środa, 27 maja 2026

"Nasze blizny opowiadają naszą historię. Świadczą o tym, że żyliśmy, a przede wszystkim, że przetrwaliśmy."


Niezbyt często sięgam po książki zagranicznych autorów. Debiut literacki Emily Houghton przyciągną mnie jednak do siebie zarówno opisem, jak i stwierdzeniem, że „Zanim Cię zobaczę”, może spodobać się również fanom opowieści „Zanim się pojawiłeś”, która niegdyś bardzo mnie poruszyła.

Autorka przedstawia nam Alice oraz Alfiego – to oni są narratorami poszczególnych rozdziałów.

Ich losy splatają się na szpitalnym oddziale, gdzie Alice trafia w wyniku ciężkich poparzeń odniesionych w pożarze, Alfie zaś, który w wypadku samochodowym stracił nogę, również przebywa w tej placówce.

Nasza bohaterka dotąd przebojowa, samodzielna pod każdym względem pnąca się po szczeblach kariery singielka, nagle całkowicie traci przysłowiowy grunt pod nogami. Trauma wywołana pożogą jest tak wielka, że Alice przez długie tygodnie zupełnie milczy… Przychodzi jednak kolejny trudny do udźwignięcia dla kobiety moment – z OIOM-u musi się ona przenieść na zwykły oddział w celu dalszej rekonwalescencji...

Alfie natomiast jest niesamowicie wygadanym, przesympatycznym oddziałowym wesołkiem, który stara się umilić pobyt wszystkim swoim współtowarzyszom niedoli. Skrywa on jednak pewną tajemnicę – jaką oczywiście Wam nie zdradzę.

Tym sposobem Alfie i Alice stają się sąsiadami. Kobieta nadal milczy, a że ze względu na swój obecny wygląd absolutnie nie chce się nikomu pokazywać, zostaje oddzielona od innych szpitalnym parawanem.

Czy nasza bohaterka w końcu się odezwie? A jeśli tak to czego się o niej dowiemy? Jak będzie rola Alfiego i jaki sekret skrywa on sam? – odpowiedzi znajdziecie w książce.

Na przykładzie swoich bohaterów autorka przybliża nie tylko ich szpitalną, niełatwą codzienność. Przede wszystkim ukazuje, jak na oddziale toczy się zwyczajne życie, ludzie, choć są bardzo różnorodni, zżywają się ze sobą, rodzą się przyjaźnie i wiele różnych emocji, które dotykają nie tylko pacjentów, ale także personel.

Postacie dwojga głównych bohaterów są według mnie odzwierciedlaniem maksymalnie obnażonej pod wieloma względami jednostki znajdującej się w dosyć krytycznej w wielu aspektach sytuacji.

Z zapartym tchem śledzimy ich losy, kibicujemy w trudnościach, ale towarzyszymy im również przy sukcesach i w momentach zadowolenia. Książka przepełniona jest wachlarzem bardzo różnorodnych emocji przeżywanych zarówno przez Alice, jak i Alfiego – dzięki temu stają się nam oni jeszcze bliżsi.

„Zanim Cię zobaczę” to opowieść refleksyjna i poruszająca trudne tematy, ale także otulająca, pełna wzajemnego wsparcia i uśmiechu bohaterów pomimo dotykających ich przeciwności losu. Opowiada ona o sile człowieka, jego wewnętrznej odwadze i o tym jak ważne są relacje z drugą osobą.

Zachęcam Was do zapoznania się z tą niezwykle emocjonalną, wzruszającą i pouczającą w swoim przekazie opowieścią. Myślę, że czas z nią spędzony będzie dla Was momentem na zatrzymanie się w codzienny życiowym biegu, który według mnie jest potrzebny każdemu, przynajmniej co pewien czas.

 


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 25 maja 2026

„Drzewa pochylają się pod ciężarem przeszłości, ale nie łamią. Potrafią trwać, jeśli tylko pozwoli im się rosnąć w spokoju.”


O książce „Dzieci wierzby” autorstwa Pani Małgorzaty Stasiak dowiedziałam się za pośrednictwem Wydawnictwa Mięta, pod którego szyldem ukazała się niniejsza publikacja.

W powieści poznajemy Karolinę, kobietę po pięćdziesiątce, która od wielu lat żyje w niezbyt szczęśliwym małżeństwie z Adamem, który jak się okazuje, ma własny pomysł na zupełnie nowe życie. Na skutek związanych z tym wydarzeń nasza bohaterka zmuszona jest sprzedać dotychczasowe lokum i ponownie zamieszkać z matką – Danką, właściwie wieczną hipiską, z którą zawsze miała niełatwą relację.

Danka zaś w pewien sposób dzieli lokum ze swoją najlepszą przyjaciółką Dzidzią, która niestety bardzo podupada na zdrowiu. Mocno zaniepokojona stanem przyjaciółki Danka postanawia zawezwać jej syna, który wiele lat temu wyemigrował z Polski.

W ten sposób ponownie krzyżują się drogi Karoliny i Kuby, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, lecz na lata stracili ze sobą kontakt.

Kuba od zawsze był introwertykiem i dużo lepiej odnajdywał się w „towarzystwie” natury niż ludzi… Nie inaczej było na emigracji, gdzie pracował jako dendrolog wśród swoich ukochanych drzew. Po powrocie do Polic musi zmierzyć się z chorobą Dzidzi, lecz również z powrotem do środowiska, z którego niegdyś uciekł...

Przez pryzmat losów tak różnorodnych bohaterów Pani Małgorzata Stasiak nakreśliła słodko – gorzką historię o ludziach z krwi i kości, ich pogmatwanym życiu oraz zawikłanych relacjach, które do dziś kładą się cieniem na ich egzystencji.

Właściwie każda z postaci opisana na kartach tej książki nosi w sobie jakieś deficyty, traumy, żale i różnego typu niezaleczone zranienia.

„Dzieci wierzby” to opowieść gęsta od różnorodnych emocji, ale także skłaniająca do wielu refleksji nad kolejami ludzkiego losu, naszymi wyborami i tym, jak rzutują one na życie innych – zwłaszcza dzieci/młodzieży.

Śledząc losy, dojrzałych już dziś, Karoliny i Kuby widzimy ich ciągłe wewnętrzne rozdarcie pomiędzy poczuciem obowiązku i poczuciem krzywdy, które ciągle nimi targają.

Mimo, iż autorka w swojej prozie porusza tematy bardzo trudne i delikatne, jak np. dysfunkcyjna rodzina, uzależnienie, choroba, trudna i mocno nieudolna miłość rodzicielska etc. to nie jest to wyłącznie smutna książka. Znajdujemy w niej również humorystyczne momenty, a całość jeszcze bardziej ociepla wdzięczna psia towarzyszka Kuby – Tre.

Opowieść ta jest również pełna rodzinnych tajemnic, które wychodząc stopniowo na jaw generują kolejne zawirowania w życiorysach bohaterów. „Dzieci wierzby” to historia, w której autorka nie pudruje relacji ani doświadczeń. Ukazuje jednak niegasnącą potrzebę bycia kochanym i akceptowanym, a tytułowa wierzba, która także w powieści ma swoje miejsce i znaczenie, stanowi symbol poszukiwania utulenia, chociażby przez drzewne witki.

Jeśli zachęciłam Was do zapoznania się z historią Karoliny, Kuby oraz ich bliskich to sięgnijcie po „Dzieci wierzby” i spójrzcie na opisane perypetie przez pryzmat własnych doświadczeń, co z całą pewnością wzbudzi w Was wiele różnorodnych emocji i refleksji.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 22 maja 2026

Powrót do lat 90.


Dziś opowiem Wam nieco o książce, która przenosi czytelnika do lat 90-tych, więc w części z odbiorców może wzbudzać spory sentyment. Mowa o powieści Katarzyny Kowalewskiej pt. „Zawód spadkobierca”, która ukazała się już jakiś czas temu.

Jest to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym oraz elementami komedii, której głównym bohaterem jest będący około trzydziestki Maciek. Mężczyzna jest potomkiem szlachciców z Obierca i utrzymuje się ze spadku po swoim dziadku, którego dysponentem jest obecnie jego wuj (w toku lektury zadanie to przejmuje jego syn – Stan Junior) mieszkający w USA, który wydziela bohaterowi swego rodzaju kieszonkowe…

Na kartach tej publikacji naszemu bohaterowi towarzyszy jego przyjaciel Mario. Panowie różnią się od siebie jak dzień i noc, ale nie umniejsza to niczego ich przyjaźni. Niestety popadają w pewne kłopoty i obaj szukają sposobu na poprawę swojej sytuacji materialnej.

Tak zaczyna się ta lekka i nieco ironiczna opowieść o perypetiach dwóch mężczyzn, ale również perypetii miłosnych tutaj nie brakuje. Historia wiedzie czytelnika poprzez podwórka blokowisk, na których z okien słychać muzykę z MTV, a wszelakie spotkania odbywają się bez umawiania – pod trzepakiem. Rzecz dzieje się jednak nie tylko w mieście, ponieważ rodzinną wioską Maćka jest Obierec, więc ścieżki opisanych postaci zawiodą odbiorcę również tam. A zwrotów akcji i wielu komicznych sytuacji nie zabraknie.

Jeśli jesteście ciekawi losów dwójki przyjaciół, przez których pryzmat autorka ukazała zmagania z codziennością, ludzkie słabości, rodzinne i przyjacielskie relacje oraz świat znany niektórym z lat 90-tych to sięgnijcie po tę opowieść.

Mnie czytało się ją w miarę dobrze, choć pewne rzeczy nie do końca mi się zgrywały i coś jednak momentami zgrzytało… Zaznaczyć należy, iż książka ta została wznowiona w roku 2023. Według mnie trzydziestolatek z roku wznowienia raczej już nie zachowywał się jak ten, z czasów gdy książka ukazała się po raz pierwszy, czyli w roku 2014.

To jedna strona medalu, drugą jest fakt czysto indywidualnego odbioru, ponieważ gdy ma się lat ponad czterdzieści to nie zawsze do końca bawi nas to samo, co bawiło człowieka w wieku lat 30 lub jeszcze wcześniej…

Niemniej jednak jeżeli macie ochotę na opowieść lekką, okraszoną sporą dawką humoru, ironii, a czasami sarkazmu oraz doprawioną nutką nostalgii – a ponadto chcecie się dowiedzieć czy Maciek w końcu samodzielnie sięgnął po swój spadek, a jeśli tak to co nim było? To śmiało możecie zapoznać się z historią opisaną na kartach tej książki.

Tym razem musicie sami przekonać się czy to pozycja dla Was czy też nie koniecznie.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 20 maja 2026

"Prze­szłość to dziś, tylko co­kol­wiek dalej”.


„Lidka” Mai Jaszewskiej to pierwsza książka tej autorki, jaką miałam okazję przeczytać. Akcja osadzona została w latach 50-tych i 60-tych XX wieku, w powojennej Warszawie, która stopniowo się odbudowuje, a z czasem doświadcza wielu różnorakich przemian.

Lidka na co dzień mieszka z rodzicami w odradzającej się stolicy, jednak sporo czasu spędza również na wsi u wujostwa, gdyż małżeństwo jej rodziców coraz bardziej podupada.

Drogi zakorzenionej wciąż w przeszłości mamy i chcącego żyć przede wszystkim dniem dzisiejszym i czerpać z tego wszelkie dostępne korzyści taty coraz mocniej od siebie odbiegają…

By nie obarczać tym wszystkim córki, rodzice wysyłają ją na wieś, w efekcie czego dziewczynka właściwie sama musi mierzyć się nie tylko z rozłąką z najbliższymi, lecz także procesem własnego dorastania i poszukiwania swego miejsca w świecie.

Trzeba oddać Mai Jaszewskiej, że w sposób ogromnie plastyczny i z dbałością o detale opisuje na kartach „Lidki” tło historyczne, w którym osadziła swoich bohaterów. Z drugiej strony jednak w żaden sposób nie spłyca to kwestii społeczno – obyczajowych równie mocno zaznaczających się w tej opowieści.

Przeżycia i emocje, którymi targani są różnorodni bohaterowie sprawiają, że bardzo łatwo się z nimi utożsamiamy. Wachlarz opisanych przez autorkę postaci jest bardzo szeroki nie tylko pod względem wieku czy płci, ale także w zakresie miejsca zamieszkania, statusu społecznego etc. Sprawia to, że czytelnik otrzymuje przekrój ówczesnego społeczeństwa oraz świadomość, z czym zmagały się poszczególne grupy społeczne.

Postać samej Lidki pokazuje młodą dziewczynę borykającą się z chaosem wewnętrznym wynikającym z odwiecznych praw natury i zewnętrznym – wypływającym z czasów, w jakich przyszło jej żyć.

Niemniej jednak właściwie każdy z bohaterów tej książki niesie na swoich barkach ogromny bagaż doświadczeń. Wszyscy żyją w mniej lub bardziej uświadomionym poczuciu zawieszenia, pomiędzy tym co było, co jest dziś i co dopiero nadejdzie, bo zmiany zachodzące w ich rzeczywistości są dynamiczne.

Jeśli szukacie powieści gęstej zarówno pod względem historycznym, jak również społecznym i obyczajowym, ukazującej życie jednostki na tle ogromu różnorodnych zmian, które zachodzą właściwie niezależnie od niej to myślę, że powieść ta będzie dla Was dobrym wyborem.

Choć autorka nie rozpieszcza swoich bohaterów (podobnie jak czasy, w których żyli) to jednak w powieści znajdziecie wiele emocji, również tych pozytywnych i budujących czytelnika.

„Lidka” to historia m.in. o walce o siebie, swoje marzenia i miejsce w świecie. Trwaniu wbrew przeciwnościom oraz o relacjach, które, choć często jesteśmy w nich mocno nieudolni pozwalają udźwignąć niełatwą, a niekiedy również bolesną i niezrozumiałą codzienność. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 18 maja 2026

"(...) Nie ma złych decyzji, są tylko takie, które dają nam szansę na te dobre."


Moja przygoda z książkami Sylwii Markiewicz trwa już kilka dobrych lat i z każdą kolejną przeczytaną opowieścią jej twórczość zakorzenia się coraz mocniej w moim czytelniczym serduszku.

Gdy jakiś czas temu pojawiła się zapowiedź kolejnej powieści to wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać. Tym razem również się nie zawiodłam, a wręcz jeszcze bardziej zachwyciłam.

Wiodącą postacią w książce o niezwykle intrygującym tytule „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” jest nie kto inny jak tytułowa Ludwika. Niegdyś kobieta była sławną i niesamowicie charyzmatyczną aktorką, kobietą, która pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy, zawsze była też osobą ogromnie uczuciową, choć w tej materii nie najlepiej jej się wiodło.

Aktualnie Ludwika dobiega osiemdziesiątki, choruje i wie, że jej dni są policzone. Kobieta przy wsparciu wieloletniego przyjaciela rodziny – Alojzego – opiekuje się swoją niepełnosprawną intelektualnie córką – Emilią, która pomimo swoich ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle, lecz wymaga ciągłego nadzoru i pokierowania w codzienności.

Ludwika, która od zawsze pragnęła zapewnić swojej córce jak najlepszy byt, teraz obawia się o to, kto zajmie się po jej odejściu wymagającą szczególnego podejścia Emilią… 

W związku z powyższym rodzi się w jej głowie pomysł, by zaprosić na swoje włości rodzinę, która jak dotąd trzymała się od niej z daleka. A za jakiś czas, na podstawie dokonanych podczas niniejszych wizyt obserwacji kobieta zdecyduje, kto przejmie opiekę nad Emilią i zgromadzony przez Ludwikę obszerny majątek.

Tak oto rozpoczyna się niesamowita i trzymająca w napięciu opowieść nie tylko o rodzinnych relacjach, ale również o szeroko pojętej miłości, pasji, odwadze i życiu na własnych zasadach. Jednakże autorka ukazała na jej kartach także ciemniejsze strony ludzkiej natury takie jak: interesowność, zawiść, obłudę, fałsz etc.

Bohaterowie opisani w tej książce są wyraziści, a zarazem różnorodni. Część z nich bywa mocno niejednoznaczna, co niewątpliwie podnosi napięcie w lekturze.

Rzecz jasna otrzymujemy także opowieść o burzliwym życiu uczuciowym Ludwiki, którego bardzo istotnym symbolem są tytułowe filiżanki. Dowiadujemy się, iż jej partnerzy odchodzili z tego świata w dziwnych okolicznościach, a podejrzenia często padały na kobietę… Jaka jest prawda tego oczywiście Wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami – ale nic w tej kwestii nie jest takie, jak się wydaje.

Na uwagę zasługuje również wątek przepięknej i głębokiej relacji Emilii z matką oraz niesamowicie barwna postać Sonii, która staje się spoiwem wielu światów. Sama Emilia zaś pomimo swych dysfunkcji jest postacią ogromnie nietuzinkową, a jej fascynacja roślinami i owadami jest niezwykle frapujący dla czytelnika.

Zachęcam Was bardzo gorąco do zapoznania się z tą historią. Jest to opowieść niezwykle wciągająca i wielowymiar0wa, a jej bohaterowie skrywają w sobie bardzo wiele odcieni szarości.

Jakie tajemnice kryją się za fasadą spokoju, lojalności i dobrych manier? Czy Ludwika w końcu ugnie się pod presją otoczenia i na koniec życia postąpi zgodnie z ich wyobrażeniami? A może pozostanie wierna sobie do ostatniego tchnienia?

O tym wszystkim przeczytacie na kartach „Siedmiu mężczyzn i siedmiu filiżanek Ludwiki Mayer”. Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 15 maja 2026

Judyta powraca 20 lat później! ;)

 

Zapewne są tutaj fani twórczości Katarzyny Grocholi, do których grona ja również się zaliczam. Któż z nas nie zna Judyty z kultowej już dzisiaj powieści „Nigdy w życiu”? – kto nie utożsamiał się w jakikolwiek sposób z jej losami i nie trzymał kciuków za jej życiowe poczynania? – odpowiedzcie sobie sami ;) .

25 lat od pierwszego wydania tej powieści i 22 od jej kultowej ekranizacji z panią Danutą Stenką w roli Judyty, panem Arturem Żmijewskim w roli Adama, panią Joanną Jabłczyńską w roli Tosi oraz całą plejadą znakomitych aktorów – Autorka postanowiła zrobić swoim czytelnikom nie lada niespodziankę i w marcu bieżącego roku pod szyldem Wydawnictwa Literackiego ukazała się kontynuacja „Nigdy w życiu”, czyli historia pt. „Właśnie że tak! Nigdy w życiu 20 lat później”.

W niniejszej opowieści Judyta i Adam otwierają biuro matrymonialne, a dobiegająca powoli czterdziestki Tosia ma troje dzieci i wciąż żyje w nieformalnym związku z Wacławem. Bohaterowie wiodą zwyczajne życie, jakie przytrafia się na co dzień nie jednemu z nas.

Pomimo upływu czasu pani Kasia Grochola wciąż pozostaje mistrzynią humoru, ciętej riposty, uważności na relacje międzyludzkie i różnego typu mrugnięć okiem w stronę czytelnika, więc i tym razem stawia swoich bohaterów przed różnorakimi życiowymi dylematami, koniecznością podejmowania przez nich trudnych decyzji, ale również daje im odetchnąć, kreując masę zabawnych momentów i ogrzać się w cieple rodzinnych relacji.

„Właśnie że tak!” to opowieść o różnorodnych relacjach międzyludzkich, o patchworkowej rodzinie, która zawsze i bez względu na wszystko stoi za sobą murem, o tym, że kto się czubi, ten się lubi. Matki zaś zawsze noszą w sobie lęk, że córki powielą ich dawne błędy oraz życiowe schematy.

Ta pozornie lekka historia jest ciepła i zabawna, ale również mądra, wzruszająca i skłaniająca do wielu refleksji. Zaś wątek Tosi pokazuje, że zawsze należy walczyć o siebie i dobre, szczęśliwe życie dla nas i naszych bliskich – bo zawsze jesteśmy tego warci! A niełatwe koleje losu, wiek, ani posiadanie potomstwa niczego nie przekreślają raz na zawsze.

Jeśli jesteście ciekawi jak Judyta i jej rodzina mają się 20 lat później i co tym razem im się przydarzy oraz jak z tego wybrną to koniecznie sięgnijcie po tę nowość spod pióra Katarzyny Grocholi.

Jednak nie tylko ich perypetie są tutaj interesujące – klientela biura matrymonialnego powadzonego przez Judytę i Adama na pewno nie pozwoli Wam się nudzić!

Myślę, że się nie zawiedziecie – ja absolutnie się nie zawiodłam – i miło będzie Wam wrócić do znanych bohaterów, których aktualne losy sprawią, że spędzicie czas równie przyjemnie jak kiedyś, lecz jednocześnie z nowymi przemyśleniami, dużą dozą śmiechu oraz ogromnym sentymentem!

A jeśli nie znacie poprzedniej części to śmiało możecie zacząć od tej książki, chociaż zachęcam Was do sięgnięcia po „Nigdy w życiu”, jak i po cały cykl Żaby i anioły, w którego skład wchodzą obie te powieści i nie tylko.

Serdecznie polecam tę oraz inne historie autorstwa Katarzyny Grocholi!

PS. A jako dodatek zostawiam Wam mały smaczek z Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie w roku 2016 i 2018 ;).


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 13 maja 2026

"(...) Serce nie może się mylić."


Najnowsza książka pani Pauli Uzarek była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki, a jednocześnie patronatem medialnym, który ukazał się w marcu bieżącego roku pod szyldem Wydawnictwa Alegoria.

Opowieść nosi tytuł „Iskra w popiele”, a jej główną bohaterką jest Ruta Puchalska. Kobieta jest ambitną i znającą się na swoim fachu panią architekt, która na skutek pewnych życiowych zawirowań wraca w rodzinne strony swojej mamy. Na miejscu otrzymuje zlecenie renowacji dworku Krukowskich, jest to znana i poważana w tej okolicy rodzina, a jej przedstawicielem jest na kartach książki Igor – młody biznesmen – który w pewien sposób irytuje, a zarazem pociąga Rutę.

Nasza bohaterka zamieszkuje w starym, rodzinnym domu, w którym niegdyś funkcjonowała również miejscowa piekarnia. Jak możecie się domyślić – dom, choć nieco zakurzony ma duszę, a sercem dawnej piekarni jest piec, który zdaje się przemawiać do głównej bohaterki, choć ona początkowo usilnie to ignoruje.

Wiele zmienia się, gdy Ruta odnajduje pamiętnik swojej babki Czesławy, a dworek Krukowskich również zdaje się odkrywać przed nią coraz to nowe tajemnice… Czy Ruta w końcu pozna meandry historii swej familii? Niewyjaśnione rodzinne sekrety przecież tak bardzo ją intrygują… Czy Ruta w końcu odważy się podążyć za głosem swego serca? Odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w książce.

Autorka poprzez osadzoną w nieco baśniowym klimacie opowieść zabiera nas w świat zawiłych ludzkich relacji. Nie tylko tych współczesnych, lecz także tych zakotwiczonych głęboko w przeszłości i owianych jej mrokiem, którego nikt nie chce przed Rutą ani odrobinę rozwiać.

„Iskra w popiele” to historia ciepła, nostalgiczna i traktująca o tym, jak ważne są nasze korzenie.

Pani Paula Uzarek nakreśliła bohaterów, którzy mają swoje rozterki, życiowe wzloty i upadki. Targają nim różnorodne emocje od miłości do nienawiści poprzez pokłady nieutulonego na czas żalu.

Jeśli chcecie poznać losy Ruty, Igora, ich bliskich oraz przodków to zapraszam Was serdecznie do lektury tej pozycji. Zdradzę Wam, że przyjemność z czytania dodatkowo podsycają gadający chlebowy piec oraz Westa – nieco niesforna, acz przeurocza sunia Ruty.

Polecam Wam tę klimatyczną prozę, ponieważ pomimo swej lekkości jest w niej miejsce na wiele refleksji. Ponadto książka ta jest kolejnym moim patronatem medialnym, co dodatkowo sprawia, iż jest ona w pewien sposób bliska mojemu czytelniczemu sercu :) .

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *