środa, 3 lutego 2016

Zanurzony w oceanie miłości mały - wielki człowiek




Najnowsza książka autorstwa Brygidy Grysiak „Kochają mnie do szaleństwa…” opowiada historię pięcioletniego Jurka Halskiego, który urodził się z bardzo dużym wodogłowiem, mało tego u chłopca stwierdzono także złośliwy guz mózgu.

Ale… zacznijmy od początku… Państwo Halscy zawsze chcieli mieć dużą rodzinę i mimo, że Jurek był dla nich totalną niespodzianką, a zarazem piątym z kolei dzieckiem to cała rodzina pomimo początkowego zaskoczenia przyjęła wieść o tym, że przyjdzie on na świat bardzo serdecznie i z ogromnym wyczekiwaniem.

Na początku nic nie wskazywało na to, iż los tak ciężko ich doświadczy, kiedy chłopiec miał miesiąc przestał się rozwijać, a po przeprowadzonych badaniach okazało się, że w jego głowie tkwi ogromny guz i konieczna jest operacja, jednak ryzyko, że maluch nie przeżyje zabiegu było bardzo duże.

Tak oto rozpoczyna się opowieść o heroicznej wręcz walce maleńkiego chłopca i całej jego rodziny z potworną wręcz chorobą. Dla rodziny Halskich czas ten jest istną sinusoidą, w której nie mają oni pojęcia co może wydarzyć się za chwilę. Ich życie skupione jest głownie wokół Jurka choć starają się oni nie zaniedbywać pozostałych dzieci na ile to tylko jest możliwe.

Mimo, że rokowania co do zdrowia, a nawet życia naszego bohatera nie są pomyślne, a  po wielu ciężkich operacjach i krytycznych momentach mały Jurek trafia pod opiekę hospicjum jego rodzina wciąż niezmiennie ufa w opiekę Bożej Opatrzności, modlitwą otaczają ich również setki ludzi dobrej woli, którzy w taki czy inny sposób usłyszeli o małym bohaterze. Nie szczędzą oni również wszelakiej pomocy jaką tylko są w stanie zaoferować.

Po wielu chwilach, w których z ludzkiej perspektywy wydawać by się mogło, że to już koniec, ku ogromnemu zaskoczeniu lekarzy i wszystkich dookoła Jurek stopniowo zaczyna wychodzić z impasu i okazuje się, że guz zniknął…

Dziś chłopiec chodzi już do przedszkola i rozwija się bardzo dobrze. Choć ma pewne niedomagania fizyczne to cały czas jest rehabilitowany i ma się coraz lepiej.

Według mnie atutem niniejszej historii jest fakt, iż autorka opowiedziała ją właśnie z perspektywy samego Jurka, dzięki czemu uniknęła przesadnej patetyczności i nadmiernej egzaltacji..
Pani Brygida Grysiak ujęła w swoją książkę opowieść, którą utkało samo życie. Jeśli chcecie przeczytać wzruszającą i przepełnioną ciepłem historię o rodzinie, miłości, nadziei i pełnemu ufności „wypłynięciu na głębię” w wierze pomimo wszystko. A także o tym, iż dobro naprawdę powraca  - koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

PS. Dodatkową zachętą niech będzie dla Was film, w którym o książce mówi sama autorka: KLIK :)

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Są chwile brzemienne zdarzeniami, pamiętane na zawsze


Kiedy jesteśmy w wieku szkolnym lub studenckim wakacje jawią nam się jako pełen beztroski i totalnej swobody czas, w którym mamy szansę oderwać się od codziennych edukacyjnych zajęć, nieco odpocząć, a być może gdzieś wyjechać.

Podobnie myślał nastoletni Hubert spędzając wakacje nad morzem wraz ze swoimi rodzicami, młodszą siostrą oraz przyjaciółką Magdą.



Jednak za chwilę niefrasobliwości oraz chęć zaimponowania otoczeniu przyszło mu zapłacić bardzo wysoką cenę…

Ułamek sekundy… jeden banalny zdawać by się mogło skok, a w efekcie przerwany rdzeń kręgowy i paraliż zmieniają życie młodego mężczyzny oraz jego rodziny o sto osiemdziesiąt stopni…



Hubert trafia do szpitala, gdzie zostaje poddany wielu bolesnym i nieprzyjemnym zabiegom są one jednak niezbędne, ponieważ mają na celu ratowanie jego życia. Lekarze robią co mogą jednak sytuacja wciąż pozostaje bardzo dramatyczna a rokowania niepewne… Najbliżsi niezłomnie wierzą, że wszystko dobrze się skończy i trwają przy łóżku chłopaka.



Wraz z bohaterami przeżywamy bardzo wiele skrajnych emocji i sytuacji, w których czują się oni niczym na rozpędzonym rollercoasterze. Chwile, w których bezsilność miesza się z niegasnącą nadzieją stają się ich codziennością, w którą zanurzamy się i my – czytelnicy.



W końcu stan Huberta stabilizuje się na tyle, że zwykły szpital nie ma mu już nic więcej do zaoferowania, więc po kilkumiesięcznym pobycie w placówce nastolatek wraca do domu, by tam oczekiwać na miejsce w specjalistycznym ośrodku rehabilitacyjnym.



Jeśli zaś chodzi o postawę samego Huberta wobec całej sytuacji to jest on zdeterminowany, aby odzyskać sprawność, nie załamuje się pomimo tego, że przez tragiczny w skutkach skok z życia umyka mu bardzo wiele ważnych spraw – jego szkolni koledzy zdają w tym czasie maturę poprzedzoną rzecz jasna balem maturalnym, a jego dziewczyna stopniowo układa sobie życie na nowo… Rodzina jest dla młodego chłopaka niebagatelnym oparciem, stają się nim także ludzie, którzy w związku z jego rehabilitacją (zanim trafił do ośrodka) stają na jego życiowej ścieżce.



Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym, a później sanatorium to czas bardzo intensywnej rehabilitacji oraz heroicznych wręcz zmagań Huberta oraz sztabu specjalistów o jego powrót do zdrowia. Ta część opowieści jest również swego rodzaju panoramą zarówno szpitalnych oraz okołozdrowotnych procedur, podejścia personelu do pacjenta, a także postaw samych pacjentów wobec niepełnosprawności oraz związanych z nią ograniczeń oraz chęci (bądź nie, bo tak też niestety bywa) szukania alternatywnych rozwiązani w niezmiernie trudnej dla człowieka sytuacji.



Historia ta zdecydowanie nie jest opowieścią, którą można łatwo ocenić i skategoryzować. Autor poruszył w niej bardzo trudny temat jakim jest nabyte na skutek takich czy innych życiowych wydarzeń kalectwo. Aspekt ten ukazany został nie tylko z perspektywy  samej osoby borykającej się z niepełnosprawnością lecz również jej rodziny oraz najbliższego otoczenia.


Zaznaczyć jednak należy, iż choć historia Huberta jest dramatyczna to nie jest ona w swoim przekazie wyłącznie przygnębiająca czy przytłaczająca, ponieważ opowiada również o harcie ludzkiego ducha i o tym, jak wiele człowiek może osiągnąć dzięki własnemu samozaparciu i determinacji, a także przy wsparciu rodziny i życzliwych ludzi.


Uważam, że tego typu publikacje są niezwykle ważne i potrzebne, gdyż każdego roku nie tylko na skutek skoków do wody ale także różnego rodzaju wypadków komunikacyjnych setki, a nawet tysiące ludzi stają twarzą w twarz z niepełnosprawnością własną lub najbliższych.

Ta książka to promyk nadziei w tunelu zagubienia i bezsilności jaki w tym kryzysowym momencie otwiera się przed zdruzgotanym na różne sposoby człowiekiem.

Polecam.



Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu BIS.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 29 stycznia 2016

Przygoda trwa!


Niniejsza książka jest drugą odsłoną przygód Sebastiana, który ma już 10 lat i jego wiernej przyjaciółki Belli, których mieliśmy okazję poznać w wydanej w roku 2013 powieści pt. „Bella i Sebastian”.

Życie ludzi powoli normalizuje się po zakończeniu II Wojny Światowej. Sebastian natomiast z ogromną niecierpliwością oczekuje powrotu do domu swojej przyjaciółki Angeliny. Niestety młoda kobieta wciąż się nie pojawia, tymczasem do  Sebastiana i jego dziadka Cezara dociera tragiczna wieść – samolot, którym leciała Angelina w wyniku katastrofy, do jakiej doszło w Alpach spłonął i nikt z pasażerów nie przeżył…

Nasi bohaterowie są zdruzgotani otrzymaną wiadomością. Mały Sebastian nocą wymyka się z domu i udaje się do kamiennego szałasu, w którym niegdyś schroniła się Bella.  Chłopiec nie wierzy, że jego przyjaciółka nie żyje, podobnego zdania jest również Cezar, postanawiają więc udać się na miejsce katastrofy i podjąć próbę odszukania kobiety. Jednak, aby tego dokonać muszą poprosić o pomoc jedyną osobę, która dysponuje samolotem… Problem polega na tym, iż osobą tą jest ojciec Sebastiana, o czym nasz mały bohater nie ma pojęcia, a Cezar nie ufa szorstkiemu w obejściu mężczyźnie…

Tak oto rozpoczyna się niezwykle emocjonująca i pełna niebezpieczeństw wyprawa, w której stawką jest odnalezienie Angeliny. Sebastian poznaje także nową przyjaciółkę, dziewczynka jest nieco starsza od niego, ma na imię Gabrielle, a jej postępowanie zdecydowanie nie przystaje do zachowania dziewczynek w jej wieku…

Powieść ta napisana została na podstawie scenariusza do filmu, o tym samym tytule, którego autorami są Juliette Sales i Fabien Juarez. Film ten w reżyserii Christiana Duguay wszedł na ekrany polskich kin w dniu 25.12.2015 roku.

W role głównych bohaterów wcielili się: Félix Bossuet jako Sebastian, Tchéky Karyo jako Cezar, Thylane Blondeau jako Gabrielle oraz Thierry Neuvic jako Pierre (ojciec Sebastiana).

Jest to historia o odwadze, determinacji oraz sile przyjaźni i miłości, które są w stanie bardzo wiele znieść i zmienić na lepsze w otaczającej nas rzeczywistości.
Jeśli więc macie ochotę na tę familijną, niesamowicie empatyczną, barwną oraz ekscytującą opowieść zachęcam Was najpierw do lektury, a potem do obejrzenia wspomnianej wyżej ekranizacji, które wg mnie zauroczą dużych i małych.
 
PS. Moją recenzję pierwszego tomu tej opowieści znajdziecie tutaj: "Bella i Sebastian"

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.



czwartek, 28 stycznia 2016

Tak kochamy marzenia, że boimy się je realizować


„Złodziejka marzeń” to pierwsza powieść Anny Sakowicz z jaką miałam okazję się zapoznać. Główna bohaterka ma na imię Joanna, jest nauczycielką samotnie wychowującą nastoletnią córkę Lusię. Od kilku lat jest rozwiedziona, a jej życie toczy się utartym torem pomiędzy pracą, domem, a wychowaniem nastolatki. Jak więc nietrudno się domyślić w codzienność Joanny wkrada się rutyna i poczucie wypalenia – zwłaszcza zawodowego – w związku z powyższym kobieta myśli o wzięciu rocznego urlopu dla poratowania zdrowia.
 
Jednakże regeneracyjne plany Joasi biorą w łeb, gdy do akcji wkracza jej niezwykle przedsiębiorcza rodzicielka organizując jej wyjazd – o zgrozo – na cały rok, bo przecież ktoś musi pomóc schorowanej, samotnej ciotce, która mieszka w Starogardzie Gdańskim czyli de facto na drugim końcu Polski…
 
Tak oto zaczyna się ciepła i niesamowicie zabawna opowieść o tym, że zmiany choć niekiedy na początku wydają się nam katastrofą mogą jednak przynieść całkiem nieoczekiwane pozytywne rezultaty.
 
Asia jest bardzo sceptyczna co do czekających ją przymusowych zmian, jednakże po długich perturbacjach z matką i ku ogromnej radości córki w końcu godzi się na to przymusowe zesłanie… Wynajmuje mieszkanie, pakuje cały swój dobytek włącznie z kotem ;) i rusza w nieznane.
 
Oprócz naszej nieco postrzelonej Joasi (przekonacie się o tym w trakcie lektury) na uwagę zasługuje także postać Piotra, bardzo przystojnego, uroczego lecz także niesamowicie skrytego 40-latka mieszkającego w dalszym ciągu ze swoją matką w sąsiedztwie nowego lokum Asi. Zaznaczyć jednak należy, iż relacje między panią Prażmowską, a jej synem w żadnym wypadku nie są toksyczne jak to niekiedy w takich sytuacjach bywa.
 
Jaką tajemnicę nosi w sobie Piotr? – tego dowiecie się z kart książki.
 
W powieści poruszone zostały bardzo różne tematy. Przyglądając się chociażby na pierwszym planie perypetiom naszej bohaterki, która jest czterdziestolatką po przejściach. Pomimo wielu niełatwych życiowych doświadczeń nadal ma ona głowę pełną marzeń i choć nie do końca sama to sobie uświadamia nadal mimo obaw poszukuje miłości i akceptacji, chce także czuć się potrzebna angażuje się więc w różne akcje organizowane w miasteczku, a koniec końców trafia jako wolontariuszka do dziecięcego hospicjum. Miejsce to jeszcze bardziej otwiera jej oczy na wiele ważnych aspektów. Asia uświadamia sobie między innymi, że nie warto odkładać realizacji swoich marzeń na jakieś bliżej nieokreślone potem…
Poprzez wyglądającą diametralnie inaczej niż początkowo zakładała Joasia sytuację Piotra, gdzie autorka w sposób bardzo wyrazisty pokazała, iż w życiu bardzo często bywa tak, iż nie wszystko jest takie jakie wydaje się na pierwszy rzut oka.
Aż po energiczną staruszkę która miała być trudna w obyciu, a okazała się można rzec miodem na serce zarówno dla głównej bohaterki i jej córki, jak też dla całego otoczenia.

 
Książka ta jest przepełniona humorem i lekka w odbiorze, co wcale nie przeszkadza jej nieść w sobie głębsze przesłanie o człowieku – jego pragnieniach, marzeniach i niejednokrotnie mocno zaskakujących kolejach ludzkiego losu.
 
Na koniec dodam jeszcze, że już niebawem (2 lutego) ukaże się tom drugi tej historii, na który czekam z niecierpliwością. Druga odsłona będzie nosić tytuł „To się da!”

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.

 

środa, 27 stycznia 2016

Ta­jem­ni­ce i pułap­ki nasze­go życia budzą ekscytację


„Sekret Sonji” jest drugą odsłoną losów przyjaciółek, których historię Asa Hellberg zapoczątkowała w swoim debiucie literackim z roku 2014 noszącym tytuł „Ostatnia wola Sonji”.

Jak już wspomniałam w drugim tomie śledzimy dalsze perypetie Susanne, Rebecki i Maggan. Gdy ta ostatnia w hołdzie dla Sonji, od której przecież wszystko się zaczęło, postanawia spisać historię jej życia do powieści wkraczają nowe postacie. Są nimi dziennikarka Kicki i fotograf Fredrik, mają oni za zadanie uzupełnienie „białych plam” w życiorysie pani Gustavsson, a takich jest niestety dosyć sporo… Niestety całą sytuację komplikuje fakt, iż Kicki i Fredrik byli kiedyś parą – pomimo upływu czasu i różnych kolei losu tych dwoje nadal coś do siebie ciągnie lecz za nic w świecie nie chcą się do tego przyznać. Jednakże obowiązki zawodowe powodują, iż wspomniana dwójka wyrusza w fascynującą i pełną niespodzianek podróż po Europie, by dzięki temu książka o Sonji mogła się ukazać.


Tymczasem to nie jedyni nowi bohaterowie jakich poznajemy…. Autorka przedstawia nam także spontaniczną, energiczną, wesołą i bezkompromisową Julie, która właśnie zaczyna swoją przygodę z romantycznym Paryżem i jak się okazuje nie tylko… ale o tym dowiecie się więcej sięgając po książkę.


W „Sekrecie Sonji” jak wskazuje na to sam tytuł autorka nie szczędzi nam tajemnic i skomplikowanych losów bohaterów. Wykreowane przez nią postacie mają bardzo różnorodne charaktery, a w swoich życiorysach niemały bagaż doświadczeń.

 

Powieść ta napisana jest bardzo przystępnym, a jednocześnie barwnym językiem, co sprawia, że czyta się ja bardzo przyjemnie, płynnie i szybko.
Jest to opowieść o prawdziwej przyjaźni, różnych obliczach miłości, a także o bardzo zróżnicowanych zachowaniach człowieka w obliczu choroby.
Traktuje ona również o tym, że każdy z nas ma swoje, mniejsze lub większe, tajemnice, które jeśli w jakiś sposób wyjdą na jaw są sporym zaskoczeniem dla naszego otoczenia.

 

Jeśli macie więc ochotę dokładniej zapoznać się z losami bohaterów „Sekretu Sonji”, a także pozwiedzać wiele urokliwych zakątków Europy stopniowo rozwikłując po drodze zawarte w opowieści zagadki i niejasności to ta książka będzie dla Was doskonałą odskocznią od codziennych zajęć.
 


PS. Moją recenzję pierwszego tomu tej opowieści znajdziecie tutaj: "Ostatnia wola Sonji"

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Wielkie rzeczy to czasem drobiazgi, które zostały zauważone


Po lekturze urzekającej według mnie „Złodziejki książek” przyszła również kolej na drugą powieść Markusa Zusaka, która jak zapewne większość z Was wie nosi tytuł „Posłaniec”.

Książka ta jest zupełnie inna od poprzedniej, a jej głównym bohaterem jest Ed Kennedy.
Ed jest przeciętnym młodym chłopakiem mieszkającym, wraz ze swoim psem wabiącym się Odźwierny, w ruderze i nie mającym zbyt wielkich życiowych ambicji. Głównymi zajęciami Eda są: praca na taksówce, aby mógł ją podjąć musiał zawyżyć nieco swój wiek; oraz gra w karty z trojgiem przyjaciół – Marvem, Ritchiem i Audrey, w której Ed jest od dawna zakochany…

Życie naszego bohatera płynie utartym rytmem do momentu, w którym w zaskakujący dla samego siebie sposób udaremnia on napad na bank.
Wydarzenie zapoczątkowuje duże zmiany w życiu mężczyzny, pewnego dnia otrzymuje on bardzo dziwną przesyłkę w postaci Asa karo z napisanymi na odwrocie trzema adresami… Jest to pierwsza z kilku wiadomości od nieznanego nadawcy dla Eda.

Tak oto staje się on posłańcem, niosącym ludziom dobro, pomoc, nadzieję i ulgę w różnego rodzaju cierpieniach. W toku opowieści otrzymuje kolejne karty, a gdy nie ma pojęcia co powinien zrobić kierując się głosem serca oraz intuicji prędzej czy później napotyka na swojej drodze właściwe rozwiązanie zagadki.

Młody mężczyzna konsekwentnie podąża za przeznaczeniem, które można śmiało powiedzieć dyktują mu otrzymywane karty i sytuacje jakie mają w związku z tym miejsce w jego życiu.
Jednakże Eda wciąż bardzo nurtuje jedna kwestia, a mianowicie - kto za tym wszystkim stoi…

Powieść ta choć napisana prostym, a przez to bardzo przystępnym językiem zawiera w sobie głębokie przesłanie i tzw. drugie dno. Na przykładzie Eda autor ukazuje nam, że tak naprawdę każdy z nas jest w stanie zrobić coś wielkiego dla drugiego człowieka, ponieważ wielkie nie zawsze oznacza równocześnie spektakularne, a wręcz przeciwnie gesty i czyny, które często wydają nam się bez znaczenia mogą odmienić czyjeś życie.

Jeśli chcecie poznać trzymające w napięciu i niejednokrotnie zaskakujące losy głównego bohatera, a także pozostałych bardzo zręcznie wykreowanych przez autora postaci koniecznie wejdźcie do intrygującego świata „Posłańca”, w którym z całą pewnością nie będziecie się nudzić.


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

wtorek, 5 stycznia 2016

Drobna uwaga. Na pewno umrzecie...


„Złodziejka książek” jest z całą pewnością powieścią nietuzinkową chociażby dlatego, iż narratorem w niej jest śmierć… Autor ukazuje losy Liesel Meminger, jej przybranej rodziny oraz podwórkowych przyjaciół…
 

Podczas pogrzebu młodszego brata Liesel w ręce dziewczynki zupełnie przypadkowo trafia książka pt. „Podręcznik grabarza”, dzięki której zaczyna się niesamowita podróż dziewczynki, która początkowo nie potrafi nawet czytać, ku odkryciu swojej pasji… Liesel stopniowo odkrywa magię słów, która coraz bardziej ją przyciąga i pochłania, a to z kolei popycha ją do kradzieży książek…
 

Wszystko to dzieje się w niezwykle trudnych i nieprzewidywalnych, wojennych czasach. Dodatkową komplikację stanowi fakt, iż rodzina Hubermannów ukrywa w swojej piwnicy Żyda, który jest synem zmarłego przyjaciela Papy Liesel. Stopniowo Maxa i Liesel zaczyna łączyć przyjaźń zarówno do siebie nawzajem jak też do literatury…
 

Jest to opowieść o wynikającym z okoliczności przyspieszonym procesie dorastania nastoletnich bohaterów tej historii, o przyjaźni, miłość i zaufaniu jak się okazuje możliwym także w trudnych czasach, ale również o podejmowanych na wiele rozmaitych sposobów próbach przetrwania bohaterów, którzy różnie się odnajdują w niespokojnych czasach, w których przyszło im żyć... Nie brak w niej również trudnych pożegnań, także tych dokonujących się już na zawsze...Chociaż autor porusza w swojej powieści tematy niezaprzeczalnie trudne mimo to czyta się ją jednym tchem i nie sposób się od niej oderwać. Nawet objętość (496 stron) nie stanowi tutaj żadnej przeszkody…
 

Dodam jeszcze, iż 31 stycznia 2014 roku na ekrany polskich kin weszła ekranizacja niniejszej powieści w reżyserii Briana Percivala według scenariusza Michaela Petroni’ego II.
W rolę Liesel wcieliła się natomiast Sophie Nélisse.

 

Powieść gorąco polecam i na pewno jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja to sięgnę po inne tytuły tego autora, natomiast ekranizacja wciąż jeszcze przede mną, więc póki co nie mam porównania i nie mogę się w żaden sposób odnieść :).

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
 

PS. Przekonałam się już, że ekranizacja jest równie genialna jak jej powieściowy pierwowzór :)

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

niedziela, 3 stycznia 2016

Przypominajkowo ;)

Jako, że nowa recenzja dopiero kiełkuje w mojej głowie to dziś postanowiłam przypomnieć Wam recenzję pierwszej książki przeczytanej przeze mnie w minionym 2015 roku:

Pierwsza na liście - Magdalena Witkiewicz [rec. napisana: 01.01.2015]



Najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz pt. „Pierwsza na liście” to już kolejna pozycja, autorki, którą miałam możliwość przeczytać. Z czystym sumieniem mogę przyznać, iż po raz kolejny jestem zachwycona historią, która została fantastycznie „namalowana” słowem.

Trzy kobiety, jeden mężczyzna… Banalna zdawać by się mogło historia jakich wiele, a jednak nic podobnego…
Gdy pewnego dnia Karolina znajduje zapiski swojej cierpiącej na białaczkę mamy, a wśród nich listę pięciu osób, do których może się zwrócić gdyby cokolwiek się stało uwagę młodej dziewczyny przykuwa znajdująca się na pierwszej pozycji Ina, o której Karola nigdy wcześniej nie słyszała… Nie mogąc zrozumieć dlaczego właśnie ta, a nie któraś z czterech pozostałych osób z listy znajduje się na pierwszym miejscu nasza młoda bohaterka postanawia ją odnaleźć…

 

Tak oto rozpoczyna się przepełniona niezwykle bogatym wachlarzem emocji opowieść o przyjaźni, miłości, trudnych życiowych wyborach oraz rozmaitych zakrętach losu, z którymi przychodzi nam się niejednokrotnie zmierzyć na naszej życiowej ścieżce.
Książki tej się nie czyta, ją się wręcz pochłania! Przysłuchując się historii, stopniowo odtwarzanej przez bohaterów i ich wzajemne relacje, które poznajemy, na kartach tej powieści.

 

„Pierwsza na liście” jest opowieścią, która pomimo wszystko tchnie optymizmem ukazując, iż nigdy nie jest za późno, aby coś zmienić w swoim życiu, a prawdziwa przyjaźń jest w stanie przetrwać nawet najgorsze egzystencjalne burze, huragany, tornada etc…
Najlepszym zaś według mnie podsumowaniem przekazu tej powieści niech będzie, zdanie, które ostatnio zwróciło moją uwagę:

 

„ Przeszłości nie zmienisz…
…ale masz jeszcze szansę zmienić przyszłość”

 


Za udostępnienie tekstu do recenzji dziękuję autorce Pani Magdalenie Witkiewicz.
 
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
Moja opinia na Lubimy Czytać

piątek, 1 stycznia 2016

Mój czytelniczy 2015


Czas na moje czytelnicze podsumowanie roku 2015. Jak możecie przeczytać tutaj: (Podsumowanie 2013-2014) pozostało mi 26 książek recenzenckich do przeczytania. Natomiast w 2015 dotarło do mnie kolejne 83 książki, co daje 109 książek do recenzji. Jednak odchodzący rok nie był dobry do czytania, gdyż przeczytałem ledwie 48 książek. Wynik nie jest najlepszy, ale za to będzie się można poprawić w nadchodzącym 2016 roku.

W zeszłym roku pierwszą czytaną przeze mnie książką była „Pierwsza na liście”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia, natomiast ostatnią był „Posłaniec” z Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Analizując zeszły rok otrzymałam (łącznie z tymi co pozostały po 2014 roku) książki z 34 wydawnictw.

Wśród wydawców prym wiodło Wydawnictwo Filia od którego mam 10 książek, z których przeczytałam 4. Porównując Filię z zeszłym rokiem jest to awans z ósmego miejsca.

Na drugim miejscu uplasowało się Wydawnictwo Szara Godzina z 9 książkami, z których przeczytałam 3. Szara Godzina awansowała z trzeciego miejsca.

W porównaniu z zeszłym rokiem nastąpiła zmiana miejsc Szarej Godziny ze Znakiem (w zeszłym roku druga, teraz trzecia). Od Wydawnictwa Znak otrzymałam w tym roku 8 książek, z których przeczytałam także 3.

Kolejne miejsca oraz ilość książek otrzymanych/przeczytanych oraz miejsce w zeszłorocznym zestawieniu:

4. Świat Książki (8 otrzymanych / 2 przeczytane) – 6 miejsce w 2014;
5. Rebis (7 otrzymanych / 5 przeczytanych (najwięcej w 2015)) – spadek z 4 miejsca;
6. Replika (7 otrzymanych / 3 przeczytane) – 7 miejsce w 2014;
7. Nasza Księgarnia (6 otrzymanych / 3 przeczytane) – 1 miejsce w 2014;
8. Czwarta Strona (6 otrzymanych / 2 przeczytane) – awans z 20 miejsca;
9. MG (6 otrzymanych / 2 przeczytane) – spadek z 5 miejsca;
10. Novae Res (6 otrzymanych / 2 przeczytane) – spadek z 9 miejsca;

Z pierwszej dziesiątki wypadło Wydawnictwo Insignis, które w tym roku zajęło odległe 23 miejsce. Jednak kilka Wydawnictw całkowicie wypadło z zestawienia a są to m.in.: Aetos, Bernardinum, Dolnośląskie, Drzewo Babel, Rafael oraz Święty Paweł.

Te 109 książek, o których pisałam wcześniej zostało napisanych przez 79 pisarzy, z których 56 to autorzy polscy. Jak widać ten rok był wybitnie rokiem polskich pisarzy. Wśród przeczytanych 48 książek (napisanych przez 42 autorów) 29 napisali polscy autorzy.

Wśród nich prym wiodła Hanna Cygler, której przeczytałem 3 książki z 4 posiadanych;
Wśród tegorocznych ulubionych pisarek znalazły się Małgorzata Gutowska-Adamczyk (2 przeczytane z dwóch posiadanych), Kasia Bulicz-Kasprzak (taki sam wynik), Sofia Caspari (również tak samo) oraz Edyta Świętek (2 książki z 4 posiadanych). Oczywiście w zestawieniu nie mogło zabraknąć Magdaleny Witkiewicz, Małgorzaty Kalicińskiej, Katarzyny Enerlich, Reginy Brett, Karoliny Wilczyńskiej, Małgorzaty Sochy, Doroty Ponińskiej oraz Grzegorza Kozery i ks. Jana Kaczkowskiego.

Niestety w zeszłym roku strasznie nie po drodze było mi z Lisą See, Anną Szepielak, Bożeną Gałczyńską-Szurek, Moniką Sawicką, Katarzyną Michalak, Renatą Kosin, Agnieszką Lingas-Łoniewską, Agnieszką Krawczyk oraz Agnieszką Walczak-Chojecką (których posiadam, co najmniej jedną książkę do recenzji).

W zeszłym roku z zestawienia wypadli całkiem poczytni autorzy a wśród nich: Cathy Glass, Szymon Hołownia, Joanna Sykat, Paulo Coelho, Krzysztof Ziemiec oraz Janusz Wiśniewski.

Po takim roku jak ten, co właśnie mija wypada by było lepiej i widać jak bardzo muszę się poprawić, szczególnie w czytaniu. Ale mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy i spokojnie przeczytam 60 książek, a może i więcej - czas pokaże ;).


A jak to wyglądało u Was? Podzielcie się w komentarzach - zapraszam :)

środa, 30 grudnia 2015

Uśmiech z zaświatów ukryty w mozaice wspomnień


Najnowsza powieść autorstwa Moniki Orłowskiej pt. „Całuję. Mama” jest moją pierwszą stycznością z twórczością tej autorki. Śmiało mogę powiedzieć, iż spotkanie to było bardzo pozytywne i z całą pewnością pociągnie za sobą kolejne, gdyż na mojej półce na swoją kolej czeka „Cisza pod sercem”, która również wyszła spod pióra Pani Moniki.

Wróćmy jednak do książki najnowszej – poznajemy w niej losy trzech sióstr: Beaty, Joanny oraz Pauliny, które po śmierci swojej matki porządkują jej mieszkanie, by móc je wynająć.

Beata najstarsza z trzech bohaterek jest już od dawna żoną i matką. Swoje pożycie małżeńskie i rodzinne rozpoczęła ona w bardzo młodym wieku będąc na początku studiów. Aktualnie wiedzie ustabilizowane życie, którego fundamentem są jej mąż i dzieci.

Dziesięć lat młodsza od swojej siostry Joanna jest dyrektorem banku, doskonale wiedzącą czego chce od życia kobietą z aspiracjami. Od pewnego czasu również jest zamężna – jej mąż Marek jest artystą. Para ma właściwie ugruntowaną pozycję zawodową i status majątkowy, a do pełni szczęścia pomimo usilnych wręcz starań brakuje im jednak potomka. Mimo podejmowania przez Joannę i Marka wysiłków każda kolejna próba powiększenia rodziny niestety kończy się fiaskiem. Sytuacja ta coraz bardziej frustruje Joannę, a mimo to nie dzieli się ona z nikim przytłaczającym ją ciężarem i przybiera maskę „twardzielki”…

Najmłodsza z sióstr Paulina jest młodą, wkraczającą dopiero w dorosłe życie kobietą. Wróciła z Londynu, gdzie zapoczątkowała swoją karierę projektancką i obecnie szuka dla siebie miejsca w zastanej rzeczywistości.

Te trzy, mimo, iż ze sobą spokrewnione, diametralnie odmienne od siebie właściwie pod każdym względem kobiety porządkując rzeczy matki muszą stanąć twarzą w twarz ze wspomnieniami z przeszłości. Podczas tej retrospekcji dowiedzą się bardzo wiele nie tylko o swoich rodzicach, lecz również o sobie nawzajem. Mało tego każda z nich odkryje także sporo prawd o samej sobie.

Bohaterki będą niezmiernie zaskoczone nie tylko nietypową wiadomością jaką po swoim odejściu zostawiła dla nich mama, ale także sposobem, w jaki zostanie im ona przekazana.

Jeśli chcecie dowiedzieć się, co konkretnie mam na myśli koniecznie sięgnijcie po tę ciepłą i refleksyjną powieść opowiadającą o relacjach rodzinnych, które choć niekiedy bywają trudne są również nieodzowne w życiu każdej i każdego z nas, bo przecież każdy wywodzi się z jakiejś rodziny.

Gratuluję autorce umiejętności wykreowania tak wielowymiarowych i prawdziwych postaci oraz snutej w sposób bardzo pochłaniający opowieści, która jednocześnie nie ocieka przesadnym czy sztucznym melodramatyzmem.


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika.

„Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie”


Niniejsza książka jest autobiograficznym zapisem wspomnień 36-letniej dziś Amy Purdy, która w wieku 19 lat z niewiadomych przyczyn zachorowała na zapalenie opon mózgowych połączone z ciężkim zakażeniem krwi, w ten dramatyczny sposób życie młodej kobiety najpierw zawisło na przysłowiowym włosku, a potem musiało zostać właściwie całkowicie przeorganizowane przez wzgląd na kwestie zdrowotne.

Stan Amy był w zasadzie krytyczny, lekarze mimo, iż z ogromną determinacją walczyli o jej życie byli niemal pewni, że dziewczyna umrze. Nasza bohaterka będąc w tym czasie w śpiączce, jakkolwiek nieprawdopodobnie może to zabrzmieć dla wielu z Was, otwarcie mówi o tym, że odbyła podróż w zaświaty i postawiona przed wyborem odejść czy zostać wybrała życie.

Pomimo bardzo wielu traumatycznych chwil z jakimi przyszło zmierzyć się Amy jest ona przykładem ogromnego hartu ducha, determinacji w dążeniu do wciąż stawianych sobie kolejnych celów oraz niesamowitej kreatywności w ich realizacji i choć jej egzystencja już nigdy nie będzie wyglądać tak samo jak dawniej, gdyż na skutek potwornie wyniszczającej organizm choroby straciła nie tylko obie nerki, śledzionę i fragment płuca, ale także obie nogi poniżej kolan (w wyniku problemów z krążeniem w kończynach, a ostatecznie całkowitym jego zatrzymaniu musiały one zostać amputowane poniżej kolan).

Ze względu na brak nóg musi ona korzystać z protez, a mimo to nauczyła się na nowo chodzić, ponownie podjęła pracę zawodową, a mało tego wróciła do uprawianej przed chorobą jazdy na snowboardzie i w roku 2014 zdobyła w tej dyscyplinie medal na Zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich w Soczi.  

Amy wraz ze swoim ówczesnym parterem, a obecnie mężem Danielem, założyła również fundację Adaptive Action Sports, która zajmuje się pomocą niepełnosprawnym sportowcom na różnych polach.

Młoda kobieta wystąpiła w wielu programach telewizyjnych, w tym także w jednej z edycji emitowanego przez stację ABC programu Dancing with the Stars, gdzie wraz ze swoim scenicznym partnerem Derekiem dotarła aż do finału tego show. Amy jest również uznawaną mówczynią motywacyjną i realizuje się na wielu różnych egzystencjalnych płaszczyznach.

Jeśli macie ochotę przeczytać tę niesamowitą i ogromnie budującą historię opowiadającą między innymi o tym, że kalectwo wcale nie musi ograniczać, a w dużej mierze od nas samych zależy jak podejdziemy do tego, co nas w życiu spotyka to ta książka zdecydowanie jest dla Was.

Jest to opowieść o nadziei, ufności, miłości i wsparciu rodzinnym oraz wytrwałości w walce o swoje marzenia. Amy swoją postawą pokazuje nam co to tak naprawdę jest apetyt na życie i odwaga w wychodzeniu mu naprzeciw pomimo wszystko.

Gorąco polecam! 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Życiowo tematyczny misz masz.


Autorki tej książki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tym razem w ręce czytelników za pośrednictwem Wydawnictwa Filia trafiła pozycja dosyć nietypowa, a mianowicie zbiór notek z prowadzonego przez autorkę, Panią Małgorzatę Kalicińską, bloga.

W pisanych przez siebie felietonach (jak sama je żartobliwie nazywa felkach) autorka porusza bardzo wiele różnorodnych tematów, które jak się domyślam są bliskie wielu z nas.

Moją szczególną uwagę przykuł np. jeden z pierwszych felietonów pt. „Czas! CZAS!” dotyczący nie czego innego, jak właśnie czasu, a właściwie jego chronicznego wręcz braku. W dobie gdy tak wiele mamy przecież różnorakich technologicznych ulepszeń, które jak zapewniają nas producenci mają oszczędzić nasz cenny czas, wciąż mamy go jednak zbyt mało, aby móc zwyczajnie cieszyć się życiem – czyż nie jest to paradoks, że gonimy ciągle za tym co ma ułatwić nam życie, a w efekcie i tak nie mamy na nic czasu?

Pani Małgosia pisze również sporo o swojej (jak sama mówi patchworkowej) rodzinie, wzajemnych relacjach panujących w niej i poza nią. Uchyla nam również rąbka tajemnicy w kwestii swoich przekonań i poglądów na różne aspekty życia. Pisze o nich w sposób jasny i klarowny nie narzucając ich jednak innym i będąc w pełni otwartą na to, iż ktoś może mieć całkowicie odmienne od niej zdanie na ten sam temat.

W książce znajdziemy również sporo interesujących odniesień dotyczących zagadnień kulturalnych kiedyś i dziś. Autorka opowiada również o swoich podróżach i niejako z nich wynikających fascynacjach kulinarnych. Prócz tego pani Małgosia pisze nieco o swoich upodobaniach np. lubianych bądź nie przez nią filmach, wykonawcach i utworach muzycznych etc.

Jest to pozycja mająca w sobie całą gamę różnorodnych emocji od humorystycznych anegdot, poprzez refleksje i zadumę nad tym co minęło, aż po ogromną wdzięczność za każdą przeżytą chwilę.

Zapiski ujęte w książce obejmują czas od listopada 2011 do lutego 2015

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu FILIA.

"... Aż do końca wierząc, że los inny mi pisany jest..."


Zaledwie kilka książek wstecz miałam przyjemność zapoznać się z pierwszym tomem cyklu Czas zamknięty, po tej lekturze nieuniknionym było sięgnięcie po jego drugą odsłonę noszącą tytuł „Pokonani”.   

W niniejszej powieści poznajemy dalsze losy Włodka Hallmana oraz bohaterów poprzedniej części, nie zabrakło jednakże nowych postaci i wątków.

Główny bohater chce wrócić do normalnego życia i rozpocząć poniechane w młodości studia medyczne lecz przewrotny los wciąż staje mu na drodze do spełnienia owych zamierzeń. Jak wiemy już z tomu pierwszego wielka miłość Włodka – Lila – żyje. Po tym jak drogi dwojga naszych bohaterów znów się przecinają postanawiają oni się pobrać i założyć rodzinę.

Początkowo wszystko układa się pomyślnie, Lila zachodzi w ciążę więc Halmanowie nie posiadają się ze szczęścia. Włodek cały czas służy w wojsku choć ciągle myśli o tym, aby w końcu rzucić mundur, niestety w  powojennej rzeczywistości nie jest to łatwe zadanie…
Dla Lilki nadchodzi czas rozwiązania niestety ona i dziecko umierają na skutek komplikacji okołoporodowych w związku z powyższym na Włodka spada kolejna życiowa trauma.

Przytłoczony mężczyzna wchodzi w różnorodne związki, ma coraz większe problemy z własną tożsamością, co zapewne jest również efektem wielu dramatycznych, wojennych przeżyć z przeszłości. Halman nie radzi sobie sam ze sobą do tego stopnia, iż popada w alkoholizm. Zaistniałej sytuacji nie polepsza także fakt, iż Halman cały czas tkwi w wojsku…

Relacje Włodka z kobietami są ciągłym poszukiwaniem szczęścia, akceptacji i stabilizacji wciąż na nowo degradowanym przez projekcje zwichrowanej psychiki, aby je choć trochę uciszyć mężczyzna coraz częściej zagląda do kieliszka, co z kolei powoduje nasilającą się depresję oraz napady agresji…

W swojej powieści autorka w sposób bardzo obrazowy ukazała powojenną, pełną zakłamania i wszechobecnej obłudy rzeczywistość, w której nic nie jest wyłącznie białe lub czarne. W powstającym śmiało można rzec z popiołów świecie jest całe mnóstwo odcieni szarości.

Na kartach „Pokonanych” zostaje rozwikłanych wiele tajemnic, które swój początek miały w tomie pierwszym.
Jeśli więc pierwsza część niniejszego cyklu przypadła Wam do gustu to jego druga odsłona także Was nie zawiedzie. Z całą pewnością spędzicie w towarzystwie znakomicie wykreowany przez panią Hannę bohaterów wiele emocjonujących i wzruszających chwil, w których uśmiech będzie przeplatał się z niejednokrotnym zaskoczeniem, a także przysłowiową łezką w oku.          

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

niedziela, 20 grudnia 2015

Święta tuż, tuż...

Moi Drodzy z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, a także nadchodzącego Nowego Roku dla Was wszystkich, którzy tutaj zaglądacie, a niejednokrotnie również zostawiacie ślad swej obecności w postaci komentarzy...


PS. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na bardzo długo i być może dzięki Wam w nadchodzącym roku dołączą do nas kolejne osoby :)

piątek, 18 grudnia 2015

Dwanaście nowych lekcji



Regina Brett od momentu wydania swojej debiutanckiej książki „Bóg nigdy nie mruga…” zyskała rzesze wiernych fanów, który z niecierpliwością czekają na jej kolejne publikacje jej autorstwa.

W listopadzie bieżącego roku pojawiła się na rynku wydawniczym czwarta już odsłona twórczości Reginy Brett, tym razem jest to gratka dla fanów pozycji nietypowych. Nakładem Wydawnictwa Insignis ukazał się dziennik połączony z kalendarzem. Publikacja ta nosi tytuł „Twój dziennik. 12 nowych lekcji i myśli na każdy dzień” jest to niecodzienny notatnik, który wraz z autorką możemy tworzyć w sposób bardzo osobisty.

W niniejszej książce znajduje się dwanaście felietonów pani Brett – każdy kolejny miesiąc otwiera felieton – w większości dotyczą one pobytów autorki w Polsce i związanych z nimi różnorodnych spostrzeżeń.

Miejsce na nasze prywatne zapiski przeplatane jest z krótkimi myślami z książek autorki, na kartach notatnika widnieją również symbole obrazujące myśli, o których wspomniałam wyżej. Istnieje również możliwość tworzenia własnych znaków, które są dla nas w taki czy inny sposób istotne.

Jeśli więc macie ochotę spędzić w towarzystwie Pani Reginy cały kolejny rok, a oprócz tego lubicie niekonwencjonalne kalendarze ta publikacja zdecydowanie jest przeznaczona dla Was.

„Twój dziennik. 12 nowych lekcji i myśli na każdy dzień” według mnie nadaje się również idealnie na prezent dla wszystkich tych, którzy potrzebują czegoś praktycznego - co pomoże im uporządkować i zorganizować całą masę codziennych spraw – a jednocześnie lubiących otaczać się dodatkami inspirującymi i wysmakowanymi w swojej formie.   

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Insignis.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 11 grudnia 2015

Sen na ja­wie, ja­wa we śnie


Historia z pogranicza jawy i snu, której głównym bohaterem, a jednocześnie narratorem jest 30-letni Soran.
Ukazuje on w swojej opowieści różnorodne wizje wewnętrznego świata, wypełnionego po brzegi dysharmonicznymi emocjami.

Odczucia te w połączeniu z obrazami, jakie jawią się Soranowi, targają wnętrzem naszego bohatera niczym statkiem będącym akurat na pełnym morzu w trakcie sztormu o nieokiełznanej mocy.

Jest to opowieść o ludzkim życiu, które jest odwieczną wędrówką, o jego radościach i smutkach. O tym, iż prócz wielu chwil zadowolenia jakie są naszym udziałem bardzo często czujemy się zagubieni, osamotnieni i brak nam tego co przeminęło, a wspomnienia potrafią "zaatakować" nas z niebagatelną siłą.

W debiucie tym niewątpliwie tkwi potencjał, który jednakże wymaga jeszcze nieco dopracowania i oszlifowania.

Za udostępnienie tekstu do recenzji dziękuję autorowi - panu Krzysztofowi Szczycińskiemu.


czwartek, 10 grudnia 2015

W małej książeczce - wielka uczta dla wyobraźni


Ta niewielka książeczka trafiła w moje ręce dosyć przypadkowo podczas tegorocznych Targów Książki w Krakowie. Gdy po raz kolejny odwiedzałam stoisko Wydawnictwa Media Rodzina ku mojemu sporemu zaskoczeniu otrzymałam ją po prostu w prezencie.

W ostatnim czasie na rynku wydawniczym panuje boom na wszelkiego rodzaju książki kreatywne. Czy wszystkie spośród tytułów przypisanych do wyżej wymienionego nurtu takie właśnie są to już temat na zupełnie inną polemikę… Jednakże przechodząc do meritum mimo, iż przygody Harolda mają już ponad 50 lat, historyjka ta jest dla mnie niesamowitym przykładem kreatywności.

W bajce poznajemy historię czteroletniego Harolda i jego fioletowej kredki. Pewnej księżycowej nocy chłopiec wybiera się na spacer, podczas którego przydarzają mu się różne przygody. Aby z powrotem trafić do swojego domu i łóżeczka nasz mały lecz bardzo rezolutny bohater przy użyciu swojej magicznej kredki oraz dzięki swojej niebagatelnej pomysłowości stopniowo dorysowuje sobie wszystko, czego potrzebuje, by odnaleźć powrotną drogę do bezpiecznego, ciepłego domu.

Jeśli chcecie dokładnie poznać losy Harolda koniecznie sięgnijcie po tę opowiastkę, gdyż jest ona świetną zabawą zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

We mnie osobiście perypetie malca wzbudziły skojarzenie z rodzimym „Zaczarowanym ołówkiem” (serialem animowanym realizowanym w latach 1964-1977 przez Se-ma- for), którego głównym bohaterem jest Piotrek i jego tytułowy zaczarowany ołówek.

Dodatkowym atutem tej wydanej przez Media Rodzinę publikacji jest to, iż ukazała się ona w wersji dwujęzycznej. Oprócz tekstu w języku polskim mamy również te same frazy w języku angielskim.

Zatem jeśli szukacie dla swoich milusińskich książeczki, która rozwija wyobraźnię, uczy, bawi, a oprócz tego gwarantuje mile spędzony czas dla małych i dużych gorąco polecam Wam przygody Harolda i jego fioletowej kredki.