środa, 9 grudnia 2015

Czas, jak fortuna - kołem się toczy


Powieści autorstwa Hanny Cygler obecne są na mojej czytelniczej ścieżce już od dłuższego czasu. Gdy tylko natknęłam się na informację, że w marcu bieżącego roku nakładem Domu Wydawniczego Rebis ukaże się wznowienie wydanej po raz pierwszy w roku 2007 książki pt. „Czas zamknięty” było dla mnie kwestią wręcz oczywistą, że po nią sięgnę.

Jest rok 1939 - poznajemy młodego Włodka Hallmana, który po śmierci ojca mieszka wraz z siostrą Laurą oraz przybrana matką Helen w Wolnym Mieście Gdańsku. W przededniu II Wojny Światowej panuje coraz bardziej napięta sytuacja, dlatego też Helen chce wraz z dziećmi wyjechać do Anglii, do swojego ojca.

Włodek początkowo nie chce o niczym słyszeć, gdyż mimo, że jego marzeniem są podróże to nie w smak mu akurat teraz opuszczać dom i swoją pierwszą, młodzieńczą miłość Krysię.
Tuż przed wyjazdem chłopaka młodzi spędzają ze sobą upojną noc. Niestety na skutek psikusa jakiego dopuszczają się względem nich miejscowe dzieciaki zamykając parę w szopie nasz bohater spóźnia się na statek płynący do Anglii i w na skutek tego zostaje sam w mieście… Tak rozpoczyna się całe mnóstwo perypetii Włodka, który ze względu na swoje skomplikowane korzenie nie ma w ówczesnych czasach łatwego życia.

Musi walczyć o przetrwanie na różnych polach. Śledzimy więc jego pogmatwane losy, z zapartym tchem. Wielokrotnie zmienia swoją tożsamość, by przeżyć w rozgorzałej już na dobre wojennej zawierusze… Na szczęście na swojej drodze spotyka również życzliwych ludzi, jak choćby dawny przyjaciel ojca doktor Marszewski.

Poznajemy też losy sporego grona osób, z którymi życie styka naszego bohatera. Pewnego dnia na jego drodze staje Lila rudowłosa piękność (chociaż początkowo bardzo wymizerowana na skutek wielomiesięcznego ukrywania się wraz z przyjaciółmi w ziemiance). Młody Hallman wraz ze swoim przyjacielem Feliksem pomagają ukrywającym się. W ten oto sposób z biegiem czasu, na skutek różnych życiowych zawirowań, o których dowiecie się z kart powieści między Włodkiem, a Lilą wybucha gorące i niepohamowane w swej mocy uczucie.

Książka ta nie jest jednak z całą pewnością ckliwym romansem. Opowiada ona o losach ludzi na tle wojennej pożogi, o represjach wobec Żydów i wywózkach na Syberię.
Jest to opowieść o egzystowaniu w niezwykle trudnych czasach, pełnych lęku o życie własne i swoich najbliższych. Autorka ukazuje w niej wiele dramatycznych wyborów, przymusowych rozstań i traumatycznych przeżyć.

Historia ta nie epatuje jednak tragizmem, ukazuje czytelnikowi bohaterów, którzy pomimo realiów, w jakich przychodzi im żyć, a zaznaczyć trzeba, iż są one bardzo niestabilne, w miarę możliwości starają się układać sobie możliwie jak najbardziej normalne życie, w którym jest miejsce  na przyjaźń, miłość, bliskość, cieszenie się każdym najdrobniejszym chociażby okruchem codzienności.

Hanna Cygler jak zwykle po mistrzowsku splata ze sobą tematy niezwykle trudne i bolesne z codzienny życiem zwykłych ludzi, które nie szczędzi im rozmaitych wydarzeń i wielobarwnej gamy przeżywanych na swój sposób przez każdego z bohaterów emocji.

Polecam. A sama niebawem zabieram się za wznowienie tomu drugiego niniejszej historii, który nosi tytuł „Pokonani”.      
   

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Między Niemcami i Polską...



Po raz pierwszy z twórczością Pani Iwony Menzel spotkałam się w roku 2014 przy okazji lektury „Szeptuchy”. Kiedy więc w zapowiedziach wydawniczych ukazała się informacja o wznowieniu przez Wydawnictwo MG książki „W poszukiwaniu zapachu snów” opatrzonej miłą dla oka okładką oraz kuszącym opisem, jaki na niej widnieje postanowiłam sięgnąć po raz drugi po literaturę autorki.

Bohaterką powieści jest mieszkająca na stałe w Niemczech kobieta, samotnie wychowuje ona dziesięcioletniego Jana. Krążąc pomiędzy Polską, a Niemcami lat 90-tych snuje rozważania na temat swoich bardziej lub mniej udanych związków, które i tak finalnie kończą się fiaskiem…
Najnowszą fascynacją naszej bohaterki jest Josh. Czytając o nim odniosłam wrażenie, iż jest on wymuskanym amantem, który pojawia się i znika w zależności od tego, jak w danej chwili akurat jest mu wygodnie.

Oprócz perypetii natury damsko – męskiej nasza bohaterka ukazuje nam swoją ogromną pasję, którą są konie.  Dzięki opisywanym przez autorkę przygodom głównej bohaterki z charakterną Lukrecją momentami lektura staje się dosyć zabawna.

W książce mowa jest również o przyjaźni, poszukiwaniu miłości, wpływie rodzinnych więzów na nasze życie bez względu na to gdzie i na jakim etapie swojego życia aktualnie się znajdujemy.

Tłem do dywagacji snutych w opowieści jest sytuacja społeczno- ekonomiczna panująca w burzliwych latach 90-tych tj. czasach kiedy w Polsce obalona zostaje komuna,  upada mur berliński, a Niemcy dążą do zjednoczenia.

Chociaż mnie opowieść ta nie porwała, a czytając ją często miałam wrażenie, iż jest ona zlepkiem różnych historii połączonych postacią głównej bohaterki, wcale nie jest wykluczone, że dla kogoś z Was okaże się ona interesująca i spotka się w Waszych oczach z całkowicie odmienną niż moja interpretacją – w końcu ilu czytelników, tyle opinii.
   

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu MG.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *


piątek, 4 grudnia 2015

Życie nie zaw­sze porównywalne do baj­ki


„Inna bajka” to już trzeci tytuł autorstwa Katarzyny Bulicz – Kasprzak, jaki przeczytałam.

Karolinę Jabłońską, studentkę ostatniego roku chemii poznajemy w chwili, gdy orientuje się ona, że najprawdopodobniej jest w ciąży. Zaznaczyć należy, iż ciąża ta jest nieplanowana - stan ów jest efektem zaledwie jednej płomiennej nocy…

Jako, że nasza bohaterka lada moment kończy studia i ma skonkretyzowane plany na swoją przyszłość początkowo ma jeszcze niewielkie złudzenia, co do tego, że jednak nie nosi pod sercem dziecka. Wizyta u lekarza pozbawia ją jednak tej płonnej nadziei.

Świat młodej kobiety ulega całkowitej reorganizacji, a ona sama czuje się bardzo zagubiona i pozbawiona perspektyw na przyszłość. Postanawia nic nie mówić ojcu dziecka, a decyzję tę podejmuje z dwóch powodów. Po pierwsze słabo zna Rafała obawia się więc reakcji młodego mężczyzny na tak ważkie informacje, a po drugie wie, że Rafał podoba się jej przyjaciółce i wygląda na to, że zaczyna ich ze sobą łączyć coraz poważniejsza relacja.

Książka podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich opisuje perypetie bohaterki w każdym kolejnym miesiącu ciąży – zaczynając od rozdziału noszącego tytuł Poczęcie, a kończąc na fragmencie zatytułowanym Rozwiązanie.

Taki układ powieści ma wg mnie wymowę symboliczną. Autorka ukazała w ten sposób niemalże krok po kroku wiele trudów i radości, jakie przez 9 miesięcy stają się udziałem przyszłej mamy.

Zaznaczyć jednak należy, iż w „Innej bajce” poznajemy nie tylko losy Karoliny.
Śledzimy również różnorodne perypetie jej przyjaciół: Ani, Kingi, jej narzeczonego Tomka i zakochanego w Kindze na zabój Piotra.

Perturbacje pozostałych postaci bywają bardzo skomplikowane, a życie niektórych z nich także zmienia się o 180 stopni – o co dokładnie chodzi dowiecie się sięgając po tę książkę.

Jest to opowieść o przyjaźni, miłości oraz przewartościowywaniu swojego życia. Na przykładzie Karoliny mamy możliwość przypomnieć sobie, że niekiedy to co na pierwszy rzut oka wydaje nam się totalną katastrofą w ostatecznym rozrachunku może okazać się naszym największym szczęściem.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 3 grudnia 2015

Po raz drugi w Argentynie



Podczas tegorocznych Targów Książki w Krakowie swoją premierę miał drugi tom sagi argentyńskiej, który Sofia Caspari zatytułowała „W krainie srebrnej rzeki”.

W powieści śledzimy dalsze losy bohaterów poprzedniej części, a także poznajemy nowe postacie i ich zawiłe perypetie.
Po raz kolejny znajdujemy się w XIX-wiecznej Argentynie, gdzie życie opisywanych przez autorkę ludzi toczy się bardzo różnymi meandrami.

W książce nie zabrakło nowych wątków jak np. zakazana miłość Miny i Franka, czy też walka o przetrwanie Corazon i Blanki w mrokach najstarszego zawodu świata…

Przyglądamy się także życiu Marleny i Estelli, które w tym tomie są już młodymi kobietami. Stopniowo odkrywają one swoje marzenia, które nie zawsze są zgodne z tym, czego pragnęli by dla nich rodzice.
Nasze bohaterki zakochują się co niestety nie wpływa zbyt dobrze na ich przyjaźń. Jednakże z czasem kryzys zostaje zażegnany i obie kobiety wspierają się nawzajem, zwłaszcza w momentach, gdy ich życie nie układa się tak, jak to sobie wymarzyły.

Książka ta podobnie jak jej poprzednia część porusza wiele różnorodnych zagadnień. Autorka w sposób niezwykle barwny przedstawia je z perspektywy różnych bohaterów poprzez pryzmat doświadczeń jakie przyniosło im w przeszłości i nadal niesie ze sobą życie.

Jest to powieść ukazująca różne aspekty ludzkiej egzystencji. Opowiada ona między innymi o miłości, która nie zawsze spełnia nasze oczekiwania, o przyjaźni, która bywa trudna, o spełnianiu marzeń, za które czasem płacimy wysoką cenę.

Autorka naświetliła w niej także w sposób dosyć szeroko zakrojony sytuację polityczną, a także społeczno – gospodarczą ówczesnej Argentyny dzięki czemu historia ta nabiera dodatkowego realizmu.

Zapraszam Was więc do Krainy srebrnej rzeki, niech ta wielobarwna powieść oderwie Was od szarości jesienno - zimowych dni!

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 12 listopada 2015

W poszukiwaniu lepszego jutra


Pod koniec czerwca bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Otwarte ukazał się pierwszy tom sagi argentyńskiej autorstwa Sofii Caspari.
„W krainie kolibrów”, bo taki właśnie tytuł nosi pierwsza odsłona niniejszej sagi, to powieść niesamowicie wielowątkowa, napisana barwnym i przystępnym językiem.

Latem 1863 roku Anna Weinbrenner wsiada na statek o nazwie Kosmos, by na jego międzypokładzie wyruszyć w podróż ku lepszemu życiu, a także na spotkanie z rodziną, która od roku przebywa już w Argentynie.

Na statku nasza bohaterka poznaje między innym bardzo ją intrygującego mężczyznę imieniem Julius oraz Viktorię, która jest jego dobrą znajomą.
Kobiety mimo, iż pochodzą z kompletnie odmiennych i nieprzystających do siebie światów podczas długiego i trudnego rejsu zaprzyjaźniają się.

Gdy statek przybija do Buenos Aires drogi trojga współpasażerów rejsu rozchodzą się.
Anna zastaje swoją rodzinę w dużo gorszej niż się spodziewała kondycji zarówno finansowej jak i fizycznej.
Niemieccy emigranci żyją właściwie w nędzy mimo, iż na tej ziemi obiecywano im możliwość rozpoczęcia nowego, lepszego życia…

Śledzimy losy Anny, która dokłada wszelkich starań, aby choć odrobinę poprawić sytuację swoich najbliższych. Nie jest to jednak łatwe, gdyż ojciec kobiety popadł w nałóg alkoholowy, matka i siostra są dosyć bierne w odniesieniu do realiów, w jakich żyją, a mąż Anny - Kaleb powoli gaśnie, gdyż od pewnego już czasu cierpi na suchoty.

Nasza bohaterka podejmuje się różnorodnych często męskich, a co za tym idzie ciężkich fizycznie zajęć. Nawet kiedy okazuje się, że jest w ciąży stara się tak długo jak tylko jest to możliwe ukrywać swój stan przed pracodawcą.
Niestety Kaleb umiera tuż przed narodzinami córeczki co jeszcze bardziej komplikuje życie Anny, ponieważ zostaje sama z małą dziewczynką i kilkuosobową rodziną do utrzymania…

Na kartach powieści spotykamy również ponownie Viktorię, której egzystencja wydaje się wręcz sielanką. Młoda kobieta żyje w przepychu i bogactwie na jednej z tzw estancji o nazwie Santa Celia.    
Chociaż materialnie niczego jej nie brakuje czuje się ona bardzo samotna żyjąc pod jednym dachem z ciągle zajętym interesami teściem, jego wyrachowaną i niezwykle apodyktyczną żoną oraz swoim mężem Humbertem, który z kolei jest całkowicie uległy wobec swojej matki.

„W krainie kolibrów” to opowieść o marzeniach dotyczących lepszego życia, a także o determinacji w dążeniu do osiągnięcia tego celu pomimo wielu przeciwności i spadających na bohaterów nieszczęść.  Książka mówi również o potrzebie kochania i bycia kochanym, które każdy z nas w sobie nosi, bez względu na status majątkowy czy społeczny. Sofia Caspari porusza w niej bardzo wiele różnych tematów takich jak np. emigracja w poszukiwaniu lepszych warunków życia, samotność, nędza, różnice klasowe czy etniczne i wiele, wiele innych, o których dowiecie się, gdy zajrzycie na karty tej książki.

Dodatkowym atutem powieści są bardzo umiejętnie wykreowane przez autorkę postacie, których wielorakie portrety psychologiczne są równie zajmujące, jak i cała zaprezentowana opowieść. Mimo, iż powieść jest obszerna składa się bowiem z ponad 600 stron czyta się ją płynnie i w miarę szybko.

Jeśli więc macie ochotę poczuć klimat XIX- wiecznej Argentyny, a mało tego zanurzyć się w pełną różnorodnych emocji i rodzinnych sekretów lekturę, w której wiele kwestii często ostatecznie nie wygląda tak, jak nam się początkowo wydaje ta książka zdecydowanie jest dla Was.

Polecam ten tytuł, a sama jestem aktualnie w trakcie lektury tomu II, który miał swoją premierę w drugiej połowie października. Jako ciekawostkę dodam, iż miałam przyjemność spotkać Sofię Caspari podczas tegorocznych 19 Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.
    

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

wtorek, 10 listopada 2015

I Ty możesz podać łapkę - nie ma czego się bać



Książeczka „Podaj łapkę, misiu” jest już trzecią publikacją autorstwa Krystiana Głuszko. Po „Spektrum” i „Szukaj mnie wśród szaleńców” autor postanowił zwrócić się w kierunku najmłodszych czytelników.

Głównym bohaterem jest Miś imieniem Kostuś, który jest bardzo wyjątkowym misiem. Kostuś bardzo lubi układać klocki i czytać książeczki, najlepiej czuje się we własnym towarzystwie. Ze względu na ten właśnie fakt, mimo, iż ma on ogromne serduszko jest nie rozumiany i często odtrącany przez otoczenie.

Pewnego dnia nasz puchaty miś poznaje Kubę – zajączka, który staje się jego przyjacielem. Pomimo, że zajączek nie zawsze rozumie zachowania Kostka jest przy nim zawsze. Nasz miś natomiast dzielnie, w bardzo prostych i szczerych słowach stara się objaśniać przyjacielowi czego nie lubi, co go drażni, czego się boi etc.

Książeczka ta w swej prostocie ma niesamowitą wartość edukacyjną zarówno dla dzieci mających zespół Aspergera (bo to właśnie o jego objawach mamy szansę dowiedzieć się nieco na przykładzie Kostusia) i ich rodziców lecz także dla środowisk, w których oni funkcjonują. Z całą pewnością okaże się ona również nieocenioną pomocą w pracy psychologów, pedagogów i terapeutów, który na co dzień stykają się z osobami zmagającymi się z Aspergerem.

Jest to opowieść o akceptacji, bo choć ludzie z Aspie mają nieco inny, rzec by można bardziej wyostrzony - a przez to dla przeciętnego człowieka mogący wydawać się nader zaskakującym - odbiór otaczającego ich świata to absolutnie nie są oni w żaden sposób gorsi od pozostałej części społeczeństwa.

Tak samo jak każdy z nas kochają, mają marzenia, które z powodzeniem realizują i pomimo tego, że na co dzień zmagają się z trudnościami jakie niosą ze sobą zaburzenia, na które cierpią, osoby tę mają w sobie ogromną wolę życia i walki o to, by żyć najbardziej normalnie jak to tylko możliwe.

A namacalnym dowodem na to niech będzie dla Was postać autora, który sam zmaga się zespołem Aspergera, a jednocześnie każdego dnia walczy z ograniczeniami by żyć pełnią życia na wielu polach. Krystian ma wspaniałą rodzinę – żonę i córeczkę; realizuje się pisząc książki i angażując się nieustannie w różnego rodzaju aktywności. Poprzez swój blog: Zaburzony Świat Krystiana, znajdujący się pod adresem: http://krystian-robert.blogspot.com/ pomaga on bardzo wielu ludziom borykającym się z różnego rodzaju problemami i życiowymi zakrętami. Dzieje się tak zapewne dlatego, iż pomimo własnych trudności Krystian potrafi słuchać, a mało tego wczuć się w sytuację drugiej osoby.

Książeczka „Podaj łapkę misiu” ukazała się nakładem Wydawnictwa Alegoria, a ilustracje do niej wykonała Beata Kulesza-Damaziak.

Ze swej strony pragnę raz jeszcze pogratulować autorowi otwartości i odwagi w niesieniu pomocy innym poprzez własne doświadczenie. Krystianie - Twoja postawa jest niezbitym dowodem na to, iż : Moc w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9).
Bardzo się cieszę, że mam przyjemność znać Cię osobiście :).

czwartek, 5 listopada 2015

Wspom­nienia upiększają życie...


Powieści autorstwa Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk mają już rzesze wiernych czytelników, a mało tego wciąż zdobywają nowych.
Sama zaliczam się do tego grona i zawsze z ogromną niecierpliwością czekam na kolejną książkę Pani Małgorzaty, po którą rzecz jasna sięgam, gdy tylko jest to możliwe.
Najnowsze „Kalendarze” są zupełnie inne niż to, co do tej pory proponowała nam autorka, jednakże i tym razem się nie zawiodłam.

Bohaterką powieści jest Dziewczynka, alter ego autorki, którą poznajemy w przełomowym dla niej momencie – w pewien październikowy poranek dowiaduje się ona, iż właśnie została starszą siostrą.

Dzięki wspomnieniom autorki, bo to one są główną bazą „Kalendarzy” czytelnik ma szansę dokonać swego rodzaju retrospekcji. Zobaczyć oczyma Dziewczynki świat, którego dzisiaj już nie ma. W owym świecie, choć nie brak codziennego trudu, znoju, a niejednokrotnie również biedy wszystko ma swój czas i swoje miejsce.

Istnieją pewne praktyki, które charakteryzowały okres PRL-u. Dzięki niniejszej książce nieco starsi czytelnicy będą mieli okazję odrobinę powspominać tamte czasy. Młodsi odbiorcy natomiast będą mieć szansę przeczytać np. o tym, jak odbywało się  świniobicie bardzo popularne w owym okresie, gdyż dawało ono pewien rodzaj samowystarczalności konsumpcyjnej. Jak również o tym, że dawniej pościel zanoszono do magla - o czym dzisiaj w dobie niemnących materiałów etc dziś już mało kto pamięta.

Na tle bardzo wielu różnorodnych obrazków z dawnych lat obserwujemy jak Dziewczynka dorasta, staje się coraz bardziej dojrzała i odpowiedzialna. Autorka w sposób bardzo barwny ukazuje jej ciekawość świata, a także pełne ciepła relacje rodzinne.

W opowieści nie brakuje także fragmentów rzec można humorystycznych. Natrafiamy na epizody z czasów przedszkolnych, kiedy to Dziewczynce np. wręcz nie mieści się w głowie co przyjemnego jest w całowaniu i jak dorośli mogą robić coś tak odrażającego.

Cała powieść jest pełna ciepła i nostalgii za mimo wszystko beztroskim czasem dzieciństwa, a także za najbliższymi, którzy odeszli…
Należy również zwrócić uwagę na wplecione w snutą przez autorkę opowieść, króciutkie rozdziały dotyczące teraźniejszości. Chociaż według mnie są one dosyć melancholijne i przepełnione zadumą nad nieustannie mijającym czasem, to zapewne właśnie te fragmenty w dużej mierze stały się jedną z przyczyn powstania „Kalendarzy” w takiej formie jaką otrzymaliśmy do ręki jako czytelnicy.   

Polecam.    

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.



środa, 4 listopada 2015

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.

 

„W kolejce po życie” to druga powieść w dorobku literackim Katarzyny Archimowicz. Natomiast jeśli chodzi o mnie książka ta była moim pierwszym zetknięciem z twórczością autorki, gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych okładkę tej publikacji oraz jej tytuł, a następnie zapoznałam się z okładkowym opisem wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Na początku poznajemy Ewę, która dowiaduje się, iż jej mąż Leszek uległ wypadkowi samochodowemu i w chwili obecnej przebywa w szpitalu w stanie śpiączki. Kobieta jest zdruzgotana tymi informacjami, chce być blisko Leszka, więc wyrusza w podróż z Krasnobrodu do Ciechocinka, gdzie jest on hospitalizowany.

Na miejscu jest zupełnie sama i nie bardzo wie co ze sobą począć. Z pomocą przychodzi jej doktor zajmujący się Leszkiem. Krzysztof daje jej wizytówkę pensjonatu, w którym Ewa może się zatrzymać. Jak dowiadujemy się w toku lektury, jest to dom jego ciotki – Konstancji, bardzo żwawej, tryskającej energią i poczuciem humoru staruszki.

Ewa większość czasu spędza przy mężu w szpitalu. Mimo, iż baronowa, u której nasza bohaterka obecnie mieszka jest dla niej bardzo miła i serdeczna nasza bohaterka czuje się bardzo samotna w nowym, obcym dla niej otoczeniu, zwłaszcza, że stan Leszka nie poprawia się, a wręcz odwrotnie - pogarsza…

Stopniowo relacja Ewy i Krzysztofa, który jest osobą bardzo skrytą, przechodzi ze statusu oficjalnego tzn. lekarz – żona pacjenta w stosunki bardziej przyjacielskie na gruncie prywatnym.

Książka nie jest jednak błahym romansem. Opowiada o ludziach, którzy wiele w życiu przeszli, a ich świat rozpadł się przy tym na kawałki. Bardzo wiele czasu i wysiłku wymaga od nich jako takie stanięcie ponownie na nogi, nie mało kosztuje ich także bardzo żmudny i powolny proces otwierania się na drugą osobę…

Jest to powieść o miłości, przyjaźni, utracie bliskich, podejmowaniu wielu trudnych egzystencjalnych decyzji. Opisany został w niej także bardzo bolesny proces zmagania się z żałobą i odnajdywania na nowo sensu życia po starcie.

Nie tylko główni bohaterowie tej opowieści mają tu dużo do przekazania. Autorka w sposób bardzo misterny utkała również inne bardzo interesujące postacie jak np. wspomniana już wcześniej baronowa Konstancja, która jest uosobieniem radości i korzystania z uroków życia pomimo wieku. Czy chociażby Maria – kobieta o niebywałym harcie ducha, która nie poddaje się pomimo kłód rzucanych jej pod nogi przez ciężką chorobę.

Jeśli macie ochotę zapoznać się z tą tylko pozornie lekką historią, która niesie ze sobą wiele ważnych przesłań, a także zaprzyjaźnić się z jej wielowymiarowymi i bardzo różnorodnymi bohaterami oraz zapoznać się ze skrywanymi przez nich sekretami, które z całą pewnością odmienia życie nie tylko ich samych lecz również osób na różne sposoby im bliskich ta książka jest właśnie dla Was.

Polecam!   

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję autorce Pani Katarzynie Archimowicz.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Pomiędzy miłość i śmierć wpleść anegdotę o istnieniu

 


Bywają takie książki, które nie sposób ocenić, a jeszcze trudniej opisać emocje, jakich doświadcza się podczas ich lektury, a także po jej zakończeniu… Jedną z tego typu pozycji jest niewątpliwie „Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa”.

Autorką niniejszej opowieści, która jest historią prawdziwą, jest matka Juliusa – Constanze Bohg. Pewnego dnia okazuje się, iż wraz z mężem Tiborem spodziewają się upragnionego potomka, którego tak bardzo wyczekiwali. W świetle tak radosnej nowiny świat nabiera dla Bohgów oraz ich bliskich tęczowych barw. Jednak ich radość nie trwa długo, gdyż w trakcie kontrolnego badania dowiadują się, że dziecko cierpi na niezwykle rzadką wadę tzw. przepuklinę mózgową potyliczną. Schorzenie to występuje na tyle incydentalnie, a zarazem jest tak poważne, iż lekarze nie są w stanie podać jednoznacznych rokowań. Wiadomo jedynie na pewno, że życie chłopca będzie bardzo krótkie zakładając, iż w ogóle przeżyje on poród…

Po tych informacjach życie Constanze i Tibora w ułamku sekundy legnie w gruzach. Przed małżonkami staje konieczność nie tylko pogodzenia się z faktem, że ich synek jest bardzo ciężko chory, mało tego, muszą oni podjąć dramatyczną decyzję czy mimo wszystko kobieta zdecyduje się donosić ciążę czy też ze względów medycznych ją przerwać…

U Bohgów następuje okres buntu przeciw nieubłaganym faktom. Biją się oni z myślami, ciągle walczą również ze skrajnymi emocjami od euforii wywołanej świadomością, iż Constanze nosi pod sercem synka, aż po bezdenną rozpacz na myśl o tym, że najpewniej bardzo szybko go stracą. Nie opuszcza ich także dojmujące poczucie wewnętrznego rozdarcia pomiędzy wartościami moralnymi, jakimi od zawsze się kierują, a dobrem dziecka oraz zdrową dbałością o własną psychikę…

Małżonkowie świadomie, na czas podejmowania tej bodaj najtrudniejszej w ich życiu decyzji, całkowicie izolują się od rodziny i przyjaciół. Proces dokonywania tak dramatycznego wyboru jest powolny i niebywale bolesny. Constanze i Tibor przepracowują wiele swoich odczuć, weryfikują różne aspekty wyznawanego dotąd światopoglądu i niejednokrotnie zderzają się sami w sobie z własnym najintymniejszym i najpilniej strzeżonym i skrywanym przed innymi osobami wnętrzem…

Po 4,5 tygodnia zapada najważniejsza dla Bohgów decyzja… Nie zdradzę Wam co postanowili Constanze i Tibor, aby się tego dowiedzieć sięgnijcie do tej niezwykłej książki. Napiszę Wam tylko drodzy czytelnicy, iż historia rodziny Bohgów to istny wulkan emocji, jest to opowieść o sile miłości, odwadze i determinacji, którą każdy z nas w sobie nosi, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

„Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa” to opowieść nie tylko wzruszająca i momentami rozdzierająca serce. To również ciepła i pomimo wszystko przetykana radością historia o tym, że miłość jest w stanie rozjaśnić nawet najczarniejszą życiowy otchłań rozpaczy i beznadziei.

Polecam, gdyż ta książka pozostanie w Was na długo, możliwe, że nawet na zawsze…

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Święty Wojciech.

sobota, 31 października 2015

#Apel

Wydawnictwo literackie WAM organizuje akcję zbiórki pieniędzy na zakup książek brajlowskich w Ośrodku dla dzieci Niewidomych i słabowidzących w Krakowie.

Więcej na ten temat znajdziecie w linku poniżej:

czwartek, 29 października 2015

Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy?


 To już druga książka autorstwa Ebena Alexandra, która miałam sposobność przeczytać; została ona napisana we współpracy z Ptolemy’m Tompkinsem. Na kartach „Mapy nieba” powracamy ponownie do tematyki doświadczeń z pogranicza życia i śmierci, które stały się udziałem samego autora, jak również osób, których świadectwa umieszczone zostały w tej publikacji.

Kwestie dotyczące zaświatów,  istnienia życia pozagrobowego i wszelakich związanych z tą tematyką zagadnień od wieków były i nadal są wciąż tak samo fascynujące i niezgłębione dla wielu ludzi na całym świecie.

W swojej najnowszej książce autor nie tylko przypomina swoje własne doświadczenia, o których pisał w swoim poprzednim dziele lecz również dotyka bardziej filozoficznego aspektu tychże zagadnień zderzając ze sobą dwie filozofie: Arystotelesa i Platona.

Dla czytelników, którym bliska jest znajomość tych opcji książka z pewnością okaże się interesująca i bardzo merytoryczna. Natomiast dla przeciętnego czytelnika, do jakich grona ja również się zaliczam może okazać się ona nieco męcząca ze względu na dużą ilość odniesień stricte naukowo-filozoficznych.

Jak już wcześniej wspomniałam jeśli chodzi o mnie osobiście to wystąpiła właśnie ta druga opcja. „W mapie nieba” w moim odczuciu zbyt mało jest świadectw, które uchylają nam rąbka tajemnicy jaką są zaświaty.  Takie opowieści zajmują zaledwie niewielką część całej książki.

Jeśli jednak pociąga Was tematyka, poruszana przez autora zajrzyjcie na karty tej książki i zapoznajcie się z jego przekazem, niewykluczone bowiem, iż akurat dla kogoś z Was merytoryczność „Mapy nieba” oraz tak głęboko naukowo – filozoficzne podejście do omawianych zagadnień okażą się jednymi z wielu jej atutów.     

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

środa, 28 października 2015

Zajrzeć na drugą stronę...


W dzisiejszym pełnym pośpiechu i pogoni za dobrami materialnymi światem kwestie wiary w istnienie Absolutu spychane są na dalszy plan, a szeroko rozwinięty i wciąż toczący się postęp techniczny sprzyjają tendencjom do wyłącznie naukowego wyjaśniania w zasadzie każdej kwestii...

Autor niniejszej książki jest uznanym neurochirurgiem, wspaniałym mężem, ojcem i przyjacielem lecz także sceptykiem w sprawach duchowych. Gdy jednak w niewytłumaczalny sposób sam nagle zapada na tajemniczą chorobę, która powoduje, iż na kilka dni zapada w śpiączkę, a jego szanse na przeżycie i powrót do pełni sił systematycznie maleją jego dusza doświadcza czegoś niezwykłego, co zupełnie odmienia Jago podejście do tematu życia po życiu...

Historia Ebena Alexandra jest świadectwem, w którym stara się on możliwie jak najwierniej oddać to, co przeżył jego duch w chwili gdy ciało było właściwie martwe, gdyż nie reagowało na żadne zewnętrzne bodźce... Podkreśla także ogrom wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół, którzy swoją nieustanną obecnością przy jego szpitalnym łóżku poniekąd sprawili, że jednak wrócił ze swojej podróży w zaświaty i dziś jest całkowicie zdrów, a swoją historią dzieli się z innymi...

Książka ta jest według mnie ogromnie wartościowa zarówno pod względem etycznym jak też psychologicznym... Autor z całą mocą potwierdza, iż istnieje nie tylko życie tu na ziemi, lecz także coś znacznie doskonalszego i wszechogarniającego, a każdy z nas jest tego częścią choć rzadko sobie to uświadamiamy... Czytając jego relację nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nauka i technika nie są w stanie zgłębić i wyjaśnić wszystkiego, a wszechświat jest znacznie bardziej skomplikowany (a zarazem niesamowicie prosty) niż nam się na co dzień wydaje...

Pragnę podziękować Wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Gorąco polecam!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 26 października 2015

W czasach mrocznych i mglistych...


Autor w swojej powieści opisuje losy 17-letniej mieszkanki Leningradu oraz jej rodziny. Sonia, bo takie właśnie imię nosi nasza bohaterka jest zdeklarowaną komunistką. Należy najpierw do młodzieżowego Komsomołu, a następnie do partii. Do pewnego momentu bardzo mocno wierzy w słuszność idei komunizmu oraz pozytywną patriarchalność Stalina.
 
Jednakże z biegiem czasu oraz wydarzeń zachodzących w rodzinie dziewczyny jak również dziejących się dookoła niej owa niemalże bezgraniczna ufność zaczyna stopniowo podupadać.
Gdy Sonia coraz intensywniej zaczyna dostrzegać wszechobecny terror, głód, śmierć, zamykanie w więzieniach i rozstrzeliwanie bez procesów, a wszystko to zazwyczaj za niewinność jej złudzenia dotyczące komunizmu i wodza Stalina rozwiewają się, a postawa zaczyna się zmieniać.
Życie tej młodej kobiety toczy się bardzo różnymi kolejami, jej udziałem staje się ogrom trudnych i niejednokrotnie niezrozumiałych doświadczeń.

 
W niniejszej powieści, która jest niesamowicie mroczna znalazło się jednak również miejsce na pozytywne uczucia takie jak miłość czy przyjaźń.
 
Jeśli chcecie poznać zawikłane losy Soni oraz pozostałych bohaterów zapraszam Was do tej niełatwej lektury. Mnie samej bardzo trudno jest ją oceniać ze względu na to, że liczyłam bardziej na opis ludzkich losów, które toczą się niejako z wojną w tle… Natomiast to, co pokazuje w „Mroku i mgle” Stefan Türschmid jest przede wszystkim opowieścią o działalności Stalina, brutalności NKWD i czekistów oraz masą zagadnień politycznych wraz z całą skomplikowaną siatką partyjnych powiązań i zależności.
 
W związku z powyższym książka, choć niewątpliwie jest dobra to czytało się dosyć mozolnie przynajmniej wg mnie, a nacisk jaki został położony na kwestie polityczne i ich dosyć długie opisy niestety dodatkowo spowalniał mi lekturę omawianej publikacji …
 
Niemniej jednak dla miłośników historii oraz dywagacji ideologicznych książka ta jak mniemam może okazać się swego rodzaju perełką.
 
Pomimo, iż mnie osobiście powieść ta nieco zmęczyła i stąd taka, a nie inna jej całościowa ocena to decyzję co do podjęcia się (bądź nie) jej lektury pozostawiam każdemu czytelnikowi we własnym zakresie.
 
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

wtorek, 20 października 2015

Miałem kiedyś wielki dom, piękny ogród otaczał go...

 

Pierwsza powieść autorstwa Michała Krupy pt. „Cześć, mam na imię Michał” jest moją pierwszą stycznością z twórczością autora mimo, iż aktualnie ma on na swoim koncie już kilka publikacji.

Głównym bohaterem książki jest tytułowy Michał, którego poznajemy wraz z trójką przyjaciół: Łukaszem, Kamilem oraz Adamem, młodzi mężczyźni znają i przyjaźnią się ze sobą już od lat.
Podczas jednego ze spotkań przy piwie nasz bohater po raz  pierwszy styka się z automatami do gry… W ten oto sposób do jego wewnętrznego ogrodu trafia zdawać by się mogło niepozorna i niewinna sadzonka…

Michał jest młodym, ambitnym i utalentowanym finansistą, jego praca jest więc mocno stresująca, a co za tym idzie wyczerpująca zarówno fizycznie jak i psychicznie. W życiu mężczyzny oprócz pracy jest także żona Kasia, a na świat przychodzi również mały Emil.
Obowiązki zawodowe i rodzinne coraz częściej zaczynają przerastać naszego bohatera, który staje się coraz bardziej znerwicowany i wyizolowany.

Mężczyzna początkowo tłumacząc sobie, iż robi to tylko w ramach odstresowania coraz częściej zasiada przed automatem do gry koniec końców przegrywając coraz większe pieniądze, a zarazem szukając coraz większej dawki adrenaliny… Poszukiwania owe poprzez meandry kłamstw wielokrotnie serwowanych najbliższemu otoczeniu doprowadzają go w końcu do kasyna. Spirala długów, fałszu  oraz szemranych osobników w otoczeniu Michała zaczyna być coraz mocniej splątana…

Z pomocą próbują mu przyjść bliscy i przyjaciele jednak roślina, która na dobre rozpanoszyła się w pilnie strzeżonym ogrodzie Michała skutecznie i nieustannie ich deklasuje nie mając przy tym najmniejszych nawet skrupułów…
Nierówna walka ciągle trwa…  

Autor w sposób niezwykle przejmujący ukazuje nam problem uzależnienia od hazardu, który jest równią pochyłą po jakiej stopniowo acz niechybnie stacza się osoba uzależniona ciągnąc za sobą najbliższych często niczego nieświadomych.

Poprzez postać głównego bohaterka czytelnik ma szansę zobaczyć jak bardzo ten zgubny i wciąż marginalizowany nałóg odziera człowieka z poczucia własnej wartości i depcze jego poczucie godności. Mamiąc złudnymi obietnicami, że „przecież za moment się odegrasz” czy „możesz z tym skończyć choćby zaraz”.

Jeśli chcecie przekonać się jak potoczą się losy Michała, jego rodziny i przyjaciół oraz czy uda mu się „wygrać życie” koniecznie sięgnijcie po tę niewielką objętościowo lecz pełną głębi opowieść.

Autorowi natomiast gratuluję wręcz porażającego w swej szczerości i wyrazistości debiutu literackiego.

Polecam!    

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorowi – panu Michałowi Krupie.



piątek, 16 października 2015

Bez rąk i nóg, a mimo to na skrzydłach



Bohatera niniejszej publikacji dziś zna już właściwie cały świat. Nick Vujcic od urodzenia choruje na bardzo rzadką chorobę genetyczną, której objawem jest brak kończyn. Pomimo swojej bardzo poważnej niepełnosprawności oraz mnóstwa ograniczeń jakie niesie ona ze sobą Nick żyje pełnią życia, podróżuje po całym świecie dając swoim słowem i przykładem wsparcie wielu ludziom niezależnie od statusu społecznego, materialnego, stanu zdrowia etc. Trzydziestokilkulatek mimo, że nie ma rąk ani nóg uprawia różne sporty i jest niesamowicie aktywny na wiele sposobów.  Jest mówcą motywacyjnym realizuje się więc również zawodowo. Największe znaczenie dla Nicka ma jednak rodzina – jest on szczęśliwym mężem i ojcem.

Nie zawsze jednak było w życiu Nicka tak, jak jest obecnie. W książce mamy możliwość prześledzenia wielu meandrów i życiowych mielizn, z którymi przyszło się zmierzyć temu niezwykłemu człowiekowi i jego rodzinie. Towarzyszymy Nickowi począwszy od dzieciństwa i lat szkolnych poprzez wczesną młodość, w której nie ominęły go depresja, a nawet próba samobójcza, Do nieco późniejszego odkrycia na nowo Boga, dojrzewania w wierze oraz samoakceptacji, aż do chwili obecnej gdzie motywuje on swoimi wykładami i postawą miliony ludzi na całym globie.

Z książki tej dowiadujemy się również bardzo wiele o działalności fundacji LWL [Life without Limbs – Życie bez kończyn], która organizuje całe mnóstwo akcji pomocowych, a jej członkowie często wraz z Nickiem jeżdżą po całym świecie i docierają do najbardziej potrzebujących zarówno w sensie materialnym jak również duchowym. Nie sposób również nie podkreślić, iż w książce tej Nick mówi bardzo dobitnie o działaniu Boga w ludzkim życiu popierając to wieloma przykładami zarówno z własnego życia prywatnego, jak też z działalności fundacji, która niejednokrotnie borykała się z problemami zdawać by się mogło nie do rozwiązania, a jednak prędzej czy później finalnie wszystko kończyło się pozytywnie.

Gratuluję autorce, iż wraz z Nickiem „utkała” tak niezwykłą historię mówiącą o nadziei pomimo zwątpienia, odwadze mimo trudności, niebagatelnym apetycie na życie oraz ogromnej wierze i miłości, które są w stanie przekuć właściwie wszystkie nasze egzystencjalne znoje w coś pozytywnego i pięknego.

Zapraszam do lektury i pamiętajcie, że niezależnie od tego, co niesie życie Wy również macie skrzydła pomimo wszystko… :).     


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorce – pani Małgorzacie Stegence.

czwartek, 15 października 2015

19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie tuż, tuż!

Dzisiaj będzie nieco nietypowo. Jak zapewne wiecie już za tydzień ruszają 19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie :).

W związku z tym chciałabym zaprosić Was na spotkanie z niemieckimi autorkami bardzo poczytnych powieści, w tym również z Sofią Caspari, autorki cyklu Saga Argentyńska, którego drugi tom: "W krainie srebrnej rzeki" ukaże się już niebawem, bo 21 października nakładem Wydawnictwa Otwartego. 

Więcej szczegółów odnośne w/w spotkań znajdziecie na zdjęciach poniżej. Polecam i zapraszam.


środa, 7 października 2015

Każdy upa­da, lecz tyl­ko nieliczni pot­ra­fią jak fe­niks pow­stać z po­piołów klęski


W ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Credo ukazała się książka Petera Gladwina, nosi ona tytuł „Powstać z popiołów. Historia chłopca, który przeszedł piekło”. W niniejszej publikacji autor opisuje swoje życie, które od najwcześniejszego dzieciństwa nie było dla niego łatwe, gdyż jako roczne dziecko ledwo uszedł z życiem z pożaru, jaki miał miejsce w jego rodzinnym domu.
Wydarzenie to pozostawiło bardzo duży i trwały uszczerbek na jego zdrowiu fizycznym. W wyniku w/w wypadku Peter stał się osobą niepełnosprawną.

W swojej książce ukazuje on nie tylko wynikające z kalectwa trudy, z jakimi musiał się zmagać lecz również meandry życia w trudnej dzielnicy, ciągłe przeprowadzki oraz życie w dysfunkcyjnej rodzinie.

Bardzo szczerze opisuje także stopniowy proces odnajdywania samego siebie w dorosłym już życiu, nieodłącznym elementem drogi ku temu było dla mężczyzny odkrycie niejako na nowo Boga, który odtąd staje się dla Petera niezwykle bliski i realny.

Jest to opowieść o wewnętrznej sile, która tkwi w każdym z nas i o ogromnej determinacji połączonej z wiarą w Bożą Opatrzność -  połączenie tych składowych wydźwignęło autora, a zarazem bohatera niniejszej książki z otchłani życiowego marazmu i pozwoliło mu odbić się od dna, którego sięgnął…

Dziś Peter jest szczęśliwym mężem i ojcem, pomimo swej niepełnosprawności jest niezwykle aktywny i czuje się człowiekiem spełnionym.

Mimo, że książka ta niewątpliwie niesie ze sobą bardzo pozytywne przesłanie do mnie nie do końca trafiła… Doceniam rzecz jasna niebywałą szczerość autora, natomiast sam sposób przekazu jest dla mnie, że się tak wyrażę zbyt „suchy”, więc zapewne stąd wynika moją średnia ocena tej pozycji jako całości…

Niemniej jednak pozycja ta jest warta uwagi chociażby ze względu na przykład jaki ukazuje swoją osobą Peter Gladwin.   


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu CREDO.

piątek, 2 października 2015

Życie to łańcuch chwil, w którym og­ni­wa zes­pa­wane są przez brze­mię wyboru.


W debiutanckiej powieści Marii Wolskiej pt „Zatrzymać chwilę”, poznajemy młodą kobietę pracującą w branży finansowej. Kiedy w firmie, gdzie pracuje Ewa pojawia się nowy kierownik dotychczasowy „biurowy ład” zostaje postawiony na głowie… Pracownicy mają tak duży nawał obowiązków, iż spędzają na swoim stanowisku pracy nawet po kilkanaście godzin na dobę, a mimo to z niczym się nie wyrabiają i często zabierają pracę do domu.

Nasza bohaterka jest coraz bardziej zmęczona, znerwicowana i sfrustrowana, co nie pozostaje bez wpływu na jej życie prywatne, które zostaje zdegradowane do poziomu zerowego. Ze względu na to, iż praca staje się centrum jej świata cierpi na tym nie tylko jej kilkuletni związek z Markiem lecz także podupada ona na zdrowiu.

Dopiero wypadek, któremu w pewnym momencie opisanej przez autorkę historii ulega nasza bohaterka bardzo mocno przewartościowuje jej życie.

W chwili w/w zdarzenia Ewa nagle znajduje się w towarzystwie anioła i zupełnie dla niej niespodziewanie ma możliwość przyjrzenia się swojemu życiu niejako z boku…
Anioł – Wojtek z jednej strony pokazuje kobiecie świat, w którym żyje, z drugiej natomiast Ewa patrzy na swoje życie tkwiąc jakby w zawieszeniu… Wojtek uświadamia jej, iż tylko ona może podjąć decyzję o tym czy zostaje tutaj, czy też wraca do swojego ciała, a zarazem na Ziemię.

Jeśli chcecie dowiedzieć się jakiego wyboru dokonała Ewa i co owa decyzja za sobą pociągnęła zajrzyjcie na karty książki.

Mimo, iż autorka poruszyła w swojej powieści bardzo ważny i będący wciąż bardzo na czasie temat jakim jest pracoholizm oraz opisała spustoszenie jakie sieje on zarówno w życiu osoby uzależnionej od pracy jak również w jej otoczeniu to jednak powieść ta jest w moim odczuciu zbyt płytka, a momentami także nieco infantylna…

Jej atutem jest niewątpliwie fakt, że czyta się ją bardzo szybko i płynnie. Jednakże mnie nie zapadnie ona na zbyt długo w pamięć.
Niemniej jednak jeśli chcecie zetknąć się z obrazem omawianego nałogu wykreowanym przez autorkę zapraszam Was do lektury i własnych refleksji odnośnie tego debiutu.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.

 


czwartek, 1 października 2015

Pomimo, że Szału nie ma...


Księdza Jana Kaczkowskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać.  W swojej pierwszej książce, która jest jednocześnie wywiadem przeprowadzonym przez  Katarzynę Jabłońską w sposób bardzo otwarty ks. Jan opowiada o swoim życiu, powołaniu chorobie oraz aktywności społeczno - zawodowej.

Dzięki lekturze tego wywiadu mamy możliwość prześledzić historię ks. Jana zaczynając od dzieciństwa i relacji panujących w rodzinnym domu, poprzez dosyć burzliwą młodość, odkrywanie własnego powołania oraz krętą drogę ku jego realizacji, aż do chwili obecnej czyli bycia z jednej strony prezesem hospicjum w Pucku, a jednocześnie samemu chorując na jedną z  najcięższych odmian nowotworu – glejaka mózgu.

Mimo, iż ks. Jan jest osobą znaną, poważaną i ogromnie podziwianą przez wielu ludzi, sam nie kreuje się na bohatera, a wręcz przeciwnie jest człowiekiem niezwykle skromnym i empatycznym, który po prostu „robi swoje”…  

„Szału nie ma jest rak” to rozmowa, w której poruszonych zostało bardzo wiele trudnych tematów. Nie jest to jednak książka mająca wpędzić czytelnika w poczucie całkowitej beznadziei, chociaż opowiada ona o chorobie, pracy w hospicjum, odchodzeniu czy różnych metodach ulżenia człowiekowi w cierpieniu, bo oprócz w/w kwestii ukazana została w niej także cała masa pozytywnej energii oraz ukryta w każdej najmniejszej chwili pełnia i radość życia, którą rozmówca Katarzyny Jabłońskiej nieustannie i niestrudzenie emanuje. Pokazując swoim przykładem jak pomimo przeciwności można być aktywnym i wręcz delektować się każdym przeżywanym dniem, a nawet każdym momentem, który staje się naszym udziałem.

Książka ta smakuje dokładnie tak, jak życie – czasem słodko, innym razem gorzko… Znajdujemy w niej zarówno uśmiech jak i łzy… Czyż nie z tego wszystkiego, w różnych dozach i proporcjach składa się ludzkie życie?

Polecam! 


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu WIĘŹ .