piątek, 16 stycznia 2026

Jeszcze odrobina okołoświątecznego klimatu.


Marta Nowik od swojego debiutu w roku 2022 nieustanie skrada czytelnicze serca.

W październiku 2024 swoją premierę miała jej na ten moment najnowsza książka pt. „Świąteczny abonament”.

Jej główną bohaterką jest Irena – kobieta w średnim wieku, która prowadzi własny salon fryzjerski, który jest właściwie całym jej życiem, gdyż nie jest ona szczęśliwa w małżeństwie z chłodnym i apodyktycznym Krzysztofem.

Kobieta ucieka więc w pracę, by tam pośród zaprzyjaźnionych klientów odnaleźć to, czego brakuje jej w domu, ponieważ tam jej ostoją jest tylko psiak o słodkim imieniu Karmel…

Akcja historii toczy się w przededniu Świąt Bożego Narodzenia, mimo tego atmosfera w domu Ireny i Krzysztofa jest bardzo napięta, a na skutek pewnych wydarzeń w odwiedziny przyjeżdżają do nich dwie totalnie różniące się od siebie seniorki – ukochana babcia Ireny – Hanna oraz matka Krzysztofa – Tekla.

Wtedy dopiero zaczyna się „dziać”, seniorki widząc opłakany stan relacji pomiędzy domownikami, postanawiają zawiesić wojenny topór i stworzyć, a następnie wcielić w życie swoich najbliższych pewien misterny plan nazwany przez nie tytułowym świątecznym abonamentem.

Czego on dotyczy i jak wszystko się potoczy? – tego oczywiście nie zdradzę, ale powiem Wam, że na pewno nie będziecie narzekać na nudę przy lekturze. Marta Nowik po raz kolejny opowiada o międzyludzkich relacjach, które bywają trudne, lecz są także nieodzownym elementem naszego życia.

Nakreśleni w tej opowieści bohaterowie są bardzo różnorodni i dlatego stosunkowo łatwo się z nimi utożsamiamy, ponieważ wiele z ich perypetii mogłoby stać się (a może nawet było) naszym udziałem.

„Świąteczny abonament” to książka niezwykle emocjonalna i skłaniająca do refleksji nad tym, co w życiu jest naprawdę ważne, a co niestety coraz częściej gubimy w życiowym pędzie. Mowa w niej o obecności, wsparciu, przyjaźni, poszukiwaniu szczęścia i dobra pomimo przeciwności losu.

Postacie dwóch dziarskich i charakternych staruszek wprowadzają w tę historię mnóstwo humoru i dynamiki. Zresztą każdy z bohaterów wnosi w tę opowieść swoją własną unikatową cząstkę nadającą całości wyjątkowy rys.

Jeżeli chcecie jeszcze odrobię poczuć świąteczny klimat, a śnieżna aura za oknem niewątpliwie temu sprzyja, to zachęcam Was do lektury tej wielowątkowej, ciepłej i mimo wszystko otulającej serce powieści.

Dajcie się porwać urokliwej prozie Marty Nowik, a jak już wspominałam na moich social mediach niebawem kolejna premiera spod jej pióra – czekacie? – bo ja bardzo, zwłaszcza, że będzie to mój pierwszy tegoroczny patronat :).

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 12 stycznia 2026

„Emocje są jak fale. Nie możemy ich kontrolować, ale możemy nauczyć się pływać.”


Publikacja „Męskie gadanie 2” to już moje trzecie spotkanie z rozmowami przeprowadzanymi przez Panią Beatę Biały. Tym razem wśród rozmówców autorki znaleźli się Panowie: Jan Englert, Antoni Pawlicki, Mariusz Szczygieł, Maciej Musiał, Maciej Dowbor, Rafał Rutkowski, Piotr Zychowicz, Bartłomiej Topa, Marek Kamiński, Tadeusz Oleszczuk, Szymon Marciniak, Paweł „Naval” Mateńczuk, Tomasz Organek, Michał Rusinek, Mateusz Gessler oraz Bartosz Węglarczyk.

Jak sami widzicie, spoglądając na ww. nazwiska, jest to bardzo szeroki przekrój osobowości, wykonywanych przez panów zawodów oraz różnorodnych spojrzeń na życie i świat, zbudowanych przez pryzmat osobistych przeżyć i odmiennych doświadczeń każdego z nich.

Co za tym idzie, także wachlarz poruszonych przez interlokutorów aspektów jest, tak jak w poprzednich książkach, bardzo rozległy. Rozmowy toczą się wokół tematów takich jak: lęk przed starością, lojalność zarówno wobec innych, jak i samego siebie, zachwyt nad życiem i poszukiwanie jego sensu, poczucie presji, którą często nie tylko otoczenie, lecz my sami na siebie nakładamy i potrzeba poczucia bezpieczeństwa, która jest fundamentalna dla każdego z nas.

W niniejszych dyskusjach pojawiają się też kwestie dotyczące odczuwania gniewu, (który staje się motywatorem do podejmowania pewnych działań) doświadczenia straty i jej konsekwencji, pokory, samotności, czułości wobec każdej istoty ludzkiej bez względu na płeć.

A gdyby tego było jeszcze zbyt mało, dotknięte zostają także zagadnienia związane z poczuciem odpowiedzialności, odczuwaniem przez bohaterów tychże rozmów strachu, buntu, dumy, wdzięczności oraz bardzo dzisiaj częstego, a jednocześnie usilnie spychanego na margines ludzkiego wyczerpania w pędzącym nieubłaganie świecie.

Dzięki tego typu pozycjom pięknie widać, jak Panowie coraz częściej i odważniej przełamują nieprawdziwy schemat, według którego mówienie przez nich głośno o swoich emocjach i odczuciach jest niemęskie – okazuje się, iż wręcz przeciwnie, bo przecież emocje są nieodłączną częścią każdego człowieka.

W każdej przeprowadzonej rozmowie widać doskonale jak wspaniałą słuchaczką jest pani Beata Biały. W niezwykle empatyczny sposób przekazuje czytelnikom to, co zostaje wypowiedziane na równi z tym, co pozostaje ukryte między wierszami w subtelnym, acz wymownym milczeniu. Jednocześnie niezwykle szeroki zasób poruszonych tematów dowodzi jej ogromnego profesjonalizmu

Jeżeli lubicie czytać wywiady to gorąco polecam Wam lekturę „Męskiego gadania 2”. Zawarte w niniejszej publikacji rozmowy skłaniają do refleksji, a czytając każdą z nich mamy poczucie, że właściwie przez każdą z odbytych rozmów subtelnie płyniemy. Całości dopełniają klimatyczne fotografie wykonane przez Pana Wojciecha Białego. Otwierają one każdą z rozmów przedstawiając nam fizjonomię jej głównego bohatera.

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 9 stycznia 2026

Opowieść ze skrzydłami i Instagramem w tle ;)

 

Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o moim kolejnym ubiegłorocznym patronacie. Powieść „Insta story” bardzo dobrze wpisuje się w panujący aktualnie trend wszechobecnego Instagrama.

Główną bohaterką książki jest Angelika, młoda, niezwykle ambitna studentka ASP w Warszawie. Dziewczyna z jednej strony jest nieśmiała, z drugiej chce zyskać aprobatę otoczenia, lecz przede wszystkim zasłużyć na uznanie ojca – niedoszłego artysty.

Na skutek pewnych zawirowań rodzinnych i dramatycznych wydarzeń, o których dowiecie się z książki, dziewczyna mieszka tylko z ojcem i ciągle próbuje odciąć się od piętna podobieństwa do nietuzinkowej rodzicielki.

Angel prowadzi profil na Instagramie, na którym uwiecznia swoją działalność artystyczną, a ta z kolei skupia się aktualnie na pracy, która być może weźmie udział w wystawie mającej odbyć się w kultowej „Zachęcie”, lecz czy tak się stanie? Zajrzyjcie do wnętrza powieści, a na pewno się tego dowiecie.

Na kartach „Insta story” poznajemy również Aleksa Grodzkiego, który też studiuje na ASP i nazywany jest w studenckim środowisku „Gwiazdą Wydziału Sztuki i Mediów” – chłopak zajmuje się szeroko zakrojoną fotografią.

Co takiego się wydarzy, że ścieżki tych dwojga zupełnie odmiennych od siebie osobowości przetną się ze sobą? – musicie przekonać się sami.

W publikacji pojawia się również postać Ivana, którego reputacja jest, delikatnie rzecz ujmując, mocno dyskusyjna w środowisku płci pięknej. Nie jest to jednak postać całkowicie jednoznaczna – dlaczego? – ta zagadka również rozwiązuje się w trakcie lektury „Insta story”.

Książka ta jest według mnie opowieścią o różnorodnych relacjach i próbach odnalezienia się w świecie zdominowanym dziś przez social media, w których właściwie wszystko jest na pokaz.

Wraz z bohaterami z jednej strony obracamy się w wirtualnym świecie, z drugiej zaś obserwujemy ich zmaganie się z codziennością, poszukiwanie akceptacji, uwagi, ze strony drugiego człowieka, dążenie do spełnienia marzeń, chęć kochania i potrzebę bycia kochanym, która ma tutaj, tak jak w życiu, bardzo wiele odcieni. W opowieści ukazane zostało również borykanie się postaci z poczuciem powielania pewnego schematu i ogromna chęć ucieczki od tego… Czy to się powiedzie? A może bywają sytuacje, w których początkowy schemat nie wiedzie zawsze do takiego samego finału? – odpowiedź oczywiście w „Insta story”.

Autorka przystępnym językiem, trafiającym zapewne do szerokiego grona czytelników porusza bardzo wiele istotnych tematów, takich jak np. miłość, przyjaźń, trudne wybory, odrzucenie, skomplikowane relacje rodzinne etc.

Książka, która na pierwszy rzut oka może wydawać się trywialna i przewidywalna, ale finalnie okazuje się, że niesie w sobie istotny przekaz, który wcale nie jest banalny. Całość daje czytelnikowi sporo do myślenia nad różnymi aspektami otaczającej nas aktualnie rzeczywistości.

Ze swojej strony zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z perypetiami Angeliki i jej współbohaterów, gdyż powieść ta jest bardzo współczesna, a zarazem uniwersalna. Warto się z nią zapoznać m.in. ze względu na szerokie spektrum poruszonych na jej kartach tematów. Zwłaszcza że, w moim odczuciu, jest to historia skierowana nie tylko do młodych dorosłych, ale także do bardzo szerokiego grona potencjalnych odbiorców, gdyż właściwie każdy może znaleźć w niej coś o sobie i dla siebie.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 7 stycznia 2026

Każda ławka zna wiele historii...

 

Książka, o której dzisiaj Wam opowiem to debiut pani Eli Figielek, który ukazał się w październiku 2025. Publikacja nosi tytuł „Ławka” i jest to mój patronat medialny.

„Ławka” to zbiór historii kilkorga bohaterów, którego charakterystycznym i na różne sposoby symbolicznym elementem staje się właśnie tytułowa „Ławka”. Każdy z bohaterów tych mikroopowieści nosi na swoich barkach spory bagaż różnorodnych doświadczeń.

Postacie w niej opisane zmagają się z rozstaniem, traumą, odkrywaniem swoich korzeni, co jest dla nich dużym zaskoczeniem. A niektórzy borykają się ze stratą najbliższych.

Pani Ela Figielek poprzez ich historie dotyka najgłębiej ukrytych zakamarków ludzkiej duszy, serca i psychiki.

„Ławka” skłania do wielu przeróżnych refleksji nad życiem i ludzkim losem. Wraz z jej bohaterami przeżywamy cały wachlarz emocji, odczuć i poruszeń, jakie stają się ich udziałem.

Kibicujemy im w mierzeniu się z codziennością, która, jak to w życiu bywa, zwykle nie jest usłana przysłowiowymi różami.

Autorka w swojej opowieści kładzie bardzo duży nacisk na emocje przeżywane przez bohaterów oraz relacje, jakie już posiadają lub te, które dopiero (z różnych względów) nawiązują.

Jak się okazuje żadna z nich nie jest do końca oczywista ani prosta. Każda niesie w sobie blaski, cienie, niedopowiedzenia i wątpliwości, ale także wsparcie, poczucie akceptacji, radość, uśmiech i wiele innych nieobcych człowiekowi odczuć.

Postacie nakreślone w niniejszych opowieściach są wielowymiarowe i różnorodne, co sprzyja temu, aby czytelnik mógł się z nimi łatwo utożsamić i odnaleźć w ich perypetiach choćby migawki z własnego życia.

Jeśli w Wasz czytelniczy gust dobrze wpisują się pozycje nietuzinkowe i takie, w których w niewielkiej objętości zawarty jest wartościowy przekaz to zachęcam Was do sięgnięcia po tę lekturę.

Mnie osobiście również bardzo mocno ujęła symbolika tytułowej ławki, autorka nadaje bowiem zupełnie zwyczajnemu przedmiotowi bardzo głębokie i wymowne znaczenie – jak dokładnie to wszystko wygląda przekonajcie się sami sięgając po tę lekturę.

Uważam że warto poświęcić jej swój czytelniczy czas i pochylić się nad tym, co autorka kieruje do odbiorcy, ponieważ wiele poruszonych przez nią w tej publikacji aspektów znajduje odbicie w naszej codzienności.

I pamiętajcie – każda ławka zna wiele ludzkich historii…


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

poniedziałek, 5 stycznia 2026

"Psy nie są całym naszym życiem, ale sprawiają, że nasze życie jest całe." - Roger Caras


 

Znacie twórczość Markusa Zusaka? Ja po debiutanckiej „Złodziejce książek”, którą przeczytałam w 2014 roku, ogromnie wyczekuję na każdy kolejny tytuł spod jego pióra.

Każda z jego książek jest zupełnie inna niż poprzednie, ale muszę Wam powiedzieć, że na żadnej pozycji się nie zawiodłam i mogę je śmiało polecić.

Tym razem, po 6 latach przerwy od poprzedniej publikacji, autor oddał w ręce czytelników wspomnienia, które dotyczą jego dwóch czworonożnych, psich przyjaciół – Reubena i Archiego, którzy odeszli już za tęczowy most. W opowieści tej pojawiają się również 2 koty oraz Frosty, psi mieszaniec, który aktualnie już jako jedyny z ww. pupili towarzyszy rodzinie Zusaków.

„Trzy dzikie psy…” to wspomnieniowa opowieść złożona niczym misterna mozaika z wielu różnorodnych fragmentów. Jest to także swego rodzaju hołd dla Reubena i Archiego, którzy na zawsze zmienili życie rodziny i pozostaną w ich pamięci pomimo upływającego czasu.

Jest to historia z jednej strony nostalgiczna i chwilami zabawna, ale z drugiej strony są w niej także momenty mrożące czytelnikowi krew w żyłach, ponieważ autor opisuje otwarcie trudy okiełznania instynktu i niełatwego charakteru swych psich kompanów.

Książka ta nie jest jednak skierowana wyłącznie do miłośników psów, choć tym z pewnością się spodoba, autor zawarł w niej bowiem całe spektrum różnorodnych emocji, które towarzyszą rodzinie we współistnieniu ze zwierzętami.

Rozpoczynając od córki, a potem syna, których życie było nierozerwalnie związane z domowymi adopciakami. Obecność dziewczynki, a następnie dwojga dzieci, momentami zaskakująco mocno łagodziła psie charaktery.

Pan Markus i jego żona Mika równie mocno (i z wzajemnością) przywiązali się do swoich czworonogów zatem jest to opowieść o trudnej, a często także upartej miłości i życiu w stadzie.

Na kartach niniejszych wspomnień znajdują się również bolesne wspomnienia o chorobie, odchodzeniu i poczucie straty po psich przyjaciołach.

Pozycja dosyć krótka, ale bardzo mocno emocjonalna i rzucająca wiele światła na relacje, które nawiązują się między zwierzęciem a człowiekiem i choć bywają one niełatwe, podobnie jak te międzyludzkie, to wnoszą one w nasze życie zupełnie nową jakość i inną optykę patrzenia na otaczający świat.

Zatem według mnie „Trzy dzikie psy i prawda” to ciekawa i warta uwagi lektura. 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

piątek, 2 stycznia 2026

Podsumowanie czytelnicze 2025

 

Przychodzę do Was dzisiaj z podsumowaniem 2025 roku, który to rok skończyłam z 76 przeczytanymi książkami (o 5 mniej niż w 2024 roku). W obecnym roku będę chciała przeczytać więcej, lecz nie nakładam na siebie dodatkowej presji.

Nowy rok rozpoczęłam od lektury powieści Jacka Galińskiego "Zabójczy tandem". Z kolei pierwszą książką przeczytaną w 2025 był "Spacerujący z książkami", natomiast rok 2025 zakończyłam lekturą powieści "Mrok jest po naszej stronie" Katarzyny Zyskowskiej. Jaką książką zakończę 2026 rok pozostaje zagadką także dla mnie.

Jak już wspomniałam przeczytałam 76 książek z czego:

63 sztuki były polskimi książkami, co daje 82,89% polskich tytułów.

50 książek było tytułami recenzenckimi, co daje 65,79% książek recenzenckich.

W zeszłym roku otrzymałam 40 książek do recenzji, a jak już wspomniałam przeczytałam 50, co pozwoliło mi zmniejszyć ilość książek do recenzji o 10 i na początku roku mam ich 138, a na początku 2025 roku było ich 148.

Najwięcej książek do recenzji otrzymałam z:

Wydawnictwa Znak 5 tytułów,

Wydawnictwa Filia 4 książki oraz

Wydawnictwa Rebis 4 książki.

Jeśli chodzi o autorki to najwięcej książek do recenzji otrzymałam następujących autorek:

Edyta Świętek 4 powieści oraz po dwie książki: Sylwii Markiewicz, Marty Nowik, Beaty Biały oraz Lucyny Olejniczak.

W 2025 roku najwięcej książek przeczytałam z następujących wydawnictw:

Znak 5 książek z 5 otrzymanych, co daje 100%,

Rebis 5 książek z 4 otrzymanych, co daje 125%

Alegoria 5 książek z 2 otrzymanych, co daje 250%.

Wśród autorek najwięcej książek przeczytałam autorstwa Marty Nowik (5 książek, w tym 3 recenzenckie) Edyty Świętek (4 tytuły - 4 recenzenckie), Beata Biały (3 książki), Sylwia Markiewicz (2 książki), Lucyna Olejniczak (2 książki) oraz Danka Braun (2 książki).

Mimo sukcesu w zmniejszeniu stosu hańby to nadal do najwięcej książek do recenzji mam książek z Wydawnictwa Znak (25 książek), Wydawnictwo Filia (12 tytułów), Rebis (9 książek), Replika 9 książek. Mam ogromną nadzieję, że te wspomniane książki będą czytane i mój stos jeszcze bardziej się zmniejszy.

Na szczęście w wypadku kilkunastu wydawnictw udało mi się przeczytać wszystkie książki recenzenckie, a były to:

Mando (3 książki otrzymane - 3 przeczytane), Pascal (2 książki otrzymane - 2 przeczytane) a także po jednej książce otrzymanej i przeczytanej z wydawnictw: Alternatywne, Arbow, Oficynka, Magia Słów, Zwierciadło, Wielka Litera, Mięta, Relacja, Videograf, Pulp Books. Dodatkowo przeczytałam zaległe książki z Wydawnictw: Czarne, Espe, Insignis.

Patrzę optymistycznie w przyszłość.

Napiszcie jak Wasz czytelniczy 2025 rok.

środa, 31 grudnia 2025

Życzenia noworoczne 2025/2026


W Nowym Roku życzę pogody ducha, satysfakcji i niegasnącej nadziei na coraz lepsze dni. Niech zdrowie, miłość i szczęście towarzyszą na każdym kroku, aby nowy rok stał się czasem realizacji marzeń, odkrywania nowych możliwości i czerpania radości z małych rzeczy!

PS. No i oczywiście, jak zawsze, wszystkiego zaczytanego 📚😉

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Czwarte śledztwo Cormorana i Robin


Za mną już (albo dopiero) czwarta odsłona losów Cormorana Strike’a oraz jego niezastąpionej asystentki Robin.

W tomie „Zabójcza biel” oprócz wciąż ewoluującej i zawiłej relacji ww. bohaterów dostajemy do rozwiązania kolejną zagadkę kryminalną. Tym razem w agencji Cormorana zjawia się wyglądający na mocno zaburzonego młody chłopak — Billy, który twierdzi, że przed laty, sam będąc jeszcze małym chłopcem, był świadkiem uduszenia i zakopania dziecka.

A to jak się zapewne domyślacie dopiero wierzchołek góry lodowej.

Drugim torem opowieści, toczącym się współcześnie, jest wielki świat polityki, w którym znany i szanowany minister Jasper Chiswell pada ofiarą szantażu i obawia się o swoje życie.

Powieść ta jest długa, gdyż liczy sobie blisko 660 stron, autor/-ka zatem wielokrotnie kluczy, myli tropy i ukazuje wzajemne, czasem wydające się być bardzo chaotycznymi, relacje poszczególnych bohaterów.

A do tego wszystkiego rozpadające się małżeństwo Robin i jej walka z traumą. Próby Cormorana zmierzające do stworzenia relacji z Lorelai oraz zniknięcie Billy’ego i jego dramatyczny telefon z prośbą o ratunek…

Jak się okazuje w zniknięcie zamieszany jest starszy brat chłopaka – Jimmy i jego dziewczyna Flick, z którą w toku lektury Robin próbuje nawiązać nić porozumienia, by zyskać kolejny trop w prowadzonym śledztwie.

Całość rzecz jasna osadzona jest w Londynie, z całym jego spektrum klasowym – od dzielnic zamieszkiwanych przez arystokrację, aż do tych zasiedlanych przez antyglobalistów, w szeregi, których muszą przeniknąć współpracownicy głównych bohaterów. Robin również nie stroni od metamorfoz mistyfikowanych na potrzeby śledztwa.

Dzięki tej opowieści czytelnik ma też szansę podejrzeć nieco, jak wygląda codzienność w Izbie Gmin.

Dla mnie plusem tego tomu jest fakt, iż jest on znacznie mniej naszpikowany brutalnością niż części 2 i 3. Natomiast mam też wrażenie, że choć są momenty, w których akcja toczy się wartko to znaczna część powieści jest zwyczajnie przegadana, a przez to bywa nużąco.

Jak już wcześniej pisałam relacja między dwojgiem głównych bohaterów wciąż jest w fazie kreatywnej, że się tak wyrażę i w sumie mnie osobiście ten wątek ciekawi najbardziej, a intrygujące meandry śledztwa są rzecz jasna sympatycznym dodatkowym smaczkiem.

Czy Billy się odnajdzie i czy miał rację w sprawie wspomnianego wcześniej dziecka? Czy szantażysta zostanie ujawniony? Czy i tym razem dojdzie do morderstwa, a jeśli tak to kto i dlaczego go dokona, a kto padnie ofiarą? – odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie na kartach „Zabójczej bieli”.

Całość oceniam jako dosyć dobrą, aczkolwiek miejscami zawierającą dłużyzny książkę, a dodatkowa gwiazdka w ocenie należy się za zaskakujące zakończenie, bo takiego obrotu spraw w ogóle się nie spodziewałam.

Póki co, tak jak mam to w zwyczaju w przypadku niniejszego cyklu, na jakiś czas pożegnam się z jego bohaterami, ale gdy znów nieco odsapnę to na pewno sięgnę po 5 tom perypetii Cormorana i Robin.

Myślę, że fani tego cyklu zrobią/zrobili podobnie.


* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 24 grudnia 2025


 Dla Was wszystkich, którzy mnie tutaj odwiedzacie na ten świąteczny czas życzę:

    Niech Święta przypomną Wam, że najważniejsze jest to, czego nie da się kupić - bliskość, spokój i obecność drugiego człowieka. 

PS. No i oczywiście wszystkiego zaczytanego! 😉 

poniedziałek, 22 grudnia 2025

"Trzeba nam nauczyć się odchodzić od tych, którzy nie doceniają tego, że jesteśmy..."


Z całą pewnością są tutaj fani twórczości Anny H. Niemczynow, do których grona ja również rzecz jasna nieodmiennie się zaliczam.

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam nieco o książce tej właśnie autorki. Powieść, o której mowa ukazała się we wrześniu tego roku i nosi bardzo wymowny, przynajmniej według mnie, tytuł „Strażniczki moralności”.

Główną bohaterką i narratorką historii jest Jaga Branson, uznana i ceniona (a co za tym idzie również zamożna) psycholożka i psychoterapeutka. Kobieta ma poukładane, stabilne życie, kochającego partnera Krisa i dorosłą córkę, z którą łączy ją silna, głęboka i piękna więź.

Mimo że Jaga pomaga wielu ludziom, wciąż nie potrafi pomóc samej sobie w uporaniu się z trudnym dzieciństwem i wczesną młodością, w których była jeszcze Jagodą Broniewską… Ogromnie trudna, bolesna relacja z matką wciąż kładzie się cieniem na życiu kobiety, tym bardziej, gdy okazuje się, że Aniela zmaga się ze śmiertelną chorobą…

Relacje między Jagą, a jej siostrą Mel również, mówiąc delikatnie, nie należą do łatwych…

Fabuła tej historii to opowieść o toksycznych relacjach, odrzuceniu, bólu, fizycznym i psychicznym cierpieniu, ale jednocześnie o miłości, chęci niesienia pomocy i wspierania drugiej osoby pomimo wszystko.

Książka ta budzi w czytelniku całe mnóstwo różnorodnych emocji. Na przykładzie Jagi widzimy, jak świadoma siebie, dojrzała kobieta jednocześnie może być wewnętrznie głęboko poranioną dziewczynką szukającą miłości i akceptacji – najmocniej tam, gdzie z różnych powodów nie dane jej było (i wciąż jest) ich znaleźć.

Moim zdaniem jest to opowieść o próbie godzenia się z tym, czego nie możemy zmienić, o przebaczaniu innym, ale również sobie. W historii tej autorka pokazała, że rodzice również borykają się z deficytami, które sprawiają, że nie potrafią oni okazywać swoim dzieciom miłości, zainteresowania etc.

W moim odczuciu jest to najbardziej osobista opowieść pisarki. To przejmująca historia o budowaniu siebie pośród gruzów, tego, co minione i o tym, że przeszłość pomimo wszystko nie musi na zawsze nas definiować.

Choć nie zawsze mamy wpływ na to co się wydarza to nasze reakcje są już naszym wyborem – oczywiście bywa to trudne, ale jest możliwe do wypracowania. A bycie dobrym człowiekiem to nie tylko dbanie o innych za wszelką cenę lecz dbanie również o siebie poprzez odcinanie się on pewnych relacji, hejtu i od tego, co uważają na nasz temat inni ludzie. Bywa to bolesne, ale w niektórych przypadkach bezwzględnie konieczne.

„Strażniczki moralności” to głęboko poruszająca, zapadająca w umysł i serce czytelnika historia. Wszystko, co zostało poruszone na jej kartach skłania odbiorcę do refleksji oraz analizy własnych relacji z rodziną, przyjaciółmi i szeroko pojętym otoczeniem.

Są takie publikacje, które bardzo trudno opisać, tak aby nie pozbawić ich głębi przekazu – po prostu trzeba je samemu przeczytać i odkryć – „Strażniczki moralności” z pewnością mogę zaliczyć do takiego właśnie gatunku.

Trzeba szczerze powiedzieć, iż na pewno nie jest to tak zwanym comfort book, ale jeśli szukacie lektury, która Was dotknie i poruszy do głębi to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Myślę, że takich dzieci – jak Jaga, matek – jak Aniela, sióstr – jak Melania oraz pozostałych „strażniczek” jest wśród nas wbrew pozorom bardzo dużo, a co za tym idzie osób borykających się z problemami opisanymi w książce również nie brakuje.

Historia Jagi choć teoretycznie fikcyjna może być wsparciem i światełkiem w tunelu, dla osób, które znajdą w sobie odwagę, aby się na nią otworzyć i przejrzeć w niej, jak w lustrze. Myślę, że warto pochylić się nad tym, co zobaczymy w odbiciu…

Zatem, jak sami widzicie powieść „Strażniczki moralności” serdecznie polecam.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 19 grudnia 2025

Magister Popunia wkracza do akcji.


Piotr Liana zadebiutował w roku 2015 powieścią „Persona non grata”, po niej przyszły kolejne historie „Echo serca” i „Test tolerancji” – o wszystkich trzech mogliście u mnie przeczytać.

Najnowszym literackim dzieckiem autora jest komedia zatytułowana „Morderstwo skonsultuj z farmaceutą”, która swoją premierę miała 20 października tego roku i to właśnie o niej dziś Wam opowiem.

Głównym bohaterem jest mgr Popunia, który wiedzie nieskomplikowany żywot, pracując w aptece, w miejscowości na Zet koło Tarnowa. Jego prawą ręką jest wiecznie głodna Anula.

Stabilne życie Pana Magistra wywraca do góry nogami list, który otrzymuje on od dawnego pacjenta. W tejże korespondencji nadawca prosi Popunię o ratunek, gdyż w jego ocenie rodzina czyha na jego majątek i próbuje go unicestwić…

Jak możecie się domyślić Popunia rusza nieszczęśnikowi na ratunek… Rzecz jasna uruchamia to lawinę komicznych wydarzeń, których prowokatorami jest ekscentryczna rodzinka obawiającego się o swe życie mężczyzny.

Akcja powieści toczy się w ciągu raptem kilku dni, a jest tak naszpikowana humorem, również tym sytuacyjnym, że podczas jej lektury prawie cały czas się śmiejemy.

Postacie nakreślone w książce są bardzo wyraziste, mają więc swoje charakterystyczne powiedzonka, zachowania etc. A całość jest tak skonstruowana, że wszystko dobrze do siebie pasuje i tworzy zaiste komediowe tło.

Komizm ten i umiejętnie wykorzystywany poziom absurdu, który nie przekracza dobrego smaku to ogromne atuty tej historii. Postać farmaceuty jest jednym wielkim mrugnięciem oka w kierunku czytelnika.

Po komedie w literackim wydaniu nie sięgam zbyt często, mam jednak nieodparte wrażenie, iż do ich tworzenia trzeba mieć szczególny dar, by móc wstrzelić się w poczucie humoru innych ludzi. W moim przekonaniu Piotrowi Lianie udało się to wręcz znakomicie!

Jeśli jesteście ciekawi perypetii mgr Popuni i tego jak potoczy się jego „rycerska” misja to zapraszam Was do lektury tej książki – ubaw po pachy gwarantowany!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 17 grudnia 2025

Poruszająca historia młodej kobiety, która zapisała się na kartach historii.

 

Jeśli lubicie opowieści niosące w sobie dużą dozę historii to dziś mam dla Was nie lada gratkę czytelniczą.

W październiku bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Rebis ukazała się publikacja pt. „Fałszywa hrabina”, w której Panie: Elizabeth B. White oraz Joanna Śliwa podjęły się niełatwego zadania, a mianowicie przybliżenia losów Pepi Spinner, młodej żydówki, która ukrywając się pod różnymi tożsamościami, na przestrzeni całego swojego życia, pomogła wielu więźniom Majdanka.

Jedną z jej przybranych tożsamości była właśnie tytułowa hrabina Janina Suchodolska, która otworzyła przed kobietą bardzo wiele, zdawałoby się definitywnie zamkniętych, drzwi…

Losy tej niesamowitej kobiety, ukazane na kartach książki zapierają czytelnikowi dech w piersiach i skłaniają do wielu refleksji m.in. w kwestiach szeroko pojętego człowieczeństwa, odwagi, stawiania potrzeb i życia innych ponad swoje własne. Postawa Janiny dowodzi ogromnej odwagi i heroizmu pomimo codziennego spoglądania śmieci w oczy.

Dzięki pamiętnikowi Janiny i tytanicznej pracy autorek mamy możliwość zajrzeć na Majdanek, ze wszystkimi jego tragicznymi, brutalnymi i nieludzkimi praktykami. Możemy również poznać ówczesne realia pracy w RGO i ogólnego funkcjonowania w tamtych ogromnie trudnych czasach.

Opowieść ta, choć mroczna, jest bardzo interesująca i myślę, że warto ją poznać, chociażby z szacunku dla głównej bohaterki. Muszę jednak zaznaczyć, iż jest ona napisana w sposób niezwykle raportowy. Rozumiem, że takiego sposobu przedstawiania niniejszej historii mogła wymagać od autorek praca wykonana przez nie na potrzeby tej publikacji i chęć utwierdzenia odbiorów w jej prawdziwości. Niemniej jednak wpływa to bardzo mocno na swego rodzaju dynamikę czytania tej książki, co w połączeniu z niezwykle mrocznymi i dotkliwymi losami ukazanych w tej publikacji postaci staje się dla czytelnika mocno przytłaczające, a przez to jeszcze bardziej spowalnia lekturę.

Mimo tego, jak już wcześniej pisałam, jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi, a zawarty w niej ogrom przypisów etc. daje możliwość dalszych, samodzielnych poszukiwań w aspekcie zgłębiania wiedzy na zarysowane w „Fałszywej hrabinie” tematy społeczne, polityczne oraz wiele innych.

Nie będę się szeroko rozpisywać na temat tej pozycji, ponieważ właściwie nie sposób zrobić tego w kilkunastu, czy kilkudziesięciu zdaniach, tak aby nie pominąć czegoś ważnego, czy wartego podkreślenia – to po prostu trzeba przeczytać.

Przygotujcie się na całe mnóstwo różnorodnych emocji i przemyśleń ukrytych w tej głęboko poruszającej historii.

Polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Kolejny tytuł z serii Opowieści z Wiary


Książka Anny Halasz czekała na swoją kolej długi czas, ale w końcu się doczekała. Jest to moim zdaniem opowieść mocno szkatułkowa. Poznajmy w niej bowiem historię Tomasza, który po powrocie z emigracji próbuje ułożyć swe dosyć pokomplikowane życie na nowo. Jak się okazuje, jego przeszłość nie jest łatwa, a zaistniałe w niej wydarzenia wciąż nie dają mężczyźnie spokoju.

Drugą perspektywą tej opowieści są opowiadania, których zilustrowanie ma dać naszemu bohaterowi zawodowy reset. Aby jak najlepiej wykonać zleconą pracę, Tomasz postanawia przeczytać ww. opowiadania, by swoimi ilustratorskimi poczynaniami jak najmocniej oddać teść/przesłanie każdego z nich.

Jak lektura ta wpłynie na naszego bohatera? Czego dowie się on sam o sobie, a my jako czytelnicy o nim? – To musicie odkryć sami.

Jest to opowieść stawiająca wiele pytań i niedająca łatwych ani jednowymiarowych odpowiedzi na nie…

Zarówno sama historia głównego bohatera, jak też te ukryte w czytanych przez niego opowiadaniach skłaniają czytelnika do refleksji na bardzo wielu polach. Dotykają trudnych tematów i emocji, z którymi często niełatwo przychodzi nam się mierzyć.

Autorka ukazała w powieści proces ludzkiego poszukiwania sensu życia. Tomasz wciąż zastanawia się, czy istnieje coś takiego jak znaki od Wszechświata/Boga etc. i czy w nie wierzyć, czy nie?

Książka ta jest melancholijna, nostalgiczna i refleksyjna w sam raz na długi jesienny lub zimowy wieczór. Z rozterkami bohaterów i bohaterek łatwo możemy się utożsamić. Pochylamy się nad ich przeżyciami, przeglądając się w nich niczym w lustrze.

Emocje, które stają się ich udziałem, również niejednokrotnie dotknęły zapewne nas samych w jakimś momencie naszego życia.

Pomysł na zawarcie wielu opowieści w jednej historii wydaje mi się w tym przypadku bardzo trafiony, ponieważ nadaje całości bardzo wysublimowanego charakteru.

Jeśli lubicie nietuzinkowe opowieści z wieloaspektowym przesłaniem to myślę, że „Obecność…” będzie dla Was dobrym wyborem, gdyż według mnie każdy odkryje w niej coś dla siebie, a jest to zawsze niewątpliwy atut książki.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 12 grudnia 2025

"Zaczynamy żyć, kiedy przestajemy się bać życia." - Dorothy Thompson

 

Powieść „Więźniarka” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Pani Anety Maśluk. Muszę powiedzieć, że było to bardzo udane spotkanie.

Akcja historii toczy się dwutorowo. Poznajemy Alice Hackman, która na skutek pewnych wydarzeń w swoim życiu odsiedziała kilkuletni wyrok i właśnie wychodzi z więzienia, nie mając pojęcia jak odnaleźć się na wolności, gdzie nie ma rodziny, ani żadnego zaplecza socjalnego.

Drugim, równoległym, ogniwem opowieści jest Lotar Krause, któremu choroba alkoholowa coraz bardziej niszczy pisarską karierę i życie…

Sploty różnych okoliczności, o których w szczegółach dowiecie się z książki, sprawiają, iż ścieżki bohaterów przecinają się w pociągu zmierzającym do małej miejscowości na południu Niemiec.

Czy każde z nich odnajdzie tam to, czego szuka i potrzebuje? Przekonajcie się sami, sięgając po tę niesamowicie wciągającą prozę.

Autorka nakreśla czytelnikom bardzo bogate w różnorodne detale portrety psychologiczne każdej z wykreowanych postaci. Cała akcja zaś toczy się wartko i z każdą kolejną stroną coraz bardziej pochłania czytelnika.

Czy Alice i Lotar pokonają swe wewnętrzne i zewnętrzne demony? Z czym przyjdzie im się mierzyć? Czy przeszłość musi determinować teraźniejszość i przyszłość? Czy stając twarzą w twarz z psychopatą można go, w pewnym sensie, pokonać?

Te i wiele innych pytań nasuwa się czytelnikowi w toku lektury. Perypetie bohaterów rozsnute są pomiędzy unicestwieniem a odrodzeniem – jakie decyzje podejmą i w kierunku czego będą podążać? – przekonacie się sami.

Na naszą uwagę zasługują jednak nie tylko główni bohaterowie, bowiem historia postaci drugoplanowych jest równie interesująca i ujmująca czytelnika.

W książce tej bardzo plastycznie ukazane zostało zderzenie życiowego mroku i rozpaczy ze światłem i nadzieją, które splatając się w przeróżnym natężeniu i konfiguracji przenikają losy bohaterów.

Jeśli macie ochotę na ciekawą, wielowymiarową opowieść o ludziach, którzy zmagają się z życiem na bardzo wielu różnych polach to śmiało zajrzyjcie na karty „Więźniarki”.

Mnie nie do końca usatysfakcjonowało zakończenie, którego rzecz jasna Wam nie zdradzę, niemniej jednak jeśli chodzi o tę lekturę jako całość to jestem zdecydowanie na tak!

Namówiłam Was na przeczytanie tej powieści? – Mam nadzieję, że tak :) .

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 10 grudnia 2025

W życiu, jak w ulu...

 

Jeśli znacie twórczość Nataszy Sochy to dobrze wiecie, że jej książki są bardzo różnorodne i że nie boi się ona poruszać w swojej prozie tematów trudnych oraz takich, które często chcielibyśmy zamieść pod przysłowiowy dywan i nigdy więcej spod niego nie wydobywać.

W powieści „Kamienica pszczół” autorka początkowo przybliża nam konstrukcję ula, panującą w nim hierarchię i zasady, co w całej tej opowieści ma niemałe znaczenie, które na pewno dostrzeżecie przy lekturze.

Po takim niebanalnym wstępie poznajemy Alicję – kobietę z przeszłością. Ocala ona od wyburzenia zrujnowaną kamienicę, w której postanawia stworzyć swego rodzaju azyl, nie jako stricte instytucję, lecz jako dom, w którym mogą zamieszkać kobiety po różnorakich przejściach…

Kamienica składa się z 7 mieszkań, więc oprócz Alicji wprowadza się do niej 6 lokatorek. Każda z nich wnosi ze sobą własną historię i niemały bagaż doświadczeń, które poznajemy w trakcie lektury.

Mieszkanie w tej kamienicy i stosunki panujące między współlokatorkami wydają się być sielanką, rajem na ziemi i wszystkim tym, czego opisane kobiety poszukiwały, by wreszcie zaznać spokoju i życiowej harmonii.

Ale czy na pewno wszystko tam jest takie idealne? Mężczyźni nie mają tutaj wstępu, a domofon znajduje się tylko w mieszkaniu Alicji. Wszystkie sprawy mieszkanek omawiane są na cotygodniowych spotkaniach przy cieście i kawie... Z jednej strony brzmi to dosyć niewinnie prawda? Z drugiej natomiast autorka zasiewa w czytelnikach ziarenko niepewności i refleksji.

Jak cała sytuacja wygląda w istocie rzeczy? Jaki sekret nosi w sobie i skrzętnie ukrywa przed otoczeniem sama Alicja? – tego dowiecie się z lektury.

Natasza Socha w sposób naprawdę znakomity nakreśliła różnorodne portrety psychologiczne swoich postaci. Poprzez opisane w książce historie, które zręcznie ze sobą splotła, dotyka również kwestii stawiania wzajemnych granic oraz ich konsekwentnego przekraczania…

Stawia również pytanie, czy jeśli odbywa się to w tzw. dobrej wierze, jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwione?

Oprócz wyżej wspomnianego tematu poruszony został również aspekt wdzięczności i tego czy powinna mieć ona jakieś nieprzekraczalne ramy? Czy życie w układzie właściwie całkowicie zamkniętym jest dobre dla jednostki?

Jak się okazuje także i tutaj linia oddzielająca od siebie różnorodne skrajności jest niezwykle cienka…

„Kamienica pszczół” to książka, która z całą pewnością skłania czytelnika do wielu przemyśleń i wywołuje w nim mnóstwo emocji. Historie mieszkanek tytułowego budynku są bardzo poruszające i myślę, że niejedna z nas odnajdzie w nich przynajmniej fragment swojego życia, a może nawet znacznie więcej…

Jeśli szukacie lektury na swój sposób subtelnej, ale jednocześnie tchnącej bardzo wyrazistym przesłaniem to myślę, że „Kamienica pszczół” będzie dla Was idealnym wyborem.

W mojej pamięci powieść ta z całą pewnością pozostanie na długo, więc i Wam gorąco ją polecam! 

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Zapraszam Was na karty wartościowej bajki.


Zdarza Wam się sięgać po literaturę dla dzieci? Mnie raczej rzadko, gdyż nie mam w swoim otoczeniu grupy docelowej. Mimo to książeczka, o której dzisiaj Wam opowiem zalicza się właśnie do tego gatunku.

„Kot czarownicy” autorstwa Piotra T. Dudka ukazał się już jakiś czas temu nakładem Wydawnictwa Alegoria. Pomimo czasu, jaki upłynął od premiery przesłanie tej bajki pozostaje niezwykle aktualne.

Narratorem opowieści jest tytułowy kot Geronimo, który nie widzi świata poza swoją ukochaną opiekunką – sympatyczną, ciepłą i niesamowicie mądrą babcią Jolą. Ta dwójka żyłaby sobie spokojnie, gdyby nie fakt, iż grupa okolicznych chłopców ciągle robi jakieś szkody w ich obejściu…

Geronimo nie mogąc dłużej patrzeć na smutek swej pani, wynikający z ww. faktu, postanawia dowiedzieć się, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Wynik tego dochodzenia jest dla kociaka mocno zaskakujący, lecz wyjaśnia się dlatego wcześniej wspomniana grupa chłopców postępuje tak, a nie inaczej…

Jakie były powody takiego zachowania dzieci i co wydarzy się dalej? – Zajrzyjcie na karty „Kota i czarownicy, a na pewno się dowiecie.

Jest to bardzo mądra, napisana przystępnym językiem opowieść o tym, jak nie należy osądzać innych wyłącznie po pozorach. O strachu, który można przełamać. O popełnianiu błędów i niezwykle cennej umiejętności przyznawania się do winy oraz przepraszania. A także o odwadze, nietuzinkowej przyjaźni i przywiązaniu naszych czworonożnych pupili do człowieka.

Jak sami widzicie autor w swojej niewielkiej acz niesamowicie treściwej opowieści poruszył bardzo wiele istotnych tematów, które mogą stać się doskonałym punktem wyjścia do rozmów z małym czytelnikiem na ważne tematy podane w łatwo przyswajalny dla niego sposób.

A dla jeszcze przyjemniejszego i bardziej plastycznego odbioru historię tę dopełniają ilustracje wykonane przez panią Małgorzatę Lewandowską.

Polecam, bo to świetna lektura dla małych i dużych czytelników!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 5 grudnia 2025

„Nie wolno się poddawać, cokolwiek się wydarzyło."

Jeśli znacie twórczość Edyty Świętek to na pewno wiecie, że jest ona mistrzynią sag wszelkiej maści.

„Kobiety niezłomnego ducha” to 4 odsłona sagi Sandomierskie Wzgórza, na której kartach śledzimy m.in. losy Eustachego Orszanda, jego żony Aliny oraz jej siostry Marcjanny. Oprócz wymienionych bohaterów autorka nie pominęła też innych znanych z poprzednich części. Zaznaczyć jednak należy, że do grona kobiecych postaci, które w tym tomie zdecydowanie wiodą pierwsze skrzypce dołącza Weronika Skoczylasowa, żona lokalnego młynarza.

Kobieta czuje się i wygląda na znacznie starszą niż jest naprawdę. Dzieje się tak ze względu na mnóstwo obowiązków, jakimi obarczona jest w domu. Oprócz tego posiada liczne potomstwo, apodyktyczną teściową i obdarzonego niebagatelną chucią męża, przez co kobieta prawie bez przerwy jest brzemienna…

Wszystko to powoduje u Weroniki coraz głębszą depresję i brak chęci do życia. Stan ten zasiewa w jej głowie myśli o kroku ostatecznym – czy zdecyduje się go dokonać? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

W tej części śledzimy również dalsze losy Marcysi, która po swoich niełatwych przejściach i początkowym okresie zazdrości względem szczęścia siostry, zaczyna budować stabilne i bezpieczne życie dla siebie i synka, a u ich boku pojawia się ktoś jeszcze.

Na kartach „Kobiet niezłomnego ducha” nie brak także dalszych perypetii Aliny i Eustachego. Autorka poprzez pryzmat nawiedzających bohatera od bardzo dawna traumatycznych snów i jego chęci uporania się z nimi nakreśla przed czytelnikami ówczesny rozwój psychiatrii, jako niezwykle ważnej i potrzebnej dziedziny medycyny, która jak się okazuje, nie powinna się sprowadzać jedynie do zamknięcia pacjenta w szpitalu psychiatrycznym, elektrowstrząsów etc., a w tamtych czasach były to powszechne praktyki.

Edyta Świętek przybliżając nieco czytelnikom terapię Eustachego pokazuje, jak istotne staje się zmierzenie z emocjami, rozmowa o nich i ich przepracowanie. Jest to żmudny i powolny proces, ale okazuje się to o wiele bardziej pomocne niż drastyczne kuracje.

Wątek ten doskonale ukazuje również, jak ważne, a niestety bardzo często spychane na margines, już wówczas było zdrowie psychiczne.

Poza wymienionymi wcześniej wątkami w tej części opowieści przeczytamy również o miłości, przyjaźni, wsparciu, trudnych wyborach, życiowych zmianach i odbudowywaniu siebie oraz tworzeniu własnego, upragnionego życia na nowo.

Jak więc widzicie także w tym tomie nie brakuje całego wachlarza emocji i przeżyć, których doświadczą bohaterowie.

Polecam Wam tę lekturę, jak i wszystkie poprzednie odsłony niniejszej sagi. A sama wyczekuję na jej kolejny, niestety podobno ostatni, tom, który już na początku 2026 roku.

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 3 grudnia 2025

Czy promyk nadziei może tlić się w ciemności?

 

„Nadzieja pośród ciemności” to debiut literacki Toda Lendinga. W książce tej poznajemy 17-letniego Rubena, który wraz ze swoim ojcem prowadzi sklep z ekskluzywnymi parasolami.

Chłopak zakochany jest z wzajemnością w Zeldzie. Jednakże beztroska młodych ludzi i ich marzenia o przyszłym szczęściu zostają brutalnie przerwane, gdy wybucha II Wojna Światowa. W wyniku tych wydarzeń i wszystkiego, co one za sobą pociągają, ludność narodowości żydowskiej musi walczyć o przetrwane.

Zelda wraz z rodziną ucieka z miasta, co sprawia, że zostają z Rubenem rozdzieleni. Później na skutek pewnych, dramatycznych wydarzeń rodzina Rubena również zmuszona jest do zmiany miejsca pobytu, w związku z tym chłopak stawia sobie za punkt honoru odnalezienie ukochanej… Czy mu się uda? Przekonajcie się sami.

Na kartach tej powieści wiele się dzieje. Autor jednak kładzie w niej duży nacisk nie tylko na wydarzenia zewnętrzne, które rzecz jasna stanowią tło opowieści, ale zagłębia się także bardzo mocno w psychikę i emocje bohaterów.

Ukazuje nam ich zmagania ze stratą, wszechobecnym terrorem, głodem, strachem, niepewnością jutra etc. Jednakże pomimo tych niezwykle trudnych i bolesnych doświadczeń, jakie stają się udziałem bohaterów, śledzimy również ich determinację, niezłomność na wielu polach, heroizm we wspieraniu innych, a także gigantyczny hart ducha, który pomaga przeć do przodu pomimo wszystko.

Historia Rubena, Zeldy i ich rodzin jest bardzo poruszająca, zapadająca czytelnikowi w pamięć i skłaniająca go do stawiania sobie podczas lektury wielu pytań. W opowieści tej pokazane zostało również to, jak ważne w naszym życiu są relacje międzyludzkie. Rzecz jasna, na pierwszy plan wysuwają się te rodzinne, ale także wszelakie inne ich konfiguracje są w książce mocno podkreślone i dosyć dogłębnie opisane.

Opowieść ta, choć trudna, a momentami drastyczna i brutalna, niesie w sobie także tytułową nadzieję, która przejawia się w opisywanej miłości, oddaniu na rzecz drugiego człowieka, czy podejmowaniu prób ochrony bezpieczeństwa i życia innych, często z narażeniem własnego.

Jest to emocjonalny gejzer, który z całą pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaś styl autora, choć bywa mroczny i duszny, bo tego wymaga poruszona tematyka, jest także na swój sposób porywający i dający wiele furtek do różnorodnych przemyśleń.

Poznajcie zatem losy Rubena i innych bohaterów tej opowieści niejako współtowarzysząc im w przeżyciach, emocjach i rozterkach jakie stają się ich udziałem na kartach powieści.

Jeśli szukacie dosyć obszernej lektury będącej fikcją literacką, lecz nieco opartą o kanwę prawdziwych wydarzeń to myślę, że książka ta spełni Wasze oczekiwania.

 
 

piątek, 28 listopada 2025

"(...) Słońce i Księżyc kochają się od tysięcy lat, ale nie mogą być razem, bo kiedy jedno wstaje, drugie musi odejść."


Anna Rybakiewicz już od kilku lat porywa czytelników swoimi opowieściami. Zazwyczaj są to historie wojenne i podobnie jest także tym razem, choć akurat ta opowieść jest nieco inna.

Poznajemy w niej losy Amelii von Horoch ukazane w dwóch płaszczyznach czasowych. Aktualnie, czyli w czasie trwania II Wojny Światowej (i po niej) oraz ukryte w jej wspomnieniach dzieciństwo i wczesną młodość naznaczoną wielkim uczuciem do afrykańskiego chłopca, który początkowo był jej przyjacielem, a z biegiem czasu stał się kimś znacznie bliższym…

Zanim nastał czas wojennej zawieruchy i późniejszych niełatwych przeżyć Amelia żyła dostatnio i w miarę spokojnie, choć rodzina była także naznaczona pewnym nieszczęściem. Niemniej jednak jej codzienność była dosyć beztroska, naznaczona malarskim talentem ojca wyzierającym z każdego pomieszczenia ich domu, a zdolności te kobieta również odziedziczyła.

Im jednak bliżej trudnych czasów, tym bardziej wszystko się komplikowało i przynosiło kolejne trudności.Wybuch wojny diametralnie zmienia życie głównej bohaterki, której już nieco wcześniej los także nie oszczędzał. Aby chronić siebie i synka musi koegzystować z okupantem, gdyż w jej domu stworzony został posterunek żandarmerii.

Jak możecie się domyślać, sytuacja ta jest dla Amelii niezwykle trudna, choć komendant zdaje się być, jak na zaistniałe warunki przyzwoitym człowiekiem, część z jego ludzi także, lecz niestety nie wszyscy… Blumentritt nosi w sobie pewną tajemnicę – jaką i jak wpływa ona na jego stosunek do Amelii? – tego dowiecie się z książki.

Połączenie właściwie trzech perspektyw czasowych nadaje tej opowieści ogromnie wchłaniający czytelnika klimat.

Jest to historia o młodzieńczej miłości, rozstaniu, stracie oraz trudnych życiowych wyborach, do których zmuszają mroczne wojenne czasy, ale także o przebaczeniu, pewnego rodzaju pogodzeniu z przeszłością i próbie zbudowania życia na nowo, co wskazuje na ogromny hart ducha wyraziście nakreślonych postaci.

Autorka w sposób wręcz namacalny, poprzez swoją prozę, pokazuje, jak często przybieramy w naszym życiu maski – dosłownie i w przenośni. Przeplatające się na przestrzeni czasu, początkowo sielankowe, a w toku lektury coraz bardziej burzliwe losy bohaterów, które finalnie dosyć mocno zaskakują czytelnika, sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać.

Anna Rybakiewicz serwuje odbiorcom wieloskładnikowy koktajl emocjonalny, gdy śledzimy perypetie świetnie nakreślonych bohaterów. A w to wszystko wpleciona została przepiękna legenda o księżycu i słońcu…

Jeśli szukacie porywającej, choć momentami niełatwej lektury o ludziach z krwi i kości, wrzuconych w bezlitosny wir historii to uważam, że będzie to dla Was, dobry czytelniczy wybór.

Chociaż oczywiście opowieść ta jest fikcją literacką to myślę, że podobne wydarzenia mogłyby wydarzyć się w czyimś mikroświecie i odcisnąć niezatarty ślad na życiu rzeczywistych osób.

Gorąco polecam!

 

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *