środa, 31 grudnia 2025
Życzenia noworoczne 2025/2026
poniedziałek, 29 grudnia 2025
Czwarte śledztwo Cormorana i Robin
Za mną już (albo dopiero) czwarta odsłona losów Cormorana Strike’a oraz jego niezastąpionej asystentki Robin.
W tomie „Zabójcza biel” oprócz wciąż ewoluującej i zawiłej relacji ww. bohaterów dostajemy do rozwiązania kolejną zagadkę kryminalną. Tym razem w agencji Cormorana zjawia się wyglądający na mocno zaburzonego młody chłopak — Billy, który twierdzi, że przed laty, sam będąc jeszcze małym chłopcem, był świadkiem uduszenia i zakopania dziecka.
A to jak się zapewne domyślacie dopiero wierzchołek góry lodowej.
Drugim torem opowieści, toczącym się współcześnie, jest wielki świat polityki, w którym znany i szanowany minister Jasper Chiswell pada ofiarą szantażu i obawia się o swoje życie.
Powieść ta jest długa, gdyż liczy sobie blisko 660 stron, autor/-ka zatem wielokrotnie kluczy, myli tropy i ukazuje wzajemne, czasem wydające się być bardzo chaotycznymi, relacje poszczególnych bohaterów.
A do tego wszystkiego rozpadające się małżeństwo Robin i jej walka z traumą. Próby Cormorana zmierzające do stworzenia relacji z Lorelai oraz zniknięcie Billy’ego i jego dramatyczny telefon z prośbą o ratunek…
Jak się okazuje w zniknięcie zamieszany jest starszy brat chłopaka – Jimmy i jego dziewczyna Flick, z którą w toku lektury Robin próbuje nawiązać nić porozumienia, by zyskać kolejny trop w prowadzonym śledztwie.
Całość rzecz jasna osadzona jest w Londynie, z całym jego spektrum klasowym – od dzielnic zamieszkiwanych przez arystokrację, aż do tych zasiedlanych przez antyglobalistów, w szeregi, których muszą przeniknąć współpracownicy głównych bohaterów. Robin również nie stroni od metamorfoz mistyfikowanych na potrzeby śledztwa.
Dzięki tej opowieści czytelnik ma też szansę podejrzeć nieco, jak wygląda codzienność w Izbie Gmin.
Dla mnie plusem tego tomu jest fakt, iż jest on znacznie mniej naszpikowany brutalnością niż części 2 i 3. Natomiast mam też wrażenie, że choć są momenty, w których akcja toczy się wartko to znaczna część powieści jest zwyczajnie przegadana, a przez to bywa nużąco.
Jak już wcześniej pisałam relacja między dwojgiem głównych bohaterów wciąż jest w fazie kreatywnej, że się tak wyrażę i w sumie mnie osobiście ten wątek ciekawi najbardziej, a intrygujące meandry śledztwa są rzecz jasna sympatycznym dodatkowym smaczkiem.
Czy Billy się odnajdzie i czy miał rację w sprawie wspomnianego wcześniej dziecka? Czy szantażysta zostanie ujawniony? Czy i tym razem dojdzie do morderstwa, a jeśli tak to kto i dlaczego go dokona, a kto padnie ofiarą? – odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie na kartach „Zabójczej bieli”.
Całość oceniam jako dosyć dobrą, aczkolwiek miejscami zawierającą dłużyzny książkę, a dodatkowa gwiazdka w ocenie należy się za zaskakujące zakończenie, bo takiego obrotu spraw w ogóle się nie spodziewałam.
Póki co, tak jak mam to w zwyczaju w przypadku niniejszego cyklu, na jakiś czas pożegnam się z jego bohaterami, ale gdy znów nieco odsapnę to na pewno sięgnę po 5 tom perypetii Cormorana i Robin.
Myślę, że fani tego cyklu zrobią/zrobili podobnie.
środa, 24 grudnia 2025
poniedziałek, 22 grudnia 2025
"Trzeba nam nauczyć się odchodzić od tych, którzy nie doceniają tego, że jesteśmy..."
Z całą pewnością są tutaj fani twórczości Anny H. Niemczynow, do których grona ja również rzecz jasna nieodmiennie się zaliczam.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam nieco o książce tej właśnie autorki. Powieść, o której mowa ukazała się we wrześniu tego roku i nosi bardzo wymowny, przynajmniej według mnie, tytuł „Strażniczki moralności”.
Główną bohaterką i narratorką historii jest Jaga Branson, uznana i ceniona (a co za tym idzie również zamożna) psycholożka i psychoterapeutka. Kobieta ma poukładane, stabilne życie, kochającego partnera Krisa i dorosłą córkę, z którą łączy ją silna, głęboka i piękna więź.
Mimo że Jaga pomaga wielu ludziom, wciąż nie potrafi pomóc samej sobie w uporaniu się z trudnym dzieciństwem i wczesną młodością, w których była jeszcze Jagodą Broniewską… Ogromnie trudna, bolesna relacja z matką wciąż kładzie się cieniem na życiu kobiety, tym bardziej, gdy okazuje się, że Aniela zmaga się ze śmiertelną chorobą…
Relacje między Jagą, a jej siostrą Mel również, mówiąc delikatnie, nie należą do łatwych…
Fabuła tej historii to opowieść o toksycznych relacjach, odrzuceniu, bólu, fizycznym i psychicznym cierpieniu, ale jednocześnie o miłości, chęci niesienia pomocy i wspierania drugiej osoby pomimo wszystko.
Książka ta budzi w czytelniku całe mnóstwo różnorodnych emocji. Na przykładzie Jagi widzimy, jak świadoma siebie, dojrzała kobieta jednocześnie może być wewnętrznie głęboko poranioną dziewczynką szukającą miłości i akceptacji – najmocniej tam, gdzie z różnych powodów nie dane jej było (i wciąż jest) ich znaleźć.
Moim zdaniem jest to opowieść o próbie godzenia się z tym, czego nie możemy zmienić, o przebaczaniu innym, ale również sobie. W historii tej autorka pokazała, że rodzice również borykają się z deficytami, które sprawiają, że nie potrafią oni okazywać swoim dzieciom miłości, zainteresowania etc.
W moim odczuciu jest to najbardziej osobista opowieść pisarki. To przejmująca historia o budowaniu siebie pośród gruzów, tego, co minione i o tym, że przeszłość pomimo wszystko nie musi na zawsze nas definiować.
Choć nie zawsze mamy wpływ na to co się wydarza to nasze reakcje są już naszym wyborem – oczywiście bywa to trudne, ale jest możliwe do wypracowania. A bycie dobrym człowiekiem to nie tylko dbanie o innych za wszelką cenę lecz dbanie również o siebie poprzez odcinanie się on pewnych relacji, hejtu i od tego, co uważają na nasz temat inni ludzie. Bywa to bolesne, ale w niektórych przypadkach bezwzględnie konieczne.
„Strażniczki moralności” to głęboko poruszająca, zapadająca w umysł i serce czytelnika historia. Wszystko, co zostało poruszone na jej kartach skłania odbiorcę do refleksji oraz analizy własnych relacji z rodziną, przyjaciółmi i szeroko pojętym otoczeniem.
Są takie publikacje, które bardzo trudno opisać, tak aby nie pozbawić ich głębi przekazu – po prostu trzeba je samemu przeczytać i odkryć – „Strażniczki moralności” z pewnością mogę zaliczyć do takiego właśnie gatunku.
Trzeba szczerze powiedzieć, iż na pewno nie jest to tak zwanym comfort book, ale jeśli szukacie lektury, która Was dotknie i poruszy do głębi to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Myślę, że takich dzieci – jak Jaga, matek – jak Aniela, sióstr – jak Melania oraz pozostałych „strażniczek” jest wśród nas wbrew pozorom bardzo dużo, a co za tym idzie osób borykających się z problemami opisanymi w książce również nie brakuje.
Historia Jagi choć teoretycznie fikcyjna może być wsparciem i światełkiem w tunelu, dla osób, które znajdą w sobie odwagę, aby się na nią otworzyć i przejrzeć w niej, jak w lustrze. Myślę, że warto pochylić się nad tym, co zobaczymy w odbiciu…
Zatem, jak sami widzicie powieść „Strażniczki moralności” serdecznie polecam.
piątek, 19 grudnia 2025
Magister Popunia wkracza do akcji.
Piotr Liana zadebiutował w roku 2015 powieścią „Persona non grata”, po niej przyszły kolejne historie „Echo serca” i „Test tolerancji” – o wszystkich trzech mogliście u mnie przeczytać.
Najnowszym literackim dzieckiem autora jest komedia zatytułowana „Morderstwo skonsultuj z farmaceutą”, która swoją premierę miała 20 października tego roku i to właśnie o niej dziś Wam opowiem.
Głównym bohaterem jest mgr Popunia, który wiedzie nieskomplikowany żywot, pracując w aptece, w miejscowości na Zet koło Tarnowa. Jego prawą ręką jest wiecznie głodna Anula.
Stabilne życie Pana Magistra wywraca do góry nogami list, który otrzymuje on od dawnego pacjenta. W tejże korespondencji nadawca prosi Popunię o ratunek, gdyż w jego ocenie rodzina czyha na jego majątek i próbuje go unicestwić…
Jak możecie się domyślić Popunia rusza nieszczęśnikowi na ratunek… Rzecz jasna uruchamia to lawinę komicznych wydarzeń, których prowokatorami jest ekscentryczna rodzinka obawiającego się o swe życie mężczyzny.
Akcja powieści toczy się w ciągu raptem kilku dni, a jest tak naszpikowana humorem, również tym sytuacyjnym, że podczas jej lektury prawie cały czas się śmiejemy.
Postacie nakreślone w książce są bardzo wyraziste, mają więc swoje charakterystyczne powiedzonka, zachowania etc. A całość jest tak skonstruowana, że wszystko dobrze do siebie pasuje i tworzy zaiste komediowe tło.
Komizm ten i umiejętnie wykorzystywany poziom absurdu, który nie przekracza dobrego smaku to ogromne atuty tej historii. Postać farmaceuty jest jednym wielkim mrugnięciem oka w kierunku czytelnika.
Po komedie w literackim wydaniu nie sięgam zbyt często, mam jednak nieodparte wrażenie, iż do ich tworzenia trzeba mieć szczególny dar, by móc wstrzelić się w poczucie humoru innych ludzi. W moim przekonaniu Piotrowi Lianie udało się to wręcz znakomicie!
Jeśli jesteście ciekawi perypetii mgr Popuni i tego jak potoczy się jego „rycerska” misja to zapraszam Was do lektury tej książki – ubaw po pachy gwarantowany!
środa, 17 grudnia 2025
Poruszająca historia młodej kobiety, która zapisała się na kartach historii.
Jeśli lubicie opowieści niosące w sobie dużą dozę historii to dziś mam dla Was nie lada gratkę czytelniczą.
W październiku bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Rebis ukazała się publikacja pt. „Fałszywa hrabina”, w której Panie: Elizabeth B. White oraz Joanna Śliwa podjęły się niełatwego zadania, a mianowicie przybliżenia losów Pepi Spinner, młodej żydówki, która ukrywając się pod różnymi tożsamościami, na przestrzeni całego swojego życia, pomogła wielu więźniom Majdanka.
Jedną z jej przybranych tożsamości była właśnie tytułowa hrabina Janina Suchodolska, która otworzyła przed kobietą bardzo wiele, zdawałoby się definitywnie zamkniętych, drzwi…
Losy tej niesamowitej kobiety, ukazane na kartach książki zapierają czytelnikowi dech w piersiach i skłaniają do wielu refleksji m.in. w kwestiach szeroko pojętego człowieczeństwa, odwagi, stawiania potrzeb i życia innych ponad swoje własne. Postawa Janiny dowodzi ogromnej odwagi i heroizmu pomimo codziennego spoglądania śmieci w oczy.
Dzięki pamiętnikowi Janiny i tytanicznej pracy autorek mamy możliwość zajrzeć na Majdanek, ze wszystkimi jego tragicznymi, brutalnymi i nieludzkimi praktykami. Możemy również poznać ówczesne realia pracy w RGO i ogólnego funkcjonowania w tamtych ogromnie trudnych czasach.
Opowieść ta, choć mroczna, jest bardzo interesująca i myślę, że warto ją poznać, chociażby z szacunku dla głównej bohaterki. Muszę jednak zaznaczyć, iż jest ona napisana w sposób niezwykle raportowy. Rozumiem, że takiego sposobu przedstawiania niniejszej historii mogła wymagać od autorek praca wykonana przez nie na potrzeby tej publikacji i chęć utwierdzenia odbiorów w jej prawdziwości. Niemniej jednak wpływa to bardzo mocno na swego rodzaju dynamikę czytania tej książki, co w połączeniu z niezwykle mrocznymi i dotkliwymi losami ukazanych w tej publikacji postaci staje się dla czytelnika mocno przytłaczające, a przez to jeszcze bardziej spowalnia lekturę.
Mimo tego, jak już wcześniej pisałam, jest to pozycja zdecydowanie warta uwagi, a zawarty w niej ogrom przypisów etc. daje możliwość dalszych, samodzielnych poszukiwań w aspekcie zgłębiania wiedzy na zarysowane w „Fałszywej hrabinie” tematy społeczne, polityczne oraz wiele innych.
Nie będę się szeroko rozpisywać na temat tej pozycji, ponieważ właściwie nie sposób zrobić tego w kilkunastu, czy kilkudziesięciu zdaniach, tak aby nie pominąć czegoś ważnego, czy wartego podkreślenia – to po prostu trzeba przeczytać.
Przygotujcie się na całe mnóstwo różnorodnych emocji i przemyśleń ukrytych w tej głęboko poruszającej historii.
Polecam!
poniedziałek, 15 grudnia 2025
Kolejny tytuł z serii Opowieści z Wiary
Książka Anny Halasz czekała na swoją kolej długi czas, ale w końcu się doczekała. Jest to moim zdaniem opowieść mocno szkatułkowa. Poznajmy w niej bowiem historię Tomasza, który po powrocie z emigracji próbuje ułożyć swe dosyć pokomplikowane życie na nowo. Jak się okazuje, jego przeszłość nie jest łatwa, a zaistniałe w niej wydarzenia wciąż nie dają mężczyźnie spokoju.
Drugą perspektywą tej opowieści są opowiadania, których zilustrowanie ma dać naszemu bohaterowi zawodowy reset. Aby jak najlepiej wykonać zleconą pracę, Tomasz postanawia przeczytać ww. opowiadania, by swoimi ilustratorskimi poczynaniami jak najmocniej oddać teść/przesłanie każdego z nich.
Jak lektura ta wpłynie na naszego bohatera? Czego dowie się on sam o sobie, a my jako czytelnicy o nim? – To musicie odkryć sami.
Jest to opowieść stawiająca wiele pytań i niedająca łatwych ani jednowymiarowych odpowiedzi na nie…
Zarówno sama historia głównego bohatera, jak też te ukryte w czytanych przez niego opowiadaniach skłaniają czytelnika do refleksji na bardzo wielu polach. Dotykają trudnych tematów i emocji, z którymi często niełatwo przychodzi nam się mierzyć.
Autorka ukazała w powieści proces ludzkiego poszukiwania sensu życia. Tomasz wciąż zastanawia się, czy istnieje coś takiego jak znaki od Wszechświata/Boga etc. i czy w nie wierzyć, czy nie?
Książka ta jest melancholijna, nostalgiczna i refleksyjna w sam raz na długi jesienny lub zimowy wieczór. Z rozterkami bohaterów i bohaterek łatwo możemy się utożsamić. Pochylamy się nad ich przeżyciami, przeglądając się w nich niczym w lustrze.
Emocje, które stają się ich udziałem, również niejednokrotnie dotknęły zapewne nas samych w jakimś momencie naszego życia.
Pomysł na zawarcie wielu opowieści w jednej historii wydaje mi się w tym przypadku bardzo trafiony, ponieważ nadaje całości bardzo wysublimowanego charakteru.
Jeśli lubicie nietuzinkowe opowieści z wieloaspektowym przesłaniem to myślę, że „Obecność…” będzie dla Was dobrym wyborem, gdyż według mnie każdy odkryje w niej coś dla siebie, a jest to zawsze niewątpliwy atut książki.
piątek, 12 grudnia 2025
"Zaczynamy żyć, kiedy przestajemy się bać życia." - Dorothy Thompson
Powieść „Więźniarka” była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Pani Anety Maśluk. Muszę powiedzieć, że było to bardzo udane spotkanie.
Akcja historii toczy się dwutorowo. Poznajemy Alice Hackman, która na skutek pewnych wydarzeń w swoim życiu odsiedziała kilkuletni wyrok i właśnie wychodzi z więzienia, nie mając pojęcia jak odnaleźć się na wolności, gdzie nie ma rodziny, ani żadnego zaplecza socjalnego.
Drugim, równoległym, ogniwem opowieści jest Lotar Krause, któremu choroba alkoholowa coraz bardziej niszczy pisarską karierę i życie…
Sploty różnych okoliczności, o których w szczegółach dowiecie się z książki, sprawiają, iż ścieżki bohaterów przecinają się w pociągu zmierzającym do małej miejscowości na południu Niemiec.
Czy każde z nich odnajdzie tam to, czego szuka i potrzebuje? Przekonajcie się sami, sięgając po tę niesamowicie wciągającą prozę.
Autorka nakreśla czytelnikom bardzo bogate w różnorodne detale portrety psychologiczne każdej z wykreowanych postaci. Cała akcja zaś toczy się wartko i z każdą kolejną stroną coraz bardziej pochłania czytelnika.
Czy Alice i Lotar pokonają swe wewnętrzne i zewnętrzne demony? Z czym przyjdzie im się mierzyć? Czy przeszłość musi determinować teraźniejszość i przyszłość? Czy stając twarzą w twarz z psychopatą można go, w pewnym sensie, pokonać?
Te i wiele innych pytań nasuwa się czytelnikowi w toku lektury. Perypetie bohaterów rozsnute są pomiędzy unicestwieniem a odrodzeniem – jakie decyzje podejmą i w kierunku czego będą podążać? – przekonacie się sami.
Na naszą uwagę zasługują jednak nie tylko główni bohaterowie, bowiem historia postaci drugoplanowych jest równie interesująca i ujmująca czytelnika.
W książce tej bardzo plastycznie ukazane zostało zderzenie życiowego mroku i rozpaczy ze światłem i nadzieją, które splatając się w przeróżnym natężeniu i konfiguracji przenikają losy bohaterów.
Jeśli macie ochotę na ciekawą, wielowymiarową opowieść o ludziach, którzy zmagają się z życiem na bardzo wielu różnych polach to śmiało zajrzyjcie na karty „Więźniarki”.
Mnie nie do końca usatysfakcjonowało zakończenie, którego rzecz jasna Wam nie zdradzę, niemniej jednak jeśli chodzi o tę lekturę jako całość to jestem zdecydowanie na tak!
Namówiłam Was na przeczytanie tej powieści? – Mam nadzieję, że tak :) .
środa, 10 grudnia 2025
W życiu, jak w ulu...
Jeśli znacie twórczość Nataszy Sochy to dobrze wiecie, że jej książki są bardzo różnorodne i że nie boi się ona poruszać w swojej prozie tematów trudnych oraz takich, które często chcielibyśmy zamieść pod przysłowiowy dywan i nigdy więcej spod niego nie wydobywać.
W powieści „Kamienica pszczół” autorka początkowo przybliża nam konstrukcję ula, panującą w nim hierarchię i zasady, co w całej tej opowieści ma niemałe znaczenie, które na pewno dostrzeżecie przy lekturze.
Po takim niebanalnym wstępie poznajemy Alicję – kobietę z przeszłością. Ocala ona od wyburzenia zrujnowaną kamienicę, w której postanawia stworzyć swego rodzaju azyl, nie jako stricte instytucję, lecz jako dom, w którym mogą zamieszkać kobiety po różnorakich przejściach…
Kamienica składa się z 7 mieszkań, więc oprócz Alicji wprowadza się do niej 6 lokatorek. Każda z nich wnosi ze sobą własną historię i niemały bagaż doświadczeń, które poznajemy w trakcie lektury.
Mieszkanie w tej kamienicy i stosunki panujące między współlokatorkami wydają się być sielanką, rajem na ziemi i wszystkim tym, czego opisane kobiety poszukiwały, by wreszcie zaznać spokoju i życiowej harmonii.
Ale czy na pewno wszystko tam jest takie idealne? Mężczyźni nie mają tutaj wstępu, a domofon znajduje się tylko w mieszkaniu Alicji. Wszystkie sprawy mieszkanek omawiane są na cotygodniowych spotkaniach przy cieście i kawie... Z jednej strony brzmi to dosyć niewinnie prawda? Z drugiej natomiast autorka zasiewa w czytelnikach ziarenko niepewności i refleksji.
Jak cała sytuacja wygląda w istocie rzeczy? Jaki sekret nosi w sobie i skrzętnie ukrywa przed otoczeniem sama Alicja? – tego dowiecie się z lektury.
Natasza Socha w sposób naprawdę znakomity nakreśliła różnorodne portrety psychologiczne swoich postaci. Poprzez opisane w książce historie, które zręcznie ze sobą splotła, dotyka również kwestii stawiania wzajemnych granic oraz ich konsekwentnego przekraczania…
Stawia również pytanie, czy jeśli odbywa się to w tzw. dobrej wierze, jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwione?
Oprócz wyżej wspomnianego tematu poruszony został również aspekt wdzięczności i tego czy powinna mieć ona jakieś nieprzekraczalne ramy? Czy życie w układzie właściwie całkowicie zamkniętym jest dobre dla jednostki?
Jak się okazuje także i tutaj linia oddzielająca od siebie różnorodne skrajności jest niezwykle cienka…
„Kamienica pszczół” to książka, która z całą pewnością skłania czytelnika do wielu przemyśleń i wywołuje w nim mnóstwo emocji. Historie mieszkanek tytułowego budynku są bardzo poruszające i myślę, że niejedna z nas odnajdzie w nich przynajmniej fragment swojego życia, a może nawet znacznie więcej…
Jeśli szukacie lektury na swój sposób subtelnej, ale jednocześnie tchnącej bardzo wyrazistym przesłaniem to myślę, że „Kamienica pszczół” będzie dla Was idealnym wyborem.
W mojej pamięci powieść ta z całą pewnością pozostanie na długo, więc i Wam gorąco ją polecam!
poniedziałek, 8 grudnia 2025
Zapraszam Was na karty wartościowej bajki.
Zdarza Wam się sięgać po literaturę dla dzieci? Mnie raczej rzadko, gdyż nie mam w swoim otoczeniu grupy docelowej. Mimo to książeczka, o której dzisiaj Wam opowiem zalicza się właśnie do tego gatunku.
„Kot czarownicy” autorstwa Piotra T. Dudka ukazał się już jakiś czas temu nakładem Wydawnictwa Alegoria. Pomimo czasu, jaki upłynął od premiery przesłanie tej bajki pozostaje niezwykle aktualne.
Narratorem opowieści jest tytułowy kot Geronimo, który nie widzi świata poza swoją ukochaną opiekunką – sympatyczną, ciepłą i niesamowicie mądrą babcią Jolą. Ta dwójka żyłaby sobie spokojnie, gdyby nie fakt, iż grupa okolicznych chłopców ciągle robi jakieś szkody w ich obejściu…
Geronimo nie mogąc dłużej patrzeć na smutek swej pani, wynikający z ww. faktu, postanawia dowiedzieć się, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Wynik tego dochodzenia jest dla kociaka mocno zaskakujący, lecz wyjaśnia się dlatego wcześniej wspomniana grupa chłopców postępuje tak, a nie inaczej…
Jakie były powody takiego zachowania dzieci i co wydarzy się dalej? – Zajrzyjcie na karty „Kota i czarownicy, a na pewno się dowiecie.
Jest to bardzo mądra, napisana przystępnym językiem opowieść o tym, jak nie należy osądzać innych wyłącznie po pozorach. O strachu, który można przełamać. O popełnianiu błędów i niezwykle cennej umiejętności przyznawania się do winy oraz przepraszania. A także o odwadze, nietuzinkowej przyjaźni i przywiązaniu naszych czworonożnych pupili do człowieka.
Jak sami widzicie autor w swojej niewielkiej acz niesamowicie treściwej opowieści poruszył bardzo wiele istotnych tematów, które mogą stać się doskonałym punktem wyjścia do rozmów z małym czytelnikiem na ważne tematy podane w łatwo przyswajalny dla niego sposób.
A dla jeszcze przyjemniejszego i bardziej plastycznego odbioru historię tę dopełniają ilustracje wykonane przez panią Małgorzatę Lewandowską.
Polecam, bo to świetna lektura dla małych i dużych czytelników!
piątek, 5 grudnia 2025
„Nie wolno się poddawać, cokolwiek się wydarzyło."
Jeśli znacie twórczość Edyty Świętek to na pewno wiecie, że jest ona mistrzynią sag wszelkiej maści.
„Kobiety niezłomnego ducha” to 4 odsłona sagi Sandomierskie Wzgórza, na której kartach śledzimy m.in. losy Eustachego Orszanda, jego żony Aliny oraz jej siostry Marcjanny. Oprócz wymienionych bohaterów autorka nie pominęła też innych znanych z poprzednich części. Zaznaczyć jednak należy, że do grona kobiecych postaci, które w tym tomie zdecydowanie wiodą pierwsze skrzypce dołącza Weronika Skoczylasowa, żona lokalnego młynarza.
Kobieta czuje się i wygląda na znacznie starszą niż jest naprawdę. Dzieje się tak ze względu na mnóstwo obowiązków, jakimi obarczona jest w domu. Oprócz tego posiada liczne potomstwo, apodyktyczną teściową i obdarzonego niebagatelną chucią męża, przez co kobieta prawie bez przerwy jest brzemienna…
Wszystko to powoduje u Weroniki coraz głębszą depresję i brak chęci do życia. Stan ten zasiewa w jej głowie myśli o kroku ostatecznym – czy zdecyduje się go dokonać? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.
W tej części śledzimy również dalsze losy Marcysi, która po swoich niełatwych przejściach i początkowym okresie zazdrości względem szczęścia siostry, zaczyna budować stabilne i bezpieczne życie dla siebie i synka, a u ich boku pojawia się ktoś jeszcze.
Na kartach „Kobiet niezłomnego ducha” nie brak także dalszych perypetii Aliny i Eustachego. Autorka poprzez pryzmat nawiedzających bohatera od bardzo dawna traumatycznych snów i jego chęci uporania się z nimi nakreśla przed czytelnikami ówczesny rozwój psychiatrii, jako niezwykle ważnej i potrzebnej dziedziny medycyny, która jak się okazuje, nie powinna się sprowadzać jedynie do zamknięcia pacjenta w szpitalu psychiatrycznym, elektrowstrząsów etc., a w tamtych czasach były to powszechne praktyki.
Edyta Świętek przybliżając nieco czytelnikom terapię Eustachego pokazuje, jak istotne staje się zmierzenie z emocjami, rozmowa o nich i ich przepracowanie. Jest to żmudny i powolny proces, ale okazuje się to o wiele bardziej pomocne niż drastyczne kuracje.
Wątek ten doskonale ukazuje również, jak ważne, a niestety bardzo często spychane na margines, już wówczas było zdrowie psychiczne.
Poza wymienionymi wcześniej wątkami w tej części opowieści przeczytamy również o miłości, przyjaźni, wsparciu, trudnych wyborach, życiowych zmianach i odbudowywaniu siebie oraz tworzeniu własnego, upragnionego życia na nowo.
Jak więc widzicie także w tym tomie nie brakuje całego wachlarza emocji i przeżyć, których doświadczą bohaterowie.
Polecam Wam tę lekturę, jak i wszystkie poprzednie odsłony niniejszej sagi. A sama wyczekuję na jej kolejny, niestety podobno ostatni, tom, który już na początku 2026 roku.
środa, 3 grudnia 2025
Czy promyk nadziei może tlić się w ciemności?
„Nadzieja pośród ciemności” to debiut literacki Toda Lendinga. W książce tej poznajemy 17-letniego Rubena, który wraz ze swoim ojcem prowadzi sklep z ekskluzywnymi parasolami.
Chłopak zakochany jest z wzajemnością w Zeldzie. Jednakże beztroska młodych ludzi i ich marzenia o przyszłym szczęściu zostają brutalnie przerwane, gdy wybucha II Wojna Światowa. W wyniku tych wydarzeń i wszystkiego, co one za sobą pociągają, ludność narodowości żydowskiej musi walczyć o przetrwane.
Zelda wraz z rodziną ucieka z miasta, co sprawia, że zostają z Rubenem rozdzieleni. Później na skutek pewnych, dramatycznych wydarzeń rodzina Rubena również zmuszona jest do zmiany miejsca pobytu, w związku z tym chłopak stawia sobie za punkt honoru odnalezienie ukochanej… Czy mu się uda? Przekonajcie się sami.
Na kartach tej powieści wiele się dzieje. Autor jednak kładzie w niej duży nacisk nie tylko na wydarzenia zewnętrzne, które rzecz jasna stanowią tło opowieści, ale zagłębia się także bardzo mocno w psychikę i emocje bohaterów.
Ukazuje nam ich zmagania ze stratą, wszechobecnym terrorem, głodem, strachem, niepewnością jutra etc. Jednakże pomimo tych niezwykle trudnych i bolesnych doświadczeń, jakie stają się udziałem bohaterów, śledzimy również ich determinację, niezłomność na wielu polach, heroizm we wspieraniu innych, a także gigantyczny hart ducha, który pomaga przeć do przodu pomimo wszystko.
Historia Rubena, Zeldy i ich rodzin jest bardzo poruszająca, zapadająca czytelnikowi w pamięć i skłaniająca go do stawiania sobie podczas lektury wielu pytań. W opowieści tej pokazane zostało również to, jak ważne w naszym życiu są relacje międzyludzkie. Rzecz jasna, na pierwszy plan wysuwają się te rodzinne, ale także wszelakie inne ich konfiguracje są w książce mocno podkreślone i dosyć dogłębnie opisane.
Opowieść ta, choć trudna, a momentami drastyczna i brutalna, niesie w sobie także tytułową nadzieję, która przejawia się w opisywanej miłości, oddaniu na rzecz drugiego człowieka, czy podejmowaniu prób ochrony bezpieczeństwa i życia innych, często z narażeniem własnego.
Jest to emocjonalny gejzer, który z całą pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Zaś styl autora, choć bywa mroczny i duszny, bo tego wymaga poruszona tematyka, jest także na swój sposób porywający i dający wiele furtek do różnorodnych przemyśleń.
Poznajcie zatem losy Rubena i innych bohaterów tej opowieści niejako współtowarzysząc im w przeżyciach, emocjach i rozterkach jakie stają się ich udziałem na kartach powieści.
Jeśli szukacie dosyć obszernej lektury będącej fikcją literacką, lecz nieco opartą o kanwę prawdziwych wydarzeń to myślę, że książka ta spełni Wasze oczekiwania.
piątek, 28 listopada 2025
"(...) Słońce i Księżyc kochają się od tysięcy lat, ale nie mogą być razem, bo kiedy jedno wstaje, drugie musi odejść."
Anna Rybakiewicz już od kilku lat porywa czytelników swoimi opowieściami. Zazwyczaj są to historie wojenne i podobnie jest także tym razem, choć akurat ta opowieść jest nieco inna.
Poznajemy w niej losy Amelii von Horoch ukazane w dwóch płaszczyznach czasowych. Aktualnie, czyli w czasie trwania II Wojny Światowej (i po niej) oraz ukryte w jej wspomnieniach dzieciństwo i wczesną młodość naznaczoną wielkim uczuciem do afrykańskiego chłopca, który początkowo był jej przyjacielem, a z biegiem czasu stał się kimś znacznie bliższym…
Zanim nastał czas wojennej zawieruchy i późniejszych niełatwych przeżyć Amelia żyła dostatnio i w miarę spokojnie, choć rodzina była także naznaczona pewnym nieszczęściem. Niemniej jednak jej codzienność była dosyć beztroska, naznaczona malarskim talentem ojca wyzierającym z każdego pomieszczenia ich domu, a zdolności te kobieta również odziedziczyła.
Im jednak bliżej trudnych czasów, tym bardziej wszystko się komplikowało i przynosiło kolejne trudności.Wybuch wojny diametralnie zmienia życie głównej bohaterki, której już nieco wcześniej los także nie oszczędzał. Aby chronić siebie i synka musi koegzystować z okupantem, gdyż w jej domu stworzony został posterunek żandarmerii.
Jak możecie się domyślać, sytuacja ta jest dla Amelii niezwykle trudna, choć komendant zdaje się być, jak na zaistniałe warunki przyzwoitym człowiekiem, część z jego ludzi także, lecz niestety nie wszyscy… Blumentritt nosi w sobie pewną tajemnicę – jaką i jak wpływa ona na jego stosunek do Amelii? – tego dowiecie się z książki.
Połączenie właściwie trzech perspektyw czasowych nadaje tej opowieści ogromnie wchłaniający czytelnika klimat.
Jest to historia o młodzieńczej miłości, rozstaniu, stracie oraz trudnych życiowych wyborach, do których zmuszają mroczne wojenne czasy, ale także o przebaczeniu, pewnego rodzaju pogodzeniu z przeszłością i próbie zbudowania życia na nowo, co wskazuje na ogromny hart ducha wyraziście nakreślonych postaci.
Autorka w sposób wręcz namacalny, poprzez swoją prozę, pokazuje, jak często przybieramy w naszym życiu maski – dosłownie i w przenośni. Przeplatające się na przestrzeni czasu, początkowo sielankowe, a w toku lektury coraz bardziej burzliwe losy bohaterów, które finalnie dosyć mocno zaskakują czytelnika, sprawiają, że od książki nie sposób się oderwać.
Anna Rybakiewicz serwuje odbiorcom wieloskładnikowy koktajl emocjonalny, gdy śledzimy perypetie świetnie nakreślonych bohaterów. A w to wszystko wpleciona została przepiękna legenda o księżycu i słońcu…
Jeśli szukacie porywającej, choć momentami niełatwej lektury o ludziach z krwi i kości, wrzuconych w bezlitosny wir historii to uważam, że będzie to dla Was, dobry czytelniczy wybór.
Chociaż oczywiście opowieść ta jest fikcją literacką to myślę, że podobne wydarzenia mogłyby wydarzyć się w czyimś mikroświecie i odcisnąć niezatarty ślad na życiu rzeczywistych osób.
Gorąco polecam!
środa, 26 listopada 2025
Dwa oblicza stolicy...
Katarzyna Puzyńska jest znaną i bardzo poczytną autorką m.in. kultowego już dziś cyklu Lipowo oraz wielu innych tytułów. Jednak w książce, o której Wam dziś opowiem, postanowiła nieco zaskoczyć swoich czytelników, a być może również zaskarbić sobie sympatię nowych odbiorców serwując nam kryminał magiczny.
„Ulice ciem”, bo taki jest tytuł opowieści, to historia tocząca się dwutorowo.
W czasach współczesnych obserwujemy Zosię, jej trudną relację z matką oraz pewnego rodzaju życiowe zagubienie. Akcja tego wątku rozpoczyna się w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Na skutek pewnych wydarzeń nasza bohaterka trafia do klimatycznej księgarenki, gdzie otrzymuje od sympatycznego, acz tajemniczego właściciela książkę w prezencie… Zdarzenie to zapoczątkowuje falę kolejnych, które stanowią ciąg dalszy tej historii.
Druga oś opowieści to rok 1939, Warszawa, a w niej perypetie Mańki, która niemalże czuje na swoich plecach oddech czającej się tuż, tuż II Wojny Światowej… Poprzez postać tej wyrazistej kobiety i jej „podopiecznych” (m.in.Hanki, jej perypetie też poznajemy w książce) które zaczynają ginąć w zagadkowych okolicznościach, śledzimy akcję osadzoną w przeszłości.
Dzięki niezwykle obrazowym, pełnym detali opisom autorki czytelnik ma szansę przyjrzeć się kwintesencji życia ówczesnej Warszawy. Możemy zajrzeć w wiele jej zakamarków oraz poznać blaski i cienie egzystencji w tym, czasem pełnym sprzeczności, mieście. Stykamy się także z zapomnianą już dziś gwarą warszawską, która, choć miejscami nie jest łatwa w lekturze, to z całą pewnością nadaje opowieści wyjątkowego charakteru.
Postacie opisane w książce są bardzo różnorodne, a ich w gruncie rzeczy misternie splecione ze sobą losy porywają czytelnika. Bohaterki skrojone są na miarę swoich czasów – pryzmat losów Mańki ukazuje pewien rys historyczny, przemiany i wydarzenia, z jakimi musiała się zmierzyć. Zaś perspektywa Zosi jest współczesna, a przez to być może bardziej uniwersalna, choć również ukazuje jej zmagania z życiem i próby odnajdywania siebie jako jednostki.
Niesamowitego klimatu całości nadaje garść magii ukryta w historii tajemniczej księgarni i jej równie enigmatycznego właściciela. Elementy te występują w obu planach czasowych i odgrywają w nich niemałą rolę – jaką konkretnie? Przekonajcie się sami sięgając po tę wciągającą historię.
„Ulice ciem” to barwna opowieść o literaturze, w której granice fikcji literackiej w pewien sposób przenikają się z rzeczywistością. Jest to także opowieść o ludziach, ich zmaganiach z życiem, samymi sobą oraz bagażem, który niekiedy bywa schedą po przodkach.
W powieści autorka bardzo plastycznie pokazała wpływ przeszłości na teraźniejszość, co w zasadzie stanowi nierozerwalne połączenie, choć często zupełnie sobie tego nie uświadamiamy.
Muszę Wam powiedzieć, że Katarzyna Puzyńska tą niezwykłą kryminalno – magiczną opowieścią skradła moje czytelnicze serce i bardzo chętnie znów przeniosę się do tego uniwersum za sprawą „Dzielnicy cieni”, która już czeka na mojej półce.
Zaznaczam jednak, iż „Ulice ciem” to zamknięta historia i tak należy ją potraktować.
poniedziałek, 24 listopada 2025
Dziennik Latarnika...
Opisanie historii, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Może zacznę od tego, że pozycja ta czekała na przeczytanie przez wiele lat.
„Latarnik” autorstwa Karola Kłosa jest swego rodzaju dziennikiem z życia tytułowego latarnika. Zawód ten jest znany autorowi przez pryzmat własnych doświadczeń.
Główny bohater jawi się nam jako wnikliwy obserwator otaczającej go rzeczywistości, a wszystko, co widzi, czego doświadcza i co staje się jego jakimkolwiek udziałem opisuje ubierając w pewnego rodzaju poetycką prozę.
Przyznam Wam się zupełnie szczerze, że ja czułam się dosyć zagubiona w tej opowieści. Z jednej strony jest ona dosyć monotonna tak jak zapewne życie i wieloletnia praca w latarni morskiej.
Z drugiej, gdy już pojawiają się jakieś inne osoby to momentami zaczynamy się gubić w tym kto tutaj właściwie jest kim i o co w zasadzie chodzi...
Narrator w swojej opowieści wchodzi w bardzo różne, często skrajnie od siebie odmienne role np. latarnika, czyli osoby bardzo ciężko pracującej, dziennikarza, petenta w urzędzie, małżonka etc.
Realne problemy bohaterów są tutaj zmieszane z nutami ironii i sporego sentymentalizmu za tym, co słusznie minione, a jednak stające się nieodzownym ogniwem pewnej całości.
Całość obfituje w opisy przyrody, refleksje nad życiem i światem oraz dywagacje nad zawiłością relacji międzyludzkich i konsekwencjami ich braku.
Znajdziemy tutaj również pewnego rodzaju poczucie humoru, które bywa dosyć sarkastyczne.
Jak sami widzicie, mam spory kłopot ze sklasyfikowaniem niniejszej lektury… Pomimo stosunkowo niewielkiej objętości (260 stron) czytało mi się ją dosyć ciężko. Plusem są krótkie rozdziały oraz plastyczność opisów, a minusem gęsto zadrukowane stosunkowo niewielką czcionką strony, przy znikomej ilości dialogów…
Mimo tak niejednoznacznego odbioru niniejszej publikacji, za jakiś czas, dam jeszcze szansę „Latarniczce” tego autora, która zapowiada się na drugą odsłonę opowieści wykreowaną tym razem z kobiecej perspektywy.
Być może zechcecie zmierzyć się z „Latarnikiem” (który mnie podświadomie nasuwa skojarzenie z nowelą H. Sienkiewicza…). Jeśli tak się stanie to dajcie koniecznie znać jaki był Wasz odbiór tej pozycji i czy trafiła ona do Was czytelniczo bardziej niż do mnie?
piątek, 21 listopada 2025
"Śmierć jest jak gwiazda rocka, która zawsze przyciąga publiczność..."
Myślę, że wielu z Was zna, a część pewnie słyszało o cyklu powieści z Cormoranem Strike’em w roli głównej. Ja co pewien czas sięgam po jedną z tych książek, o czym możecie przekonać się śledząc mojego bloga.
„Żniwa zła” to już trzecia odsłona przygód detektywa Cormorana Strike’a oraz jego błyskotliwej i zdeterminowanej współpracownicy Robin Ellacott.
Tym razem początkiem sprawy staje się przesyłka, którą Robin otrzymuje na adres agencji. Jej zawartość okazuje się przerażająca, gdyż jest to odcięta kobieca kończyna…
Tak oto rozpoczyna się zawiłe śledztwo, w którym Strike ma własne, inne niż policja, podejrzenia… Jak możecie się domyślać to ich tropem decyduje się w pierwszej kolejności podążyć.
Śledztwo rzecz jasna jest obszerne i mocno zawiłe J.K.Rowling pod pseudonimem R. Galbraitha bardzo umiejętnie kluczy i myli tropy, sprowadzając czytelnika na coraz to inne manowce.
Za Cormoranem wciąż ciągnie się nierozliczona według niektórych przeszłość, a Robin, która stopniowo, acz nieuchronnie staje się prawą ręką detektywa, musi zmierzyć się ze swoimi demonami sprzed lat – czy to się uda? Dowiedzcie się z lektury.
Książka ta bywa mroczna i
momentami dosyć brutalna. Fragmenty te podtrzymują jednak klimat
napięcia, który jak wiadomo jest w kryminale niezbędny.
Oprócz wspomnianego wcześniej
śledztwa obserwujemy również subtelny, lecz nieprzerwany rozwój
relacji między Strike’em, a Robin. Jakim echem sytuacja ta odbije
się na ślubnych planach bohaterki?
„Żniwa zła” podobnie jak
poprzednie części tego cyklu są zgrabnym połączeniem zagadki
kryminalnej z opisem relacji dwojga bohaterów znajdujących się w
pewien sposób na życiowym zakręcie.
Jeśli więc lubicie tego typu
połączenia to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do
lektury. Odkryjcie wraz z Cormoranem i Robin, kto tym razem stoi za
opisanymi wydarzeniami i dowiedzcie się czym są tytułowe żniwa.
Ja już niebawem zabieram się za
czytanie kolejnego tomu, w którym zapewne czeka na mnie kolejna
intrygująca sprawa do rozwikłania. Jak tylko zapoznam się z
„Zabójczą bielą” to na pewno o niej tutaj przeczytacie.
A póki co zapraszam Was do sięgnięcia po „Żniwa zła” i zanurzenia się w klimat mrocznej zagadki, której rozwiązanie jest niczym misterna mozaika ułożona przez zaburzony umysł złoczyńcy, który podąża sobie tylko znanymi ścieżkami.
czwartek, 6 listopada 2025
Wszyscy jesteśmy częścią natury...
„Córka ognia” to trzecia osłona cyklu Córki Żywiołów autorstwa Doroty Gąsiorowskiej.
Tym razem główną bohaterką opowieści jest Sofia – młoda kobieta, która po śmierci matki musi uporządkować wszystkie pozostałe po niej sprawy. Relacja obu kobiet, choć żyły tylko we dwie, była poprawna, ale dosyć chłodna.
Sofia nie ma pojęcia kim jest jej ojciec, więc wytwarza to w niej poczucie wyobcowania, które dodatkowo potęgują egzotyczna uroda oraz, doświadczone w dzieciństwie, bardzo częste zmiany miejsca zamieszkania, które również położyły się cieniem na jej poczuciu stabilizacji.
Na skutek aktualnych wydarzeń w ręce dziewczyny trafiają listy od ojca, które rodzicielka przez lata przed nią ukrywała, a całą ich tajemnicę zabrała ze sobą do grobu…
Nasza bohaterka postanawia wyruszyć śladem ojca do pięknej, słonecznej Andaluzji, co okazuje się początkiem wielu zmian w jej życiu.
Jakie tajemnice o rodzinie i samej sobie odkryje Sofia? Z czym przyjdzie jej się zmierzyć? W co zostanie uwikłana i w jaki sposób z tego wyjdzie? – Tego wszystkiego i o wiele więcej dowiecie się z kart tej historii.
Autorka kreśli przed czytelnikami opowieść magiczną, nie tylko za sprawą urzekających andaluzyjskich krajobrazów. Powieść ta pełna jest rodzinnych tajemnic, zawiłych relacji oraz odkrywania i oswajania się z prawdą o sobie i innych, która nie zawsze jest łatwa.
Dodatkowym atutem i urozmaiceniem opowieści jest fakt, iż jej akcja toczy się dwutorowo – zaglądamy w przeszłość, której reprezentantką jest Eliana, współcześnie zaś towarzyszymy Sofii na pełnych zagadek ścieżkach jej życia.
Dorota Gąsiorowska wytworzyła w swojej powieści baśniowy, nostalgiczny refleksyjny i pełen ciepła klimat. Sprawia to, iż czytelnik czuje się całkowicie pochłonięty perypetiami bohaterów i z zapartym tchem śledzi ich losy, przeżycia, dokonywane wybory i targające nimi emocje.
Jak już wspomniałam jest to historia o relacjach, o subtelnym przenikaniu się przeszłości z teraźniejszością oraz o tym, że od przeznaczenia nie sposób uciec…
Pełna tajemnic, a niekiedy zaskakujących zwrotów historia Sofii daje odbiorcy sporo do myślenia, gdyż często zastanawiamy się jak byśmy postąpili bądź zareagowali będąc na miejscu bohaterki.
Polecam Wam tę powieść, jak również cały cykl „Córki Żywiołów, a sama czekam na jego czwarty tom.
piątek, 10 października 2025
Poznajcie Lilianę...
„Liliana” to najnowsza powieść Sylwii Markiewicz. Tym razem również, jak to zazwyczaj bywa w książkach tej autorki, porusza ona bardzo ważny, a zarazem delikatny temat, jakim jest widoczna odmienność człowieka i jej wpływ na życie takiej osoby.
Główną bohaterką historii jest tytułowa Liliana, młoda kobieta, która żyje w sporym odosobnieniu ze względu na fakt, iż zmaga się z bielactwem. Nasza bohaterka mieszka tylko z ojcem, który samotnie ją wychował. Prócz niego jej jedyną podporę stanowią, również borykający się ze swoimi problemami, ogrodnik Nikodem oraz babka Walentyna, miejscowa zielarka, która roztacza nad Lilianą pewnego rodzaju pieczę i dzieli się z nią swymi umiejętnościami oraz wiedzą.
Nasza bohaterka wiedzie spokojne, dosyć samotnicze życie, w którym odskocznią od problemów staje się wytwarzanie unikatowej porcelany, które jest dla Liliany ogromną pasją i daje dziewczynie spełnienie oraz mnóstwo satysfakcji.
Stabilny tryb życia bohaterów ulega stopniowej zmianie, gdy na horyzoncie pojawia się młody, przystojny i ogromnie tajemniczy Wiktor, który przybywa do ich małej miejscowości.
Kim naprawdę jest mężczyzna i czego właściwie tu szuka? – przeczytajcie tę opowieść, a na pewno się tego dowiecie.
Jak już wcześniej wspomniałam, w książce tej autorka porusza tematy zmagania się z nieuleczalną, bardzo widoczną chorobą Liliany, ale także niepełnosprawnością jednego z pozostałych bohaterów. Nie jest to jednak opowieść wyłącznie o tym.
Sylwia Markiewicz bardzo głęboko pochyla się również nad relacjami międzyludzkimi łączącymi bohaterów. Są wśród nich takie więzi, które budują, lecz również takie, które w pewien sposób wyniszczają i komplikują życie.
W powieści nie brakuje także tajemnic, które pociągają za sobą mroczne konsekwencje… Połączenie to sprawia, że cała opowieść jest jeszcze bardziej intrygująca dla czytelnika i z każdą kolejną stroną mamy apetyt na jeszcze więcej.
Jeśli poszukujecie powieści o wielorakich relacjach, niejednoznacznych bohaterach, zmaganiu się z przeciwnościami losu, ale także o odbudowywaniu własnych sił i pewności siebie dzięki wsparciu bliskich i przyjaciół to niniejsza publikacja zapewne przypadnie Wam do gustu.
Niełatwe, a zarazem bardzo realistycznie nakreślone perypetie Liliany mogą stać się punktem wyjścia do wielu refleksji na temat relacji międzyludzkich i ich wpływu na ludzkie życie.
Czytałam tę opowieść z dużym zainteresowaniem i zaangażowaniem w losy bohaterów, więc i Wam ją bardzo polecam.
środa, 8 października 2025
"Apetyt na miłość" zawsze w nas drzemie...
Przygodę z książkami Marty Nowik zaczęłam przed trzema laty, począwszy od jej debiutu, czyli powieści pt. „Marzenia spełniają się jesienią”. Po niej przyszły kolejne tytuły, które również mnie zauroczyły i tak to trwa do chwili obecnej.
W czerwcu tego roku ukazała się najnowsza na tę chwilę książka autorki, zatytułowana „Apetyt na miłość”. Jej główną bohaterką jest Magda, która zostaje porzucona przez dotychczasowego partnera. W związku z tym wydarzeniem świat kobiety legnie w gruzach, a jej poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości spadają niemalże do zera…
W tej trudnej dla Magdy sytuacji jedynym wsparciem dla niej jest Kaśka – jej wieloletnia przyjaciółka i bratnia dusza na dobre i złe. To właśnie ona stara się wyciągać naszą bohaterkę z największych życiowych dołków, za przysłowiowe uszy.
Czy Magdzie uda się stanąć na nogi po trudnych emocjonalnie przeżyciach? – tego, rzecz jasna dowiecie się z powieści.
Marta Nowik w swoich opowieściach porusza delikatne, ale niezwykle ważne tematy. Tak jest również na kartach „Apetytu na miłość”, ponieważ jest to nie tylko książka o rozstaniu i odbudowywaniu siebie na nowo, ale także o przyjaźni, otwieraniu się na zmiany i nowych ludzi.
Autorka, oprócz wyżej wymienionych, porusza w niej dużo różnych wątków, jak np. miłość do zwierząt, zmaganie z uzależnieniem, doświadczenie choroby i wiele innych.
Wszystko to zostało opisane w sposób emocjonalny i trafiający do czytelnika.
Każdy z nas przecież miewa w swoim życiu przysłowiowe zakręty i niełatwe sytuacje, z którymi musimy się zmierzyć. A wtedy obecność przyjaciół czy jakkolwiek bliskich nam osób jest tym bardziej bezcenna.
Relacja Magdy i Kaśki jest tym, czego każdy z nas chciałby w swoim życiu doświadczyć. A perypetie głównej bohaterki dają nadzieję na podźwignięcie się z trudności, które, choć niełatwe i okupione ciężką wewnętrzną pracą, mogą finalnie przynieść zaskakujące, w dobrym znaczeniu tego słowa, owoce.
Jeśli szukacie dobrej powieści z pozytywnym przesłaniem, której bohaterki są w jakiś sposób podobne do wielu z nas to koniecznie sięgnijcie po „Apetyt na miłość”, który miałam przyjemność objąć patronatem, i poznajcie Magdę towarzysząc jej przez chwilę na życiowych ścieżkach.


















