza”, która stanowi jednocześnie drugą odsłonę serii Córki żywiołów poznajemy Avę. Młoda kobieta jest pisarką i aktualnie zmaga się z ogromnym zastojem pisarskim. W związku z tym, aby zmienić otoczenie, zgadza się zaopiekować domem rodziców, którzy na jakiś czas wyjeżdżają za granicę i w ten sposób osiada w Puszczy Zielonej. Początkowo niewiele się zmienia, aż do czasu, gdy Ava w urodzinowym prezencie otrzymuje tajemniczą rzeźbę od nieznanego nadawcy…

Posąg emanuje niesamowitym magnetyzmem przyciągając Avę do siebie coraz mocniej.

Drugą osią tej powieści jest historia Lalie Rousseau, która na kartach tej opowieści również snuje swoją opowieść od czasów dzieciństwa, poprzez młodość, aż po dorosłość, która również na różne sposoby jej nie oszczędzała.

Co połączy obie kobiety? Czy nić zasupłana w przeszłości może wpływać na to, co dzieje się obecnie?

Autorka oddała w ręce czytelników kolejną magiczną opowieść o przeznaczeniu, marzeniach, przyjaźni, ale również niespełnionej miłości, nietolerancji, wykluczeniu i niezrozumieniu.

W powieści nie brak także rodzinnych tajemnic, które rzecz jasna nie pozostają bez wpływu na życie bohaterów. Czy siła wzajemnych relacji przezwycięży bolesną i trudną prawdę? Czy w życiu zawsze najbardziej liczą się więzy krwi? – Odpowiedzi na te i wiele innych nasuwających się przy lekturze pytań znajdziecie na kartach „Córki powietrza”.

Jest to również historia o zaufaniu nie tylko w odniesieniu do innych ludzi, lecz także, a może nawet przede wszystkim do samego siebie. Pozwala ono na podążanie własną drogą bez względu na okoliczności, ponieważ tylko żyjąc w zgodzie ze sobą, jesteśmy w stanie odkryć i w pełni rozwinąć swój potencjał.

Czy Ava rozwikła sekret zagadkowego urodzinowego prezentu? Czy pokona niemoc twórczą? Co jeszcze przyniesie jej los?

Dajcie się uwieść tej magicznej, mozaikowej i niesamowicie barwnej lekturze. Niech opowieść o „Córce powietrza” stanie się dla Was wytchnieniem od codzienności. Dodatkowym atutem tej serii jest fakt, że jej tomy można czytać całkowicie niezależnie. Niemniej jednak polecam Waszej uwadze obie części, a na zachętę przypominam recenzję części pierwszej.

 


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 22 sierpnia 2024

"Ale czy to możliwe, że wszystko, co nas otacza, i my również, jest w jakiś sposób jednym?"

Jeśli znacie już twórczość Jakuba Małeckiego to myślę, że nie muszę Was namawiać do lektury jego najnowszej powieści, a jeżeli jeszcze nie znacie to polecam nadrobić.

„Korowód” to opowieść inna niż wszystkie dotąd napisane przez autora. To historia, w której elementy biograficzne misternie splatają się z literacką fikcją.

Postacie, które poznajemy w toku lektury przenikają do jej kolejnych części, gdyż łączy je ze sobą bardzo misterna nić. W ludzkim i egzystencjalnym korowodzie wszystko się ze sobą zazębia i współgra, choć nie zawsze jest to harmonijna i czysta melodia – dokładnie tak, jak w życiu.

Powieść skłania do refleksji nad istotą ludzką z jej fascynacjami, pragnieniami, marzeniami i tęsknotami. W „Korowodzie” Jakub Małecki w charakterystyczny dla swojej twórczości, subtelny i nieco zawoalowany, sposób ukazuje mistyczny krąg życia, który toczy się nieprzerwanie poprzez płynące wieki i kolejne pokolenia.

Pozycja sama w sobie niezbyt obszerna, jak zwykle w przypadku tego autora, a mimo to przepełniona niebagatelną esencją człowieczeństwa – wielowymiarowych emocji, uczuć, przeżyć i zachowań bohaterów.

Całość utkana finezyjnym, a jednocześnie wyrazistym językiem, z którego wyłaniają się obrazy, które każdy odbiorca może interpretować przez pryzmat własnych przeżyć i życiowych doświadczeń, a obserwacje te będą najzupełniej zgodne z jego postrzeganiem świata.

Korowód życia, a w nim postać chłopca składającego własny ewoluujący wciąż świat ze wszystkiego, co go otacza i mu się przydarza… Czy autor w taki sposób pokazuje samego siebie? Ta wiedza niech pozostanie wyłącznie jego słodką tajemnicą.

Jeśli szukacie nietypowej, lecz porywającej oraz chwytającej za serce i duszę opowieści wnikającej na długo w umysł czytelnika to proza Jakuba Małeckiego z całą pewnością wpisze się w takie właśnie oczekiwania.

Czy poprzez lekturę niniejszej publikacji dołączycie zatem do tytułowego „Korowodu”? Bo przecież życie i historia wciąż się toczą…

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *  

piątek, 28 czerwca 2024

Witajcie w całkiem nowej bajce... ;)

Na pewno doskonale już wiecie o tym, że co pewien czas sięgam po książki debiutantów. Tak właśnie było w przypadku „Przepraszam, bo ja pierwszy raz…”, którą miałam sposobność przeczytać dzięki uprzejmości autora.

Paweł Piliszko w swojej niezwykle humorystycznej, pełnej ironii i sarkazmu, lecz także dystansu do otoczenia i samego siebie opowieści ukazuje czytelnikom własne perypetie związane z wyjazdem i pobytem w sanatorium.

Książka dla wszystkich, którzy zamierzają, jako kuracjusze odwiedzić tajemniczą planetę nazwaną przez autora Sanatornią, a tym samym dołączyć do barwnego grona Sanatorian różnej maści. Jednakże Ci z Was, którzy poprzez literaturę mają ochotę podejrzeć życie na nieco innej orbicie śmiało mogą po nią sięgnąć.

Publikacja autora pod płaszczykiem opowieści bawiącej czytelnika do łez i wywołującej niekontrolowane wybuchy śmiechu przemyca bardzo wiele w gruncie rzeczy niezwykle istotnych i przydatnych informacji dla osób zupełnie nieobeznanych z sanatoryjną tematyką, panującymi na turnusie zwyczajami etc.

Jak się okazuje życie kuracjusza wcale nie jest tak łatwe, lekkie i przyjemne, jak mogłoby się wydawać… Zwłaszcza takiego, który jest bardzo mocno zdeterminowany na własne zdrowienie i poprawę kondycji…

Jakie pułapki i zaskoczenia czyhają na przeciętnego Sanatorianina? Odpowiedzi znajdziecie na kartach „Przepraszam, bo ja pierwszy raz…” Przemierzcie wraz z Pawłem Piliszko meandry Sanatorni, a gwarantuję Wam, że tej przygody nie zapomnicie na długo.

Zapiski z tego chwilami mega ekstremalnego na różne sposoby pobytu polecają się do lektury na lato, urlop, czy poprawę humoru. Przekonajcie się sami czy przedwyjazdowe ataki czarnowidztwa i podszytej stresem paniki były u autora zasadne i co ostatecznie dał mu niniejszy wyjazd.

Z czystym sumienie gwarantuję Wam świetną zabawę podczas lektury, bo sama ubawiłam się przy niej setnie.

Gratuluję Pawłowi Piliszko lekkiego pióra, umiejętności wciągnięcia czytelnika w snutą opowieść, ogromnego poczucia humoru i dystansu, który nadaje całej historii dodatkowo wyczuwalne „przymrużenie oka” w kierunku odbiorcy.

To jak, będziecie odważni i zakrzykniecie wraz z autorem „Przepraszam, bo ja tu pierwszy raz…”? Ze swojej strony serdecznie polecam Wam potowarzyszyć Pawłowi w jego „sanatoriowaniu”.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *   

czwartek, 28 marca 2024

"Gdy zapragniemy żyć w pełni słońca, nie tylko odrodzi się nasza nadzieja, ale i życie zaskoczy nas spełnieniem pragnień..."

Podobnie jak w poprzednim tekście dziś również opowiem Wam o zamknięciu pewnego cyklu, a jest nim Saga nadmorska napisana przez Dorotę Milli.

„Kobieta w słońcu” to trzeci tom niesamowicie mądrej, emocjonalnej i ciepłej trylogii o perypetiach trzech kobiet. Początkowo są one sobie całkowicie obce, a w toku lektury, na przestrzeni kolejnych tomów stają się najlepszymi przyjaciółkami, mimo iż różnią się od siebie właściwie wszystkim.

Tym razem pierwsze skrzypce otrzymuje Aletta, natomiast Eryka i Julia wciąż obecne w opowieści znajdują się nieco na drugim planie. Aletta z racji swojego zawodu i według mnie także określonych cech osobowości oraz charakteru zawsze skupiała się bardziej na innych niż na sobie… Taki stan rzeczy zaowocował zupełnym brakiem życia prywatnego kobiety.

Nasza psychoterapeutka powoli otrząsa się po śmierci mentora Bo i staje na własnych nogach. Coraz bardziej intryguje ją jednak ukryta w cieniach przeszłości Aniela, jak wszystko na to wskazuje, niespełniona miłość mentora.

Gdy Aletta coraz głębiej szpera w odległej przeszłości, w czym niestrudzenie pomaga jej znany z poprzednich tomów detektyw Wysocki, okazuje się, że historia Anieli jest bardzo mocno związana z przeszłością samej Aletty… Na jaw wychodzą wieloletnie przemilczenia matki kobiety, która chcąc chronić córkę przed trudną prawdą zataiła przed nią wiele spraw.

Podporą dla zagubionej pośród kolejnych odkrywanych faktów kobiety są jej niezawodne przyjaciółki. Wspierają one Alettę dobrym słowem oraz nienachalną, aczkolwiek odczuwalną obecnością.

Oczywiście losy Eryki i Julii także się w tym tomie domykają, a w ich codzienność na dobre wkraczają stabilizacja, spokój i „słoneczna aura”.

Dorota Milli na kanwie sytuacji życiowej, w jakiej osadziła Alettę pokazuje, jak poznanie prawdy o swoich korzeniach może wywrócić do góry nogami oparty na zdawałoby się solidnych fundamentach świat. Niemniej jednak drugą perspektywą tej sytuacji jest ocena postępowania matki – czy aby na pewno można jej dokonać jednoznacznie? Przeczytajcie i sami zobaczcie.

Jest to opowieść o przyjaźni, mierzeniu się z życiem, wychodzeniu na prostą, odnajdywaniu siebie i otwieraniu się na miłość.

Cała ta seria urzekła mnie swoim przekazem i w gruncie rzeczy pozytywnym przesłaniem. W związku z powyższym polecam Wam jej lekturę, a na zachętę zostawiam Wam moje recenzje poprzednich tomów:

 


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 7 lutego 2024

"Prawdziwa wdzięczność dotyczy zwykłych rzeczy." - Anthon St. Maarten

Bywają książki, które z różnych względów według mnie nie podlegają ocenie. Pozycja, o której dziś Wam opowiem, w moim mniemaniu, należy do kręgu takich właśnie pozycji. W związku z powyższym nie oceniłam jej na żadnym z portali, ani żadnej z książkowych witryn internetowych.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak ważna w ludzkim życiu jest wdzięczność? Najnowsza propozycja wydawnicza spod pióra Anny H. Niemczynow traktuje właśnie na ten temat.

Zaznaczyć należy, że w żadnym wypadku nie jest to typowy poradnik dotyczący systematycznego praktykowania szeroko pojętej wdzięczności. Książka ta zawiera 103 koszyki, w których autorka dzieli się z czytelnikami własnymi doświadczeniami z wieloletniego podążania ścieżką wdzięczności.

Autorka w sposób bardzo otwarty i szczery pisze o swoich wzlotach i upadkach w ww. praktyce. Nie koloryzuje, ani nie ubarwia, iż zawsze było/jest lekko, łatwo i przyjemnie. Nikomu niczego nie narzuca, ani nie nakazuje. Nakreśla jedynie jak najlepiej uczyć się bycia wdzięcznym na co dzień.

W „Słowach wdzięczności” znajdują się również puste strony – po każdym koszyku jedna – na których możemy wypisywać rzeczy/sytuacje, za które w danym dniu jesteśmy wdzięczni.

Książka ta ma w sobie ogromnie pozytywny, choć traktujący również o trudach życia przekaz. Zawarte w niej refleksje autorki mogą być przyczynkiem do własnych przemyśleń i pochylenia się nad swoimi życiowymi doświadczeniami, które stały się naszym udziałem na różnych etapach egzystencji.

Krótkie, acz treściwe teksty zawarte w koszykach mogą być dla czytelnika inspiracją do dokonania w swoim życiu zmian, które mogą odmienić codzienność na łatwiejszą do zrozumienia i udźwignięcia.

Pozycja ta może również stanowić motywację, do tego, aby się nie poddawać w trudniejszych momentach życia, a wręcz właśnie wtedy szczególnie szukać dookoła siebie dobra i pozytywów w każdej najdrobniejszej i z pozoru niewiele znaczącej chwili.

Książka skłania do zastanowienia nad poruszonymi w niej aspektami, a jednocześnie otula serce czytelnika jak ciepły koc. Daje nadzieję na to, że chociaż bywa trudno to jeszcze będzie dobrze i przepięknie, gdyż wdzięczność to klucz, który otwiera wiele drzwi.

Jeśli szukacie nietuzinkowej lektury, w której znajdziecie również przestrzeń do pracy nad sobą to serdecznie polecam Waszej uwadze „Słowa wdzięczności”. Myślę, że jeśli zdecydujecie się skorzystać chociaż z części zawartych w niniejszej książce wskazówek ubogaci to nie tylko Was samych, ale także Wasze otoczenie.


 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 12 stycznia 2024

"Teraz jest najważniejszą chwilą w życiu każdego człowieka."

Dzisiaj opowiem Wam o pewnej antologii, która ukazała się pod szyldem Wydawnictwa Literackiego w październiku ubiegłego roku. Jest to zbiór pięciu opowiadań nakreślonych przez 4 autorki oraz jednego autora.

Każdy z tych tekstów, choć rzecz jasna inny niż pozostałe, niesie w sobie spory ładunek odczuć, emocji i przemyśleń na wiele tematów. Na pewno mają one jednak dwie wspólne cechy: otulić czytelnika i umilić mu czas spędzony z poszczególnymi tekstami.

Mimo że, jak już wcześniej wspominałam, tematyka zebranych opowiadań jest różnorodna to niewątpliwie traktują one o ludziach, którzy borykają się z życiowymi trudnościami, mają głęboko skrywane kompleksy, czy poszukują siebie na nowo. Jak więc widzicie, autorzy ukazali swoje postacie w sposób wielowymiarowy, co sprawia, że czytelnikom tym łatwiej będzie się z nimi utożsamić.

Są to opowieści o miłości i przyjaźni, o budzącej się odwadze, o trudnym wychodzeniu z budowanej latami wewnętrznej skorupy i stopniowym, przepełnionym obawami bohaterki i ogromnym zaskoczeniem jej otoczenia otwieraniu się na zmiany… A także o tym, że rodzinne więzi potrafią, być ogromnie budujące – i wtedy należy z nich czerpać pełnymi garściami – lecz niekiedy bywają także deprymujące i wyniszczające – wówczas, choć bywa to bardzo trudne i bolesne, trzeba się od nich wyzwolić i znaleźć w sobie siłę, by stanąć na własnych nogach, podejmując samodzielne decyzje – bo najważniejsze jest to, co tu i teraz.

Jeśli macie ochotę na nieco krótsze formy, nad którymi również można się pochylić i rozważyć poruszone w nich zagadnienia, a być może nawet odnieść niektóre z nich do własnych życiowych doświadczeń to „Utkane z miłości” polecają się Waszej czytelniczej uwadze.

Pięcioro pisarzy posyła w stronę czytelników ciepłe myśli, wspierające, dodające otuchy i odwagi słowa, które ujęli w wykreowane przez siebie historie. W każdej z nich czuje się, iż jest ona stworzona z potrzeby serca, a bohaterowie na różne sposoby otrzymują tak potrzebne im oparcie lub impuls do przebudzenia.

Polecam Wam lekturę tej pozycji, bo choć sama po opowiadania sięgam stosunkowo rzadko to niniejszy zbiór skradł moje czytelnicze serce. Jest to nietuzinkowe połączenie pozornie lekkiego przekazu z bogactwem treści. Taka korelacja, choć z pewnością nie jest łatwa do osiągnięcia, w tej pozycji wyśmienicie się autorom udała.

Dajcie znać czy zamierzacie sięgnąć po tę antologię? Mam nadzieję, że udało mi się Was choć trochę ku temu zachęcić, ponieważ jest ona naprawdę warta uwagi i poświęconego jej czasu.

Życzę Wam zatem przyjemnej i satysfakcjonującej lektury.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *