poniedziałek, 21 czerwca 2021

"Życie jest jak rzeka, nie zatrzymuje się, nie czeka, nie dba o to co ze sobą niesie i po prostu płynie".

Ałbena Grabowska jest autorką wielu powieści skierowanych zarówno do odbiorców dorosłych, jak i do młodzieży. Serca czytelników skradła m.in. swoją bestsellerową sagą „Stulecie winnych”, która została przeniesiona na telewizyjne ekrany w formie serialu.

W kwietniu nakładem Domu Wydawniczego REBIS ukazała się najnowsza powieść autorki i to właśnie o tym tytule chcę Wam dziś opowiedzieć. „Rzeki płyną, jak chcą” to wielowątkowa opowieść, której akcja rozpoczyna się w roku 1914, w przededniu I Wojny Światowej. Życie trzech sióstr – Klary, Amelii i Róży oraz ich matki Anny zmienia się w obliczu tego, iż kobiety zostają w rodzinnym majątku same, ponieważ ojciec rodziny został powołany na front i słuch po nim zaginął…

Śledzimy losy kobiet, ich wzajemne relacje, które de facto bywają niesamowicie toksyczne, a także to jak na różne sposoby przełamują one konwenanse i stereotypy. Klara, jako najstarsza z sióstr powinna pierwsza wyjść za mąż, tak się jednak nie dzieje, gdyż Amelia, która ku oburzeniu rodziny podjęła pracę w szpitalu wojskowym powraca do rodzinnego Niebielowa wraz z mężem Jankiem, którym opiekowała się w lazarecie. Pojawienie się w majątku mężczyzny powoduje rzecz jasna mnóstwo zawirowań, a późniejsze wydarzenia i kolejni przybysze jeszcze bardziej ten stan potęgują.

Powieść ta jest rzeczywiście niczym płynąca rzeka. Życie naszych bohaterek obserwujemy bowiem w dłuższej perspektywie czasowej, a ich losy toczą się momentami leniwie, a w innych chwilach tak burzliwie, iż przypominają nut rzeczny, który jak wiadomo bywa bardzo zmienny w zależności od wielu czynników.

W swojej prozie, na przykładzie wykreowanych bohaterek, autorka porusza bardzo wiele istotnych tematów takich, jak np. emancypacja kobiet, ich dążenie do posiadania własnego zdania i samorealizacji na różnorodnych polach.

W książce tej rzecz jasna nie brakuje miłosnych rozterek i wielu emocji, które każda z kobiet przeżywa w odniesieniu do wydarzeń i relacji, jakie stają się ich udziałem. Jest to opowieść nie tylko o przetrwaniu w trudnych, wojennych czasach. Mowa w niej również o miłości, zauroczeniu, odrzuceniu, wdzięczności, stracie, bólu, wewnętrznym zagubieniu i poczuciu osamotnienia oraz wielu innych odcieniach ludzkiej egzystencji.

Mimo, iż bohaterki tej historii bywają irytujące to nie sposób nie przyznać im tego, że walczą o to, co jest dla nich ważne. Na kartach tej książki coraz bardziej poznają one siebie i swoje prawdziwe pragnienia.

Dokąd zaprowadzi je ta wiedza? – Tego dowiecie się z kart książki. Poznajcie perypetie sióstr Terechowiczówien zapisane w tej niezwykle barwnej opowieści wciągającej w swe meandry niczym nurt rządzącej się własnymi prawami rzeki.

Powieść tę czyta się płynnie i z zaciekawieniem, a jej zakończenie zaskakuje czytelnika.

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 14 czerwca 2021

"Chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych..."

Jakiś czas temu nakładem Wydawnictwa Od deski do deski ukazywała się seria Na F/Aktach, w której skład wchodziły, jak sama nazwa wskazuje, historie oparte na autentycznych wydarzeniach, nie są to jednak typowe reportaże. Autorzy, którzy wzięli udział w niniejszym projekcie postanowili nadać w/w opowieściom fabularne ramy.

Jeśli ktoś śledzi mojego bloga to wie, że kilka tomów z tej serii już za mną, a ich recenzje są dostępne. Niemniej jednak do przeczytania zostało mi jeszcze trochę, a dzisiaj opowiem Wam o historii zawartej w powieści „Inna dusza” Łukasza Orbitowskiego, która również wchodzi w skład serii Na F/aktach.

Akcja książki toczy się w drugiej połowie lat 90-tych w Bydgoszczy, a głównymi bohaterami powieści są trzej dorastający i przyjaźniący się ze sobą chłopcy: Jędrek, Darek i Krzysiek. Każdy z nich zmaga się ze swoją na różne sposoby pogmatwaną historią szukając przy tym swojego miejsca w życiu i otaczającej rzeczywistości.

W mocno przytłaczającej i dusznej atmosferze snutej przez autora opowieści obserwujemy, jak stopniowo, lecz nieubłaganie w jednym z bohaterów budzą się demony… A wszystko to osadzone jest w zakamarkach bydgoskich ulic, zaułków, mieszkań, piwnic etc.

Bohaterowie tej opowieści są mocno niejednoznaczni, a ich życiowe perypetie unaoczniają czytelnikom, że żaden z chłopaków nie jest ani z gruntu dobry i nieskazitelny, ani zły i wyzuty z człowieczeństwa.

Bardzo trudno jest klarownie wyjaśnić, dlaczego doszło do opisanych w książce zbrodni. Tym bardziej, że sprawca sam nie pojmuje istoty rzeczy będąc jednocześnie człowiekiem inteligentnym, posiadającym pasję i marzenia.

W książce tej w sposób wręcz fotograficzny ukazany został obraz dojrzewania w patologicznej rodzinie, zaściankowość oraz podziały społeczno – ekonomiczne wśród ludzi. Na takim właśnie tle Łukasz Orbitowski pokazuje z zegarmistrzowską wręcz precyzją rozdwojenia jaźni zachodzące zarówno u sprawcy zabójstw, jak również u jednego z ojców – nałogowego alkoholika.

Pierwszy oraz ostatni rozdział książki stanowią swego rodzaju klamrę, która wprowadza, a następnie wyprowadza czytelnika z tej pełnej różnorodnych meandrów opowieści.

Jeśli chodzi o historię samą w sobie to uważam, że jest ona jak najbardziej godna uwagi i wielu nad nią refleksji. Natomiast narracja i styl autora w tej książce mocno mnie zmęczyły. Czytając było mi trudno wyzbyć się poczucia chaosu i zagubienia w tym, kto w danej chwili opowiada, co znacząco spowalniało lekturę. 

Jak widzicie mam do tej powieści nieco mieszane odczucia, więc najlepiej będzie, jeśli sami wyrobicie sobie zdanie na jej temat poprzez jej ewentualną lekturę. Ja, mimo wszystko mam zamiar dać jeszcze szansę innym tytułom autora, ale to dopiero za jakiś czas – póki co muszę odetchnąć.


czwartek, 10 czerwca 2021

Komisarz Suda i aspirant Widełka na nowym tropie...


W styczniu bieżącego roku przeczytałam książkę „Echo serca”, która ukazuje śledztwo i związane z nim perypetie komisarz Iwony Sudy, starszego aspiranta Błażeja Widełki oraz pozostałych członków załogi tarnowskiego komisariatu policji. Dziś natomiast opowiem Wam o drugiej odsłonie losów w/w bohaterów, którzy obecnie zajmują się już zupełnie inną sprawą, lecz nie zmienia to absolutnie faktu, iż tym razem jest równie mrocznie i intrygująco, jak w przypadku poprzedniego dochodzenia.

Tuż przed Bożym Narodzeniem na skutek bardzo dziwnego wypadku, któremu ulega komisarz Suda znajduje ona w samochodzie po środku lasu bezgłowe zwłoki…

Począwszy od tego zdarzenia rusza spirala zaskakujących i wciągających czytelnika już od pierwszych stron wydarzeń, które w toku lektury nabierają jednak bardzo wielu różnych znaczeń, a pokazywane z różnych perspektyw nasuwają coraz to inne wnioski.

Odnalezione ciało początkowo zdaje się należeć do Sebastiana Kalinicza, młodego i niezwykle operatywnego biznesmana, co potwierdza jego małżonka Mariola - ale czy aby na pewno tak jest? – Tego dowiecie się z lektury.

Piotr Liana poprzez swojego narratora, który roztacza przed odbiorcami niniejszą opowieść, w sposób bardzo umiejętny i bez ubarwiania rzeczywistości wprowadza nas w środowisko bezdomnych wraz z całą gamą panujących w nim relacji i zależności. Zaś pierwszoplanowe postacie są z całą pewnością wyraziste i nietuzinkowe.

Autor zapętlając wątki w sposób subtelny i wyrafinowany wodzi czytelnika za nos niejednokrotnie zwodząc jego myśli na manowce, gdy wydaje się, że jesteśmy już tuż - tuż od rozwikłania zagadki, a po kilku stronach czy akapitach okazuje się, że jednak nie tędy droga.

W tym wszystkim przyglądamy się również burzliwym i mocno skomplikowanym relacjom Sudy i Widełki. Jeśli chcecie poznać rozwiązanie tajemnicy bezgłowego trupa i dowiedzieć się, czym okaże się tytułowy test tolerancji to koniecznie sięgnijcie po najnowszą powieść Piotra Liany.

Książkę tę pomimo jej objętości (558 stron) czyta się płynnie i szybko. W opowieści tej oprócz wątku kryminalnego poruszonych zostało bardzo wiele tematów, a wśród nich są między innymi bezdomność, samotność, brak akceptacji w otoczeniu, niskie poczucie własnej wartości i zagubienia, czy molestowanie dzieci.

Cała historia opleciona jest misterną siecią intryg i kłamstw, w którą na różne sposoby uwikłani są poszczególni bohaterowie.

Co do samego zakończenia, którego rzecz jasna Wam nie zdradzę, to wbija ono w fotel zwiastując jednocześnie, że ciąg dalszy nastąpi… Co mnie osobiście bardzo cieszy :).

Jeśli szukacie interesującej, wielowątkowej i niejednoznacznej lektury to „Test tolerancji” na pewno nie sprawi Wam zawodu.

Polecam.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 24 maja 2021

Trafiając prosto w splot... niesprzyjających okoliczności.


Chociaż Jakub Ćwiek debiutował w roku 2005 to moja przygoda z jego twórczością rozpoczęła się dopiero w roku ubiegłym za sprawą powieści „Topiel”. Tamta książka przypadła mi do gustu, więc jak tylko nadarzyła się okazja, by zrecenzować „Drelich. Prosto w splot” skwapliwie z niej skorzystałam.

Niniejsza publikacja ukazuje czytelnikom perypetie Marka Drelicha, wykwalifikowanego w swoim fachu, niezwykle skrupulatnego złodzieja o analitycznej osobowości, który pada ofiarą internetowego oszustwa, a tym samym sam staje się celem dla pewnej wąskiej grupy ludzi. Drelich wie, iż musi działać bardzo kompleksowo i sprawniej niż jego przeciwnicy, a do tego chronić swoje dzieci Nikodema i Zosię oraz byłą żonę Izę.

Poznajemy również Milenę Wójcik, żonę gdańskiego gangstera Zygmunta Wójcika. Kobieta czuje się osamotniona, sprowadzona wyłącznie do roli matki – kury domowej przez męża, który dla świata zewnętrznego jest wręcz ideałem. Mało tego jest zastraszona, poniżana i ma poczucie osaczenia w małżeństwie, w którym coraz bardziej się dusi...

Losy Drelicha i Mileny splotą się w tej historii, lecz czy aby na pewno tak, jak na pierwszy rzut oka może wydawać się czytelnikowi? Tego Wam nie zdradzę – dowiecie się czytając książkę.

W opowieści tej bardzo wiele się dzieje, akcja właściwie rzadko kiedy nieznacznie zwalnia tempo. Działania i przemyślenia Drelicha to majstersztyk pod kątem przyciągania i utrzymywania uwagi czytelnika.

Właściwie każda z postaci pokazana w tej książce jest na swój sposób wyrazista, a zarazem pełnokrwista. Autor w mocno sensacyjnej fabule pokazuje na przykładzie głównego bohatera, jak wiele jest on w stanie zrobić, by ochronić rodzinę. Mimo, iż nie zawsze udaje mu się to w 100% to nieustająco dąży do takiego właśnie clou, bo ogromnie ważne są dla niego relacje rodzinne oraz to, aby na ile jest to możliwe utrzymywać wyraźną granicę między pracą, a tymi właśnie relacjami.

Jeśli zaś chodzi o Drelicha samego w sobie to mimo swojej wątpliwej profesji ten gość daje się lubić. Jest w nim coś, co sprawia, iż cały czas kibicujemy jego poczynaniom i trzymamy kciuki za pozytywny dla niego finał dokonywanych działań oraz trafność podejmowanych decyzji oraz wyborów.

Powieść tę czyta się płynnie i dosyć szybko. Gorąco polecam Wam jej lekturę, mimo że ciężko ją opisać tak, aby uniknąć spojlerowania mam jednak nadzieję, iż mi się to udało, a jednocześnie zachęciłam Was do jej przeczytania.

Już wiadomo, że z Drelichem spotkamy się ponownie – ja na to czekam, a Wy?

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 17 maja 2021

"Gdy patrzysz na świat oczyma serca, niejedno możesz dostrzec..."

Najnowsza powieść Doroty Gąsiorowskiej nosi tytuł „Dwór rusałek”, jest to również drugi, po „Pamiętniku Szeptuchy”, tom serii Dni Mocy.

Jak zwiastuje to już sam tytuł czytelnik może spodziewać się magicznej i intrygującej historii, w którą w pewien sposób uwikłani są znani nam już bohaterowie.

Tym razem autorka postanowiła skupić się bardziej na losach Olgi, której życie wywraca się do góry nogami. Kobieta traci swoją ukochaną księgarnię w Wilnie, a na skutek wielu różnorodnych wydarzeń i ich konsekwencji rozpada się jej związek z Daliusem…

Po burzy, jaka przetoczyła się przez życie Olgi szuka ona ukojenia w Starych Głaziskach u ukochanego wujka Joachima. Podczas jednego ze spacerów poznaje nietypową rodzinę – psa Nilsona, mocno nietuzinkową Lorenę i jej tatę Leszka – mieszkańców majestatycznego, położonego nad jeziorem dworu na Jesionce.

Lori choć mocno nieufna wobec ludzi od razu maksymalnie lgnie do Olgi i zdradza jej pewien sekret… Owo spotkanie i wszystko, co ze sobą pociągnęło staje się początkiem niesamowitej opowieści, w której teraźniejszość nierozerwalnie łączy się z przeszłością, a dawne tajemnice zaczynają wychodzić na światło dzienne i domagać się wyjaśnienia?

O co dokładnie chodzi dowiecie się z kart książki, gdyż nie ma sensu, abym psuła Wam frajdę z lektury.

Jedno jest pewne Dorota Gąsiorowska potrafi tworzyć niesamowicie klimatyczne historie. W opowieściach tych losy bohaterów z krwi i kości misternie splecione są z tym, co magiczne, a czasem wręcz ledwo wyczuwalne. A dawne czasy, ludzie, podania i wierzenia stają się idealnym wręcz tłem dla tego, co dzieje się tu i teraz. Tak oczywiście jest również i tym razem.

Olga przeżywa swoje wzloty i upadki, targają nią różnorakie emocje. Stopniowo jednak odnajduje spokój, a wraz z nim swoje miejsce i niejako nową siebie, czym sama niejednokrotnie jest mocno zaskoczona. Ta krucha i eteryczna dziewczyna z biegiem czasu odkrywa w sobie niewiarygodną wewnętrzną siłę.

„Dwór rusałek” to niesamowicie barwna i nasycona emocjami opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca na świecie. O trudnej przeszłości, której nie da się zmienić, ale nie znaczy to wcale, iż nie można zacząć budować relacji od teraz. Autorka bardzo plastycznie ukazuje czytelnikom dawne legendy i zagadki, które towarzyszą nam po dziś dzień. W sposobie, w jaki Dorota Gąsiorowska opisuje przyrodę dostrzec można ogromny zachwyt naturą, co także jest atutem tej publikacji.

Jeśli macie ochotę na książkę pełną emocji, uśmiechu i wzruszeń, a oprócz tego z nutkami tajemniczości i magii prastarych wierzeń to zapraszam Was do lektury „Dworu rusałek” i niech nie zraża Was jego objętość (ponad 600 stron), bo czyta się naprawdę dobrze.

Polecam, a sama czekam na trzecią odsłonę tej serii.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

piątek, 14 maja 2021

"To co jest naszą słabością, może okazać się naszą największą siłą..."


Karolina Wilczyńska ma w swoim literackim dorobku wiele pięknych, wciągających i na różne sposoby inspirujących opowieści. We wrześniu ubiegłego roku Wydawnictwo Czwarta Strona oddało w ręce czytelników zupełnie nową serię tej autorki, a niniejszy projekt nazwany został – Ja, Kobieta.

Kilka miesięcy temu opowiedziałam Wam o pierwszym tomie w/w serii. Była nim książka „Światło w jej oczach”. Natomiast pod koniec marca tego roku ukazała się druga odsłona serii i to właśnie o powieści „Dałeś mi siłę” będzie dziś mowa.

Znana nam z poprzedniej części malarka Klara po ukończeniu poprzedniego obrazu szuka inspiracji do kolejnych. Szkicując pewnego dnia na parkowej ławce zostaje zaczepiona przez kobietę, która pyta ją czy wykonałaby portret jej nieżyjącego ojca z fotografii. Młoda artystka odmawia, gdyż zwykle nie podejmuje się tego typu zleceń. Nieznajoma kobieta jest jednak dla Klary tak mocno intrygująca, że na skutek pewnych wydarzeń sama staje się jej modelką.

W ten sposób poznajemy Joannę, która sama bardzo mocno zaskoczona jest tym, że zostaje modelką. Jaką historię nosi w sobie ta dojrzała i ogromnie charyzmatyczna kobieta? – Pełną odpowiedź znajdziecie oczywiście w powieści.

Poprzez opowieść swojej bohaterki autorka tym razem ukazała czytelnikom zmagania z chorobą nowotworową i jej skutkami nie tylko w sferze fizycznej, ale również psychicznej, emocjonalnej czy duchowej.

Joanna nieoszczędzana przez los ma ogromne wsparcie w rodzinie, zawsze bardzo ciepło opowiada Klarze o mężu i dzieciach. Jednak mówi też szczerze o trudnych relacjach z mamą.

Jej świadectwo zawarte w niniejszej książce jest niesamowitym ukazaniem hartu ludzkiego ducha w połączeniu z ogromną prostolinijnością, jaka cechuje tę bohaterkę.

Jeśli macie ochotę na historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, taką, która wyciska z oczu łzy, lecz przywołuje również uśmiech, ciepło w sercu i ogrom refleksji nad tym, czego na co dzień za często nie doceniamy to koniecznie sięgnijcie po tę niesamowitą opowieść i dowiedźcie się, kto dał Joannie jej niebagatelną wewnętrzną siłę…

Książka ta z całą pewnością pozostanie w Waszej pamięci na długo, ponieważ jej przesłane jest w pewien sposób uniwersalne i każdy człowiek, choć oczywiście na różnych płaszczyznach, może odnieść je do samego siebie. Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z tym tytułem, a mnie nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejną opowieść z serii Ja, Kobieta. 

Polecam!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta

czwartek, 13 maja 2021

"Jeśli możesz pozwolić sobie na to, by nie liczyć uderzeń fali i upływających chwil, jeśli upływ czasu nie wywołuje paniki w twoim umyśle – jesteś naprawdę szczęśliwy." - Janusz A. Zajdel


Jakiś czas temu opowiadałam Wam o książce Pauliny Płatkowskiej „Bądź dobrej myśli”, dziś przyszedł czas na wrażenia po drugiej odsłonie tej historii, czyli „Lepsze czasy”, którą przeczytałam w kwietniu bieżącego roku.

Ponownie spotykamy trzy przyjaciółki znane nam już z poprzedniego tomu: Lonię, Wisię i Halinę. Tym razem jednak autorka najmocniej skupiła się na losach Wisi i Tadeusza, których wieloletnie i jak się dotąd zdawało niezniszczalne małżeństwo przechodzi kryzys…

Dzieje się tak za sprawą pewnej rudowłosej sąsiadki imieniem Teodozja, która po powrocie z Francji zamieszkała nieopodal Wojciechowskich i całkowicie zawróciła Tadeuszowi w głowie.

Wisia, mimo, że na chwilę traci grunt pod nogami jak wiemy to już z poprzedniej części nie jest skłonna do załamywania rąk. Zwołuje więc przyjacielskie, kobiece konsylium licząc na to, iż we trzy na pewno znajdą jakieś rozwiązanie tej kuriozalnej sytuacji.

Przyjaciółki – Lonia i Halina - jak zawsze niezawodnie pomimo dzielącej je odległości i własnych planów stawiają się na wezwanie zdruzgotanej Wisławy, by wesprzeć ją rozmowami, własnymi przemyśleniami i dobrą radą.

Co z tego wszystkiego wyniknie – jak potoczą się losy Wisi, Tadeusza oraz pozostałych bohaterów opowieści? Dowiecie się z kart książki.

Autorka po raz drugi utkała historię o przyjaźni i miłości, na którą nigdy nie jest za późno, tak samo jak na naprawę i odświeżenie wzajemnej relacji pomimo upływu lat. Ta opowieść pokazuje, że jak śpiewał kiedyś Ryszard Rynkowski „Najlepsze dopiero przed nami. Świat dobry jak dobry sen…” i tak naprawdę tylko od każdego z nas zależy czy pozwolimy sobie owo dobro dostrzec i się nim delektować, jak najlepszym deserem.

Nietuzinkowe bohaterki cechuje wiara w lepsze jutro, którą wciąż pobudza w nich wzajemnie wsparcie. Kobiety pokazują sobie nawzajem swoje pozytywne cechy i mocne strony oraz to, jak pełne niespodzianek i zaskoczeń bywa życie, którego nieodłącznym elementem są oczywiście zmiany – metryka nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia.

Lektura tej książki zapewni Wam miło spędzony czas pełen uśmiechu oraz różnorodnych emocji i wzruszeń. Powieść tę czyta się z dużym zainteresowaniem i bardzo szybko, co oczywiście ułatwia duży i wygodny druk. Myślę, że będzie ona idealnym prezentem dla czytających Mam w srebrnym (i nie tylko) wieku z okazji ich zbliżającego się święta!

Dodatkowym smaczkiem zamieszonym w niniejszej publikacji jest fragment intrygującego debiutu Edyty Kochlewskiej "Siedem ślubów mojej siostry", który mam nadzieję również niebawem ujrzy w całości światło dzienne.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

środa, 12 maja 2021

"Ludzie są skomplikowanymi istotami, życie rzadko toczy się wedle naszych wyobrażeń..."


Autora tej książki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, gdyż od wielu już lat porywa on czytelników swoimi ciepłymi i niesamowicie uczuciowymi historiami, z których wiele zostało przeniesionych na telewizyjny ekran.

Po około dwuletniej przerwie od poprzedniego tytułu na polskim rynku wydawniczym na początku bieżącego roku ukazała się najnowsza powieść pisarza zatytułowana „Powrót”.

Przez tę opowieść prowadzi czytelników Trevor Benson, lekarz, który zostaje ciężko ranny podczas misji w Afganistanie. Na skutek tych wydarzeń i związanych z nimi traum mężczyzna zmaga się z PTSD. Gdy dziadek mężczyzny umiera pozostawiając mu w spadku dom (i pewne zadanie do wykonania) Trevor powraca do małego, sielskiego miasteczka New Bern, aby tam odetchnąć i nabrać sił do dalszego funkcjonowania.

Na jego drodze staje miejscowa zastępczyni szeryfa Natalie, która właściwie od samego początku bardzo mocno go intryguje jednak ewidentnie skrywa także jakąś tajemnicę. Poznaje również tajemniczą i bardzo zamkniętą w sobie nastolatkę, która przedstawia się jako Callie.

Trevor chce odkryć okoliczności śmierci dziadka i rozwikłać, co takiego Carl chciał mu przekazać tuż przed śmiercią. Natalie toczy wewnętrzną walkę, która niekiedy odbiera jej psychofizyczne siły. Natomiast Callie to chodząca zagadka…

Opisana historia podejmuje temat budowania życia na nowo po różnego rodzaju przejściach, jakie dotknęły jej poszczególnych bohaterów. Jest to opowieść o poszukiwaniu siebie, prawdziwej miłości i akceptacji pomimo wszystko oraz o mozolnym splataniu mocno nadszarpniętych rodzinnych relacji.

Jeśli macie ochotę na powolną, nieco refleksyjną i pełną różnorodnych emocji lekturę to koniecznie sięgnijcie po „Powrót”. Ciekawym zabiegiem, którego dokonuje w nim autor jest zestawienie ludzkiego życia z cyklem funkcjonowania pszczelej rodziny w ulu.

Nicholas Sparks stworzył kolejną subtelną i wzruszającą opowieść o ludziach, którzy muszą stawić czoła meandrom losu, który nie zawsze jest dla nich łaskawy. Mimo tego, że życie bardzo często spycha ich na egzystencjalne mielizny to w gruncie rzeczy żadne z nich się nie poddaje i na swój własny sposób walczy o przetrwanie i wyjście na prostą.

Czy dla Trevora powrót do New Bern okaże się nowym początkiem? Czy Natalie i Callie mimo bardzo wielu trudności w końcu ujrzą dla siebie światełko w swych życiowych tunelach? Sięgnijcie po „Powrót”, a na pewno otrzymacie odpowiedź.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 10 maja 2021

Trzecie tchnienie Wiatru ze wschodu

Pod koniec marca bieżącego roku swoją premierę miała trzecia odsłona perypetii Anastazji i Kazimierza znanych czytelnikom z poprzednich części cyklu Wiatr ze wschodu.

Burzliwe losy ich namiętnego, pełnego pasji i wielorakich kontrastów uczucia i tym razem nie pozwalają czytelnikowi przejść obok tej relacji obojętnie.

Na skutek mnóstwa różnorodnych perturbacji po utracie dwóch bardzo bliskich jej osób – Serhija i doktora Kirsanowa – Anastazja podejmuje decyzję o powrocie do Petersburga, by rozwikłać pewne nurtujące ją sprawy.

Kaza natomiast żyje w poprawnym, choć nieszczęśliwym małżeństwie z Tatianą, a w domu jej rodziców, gdzie mieszkają zaczyna się coraz bardziej dusić.

Jak możecie się domyślić w końcu ścieżki Nuti i Kazy przecinają się ponownie i okazuje się, że nic, co do tej pory zgotował tym dwojgu los w najmniejszym nawet stopniu nie osłabiło uczucia, którym od tak dawna pałają do siebie nawzajem.

W powieści tej znajdziemy również wątki związane z sytuacją polityczno-społeczną w czasie, gdy powoli milkną echa rewolucji bolszewickiej, a scheda po Leninie dla wielu staje się ogromnie łakomym kąskiem.

Opowieść nakreślona przez autorkę, jak to zwykle bywa w przypadku Marii Paszyńskiej jest niezwykle barwna i obfituje w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Postacie wychodzące spod wprawnego pióra tej pisarki z całą pewnością pretendować mogą do miana osób z krwi i kości, bowiem osoby pokroju bohaterów śmiało mogłyby żyć, dokonywać wyborów i przeżywać życiowe wzloty i upadki w czasach opisanych w tej powieści.

Całości dopełnia także bardzo dobrze zarysowane tło historyczne z całym bogactwem szczegółów, na które autorka subtelnie, acz nieustannie zwraca uwagę czytelników.

Jeśli podobały Wam się poprzednie części tego cyklu to moim zdaniem „Szkarłatna łuna” również Was nie zawiedzie. Ta przepełniona emocjami i wieloma ludzkimi rozterkami w obliczu, których los stawia człowieka książka długo nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć, a być może stanie się również inspiracją ku cennym życiowym refleksjom na temat m.in. miłości, rodzicielstwa, poświęcenia, poczucia obowiązku czy uczciwości zarówno wobec innych jak i samych siebie.

Polecam Wam tę lekturę, a sama z niecierpliwością czekam na zwieńczenie tej historii, czyli tom czwarty.

PS. Dla przypomnienia poniżej zamieszczam recenzje poprzednich dwóch tomów niniejszego cyklu:

sobota, 24 kwietnia 2021

"Od groma spraw co nie dają spać... Od groma zła co nie daje żyć... A ty nie bój się – walcz co tchu. I kochaj po sam grób."

Najnowsza powieść autorstwa Maxa Czornyja podobnie jak poprzednia osadzona jest w konwencji obyczajowo – historycznej. Wplecionych jest w nią również mnóstwo wspomnień bohaterów, których zagmatwane i niełatwe historie poznajemy.

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1938, w Łodzi, gdzie Franciszek Brillke wraz ze swym ojcem i siostrą prowadzą małą galerię sztuki połączoną ze sklepem z antykami. Pewnego dnia w życiu rodziny pojawia się tajemnicza kobieta imieniem Ewa, która wynajmuje pokój u Brillke’ów i wprowadza swoją osobą sporo zamieszania w życiu młodego Franciszka.

Autor w tej obszernej historii porusza bardzo wiele tematów od rodzinnych relacji, poprzez męską przyjaźń, miłość, różnorodne tajemnice, aż do poszukiwania własnej tożsamości i korzeni.

W opowieści tej pełnej zagadek i nieoczywistych kolei losów bohaterów można przeglądać się niczym w lustrze. Pokazuje ona bowiem, jak wiele niuansów oraz niejednoznaczności nosi w sobie istota ludzka stawiana przez los przed różnorakimi wyborami, zmuszona do odnajdywania się w różnych okolicznościach życiowych i ciągle targana całą gamą często skrajnych emocji oraz uczuć.

„Miłość i wojna” to historia wciągająca i skłaniająca do refleksji. Jednak pomimo swojej objętości jest to powieść, którą w zasadzie trudno opisać tak, aby uniknąć przy tym zdradzania zbyt wielu szczegółów etc.

Jeśli lubicie opowieści historyczne, w które misternie wplecione są miłość, tajemnice i wiele innych życiowych rozterek, jakie stają się udziałem bohaterów to myślę, że książka ta będzie dla Was dobrym wyborem, a czas przy niej spędzony uznacie za dobrze spożytkowany.

Jako, że w niniejszej książce z racji wykonywanej przez Brillke’ów pracy pojawia się tez nieco informacji o sztuce to jeśli macie podobne zainteresowania będzie to dla Was dodatkowy argument i smaczek w kierunku tego, by sięgnąć po tę pozycję.

To jak – dacie szansę autorowi w niekryminalnej odsłonie? Ode mnie ją dostał już po raz drugi i absolutnie nie żałuję!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta*

piątek, 19 marca 2021

"Każda przeżyta chwila ma swoje znaczenie, bo bez niej nie bylibyśmy tym, czym jesteśmy..."

 

Małgorzata Lis zadebiutowała jesienią 2019 roku powieścią „Kocham cię mimo wszystko” opowiadającą o burzliwych losach miłości mocno wierzącej Ani i Marcina, który jest ateistą… Więcej szczegółów na temat pierwszej części znajdziecie w jej recenzji.

W lutym bieżącego roku na rynku wydawniczym pojawiła się kontynuacja, która nosi tytuł „Przebaczam ci” i o tej właśnie pozycji będzie mowa w moim dzisiejszym tekście.

Po obfitującym w wiele trudów i różnych zmian roku Ania i Marcin są już małżeństwem. Bardzo szybko okazuje się również, że Jastrzębscy spodziewają się dziecka, co, mimo, iż początkowo jest dla nich sporym zaskoczeniem błyskawicznie przeradza się w ogromną falę radości i jeszcze pełniejszego szczęścia.

Sielanka nie trwa jednak zbyt długo, gdyż Ania z niewiadomych przyczyn traci oczekiwaną córeczkę. Młodzi małżonkowie popadają w rozpacz, a mimo to Marcin stara się być jak najmocniejszym oparciem dla ukochanej żony. Niestety po tym, co ich dotknęło oboje coraz bardziej się od siebie oddalają, a kondycja ich wzajemnej relacji wydaje się coraz słabsza.

Autorka pokazuje nam też, jak komplikują się losy Patrycji i Mikołaja znanych czytelnikom z poprzedniej odsłony historii. Małgorzata Lis w tej części zdecydowanie nie oszczędza swoich bohaterów, nie tylko głównych, lecz także tych będących na nieco dalszym planie i tych, którzy dopiero się pojawiają.

Opowieść ta pełna jest życiowych zawirowań oraz moralnych dylematów, z którymi przychodzi zmagać się każdej z osób pokazanych w tej powieści. Dzięki sytuacjom i okolicznościom, w jakich autorka osadziła opisywane postacie możemy obserwować zmiany, jakie zachodzą w nich samych oraz ich podejściu do życia w kontekście wyznawanych zasad i wartości, jakimi się kierują.

Jest to książka o miłości i stracie, o godzeniu się ze sobą i Panem Bogiem oraz o tym, że życie, choć pisze bardzo skomplikowane scenariusze to jednocześnie dzięki Opatrzności są one najlepszymi z możliwych, a skoro tak właśnie jest to pod żadnym pozorem nie należy wyzbywać się nadziei i o tym także mówi ta książka.

Na przykładzie zawikłanych relacji rodzinnych autorka ukazuje, że prawda chociaż niekiedy bywa trudna do udźwignięcia to finalnie może okazać się wyzwalająca. A przebaczenie i trudna przeszłość - mimo, iż tej ostatniej nie da się zmienić i zawsze będzie jakoś do nas wracać - jednocześnie mogą stać się budulcem nowych, silniejszych fundamentów do życia w teraźniejszości oraz planowania przyszłości.

Jeśli jesteście zainteresowani dalszymi losami Ani, Marcina i pozostałych bohaterów to zajrzyjcie na karty powieści „Przebaczam ci”.

Mnie osobiście książkę tę czytało się dobrze, chociaż w pewnym momencie ilość powiązań pomiędzy postaciami była jak dla mnie nieco przyciężkawa w odbiorze, ale jest to wyłącznie moja subiektywna ocena, a Was zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania na temat tej powieści.

Dodam jeszcze, iż niniejsza książka jest kolejną wchodzącą w skład serii Opowieści z Wiary.

środa, 17 marca 2021

„Rodzina to niekoniecznie ci ludzie, wśród których człowiek się rodzi. Można ją sobie znaleźć samemu. Tam, gdzie jest bezpiecznie i ciepło. Tam, gdzie człowiek czuje, że właśnie tu jest jego miejsce”. – Judy Westwater

 
 
Są książki, które swoim przekazem i treścią zapadają bardzo głęboko w serce i umysł czytelnika. Dziś właśnie o jednej z takich publikacji chciałabym Wam opowiedzieć. 10 lutego bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Edipresse ukazała się najnowsza książka autorstwa Agaty Komorowskiej o bardzo wymownym tytule „Czy mogę Ci mówić Mamo”.

Agata Komorowska jest niesamowitą kobietą. W pojedynkę wychowuje czworo dzieci, dwoje z nich to jej biologiczne latorośle (Aleksander i Krystian), natomiast Ada oraz Michał to potomstwo adoptowane. Sama autorka bardzo wiele przeszła, o czym otwarcie pisze w swoich poprzednich książkach, (po które swoją drogą również mam zamiar z czasem sięgnąć) – rozwód, depresja, załamanie nerwowe oraz wrodzona niepełnosprawność jednego z synów odcisnęły niezatarty ślad na życiu pani Agaty, jednak jak się okazuje dzięki wierze oraz miłości i wsparciu rodziny i przyjaciół ze wszystkiego udało jej się wyjść obronną ręką, a mało tego stać się oparciem dla innych.

Autorka pomimo różnych swoich przejść (a może poniekąd właśnie dzięki nim) stworzyła swoim fantastycznym dzieciom cudowny dom, pełen miłości, życzliwości, akceptacji i wzajemnego wsparcia.

Chociaż w najnowszej książce możemy przeczytać o wszystkich członkach najbliższej rodziny to jej główną postacią jest Michał, który został adoptowany jako ostatni. Poznajemy trudne i dramatyczne losy chłopca, który sporą część swojego życia spędził w domu dziecka. Na kartach tej przesyconej odczuciami opowieści śledzimy żmudną, i często niełatwą, ale również momentami niezwykle piękną drogę ku temu, by Michał mógł zostać w swoim nowym domu już na zawsze.

Jest to przepełniona całą gamą różnorodnych emocji opowieść o budowaniu wzajemnych relacji w mocno patchworkowej rodzinie. Autorka ukazuje blaski i cienie codzienności, w której tak samo, jak na wspólny śmiech, wewnętrzną równowagę i życiowe sukcesy jest również miejsce na smutek, lęk, zagubienie i porażki. Mimo, że każdy człowiek dźwiga własny bagaż doświadczeń to możliwe jest stworzenie wspólnego świata, który jednocześnie nie zmusza do wyrzekania się korzeni, czy tłumienia uczuć oraz emocji tkwiących przecież w każdej ludzkiej istocie.

„Czy mogę Ci mówić Mamo” to jedna z tych pozycji, o których pisze się dosyć trudno, aby uniknąć przy tym spojlerów. Tę fantastyczną i ogromnie życiową, bo całkowicie prawdziwą historię, którą przecież napisało samo życie po prostu trzeba przeczytać!

Agata Komorowska pozwala czytelnikom towarzyszyć sobie i swojej rodzinie w ogromnie trudnej, lecz także niesamowicie pięknej drodze, którą z całą pewnością jest rodzicielstwo. Podkreśla również, że w tworzeniu wzajemnych więzi nie ma zupełnie znaczenia czy jest ono biologiczne, czy adopcyjne i pokazuje jak dawać nie oczekując niczego w zamian oraz nie tracić hartu ducha i wewnętrznego optymizmu nawet, gdy mamy na drodze do obranego celu mnóstwo przeciwności.

Warto również zaznaczyć, iż pod koniec niniejszej publikacji umieszczony został zbiór bardzo przydatnych, a jednocześnie podanych w przystępnej formie informacji dotyczących procedur adopcyjnych i różnych związanych z nimi kwestii.

Książka ta z pewnością pozostanie w mojej pamięci bardzo długo, nie pozostaje mi zatem nic innego jak zaprosić Was do tej mocno chwytającej za serce lektury. Poznajcie losy Michała i pozostałych członków rodziny na czele ze wspaniałą, emanującą ciepłem i autentycznością Mamą – Agatą.

Gorąco polecam!

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

poniedziałek, 15 marca 2021

Którędy do happy endu? ;)


Krystyna Mirek zadebiutowała we wrześniu 2011 roku powieścią „Prom do Kopenhagi” i chociaż od tamtej pory minęło już blisko 10 lat to swoimi pięknymi historiami wciąż podbija kolejne czytelnicze serca, a stali czytelnicy z zapartym tchem czekają na jej kolejne opowieści.

Najnowsza powieść autorki zatytułowana jest „Gdzie jest happy end?” Jest to moje kolejne już spotkanie z twórczością tej pisarki i znowu zaliczam je do udanych, ponieważ miło spędziłam czas przy tej lekturze.

Główną bohaterką opowieści jest Liwia, która niebawem skończy 40 lat, kobieta samotnie wychowuje nastoletnią córkę Anię i mieszka wraz z nią w domu swoich rodziców – nieco apodyktycznej i mocno ułożonej życiowo Janiny oraz cichego i potulnego Ignacego.

Życie kobiety biegnie mocno utartym torem pomiędzy domem, wychowywaniem będącej u progu dorosłości Ani oraz monotonną pracą księgowej w korporacji. Domowa egzystencja również przebiega według utrwalonego latami schematu, ale do czasu…

Pewnego poranka matka Liwii otrzymuje tajemniczą przesyłkę w postaci kosza z jagodami, a ponieważ sytuacja powtarza się kilkakrotnie, a Janina zaczyna się zachowywać bardzo dziwnie to Liwia i Ania zaczynają snuć różnorodne podejrzenia.

W ten sposób uruchomiona zostaje lawina wydarzeń, która na zawsze odmienia życie bohaterów. Zaskakujące koleje losu doprowadzają bowiem 40-latkę do odkrycia prawdy o swoich korzeniach, okazuje się, że Ignacy nie jest jej biologicznym ojcem, a miłość między jej prawdziwymi rodzicami miała bardzo burzliwe dzieje.

Pośród wszystkich tych rodzinnych zawirowań Liwia wciąż poszukuje własnego szczęścia, swojego miejsca w otaczającej ją rzeczywistości oraz odwagi do spełniania marzeń. Czy znajdzie wszystko to, czego potrzebuje? Tego dowiecie się z lektury.

Jeśli jesteście ciekawi także tego, jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Kim jest początkowo tajemniczy, biologiczny ojciec Liwii? oraz tego, jak wszyscy bohaterowie ułożą wzajemne relacje po „huraganie”, który przetoczył przez ich dotychczasowe, poukładane życie – pozostawiając za sobą trochę odpowiedzi, lecz znacznie więcej nowych pytań to koniecznie przeczytajcie tę powieść.

Książka ta jest niezwykle barwną i ciepłą opowieścią o rodzinie i międzyludzkich relacjach, o miłości, która ma bardzo wiele oblicz oraz o odwadze, by spełniać własne pragnienia i podążać za głosem serca. Autorka bardzo wyraźnie nakreśliła swoje postacie, ich uczucia oraz targające nimi emocje, a dzięki  metamorfozom, jakie przechodzą poszczególni bohaterowie stają się oni jeszcze bliżsi czytelnikom, którym tym łatwiej jest się z nimi utożsamić.

Ta historia uświadamia, że tak naprawdę zawsze wracamy do korzeni i chociaż dzieje się to na wiele sposobów i bardzo różnymi drogami to taka po prostu jest natura człowieka.

Zapraszam Was na poszukiwanie wraz z autorką i jej bohaterami odpowiedzi na będące tytułem powieści pytanie „Gdzie jest happy end?”

  * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *

czwartek, 11 marca 2021

"Każdy wybór jest rezygnacją z tego, czego się nie wybrało. To bywa bolesne."


Moja przygoda z twórczością Katarzyny Grocholi rozpoczęła się dobrych kilkanaście lat temu i trwa do dziś, a na domowej półce mam większość (o ile nawet nie wszystkie) tytułów, które wyszły spod pióra tej autorki.

Jej najnowsza powieść zatytułowana „Zjadacz czerni 8” jest dosyć nietypowa, składa się bowiem z 11 rozdziałów, które pozornie stanowią zupełnie odrębne opowieści. Jednak w toku lektury okazuje się, iż książka ta jest niczym rosyjska matrioszka - losy bohaterów na różne sposoby zazębiają się w każdym kolejnym rozdziale tej niezwykłej opowieści.

Autorka pozwoliła prowadzić się swoim protagonistom oddając w ich ręce narrację i towarzysząc ich rozmyślaniom nad życiem, istotą ludzkiego szczęścia oraz tym jak podejmowane decyzje i dokonywane każdego dnia wybory kształtują ludzkie życie.

Bohaterowie tej ogromnie poetyckiej, mimo, że napisanej prozą publikacji są bardzo różnorodni, a ich życiowe drogi wiodą poprzez mnóstwo wieloaspektowych zdarzeń.

Pisarka po raz kolejny nie stroni od podejmowania trudnych tematów i poprzez losy wykreowanych przez siebie postaci ukazuje czytelnikom różne oblicza miłości, nie jest to jednak cukierkowo-serialowa wersja tego uczucia. Miłość w tej książce niejednokrotnie boli, bywa niespełniona, rani, wymaga poświęceń oraz ciągłej walki o drugiego człowieka, bywa również oceanem tęsknoty i samotności. Równocześnie jednak z kart „Zjadacza czerni 8” przebija się refleksja dotycząca tego, czy pomimo tych wszystkich trudów człowiek powinien z miłości rezygnować? i czy mamy prawo oceniać drugą osobę?

Otóż finalnie okazuje się, że absolutnie nie! Bo chociaż czasem jest ogromnie ciężko, smutno i źle to tak naprawdę tylko miłość może uczynić nasze życie kompletnym. A tym, co pomaga nam przetrwać różnorakie trudności jest drzemiąca w każdym z nas iskierka nadziei.

Książka ta według mnie ma bardzo wiele przesłań i znaczeń w zależności od indywidualnego spojrzenia na świat, a także bagażu przeżyć oraz doświadczeń, jakie każdy z nas w sobie nosi.

Dopełnieniem tej intrygującej patchworkowej powieści jest jej subtelna, a jednocześnie przykuwająca wzrok i uwagę potencjalnego odbiorcy okładka.

Czy zdecydujecie się zatem wyruszyć w tę niezwykłą, nasyconą wielowątkowymi przemyśleniami podróż wiodącą w głąb ludzkiego wnętrza? Wraz z autorką i jej bohaterami przemierzycie wiele dróg, na których każdy wybór ma znaczenie, a to, co trudne i bolesne nie musi być finalnie negatywne.

Odkryjcie własne przesłane ukryte w „Zjadaczu czerni 8”.

 * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

środa, 10 marca 2021

Pracownia Krawiecka Leonarda Kittaya otwiera przed Wami swe podwoje.

Mimo, iż Agata Kołakowska ma już w swoim literackim dorobku kilkanaście powieści to dopiero dzięki najnowszej z nich nastąpiło moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Było ono bardzo udane, więc z całą pewnością chociaż było tym pierwszym to nie będzie ostatnim.

Nie od dzisiaj wiadomo, że właściwie dobrany strój wpływa na nasze dobre samopoczucie, nastrój oraz kondycję psychiczną.

Bohater książki „Szczęście na miarę” to Leonard Kittay, który w swojej mającej wieloletnie korzenie pracowni krawieckiej szyje niezwykłe sukienki, w które wszywa paski materiału z wyhaftowanymi życzeniami swoich klientek. Utalentowanemu, a zarazem niezwykle skromnemu krawcowi w jego pracy od wielu lat towarzyszy Mirella, dla której szycie również jest ogromną pasją. Dla Leonarda szycie jest całym życiem, gdyż ten uroczy, cichy i ogromnie nietuzinkowy starszy pan od wielu lat jest sam.

Poznajemy także Dagnę Zagórską dziennikarkę Tygodnika Miejskiego oraz jej przyjaciółkę Lidkę, która ma „magiczną” sukienkę od pana Kittaya.

Dagna właśnie rozstaje się z mężem, więc targają nią ogromne emocje, nie wierzy w moc sukienek z wszytym życzeniem, jednak by zdemaskować podejrzewane oszustwo krawca, a jednocześnie mieć super temat na artykuł i zyskać uznanie w oczach szefa, sama zamawia u niego sukienkę, co z kolei uruchamia lawinę różnych wydarzeń, o których dowiecie się już z kart powieści.

Autorka w swoją nieco magiczną i bardzo ciepłą opowieść wplotła także historię trwającej przez wiele lat, niespełnionej miłości Leonarda i Małgorzaty, która to relacja kryje w sobie zaskakującą tajemnicę.

Czy po latach rozłąki można na nowo odnaleźć szczęście i spełnienie? Jaki bagaż doświadczeń ma każdy z bohaterów tej historii? Jak wpływa on na ich życie i w co ten wpływ przekują? – Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w „Szczęściu na miarę”.

Jeśli zatem macie ochotę na pełną emocji i wzruszeń opowieść o marzeniach, przyjaźni, miłości i tęsknocie oraz o tym, że życiowych zmian nie trzeba się bać, bo mogą przynieść one ze sobą wiele pozytywów. A także, jeżeli dobrze czujecie się w świecie stylowych kreacji i chcecie poznać perypetie pewnej zdeterminowanej, lecz jednocześnie umiejącej przyznać się do własnych błędów, a z czasem również do głęboko skrywanych pragnień, dziennikarki to na pewno miło spędzicie czas z proponowaną przeze nie książką.

Ja już przekonałam się, że Agata Kołakowska potrafi tworzyć urzekające i ogromnie klimatyczne historie – z całą pewnością za jakiś czas sięgnę więc po jej kolejną opowieść.

A czy Wy – znacie już prozę tej autorki? Bez względu na to, jaka jest Wasza odpowiedź dajcie się porwać tej najnowszej wręcz magnetyzującej opowieści, która skradła moje serce. 

Polecam!

* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * 

poniedziałek, 1 marca 2021

"Ucz się z wczoraj, żyj dla dzisiaj, miej wiarę jutro"

 
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek jak wygląda praca radiowca od kulis? Jeśli tak to być może wydaje Wam się, że jest to nieustający fun, totalny luz i finansowe kokosy. Tymczasem jeden z najbardziej znanych i lubianych radiowych głosów w Polsce właśnie spełnia swoje kolejne marzenie i oddaje w ręce czytelników swoją debiutancką książkę, w której opisuje krętą ścieżkę na radiowy szczyt.

Może niektórzy z Was już wiedzą, kogo mam na myśli, a dla tych, którym jeszcze nic się nie nasunęło podpowiadam, że dzisiaj przybliżę Wam nieco książkę „Poza anteną. Gdy gaśnie czerwona lampka”, której autorem jest Kamil Baleja.

Pozycja ta to ogromnie osobista wyprawa do krainy wspomnień oraz z całą pewnością nieznanych dotąd słuchaczom wydarzeń, anegdot i wielu różnorodnych perypetii, czasem zabawnych, a niekiedy zupełnie nieśmiesznych, które kształtowały krętą drogę autora ku upragnionej radiowej konsoli.

Książka ta została napisana z ogromną dawką humoru oraz sporym dystansem zarówno do medialnego środowiska, jaki i samego siebie. Kamil Baleja absolutnie nie tuszuje w niej swoich wpadek, trudnych momentów, czy nachodzących go niekiedy wątpliwości, których jak przeczytacie wcale nie było mało.

W książce tej nostalgia w odniesieniu do tego, co już było miesza się z niecierpliwym oczekiwaniem tego, co wciąż jeszcze przed Kamilem Baleją. Takie połączenie stwarza niesamowity koktajl wręcz kipiący od masy pozytywnych wrażeń i emocji, a domieszka nietuzinkowego poczucia humoru zawierającego w sobie również niezwykle cenną umiejętność śmiania się z samego siebie gwarantuje świetną zabawę przy lekturze.

Ogromnym atutem tej historii jest także to, iż została ona napisana bez zbytniego zadęcia tzw. puszenia się i pompowania przed czytelnikami własnego ego. Kamil Baleja nie pozuje, a jego wizerunek kumpla z sąsiedztwa nie jest wykreowaną jedynie dla odbiorcy wizją i to się po prostu czuje!

Autor skrzętnie kolekcjonuje wszystkie doświadczenia ze swojego życia z tych pozytywnych czerpiąc energię do dalszych działań, natomiast z tych trudniejszych wyciągając lekcje i podążając naprzód ku kolejnym marzeniom.

Jego książka bawi, wzrusza i skłania do wielu refleksji nad tym, co najważniejsze w ludzkim życiu, czyli nad odkrywaniem dzień po dniu niezależnie od okoliczności i przeciwności własnej życiowej drogi.

Kamila Baleję można obecnie usłyszeć na antenie Radia Złote Przeboje w programie Złote Przeboje na dzień dobry, którego możecie posłuchać od poniedziałku do piątku w godzinach 5.30 – 9.30.

Natomiast fantastyczna lektura „Poza anteną. Gdy gaśnie czerwona lampka” do nabycia wyłącznie 👉 TUTAJ 👈

„Poza anteną…” jest opowieścią o determinacji w dążeniu do wytyczonego celu i o tym, że marzenia się spełniają – nie, nie, nie! – Marzenia się spełnia! Bo właśnie po to są :). Jeśli macie ochotę na, pisząc nieco z przymrużeniem oka, książkę motywacyjną połączoną z niebanalnym poradnikiem jak uwierzyć w samego siebie, a jednocześnie ani trochę nie chcecie czytać tomiszcza pełnego banałów ani wydumanych fraz to koniecznie przeczytajcie o tym, co dzieje się „…Gdy gaśnie czerwona lampka”.

Na pewno się nie zawiedziecie - Polecam!