Wydawnictwo literackie WAM organizuje akcję zbiórki pieniędzy na
zakup książek brajlowskich w Ośrodku dla dzieci Niewidomych i
słabowidzących w Krakowie.
Więcej na ten temat znajdziecie w linku poniżej:
sobota, 31 października 2015
czwartek, 29 października 2015
Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy?
To już druga książka autorstwa Ebena
Alexandra, która miałam sposobność przeczytać; została ona napisana we
współpracy z Ptolemy’m Tompkinsem. Na
kartach „Mapy nieba” powracamy ponownie do tematyki doświadczeń z pogranicza
życia i śmierci, które stały się udziałem samego autora, jak również osób, których
świadectwa umieszczone zostały w tej publikacji.
Kwestie
dotyczące zaświatów, istnienia życia
pozagrobowego i wszelakich związanych z tą tematyką zagadnień od wieków były i
nadal są wciąż tak samo fascynujące i niezgłębione dla wielu ludzi na całym
świecie.
W
swojej najnowszej książce autor nie tylko przypomina swoje własne
doświadczenia, o których pisał w swoim poprzednim dziele lecz również dotyka
bardziej filozoficznego aspektu tychże zagadnień zderzając ze sobą dwie
filozofie: Arystotelesa i Platona.
Dla
czytelników, którym bliska jest znajomość tych opcji książka z pewnością okaże
się interesująca i bardzo merytoryczna. Natomiast dla przeciętnego czytelnika,
do jakich grona ja również się zaliczam może okazać się ona nieco męcząca ze
względu na dużą ilość odniesień stricte naukowo-filozoficznych.
Jak
już wcześniej wspomniałam jeśli chodzi o mnie osobiście to wystąpiła właśnie ta
druga opcja. „W mapie nieba” w moim odczuciu zbyt mało jest świadectw, które
uchylają nam rąbka tajemnicy jaką są zaświaty. Takie opowieści zajmują zaledwie niewielką
część całej książki.
Jeśli
jednak pociąga Was tematyka, poruszana przez autora zajrzyjcie na karty tej
książki i zapoznajcie się z jego przekazem, niewykluczone bowiem, iż akurat dla
kogoś z Was merytoryczność „Mapy nieba” oraz tak głęboko naukowo – filozoficzne
podejście do omawianych zagadnień okażą się jednymi z wielu jej atutów.
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
środa, 28 października 2015
Zajrzeć na drugą stronę...
W dzisiejszym pełnym pośpiechu i pogoni za dobrami materialnymi światem kwestie wiary w istnienie Absolutu spychane są na dalszy plan, a szeroko rozwinięty i wciąż toczący się postęp techniczny sprzyjają tendencjom do wyłącznie naukowego wyjaśniania w zasadzie każdej kwestii...
Autor niniejszej książki jest uznanym neurochirurgiem, wspaniałym mężem, ojcem i przyjacielem lecz także sceptykiem w sprawach duchowych. Gdy jednak w niewytłumaczalny sposób sam nagle zapada na tajemniczą chorobę, która powoduje, iż na kilka dni zapada w śpiączkę, a jego szanse na przeżycie i powrót do pełni sił systematycznie maleją jego dusza doświadcza czegoś niezwykłego, co zupełnie odmienia Jago podejście do tematu życia po życiu...
Historia Ebena Alexandra jest świadectwem, w którym stara się on możliwie jak najwierniej oddać to, co przeżył jego duch w chwili gdy ciało było właściwie martwe, gdyż nie reagowało na żadne zewnętrzne bodźce... Podkreśla także ogrom wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół, którzy swoją nieustanną obecnością przy jego szpitalnym łóżku poniekąd sprawili, że jednak wrócił ze swojej podróży w zaświaty i dziś jest całkowicie zdrów, a swoją historią dzieli się z innymi...
Książka ta jest według mnie ogromnie wartościowa zarówno pod względem etycznym jak też psychologicznym... Autor z całą mocą potwierdza, iż istnieje nie tylko życie tu na ziemi, lecz także coś znacznie doskonalszego i wszechogarniającego, a każdy z nas jest tego częścią choć rzadko sobie to uświadamiamy... Czytając jego relację nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nauka i technika nie są w stanie zgłębić i wyjaśnić wszystkiego, a wszechświat jest znacznie bardziej skomplikowany (a zarazem niesamowicie prosty) niż nam się na co dzień wydaje...
Pragnę podziękować Wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Gorąco polecam!
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
poniedziałek, 26 października 2015
W czasach mrocznych i mglistych...
Autor w swojej powieści opisuje losy 17-letniej mieszkanki Leningradu
oraz jej rodziny. Sonia, bo takie właśnie imię nosi nasza bohaterka jest
zdeklarowaną komunistką. Należy najpierw do młodzieżowego Komsomołu, a
następnie do partii. Do pewnego momentu bardzo mocno wierzy w słuszność
idei komunizmu oraz pozytywną patriarchalność Stalina.
Jednakże z biegiem czasu oraz wydarzeń zachodzących w rodzinie
dziewczyny jak również dziejących się dookoła niej owa niemalże
bezgraniczna ufność zaczyna stopniowo podupadać.
Gdy Sonia coraz intensywniej zaczyna dostrzegać wszechobecny terror, głód, śmierć, zamykanie w więzieniach i rozstrzeliwanie bez procesów, a wszystko to zazwyczaj za niewinność jej złudzenia dotyczące komunizmu i wodza Stalina rozwiewają się, a postawa zaczyna się zmieniać.
Życie tej młodej kobiety toczy się bardzo różnymi kolejami, jej udziałem staje się ogrom trudnych i niejednokrotnie niezrozumiałych doświadczeń.
Gdy Sonia coraz intensywniej zaczyna dostrzegać wszechobecny terror, głód, śmierć, zamykanie w więzieniach i rozstrzeliwanie bez procesów, a wszystko to zazwyczaj za niewinność jej złudzenia dotyczące komunizmu i wodza Stalina rozwiewają się, a postawa zaczyna się zmieniać.
Życie tej młodej kobiety toczy się bardzo różnymi kolejami, jej udziałem staje się ogrom trudnych i niejednokrotnie niezrozumiałych doświadczeń.
W niniejszej powieści, która jest niesamowicie mroczna znalazło się
jednak również miejsce na pozytywne uczucia takie jak miłość czy
przyjaźń.
Jeśli chcecie poznać zawikłane losy Soni oraz pozostałych bohaterów
zapraszam Was do tej niełatwej lektury. Mnie samej bardzo trudno jest ją
oceniać ze względu na to, że liczyłam bardziej na opis ludzkich losów,
które toczą się niejako z wojną w tle… Natomiast to, co pokazuje w
„Mroku i mgle” Stefan Türschmid jest przede wszystkim opowieścią o
działalności Stalina, brutalności NKWD i czekistów oraz masą zagadnień
politycznych wraz z całą skomplikowaną siatką partyjnych powiązań i
zależności.
W związku z powyższym książka, choć niewątpliwie jest dobra to czytało
się dosyć mozolnie przynajmniej wg mnie, a nacisk jaki został położony
na kwestie polityczne i ich dosyć długie opisy niestety dodatkowo
spowalniał mi lekturę omawianej publikacji …
Niemniej jednak dla miłośników historii oraz dywagacji ideologicznych
książka ta jak mniemam może okazać się swego rodzaju perełką.
Pomimo, iż mnie osobiście powieść ta nieco zmęczyła i stąd taka, a nie
inna jej całościowa ocena to decyzję co do podjęcia się (bądź nie) jej
lektury pozostawiam każdemu czytelnikowi we własnym zakresie.
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS.
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
wtorek, 20 października 2015
Miałem kiedyś wielki dom, piękny ogród otaczał go...
Pierwsza
powieść autorstwa Michała Krupy pt. „Cześć, mam na imię Michał” jest moją
pierwszą stycznością z twórczością autora mimo, iż aktualnie ma on na swoim
koncie już kilka publikacji.
Głównym
bohaterem książki jest tytułowy Michał, którego poznajemy wraz z trójką
przyjaciół: Łukaszem, Kamilem oraz Adamem, młodzi mężczyźni znają i przyjaźnią
się ze sobą już od lat.
Podczas
jednego ze spotkań przy piwie nasz bohater po raz pierwszy styka się z automatami do gry… W ten
oto sposób do jego wewnętrznego ogrodu trafia zdawać by się mogło niepozorna i
niewinna sadzonka…
Michał
jest młodym, ambitnym i utalentowanym finansistą, jego praca jest więc mocno
stresująca, a co za tym idzie wyczerpująca zarówno fizycznie jak i psychicznie.
W życiu mężczyzny oprócz pracy jest także żona Kasia, a na świat przychodzi
również mały Emil.
Obowiązki
zawodowe i rodzinne coraz częściej zaczynają przerastać naszego bohatera, który
staje się coraz bardziej znerwicowany i wyizolowany.
Mężczyzna
początkowo tłumacząc sobie, iż robi to tylko w ramach odstresowania coraz
częściej zasiada przed automatem do gry koniec końców przegrywając coraz większe
pieniądze, a zarazem szukając coraz większej dawki adrenaliny… Poszukiwania owe
poprzez meandry kłamstw wielokrotnie serwowanych najbliższemu otoczeniu
doprowadzają go w końcu do kasyna. Spirala długów, fałszu oraz szemranych osobników w otoczeniu Michała
zaczyna być coraz mocniej splątana…
Z
pomocą próbują mu przyjść bliscy i przyjaciele jednak roślina, która na dobre
rozpanoszyła się w pilnie strzeżonym ogrodzie Michała skutecznie i nieustannie
ich deklasuje nie mając przy tym najmniejszych nawet skrupułów…
Nierówna
walka ciągle trwa…
Autor
w sposób niezwykle przejmujący ukazuje nam problem uzależnienia od hazardu,
który jest równią pochyłą po jakiej stopniowo acz niechybnie stacza się osoba
uzależniona ciągnąc za sobą najbliższych często niczego nieświadomych.
Poprzez
postać głównego bohaterka czytelnik ma szansę zobaczyć jak bardzo ten zgubny i
wciąż marginalizowany nałóg odziera człowieka z poczucia własnej wartości i
depcze jego poczucie godności. Mamiąc złudnymi obietnicami, że „przecież za
moment się odegrasz” czy „możesz z tym skończyć choćby zaraz”.
Jeśli
chcecie przekonać się jak potoczą się losy Michała, jego rodziny i przyjaciół oraz
czy uda mu się „wygrać życie” koniecznie sięgnijcie po tę niewielką
objętościowo lecz pełną głębi opowieść.
Autorowi
natomiast gratuluję wręcz porażającego w swej szczerości i wyrazistości debiutu
literackiego.
Polecam!
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorowi – panu Michałowi Krupie.
piątek, 16 października 2015
Bez rąk i nóg, a mimo to na skrzydłach
Bohatera niniejszej publikacji dziś zna już właściwie cały świat. Nick Vujcic od urodzenia choruje na bardzo rzadką chorobę genetyczną, której objawem jest brak kończyn. Pomimo swojej bardzo poważnej niepełnosprawności oraz mnóstwa ograniczeń jakie niesie ona ze sobą Nick żyje pełnią życia, podróżuje po całym świecie dając swoim słowem i przykładem wsparcie wielu ludziom niezależnie od statusu społecznego, materialnego, stanu zdrowia etc. Trzydziestokilkulatek mimo, że nie ma rąk ani nóg uprawia różne sporty i jest niesamowicie aktywny na wiele sposobów. Jest mówcą motywacyjnym realizuje się więc również zawodowo. Największe znaczenie dla Nicka ma jednak rodzina – jest on szczęśliwym mężem i ojcem.
Nie
zawsze jednak było w życiu Nicka tak, jak jest obecnie. W książce mamy
możliwość prześledzenia wielu meandrów i życiowych mielizn, z którymi przyszło
się zmierzyć temu niezwykłemu człowiekowi i jego rodzinie. Towarzyszymy Nickowi
począwszy od dzieciństwa i lat szkolnych poprzez wczesną młodość, w której nie
ominęły go depresja, a nawet próba samobójcza, Do nieco późniejszego odkrycia
na nowo Boga, dojrzewania w wierze oraz samoakceptacji, aż do chwili obecnej
gdzie motywuje on swoimi wykładami i postawą miliony ludzi na całym globie.
Z
książki tej dowiadujemy się również bardzo wiele o działalności fundacji LWL
[Life without Limbs – Życie bez kończyn], która organizuje całe mnóstwo akcji
pomocowych, a jej członkowie często wraz z Nickiem jeżdżą po całym świecie i
docierają do najbardziej potrzebujących zarówno w sensie materialnym jak
również duchowym. Nie sposób również nie podkreślić, iż w książce tej Nick mówi
bardzo dobitnie o działaniu Boga w ludzkim życiu popierając to wieloma
przykładami zarówno z własnego życia prywatnego, jak też z działalności fundacji,
która niejednokrotnie borykała się z problemami zdawać by się mogło nie do
rozwiązania, a jednak prędzej czy później finalnie wszystko kończyło się
pozytywnie.
Gratuluję
autorce, iż wraz z Nickiem „utkała” tak niezwykłą historię mówiącą o nadziei
pomimo zwątpienia, odwadze mimo trudności, niebagatelnym apetycie na życie oraz
ogromnej wierze i miłości, które są w stanie przekuć właściwie wszystkie nasze
egzystencjalne znoje w coś pozytywnego i pięknego.
Zapraszam
do lektury i pamiętajcie, że niezależnie od tego, co niesie życie Wy również
macie skrzydła pomimo wszystko… :).
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorce – pani Małgorzacie
Stegence.
czwartek, 15 października 2015
19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie tuż, tuż!
Dzisiaj będzie nieco nietypowo. Jak zapewne wiecie już za tydzień ruszają 19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie :).
W związku z tym chciałabym zaprosić Was na spotkanie z niemieckimi autorkami bardzo poczytnych powieści, w tym również z Sofią Caspari, autorki cyklu Saga Argentyńska, którego drugi tom: "W krainie srebrnej rzeki" ukaże się już niebawem, bo 21 października nakładem Wydawnictwa Otwartego.
Więcej szczegółów odnośne w/w spotkań znajdziecie na zdjęciach poniżej. Polecam i zapraszam.
środa, 7 października 2015
Każdy upada, lecz tylko nieliczni potrafią jak feniks powstać z popiołów klęski
W
ubiegłym roku nakładem Wydawnictwa Credo ukazała się książka Petera Gladwina, nosi
ona tytuł „Powstać z popiołów. Historia chłopca, który przeszedł piekło”. W
niniejszej publikacji autor opisuje swoje życie, które od najwcześniejszego
dzieciństwa nie było dla niego łatwe, gdyż jako roczne dziecko ledwo uszedł z
życiem z pożaru, jaki miał miejsce w jego rodzinnym domu.
Wydarzenie
to pozostawiło bardzo duży i trwały uszczerbek na jego zdrowiu fizycznym. W
wyniku w/w wypadku Peter stał się osobą niepełnosprawną.
W
swojej książce ukazuje on nie tylko wynikające z kalectwa trudy, z jakimi
musiał się zmagać lecz również meandry życia w trudnej dzielnicy, ciągłe
przeprowadzki oraz życie w dysfunkcyjnej rodzinie.
Bardzo
szczerze opisuje także stopniowy proces odnajdywania samego siebie w dorosłym
już życiu, nieodłącznym elementem drogi ku temu było dla mężczyzny odkrycie
niejako na nowo Boga, który odtąd staje się dla Petera niezwykle bliski i
realny.
Jest
to opowieść o wewnętrznej sile, która tkwi w każdym z nas i o ogromnej
determinacji połączonej z wiarą w Bożą Opatrzność - połączenie tych składowych wydźwignęło
autora, a zarazem bohatera niniejszej książki z otchłani życiowego marazmu i
pozwoliło mu odbić się od dna, którego sięgnął…
Dziś
Peter jest szczęśliwym mężem i ojcem, pomimo swej niepełnosprawności jest
niezwykle aktywny i czuje się człowiekiem spełnionym.
Mimo,
że książka ta niewątpliwie niesie ze sobą bardzo pozytywne przesłanie do mnie nie
do końca trafiła… Doceniam rzecz jasna niebywałą szczerość autora, natomiast
sam sposób przekazu jest dla mnie, że się tak wyrażę zbyt „suchy”, więc zapewne
stąd wynika moją średnia ocena tej pozycji jako całości…
Niemniej
jednak pozycja ta jest warta uwagi chociażby ze względu na przykład jaki
ukazuje swoją osobą Peter Gladwin.
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu CREDO.
piątek, 2 października 2015
Życie to łańcuch chwil, w którym ogniwa zespawane są przez brzemię wyboru.
W
debiutanckiej powieści Marii Wolskiej pt „Zatrzymać chwilę”, poznajemy młodą
kobietę pracującą w branży finansowej. Kiedy w firmie, gdzie pracuje Ewa
pojawia się nowy kierownik dotychczasowy „biurowy ład” zostaje postawiony na
głowie… Pracownicy mają tak duży nawał obowiązków, iż spędzają na swoim
stanowisku pracy nawet po kilkanaście godzin na dobę, a mimo to z niczym się
nie wyrabiają i często zabierają pracę do domu.
Nasza
bohaterka jest coraz bardziej zmęczona, znerwicowana i sfrustrowana, co nie pozostaje
bez wpływu na jej życie prywatne, które zostaje zdegradowane do poziomu
zerowego. Ze względu na to, iż praca staje się centrum jej świata cierpi na tym
nie tylko jej kilkuletni związek z Markiem lecz także podupada ona na zdrowiu.
Dopiero
wypadek, któremu w pewnym momencie opisanej przez autorkę historii ulega nasza
bohaterka bardzo mocno przewartościowuje jej życie.
W
chwili w/w zdarzenia Ewa nagle znajduje się w towarzystwie anioła i zupełnie
dla niej niespodziewanie ma możliwość przyjrzenia się swojemu życiu niejako z
boku…
Anioł
– Wojtek z jednej strony pokazuje kobiecie świat, w którym żyje, z drugiej
natomiast Ewa patrzy na swoje życie tkwiąc jakby w zawieszeniu… Wojtek
uświadamia jej, iż tylko ona może podjąć decyzję o tym czy zostaje tutaj, czy
też wraca do swojego ciała, a zarazem na Ziemię.
Jeśli
chcecie dowiedzieć się jakiego wyboru dokonała Ewa i co owa decyzja za sobą
pociągnęła zajrzyjcie na karty książki.
Mimo,
iż autorka poruszyła w swojej powieści bardzo ważny i będący wciąż bardzo na
czasie temat jakim jest pracoholizm oraz opisała spustoszenie jakie sieje on
zarówno w życiu osoby uzależnionej od pracy jak również w jej otoczeniu to
jednak powieść ta jest w moim odczuciu zbyt płytka, a momentami także nieco
infantylna…
Jej
atutem jest niewątpliwie fakt, że czyta się ją bardzo szybko i płynnie.
Jednakże mnie nie zapadnie ona na zbyt długo w pamięć.
Niemniej
jednak jeśli chcecie zetknąć się z obrazem omawianego nałogu wykreowanym przez
autorkę zapraszam Was do lektury i własnych refleksji odnośnie tego debiutu.
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.
czwartek, 1 października 2015
Pomimo, że Szału nie ma...
Księdza
Jana Kaczkowskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W swojej pierwszej książce, która jest
jednocześnie wywiadem przeprowadzonym przez
Katarzynę Jabłońską w sposób bardzo otwarty ks. Jan opowiada o swoim
życiu, powołaniu chorobie oraz aktywności społeczno - zawodowej.
Dzięki
lekturze tego wywiadu mamy możliwość prześledzić historię ks. Jana zaczynając
od dzieciństwa i relacji panujących w rodzinnym domu, poprzez dosyć burzliwą
młodość, odkrywanie własnego powołania oraz krętą drogę ku jego realizacji, aż
do chwili obecnej czyli bycia z jednej strony prezesem hospicjum w Pucku, a
jednocześnie samemu chorując na jedną z
najcięższych odmian nowotworu – glejaka mózgu.
Mimo,
iż ks. Jan jest osobą znaną, poważaną i ogromnie podziwianą przez wielu ludzi,
sam nie kreuje się na bohatera, a wręcz przeciwnie jest człowiekiem niezwykle
skromnym i empatycznym, który po prostu „robi swoje”…
„Szału
nie ma jest rak” to rozmowa, w której poruszonych zostało bardzo wiele trudnych
tematów. Nie jest to jednak książka mająca wpędzić czytelnika w poczucie
całkowitej beznadziei, chociaż opowiada ona o chorobie, pracy w hospicjum,
odchodzeniu czy różnych metodach ulżenia człowiekowi w cierpieniu, bo oprócz
w/w kwestii ukazana została w niej także cała masa pozytywnej energii oraz
ukryta w każdej najmniejszej chwili pełnia i radość życia, którą rozmówca
Katarzyny Jabłońskiej nieustannie i niestrudzenie emanuje. Pokazując swoim
przykładem jak pomimo przeciwności można być aktywnym i wręcz delektować się
każdym przeżywanym dniem, a nawet każdym momentem, który staje się naszym
udziałem.
Książka
ta smakuje dokładnie tak, jak życie – czasem słodko, innym razem gorzko… Znajdujemy
w niej zarówno uśmiech jak i łzy… Czyż nie z tego wszystkiego, w różnych dozach
i proporcjach składa się ludzkie życie?
Polecam!
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu WIĘŹ .
piątek, 25 września 2015
Bo każdy ma swoją drogę, swoje kamienie, o które się potyka i swój cel, do którego prędzej czy później dojdzie
W
maju bieżącego roku nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się najnowsza
powieść Karoliny Wilczyńskiej. Niniejsza książka otwiera cykl Stacja Jagodno, a
jego pierwszy tom nosi tytuł „Zaplątana miłość”.
Jest
to już kolejna książka pani Karoliny jaką miałam możliwość przeczytać, co też
zrobiłam z ogromną przyjemnością i jak zwykle w przypadku twórczości tej
autorki nie zawiodłam się.
Główną
bohaterką powieści jest trzydziestokilkuletnia Tamara, która samotnie wychowuje
nastoletnią Marysię. Kobieta jest niezwykle zapracowaną, wymagającą od samej
siebie bardzo wiele, specjalistką od PR-u. Z racji tego, iż jest samotna ciężko
jej dzielić czas pomiędzy absorbującą ją pracę, a równie wymagające
wychowywanie nastolatki.
Dodatkowo
matka głównej bohaterki także nie jest dla niej wsparciem, a wręcz przeciwnie
ciągle wypomina jej nie trafne wybory z przeszłości.
Na
skutek zagonienia Tamary, która chcąc zapewnić swojej córce jak najlepsze
warunki życiowe, nie ma zupełnie dla zagubionej nastolatki czasu, relacje pomiędzy
matką, a córką zaczynają się coraz
bardziej psuć i rozluźniać…
Marysia
ma ogromne poczucie osamotnienia i lekceważenia ze strony swojej Mamy. Prócz
tego stopniowo przerasta ją nadmiar szkolnych obowiązków i wymagań stawianych
uczniom prywatnej szkoły, do której uczęszcza… Wszystko to razem wzięte oraz
nieśmiałość dziewczyny powoduje, iż jest ona właściwie mniemającą przyjaciół
szkolną szarą myszką… Wtedy pojawia się w jej życiu Oskar, chłopak jest starszy
od niej, ma pieniądze i poświęca dziewczynie bardzo dużo uwagi, co nastolatce
ogromnie imponuje…
Niestety
znajomość z Oskarem staje się dla Marysi (a teraz Majki) wierzchołkiem równi pochyłej…
Zapracowana
Tamara, która w tym czasie przygotowuje kampanię wyborczą dla kandydata na
wójta gminy Jagodno przez długi czas nie zauważa, że coś złego dzieje się z jej
dorastającą córką…
Zwłaszcza,
że przy okazji owej kampanii natrafia zupełnie przypadkowo na zagadkę z
przeszłości…
Jeśli
jesteście ciekawi cóż to za tajemnica? Jak potoczą się losy naszych bohaterek i
kogo jeszcze napotkają one na swej życiowej ścieżce? to koniecznie zajrzyjcie
do Jagodna i nabierzcie zupełnie nowej perspektywy w stosunku do jak często
mawiamy prozy życia, która bywa niekiedy bardzo trudna i bolesna.
Autorka
w swojej najnowszej książce pokazuje nam, że nawet to, co wydaje się nam
całkowicie zaplątane i mówiąc
kolokwialnie „nie do ruszenia” można rozwikłać dzięki miłości i cierpliwości,
które są kluczem do wszystkiego!
Polecam
Wam tę barwną, międzypokoleniową opowieść, a sama z niecierpliwością czekam na
tom drugi – „Marzenia szyte na miarę” – który ma ukazać się na rynku
wydawniczym już 21 października!
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję autorce, Pani Karolinie
Wilczyńskiej oraz Wydawnictwu Czwarta Strona.
czwartek, 24 września 2015
W poszukiwaniu miłości i akceptacji
Debiutancka
powieść autorstwa Grażyny Mączkowskiej zwróciła moją uwagę, gdy tylko
zobaczyłam jej zapowiedź. Klimatyczna okładka jak i interesujący opis
spowodowały, iż z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po tę powieść.
Główną
bohaterką książki jest Gabriela, młoda kobieta, która wydawać by się mogło
wiedzie idealne życie. Ma piękny dom, pieniądze, kochającego męża oraz dwóch
wspaniałych synów.
Pomimo
tego wszystkiego otaczającą naszą bohaterkę sielankę skutecznie przysłaniają
traumy z dzieciństwa, ponieważ Gabrysia wychowywała się w domu pełnym przemocy
zarówno słownej jak i fizycznej, a jej rodzice nie stronili od alkoholu.
Żyjąc
w tak trudnych warunkach, wówczas jeszcze dziecko, a dziś już dorosła kobieta,
popadła w bardzo toksyczną relację ze swoją matką, u której wciąż poszukuje
potwierdzenia własnej wartości oraz poczucia akceptacji…
Niestety
matka Gabrysi nie jest w stanie spełnić jej oczekiwań, gdyż nie radzi sobie
sama ze sobą tkwiąc całe życie w toksycznym małżeństwie, co rzecz jasna nie
pozostaje bez wpływu na jej relacje z otoczeniem…
W
swojej książce autorką porusza bardzo istotny i trudny temat jakim jest wpływ
przeżyć z dzieciństwa na nasze dorosłe życie. Na przykładzie wykreowanej przez
siebie bohaterki dobitnie ukazuje jak, często nawet nie będąc tego do końca
świadomi, w dorosłym życiu poszukujemy uzupełnienia braków zaznanych w
dzieciństwie na różnych polach.
Jest
to opowieść o potrzebie miłości i akceptacji ze strony najbliższych, bowiem
pragnienia te towarzyszą nam przez całe życie niezależnie od wieku, statusu
społecznego i materialnego etc.
Jeśli
chcecie dowiedzieć się czy Gabriela odnajdzie wreszcie wewnętrzny spokój i
wydostanie się z „zaklętego kręgu” bardzo niskiej samooceny, w którym tkwi
właściwie od zawsze, to koniecznie zajrzyjcie na karty „Powiedz, że mnie
kochasz, mamo”.
W
powieści tej nie brak całej gamy różnorodnych emocji, podczas jej lektury
niejednokrotnie zdarzy Wam się zapewne mieć przysłowiową łezkę w oku lecz uśmiech
także zagości zapewne na Waszych twarzach.
Polecam!
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję autorce, Pani Grażynie Mączkowskiej.
środa, 23 września 2015
Wyrusz w podróż wraz z Emilią
Młodziutka Emilia po śmierci matki oraz zaginięciu słuchu po ojcu, żołnierzu walczącym w powstaniu listopadowym, trafia do szkoły klasztornej, nad którą pieczę sprawuje surowa siostra Teodozja...
Mijają lata, podczas których Emilia przywyka do klasztornego rytmu i trybu życia, a matka przełożona planuje uczynić ją z czasem swoją następczynią...
Wtedy z wizytą w zakonnych murach pojawia się Selim, który przekazuje dziewczynie wiadomość, iż jej ojciec żyje lecz znajduje się w tureckiej niewoli. W wyniku tej informacji wyrusza ona wraz z Tatarem i swoją przyjaciółką Malwiną, która przy tej okazji planuje uciec z klasztoru, po ukryte pieniądze na wykup Emiliana Konarskiego z jasyru...
Wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu kiedy niespodziewanie pojawiają się pijani mężczyźni i zaczynają napastować pilnującą koni Malwinę, aby wyratować przyjaciółkę z opresji Emilia i Selim zmuszeni są zaatakować intruzów; w efekcie nie są pewni czy są oni jedynie zamroczeni czy też nie żyją... W wyniku zaistniałych wydarzeń zapada decyzja, iż kobieta póki co nie może wrócić do klasztoru, więc powinna pojechać z Tatarem do Turcji i odnaleźć ojca...
Tak oto zaczyna się niezwykła podróż kobiety w nieznany dotąd i jak się okazuje niezwykle magiczny świat orientu... Napotyka na swojej drodze wielu ludzi i przeżywa zapierające dech w piersiach, a niekiedy także mrożące krew w żyłach przygody...
Na jej drodze stają także dwaj skrajnie różniący się od siebie mężczyźni, brytyjski lord Wiliam Gainful oraz z pozoru dziki i nieokrzesany Zakir... Obaj w pewien sposób zmienią jej spojrzenie na życie i otaczający świat... Jeśli chcecie dokładnie poznać losy kobiety, która z zagubionej dziewczyny staje się świadomą siebie i swoich pragnień kobietą wyruszcie wraz z bohaterką w tę niezwykłą "Podróż po miłość", a na pewno nie pożałujecie poświęconego na nią czasu...
Na uwagę zasługuje również prowadzony przez autorkę równolegle wątek muzułmańskiego mistyka i poety Rumiego i jego niezwykłej przyjaźni z tajemniczym Szamsem...
A także liczne odwołania do wydarzeń i postaci ważnych w historii naszego kraju...
Gratuluję Pani Dorocie niezwykłej umiejętności ogromnie obrazowego ujmowania w słowa wierzeń, kultury oraz życia codziennego w orientalnym klimacie... Dzięki tej zdolności czytając czujemy się tak, jakbyśmy stąpali po azjatyckiej ziemi i przyglądali się wszystkiemu z bliska...
Gorąco polecam niniejszą powieść, a sama czekam na jej kolejną odsłonę, która planowana jest na maj 2014 roku.
Pragnę podziękować autorce, Pani Dorocie Ponińskiej za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Mijają lata, podczas których Emilia przywyka do klasztornego rytmu i trybu życia, a matka przełożona planuje uczynić ją z czasem swoją następczynią...
Wtedy z wizytą w zakonnych murach pojawia się Selim, który przekazuje dziewczynie wiadomość, iż jej ojciec żyje lecz znajduje się w tureckiej niewoli. W wyniku tej informacji wyrusza ona wraz z Tatarem i swoją przyjaciółką Malwiną, która przy tej okazji planuje uciec z klasztoru, po ukryte pieniądze na wykup Emiliana Konarskiego z jasyru...
Wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu kiedy niespodziewanie pojawiają się pijani mężczyźni i zaczynają napastować pilnującą koni Malwinę, aby wyratować przyjaciółkę z opresji Emilia i Selim zmuszeni są zaatakować intruzów; w efekcie nie są pewni czy są oni jedynie zamroczeni czy też nie żyją... W wyniku zaistniałych wydarzeń zapada decyzja, iż kobieta póki co nie może wrócić do klasztoru, więc powinna pojechać z Tatarem do Turcji i odnaleźć ojca...
Tak oto zaczyna się niezwykła podróż kobiety w nieznany dotąd i jak się okazuje niezwykle magiczny świat orientu... Napotyka na swojej drodze wielu ludzi i przeżywa zapierające dech w piersiach, a niekiedy także mrożące krew w żyłach przygody...
Na jej drodze stają także dwaj skrajnie różniący się od siebie mężczyźni, brytyjski lord Wiliam Gainful oraz z pozoru dziki i nieokrzesany Zakir... Obaj w pewien sposób zmienią jej spojrzenie na życie i otaczający świat... Jeśli chcecie dokładnie poznać losy kobiety, która z zagubionej dziewczyny staje się świadomą siebie i swoich pragnień kobietą wyruszcie wraz z bohaterką w tę niezwykłą "Podróż po miłość", a na pewno nie pożałujecie poświęconego na nią czasu...
Na uwagę zasługuje również prowadzony przez autorkę równolegle wątek muzułmańskiego mistyka i poety Rumiego i jego niezwykłej przyjaźni z tajemniczym Szamsem...
A także liczne odwołania do wydarzeń i postaci ważnych w historii naszego kraju...
Gratuluję Pani Dorocie niezwykłej umiejętności ogromnie obrazowego ujmowania w słowa wierzeń, kultury oraz życia codziennego w orientalnym klimacie... Dzięki tej zdolności czytając czujemy się tak, jakbyśmy stąpali po azjatyckiej ziemi i przyglądali się wszystkiemu z bliska...
Gorąco polecam niniejszą powieść, a sama czekam na jej kolejną odsłonę, która planowana jest na maj 2014 roku.
Pragnę podziękować autorce, Pani Dorocie Ponińskiej za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Podróż nadal trwa - Maria
Przed czytelnikiem druga odsłona sagi Podróż po miłość. Tym razem oprócz
dalszych perypetii Emilii, bohaterki tomu pierwszego, poznajemy również
losy jej córki Marii.
Przyglądamy się życiu Emilii, którego koleje wiodą ją od tureckiego
haremu poprzez pracę w szpitalu polowym podczas wojny krymskiej (w
której traci męża) aż do momentu osiądzięcia w urokliwej Teodozji, gdzie
wraz z Marią prowadzi pensjonat.
Na bieżąco śledzimy też życie Marii, która ma spory kłopot z ustaleniem
własnego wewnętrznego poczucia tożsamości narodowej… Stopniowo jednak
odkrywa prawdę o swoich korzeniach i swojej rodzinie. Zakochuje się
także pierwszą młodzieńczą miłością i odkrywa w sobie talent malarski.
W książce znajdujemy sporo odwołań do historii Rosji, autorka wiele
miejsca poświęca wojnie krymskiej, wokół której w dużej części toczy się
akcja powieści. Nie brak również opisów kultury o obyczajowości takich
miast jak Stambuł, Petersburg, a nawet Paryż.
Jest to opowieść o miłości, trudnych życiowych decyzjach i ich
konsekwencjach. Autorka otwarcie pisze również o irracjonalizmie
konfliktów zbrojnych i okrucieństwach jakie niesie ze sobą każda wojna…
Podkreśla jednakże fakt, że tak naprawdę w każdym momencie swojego życia
i nawet na przysłowiowych „gruzach” można zacząć budować swoje życie na
nowych fundamentach.
Powieść czyta się bardzo dobrze, czytelnik doświadcza podczas jej
lektury całego wachlarza różnorodnych emocji od smutku, lęku i
rozczarowania poprzez codzienne radości, aż do wzruszeń wywołujących
uśmiech przez łzy…
Serdecznie polecam i zapraszam do spotkania z Emilią, Marią oraz wieloma
współbohaterami, którzy wraz z nimi tworzą tę barwną historię.
Sama zaś czekam z niecierpliwością na tom trzeci, którego premiera najprawdopodobniej w maju 2015 roku.
Pragnę podziękować autorce, Pani Dorocie Ponińskiej za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
poniedziałek, 21 września 2015
Bo każda podróż ma swój kres
„Lilianna”
jest ostatnim tomem cyklu Podróż po miłość autorstwa Doroty Ponińskiej. W
niniejszym tomie poznajemy robiącą karierę w korporacji młodą kobietę o imieniu
Marta.
Nasza
bohaterka była bardzo mocno związana ze swoją nieżyjącą już babcią Lilianną. Marta
ma wyrobione zdanie o swojej babci, jako powściągliwej i bardzo statecznej
kobiecie, która przez całe swoje życie kochała jednego mężczyznę. Pogląd ten
zostaje mocno zachwiany, gdy w ręce Marty trafia dziennik babci Lilki…
Przed
młodą kobietą odsłania się stopniowo całkowicie nowe oblicze seniorki rodu.
Marta czując wewnętrzne wypalenie zawodowe i związaną z tym stanem potrzebę
ułożenia sobie wielu spraw na nowo, a jednocześnie zafascynowana perypetiami
babci, bierze urlop i wyjeżdża na Florydę – rzecz jasna z nieustannie czytanym
dziennikiem pod ręką.
W
ten oto sposób otwiera się przed Martą zupełnie nowy świat, który jest
niezwykle urokliwy. Mieszkańcy wyspy, na której przebywa nasza bohaterka mają
zupełnie inną mentalność, a ich podejście do życia cechuje radość z każdej przeżywanej chwili. Marta stopniowo odkrywa,
iż w życiowym pędzie jaki od dłuższego już czasu był jej udziałem zagubiła
swoje marzenia i zachwyt nad życiem.
Dzięki
czytanemu przez kobietę dziennikowi coraz bardziej zagłębiamy się również w
losy Lilianny, które jak się okazuje są niezwykle emocjonujące choć
niejednokrotnie także mocno pogmatwane…
Jest
to opowieść o bardzo wielu niekiedy trudnych i bolesnych obliczach miłości.
Autorka przez swoją opowieść pokazuje nam, że nigdy nie jest za późno na
spełnianie marzeń, nawiązywanie nowych relacji, odkrywanie siebie czy
przewartościowanie prowadzonego dotąd życia. Mówi także o tym, iż każdy z nas
ma swoje czasem bardzo głęboko skrywane sekrety, o których nie mają pojęcia
nawet najbliżsi.
W
powieści tej tak samo jak w poprzednich jej tomach nie brak również wątków
historycznych.
Jeśli
więc macie ochotę na bardzo dobrą prozę obyczajową, w której możecie ujrzeć
zarówno przeszłość jak i dzisiejszy świat z całą gamą ich namiętności i
różnorodnych emocji targających życiem ludzi kiedyś i dziś to nie pozostaje mi
nic innego jak tylko zaprosić Was gorąco do lektury tej powieści.
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.
czwartek, 17 września 2015
Pomiędzy Ziemią a Kromerią
„Jantar
i marionetki czasu” to druga książka Joanny Terki, którą miałam okazję
przeczytać. Poznajemy w niej dalsze losy tytułowej Jantar oraz jej rodziny,
która powiększyła się o nowego członka, synek Jantar ma na imię Vigo.
Niestety
chłopiec cierpi na niezidentyfikowaną chorobę ku rozpaczy rodziców Vigo na
Ziemi nie ma na nią lekarstwa…
W
związku z powyższym nasza bohaterka zmuszona jest ponownie wrócić na swoją
rodzinną Kromerię by tam szukać ratunku dla chłopca.
Oprócz
problemów zdrowotnych małego Vigo sytuacja w rodzinie Jantar również nie
wygląda zbyt różowo, jej relacje z mężem coraz bardziej się pogarszają…
Mężczyzna jest coraz bardziej skryty i tajemniczy, coraz więcej czasu spędza w
pracy, na której temat jego żona właściwie nic nie wie… Małżonkowie oddalają
się od siebie z każdym dniem…
W
zaistniałej sytuacji jedynym oparciem dla naszej bohaterki staje się jej
przyjaciółka Miriam, którą znamy już z poprzedniej części. Obie kobiety
wyruszają na stację orbitalną w poszukiwaniu środka, który uzdrowi Vigo z
zagadkowej choroby.
Podczas
swojej misji Jantar i Miriam przeżywają mnóstwo przygód, a na Ziemi gdzie
został Marcus wraz z dziećmi również wiele się dzieje…
Czas
biegnie nieubłaganie, chłopcu systematycznie ubywa sił… Czy otrzyma na czas
potrzebny lek? Z czym przyjdzie zmierzyć się dwóm odważnym przyjaciółkom? Jaki
sekret skrywa Marcus??
Te
i wiele innych zagadka z całą pewnością uda się Wam rozwikłać, gdy sięgniecie
po niniejszą książkę.
Za
udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Autorce.
środa, 16 września 2015
Ulotne chwile, które zmieniają wszystko
„Zanim odszedł” to już
kolejna powieść autorstwa Edyty Świętek, którą przeczytałam z niekłamaną
przyjemnością.
W książce początkowo
poznajemy losy dwóch przyjaciółek: Karoliny Rozwadowskiej i Sylwii Kasprzyk.
Kobiety diametralnie się od siebie różnią. Karolina jest osobą niezwykle
subtelną i stonowaną; Sylwia natomiast to wulkan energii działający według
zasady „co w sercu, to na języku”.
Głęboka przyjaźń tych dwóch
kobiet jest najlepszym dowodem na to, iż przeciwieństwa się przyciągają.
Karolina, aby odciągnąć myśli
od traumatycznych przeżyć jakie stały się jej udziałem zatapia się w pracy
czyli pisaniu kolejnej powieści.
Dzięki postaci głównej
bohaterki otrzymujemy pewnego rodzaju wgląd w środowisko literackie zarówno od
strony technicznej (np. Targi Książki) jak również tej bardziej międzyludzkiej.
Oczywiście wszelkie opisy są fikcją literacką, niemniej jednak możemy dzięki
nim przyjrzeć się pewnym schematom, z którymi na co dzień mamy do czynienia
właściwie wszędzie.
W powieści tej poruszonych
zostało bardzo wiele tematów takich jak na przykład przyjaźń, pragnienie
miłości i spełniania marzeń czy też różnorakie perypetie i sekrety rodzinne.
Bohaterkami książki są w
większości kobiety, ale według mnie nie jest to powieść tylko i wyłącznie dla
pań. W moich oczach jest to pozycja dla wszystkich tych, którzy cenią sobie
dobrą prozę obyczajową niosącą w swojej pozornej lekkości znacznie głębsze
przesłanie.
Polecam!
Za udostępnienie egzemplarza do
recenzji Wydawnictwu REPLIKA.
Zapowiedź premiery wydawniczej.
Moi Drodzy!
Dzisiaj bardzo gorąco chciałabym zaprosić Was do zwrócenia uwagi na książkę, która ukaże się na rynku wydawniczym już 22.09. Chodzi tutaj o najnowszą powieść autorstwa pani Edyty Świętek, która nosi tytuł "Cappucino z cynamonem", jest to już dziesiąta książka w dorobku autorki.
Poniżej zamieszczam opis tej publikacji pochodzący ze strony Wydawcy:
Patrycja i Sebastian są zupełnie przeciętnym małżeństwem: wspólnie
wychowują dwunastoletnią córkę, borykają się z problemami dnia
codziennego. Pati pracuje w biurze, gdzie musi znosić dziwactwa swojego
zwariowanego kolegi, Teodora. Pewnego dnia ten na pozór uporządkowany
świat rozsypuje się jak domek z kart – Sebastian postanawia odejść. Co
się stało, że mąż podjął decyzję o rozstaniu? Czy sprawił to słynny
kryzys wieku średniego, będący tematem regularnych dyskusji koleżanek
Patrycji? A może przyczyna tkwi gdzie indziej...
Czy w „zatrważającym” wieku 36 lat można szczerze się zakochać i
ułożyć życie na nowo? – te i inne pytania będą dręczyć Patrycję po
rozwodzie. Wsparcia w trudnych chwilach udziela jej najlepsza
przyjaciółka Elwira, która wraz z przyjaciółkami knuje małą intrygę.
Patronat: Fundacja Miasto Słów , Klub z Kawą nad Książką , Książki w eterze , na Pięknej , Przegląd Czytelniczy
Baner pochodzi z bloga autorki, na który również serdecznie zapraszam: http://edyta-swietek.blogspot.com/
niedziela, 13 września 2015
Można odejść na zawsze, by stale być blisko
"Można odejść na zawsze, by stale być blisko..." /ks.Jan
Twardowski/
Autorka niniejszej książki, a w pierwszej
kolejności bloga, w październiku 2012 roku przegrała walkę z chorobą, a mimo to
dała i nadal daje poprzez swoje notki niesamowite wsparcie tym, których życie
postawiło w podobnej sytuacji oraz ich bliskim...
"Chustka" nie mówi
przede wszystkim o odchodzeniu lecz o ogromnym apetycie na życie, o wielkiej
miłości zarówno tej partnerskiej jak i rodzicielskiej, a także o niegasnącej
nadziei...
Joanna Sałyga w sposób bardzo
prostolinijny i szczery pisze o swojej walce z chorobą, badaniach, ale również
o bólu i własnej niemocy będącej wynikiem np. chemioterapii czy naświetlań...
Dla mnie jednak książka ta niesie
ze sobą bardzo pozytywne przesłanie, ukazuje, iż można i należy się cieszyć
każdą chwilą i obecnością najbliższych bez względu na wszystko... Ogrom
matczynej miłości autorki do synka - Giancarlo - oraz niezwykle mądry sposób, w
jaki przygotowuje go ona na własne odejście i dalsze życie bez niej, to
wszystko sprawia, że łzy cisną się czytelnikowi do oczu...
"Chustka" przydaje się
między innymi do zmiany perspektywy w jakiej patrzymy na życie...
Jako ciekawostkę dodam jeszcze,
iż w 2013 roku powstał również krótkometrażowy film dokumentalny pt. „Joanna” w
reżyserii Anety Kopacz. Niniejsza produkcja miała swoją polską premierę 20
lutego 2015 i był nominowany do Oscara w kategorii: Najlepszy
Dokument Krótkometrażowy.
Rodzicielstwo nie jedno ma imię
Na wstępie pragnę podziękować Wydawnictwu Nasza Księgarnia za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
"Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym." /Phil Bosmans/
Autorkom niniejszej książki we własnych rodzinach przyszło borykać się z trudami poczęcia upragnionego i wyczekiwanego maleństwa, w sposób niezwykle otwarty i szczery na kartach niniejszej książki opisują one wspólne wraz z ich partnerami zmagania na drodze do wewnętrznego spełnienia jaką jest dla nich rodzicielstwo...
Jest to książka wywołująca ogromne emocje. Panie Justyna i Beata otwierają przed nami poprzez własne doświadczenia drogę wiodącą przez mroczne meandry zwątpienia, bezsilności i rozczarowania ku nigdy nie gasnącej nadziei... Aż po dojście do przekonania, iż przysposobienie dziecka nie jest "przymusem" lecz ogromnym wyróżnieniem....
Swoją szczerością przełamują tabu jakim po dziś dzień owiany jest temat adopcji jednocześnie wytykając niedoskonałości i braki całej adopcyjnej machiny... Jednakże ukazują również, że pomimo dosyć żmudnych i długotrwałych procedur warto było czekać na swoje jak same o nich piszą "dzieci z chmur", które jak obie zgodnie i stanowczo podkreślają nie różnią się niczym od dzieci będących biologicznymi pociechami swoich rodziców...
Nie zapominają także opowiedzieć o wielu "dobrych duszach", które stanęły na ich nie łatwej drodze do spełnienia największego marzenia, by oddać całe swoje ciepło rodzinne małemu człowiekowi, który z jakichś powodów został ich pozbawiony...
Publikację tę czyta się jednym tchem, a wobec jej zawartości nie sposób pozostać obojętnym ze względu na niebagatelną prostolinijność jej emocjonalnego przekazu... "Dzieci z chmur" z powodzeniem mogą służyć ku pokrzepieniu serc tym, którzy borykają się z niepłodnością... Autorki z całą pewnością dowiodły, iż medyczna diagnoza nie musi być przekreśleniem potrzeby serca, aby zostać Mamą/Tatą... Tym zaś, którzy mają to szczęście, iż nie mają w/w problemów niech pomoże wystrzegać się przed ocenianiem innych przynajmniej do momentu, w którym będzie im dane poznać podłoże takich czy innych wyborów i wynikających z nich decyzji...
Gorąco polecam!
"Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym." /Phil Bosmans/
Autorkom niniejszej książki we własnych rodzinach przyszło borykać się z trudami poczęcia upragnionego i wyczekiwanego maleństwa, w sposób niezwykle otwarty i szczery na kartach niniejszej książki opisują one wspólne wraz z ich partnerami zmagania na drodze do wewnętrznego spełnienia jaką jest dla nich rodzicielstwo...
Jest to książka wywołująca ogromne emocje. Panie Justyna i Beata otwierają przed nami poprzez własne doświadczenia drogę wiodącą przez mroczne meandry zwątpienia, bezsilności i rozczarowania ku nigdy nie gasnącej nadziei... Aż po dojście do przekonania, iż przysposobienie dziecka nie jest "przymusem" lecz ogromnym wyróżnieniem....
Swoją szczerością przełamują tabu jakim po dziś dzień owiany jest temat adopcji jednocześnie wytykając niedoskonałości i braki całej adopcyjnej machiny... Jednakże ukazują również, że pomimo dosyć żmudnych i długotrwałych procedur warto było czekać na swoje jak same o nich piszą "dzieci z chmur", które jak obie zgodnie i stanowczo podkreślają nie różnią się niczym od dzieci będących biologicznymi pociechami swoich rodziców...
Nie zapominają także opowiedzieć o wielu "dobrych duszach", które stanęły na ich nie łatwej drodze do spełnienia największego marzenia, by oddać całe swoje ciepło rodzinne małemu człowiekowi, który z jakichś powodów został ich pozbawiony...
Publikację tę czyta się jednym tchem, a wobec jej zawartości nie sposób pozostać obojętnym ze względu na niebagatelną prostolinijność jej emocjonalnego przekazu... "Dzieci z chmur" z powodzeniem mogą służyć ku pokrzepieniu serc tym, którzy borykają się z niepłodnością... Autorki z całą pewnością dowiodły, iż medyczna diagnoza nie musi być przekreśleniem potrzeby serca, aby zostać Mamą/Tatą... Tym zaś, którzy mają to szczęście, iż nie mają w/w problemów niech pomoże wystrzegać się przed ocenianiem innych przynajmniej do momentu, w którym będzie im dane poznać podłoże takich czy innych wyborów i wynikających z nich decyzji...
Gorąco polecam!
O trudnych emocjach
Na wstępie pragnę podziękować autorce, Pani Barbarze Rosiek za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Ładnych kilka lat temu kończąc szkołę podstawową zetknęłam się z książką pt. "Pamiętnik narkomanki" tej samej autorki. Do dziś pamiętam, że opisana w niej historia wywarła na mnie ogromne wrażenie...
Ponieważ czytanie od bardzo dawna jest moją pasją staram się w miarę na bieżąco śledzić nowinki wydawnicze, w ten oto sposób natrafiłam na opis książki "Oddział otwarty", który dosyć mocno mnie zafrapował...
Sposób tworzenia i odbioru świata jest tutaj z całą pewnością nietuzinkowy... Proza ta przesycona jest emocjami, które dotykają takich aspektów jak odchodzenie, żałoba po stracie kogoś bliskiego, zmaganie się z wielorakimi przeciwnościami natury zarówno fizycznej jak i psychicznej czy toksyczna miłość...
Nie brak w niej jednak także pochwały dla życia, umiejętności pochylenia się nad każdą chwilą i wiary w lepsze jutro... Choć książka ta niewątpliwie nie należy do łatwych gratuluję autorce odważnego pióra i niezwykle zdrowego dystansu do własnej osoby...
Mam również nadzieję, że w przyszłości nadarzy się okazja, aby przeczytać pozostałe publikacje Pani Barbary...
Ładnych kilka lat temu kończąc szkołę podstawową zetknęłam się z książką pt. "Pamiętnik narkomanki" tej samej autorki. Do dziś pamiętam, że opisana w niej historia wywarła na mnie ogromne wrażenie...
Ponieważ czytanie od bardzo dawna jest moją pasją staram się w miarę na bieżąco śledzić nowinki wydawnicze, w ten oto sposób natrafiłam na opis książki "Oddział otwarty", który dosyć mocno mnie zafrapował...
Sposób tworzenia i odbioru świata jest tutaj z całą pewnością nietuzinkowy... Proza ta przesycona jest emocjami, które dotykają takich aspektów jak odchodzenie, żałoba po stracie kogoś bliskiego, zmaganie się z wielorakimi przeciwnościami natury zarówno fizycznej jak i psychicznej czy toksyczna miłość...
Nie brak w niej jednak także pochwały dla życia, umiejętności pochylenia się nad każdą chwilą i wiary w lepsze jutro... Choć książka ta niewątpliwie nie należy do łatwych gratuluję autorce odważnego pióra i niezwykle zdrowego dystansu do własnej osoby...
Mam również nadzieję, że w przyszłości nadarzy się okazja, aby przeczytać pozostałe publikacje Pani Barbary...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










